@moll przywołująca do porządku swoje mollątko wygląda pewnie tak samo
#heheszki #memy #ksiazki


Czytam Nad Niemnem dla opisów przyrody.
@moll przywołująca do porządku swoje mollątko wygląda pewnie tak samo
#heheszki #memy #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
389 + 1 = 390
Tytuł: Sposób na Alcybiadesa
Autor: Edmund Niziurski
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Czytelnik
Format: książka papierowa
Liczba stron: 192
Ocena: 8/10
Pan Niziurski dla wielu z nas jest pisarzem, którego książki wspomina się z nostalgią, jako te które czytało się z wypiekami i wręcz łykając strony. Specyficzny humor być może nie każdemu przypadał do gustu, ale nie da się ukryć, że Niziurski był jednym z najchętniej czytanych twórców dla młodzieży. Jego najpopularniejszymi książkami były chyba Księga urwisów, Niewiarygodne przygody Marka Piegusa (uwielbiałam) i Sposób na Alcybiadesa, o którym dziś.
Główni bohaterowie – Ciamcia, Słaby, Pędzel i Zasępa – to uczniowie uchodzący za najgorszy element najgorszej klasy w szkole. Nie chcą tracić czasu na naukę, dlatego szukają sposobu, by nauczyciele dali im spokój. Po licznych trudnościach zdobywają SPONĘ, czyli metodę na nauczyciela historii zwanego Alcybiadesem.
Choć akcja rozgrywa się w roku szkolnym 1960/61, w książce nie ma wielu odniesień do PRL-u. Tłem jest tu szkoła, która jest niezmienna. Jej mechanizmy pozostają tu ponadczasowe, zaklęte w stałej formie.
Styl Niziurskiego to jedna z największych zalet, jest jasny, płynny i naturalny – bez sztucznie brzmiących prób oddania młodzieżowej mowy, co w wielu książkach młodzieżowych z tamtego okresu jest ogromnym problemem.
Bohaterowie to zwykli nastolatkowie, a nauczyciele – zwyczajni dorośli. Owszem, jak to u Niziurskiego, postacie są lekko przerysowane, ale w sposób, który nie odbiera im wiarygodności. Lubię w tej książce to, że nauczyciele nie są przedstawieni jako wszechwiedzący, lecz jako ludzie – z pasjami, słabościami, problemami i poczuciem humoru - albo i nie. Podoba mi się też, że relacja między uczniami a nauczycielami nie działa w jedną stronę – nie tylko młodzież uczy się od dorosłych, ale i dorośli zmieniają się pod wpływem swoich uczniów.
Nie ma tu nachalnego moralizowania (a jeśli się pojawia, to bohaterowie puszczają je mimo uszu). Mimo to Ciamcia i reszta zmieniają się i dojrzewają, nawet tego nie zauważając. Przemiana jest konsekwencją ich własnych działań i nowego spojrzenia na świat.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #ksiazkikatie #bibliotekamlodych

Zaloguj się aby komentować
Taką paczkę dzisiaj odebrałam z paczkomatu XD
Ktoś z vinted uznał, że foliówka to doskonałe zabezpieczenie dla książki. I to takiej co ma przejechać przez pół Europy, bo paczka nadana w Chorwacji XD
Książka dojechała w całości, więc chwała inpostowi i pozostałym przewoźnikom na trasie Chorwacja - mój paczkomat
#inpost #ksiazki #ksiazkikatie

Zaloguj się aby komentować
380 + 1 = 381
Tytuł: O kotach
Autor: antologia
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Czarne
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-8049-734-4
Liczba stron: 119
Ocena: 7/10
No jak o kotkach to musiałam sięgnąć, to oczywiste jest.
Zbiorek opowiadań sześciu autorów. Jak w każdym zbiorze trafiają się teksty lepsze i gorsze, wiadomo.
Komu bym poleciła? Raczej bardziej fanom danego autora niż miłośnikom kotków. Ostatnio zagłębiam się w twórczość Olgi Drendy i to właśnie jej opowiadanie (nawet nie do końca opowiadanie w klasycznym ujęciu, a bardziej historyjka o jej osobistych zwierzątkach) najbardziej mi się spodobało. O, ostatnie mi się jeszcze bardzo podobało, było dokładnie takie jakie lubię - spokojne, ciepłe i głęboko nostalgiczne. No i ilustracje, ilustracje Gosi Herby były świetne, z lekka niepokojące i oddające dobrze kocią duszę.
