Idealizacja, dewaluacja, ambiwalencja


Pierwsze dwa hasła najczęściej można znaleźć w temacie narcyzmu. Mnie jednak gniecie to w inny sposób.

Idealizuję bliskich, nawet jeśli robią coś przeciwko mnie. Nie mam tego problemu wobec obcych, choć ich często traktuję z większym poważaniem i zaufaniem niż powinienem.


Jeśli ktoś mi podpadnie – demonizuję (dewaluuję). Czasem jedna sytuacja, odpowiednio silna, potrafi skreślić bardzo dużo pozytywów z relacji. Automatycznie tworzę w głowie jakieś scenariusze, przeżuwam, maltretuję się tym i w ten sposób zwiększam stopień, w jakim ta osoba jest „zła”.


Tu właśnie wchodzi środowa terapia, na której usłyszałem, że to nie jest normalne. To utknięcie w rozwoju emocjonalnym na poziomie dziecka, brak widzenia człowieka całościowo, ambiwalentnie. Logicznie wiem, że człowiek składa się z cech pozytywnych i negatywnych. Emocjonalnie… nigdy nie wytworzyłem takiego podejścia.

Utrudnia mi to życie. Raz „skreślona” osoba ma bardzo małe szanse na powrót w to samo miejsce. Nie mówię, że zerowe, bo raz albo dwa udało mi się to cofnąć. Tylko wymagało to bardzo dużego wysiłku z mojej strony. Wysiłku, którego nie chcę już ponosić, bo dużo lepszym rozwiązaniem jest dla mnie emocjonalnie dorosnąć, wykształcić ambiwalencję.


Nie spodziewałem się, że mogę nosić w sobie tyle „dobra”


#refleksjemacgajstra #psychologia #refleksje #samorozwoj #emocje #zycie #doswiadczenia #psychoterapia

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować