W amerykańskim mieście zaczynają ginąć dzieci. Modus operandi sprawcy niepokojąco przypomina styl Szeptacza, seryjnego mordercy który odsiaduje wyrok dożywocia. Gdy znika wnuk emerytowanego policjanta, który lata temu dopadł Szeptacza, ten włącza się do śledztwa by pomóc odnaleźć chłopca i ująć naśladowcę.
Całkiem zgrabny dreszczowiec z niezłym klimatem, w sam raz na jesienny wieczór. Miejscami niestety fabuła trochę zawodzi, ale mimo tego oglądało się dobrze. Do tego gwiazdorska obsada.
Wersja nówka, bo sprzed roku, ale jest to wyjątkowa laurka dla poprzednich części - nawet gumowe efekty zostały zachowane. Ogląda się jak kolejną starą wersję odsłon przygód Stokera.
Tym razem Stoker zostaje "przywiązany" do opętanego amuletu znalezionego na polu bitwy przy umierającym oficerze. Najpierw więc należy znaleźć sposób, by się "odwiązać" od przekleństwa. W tym celu zaprzyjaźni się nasz Stoker z gumowatym, potworkowatym niziołkiem oraz urodzą mistrzynią złodziejskiego fachu.
Potem dużo przygód, dużo walk, dużo dużo dużo. Piękny powrót do najprostszego gatunku fantasy. W ramach odświeżenia nie ma prawie nic - wszystko, nawet efekty specjalnie, ustawione na podstawie poprzednich części z ery VHS.
@LaMo.zord mnie rozbawiło narzekanie Hundingera na dinozaury "podłe gady", hipokryta aż miło, albo że by nie zatrudnił typka od dynamitu jakby wiedział że ma siostrzeńca co lubi psi patrol xD
Reżyseria: Mike Judge, John Altschuler, Dave Krinsky
Ocena: 9/10
Ponownie obejrzałem dolinę. Lubiem.
Lubię ideę gdzie nerdzi są cały czas nerdami. Nie ma ckliwych dodatkowych romasów, przeobrażenia się bohatera w super hero czy tego typu innych zabiegów. Raczej mozolne męczenie się głównego bohatera. Richard ma cały czas za cel postawienie swojego Pied Pipera i tyle. Czasami człowiek myśli że zachodzi przemiana... otóż nie! To dalej ten sam człowiek, tylko próbuje osiągnąć drogę do celu.
Praktycznie wszystkie postacie poboczne są fajnie zrobione od całej ekipy, właściciela domu po prawnika.
Najbardziej podoba mi się domknięcie całości. W teorii jest miejsce na jakiś spinoff ale główny wątek jest zakończony.
W ostrzeliwanym aucie, uwięziona jest 6-letnia Hind Rajab. Dookoła nikt nie przeżył, a izraelskie wojsko nie ustaje w ostrzelaniu.
Wolontariusze rozmawiają z dziewczynką przez telefon, która wprost błaga o pomoc. Ale procedury w Gazie są inne niż wszędzie indziej. Karetka mogłaby tam dojechać w 8 minut, ale jej droga zostanie wydłużona w okrutnie długi okres czasu.
Film ma formę bardzo minimalistyczną - oglądamy obraz tylko z perspektywy dyspozytorni, gdzie wolontariusze odbierają telefony. Czasem głosy aktorów są porównywane z głosami prawdziwymi. Bowiem film opowiada historię prawdziwą i jak najbardziej oddaje reakcje ludzi, którzy starają się pomóc dziewczynce.
Mocne kino, nie da się przejść obojętnie. Nic tak nie sprawia, że nienawidzisz wojny gdy słyszysz płacz cierpiącego dziecka.
