FDR Drive, czyli aleja Franklina D. Roosevelta, która biegnie wzdłuż wschodniego brzegu Manhattanu.
Na zdjęciu poniżej widok w kierunku południowym. Na drugim planie widoczny Most Brooklyński.
#usa #heheszki #ciekawostki #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

FDR Drive, czyli aleja Franklina D. Roosevelta, która biegnie wzdłuż wschodniego brzegu Manhattanu.
Na zdjęciu poniżej widok w kierunku południowym. Na drugim planie widoczny Most Brooklyński.
#usa #heheszki #ciekawostki #pdk ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować
Apropos wczorajszej imprezy. Melanzyk byl piekny, az powrot do domu sie opoznil do nastepnego dnia. Podjechalem zobie z dziunia uberem do mety, zegnam sie jak pambuk przykazal a tu 2 rzeczy sie wydarzyly jednoczesnie:
#justhejtothings #hejtouniverse #nietruestory #truestory #pdk
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Dzisiaj ostatni dzień zabawy #naopowiesci więc trzeba wrzucić coś od siebie. Dla bieżącej edycji były dwie wytyczne - temat "Narodziny superbohatera" i limit znaków w liczbie 8000 ze spacjami. Jedną z nich postanowiłem naszym kawiarenkowym zwyczajem bezczelnie olać (chociaż bardzo się starałem nie). W każdym razie zapraszam do lektury.
Narodziny superbohatera
Mówi się, że nie każdy bohater nosi pelerynę i że prawdziwi bohaterowie nie szukają chwały. Mówi się też, że każdy ma swoją historię.
To jest właśnie jedna z nich.
*****
Hanka spojrzała na zegarek i ze zdziwieniem stwierdziła, że jest już grubo po siedemnastej. Po raz ostatni przejrzała tabelki w Excelu, zapisała plik i załączyła go do maila z codziennym raportem. Kliknęła „Wyślij”, zamknęła klapę laptopa i tym prostym gestem, dzięki urokom “home office”, w jednej chwili wróciła z biura do domu. Nie ruszając się z miejsca.
Z kubkiem letniej już herbaty rozsiadła się wygodniej w fotelu. Za oknem, pogrążoną w zimowym mroku Warszawę rozświetlały latarnie, kolorowe neony i światła samochodów. Przez uchylone okno docierał hałas przejeżdzających tramwajów i klaksonów, przez który, raz na jakiś czas, przebijało się zawodzenie syreny karetki, straży pożarnej albo innego pojazdu uprzywilejowanego.
Zamknęła oczy i pozwoliła myślom swobodnie dryfować wraz z kojącymi odgłosami miasta.
Ból przyszedł nagle. Bez ostrzeżenia.
Jej ciałem szarpnął gwałtowny skurcz. Kubek wysunął się z dłoni i roztrzaskał na podłodze obok fotela. Przez kilkadziesiąt sekund nie była w stanie ani zaczerpnąć oddechu, ani się poruszyć. Kiedy spazm wreszcie ustąpił, równie nagle jak się pojawił, zachłysnęła się powietrzem. Przycisnęła dłoń do klatki piersiowej, jakby ten gest mógł uspokoić kołaczące się wewnątrz serce.
To, że dokładnie wiedziała, co ją czeka, pomagało tylko odrobinę. Odkąd się dowiedziała, miała dość czasu, by się przygotować. Poukładać sprawy. Pogodzić się z nieuniknionym. Teraz poczuła znajome uderzenie adrenaliny, które stopniowo przejmowało kontrolę nad ciałem.
Z wysiłkiem podniosła się z fotela. Wysłała krótką wiadomość do biura, dorzuciła kilka ostatnich rzeczy do spakowanego od dawna plecaka i była gotowa.
Odhaczając w myślach kolejne punkty listy, obrzuciła mieszkanie krytycznym spojrzeniem, po czym zamówiła taksówkę. Zjechała windą na dół i wyszła przed budynek. Nawet przez grubą, puchową kurtkę czuła ukłucia mrozu.
– Wytrzymaj jeszcze chwilę. Jeszcze nie teraz. – powtarzała te słowa w myślach, spodziewając się w każdej chwili kolejnej fali bólu.
Mimo przenikliwego zimna po plecach spływały jej krople potu. Na szczęście nie musiała długo czekać. Gdy biała Corolla zatrzymała się przy krawężniku, wrzuciła plecak na tylne siedzenie, wsiadła i podała kierowcy adres.
Samochód płynnie włączył się do ruchu i ruszył przez rozświetlone ulice miasta, które jak zwykle nie zamierzało zasypiać.
– Jeszcze trochę. Jeszcze tylko trochę. Wkrótce będę w dobrych rękach. Tam się mną zaopiekują.
