Oooookej, pierwsze wrażenia z Maroka są dość mieszane.
Przejazd przez Tanger to najbardziej traumatyczne doświadczenie w moim motocyklowym życiu. A jeździłem po Bałkanach, jeździłem po Hiszpanii, jeździłem po Włoszech, a nawet po Radomiu. Atakują z każdej strony, parkują w dowolnym miejscu i momencie, linie są tylko niezobowiązującą wskazówką, piesi wolą iść ulicą niż chodnikiem, dzieci na rowerkach zresztą też. Na krajówkach spokojniej, ale tiry podjeżdżające na milimetry czy ścinanie zakrętów na krętych drogach są normą.
W nocy był standardowy reisefieber, więc spałem tylko dwie godziny. A że już koło południa zaczęło mnie odcinać (a dodajmy do tego jeszcze 120% koncentracji wymaganej do przeżycia na tych drogach), a ja nie miałem wyraźnego celu, do jakiego mam koniecznie dotrzeć, zaklepałem sobie nocleg w Szafszawanie. Na pierwszy rzut oka okolica dość obskurna, taka nie wiem, bido-przemysłowa. I jeszcze przysrał się do mnie jakiś dziad narzekający, że wszyscy uczą się angielskiego, a nikt arabskiego. I że jak będę wracał, to żebym też się tu zatrzymał na tym parkingu, to mi sprzeda swoją najlepszą kozę (real beast!).
Ale pozory mylą - po regeneracyjnej sjeście poszedłem do bankomatu i po wodę (tej z kranu to moje usta tu nie tkną).
Trafiłem niechcący do medyny i tam już już naprawdę super klimat. Alejki z masą chińskich bibelotów, magnesikiami, oryginalnymi torebkami i perfumami, nawet wielki sklep z łapaczami snów. Ironizuję, bo asortyment jak tak się zastanowić, to dość przykry, ale przyprawy czy po prostu normalne sklepy z lokalną spożywką albo małe knajpki też tam były i robiły klimat. I oczywiście naganiacze, uparci strasznie. Akurat uwierzę, że pierwszy lepszy typek ma "najlepszy hasz w mieście".
Na jutro już sobie wyznaczę jakiś konkretniejszy cel.
A w ogóle to powietrze jest tu chyba strasznie zapylone. Wszystko jakby za mgłą, bardzo mały kontrast na zdjęciach wychodzi i w ogóle dziwnie się w czymś takim jedzie.
@Shagwest napisz kumplu coś więcej o tym jak bardzo nagabują turystów bo jestem bardzo ciekaw. Jeżdzę w pojedynkę i kusi mnie Maroko, ale kurde obawiam się tego że mnie poprostu stratują oferując różne cuda na kiju i będąc w pojedynkę się przed tym nie wybronię
Poniedziałek trzeciego tygodnia okresu Wielkanocnego
(J 6, 22-29)
Nazajutrz, po rozmnożeniu chlebów, tłum stojący po drugiej stronie jeziora spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie. A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: "Rabbi, kiedy tu przybyłeś?" W odpowiedzi rzekł im Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec". Oni zaś rzekli do Niego: "Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?" Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: "Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał".
John 6:22-29
After Jesus had fed the five thousand, the disciples saw him walking on the lake. On the next day the crowd that remained on the other side of the lake saw that there had been only one boat there, and that Jesus had not entered the boat with his disciples, but that his disciples had gone away alone. Other boats from Tiberias came near the place where they had eaten the bread after the Lord had given thanks. So when the crowd saw that Jesus was not there, nor his disciples, they themselves got into the boats and went to Capernaum, seeking Jesus. When they found him on the other side of the lake, they said to him, ‘Rabbi, when did you come here?’ Jesus answered them, ‘Truly, truly, I say to you, you are seeking me, not because you saw signs, but because you ate your fill of the loaves. Do not work for the food that perishes, but for the food that endures to eternal life, which the Son of Man will give to you. For on him God the Father has set his seal.’ Then they said to him, ‘What must we do, to be doing the works of God?’ Jesus answered them, ‘This is the work of God, that you believe in him whom he has sent.’