Najnowszy film o człowieku pająku z Tomem Hollandem jest moim zdaniem chyba najgorszym z całej 4, co nie oznacza, że jest złym filmem. Spider-Man to mój ulubiony superbohater od małego, a wszystko to zasługa animacji na Fox Kids i dubbingowi Jaskra... znaczy się Jacka Kopczyńskiego. Jego przygody zawsze zawierały w sobie taką swoistą lekkość i niezależnie od tego co się działo na ekranie to padały jakieś żarciki czy ironiczne przesłanki, co pozwalało rozładować emocję.
I tutaj moim zdaniem polega problem, jaki ja mam z tym filmem. Otóż Całkiem nowy dzień porusza temat (oczywiście na tyle, na ile to możliwe w produkcji skierowanej do masowego widza facetów i facetek w rajtkach) depresji, radzeniu sobie ze stratą oraz ucieczki przed uczuciami, w tym wypadku w pracoholizm. Film jest pod tym względem "najcięższych" (ale podkreślam, że to dalej superhero movie, więc nie oczekujcie, że wjedzie tutaj zaraz Meryl Streep) z wszystkich filmów o Człowieku-Pająku.
Obok tematu przewodniego, jakim są emocje, oczywiście musi być też wątek superbohaterski i tutaj nie chcę spoilerować (chociaż Disney sam mi sprzedał kogo gra Sadie Sink kilka dni po premierze filmu), ale powiem, że antygoniści są ciekawi i dobrze zagrani, podobnie zresztą jak cała ekipa. I chyba co najważniejsze to nie czułem chemii pomiędzy Hollandem a Zendayą, co jest wyjątkowo dobre (kto oglądał No way home ten wie o co chodzi).
Czy warto się wybierać na nowego Pajączka do kina? to zależy. Jeżeli jesteś fanem przygód Petera Parkera albo ultrafanem MCU to jak najbardziej. Jeżeli szukasz jakiegoś blockbustera to można, ale można też poczekać na VOD. Jeżeli nie podpadasz pod żadną z tych katerogii to raczej bym odpuścił.
Logika i realistyka w tym filmie leżą i kwiczą. I co z tego? Nic. To, co jest mięsem tej produkcji, działa znakomicie, czyli totalna masakra!
Asia chce po wyjściu z więzienia odnaleźć swoją młodsza siostrę. Trafia do dziwacznego budynku, gdzie podaje się za pokojówkę. Szybko się okaże, że to wszystko farsa - i natychmiast przechodzimy do akcji, gdzie Asia staje się ofiarą polujących na nią bogoli. I tu pierwszy zgrzyt, bo szybko się okazuje, że to bogole są ofiarami, Asia rozprawia się z nimi w z lekkością i łatwością.
Ale tu kolejny zgrzyt! Bowiem bogole wracają do życia - otóż zawarli pakt z diabłem - ich nagrodą jest nieśmiertelność. No więc sprawa dla Asi trochę się komplikuje, ale dziewczyna nie odpuszcza.
Bitka, krew, gadająca świńska głowa, odstrzeliwane głowy, czego tu nie ma? Świetnie zrealizowane waleczki, kto lubi takie akcyjniaki gore (bo tym bardziej jest ten horror niż horrorem), nie pożałuje. Zabawa jest!
Wdowiec, którego syn zniknął, prosi o pomoc swojego dawno niewidzianego ojca - emerytowanego detektywa, który wysłał do więzienia związanego ze sprawą seryjnego mordercę.
Prościutki film o tym, jak De Niro z gościem z Rozdzielenia szuka syna, który został porwany. Jak na standardy Netflixa jest to po prostu dobry film. Spolszczony tytuł brzmi idiotycznie. Nic szczególnego, ale ogląda sie przyjemnie, nie nudzi, ani razu nie zajrzałem w telefon w trakcie, tak jak Netflix tego oczekuje i robi produkcje pod widza, który zamiast oglądać patrzy w telefon. Ja tak nie robię, ale uważam, że produkcje na Netflixie są robione pod idiotów i rzadko tam zaglądam. Sory za offtop. Jak ktoś chce na wieczór coś prostego, nie nudnego, ale sztampowego to jest ok.
Kilka popołudni z życia torreadora Andrésa Roca Reya.
W sumie w tym dokumencie głównie oglądamy Rocę na arenie, w busie - gdy wraca "po robocie", i czasem w hotelowym pokoju, gdy się szykuje "do roboty".
Reszta scen to powolne, wręcz rytualne zabijanie zwierząt. Pierwszą scenę zabicia byka oglądałam wyrywkowo, zakrywając dłońmi twarz. Potem już oczy i serce przyzwyczajają się i można oglądać wszystkie sceny w całości.
Na arenie Roca to bohater, w dziwacznym, pełnym napięcia tańcu mężczyzna ryzykuje swoje zdrowie, bo nie raz bykowi uda się go staranować. Ale w ostatecznym rozrachunku, nawet poraniony, Roca znów wychodzi, by tym razem ugodzić śmiertelnie byka i wyjść zwycięsko. Zresztą zawsze wychodzi zwycięsko.
Potem nasłucha się w busie od swoich kolegów-pomagierów jakie to ma olbrzymie jaja, jakim jest bohaterem. Ego napuchnięte jak język wycieńczonego i krwawiącego byka.
W tle niewyobrażalne cierpienie zwierząt, agonia przy oklaskach zadowolonego tłumu.
Kolory i ujęcia, zbliżenia, kwestia rytuału i cierpienia zwierząt. Serra z surową dozą jak najdokładniejszego pokazania ogranicza się tylko do Rocy i byka. Reszta jest drugoplanowa.
Nie dowiemy się tu nic o torreadorze, jakim jest człowiekiem, oglądamy go tylko w tej jednej roli - torreadora. Tylko o tym jest ten film - o starciu z własnym życiem na arenie. Może faktycznie Roca myśli, że ryzykuje gdy wychodzi tam i jest to ogromny stres, a może jest już tak zrutynalizowany, że dla niego to właśnie kolejny "dzień w robocie". Tego nie wiemy. Serra nie ujawnia nam wiele o tym co myśli mężczyzna.
Trudno powiedzieć czemu służy taka konkretna realizacja filmu - ale podejrzewam, że reżyser chciał właśnie pokazać to wszystko, co napisałam wyżej - torreadora i cenę jaką za jego wielkość płacą zwierzęta.
A może też infantylność łechtania ego Rocy? Bo przecież obserwujemy wielokrotnie jak byki są męczone, ranione, aż są na tyle mniej niebezpieczne, że na scenę może wyjść torreador, potańczy trochę z płachtą, a potem dobije zwierzę?
Możliwe, że sami musimy sobie odpowiedzieć na te pytania. Ja staję po tej drugiej stronie - nie ma dla mnie sensu budowanie święta rytuału i własnego ego na cierpieniu i przemocy.
Ale może ktoś zauważy sens roboty torreadora i mimo przelanej krwi byków, zdoła przyznać rację temu wielkiemu napięciu, które towarzyszy mężczyźnie gdy obarczony wielkim ryzykiem staje oko w oko z wielkim zwierzęciem.
Taki to właśnie moim zdaniem film. Choć mam wrażenie, że jednak Serra trochę ocenia, skoro nie szczędzi nam tych strasznych scen. W końcu byki dostają tyle samo czasu kamery i tyle samo zbliżeń co sam Roca.
Tytuł: Spider-Man: Brand New Day (Spider-Man: Całkiem nowy dzień)
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Akcja / superhero
Reżyseria: Destin Daniel Cretton
Czas trwania: 2h 25m
Ocena: 5/10
Zachęcony wynikiem box office (piąty najlepiej zarabiający film w historii, najlepszy Marvel od Endgame), poszedłem do kina na nowego pająka. No i moim zdaniem to był najgorszy Spider Man z Hollandem. Kluczem do satysfakcji po raz kolejny okazały się niskie oczekiwania i tutaj niestety się zawiodłem.