Ta myśl przyniosła jej ulgę.
*****
Obudziły ją odgłosy krzątania się po sali. Otworzyła oczy i przez chwilę wpatrywała się w biały sufit, próbując przypomnieć sobie, gdzie jest. Dopiero po kilku sekundach wspomnienia ostatniego wieczoru wróciły.
– Dzień dobry pani. Muszę pobrać krew do badania. – Spokojny głos młodej pielęgniarki ostatecznie rozwiał resztki senności.
Poród był krótki, ale bolesny. Skurcze wróciły już w drodze do szpitala, a akcja porodowa postępowała tak szybko, że na znieczulenie nie było już szans. Ledwie wysiadła z taksówki, personel zabrał ją prosto na salę porodową.
Kilka godzin później było już po wszystkim. Pod czujnym okiem położnej i lekarza przyszedł na świat Leon. Maleńki, różowy, z jasną czupryną i zaskakująco przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu, którymi patrzył na świat tak, jakby już coś o nim wiedział.
Pierwsze dni w szpitalu minęły spokojnie. Pod opieką personelu Hanka szybko opanowywała tajniki opieki nad noworodkiem. Zresztą niewiele wskazywało na to, żeby pomoc była jej naprawdę potrzebna. Instynkt macierzyński od pierwszej chwili przejął stery.
Dlatego też, już trzy dni później, niczym wielbłąd - z garbem plecaka i ciężkim nosidełkiem w ręku, przekroczyła próg swojego mieszkania. Postawiła nosidełko na stole i przez chwilę przyglądała się dziecku i jego spokojnej, czujnej twarzy.
– No. To jesteśmy. Ty i ja.
*****
Gdyby ktoś zapytał Hankę, czym jest samotne macierzyństwo, bez wahania odpowiedziałaby, że przypomina jazdę rollercoasterem. Bywały dni, kiedy życie pędziło na złamanie karku i nie dawało jej nawet chwili wytchnienia. Łączenie pracy zawodowej z wychowywaniem dziecka oraz wszystkimi codziennymi obowiązkami — gotowaniem, sprzątaniem czy zakupami — wymagało od niej niemal cyrkowej sprawności.
Potem jednak przychodziły spokojniejsze okresy, podczas których mogła złapać oddech i nacieszyć się zwyczajnym szczęściem. Raz unosiła się kilka metrów nad ziemią, przepełniona dumą i radością, innym razem była gotowa usiąść na środku kuchni i rozpłakać się z bezsilności.
A jednak za żadne skarby świata nie zamieniłaby tego życia na inne.
Szybko okazało się, że Leon nie jest taki jak większość dzieci. Płakał niewiele i zawsze z konkretnego powodu, który Hanka nauczyła się rozpoznawać niemal bezbłędnie. Rozwijał się w tempie, za którym czasami trudno było nadążyć. Nim się obejrzała, raczkował po całym mieszkaniu. Kilka miesięcy później biegał już samodzielnie, przewracając przy tym wszystko, co znalazło się na jego drodze. Pilnowanie go wymagało od Hanki nieustannej czujności i refleksu. Mówić zaczął równie wcześnie, jak chodzić. Około drugich urodzin rozpoznawał już litery i cyfry, a liczba pytań, które codziennie zadawał, zdawała się nie mieć końca.
Najbardziej wyróżniała go jednak ciekawość świata. Kiedy coś przyciągnęło jego uwagę, potrafił poświęcić temu całe godziny. Rozkręcał zabawki na części pierwsze, żeby sprawdzić, jak działają, a potem składał je z powrotem. Zadawał pytania, na które Hanka często nie znała odpowiedzi, i nie odpuszczał, dopóki nie znalazł satysfakcjonującego wyjaśnienia.
Gdy poszedł do szkoły, szybko okazało się, że program nauczania nie nadąża za jego zainteresowaniami. Na lekcjach często się nudził, więc większość wolnego czasu poświęcał swojej największej pasji – rysowaniu.
Jego prace zadziwiały dojrzałością. Były pełne szczegółów i dopracowane w najdrobniejszych detalach. Z czasem Hanka zauważyła, że wszystkie łączy coś jeszcze. Własny, niepowtarzalny styl przypominający kadry z komiksu.
Na rysunkach regularnie pojawiały się te same postacie. Zawsze z charakterystycznymi, żółtymi oczami (#pdk). Byłoby to jedynie osobliwe artystyczne upodobanie, gdyby nie jeszcze jeden szczegół. Sceny przedstawiane przez małego Leona niepokojąco często znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Kiedy pewnego dnia zapytała go o te postacie, wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się tak, jakby odpowiedź była oczywista.