Autorzy:
Stefan Chwin
Olga Drenda
Piotr Paziński
Małgorzata Rejmer
Piotr Siemion
Paweł Sołtys
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #ksiazkikatie

Zaloguj się aby komentować
Nie, no kurde, nie wierzę XD
Jeżdżę z dzieciakami z drugich klas co tydzień na basen. Po tym jak skończę pomagać z suszeniem włosów, przecieram sobie ręce płynem do dezynfekcji z dystrybutora.
Ostatnio na basenie zmienili płyn na taki, po którym dostałam wysypkę, koleżanka skarżyła się na pieczenie skóry. Napisałam więc uprzejmego maila, czy nie byliby skłonni wymienić płynu na inny, ale nie dostałam żadnej odpowiedzi.
Dzisiaj pojechałam na basen i odkryłam, że problem został rozwiązany.
Zlikwidowali wszystkie dystrybutory XD
#problemypierwszegoswiata

Zaloguj się aby komentować
349 + 1 = 350
Tytuł: Samotne lato
Autor: Elizabeth von Arnim
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Urząd Gminy Dobra
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-942005-0-3
Liczba stron: 96
Ocena: 8/10
Samotne lato jest, w przeciwieństwie do pierwszej części, niezwykle skromnie wydane – bez setek ilustracji kwiatów a nawet bez porządnej redakcji. Ogród czytałam już wcześniej, natomiast na Lato trafiłam dopiero niedawno.
Powracamy do Nassenheide by spędzić tam lato z Elizabeth. Pragnie ona by ten czas upłynął w gronie najbliższych – i prawie jej się to udaje. Skarży się na niezrozumienie i powierzchowność relacji międzyludzkich, znajdując ukojenie jedynie w ogrodzie.
Ta książka otworzyła przede mną zupełnie nowe możliwości interpretacyjne twórczości Maud Montgomery. Z Dzienników wiemy, że Montgomery zachwycała się książkami Elizabeth i czuła się chyba jej pokrewną duszą. Samotne lato rzuca niezwykłe światło na Anię z Avonlea i scenę z ogrodem Hester Gray, ale przede wszystkim na tomy po Ani ze Złotego Brzegu. Wielu czytelników serii skarży się, że w późniejszych częściach Ania niemal znika – a jeśli już się pojawia, to głównie pielęgnuje swój ogród. Patrząc przez pryzmat tego, co pisała von Arnim, można przypuszczać, że Ania z czasem przestała czuć się dobrze w swoim pełnym gwaru domu, że czuła się w nim niezrozumiana i niepotrzebna. Być może dzieliła to uczucie z Montgomery, której życie rodzinne, jak wiemy, nie należało do najłatwiejszych.
Dziś ogrodu w Nassenheide już nie ma. Von Arnimowie musieli sprzedać dworek wraz z ogrodem. Był dla Elizabeth polem walki, nadzieją i ucieczką – dziś pozostały po nim jedynie opisy w jej książkach.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
345 + 1 = 346
Tytuł: Elizabeth i jej ogród
Autor: Elizabeth von Arnim
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: MG
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-7779-455-5
Liczba stron: 309
Ocena: 8/10
Maud Montgomery napisała w swoich dziennikach, że jest duchową bliźniaczką Elizabeth von Arnim, zwłaszcza jeśli chodzi o ogrody. To była dla mnie wystarczająca rekomendacja, by sięgnąć po książki tej autorki.
To właśnie Elizabeth von Arnim wprowadziła do literatury określenie „pokrewne dusze”, które dzięki Ani z Zielonego Wzgórza zrobiło zawrotną karierę. Jednak nie tylko to sformułowanie Montgomery zaczerpnęła od Elizabeth – widać to szczególnie w Ani ze Złotego Brzegu i kolejnych częściach cyklu.
Ale nie o tym chciałam pisać, a o samej Elizabeth i jej książce.
Nie nazywała się Elizabeth – przyszła na świat jako Mary Annette Beauchamp i była kuzynką Katherine Mansfield. Mam wrażenie, że łączyło je podobne, uszczypliwe poczucie humoru. Wyszła za mąż za znacznie starszego hrabiego von Arnima i zamieszkała z nim najpierw w Berlinie, a później w Nassenheide. To właśnie Nassenheide i dom z ogrodem, w którym się osiedlili, są jednym z najważniejszych bohaterów tej książki.
Dom jest dla Elizabeth miejscem pełnym ograniczeń – dopiero w ogrodzie naprawdę odżywa. Nie zna się na jego zakładaniu i pielęgnowaniu, nie potrafi sprawić, by ogrodnicy wykonywali jej polecenia. Jej ogród, choć daleki od spektakularnych eksperymentów botanicznych, miał opinię zwyczajnego i przeciętnego. Jednak dla Elizabeth było to ukochane miejsce, pełne spokoju, w którym mogła oddawać się lekturze.
Książka odniosła ogromny sukces, choć tak naprawdę niewiele się w niej dzieje. Elizabeth dogląda ogrodu, przyjmuje gości, bawi się z córeczkami i wysłuchuje uwag swojego męża, nazywanego Gniewnym. Jednak jej duch i wyjątkowy styl sprawiły, że książka szybko zyskała popularność. Dzisiaj może wydawać się zwykłą ramotką, ale świeżość wrażeń przelanych przez autorkę nadal urzeka.
Polskie wydanie jest urocze, choć może nie do końca przemyślane. Mimo to miło jest wziąć tę książkę do ręki.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #ksiazkikatie #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Nie wiem czy to bardziej love bug czy ear worm, bo siedzi mi w głowie od tygodnia
Z pozdrowieniami dla @Fishery i @splash545
#pajaki
Zaloguj się aby komentować
Kochani,
oto przed Wami dziewiętnasta już edycja mojej ulubionej zabawy #naopowiesci w kawiarence #zafirewallem !
W związku z tym, że przeraziła mnie wizja zmieniania biegunów i tak dalej, zadaniem nie będzie powieść o dorastaniu, chociaż korciło, nie powiem
Moja propozycja to:
Temat: kot
Gatunek: realizm magiczny
Limity: 800-2000 słów
Termin: 2 marca, godzina 15
Zasady wyboru zwycięzcy: ktoś wygra i otworzy nową edycję
Realizm magiczny to nurt w literaturze, w którym elementy fantastyczne i niezwykłe są przedstawiane w realistycznym świecie jako naturalna część rzeczywistości, bez zdziwienia bohaterów. Cechuje go połączenie codzienności z magią i niezwykła atmosfera.
Miłej zabawy!

Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór!
Patryś i ja zapraszamy na dzisiejszą rymowankę:
Temat: koty
Rymy: puszek - okruszek - loty - noty
Niektórzy z Was otrzymają pewnie dzisiaj specjalne mruczące wsparcie w tworzeniu
Zapraszamy do podzielenia się z nami jak to wsparcie wyglądało
#naczteryrymy #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Takie fascynujace cudo architektury ostatnio znalazłam, w sam raz na niedzielę.
#niewiemjaktootagowac


Zaloguj się aby komentować
W osiemnastej edycji zabawy #naopowiesci powracamy do uniwersum powstałego na potrzeby edycji pierwszej, tym samym spełniając życzenie koleżanki @Wrzoo , która chciała poznać następne przygody studentów i wykładowców pewnej uczelni.
Część pierwsza tu .
Moja bohaterka musi powrócić, ponieważ to czego szukała znów zaginęło…
-No i tak to właśnie wygląda - zakończyłam prezentację na temat Drogi Mlecznej.
-Czy macie jakieś pytania? - zapytałam dla formalności.
Smoluch podniósł rękę.
-Pani profesor, czy ja dobrze zrozumiałem, są dwie gwiazdy rozdzielone Drogą Mleczną, która nazywana jest też Srebrną Rzeką i mogą się spotkać tylko wtedy, kiedy sroki stworzą most nad rzeką? - zapytał z niedowierzaniem.
-Dokładnie i one się kochają i trzeba zrobić wszystko, żeby się połączyły.
-Tak, teraz już wszystko rozumiem - Smoluch spojrzał na Juleczkę z dziwnym wyrazem twarzy. Juleczka, moja najlepsza studentka, aż podskakiwała na krześle, podnosząc jak najwyżej mackę.
