Ogólnie wyśmiewam szurów, ale jest kilka kwestii z którymi się z nimi zgadzam. Uważam się dla przykładu za przeciwnika cyfrowego pieniądza. Jak najbardziej też przeszkadza mi fakt, że korporacje i rządy nas inwigilują na masową skalę. Zabrzmi to może dziwnie, ale zgadzam się również z teorią, że część elit może mieć zainteresowania około okultystyczne. Im dalej jednak w las tym gorzej. Szczególnie gdy dochodzimy do śmiercionośnych szczepionek czy sieci 5g.
Oglądanie zdjęć tych budynków daje mi niesamowite uczucie mieszanki nostalgii, melancholii i tęsknoty za czymś czego nigdy w praktyce nie doświadczyłem. Jednocześnie mam wrażenie, że te dwie wieże w jakiś sposób symbolizowały ameryke lat 80 i 90. Ich zniszczenie było w pewnym sensie końcem pewnej epoki. To, że zdarzyło się na samym początku nowego milenium można też potraktować bardzo alegorycznie. World Trade Center w polskim tłumaczeniu znaczy też "Światowe Centrum Handlu". Znowu więc symbolika narzuca nam skojarzenia z kapitalizmem tamtej epoki, który po upadku ZSRR wydawał się osiągnąć swój szczytowy sukces. Rynek działał wtedy jednak na innych zasadach. Nie było wtedy jeszcze społecznościowych, a internet ciągle był w fazie rozwoju. Nie było więc jeszcze influencerek które by sprzedawały wodę z wanny. Zamach na nie więc uznałbym za datę rozpoczęcia wejścia w okres późnego kapitalizmu z jakim spotykamy się dziś. Cytat "The world you were born in no longer exist" często pojawia się wpisany właśnie w zdjęcie WTC. Lata 90 często ludziom kojarzą się z pewnym optymizmem i wiarą w przyszłość. Obecne czasy, szczególnie po pandemii są dużo bardziej depresyjne. Może więc stąd bierze się to unikalne uczucie którego obecnie doświadczam. Taka luźna moja dygresja.
Depresyjne dlatego, że daliśmy się wpędzić w spiralę strachu. Strach to najlepszy środek kontroli. Nie będę dawał przykładów bo tego pełno. Świat się zmienił i będzie zmieniał a to se ne wrati.. Trzeba się w nim po prostu umościć na tyle wygodnie ile się da. Dla mnie to też symbol zmiany ale pozytywnej takiej w stylu never give up. W 2008 gospodarka USA i EU były podobne a dziś ta pierwsza jest 2x wieksza. Każdy upadek prowadził mądrych ludzi do powstania i bycia silniejszym...
Nie zgadzam się w ogóle z ideą, że teorie spiskowe są popularne bo upraszczają rzeczywistość. Znaczy owszem. W wielu przypadkach może tak być, ale myślę też nad całkowicie odwrotnym powodem. Myślę, że dla wielu osób teorie spiskowe mogą się wydawać mocno ekscytujące bo przełamują oczywistość naszej szarej rzeczywistości. Sam lubiłem je czytać w swoim czasie jako po prostu formę rozrywki. W pewnym sensie świat w którym istnieje zła organizacja chcąca przejąć władze nad światem i wszędzie mająca swoich ludzi z którymi dana jednostka musi walczyć bo tylko ona zna prawdę sprawia, że życie jest bardziej ekscytujące. Nie bez powodu też do teorii spiskowych często nawiązywały różne gry komputerowe, książki czy filmy. Z drugiej strony łatwo wpaść w paranoje i kompletny brak stabilności psychicznej. Tutaj teorie spiskowe przestają być wygodnym narzędziem do upraszczania świata, a stają się paliwem dla koszmarów.
Ja jednak dostrzegam w teoriach spiskowych jeszcze jedną rzecz. Mianowicie z punktu widzenia postmodernizmu, wiele teorii spiskowych mimo wszystko przedstawia jakieś argumenty. Nie można całkowicie odrzucać ich jako całkowicie irracjonalne wymysły ludzi znudzonych życiem. W ten czy inny sposób są one częścią intersubiektywnego dyskursu i dla kompletnego laika dawanie większej wiary w przekaz serwowany nam przez mainstreamowe media jest kwestią czysto umowną. Bardziej bazuje ona na pewnym przeświadczeniu i zaufaniu do profesjonalnych dziennikarzy niż so anonimowych typów z internetu. Nie jest to postawa całkowicie pozbawiona racji bytu, ale nie ma ona jednak podstawy w faktycznej wiedzy danej jednostki na omawiany temat. Tymczasem od czasu do czasu zdarza się, że dana teoria spiskowa okazuje się prawdziwa. Stwierdzenie więc, że coś jest nieprawdą tylko i wyłącznie na podstawie faktu mienia do czynienia z teorią spiskową nie jest w żadnym wypadku lepsze od założenia by wszystko co mówią politycy i media jest kłamstwem. Jest to jednak temat na nieco większy wpis. Tutaj chciałem dać jedynie nieco inne spojrzenie na zjawisko szurii które zwykle krytykuje. Tyle ode mnie.