– To projekcje.
*****
Kiedy Leon wychodził do szkoły, Hanka była już pogrążona w lekturze porannych maili.
– Pa, mamo. Wychodzę.
– Tak, tak… Okej. A śniadanie zabrałeś?
Odpowiedziało jej jedynie trzaśnięcie drzwi.
Sięgnęła po kubek z kawą, ale okazał się pusty. Westchnęła, wstała od biurka i poszła do kuchni. Uruchomiła ekspres, który jak zwykle rozpoczął swoją skomplikowaną procedurę płukania, rozgrzewania i wydawania serii dźwięków sugerujących rychłą awarię. Czekając na kawę, zauważyła leżący na stole szkicownik. Zmarszczyła brwi. Leon praktycznie nigdy się z nim nie rozstawał.
Otworzyła go na pierwszej stronie. Większość kartki zajmowała kobieca postać łudząco podobna do niej samej. Miała na sobie dopasowany kostium, powiewającą pelerynę i ogromną literę „H” na piersi. Pod ilustracją widniał wykonany kolorowymi, komiksowymi literami tytuł:
„HANNAH – NARODZINY SUPERBOHATERA”
Zaczęła kartkować szkicownik.
Kolejne plansze komiksu przedstawiały przeróżne historie i dynamiczne sceny, w których główną rolę odgrywała superbohaterka w powiewającej pelerynie w towarzystwie dziecka:
Hannah używająca mocy „Bezsenności Tytanów”, by uśpić wyjątkowo nieskorego do współpracy noworodka...
Hannah wykorzystująca „Płaczowidzenie”, dzięki któremu potrafiła błyskawicznie ustalić przyczynę dziecięcego kwilenia i natychmiast zażegnać kryzys...
Hannah lecąca nad miastem w trybie „Multitasking”, z dzieckiem pod jedną pachą, zakupami pod drugą i telefonem przytrzymywanym ramieniem...
Hannah siedząca przy komputerze, którą ostrzega zmysł „Prekognicji Katastroficznej”, po czym „Superprędkość” pozwala jej w ostatniej chwili złapać w locie spadającego z piętrowego łóżka syna...
Czując narastające wzruszenie, przewróciła kilka kartek dalej, na których postać dziecka nabrała nastoletnich kształtów. Zaczęła czytać dialogi w balonikach.
– Ty nie jesteś wszyscy. - Hannah przywołała Leona do porządku potęgą “Antykonformizmu”…
– Porozmawiam sobie z tobą w domu! – moc “Retrybucji Domowej” dosięgła Leona nawet przez telefon…
– Bo ja tak powiedziałam! – “Aura Jurysdykcji” sprawiła, że Leona zamurowało…
Poczuła czyjś wzrok na sobie i przerwała lekturę. Odwróciła się. W drzwiach kuchni stał Leon i patrzył na wzruszoną Hankę, trzymającą w drżących dłoniach zeszyt.
– Zapomniałeś szkicownika - wyszeptała wzruszona
– Właśnie po niego wróciłem.
– Naprawdę tak mnie widzisz?
Chłopak, a właściwie już niemal młody mężczyzna, podszedł do niej i ujął jej dłonie. Na ścianie oświetlonej porannym wiosennym słońcem ich sylwetki zlały się w jeden wspólny cień. Przez uchylone okno wpadł podmuch wiatru. Firanka uniosła się lekko, a cień Hanki na krótką chwilę zyskał coś na kształt łopoczącej peleryny.
– Kocham cię, mamo…
Cyferki dla ciekawskich: 1299 słów, 9227 znaków ze spacjami i 7955 bez spacji
#zafirewallem #naopowiesci
z jasną czupryną i zaskakująco przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu, którymi patrzył na świat tak, jakby już coś o nim wiedział.
To jest najlepsze zdanie jakie przeczytałem w tym tygodniu, a konkurowałeś (byc może nieświadomie) między innymi z panem Januszem Głowackim i z noblistą, panem László Krasznahorkaiem.
Zaloguj się aby komentować
Fantastyczne zdjęcie pokazujące zdziczenie ludzi pod wpływem #socialmedia
Niczym Sąd Ostateczny Boscha - ludzie wypinają to i owo do obiektywu, kobieta gra na skrzypcach geje tańczą poloneza #pdk XD
Od mniej więcej tygodnia na Słowację najeżdżają hordy by zrobić zdjęcia czerwonej koniczynie kwitnącej na tle Tatr XDD
Autor zdjęcia to Paweł Uchorczak.
Tutaj można zobaczyć resztę fotografii: https://www.facebook.com/PawelUchorczakFotografia/posts/pfbid0rx8wwxG13YYvuqAGKiX8nQGhnji4WgMGTHj2Dog4w3QZEV2Q8UxfEiFyWWrWoCxml
#heheszki #wiadomosciswiat #fotografia