-Tak, Juleczko?
-Pani profesor, a w jakim programie zrobiła pani takie ładne serduszka?
Zaczęłam wtajemniczać Juleczkę w arkana zaawansowanych programów graficznych, a Smoluch w tym czasie zwijał przewód od projektora.
Cicho uchyliły się drzwi i do sali zajrzał mój ukochany Bogduś.
-Przepraszam, pani profesor… - zagaił.
-Tak, ukochany? - zapytałam radośnie. Bogduś wyglądał dzisiaj przeuroczo. Kupiłam mu ostatnio śliczny nowy kitelek do pracy i udało mi się go przekonać, żeby go nosił.
-Pan rektor panią prosi.
Rektor od czasu odnalezienia gwiazdozbioru Róży stał się dla mnie o wiele milszy. Przestał krzyczeć i nie wzywał już wszystkich bogów prosząc ich o cierpliwość. Stał się o wiele spokojniejszy i nawet uśmiechał się od czasu do czasu. Zauważyłam jednak, że jest nie do końca zdrowy i prawdopodobnie ma niedobory magnezu, bo ciągle drga mu powieka.
-Panno Weatherfish, proszę usiąść. Na fotelu - zaznaczył od razu.
-Oczywiście pamięta pani wypadki z czerwca zeszłego roku - rozpoczął.
Jakże bym mogła zapomnieć! To właściwie tylko dzięki mnie udało się odnaleźć Siedem Sióstr i gwiazdozbiór Róży i stałam się sławna! Miałam nawet wystawę swoich zdjęć w osiedlowej bibliotece.
-Pamiętając o pani zasługach, chcielibyśmy prosić, żeby odbyła pani jeszcze jedną podróż - powiedział niezwykle poważnie rektor. Na tyle poważnie, na ile może poważnie wyglądać ktoś, komu ciągle drga powieka.
-A co, znowu zgubiliście Różę? - zażartowałam.
-No, tak jakby - rzucił zmieszany nieco rektor.
-Po tym wszystkim zgubiliście ją znowu?! No nie do wiary! - krzyknęłam z rozpaczą.
Dobrze wiedziałam, że poszukiwania nie będą takie proste. Ostatnio winny okazał się być Baran, który po bliższym poznaniu okazał się być bardzo miłym stworzeniem i po prostu nastąpiło pewne nieporozumienie. A jaki teraz był powód zniknięcia Róży?
Musiałam jeszcze tylko przekupić moich studentów, żeby chcieli lecieć ze mną. Juleczce obiecałam dodatkową piątkę, a Smoluchowi zwolnienie z egzaminu z gotowania na gazie u profesor Mollitz i mogliśmy ruszać w podróż.
Bogduś niestety w ostatniej chwili przypomniał sobie, że musi dolać wody do akwarium profesor Wrzosinsky i w żadnym wypadku nie może lecieć, ponieważ pani profesor mogłaby wyschnąć na wiór, biedactwo.
Obsypałam Bogdusia pocałunkami, oblałam rzewnymi łzami i ruszyliśmy na poszukiwanie Róży.
Gdy rakieta wleciała w okolice, gdzie powinien być ten gwiazdozbiór, zastaliśmy głuchą ciszę i ciemność. Oczywiście metaforyczną, bo w takich miejscach zwykle jest ciemno i cicho.
Nic, pustka i ani śladu Barana.
Polataliśmy trochę wte i wewte, ale nie znaleźliśmy żadnych śladów zbrodni. Postanowiliśmy zrobić jeszcze jedno kółeczko, to znaczy ja postanowiłam, a moja załoga pokiwała głowami, że się zgadza.
Polecieliśmy odpocząć chwilę nad Rzekę, bo Juleczce zrobiło się trochę niedobrze.
-W porządku, zróbmy sobie teraz przerwę na drugie śniadanie - powiedziałam i już wyciągałam moje pudełko z kanapkami, gdy nagle mnie olśniło. Byliśmy w miejscu o którym opowiadałam dzisiaj moim studentom! Wyprawa po Różę zmieniła się w wycieczkę edukacyjną!
-Smoluchu, spojrzyj no przez lewą szybę i powiedz co widzisz! - rzuciłam.
