Etienne oprócz siostry nie ma rodziny. Całe życie jeździ ciężarówką. W trasie poznaje innego kierowcę, Bartosza (w tej roli Julian Świeżewski), i od razu iskrzy między nimi.
Jednak oprócz rozmów online nie mogą się spotykać regularnie - mimo, że ich uczucie rozkwita, czasem mijają się tylko gdzieś na trasie. To jednak za mało dla nich obu. Po kłótni Bartosz rezygnuje z jeżdżenia i wraca do kraju. Etienne mocno tęskni, więc bierze kilka dni wolnego, by pojechać do Warszawy i odnaleźć Bartosza.
Taki "tirowy" Brokeback Mountain, ale cała iskra wspaniałości to fakt, że i Etienne i Bartosz to zwykli faceci. Nie przypominają pięknych lic kowbojskich znanych z gejowskiego westernu. Etienne jest w średnim wieku, mógłby spokojnie trochę schudnąć, ale poza tym to grzeczny facet (no, może też trochę grzeszny, bo na "pauzach" lubi chodzić do parków, gdzie tirowiec-gej może znaleźć "obsługę" - tam zresztą poznaje Bartosza).
Całe jego życie to te jeżdżenie ciężarówką w trasy. Ma swoje problemy w pracy, bo widzi jak firmy z innych krajów podbierają rynek, bo właśnie takim kierowcom jak z Polski płaci się mniej.
Bartosz ma więcej werwy niż spokojny "misiu" Etienne. Dla niego praca na ciężarówce to nie jest całe życie, a raczej przymus by zarabiać. Te światopoglądy kłócą się ze sobą. Ale może jednak uczucie będzie ważniejsze?
Jedyny film festiwalu na którym płakałam ze wzruszu jak dzieciak. Milutko było na serduszku po takim filmie. I sam fakt, że ci panowie nie byli zbytnio atrakcyjni tylko podbijał realizm i zarazem romantyzm sytuacji
Opowieść o takiej rodzinie, gdzie w sumie wszystko gra. Mieszkają na wsi, żyją ze sprzedaży mleka. Ale pewnego dnia brat Sabana kradnie krowy i jego rodzina jest zmuszona wyjechać do miasta, by mieć za co żyć.
Zatrzymują się u siostry żony Sabana i jej bogatego męża. Saban niechętnie przyjmuje wszelką pomoc, szuka dorywczych prac. Unoszony honorem nie chce specjalnych przywilejów.
Jednak za cenę honoru i utrzymania swojej rodziny w takim podejściu Saban może zapłacić dużą cenę – swoim własnym szczęściem lub spełnionym życiem, którego już nie ma.
Film o tym, że niektórym starcza takie życie jakie jest. Ale gdy powinie się noga, a raczej nastąpi na ścieżkę twego losu pech (tu w postaci ujowego brata-kradzieja), to nagle życie bez kasy i oparte na pomocy innych może położyć się cieniem w umyśle gospodarza owej rodziny.
Możliwe, że patrzymy na ten film inaczej - podejrzewam, że większość z nas, gdyby popadło w tarapaty, raczej bez przeszkód korzystałoby z wyciągniętej "ręki pomocy". I dlatego postawa Sabana może wydawać się nam nie do końca zrozumiała.
A jednak umiałam empatować w jego kierunku, poniekąd rozumiałam wewnętrzne rozterki, ale czy tym samym nie pokonał samego siebie?
Też jeszcze jedna obserwacja: na tej wsi to rodzina Sabana nie była jakoś "bogatsza". Mieli swoje źródło utrzymania, by wiązać koniec z końcem. Żyli swoim życiem, można prosto napisać. Natomiast miasto rządzi się innymi prawami, które zapewne w niczym mężczyźnie nie przypominają warunków, które miał wcześniej i to może tłumaczyć jego postawę.
Obsada: Viggo Mortensen, Omar Sharif , Louise Lombard, Zuleikha Robinson.
Czas trwania: 2h 16min
Legendarny jeździec, Frank T. Hopkins, bierze udział w wyścigu konnym nazywanym Oceanem Ognia. Dosiadając dzielnego mustanga Hidalgo, mężczyzna musi pokonać 3000 mil pustynnych piasków Arabii Saudyjskiej, Iraku i Syrii.
Oglądane na raty przez blisko tydzień . Pierwsze 40 min nudziło masakrycznie - nie wiem po co ciągłem to dalej. Mortensen robił miny jak srający kot na pustyni. Słabe CGI.