Zaloguj się aby komentować
Znawcy dobrej kuchni i smaku z hejto piszą że Polacy nie lubią dobrze i ze smakiem zjeść, ale to nieprawda ja bardzo lubię. Czasem nawet eksperymentuję w kuchni i dzisiaj zamiast ryżu do paprykarza kraftowego dodałem kaszy pęczak. Ależ to było dobre, prawdziwy fine dining ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
#pdk #sniadanie #heheszki

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
W serwisie a gdzie? Ale nie jak jakieś #bmw #pdk tylko jak co roku przegląd i tyle. A to już 5 raz. Jak na razie jestem zadowolony.
#kia #serwis #piateczek #ceed

Zaloguj się aby komentować
Pięknie rozkwitły azalie, orliki i rododendrony #pdk #ogrodnictwo




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Nawet sam Bóg gratuluje zwycięstwa w lidze #arsenal #pdk #pilkanozna


Zaloguj się aby komentować
Coraz bardziej wyglada, ze za rok nie bedziemy miec derbow Francji. No ale jeszcze mecz barazowy bedzie
#pilkanozna #smutnazaba #pdk


Zaloguj się aby komentować
Wyjątkowo przy niedzieli... są bunkry i jest za⁎⁎⁎⁎ście :) #rower #pdk #ktoranowstajetenidziepobulki

Zaloguj się aby komentować
Siemandero rowerowe świry!
Kontekst: Zrobiłem sobie ostatnio z młodzieżą niezobowiązującą trasę rozgrzewkową na 50km, głównie asfalt, ale bylo też trochę szutrów. O ile moja d⁎⁎a jakoś sobie poradziła to na 30 kilometrze u młodzieży juz była w strzępach. Wiem, że wynika to z braku "objeżdzenia" głównie, ale są jakieś metody na złagodzenie tego stanu...poza oczywistą "maścią na ból d⁎⁎y". ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
Pytania:
1. Czy wymiana sztycy siodła na amortyzowaną ma sens i dla jakiego typu roweru? A jesli tak to na co zwracać uwagę (jakies polecane modele w rozsądnej cenie)?
2. Ja jechałem Gravelem a młody Trekingiem w którym siodełko jest "kanapowe" w porównaniu do Gravela - czy w tym przypadku wymiana siodła na smutniejsze coś by wniosła do komfortu na dystansach do 100km (nie planujemy wiecej)? Załączam fotki obu taboretów.
3. Polećcie jakieś błotniki do Gravela (żebym nie wyglądał jak "Pan Draska" jak popada🙃), pls tak żeby nie podwozić wartości rowerka.
Taak, jestem rowerowym ignorantem, wiem tylko jak nie spaść z rowerka #pdk ...nawet nazwę "sztyca" musiałem potwierdzić bo dla mnie to jakaś zwykla rurka była (nie wspominając o blatach, mostkach, saportach i całym tym szpeju od rowerów). ¯\_(ツ)_/¯
#rower #kiciochpyta


Na start bierzesz karton, kładziesz na twardej podłodze. Siadasz gołym dupskiem na nim, żeby odcisnąć ślady po kościach miednicy.
Mierzysz suwmiarką rozstaw między środkami dołków w kartonie, dodajesz 2 cm i tej szerokości całkowitej siodełka szukasz.
Jak postawisz rower na poziomym, na kołach, to siodło ma być poziomo.
Pozostaje jeszcze regulacja przód-tył, ale to powiedzą kolana i mięśnie
@AndrzejZupa To jest proste jak cep i szkoda czasu na internet. Kazdego d⁎⁎a boli jak nie jeździ. Nic ale to nic tego nie zmieni. Wymienisz 10 siodełek i przestanie, ale nie przez siodełka tylko przez to, że będziesz na nich jeździł. A jak już pojeździsz to sam bedziesz wiedział co ci nie pasuje i również z tego powodu nie będziesz musiał nikogo o to pytać.
A odpowiedź na dosłownie dowolne pytanie zaczynające się od "czy warto kupić" żeby się po prostu przejechać brzmi: jeżeli to co masz jest sprawne to nie warto. Jak się nie jeździ to złej baletnicy i tak dalej i patrz wyżej
Było, użyj lupki, zasilacz z czarnej listy, zamykam wątek.
Zaloguj się aby komentować
#ai #heheszki #humorinformatykow #pdk #windows #microslop #windows11 #technologia
YellowKey zero-day exploit in BitLocker
The process is dead simple: grab any USB stick, get write access to the "System Volume Information," and copy into it the "FsTx" folder and its contents. Shift+click Restart to get Windows to the recovery environment, but then switch to holding down the Control key and don't let go. The machine will reboot, and without asking any questions or showing any menus, will drop you in an elevated command line with full access to the formerly Bitlocked drive, without asking for any keys.


Zaloguj się aby komentować
@Thereforee #linux #ai #heheszki #humorinformatykow #pdk