Mieszkać w Hiszpanii i nie wyskoczyć na tydzień do Maroka, to jak tankować na Orlenie i nie wciągnąć parówy. Bilet na prom ogarnąłem miesiąc temu i dziś w końcu nadszedł ten czas. Trochę nie miałem czasu ogarniać reszty, oprócz spytania Claude'a, co tu jest ciekawego. Nawet nie mam żadnego noclegu
Zjechałem więc z promu, pokrążyłem chwilę po Tangerze, zdążyłem nabrać szacunku do kultury jazdy w Hiszpanii i teraz szukam jakiegoś celu.
Nawet nawigacji porządnej nie mam. Kupiłem w sobotę mapy Maroka do Garmina i okazało się, że bez Windowsa nie da się ich wrzucić. Kilka godzin kombinowania z Wine i Virtualboxem i nic. Trudno, nikt mi nie będzie mówił, gdzie mam jechać
Mam w kufrze kanapkę, wodę i wafle ryżowe. Przeżyję.
Ponad miesiąc temu dostałem od internistki prikaz mierzenia ciśnienia i spisywania go w tabeli, bo wyszło wysokie na wizycie. Przez cały ten czas miewałem raz dobre, raz wysokie, mniej więcej zgodne z odczuwanym stresem.
Zauważyłem, że spinam się w trakcie pomiaru, twarzą, nogami, czasem ręką z rękawem.
Starałem się wymuszać na sobie konkretne ciśnienia, niczym jakimś zadajnikiem narzucać co ma wyjść. Co wychodziło - wiadomo
Kontrola bowiem, choć czasem (lub często) nieskuteczna, daje mi poczucie bezpieczeństwa. To kolejna moja przypadłość z dzieciństwa, która robi mi źle.
Interesowanie się moim zdrowiem daje mi od roku poczucie, że coś z automatu jest ze mną źle, że czas na leczenie i ogólnie zbieranie za chwilę zabawek z piaskownicy zwanej życiem. To jest strach, lęk.
No i teraz #chwalesie
Opanowałem skubańca. Ostatnie cztery pomiary z rzędu są w normie, choć wciąż momentami spinam się fizycznie. Różnica jest w tym, że nie kontroluję na siłę, a obserwuję i odpuszczam.
@macgajster mam podobnie - w gabinecie wywalone na 160, w domu normalne i weź tu lekarzowi wytłumacz żeby uwierzył. Pomogła mi dopiero apka, w której zapisywałem wyniki każdego dnia.
@macgajster Od czasu do czasu łapie mnie w losowych momentach skurcz po lewej stronie klatki piersiowej. Mrowienie przenosi się na plecy, czasem pod ramię, czasem w stronę szyi.
Pierwsze kilka razy byłem przerażony ze może to już ten moment na wczesny zawał, a potem sobie uświadomiłem ze ostatnio odpuszczam trening a nawet poranna rozgrzewkę, mimo tego ze dalej siedzę zwinięty jak precel przez 6-14 godzin dziennie przed komputerem. W szczegolnosci - główny monitor mam po lewej, czyli tam gdzie przykurcz występuje powinienem się go spodziewać.
@wombatDaiquiri Wystarczy jeden monitor, a na nim można mieć dowolną macierz wirtualnych pulpitów (u mnie 4×4) – przecież i tak wzrokiem ogarnie się tylko jeden monitor, a siedzi się wtedy prosto.
@macgajster funfact: niektóre pozornie niepozorne suplementy np. ruszczyk mogą wywalić ciśnienie w kosmos. Jeżeli bierzesz jakieś inne tabletki to sprawdź czy nie mają składników, które mogą podwyższać ciśnienie
Powrót na część trasy, którą próbowałem przejść z młodszą Myszą w nosidle, ale zrezygnowałem ze względu na duże nachylenie (tak naprawdę w ogóle nie powinienem był próbować).
Informacje praktyczne:
Samochód zostawiłem w tym miejscu , jednak była tam informacja, że parking jest tylko dla klientów (nie wiem czego, czy apartamentów, czy stoku).