-Gwiazdozbiór Orła widzę.
-Bardzo dobrze! A Altaira widzisz?
-Widzę! Czy to ta gwiazda, która raz do roku może spotkać się z ukochaną Wegą z gwiazdozbioru Lutni, jeżeli sroki stworzą most nad Drogą Mleczną? - zapytał.
-Piąteczka Smoluchu! Tak, Altair i Wega połączone są wieczną miłością, tak jak pan Bogduś i ja, i tak samo nie mogą być razem ze względu na okrutny los… - zamyśliłam się, jednak szybko wróciłam do rzeczywistości.
-Juleczko, słoneczko, przestań przeglądać się w lusterku wstecznym i spojrzyj no przez prawą szybę. Co widzisz? - zapytałam.
-Wielką Srebrną Rzekę zwaną też Drogą Mleczną. Coś nią płynie, nie wiem co to jest, wygląda trochę obrzydliwie.
-A dalej, za Rzeką?
-Lutnię, pani profesor i jakieś ptaszyska - odpowiedziała Juleczka.
-Co?
-No jakieś ptaszyska się tam kłębią.
Wykręciłam rakietą tak, żebyśmy mogli wszystko lepiej widzieć. Ptaki kręciły się i latały jak oszalałe, jednak ich nieskoordynowane ruchy miały jakiś cel! Nad Drogą Mleczną powstawał most!
-Niemożliwe! - krzyknęłam - Sroki tworzą most tylko raz do roku, siódmego dnia siódmego miesiąca, a teraz jest połowa lutego dopiero!
Polecieliśmy bliżej, żeby przyjrzeć się temu niezwykłemu zjawisku.
-To sowy! - krzyknęliśmy jednym głosem, rozpoznając z trudem gatunek wśród tysięcy latających wokół brązowych piór.
Nagle ukazał się nam Woźnica, który przyjechał z bardzo daleka, co widać było po jego zmęczeniu i dużej ilości gwiezdnego pyłu na jego Gwieździe.
Po drugiej stronie Rzeki ukazała się Róża o pięknej, jasnej twarzy. Woźnica na jej widok uśmiechnął się szeroko. Wstąpili radośnie na sowi most i spotkali się pośrodku, wśród łopotu tysięcy skrzydeł.
-Ćśśś, nie przeszkadzajmy im - powiedziałam cicho do moich studentów i odlecieliśmy do domu.
#naopowiesci #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór!
Czasami dla poezji trzeba ponosić ofiary, można się także stać tejże poezji ofiarą:
Temat: Ofiara świerzopa
Rymy: zdrowie - dowie - biała - pała
Miłej zabawy życzę!
#naczteryrymy #zafirewallem #poezja
Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór!
Zapraszam Państwa do rymowania:
temat: pierwsze spotkanie
rymy: tuż - wróż - nóż - już
Miłej zabawy!
#naczteryrymy #poezja #zafirewallem
Wymyśliłam rymy wczoraj do mojego wierszyka i jak znalazł są na dziś
Walentynki już tuż-tuż
Wiedźmę z tindera zaprosił wróż
Miast randki dostał w bebech nóż
I wróż nie romansuje już
Załomotało me serce gdy obok byłaś tuż
I od razu wiedziałem że chciałbym przystroić w róż
Bukiety każdy stóp twych ślad. Lecz nóż
W moje serce wbiłaś obojętności już.
Dejcie pioruna @Wrzoo ode mnie, miałem podobną koncepcję i odechciało mi się wymyślać.
Zaloguj się aby komentować
Dzisiaj synek przyjedzie do mnie z nową dziewczyną
Więcej informacji o nowych traumach bąbelka po szesnastej
#rodzicielstwo XD
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#naopowiesci #zafirewallem
Gdyby nie musiała mieć dzisiaj tego spotkania i gdyby samochód nie postanowił się rozkraczyć właśnie wczoraj, to on dzisiaj nie musiałby stać nad synem i pilnować, żeby młody założył skarpetki w jakimś normalnym tempie. Jedna skarpetka była czerwona, druga niebieska, ale ani on ani syn nie przejmowali się tym zbytnio.
-Szybciej - warknął, a syn tylko na niego spojrzał.
A mógłby teraz być w pracy, nie musiałby teraz denerwować się o jakieś tam skarpetki, mógłby być w pracy, gdyby ona nie miała tego spotkania, o którym tyle gadała i od którego zależała jej kariera, pożal się boże kariera, i gdyby nie zepsuło mu się wczoraj auto, to nie musiałby teraz iść szybkim krokiem na przystanek tramwajowy, a młody nie truchtałby za nim burcząc jak zwykle coś pod nosem.
I po co? Do jakiegoś tam ortodonty, polecanego niby przez wszystkich, do którego trzeba się było zapisywać dwa lata wcześniej. Ale po co? Zęby młodego były w porządku, dokładnie takie same jak jego. No ale stara się uparła, a on teraz musiał stać na przystanku patrząc z utęsknieniem na lewą stronę. Młody podszedł do barierek i coś tam sobie do siebie szeptał jak zwykle, chociaż co chwilę podchodził i zadawał mu jakieś pytanie, na które on jakoś nie miał ochoty odpowiadać.
-A ten tramwaj to kiedy przyjedzie?
-Zaraz.
-A dasz mi skasować bilet?
-Nie, to trzeba porządnie.
-A usiądziemy na końcu?
-A po co?
-A bo fajnie jest na końcu, kołysze.
-Nie.
-A ten pan to co robi?
-Czeka na tramwaj.
Nie wiedział co prawda jaki pan, bo stali sami na przystanku. Nie było nikogo, pewnie dlatego, że było już po porannym szczycie, ludzie byli już w pracy, a wszystkie babcie jeżdżące tramwajami o siódmej rano były już na miejskim targu.
Jak na wrzesień dzień był bardzo pochmurny, gdzieniegdzie między drzewami po drugiej stronie ulicy przemykały strzępki mgły.
Wyciągnął telefon, żeby sprawdzić godzinę, ale zobaczył tysiąc powiadomień o esemesach od żony przypominających, żeby założył dziecku wiatrówkę i adidasy zamiast sandałów, żeby umył mu dokładnie zęby i zabrał ze sobą teczkę z papierami.
Oznaczył wszystkie wiadomości jako przeczytane i zagłębił się w cennikach części samochodowych, żeby przypadkiem mechanik nie spróbował go dzisiaj oszukać. Młody stał z twarzą przyciśniętą do barierek i od dłuższej chwili się nie odzywał.
-Ten pan, co tam stoi, ma taką samą koszulkę jak ja dzisiaj, widziałeś?
-Tak, super.
-Myślisz, że też lubi Avengersów?
-Tak.
-To fajnie - rzucił i poszedł zaglądać dalej za barierki.
Tramwaj pojawił się na horyzoncie, co młody przyjął kwikiem radości.
-Chodź tata, chodź, tramwaj! - młody cieszył się jakby była to przejażdżka kolejką górską, a nie najstarszym chyba pojazdem z taboru, skrzypiącym i piszczącym przy każdym ruchu.
Skasował bilet, posadził młodego na siedzeniu i stanął nad nim, żeby w spokoju przejrzeć do końca ceny we wszystkich hurtowniach motoryzacyjnych. Tramwaj z niemiłym szarpnięciem ruszył.
-Tata, a w tramwaju można jeść cukierki? Bo ten pan je.
-Co?
-Krówki je, krówki, takie mordoklejki, takie co mama ich nie kupuje, bo mówi, że niezdrowe.
-A niech sobie je!
Młody spojrzał na niego i odwrócił się do brudnawej szyby i opowiadał sobie po cichu jakąś historię, ale przynajmniej nie zagadywał co chwilę. Z tym dzieckiem zdecydowanie było coś nie tak, ale cała rodzina jego żony była pieprznięta, szczególnie jej braciszek, więc to w sumie nic dziwnego.
Tramwaj powoli przedzierał się przez mgłę, której robiło się więcej i więcej w miarę zbliżania się do miasta. Ulice były raczej pustawe. Rzadko bywał o tej godzinie na dworze, zwykle siedział spokojnie w biurze i załatwiał swoje sprawy, ten dzisiejszy ortodonta wytrącił go zupełnie z równowagi. Młody też był bardziej podniecony niż zwykle, zaczynał gadać jak nakręcony.