Młody zakochuje się w Ryanie, koledze ze szkoły. Ryan ma też innego „kolegę” i zazdrosny młody sypie na nich. Chłopcy przechodzą dziwną konwersję u jakiegoś dziwnego pastora „uzdrawiającego” homoseksualizm.
Z czasem uberreligijna matka nasyła go też na młodego. Od tego czasu chłopcy widzą kogoś w postaci samych siebie, a to jakaś demoniczna siła przybierająca postać kogoś, do kogo czują pożądanie. Niby horror coming out of age, ale podprogowe przesłanie jest zbyt proste: nie lękaj się kochać, kogo chcesz.
Niestety w warstwie horrorowej również dostarczył film zaledwie podstawę.
Córka, w tej roli Juliette Binoche, przyłapuje ojczyma na seksie ze swoją zdemenciałą matką. To uruchamia lawinę wydarzeń.
Martina na chwilę aresztują, a matka trafia na nieprzyjemne badania. Binoche szybko zaczyna żałować swojej decyzji. Matka trafia jeszcze do domu opieki, gdzie obsługa nie potrafi jej upilnować, więc znów wraca pod opiekę Martina (btw bardzo kochającego męża i opiekuna) i dodatkowo pielęgniarki.
Wraz z postępem choroby postępują problemy – ot, starcze przypadłości, level hard, jakim jest ostra demencja.
W tle młodość córki Binoche, która uczy się korzystać z przyjemności życia i młodości.
Trochę mi początkowo przypominał "Fiorda", w sensie nie do końca prawidłowej reakcji systemu zobligowanego do pomocy. Ostatecznie to obraz o radzeniu sobie ze starością bliskiej osoby i wiecie co? Nie ma na to sposobu.
Pani grająca Leslie (zdemenciałą do granic matkę) to sztosiwo totalne w tym filmie, jeśli chodzi o aktorstwo.
Przychodzi baba do innej baby. Nie rozumieją się, bo każda mówi w innym języku. Jedna jest żoną jednego chłopa z osady, który stąd wyjechał. Druga musi samotnie pilnować obejścia, gdy reszta osady wypasa owce w wyższych partiach gór.
Obca baba zaprzyjaźnia się z miejscową, nawet uczy się kilku słów, a potem wyrusza, by znaleźć resztę ludu i braci swego zmarłego męża.
Ogólnie krajobrazy, nie do końca zrozumiałe postawy bohaterów, ale na koniec wygrywają kobiety – te dwie baby z początku, które zganiane przez facetów odchodzą razem z tego męskiego, chujowego świata.
Piękne widoki, ładne zdjęcia, fajne aktorstwo, ale przez to, że film sam nie wiedział gdzie ma skręcać czy już w totalne slow cinema, czy w coś z przekazem w fabule to nie miałam siły go rozkawałkować. Tutaj zawiodło moje filmowe doświadczenie, obawiam się, bo ludziom z mojej festiwalowej ekipy ten film bardzo się podobał.
Film przygodowy familijny, klasyczne przygody, na plus to, ze rzeczywiscie bylo to kręcone w krajach, w których sie dzieje a nie jakis greenscreen. Moim zdaniem ocena na filmweb jest zaniżona. Przyjemnie sie to oglada, ladne aktorki i czasem nawet humorystyczne sceny. Taki Indiana Jones z temu. Ogolnie polecam
Silvia ze swoim partnerem żyje z połowu alg. Nie może mieć dzieci, ale gdy przygarnia suczkę Yuri, dużo się zmienia.
Silvia czuje dużą więź z psem, ale gdy suczka dorasta i ucieka, podążając za swoim instynktem, kobieta przywołuje traumę z dzieciństwa, gdy w trakcie zabawy zgubił się jej rówieśnik nad morzem.
Relacja z Yuri przybiera skomplikowaną formę, która tworzy konflikty pomiędzy psem a kobietą.
Bardzo ciekawy film, który początkowo oceniałam na 6/10 ale po rozmowie z kolegą, który też był ze mną na seansie, doszłam do wniosku, że kumpel ma rację i całkiem inaczej spojrzałam na ten film i nagle to, co mi tam nie pasowało, wszystko wskoczyło na swoje miejsce.
To zobligowało mnie do dyskusji z koleżanką z festiwalu - że czy ja jestem ujowa w ocenie filmów, bo jako jedyna potrafię elastycznie zmieniać zdanie, a na przykład inni trzymają się swojej oceny i nawet jeśli kiwają głową, rozumiejąc tłumaczenia innych to już nie zejdą z raz obranej oceny?
A może wprost przeciwnie, może dzięki otwartemu umysłowi jestem wręcz idealnym krytykiem filmowym, który lubi zyskiwać różne perspektywy na jeden film i analizować więcej "po" niż "w trakcie seansu"?
W każdym razie był to przez to jeden z ciekawszych seansów festiwalu.
"Nie widzę swojego życia poza granicami oblężenia. I nie widzę końca oblężenia poza granicami mojego życia." - napis na drzwiach mieszkania jednego z bohaterów filmu.
Palestyna. Oblężenie widziane z różnych perspektyw.
Arafata już psychicznie zjechanego, grupki znajomych chowających się w czasie ostrzału w wypożyczalni filmowej. Na sam koniec mamy akcję w szpitalu. Codzienność ludzi, którzy postanowili tu zostać.
Nie jest to na pewno mocno depresyjne kino, to raczej tak wygląda codzienność ludzi - ludzi, którzy są zdolni przystosować się do wszystkiego, dalej kochać, przyjaźnić się, kochać, rozsiewać dobrą energię. Ale jednak więcej tych przeszkód w nawet takich ograniczonych warunkach codzienności - bo przecież gdy chowacie się w zimnej starej wypożyczalni kaset video to warto by wykorzystać stare kasety do rozpałki, ale jedna z osób oburza się, bo dla niej te kasety to niezrównany symbol "życia przed", symbol kultury i wspaniałości życia, gdy nie było oblężenia. Dziś jednak nikt nie ogląda kaset, a ogrzać się trzeba, gdy na zewnątrz trwa ostrzał.
Wisconsin, lata 80. XIX wieku, czyli Dziki Zachód.
Szeryf i pastor równocześnie zanosi z innymi znalezione ciało żołnierza do miasteczka (Jacob też kiedyś był żołnierzem). Ale doktor mówi, że to choroba zakaźna i że trzeba działać bardzo ostrożnie.
Na razie nie chcą wzniecać paniki, ale zaczyna chorować coraz więcej osób. Do tego zbliża się prawdopodobnie wielki pożar do ich miasteczka.
Śmierć zbiera swoje żniwo. Horror, groza, piekło.
Bardzo mocny film, w pewnym momencie czułam, że wchodzę do piekła i bam! nagle tam jestem ze wszystkimi bohaterami. Jeszcze na początku czy w środku filmu można trochę brechnąć śmiechem, ale im dalej tym groza zabiera fun i wkraczamy na depresyjne klimaty gdzie śmierć jest codziennością.
Turcja. Udane małżeństwo z czternastoletnią córką. On dramaturg i wykładowca na uniwersytecie, ona główna aktorka Teatru Narodowego w Ankarze.
Ale pewnego dnia wszystko rozsypuje się jak domek z kart. On zostaje wydalony z uczelni za to, że namawiał studentów na wykładzie do wyjścia na demonstrację, ona za to, że po spektaklu nie poszła zrobić zdjęcia z gubernatorem.
Polityka wchodzi i psuje całkiem satysfakcjonujące życie tych ludzi. Bez pracy i pieniędzy są zmuszeni wyjechać do Stambułu i zamieszkać u teściowej. On jeździ taksówką, ona zapewne zaraz będzie grała w jakichś telewizyjnych serialach.
On pisze nowy dramat Żółte listy i postanawia wystawić go w małym lokalnym, zaprzyjaźnionym teatrze. Ogólnie film o tym, że tacy ludzie i tak sobie poradzą, tylko kosztem rozpadu rodziny, gdy zmieniają się podejścia jego i jej, wobec zmian polityczno-społecznych, które dotykają klasę średnią w dużych miastach.
Ciekawostka: niemieckie miasta udają Ankarę i Stambuł (Berlin i Hamurg).
Jakkolwiek oceniać temat filmu - sam obraz ogląda się dobrze, aktorzy top, akcja leci, nie nudzi się widz.
Miałem w głowie, że remake to był gniot. Przyjemnie się rozczarowałem. Nawet nie brałem poprawki na wiek tego dzieła. To jest po prostu bardzo dobry film i dalej się go dobrze ogląda.
Drugi film pani Marie Kreutzer na festiwalu. Wyostrzone, błądzące pomiędzy jawą a snem wyostrzone kino jak brzytwa.
Bardzo mi się podobało, ostatecznie wyniosłam wiele wniosków, w tym jeden, który pozornie odrzucamy na początku - że to właśnie intensywna praca zabiera cię w lepszy świat, bo twoje życie poza pracą, albo jest i tak na niej skoncentrowane, albo nie ma tam bliskiego, ostrego ale znanego "kopa".