Podobały mi się efekty specjalne, stosunkowo duża rola Punishera, i niektóre sekwencje walki. Poza tym, film jest w sumie przeciętny. Jest mniej humoru niż w dotychaczasowych Spider Manach, co nawet ma sens, bo Peter zmaga się z psychologicznymi efektami izolacji, na którą skazał się w poprzednim filmie. Fabuła jest ok, ale nowo wprowadzane postaci są mało przekonujące. Zwroty akcji da się wyczuć na pół godziny do przodu (mimo że jeden z nich dosłownie łamie zasadę wprowadzoną przez film chwilę wcześniej).
Może po prostu dziadzieję i wyrastam z Marvela. To w jaki sposób bohaterowie rozmawiają o technologii prędzej wzbudza we mnie zażenowanie niż zaciekawienie.
Do tego chamskie lokowanie produktów. Spider Man przelatuje obok bilboardów BMW, na komputerze w tle lecą Gwiezdne Wojny, a w środku filmu są dosłownie dwie reklamy klocków LEGO. Mam dosyć życia w globalnej wiosce. Zapłaciłem za bilet, nie chcę oglądać reklam w filmie.
Przed filmem był wyświetlany zwiastun Avengers: Doomsday. Z jednej strony chciałbym wiedzieć co dalej. Z drugiej - zapowiada się kolejny festiwal "fan service" jak w poprzednim Spider Manie. "Ej, a pamiętacie tego gościa" - i przerwa na oklaski w kinie kiedy w kadrze pojawia się Chris Evans. Problem w tym że ja nie pamiętam - "Pedro Pascal tu gra?? A dobra, to chyba był nowy Reed Richards".
@Dzemik_Skrytozerca czy ja wiem czy w takim pozytywnym świetle? Moim zdaniem zachowywała się tak jak przystało na . To co mi bardziej przeszkadzało to brak czasu na rozwój jej postaci. Nagły przeskok z był w moim odczuciu trochę deus ex machina.
Postanowiłem sobie odświeżyć ten klasyczny już film. Myślę że nie trzeba o nim nic pisać. Po upływie 17 lat sprawił mi jeszcze większą przyjemność niż pierwotnie.
Miniserial produkcji Netflixa opowiadający historię śledztwa przeprowadzonego po zamachu na lot 103 linii Pan Am nad szkockim miasteczkiem Lockerbie 21 grudnia 1988 roku.
Serial dosyć ciekawy, chociaż mocno kameralny, zapewne z powodu budżetu. Oglądało się dobrze, chociaż druga część sezonu robi się przegada, przez co finalna ocena została obnizona o 1 punkt.
Na koniec z przekąsem zauważę, że da się zrobić serial bez wielkich przekłamań, a plansza informacyjna na początku odcinka o zmianach i różnicach w stosunku do rzeczywistości, nie boli.
Brat szoguna to psychol jakich mało, ile krzywdy i bólu sprawił wiedzą liczni, ale tylko nieliczni chcą z tym coś zrobić. Doświadczony samuraj Shinzaemon dostaje misję zlikwidowania brata szoguna, za którym stoi ponad setka ludzi w jego podróży. Eksterminacji trzeba dokonać teraz, póki Naritsugu jest w ruchu.
Shinza zbiera 12 samurajów + jeden chłop dobrze walczący przybłąka się po drodze i rusza z misją zrobienia TOTALNEJ MASAKRY. Tak, to też cel ich misji. Shinza od razu ustawia samurajów, że muszą trochę grać na szczęście, by wygrać tę "grę", a na szali stawiają swoje życia.
Film kończy się TOTALNĄ ROZPIERDUCHĄ, walczą i walczą, krew się leje, trupy się kładą warstwami.
Cudo ten film! Takie akcyjniaki to ja mogę oglądać non stop. Teksty, dialogi, walki - to się ogląda. Polecam gorąco.