@Al-3_x tekst własny czy inspiracja jakimś twórcą? Lubię taki kontent i jeśli możesz polecić na przykład jakiegoś bloga z tego typu przemyśleniami to poproszę:)
@Al-3_x człowiek myśli przy użyciu historii, współczesna nauka mówi ze świat jest poddany bezsensownym immanentnym prawom, a teorie spiskowe interpretują go narracyjnie wiec są dużo lepiej przyswajalne.
Ogólnie to nie uważam konfederacje za partie faszystowską. Uważam za to, że faszyzm mógłby skutecznie rozwiązać problem konfederacji. Brzmi jak żart, ale nie do końca. Polski publicysta i myśliciel konserwatywny, Tomasz Gabiś opublikował jakiś czas temu na swoim blogu dość ciekawy artykuł na temat Leo Straussa (link podam poniżej), konserwatywnego filozofa pochodzenia żydowskiego i miłośnika Carla Schmitta. Gabiś przytacza nam cytaty, które świadczą, że Strauss miał dość pozytywne zdanie o faszystowskich Włoszech, przed zbliżeniem się Mussoliniego z Hitlerem. Filozof ten opisywał faszyzm jako lekarstwo na rosnący w siłę nazizm. W przytaczanych cytatach wyraża on pogląd, że nie da się powstrzymać rosnącej w siłę skrajnej prawicy poprzez demokratyczne metody i autorytarne rządy jako mniejsze zło są dużo skuteczniejsze w radzeniu sobie z tym problemem. Lepsza bowiem jego zdaniem była oświeceniowa dyktatura niż krwawe rządy osób pokroju Hitlera. Dlatego i dziś sam zgadzam się z tezą, że silna władza skupiona w okół bardziej racjonalnej alternatywy byłaby wstanie powstrzymać pochód psychoprawicy gdyby ta urosła za bardzo w siłę. Nie uważam jednak by taka sytuacja byłaby obecnie potrzebna bo nie wierze żeby Konfederacja kiedykolwiek zaszła tak daleko.
Dobry materiał. Cała sytuacja z Wagnerem daje nam pewien przedsmak jak byłoby w akapie. Co jak co, ale Girkin trafnie tu przewidział rozwój sytuacji oraz zagrożenia dla stabilnego państwa związane z poleganiem na prywatnej armii.
zalozenie jest bledne. Prywatna firma jest wtedy prywatna gdy nie jest na utrzymaniu rzadu, a konkretnie jej najcenniejsze zasoby (ludzie i bron) nie sa nadawane z woli panstwa. Gdyby nie panstwo nie byloby helikopterow, pociskow, wiezniow itp Wiec teza jest bledna, to jest zwykla firma panstwowa tylko nieoficjana i dlatego udaje prywatna.
Pucze armii panstwowych w ostatnich 10 latach (serie prob i sukces w tym samym kraju licze jako jeden sukces, zeby nie robic dlugiej listy):
2022 Burkina Faso
2022 Gwinea-Bissau
2021 Sudan
2021 Gwinea
2021 Mali
2021 Niger
2021 Armenia
2021 Myanmar
2020 Republika Srodkowoafrykanska
2019 Boliwia
2019 Gabon
2017 Zimbabwe
2016 Turcja (u nich to wlasciwie byla tradycja od Ataturka)
2015 Burundi
2014 Tajlandia (to juz dwunasty!)
2014 Lesoto
2013 Egipt
Nie spodziewalem sie, ze bedzie az tyle pracy z lista Ale chyba generalnie problemem nie jest to, ze armia jest prywatna, tylko ze armia jest silna, spojna, a rzad jest slaby.
Dodam jeszcze, ze nie jestem fanem armii prywatnych z roznych wzgledow, szczegolnie humanitarnych - maja bardzo zle wyniki pod tym wzgledem. Natomiast akurat pucze nie sa jakas ich specjalnoscia. Blackwater jakos nie probowala obalic rzadu USA.
@Al-3_x "Dobry materiał" ? No może celnie z perspektywy lewaka,ale...
co do państwa które nie zapewnia sprzętu żołnierzom...
co do państwa które decyduje czego się mają uczyć jego obywatele...
Mogę wyjść na ulicę i zamanifestować swoje niezadowolenie wobec państwa - racja i oberwać z armatki wodnej albo pałą od pana policjanta.