Myślę, że to film, który zyskuje przy drugim seansie, ale dla mnie to była wystarczająco gruba jazda, więc rewatcha nie planuję w najbliższym czasie.
Spoilers alert!
Lola to perfekcjonistka. Pnie się po szczeblach kariery i teraz jej priorytetem jest pewien projekt. Ale Lola ma też parę tajemnic. Ma romans z przełożoną i chorą psychicznie siostrę.
Brak snu odbija się na Loli i zaczyna doznawać omamów, ale może to tak naprawdę sygnały ostrzegawcze? Przed tym, że wcale nie trzyma kontroli nad swoim życiem. Błądząc pomiędzy siostrą a przełożoną, kolejnymi miejscami i przeciążona pracą, bo chce być przeciążona pracą, przeżywa wszelkie stadia kryzysu – od masy piętrzących się problemów, po samobójstwo siostry, i wreszcie przychodzi ukojenie w postaci domkniętego projektu. Ale czy na pewno?
Tego już nie wiemy, ani ona pewnie też. Możemy tylko się domyślać, że nawet jeśli przyjdzie chwila refleksji, to Lola i tak rzuci się w kolejny projekt, bo takie jest jej życie i tylko to ją napędza, tak naprawdę.
Javier Bardem gra doświadczonego reżysera, który wraca do Hiszpanii, by nakręcić swój najnowszy film i odzyskać kontakt z córką, w której życiu nigdy nie uczestniczył. Proponuje jej jedną z głównych ról. Dla niej to szansa, bo nie jest znana i zazwyczaj gra w jakichś TV chałach.
Relacje jej i ojca oraz całej ekipy podczas kręcenia filmu czasem przybierają różny obrót. Ojciec i córka obserwują siebie z dystansem, próbując traktować siebie profesjonalnie, ale widać, że brak dopowiedzenia odciska swoje piętno.
Bardzo dobry film, dużo zbliżeń, które nie są robione dla samych zbliżeń, ale mają nam pokazać myśli dwójki głównych bohaterów, jak w jednym spojrzeniu wyraża się uczucie i ciężar wobec samych siebie.
Znakomite kino, znakomite aktorstwo i bardzo przemyślane zdjęcia. Plus w bonusie zaglądamy za kulisy pracy filmowej.
Taka bardziej gorącokrwista "Wartość sentymentalna".
@Carthago Możliwe, nie wiem jak to wygląda z premierami z Cannes, o ile sprowadzanie na festiwale to norma, to nie czaję reguł dotyczących ogólnej dystrybucji.
W każdym razie polecam pamiętać, warto! Dobry film.
Jakiś niezbyt fajny świat w przyszłości. Główną walutą są benzyna i kobiety.
W jednej osadzie, gdzie mają benzyny full, faceci pracują, ćwiczą i dają sobie sterydy. To świat męskich mężczyzn, masculine czy jak to się pisze.
Szef szuka następcy i wśród wielu facetów kandydatką jest kobieta, którą on ćwiczy i r⁎⁎ha.
Tymczasem do osady trafia kupiona za kanister benzyny kobieta, której w oko wpada owa Gorgona. W brutalnym męskim świecie Gorgona stara się być jak ci faceci, ale uświadomiona przez nową będzie walczyć o swoje, szczególnie że ma ukryte moce.
@Mahjong Tak jak śledzę feminizm akademicki i bardzo go cenię, tak ten "artystyczny" jest przeważnie po prostu niesmaczny i ja nie wiem czemu. Czy to brak pomysłu i tania reklama, bo się ludzie z obu stron rzucą, czy może coś innego? ¯\_(ツ)_/¯
@gwf-hegel-fangirl Ten film to akurat żaden artystyczny feminizm, to raczej parodia feminizmu ogólnego, jak już. To zwykły akcyjniak z cucuchami i ruchaniem i strzelaniem. Nothing more. Nazwałam to pseudofeministyczny madmax, bo tak wygląda - że babki przejmują władzę w czysto męskim świecie, głównie ruchaniem i strzelaniem xd
Hutu stanowili większość ludności Rwandy, Tutsi byli mniejszością.
Podziały etniczne zostały mocno pogłębione w okresie kolonialnym przez Belgów, którzy faworyzowali Tutsi.
Po uzyskaniu niepodległości władzę przejęli Hutu, a napięcia między grupami narastały.
W 1994 roku, po zestrzeleniu samolotu z prezydentem Rwandy, ekstremiści Hutu rozpoczęli ludobójstwo.
W ciągu około 100 dni zamordowano ok. 800 tys. osób, głównie Tutsi, ale także umiarkowanych Hutu.
Masakry zakończyły się dopiero, gdy kraj przejęły siły Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego (RPF), złożone głównie z Tutsi.
Więc film mocno zahacza o tę tematykę. Główna bohaterka jest w stanie wybaczyć mordercy z Hutu, ale z drugiej strony nie umie zrozumieć swojej córki, która przed studiami zachodzi w ciążę.
Rodzinny film, w sumie o samych kobietach – babci, cioci i matce, która w końcu jednak wybiera wsparcie córki. Bo cóż? Skoro umiała wybaczyć mordercy z Hutu, to czemu nie miałaby mieć ciepłych uczuć do własnego dziecka? Bardzo mi się podobał ten film. Historia ludobójstwa jest zaledwie tłem, a z drugiej strony ma duże znaczenie - w gruncie rzeczy to od nas zależy co wybierzemy z tej historii - ja wybrałam nawrócenie głównej bohaterki na sprawy własne, rodzinne, przełożenie filozofii wybaczenia na zwykłą codzienność.
Opowieść o styku dzieciństwa z dorosłością. Trzy dziewczynki + młodsza siostra jednej z nich wybierają się w ostatnią podróż jako dzieci.
To wielka przygoda, kino drogi.
Po powrocie większość z nich czeka porzucenie szkoły i praca w fabryce. Realia Chin. Film mi tak średnio podpasował, ale wywołał myślenie, więc nie oceniam go źle. Kolejne smutne realia female stuff, tym razem z Chin.
Libańska wioska. Poznajemy zwyczajną rodzinę. Jedna z sióstr pracuje jako pielęgniarka, druga pracuje w polu i ma adoratora. Wszystko się zmienia, gdy ich brat potrąca śmiertelnie mężczyznę z wrogiego klanu. Ten klan domaga się zadośćuczynienia: albo śmierci brata, albo dwóch sióstr.
Rodzina więc ucieka, a siostry zostają zawiezione do szejka wrogiego klanu, który każe im wybrać, która tu zostanie i wyjdzie za mąż za jednego z nich.
Piekło kobiet wciąż istnieje, w tle plemienne waśnie, ale czemu za to wszystko co zmajstrowali faceci "płaci się" kobietami?
Smutny to film, wciąż razi, że dalej tak jest w XXI wieku. Z jednej strony kochająca się rodzina, ale gdy zawiśnie nad nią śmierć syna, nie ma zastanawiania się - wysłanie sióstr to o wiele mniejsza cena, a ich uczucia i to czego chcą od życia są drugorzędne, o ile w ogóle są ważne.
Zrobił wrażenie na mnie ten film, szczególnie ostanie sceny.
Lucy wyprowadza się z wypalonym pracą mężem i dziewięcioletnim synem na wieś. Ich życie wygląda jak idylla: Lucy ćwiczy swoje utwory na występy, synek skacze na trampolinie, a para uprawia miłe seksy na materacu.
Ale pewnego dnia do ich drzwi puka policja. Mąż jest oskarżony o rozpowszechnianie pornografii dziecięcej. Lucy natychmiast zabiera syna i wyprowadza się. Sprawę prowadzi policjantka, która sama boryka się z takim gentle potworem w domu, czyli chorym ojcem, który obmacuje opiekunkę.
Czy mąż Lucy popełnił po prostu błąd, czy może okłamuje Lucy przez cały czas? Film o tym, że nie można ufać najbliższym. Kochanie jest łatwe, ale wyłączyć kochanie gentle potwora już nie jest tak łatwo - to nie jest tak, że nagle dowiadujesz się, że twój mąż jest tym złym, to rzucasz wszystko - całe to życie i uczucie w środku. Nadzieja się tli do samego końca.
To było moje pierwsze (chyba, musiałabym sprawdzić) zetknięcie z filmami pan Kreutzer. Nie wiem czego się spodziewałam, ale nie dostałam ani emocjonalnej jazdy bez trzymanki ani sterylnej analizy problemu.
To bardziej przypomina relację z pola bitwy, gdzie walka jeszcze się nie zaczyna, a potem jesteśmy w środku - wyrąbani na zaufaniu jak żołnierz w okopach.
Bardzo fajna rola Léa Seydoux - muszę przyznać, że pani Kreutzer ma doskonałą rękę do aktorek, o czym upewniłam się na innym jej filmie.