Potem przerwa na tankowanie i siu w kierunku Pai Canyon. Cóż, zachód całkiem całkiem, tylko ten smog… Not good, not terrible. Mi się podobało. Potem wpadłem na szybko zostawić graty i szybki prysznic na hotel i poleciałem do centrum Pai.
Samo Pai mnie rozczarowało. Jeden nocny market, 70% ludzi to turyści. Ale chociaż fajną koszulkę kupiłem. I zapaliłem z Singapurczykiem który mieszka w Australii.
Nie chce mi się liczyć ile km machnąłem, przebiegu też nie sprawdzałem. Teraz już łóżko, a co jutro - nie wiem. Albo zwiedzę więcej w okolicy Pai i drogi powrotnej, albo lecę na Doi Inthanon, ale przez Mae Hong Son.
Bonus ostatnie zdjęcie - Tajlandia znów miesza z datami! Tym razem właśnie w Pai. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki