
KatieWee
- 539wpisów
- 2758komentarzy
Czytam Nad Niemnem dla opisów przyrody.
Zaloguj się aby komentować
Kochani!
Może między grillowaniem kiełbasek, a chowaniem się przed deszczem znajdziecie chwilę na opowiadanko?
Wczoraj była Noc Walpurgi, zwana też Nocą Czarownic, stąd też temat:
Temat: czarownica
Gatunek: opowiadanie historyczne
Limit: 100-8000 słów
Termin: 18 maja
Zasady wyboru zwycięzcy: głos ludu.
Chyba, że to ja będę miała najwięcej piorunów, to wtedy nie.
Powodzenia!
#zafirewallem #naopowiesci

Zaloguj się aby komentować
Nawet nie opowiadanie, ale krótki obrazek, niecałe trzysta słów.
Czy cienie umierają?
Na początku wszystko wydawało się być z tym dzieckiem w porządku. Dziesięć paluszków u rąk, dziesięć paluszków u stóp, błędne spojrzenie w kolorze burzowego nieba i nieobecny uśmiech jakby przeznaczony dla kogoś innego niż ci którzy gruchali, przewijali i całowali pokrytą ciemnym puchem główkę.
Matka, która pierwsza to odkryła, o mało co nie wypuściła dziecka z rąk na zimną podłogę. Przerażenie złapało ją za gardło i zmiękczyło jej kolana, prąd strachu płynący wzdłuż kręgosłupa pozbawiło ją tchu.
Dziecko nie miało cienia.
To znaczy miało, ale nie swój.
Gdy uniosła je w góry światło lampy ukazało jej nie cień niedużego tłumoczka zawiniętego w poduszkę, ale starca! Wysokiego, wyprostowanego, ale wyraźnie wykrzywionego już przeżytymi latami.
Drżąc podeszła do ściany i opuszkami palców dotknęła cienia, który jakby wzdrygnął się pod tym dotykiem.
Miałą wrażenie, że ściana w miejscu gdzie pada cień jest cieplejsza, jakby mężczyzna ogrzewał ją swoim ciałem i oddechem.
Pokiwał do niej ręką, a ona podała mu dziecko, aby mógł je potrzymać. Kołysał malutką dziewczynkę, aż zmrużyła oczki i zasnęła.
Towarzyszył małej w każdej chwili jej życia i był z nią wszędzie.
Gdy w pokoju paliło się kilka świateł i wszyscy i wszystko inne miało cienie podwójne, potrójne, rozczworzone, zwielokrotnione, mała dziewczynka miała tylko jeden cień, czarniejszy niż inne.
Matka nauczyła się zostawiać niewielką lampkę przy łóżeczku dziecka. Gdy się budziło cień podnosił się i bujał ją delikatnie w ramionach, aż znowu usnęła.
Bawił się z nią lalkami i klockami, podtrzymywał pod pachami gdy stawiała pierwsze kroki.
Gdy podrosła ledwo nadążał za jej krokami, ale zawsze pozostawał gdzieś w pobliżu.
A pewnego dnia zniknął, żeby już nie powrócić. Dziewczynka i jej matka szukały go wszędzie, widziały go w każdym innym cieniu, nawoływały, on jednak odszedł na zawsze.
#naopowiesci #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
Szanowni Państwo,
ponieważ wreszcie udało mi się ogarnąć książki z tego wpisu, zapraszam te osoby, które coś tam sobie wypatrzyły dla siebie oraz być może innych chętnych spod tagów #medycyna , #wedkarstwo #naukajezykow i #rosyjski
Te o #zwierzeta zaklepane wstępnie dla @Coala a o #fotografia dla @Astro
Tylko całe komplety!
Wysyłka paczkomatem, wyślij mi etykietę, a ja nadam paczkę w poniedziałek
#ksiazki

Zaloguj się aby komentować
726 + 1 = 727
Tytuł: Fiołki
Autor: Shin Kyung-Sook
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Kwiaty Orientu
Format: książka papierowa
ISBN: 9788366658332
Liczba stron: 267
Ocena: 3/10
Szykuję się powoli do targów książki w Warszawie, których gościem honorowym jest w tym roku Korea, czytam więc sobie koreańskie książki, żeby wiedzieć trochę więcej i mieć swoje zdanie.
No i trafiłam na Fiołki.
Zdecydowanym plusem tej książki są opisy, lato w Seulu jest gorące i duszne, my pocimy się i męczymy razem z bohaterami. Opisy roślin na ulicach, plantacji czy w kwiaciarni gdzie pracuje główna bohaterka są piękne, bogate i plastyczne.
I to w sumie tyle z plusów.
Główna bohaterka to jedno z najbardziej bezbarwnych i bezwolnych istot, z jakimi miałam okazję się zetknąć. Nie wykazuje inicjatywy, nie prowadzi wewnętrznego monologu – po prostu trwa, biernie obecna. Zdaje się egzystować na obrzeżach wydarzeń, nie angażując się w nie w żaden sposób. Jest zupełnie pozbawiona indywidualności, sprawia wrażenie kogoś wstawionego do fabuły tylko po to, by wypełniać przestrzeń.
Zadziwiające jest to, jak wielu bohaterów drugoplanowych chce z nią być, choć nie sposób wskazać powodów tej fascynacji.
Trudno czytelnikowi odczuwać wobec niej jakiekolwiek emocje – nie budzi ani sympatii, ani niechęci. Pozostaje jedynie znudzenie i jedno wielkie WTF po przeczytaniu zakończenia.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór!
Nie przedłużając, bo każdy ma swoje obowiązki w środową noc, proponuję:
Temat: dawno, dawno temu
Rymy: mrok-smok-owy-owy
Miłej zabawy!
#naczteryrymy #zafirewallem
Dawno, dawno temu - Areszt Śledczy w Radomiu
Na dzielni wszyscy mówią na mnie Smok,
Bo mam Dareczku prosty i sierpowy,
Zrobisz mi czaja nim zapadnie zmrok,
Potem na kojo misiu kolorowy.
I tylko noc noc noc, dokoła mrok,
Dareczek w kiblu zapadł w sen zimowy?
Słychać pierdzenie jakby ryczał smok,
Kręci się ostro biznes kakaowy.
Nie wiem czy:
puszczą go?
czy nie puszczą
puszczą go?
czy nie puszczą
Zaloguj się aby komentować
715 + 1 = 716
Tytuł: Lekka praca nie istnieje
Autor: Kikuko Tsumura
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: GlowBook
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-67503-08-2
Liczba stron: 334
Ocena: 7/10
Lata oglądania anime i filmów produkcji japońskiej nauczyły mnie, że nie można wymagać za dużo jeżeli chodzi o realizm czy związki przyczynowo-skutkowe w tego typu twórczości. Doświadczenie to przenoszę na książki japońskich autorów, i dlatego właśnie mogą mi sprawiać tak dużo radości. Zawieszam niewiarę i pozwalam bohaterom radośnie podążać za przeznaczeniem.
To bardzo ułatwia sprawę.
W książce Lekka praca nie istnieje bohaterka w poszukiwaniu pracy trafia do różnych mniej typowych firm czy instytucji, nigdzie jednak nie zagrzewa dłużej miejsca. Rzeczy się dzieją, a bohaterka daje im się porwać, angażuje się, potrafi jednak w odpowiedniej chwili odczytać swoje uczucia i znaleźć wyjście.
Zakończenie jest rozczarowujące, ale zamyka całość ładną klamrą, więc je kupuję.
To nie jest jakieś arcydzieło, które znajdzie się kiedykolwiek na liście stu książek, które musisz przeczytać przed śmiercią, ale całkiem ok czytadełko z całkiem znośną główną bohaterką, która ma jakieś tam życie wewnętrzne, co nie bywa takie znów oczywiste.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Tak się złożyło w kalendarzu, że przede mną trzy trzydniowe tygodnie pracy
Jakoś tak od razu człowiekowi łatwiej się wstaje z łóżka
#pracbaza

Zaloguj się aby komentować
678 + 1 = 679
Tytuł: Przedstawiamy humor polski. Pory roku
Autor: Jerzy Wittlin (wybór)
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Format: książka papierowa
ISBN: 83-221-0167-8
Liczba stron: 408
Ocena: 9/10
Coś w rodzaju Kawiarenki #zafirewallem w wersji książkowej
Teksty pięćdziesięciu autorów - wiersze, opowiadanka, scenki, piosenki, dialogi, pełen przekrój - podzielone na cztery pory roku. W części wiosennej mamy opowiastki o dzieciach i współczesnej (ówczesnej współczesnej) młodzieży, dalej następuje lato z tysiącami żartów o pełni życia, powoli przechodzimy przez jesień aż do zimy, gdzie poczułam się jakbym czytała kolejny wiersz kolegi @George_Stark o tym, że coś mu skrzypi, czy coś
Gałczyński, Tuwim, Wiech, Żeleński, Słonimski, Jurandot, Grodzieńska czy Samozwaniec - to tylko część autorów. Ja wiem, że to nie ten sam poziom co @George_Stark , @splash545 , @moll czy @Wrzoo , ale jeżeli komuś podobają się klimaty kawiarenkowe to zdecydowanie, z całego serduszka polecam!
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
669 + 1 = 670
Tytuł: Wszystkie psy mojego życia
Autor: Elizabeth von Arnim
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Pomorze
Format: książka papierowa
ISBN: 9788394723811
Liczba stron: 147
Ocena: 6/10
Mojej fascynacji postacią Elizabeth von Arnim ciąg dalszy.
W tej niezbyt porządnie wydanej książeczce dostajemy opowieść Elizabeth o kolejnych psach, które jej towarzyszyły. Psy to tylko pretekst do nakreślenia czegoś w rodzaju autobiografii, pozbawionej niestety opowieści o tych aspektach jej życia, które mnie najbardziej interesują. Epizod Pomorza - czyli ten, który jest dla mnie najciekawszy - jest tutaj tylko lekko zarysowany.
Polecić mogę tę książeczkę tylko miłośnikom autorki, bo jeżeli chodzi o psy, to też za dużo tam o nich nie ma.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Na przykład w połowie maja w Warszawie
Z braku słońca i ciepła poeci smutnieją
Dopiero zaś w słońca promieniach promienieją
I wena przychodzi, choć się nikt nie spodziewa
Wraz z pierwszymi kwiatami na jabłoni drzewach
Gdy panny na ulicy zaczną się rozdziewać
Wszystkiego po poetach można się spodziewać
Zaczynają wyłazić z beznadziei kniei
Szukając właśnie w wiośnie promyka nadziei
I jak to ptaszę ku niebu wena się wzbija!
Lecz niestety miasto slamów ona omija
I zimowa jeszcze Katie - jakaż to sromota!
Pomiędzy weną a beznadzieją się miota
Rzucić się musi chyba na szerokie pola!
Może to już właśnie na hejtopiwo pora?
Aby mózg rymami już wściekle tętniący
Zamienić w wielki tygiel wierszami wrzący!
#zafirewallem #nasonety
Właśnie niedawno zastanawiałem się kto wygrał spęd w Lublinie i powinien zorganizować następny. Dobrze, że koleżanka głos zabrała.
No i powrót na kawiarenki łono cieszy, a i z edycji obecnej można wyciągnąć wniosek, że motywować należy nie prośbą, a groźbą. Dobrze, że kolega @fonfi ma tak stanowczą nóżkę.
Zaloguj się aby komentować
634 + 1 = 635
Tytuł: Ostatni turnus
Autor: Marcin Wojdak
Kategoria: inne
Wydawnictwo: Znak
Format: książka papierowa
ISBN: 878-83-240-8481-4
Liczba stron: 303
Ocena: 7/10
Totalne żerowanie na nostalgii za beztroskim czasem wczasów, którym kupiono mnie całkowicie.
Połączenie albumu zdjęć ośrodków wypoczynkowych z PRL-u i króciutkich tekstów, które autor nazywa opowiadaniami.
Gdyby autor zamknął buzię i dał mówić zdjęciom, mogłabym z czystym sercem wystawić jeszcze wyższą ocenę.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #nostalgia

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór, drogie dzieciaczki!
Przynoszę Wam dzisiaj rymy, które są może trochę dziwne, ale uważam, że skoro były dobre dla pana Gałczyńskiego, to bedą dobre i dla nas:
Temat: Poeta
Rymy: to - człowiek - sowich - poetą
Zasady: rymujemy, moi mili, używając zadanych słów, mniej więcej na zadany temat. Jeżeli jesteśmy debiutantami, albo mamy tego pecha, że wierszyk się spodoba to wygrywamy i jutro nowe rymy ku uciesze Kawiarenki wymyślamy.
#naczteryrymy #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować
629 + 1 = 630
Tytuł: Kto wymyślił choinki? Antologia wierszy dla dzieci
Autor: antologia
Kategoria: Poezja
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Format: książka papierowa
ISBN: 83-03-2392-6
Liczba stron: 171
Ocena: 9/10
Jeżeli macie małe dzieci, to pewnie czytacie im wierszyki, a jeżeli nie, to pewnie widzieliście nieraz w kioskach czy biedronkach jak wydawane są takie książeczki - na odpiernicz, z ilustracjami obrażającymi uczucia estetyczne. Teraz jest już lepiej, ale gdy mój synek był mały, wyszukiwałam gdzieś po antykwariatach stare książeczki z klasycznymi tekstami. Nie wszystkie były dokładnie takie jak chciałam, ale trudno znaleźć ideał. A ideałem była moja książka z dzieciństwa Kto wymyślił choinki, której egzemplarz zaczytany do cna zaginął gdzieś w pomroce dziejów.
Gdy ta okładka mignęła mi wśród rzeczy na sprzedaż, wiedziałam, że muszę ją kupić.
To zbiorek wierszy różnych autorów z nieco niepokojącymi ilustracjami Wilkonia, wydany w końcu lat osiemdziesiątych.
Towarzyszył mi przez całe dzieciństwo. Czytano mi te wiersze gdy byłam malutka, czytałam je sobie sama, gdy już posiadłam tę cenną umiejętność. I to właśnie tę książkę obwiniam o ukształtowanie mojego gustu poetyckiego na całe życie.
Oprócz klasyków dla dzieci w rodzaju Lokomotywy Tuwima czy Kaczki-dziwaczki Brzechwy są tam też utwory Iłłakowiczówny czy Gałczyńskiego, które były dla mnie absolutnie niezrozumiałe, ale je uwielbiałam (oprócz tego o Baju. Baj był dla mnie rodzajem pająka i wywoływał dzikie przerażenie). Jest wiele wierszy nieoczywistych, zadziwiających porównań i metafor, teksty pisane prozą poetycką, dziecięce wyliczanki i zaskakujące koncepty.
Ponowna lektura po trzydziestu ponad latach z odkrywaniem ze zdumieniem, że wiele fragmentów potrafię odtworzyć z pamięci, a ilustracje to w ogóle jakbym widziała wczoraj, sprawiła że przeniosłam się w czasie. Niesamowite uczucie.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #ksiazkikatie

Zaloguj się aby komentować
Dobra, pobiłam swój rekord lenistwa.
Kazałam napisać #chatgpt notatkę biograficzną o mnie.
Na trzy zdania.
Nie wiem dokąd zmierzamy jako ludzkość, ale ja z poczuciem dobrze wykonanej pracy idę z książką na kanapę.
Zaloguj się aby komentować
Dobry wieczór!
W związku z tym, że koleżanka @Fafalala się nie odzywa, a to już godzina 9, z wysokości miejsca drugiego wrzucam oto rymy na dziś:
Temat: Ofelia
Rymy: poleżę - wodorostów - uwierzę - po prostu
Sponsorką dzisiejszych rymów jest pani Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
#naczteryrymy #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
600 + 1 = 601
Tytuł: Anne of West Philly
Autor: Ivy Noelle Weir, Myisha Haynes
Kategoria: komiks
Wydawnictwo: Little, Brown and Company
Format: książka papierowa
ISBN: 978-0-316-45977-8
Liczba stron: 245
Ocena: 4/10
Retelling Ani z Zielonego Wzgórza w formie komiksu.
Ania jest książką zabawną i uroczą, tutaj z tego nie zostaje zbyt wiele. Komiks przedstawia kilka scenek z książki we współczesnej scenografii i daje od siebie jedynie konkurs programowania, w którym Ania i Gilbert koniecznie muszą wziąć udział jako zespół.
Dzisiaj właśnie przy rozwieszaniu prania myślałam sobie o tym, że śmierć Mateusza była tej książce i samej Ani koniecznie potrzebna. Ani przede wszystkim po to, żeby dorosła i znalazła w sobie siłę. Myślałam sobie też o przemianie Ani z roztrzepanego dziecka w odpowiedzialną młodą kobietę i o przemianie Maryli pod wpływem Ani i jej miłości. I o tym, że gdyby nie ta pomyłka, dzięki której Ania trafiła do Cuthbertów, to Ania pewnie by dorosła i choć najprawdopodobniej nie zdobyłaby wykształcenia, to jednak wyszłaby na ludzi, ale Maryla byłaby kimś zupełnie innym. I że to niesamowite, jak ludzie się zmieniają i jaki wpływ możemy mieć na innych, nawet nieświadomie.
No ale w tym komiksie nic z tego nie ma. Ania trochę się uspokaja pod wpływem Cuthbertów, ale to tyle. Nikt nie przechodzi zmiany. Już nie mówię o tym, że Mateusz nie umiera, tylko ma zawał i po jakimś czasie wraca do domu.
Obrazki są średnie, takie powiedziałabym, że szału bez.
Jeden plus jest taki, że poćwiczyłam angielski, bo język jest prosty, nawet z moim bardzo nędznym B1 dałam radę.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #ksiazkikatie

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować









