Wczoraj podczas zwiedzana miasta doświadczyliśmy tego przed czym tak ostrzegają turystów. Podczas spaceru jedną z głównych ulic dzielnic El Born osobnik urody afrykańskiej, złapał teścia za koszulkę/szyję, chciał mu zerwać złotą kietę. Źle wycelował, szarpnął raz czy dwa, odpuścił i poszedl w długą w tym labiryncie ulic.
Srogo by się zawiódł bo tylko zawieszka ze złota, łańcuszek chłam.
Chwilę po tym zauważyłem w ciągu pół godziny z trzy patrole policji na ulicach, być może ktoś miał mniej szczęścia.
Podoba się mnie to miasto. Nie przeraża rozmiarem, metrem dojedziemy wszędzie w max 20 minut. Ruch na ulicach nie przytłacza. Jestem zaskoczony łatwością komunikacji po angielsku, jednak popularność wśród turystów robi swoje. Nie spotkałem jeszcze miejsca gdzie ktoś by rozłożył ręce i nie złożył choćby prostego zdania po angielsku.
Kulinaria na duży plus, dużo miejsc gdzie zjemy coś na szybki, tapas bary ale i pełno pełnoprawnych restauracji. Ceny, myślę że podobne do naszych, może minimalnie wyższe co i tak powoduje, że człowiek nie liczy każdego euro, w końcu to urlop.
@Whoresbane ale ja nigdzie nie napisałem że sam się tam pchał. pewnie że nie jego wina i zasłużył na ten puchar i medal tak jak każdy członek drużyny, po prostu odbieranie go od króla i wznoszenie jako pierwszy wyglądało dziwnie i moim zdaniem nie pasowało do obrazu i wrażenia po tym meczu
Książka przede wszystkim z poradami dla turystów, ale też przedstawiająca bardzo ogólnie podstawy katalońskiej polityki, kultury, zwyczajów. Myślę, że fajna pozycja do nakręcenia się przed wizytą. Bardzo ładne wydanie.
Kurcze wymusili na mnie opinię na Google znaczy poprosili. Wystawiłem smaczne było w Polsce takiego nie zjadłem. 4,3 mają na Google. Taka karteczkę przynieśli. Pierwszy raz się z takim czymś spotkałem. Śmieszne
Jakby kogoś interesowało to 37 euro zapłaciłem piwko i steka drogi nie drogo, jeszcze dałem 5 euro napiwku a co. Żonie tylko nie mówcie. Ona nie lubi jak szatanam nasza forsą.
Co ja będę ukrywał, jestem absolutnie wielkim fanem powieści mających miejsce w okolicy Barcelony opierających się na faktycznych wydarzeniach historycznych. Zafon, Llorens, teraz Piñol również dołącza do tego grona, a Victus trafia na ważne miejsce na mojej półce. Opis wspomnień Martiego Zuviríi, który uważa się za winnego upadku Barcelony podczas oblężenia w roku 1714 roku. Historia niosła go przez Barcelonę, Burgundię, Francję, Kastylię, by w końcu dotrzeć ponownie do stolicy Katalonii, będącej (niestety) centrum finałowych walk o sukcesję hiszpańską. Znakomicie się bawiłem dzięki wszystkim zabawnym i tragicznym losom Martiego, a przy okazji można się dowiedzieć czegoś ciekawego o taktyce oblężniczej twierdz
Upadek baerclony to tu masz na zywo Xdd Flickwagon sie wy⁎⁎⁎⁎⁎olil a mialo byc tak pieknie… robimy tak ze wam moge Rashforda po taniosci zalatwic, do tego chleb upieke robert glutenu poje to znowu sie odpali.