-Cicho! W tramwaju się tak głośno nie gada, przeszkadzasz innym! - rzucił do młodego, bo miał już dość tej jego paplaniny o jakichś bzdurach. Rozejrzał się przy tym po tramwaju, czy ktoś mu przytaknie, ale w całym wagonie byli tylko oni i motorniczy zamknięty w swojej kabinie.
Młody posłusznie zamknął buzię, ale zaraz zaczął coś do siebie mruczeć z zamkniętymi ustami i rysować palcem po szybie, która zaparowała od jego oddechu.
Zrobiło się chłodno. Młody w swojej koszulce z Avengersami pewnie marzł, ale nie odzywał się ani słowem, bo przecież sam ją sobie wybrał.
-Co ten motorniczy wyprawia, żeby włączać klimę w taki dzień i przy dwóch pasażerach. Czy to na takie bzdury idą moje podatki? - już miał wstać i powiedzieć temu ciołkowi do słuchu, gdy tramwaj wszedł w zakręt skrzypiąc upiornie, a jego rzuciło na siedzeniu.
-Co ty robisz, ziemaki wieziesz czy ludzi - wrzasnął nie podnosząc się z siedzenia, bo nie było po co. Ten głąb kapuściany z przodu na pewno słyszał.
Młody wpatrywał się w niego wielkimi oczami.
-Dlaczego ziemniaki? - zapytał.
-No ja też bym chciał wiedzieć! - teraz to już był wkurzony i gotowy powiedzieć motorniczemu co o nim myśli. Doszedł do kabiny i już chciał załomotać do drzwi, ale zauważył, że siedzi tam nie jakiś starszy dziadek jak sobie wyobrażał, ale młoda kobieta. Przewrócił więc tylko oczami -
-No tak, baba za kierownicą, nie ma się co dziwić.
W chwilę później tramwaj zajechał na jego przystanek. Drzwi otworzyły się ze zgrzytem i wreszcie mógł wysiąść z tego potwornego pojazdu.
Stojąc już na chodniku, rozejrzał się szybko i ruszył w prawo, w stronę wysokiego przeszklonego budynku. Było już za pięć dziesiąta, więc musiał wyciągać mocno nogi, żeby zdążyć na czas. W biegu ściągnął marynarkę i teraz trzymał ją lewą ręką, w prawej miał telefon, żeby dobrze widzieć godzinę. Biegł coraz szybciej i szybciej, aż w końcu popchnął wielkie drzwi i wpadł do holu minutę po czasie.
Było już za późno.

Zęby młodego były w porządku, dokładnie takie same jak jego – już gościa lubię. Gdybybym było ocjem, to właśnie mniej więcej takim.
młody przyjął kwikiem radości – aż sam radośnie kwiknąłem! Piękne określenie, uwielbiam takie.
Podobała mi się narracja, choć za cholerę nie wiem o co chodzi. Trochę przypomina mi to jak jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, no ale może taki był zamysł autorki.
I, tak na marginesie, bo u mnie skojarzenia muzyczne są bardzo częste: opowiadanie przywiodło mi na myśl taką ładną piosenkę. Tutaj wersja po polsku, też w zasadzie całkiem ładna.
Zaloguj się aby komentować
Mieliście kiedyś tak, że podjęliście decyzję o zakupie czegoś pod wpływem impulsu, a potem do was dotarło, że to nie był najlepszy pomysł?
Tak, to jakieś pół tony książek, które kupiłam za dwadzieścia złotych
#ksiazki #ksiazkikatie

Zaloguj się aby komentować
Pan Autor Filmów chyba rzucił na mnie klątwę, bo pomimo kilku podjętych prób nie udało mi się napisać opowiadania w tej edycji zabawy #naopowiesci
Szczęśliwie klątwą nie zostali obłożeni @Patkapsychopatka (Opowiadanie bez tytułu) i @George_Stark (Wszyscy mężczyźni są tacy sami), którzy zgłosili się do konkursu.
W związku z tym, że zasady wyboru osoby wygrywającej są uznaniowe, w XVI edycji zabawy zwycięża @Patkapsychopatka, za humanitarny wydźwięk tekstu, który można odczytywać na różne sposoby
#zafirewallem #podsumowanienaopowieści
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować