Dzisiaj w foliaku spotkałam dzikiego lokatora typu mazurek (wielkanocny, he he). Podejrzewam że wleciał przez jedno z okienek, w którym podcinałam siatkę, żeby zapylacze mogły wlatywać. Ziomek trochę spanikował na mój widok, więc zostawiłam szerokie wyjście i przeszłam za tunel.
Akcja-ewakuacja przebiegła wzorowo i pierzasty ziomeczek cały i zdrowy lata już ze swoimi
Chyba w końcu trafiłam z instrumentem dla młodego! aktualnie drugi dzień brzdąka na kalimbie. Przydałoby się ją porządnie nastroić, ale jemu nie przeszkadza.
Trzymajcie kciuki, żeby mu się zainteresowanie utrzymało
Gdybym miała opowiedzieć w czterech słowach, o czym jest ta książka, mogłabym napisać: książka o amerykańskim marzeniu. Jednak chciałabym tą myśl rozwinąć.
Jest to literatura faktu. Dave Eggers opisuje w niej historię Mokhtara Alkanshaliego - Jemeńczyka, chłopaka z biednej dzielnicy San Francisco, który z dzieciaka, a w zasadzie młodego dorosłego bez przyszłości, zmienia się w wizjonera urzeczywistniającego coś, co wydawało się niewykonalne - wskrzeszenia pradawnej sztuki uprawy ziaren kawy w Jemenie, uczynienia z jemeńskiej kawy pożądanego, najwyższej jakości produktu na rynku.
I ta historia jest dobra, kompletna. Pokazuje zwykłego człowieka, nie kryształową postać. Pokazuje wzloty, upadki, wątpliwości, dyletanctwo totalne. Ale też pokazuje pasję, upór, konsekwencję w dążeniu do celu, wykorzystywanie okazji i kawał ciężkiej roboty. Sukces nie spada z nieba, chociaż nie zaszkodzi skorzystanie z pomocnej ręki, dobrych rad, czy wykorzystanie farta.
Jednak książka nie ogniskuje się tylko na postaci Mokhtara. Mamy tu bardzo wiele informacji o kawie, zebranych od krzaczka po parującą filiżankę. Mamy tu sporo i lekko strawnie podanych informacji na temat Jemenu, z mocnym oddaniem stanu bieżącego na czas akcji wydarzeń w książce (czyli głównie lata 2014-2016). Mamy tu plastycznie odmalowane realia życia w Stanach - dzielnice biedoty, absurdy wynikające z uprzedzeń rasowych.
Wszystko to jest napisane lekkim, wciągającym stylem. Gdyby komuś było mało, autor podał bibliografię, więc np. w temacie kawy można się jeszcze bardziej doedukować.
Sprawdziłam - firma Mokhtara Alkanshaliego istnieje naprawdę i nadal. Można sobie nawet jemeńską kawę online zamówić
Dla kogo ta książka? Dla wielbicieli literatury faktu, dla kawoszy (jeszcze jak!), ale także dla tych wszystkich, którzy nie mają na siebie pomysłu i twierdzą, że ich życie zakończyło się w wieku 24-25 lat, bo może jednak nie?
Szybka #ankieta - jaki przepis wrzucić w tym tygodniu - tak żeby może sobie zrobić coś na wielkanocny obiad - pieczone golonki z indyka czy piersi kurczaka zapiekane z mozzarellą i ananasem?
Poczerniała mosiężna płytka głosiła, że mieszka tu Igneous Cutwell, doktor nauk magicznych (Niewidoczny Uniwersytet), Mistrz Nieskończonościy, Ośwyecony, Mag Xiążąt, Strażnik Śwyętych Portalyj, jeśli nieobecny, proszę zostawić pocztę u pani Nugent, dom obok.
Odcinek numer 2137 dlaczego nie powinnam przeglądać nowości wydawniczych... teraz będę to chcieć! I nie wiem gdzie to postawię i kiedy przeczytam... Zaczyna brakować mi miejsca na stoliczku nocnym na awaryjne składowanie literatury (mam na nim już 3 stosiki książek) xD
Gwardzista był nowy w tym fachu i dość gorliwy. Strażowanie okazało się czymś innym, niż się spodziewał. Nie po to zgłosił się na ochotnika, żeby cały dzień stać przy bramie w kolczudze i z toporem na długiej tyce; oczekiwał przygody wyzwania i munduru, który nie rdzewieje na deszczu.
O kapuście wiele da się powiedzieć. Godzinami można się rozwodzić nad jej wysoką zawartością witamin, istotnych dawkach żelaza, o cennym błonniku i godnej podziwu wartości odżywczej. Jednak w dużej masie z pewnością czegoś jej brakuje. Mimo smakowej i moralnej przewagi nad – powiedzmy – żonkilami, kapusta nigdy nie stała się natchnieniem dla muzy poezji. Chyba że poeta był głodny, oczywiście.
– To, co nas dobiega – zrobił mądrą minę Jaskier – to zwyczajna symfonia obozu uciekinierów. Jak zwykle, rozpisana na kilka setek ludzkich gardzieli, tudzież nie mniej krów, owiec i gęsi. Partie solowe w wykonaniu kłócących się bab, drących się dzieci, piejącego koguta oraz, jeśli się nie mylę, osła, któremu wetkano oset pod ogon. Tytuł symfonii: „Ludzkie zbiorowisko walczy o przetrwanie”.
– Symfonia – zauważył Regis, poruszając skrzydełkami swego szlachetnego nosa – jest, jak zwykle, akustyczno – olfaktoryczna. Od walczącego o przetrwanie zbiorowiska bije rozkoszna woń gotowanej kapusty, warzywa, bez którego przetrwać widać nie sposób. Charakterystyczny akcent zapachowy tworzą również efekty potrzeb fizjologicznych, załatwianych gdzie popadło, najczęściej na obrzeżach obozowiska. Nigdy nie mogłem zrozumieć, dlaczego walka o przetrwanie objawia się niechęcią do kopania latryn.
– Niech was bies porwie z tym waszym mądrym gadaniem – zdenerwowała się Milva. – Z pół setki wymyślnych słów, gdy starczą trzy: śmierdzi gównem i kapustą!
– Gówno i kapusta zawsze w parze idą – rzekł sentencjonalnie Percival Schuttenbach. – Jedno popędza drugie. Perpetuum mobile.