Załączona trasa nie nadaje się dla dzieci ani na spacer z nosidłem przez ten odcinek czarnego szlaku - jest to jedno z bardziej stromych podejść, z jakimi miałem do czynienia w Beskidach.
Przy szczycie znajduje się polana , z której czasami startują paralotniarze. Można z niej zobaczyć między innymi Ciecień.
Ten fragment trasy prowadzi dawnym szlakiem niebieskim, który został wyłączony z użycia ze względu na trasy rowerowe i narciarskie. W dzień zalecane jest korzystanie z wyciągu krzesełkowego, a w nocy...
Niedaleko stoku jest mały cmentarz z I Wojny Światowej - nagrobki są bezimienne.
Co było fajne:
Udało się podeptać jeszcze śnieg, którego na szczycie leżało zaskakująco dużo. Nocny, zmrożony i biały od śniegu las skrzący się w świetle latarki to coś, co uwielbiam.
Czarny szlak, mimo, że wymagający, ogólnie na plus.
Co było mniej fajne:
Odcinki asfaltowe (tu i tu ) - łącznie około 3 km.
Ogólnie całkiem spoko wypad. Gdyby ktoś chciał wejść na Śnieżnicę łagodniejszą trasą, to można to zrobić startując z przełęczy w Gruszowcu.
To okoliczności (przeciwności) pokazują ludzki charakter. Gdy więc spadają na ciebie trudności, pamiętaj o tym, że Bóg, niczym trener zapaśników, wystawił cię do walki z niebezpiecznym młodym człowiekiem. Możesz zapytać, w jakim celu to zrobił. Cóż - po to, byś mógł zostać olimpijczykiem, choć żeby to osiągnąć, musisz się namęczyć.
@splash545 eh... zawsze mam problem ze wszystkim, co odwołuje się do Boga albo tzw. siły wyższej ponieważ wiara moja w ich istnienie jest delikatnie mówiąc bardzo nikła.
@WatluszPierwszy sam jestem ateistą i Bóg podmieniam sobie na los i wszystko się klei. Cały powyższy cytat mógłbym podsumować: przeciwności losu traktuj jako trening.
A cytat odbieram jako taką ładniejszą, poetycką wersję tego zdania.
@splash545 w los też nie wierzę za bardzo Zasadniczo uważam, że nie ma czegoś takiego. Bo czymże miałby ten los być? Jeśli pisane jest mi złamać sobie nogę na schodach, to ją złamię? Czy też los jest po prostu życiowym przypadkiem? Nie wiem... mam mocno ambiwalentne podejście do kwestii tzw. losu życiowego.
Nie zmienia to jednak faktu, że uważam, iż powyższy cytat to po prostu zachęta do walki o siebie, o codzienność i o bycie tą najlepszą wersją siebie na tyle na ile tylko sił starczy. Nabywanie umiejętności i siły oraz bycie moralnym.
W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: "Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?" Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: "Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało". Zapytał ich: "Cóż takiego?" Odpowiedzieli Mu: "To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli". Na to On rzekł do nich: "O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?" I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego. Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: "Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił". Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: "Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?" W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi". Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba.
Luke 24:13-35
Now that same day two of them were going to a village called Emmaus, about seven miles[a] from Jerusalem. They were talking with each other about everything that had happened. As they talked and discussed these things with each other, Jesus himself came up and walked along with them; but they were kept from recognizing him. He asked them, “What are you discussing together as you walk along?” They stood still, their faces downcast. One of them, named Cleopas, asked him, “Are you the only one visiting Jerusalem who does not know the things that have happened there in these days?” “What things?” he asked. “About Jesus of Nazareth,” they replied. “He was a prophet, powerful in word and deed before God and all the people. The chief priests and our rulers handed him over to be sentenced to death, and they crucified him; but we had hoped that he was the one who was going to redeem Israel. And what is more, it is the third day since all this took place. In addition, some of our women amazed us. They went to the tomb early this morning but didn’t find his body. They came and told us that they had seen a vision of angels, who said he was alive. Then some of our companions went to the tomb and found it just as the women had said, but they did not see Jesus.” He said to them, “How foolish you are, and how slow to believe all that the prophets have spoken! 26 Did not the Messiah have to suffer these things and then enter his glory?” And beginning with Moses and all the Prophets, he explained to them what was said in all the Scriptures concerning himself. As they approached the village to which they were going, Jesus continued on as if he were going farther. But they urged him strongly, “Stay with us, for it is nearly evening; the day is almost over.” So he went in to stay with them. When he was at the table with them, he took bread, gave thanks, broke it and began to give it to them. Then their eyes were opened and they recognized him, and he disappeared from their sight. They asked each other, “Were not our hearts burning within us while he talked with us on the road and opened the Scriptures to us?” They got up and returned at once to Jerusalem. There they found the Eleven and those with them, assembled together 34 and saying, “It is true! The Lord has risen and has appeared to Simon.” Then the two told what had happened on the way, and how Jesus was recognized by them when he broke the bread.
Pierwsze dwa hasła najczęściej można znaleźć w temacie narcyzmu. Mnie jednak gniecie to w inny sposób.
Idealizuję bliskich, nawet jeśli robią coś przeciwko mnie. Nie mam tego problemu wobec obcych, choć ich często traktuję z większym poważaniem i zaufaniem niż powinienem.
Jeśli ktoś mi podpadnie – demonizuję (dewaluuję). Czasem jedna sytuacja, odpowiednio silna, potrafi skreślić bardzo dużo pozytywów z relacji. Automatycznie tworzę w głowie jakieś scenariusze, przeżuwam, maltretuję się tym i w ten sposób zwiększam stopień, w jakim ta osoba jest „zła”.
Tu właśnie wchodzi środowa terapia, na której usłyszałem, że to nie jest normalne. To utknięcie w rozwoju emocjonalnym na poziomie dziecka, brak widzenia człowieka całościowo, ambiwalentnie. Logicznie wiem, że człowiek składa się z cech pozytywnych i negatywnych. Emocjonalnie… nigdy nie wytworzyłem takiego podejścia.
Utrudnia mi to życie. Raz „skreślona” osoba ma bardzo małe szanse na powrót w to samo miejsce. Nie mówię, że zerowe, bo raz albo dwa udało mi się to cofnąć. Tylko wymagało to bardzo dużego wysiłku z mojej strony. Wysiłku, którego nie chcę już ponosić, bo dużo lepszym rozwiązaniem jest dla mnie emocjonalnie dorosnąć, wykształcić ambiwalencję.
Nie spodziewałem się, że mogę nosić w sobie tyle „dobra”
@Statyczny_Stefek ostatnio oglądałem na yt jak wypowiadał się mnich zen, co tam żyje w klasztorze w Japonii. Mówił, że 90% ich praktyki zen, to sprzątanie.
Boondoggle to angielskie określenie (głównie amerykańskie) oznaczające projekt, przedsięwzięcie lub wydatek, który jest całkowitą stratą czasu i pieniędzy. Często odnosi się do nieefektywnych projektów publicznych, finansowanych z podatków, które nie przynoszą żadnej realnej wartości.
Jak malutką cząstkę niezmierzonego i nieogarniętego czasu wymierzono każdemu! W mgnieniu oka bowiem znika w wieczności! Jak małą cząstkę wszechmaterii! Jak małą wszechduszy! Po jak małym zakątku całej ziemi się czołgasz! Mając to wszystko na myśli, nic nie uważaj za ważne, jak to, byś działał zgodnie z kierunkiem swej natury, a znosił to, co z sobą przynosi wszechnatura.
Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się! Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.
John 6:16-21
When evening came, the disciples of Jesus went down to the lake, got into a boat, and started across the lake to Capernaum. It was now dark, and Jesus had not yet come to them. The lake became rough because a strong wind was blowing. When they had rowed about three or four miles, they saw Jesus walking on the lake and coming near the boat, and they were frightened. But he said to them, ‘It is I; do not be afraid.’ Then they were glad to take him into the boat, and immediately the boat was at the land to which they were going.