Czym się różni państwo od monopolistycznej korporacji tak naprawdę ? Państwo może przymusić do korzystania z jego "usług" i płacenia za nie,albo i płacenia nawet bez nich.I tyle różnic.
W wolnej chwili staram się trochę poznawać i podjadać filozofii, w szczególności XX wiek oraz szeroko pojęty marksizm (ale nie będzie o pieniądzach i polityce, obiecuję). A że lubię się dzielić znaleziskami, duperelami z ludźmi to w sumie natrafiłem na ciekawego autora, sowieckiego filozofa Evalda Ilyenkova. Spokojnie, ja też o nim wcześniej nie słyszałem.
Ten oto nasz radziecki kolega rozwijał i badał między innymi materializm dialektyczny w ujęciu kosmologii. W jednej ze swoich prac wyjaśniał, że konieczny atrybut materii: myśl, stanowi nierozerwalną część przyrody. Wszechświat zmierzający do hipotetycznej "termalnej śmierci", kiedy równowaga termiczna kosmosu sprawi, że wszystko stanie w bezruchu, sprawiłoby, że cały pęd świata zostanie przerwany.
Myślące istoty, w naszym przypadku: ludzie, mieliby tym samym osiągnąć etap rozwoju tak zaawansowany w bardzo dalekiej przyszłości, że jedyną sensowną opcją byłoby stworzenie takiej chmury termalnej, wysadzenie wszechświata, drugiego Wielkiego Wybuchu, który ewentualnie dałby początek kolejnym myślącym istotom.
Ten bezinteresowny akt poświęcenia się umysłu, który miałby kiedyś nastąpić byłby zwieńczeniem materii, ostatecznym celem myśli. Trochę na myśl przychodzi mi kosmologia chrześcijańska i archetyp Boga Stworzyciela, jaki ludzkość miałaby zrealizować, ale to tylko chyba moje skojarzenie.
Ilyenkov mówi, że taka wizja nie jest niemożliwa. Skoro rozszczepienie jąder atomu tworzy ekstremalnie wielką eksplozję bomby atomowej, to zniszczenie jeszcze mniejszej struktury materii wyzwoliłoby jeszcze większą destrukcję. "Gdyby zanihilowano drobinkę kurzu, to wszechświat by przestał istnieć" powiedziałby Leibniz.
Miałem okazje podjąć się ostatnimi czasy dość długiej dyskusji na temat natury faszyzmu ze znajomą. Moja oponentka odwołując się do poglądu Jasona Stanleya, twierdziła, że faszyzm objawia się w mitologizacji przeszłości. Osobiście nie zgadzam się z tym światopoglądem. Każda ideologia bowiem w pewnym sensie mitologizuje historie. Dowodził tego chociażby Sorel. Marcin Napiórkowski w swojej książce "Mitologia współczesna" pisał, że historia nie jest badana jako zestaw obiektywnych faktów, lecz przez pryzmat określonych znaków i kodów, które pozwalają nam rozumieć dawną przeszłość. Są one jednak zakorzenione w naszej teraźniejszości i nasz pogląd na temat historycznych wydarzeń zmienia się z czasem. Również Gadamer pisał, że badanie historii opiera się na akcie komunikacji z tekstami przeszłości i kluczem jest tu hermeneutyka, a nie udawanie obiektywnego znawcy faktów.
Z drugiej strony jak pisał Mircea Eliade mity występują praktycznie w każdej kulturze. To one w ogóle nadają sens całej historii nadając jej formę narracyjną. Inaczej historia byłaby dla nas tylko przypadkowym splotem wydarzeń, których interpretacja nie byłaby możliwa. Z punktu widzenia polityki natomiast to każda ideologia odwoływała się do pewnych wydarzeń, którym nadawała wyjątkowe znaczenie. Dla liberałów byłaby to rewolucja francuska i cały wiek oświecenia. Dla marksistów różnego rodzaju rewolucje, które zdaniem Marksa były punktami przemian systemowych. W Polsce również obcujemy z mitologizacją historii dzięki dziełom Sienkiewicza, które są dla nas lekturami szkolnymi, a kiedyś były tworzone ku pokrzepieniu serc. Nikt jednak nie twierdzi, że Sienkiewicz był faszystą.
Jason Stanley w moim odczuciu forsuje tu rozumienie historii jako obiektywnej nauki o faktach, a w praktyce współczesne rozumienie przeszłości bazuje na interpretacji przez pryzmat ideologii liberalnej. Panująca ideologia zawsze stara się nadawać sobie znaczenie obiektywnej, a wszelkie odstępstwa z góry odrzuca jako fałszywe. Jako postmodernista nie mogę się jednak zgodzić z takim podejściem.