Microsoft nie udostępnia exploitów na One Day'e na Githubie przed prawidłowym załataniem kodu XD
Także człowieki Linux Developers Team zje%ali sprawę. Ktoś zrobił dekompilację i udostępnił działający exploit podnoszący uprawnienia do poziomu roota XDDDDDD przed wydaniem łatki.
Solucja? Wyłączenie sekcji XDDDDDD via Killswitch.
Zaloguj się aby komentować
Co za weekend ja przeżyłem, klękajcie narody! Ale po kolei, bo emocje jeszcze trzymają.
Niektórzy z tagu #motocykle pewnie pamiętają moją zeszłoroczną walkę z chińską materią przy wyborze moto pod Skandynawię. Plan się udał, ale na wyprawie, jako asfaltowiec od kilkunastu lat, byłem poza czarnym totalnie zesrany. Filozofia jazdy cała na odwrót
Od tamtej pory ganiam po łąkach i szukam różnych okazji, więc zdarzyło się też tak, że odpowiedziałem na pewnego posta na FB, dzięki czemu zostałem zaproszony na weekend #offroad. Chłop układał sam trasę, tak żeby było legalnie, a żeby nie trzeba asfaltem ganiać. Wyszła pętla na jakieś 500km od Śląska gdzieś pod Bełchatów i powrót przez Jurę. Legalnie, jak najmniej asfaltu, partyzantka. Wyjechaliśmy w czwórkę w piątek "po" pracy
Drugiego dnia dobiło kolejne 3 raiderów z Katowic. I tu się zaczęło: piach po same ośki, rzeczki, przewrócone pnie. Co chwila jakieś sarny i bażanty, piękne zielone pola centralnej Polski z dojrzewającymi zbożami i rzepakiem, a my walka z grawitacją przy każdej glebie. Wieczorem obóz, a w zasadzie już małe miasteczko namiotowe gdzieś nad Pilicą. Jak siadła mgła, to zrobiło się wręcz filmowo. Żadnej spiny, same stare chłopy, kiełba z ognia i totalne odcięcie od świata.
Ostatni dzień powrót, ale w końcu słońce i 20 stopni. Na Jurze kawałek TET, było kilka wyzwań, jakieś mniejsze awarie, ale wszyscy cali dojechali do Jaworzna i zaczęliśmy się rozjeżdżać.
Nabrałem masę doświadczenia, zaliczyłem kilka gleb, przestałem bać się piachu, przeskakiwałem pnie i wjeżdżałem w miejsca, o których wcześniej bym nie podejrzewał że dam radę. No i najważniejsze - przez większość drogi miałem banana na gębie. Do tego skupienie na drodze nie pozwala myśleć o niczym innym, więc odpoczynek psychiczny od wszystkiego - mindfulness w najczystszej postaci.
Mam teraz jeden duży problem: asfalt przestał mnie jarać. Żeby poczuć tam adrenalinę, musiałbym zapierdalać 150 km/h, co jest zwyczajnie głupie. Off-road daje to samo przy 40 km/h, tyle że z większą dawką potu i mniejszym ryzykiem poważnych uszkodzeń. Czas zmienić ciuchy turystyczne na zbroję, potrenować trochę po hołdach w okolicy i szukać okazji do kolejnego wypadu





Zaloguj się aby komentować
805 + 1 = 806
Tytuł: Świadkowie Jehowy? Dylematy mojej matki
Autor: E. Bruce Price
Kategoria: religijna
Wydawnictwo: Orion Plus
Format: papierowa
Liczba stron: 142
Ocena: no nie da się ocenić w skali od 1 do 10, ale przynajmniej po lekturze dostałem status Rezydenta Wojewódzkiego Szpitala Zdrowia Psychicznego im. dr. Józefa Bednarza w Świeciu
Jadąc w ubiegłym tygodniu do Bydgoszczy znalazłem tę ciekawostkę w półce bookcrossingowej. Patrzę na okładkę i widzę, że może to być coś interesującego, bo na okładce są różne daty końców świata, które przepowiadali świadkowie Jehowy. Odwracam i na tylnej okładce widzę wydawnictwo Orion Plus. No to już wiem, że to coś będzie dla mnie.
Orion Plus to wydawnictwo adwentystów Dnia Siódmego. Czemu Orion? Cóż, adwentyści mają dziwne zainteresowanie gwiazdozbiorem Oriona, zakrawające o kult. Interesujące jak na kościół chrześcijański, ale to dygresja. Ważne jest, że znak Orion Plus sprawia mi tyle samo radości co logo The Cannon Group na początku filmu, zapowiadający niskobudżetowy, ale sprawiający pełno frajdy film wpierdolu z Chuckiem Norrissem. Logo wydawnictwa Orion Plus od razu wskazuje, kto stoi za książką. Jest Orion, a co za tym idzie będzie ciekawie.
Książka przedstawia historię pewnej australijskiej rodziny ze świadków Jehowy, którzy decydują się przejść do Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego. Jedno muszę przyznać – interesujące jest wyjście ze swojej bańki i czytanie krytyki sekty ze strony innego bardzo kontrowersyjnego wyznania religijnego. Cóż, adwentyści wierzący w biblijną wizję stworzenia świata i poważnie wierzący, że świat liczy 6 tys. lat, są takimi samymi szkodnikami co świadkowie Jehowy, którzy dosłownie czytając swój przekład Biblii również plują na naukę, przynajmniej na poziomie transfuzji krwi. W zasadzie gdybym potrafił obsługiwać wideo, miał warunki i za dużo wolnego... a nie, mam za dużo wolnego czasu, skoro czytam takie książki. W każdym razie gdybym rozpoczął serię filmów commentary o adwentystach to zrobiłbym SciFunowi dużą konkurencję wobec jego serii o płaskiej Ziemi.
Jak ktoś byłby zainteresowany argumentami, jakimi pastor przekonał świadków do swojego kościoła, to mogę przytoczyć, ale moim zdaniem byłoby to nudne dla przeciętnego czytelnika. To jest nic innego jak rozmowa o hrabinę Szlezwig-Holsztain, która przypadkiem nadepnęła na nogę cesarzowi Fryderykowi Hohenzelorowi Habsurgowi Trzeciemu w trakcie rautu w 1792 w ambasadzie Prus #pdk Mnie takie wymiany poglądów interesują, ale traktuje to jako intelektualne guilty pleasure.
Jak ktoś lubi tematykę sekt religijnych - polecam. Jak ktoś ma takie szczęście jak ja, że co trzy miesiące dostaje telefon od mormonów, na swoim przystanku autobusowym regularnie widzi wydawnictwa adwentystów, jako jedyny na osiedlu jest odwiedzany przez świadków Jehowy, a na Gdańsku Głównym gdy jest tłum z setką ludzi to tylko do mnie podejście bez powodu zielonoświątkowiec – no to też polecam, bo zawsze można czegoś się nauczyć i mieć tę dodatkową ripostę w głowie. Jak ktoś ma za dużo czasu – polecam. Kupić piwo i przeczytać cokolwiek innego, np. instrukcję obsługi pralki. Po serbsku.
Prywatny licznik: 17/50
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #bapitankombaczyta #religia #sekty #swiadkowiejehowy

Zaloguj się aby komentować
Wracam z bydgoszczy i mam dwie kiełbaski. To dziwne. #pdk


Zaloguj się aby komentować
Wracajac do tego wpisu:https://www.hejto.pl/wpis/podczas-sobotnich-porzadkow-znalazlem-picrelated-moj-pierwszy-quot-prawdziwy-quo
Ostatni czas nie byl dla mnie laskawy,wiec sile i checi na wizyte u zegarmistrza znalazlem dopiero dzisiaj.
Klimat generalnie byl i jest przeciwko nam #pdk, ale ja sie nie poddalem,odwiedzilem wczesniej babcie( zrobilem zakupy i odebralem czasomierz,ktorego pasek juz wygladem straszyl) i z duzym ekwipunkiem( niestety bez druzyny) wybralem sie do speca od naprawy czasomierzy.
Obylo sie bez tragedii-lorus po wymianie baterii ozyl,takze obawy @Spider okazaly sie bezpodstawne :) Widzicie,ze Japonczycy to potracia cos sprzedac :)
Ze zlych wiesci,nie mial na stanie paska gumowego na wymiane :(
Mala sesja zdjeciowa ponizej, no i #kontrolanadgarstkow z nowym-starym lorusem.


Zaloguj się aby komentować