Jason Stanley w moim odczuciu forsuje tu rozumienie historii jako obiektywnej nauki o faktach, a w praktyce współczesne rozumienie przeszłości bazuje na interpretacji przez pryzmat ideologii liberalnej. Panująca ideologia zawsze stara się nadawać sobie znaczenie obiektywnej, a wszelkie odstępstwa z góry odrzuca jako fałszywe. Jako postmodernista nie mogę się jednak zgodzić z takim podejściem.
Szczerze mówiąc zawsze mi się wydawało że postmodernizm jest czymś bliskiemu libertarianizmowi.
Czy to jest właśnie ten motyw, który sprawia, że nie idzie "swobodnie" dyskutować o niewolnictwie? Że niektóre tematy są niejako "tabu"?
Myślę że na stwierdzenie "niewolnictwo to była norma cywylizacyjna i ledwo z tego wypełznęliśmy" to bym został wyjebany z twittera w trybie natychmiastowym. Ponieważ, niewolnictwo wyłącznie kojarzy się z ciężką pracą fizyczną, smaganiem bicza, a już nie wspomnę o afroamerykanach
Ostatnio oglądałam musical Hamilton. W jednej scenie Alan Burr powiedział, że nie może przyprowadzić swojej ukochanej, bo jest mężatką. I naszła mnie myśl, że takie pruderyjne i zamknięte podejście do otwartych związków za jakieś sto lat przeminie. Wyobraźcie sobie dwadzieścia lat temu zaprosić swojego kolegę z jego partnerem. Coś nie do pomyślenia. A teraz to zwykły człowiek. Myślę że niedługo będzie nas czekała większa otwartość względem poliamorycznych związków. No bo tak nawet na chłopski rozum(by Thomas Pain xD) co wam robi, że jakaś osoba kocha dwie osoby? Komu to szkodzi? komu przynosi przykrość? Szczególnie że większość małżeństw się obecnie rozpada, to nieco większa otwartość może wielu uchronić przed depresją i niepotrzebnym cierpieniem.
Jeśli mam wybierać pomiędzy wielkim resetem, a Elonem Muskiem, Trumpem, Putinem i Konfederacją to wole nie wybierać wcale. Tyle, że to żadne rozwiązanie. Powiedziałbym, że obecnie mamy do czynienia ze starciem dwóch ośrodków światowej oligarchii. Jest to mocno uproszczony obraz, dlatego proszę patrzeć na to co tutaj pisze z przymrużeniem oka. Faktem jednak jest, że z jednej strony mamy pewien podział pomiędzy elitami. Klaus Martin Schwab reprezentuje tu zwolenników bardziej globalnego porządku kapitalistycznego, gdzie dominacje sprawowałyby ponadnarodowe korporacje oraz ponadpaństwowe struktury. Nie byłby to w moim odczuciu rząd światowy, ale w pewnym sensie jego zalążek. Druga strona raczej trzyma się tradycyjnego modelu państwowej oligarchii jak to ma obecnie miejsce w Rosji. Zagadką jest tu Elon Musk, ale on z kolei wydaje się być zwolennikiem tak zwanego Dark Enlightenmentu, a przynajmniej ja odniosłem takie osobiste przeświadczenie. W każdym razie obie strony zdecydowanie nie działają w interesie dobra ogółu. Rozwiązaniem byłoby stworzenie oddolnego ruchu, który reprezentowałby zwykłych ludzi. Tak zwanej trzeciej strony konfliktu, która stworzyłaby wyłom w obecnym porządku. Pytanie czy to możliwe.
@Al-3_x nie wrzucałbym Trumpa czy Konfederacji do jednego wora z Muskiem. Musk to jak mówisz kręgi "californian ideology", dark enlightmentu, neoreakcji itd. choć sam niekoniecznie musi świadomie się do tego odnosić. Trump czy Konfederacja to z kolei czysto destrukcyjna siła przypominająca raczej rewoltę 68 roku. Schwab i globaliści to mniej więcej tak jak mówisz. Czy coś się zmieni? Musi - wszystkie trzy nurty albo nie mają żadnego pomysłu na rzeczywistość (psychoprawica) albo są one oparte na błędnych przesłankach antropologicznych (pozostałe dwa nurty).
nie wrzucałbym Trumpa czy Konfederacji do jednego wora z Muskiem
Nie są z tej samej bajki, ale w pewnym sensie są ze sobą powiązani za sprawą Alt Rightu. Alternatywna prawica w USA mocno się inspirowała z tego co wiem DE, czy ideą neoreakcji. Trumpa popiera też biznesmen Peter Thiel, który również podchodzi pod te nurty. Nie powiedziałbym, że on czy Elon wyznają te same ideologie co Trump, ale mogą go wykorzystywać jego czy innych prawicowców do własnych celów.