Przeglądasz wpisy z tego tagu:

#pasta

32
225

#pasta #metro2033 #metro #heheszki

 

"Jak to wszystko pierdolnie"

Wszystko zaczęło się, kiedy byłem jeszcze małym chłopcem. Chaos przyszedł niespodziewanie i po dziś dzień zastanawiam się, czy można było tego uniknąć. Znaki

o zbliżającej się katastrofie dostawaliśmy już od 2005 roku, kiedy to Benedykt XVI rozważał wykorzystanie tzw. Santo subito, dzięki któremu to Papież Polak miał zostać uznany za błogosławionego bez konieczności odczekiwania pięcioletniego okresu po śmierci wyżej wymienionego. Sygnały nie były z początku oczywiste – ot, jakiś gość wróżący z kart Cheetos potrafił spaść z rowerka po wywróżeniu kataklizmu spowodowanego beatyfikacją wysłannika piekieł. Z upływem lat pojawiało się coraz to więcej przesłanek, że sytuacja staje się kryzysową – jednak media milczały, aż do ostatniej chwili, a kiedy się odezwały… nie było już ratunku.

Dzień nie zapowiadał żadnych rewelacji, wstałem, zjadłem śniadanie i ogarnąłem wszelkie podstawowe obowiązki. Nie pamiętam dokładnej godziny, jednak przechodząc obok salonu, zostałem zawołany przez babcię.

- Anyon! Weź, no przyjdź mnie tu i telewizora podgłośnij, bo coś ważnego u tych Rzymianów tam robią.

Nie ociągając się, podbiegłem do stolika, poprawiłem klapkę od baterii i na życzenie staruszki pogłośniłem odbiornik. To co się tam odjebało to ja nawet nie. Kamery krążyły po Placu św. Piotra, a z balkonu papież odprawiający mszę zaczyna wygłaszać, iż Karol Wojtyła oficjalnie zostaje beatyfikowanym, czyli błogosławionym. Tłumy zaczynają wiwatować, gdy nagle ziemia zatrzęsła się i rozstąpiła pod nogami wiernych, którzy to masowo zaczęli spadać we wrzącą czerwień. Wszyscy, którzy jeszcze trzymali się na nogach, uciekali w popłochu, a całe grono patriarchalne w przerażeniu obserwowało dziejące się na ich oczach wydarzenie.

Nie miałem pojęcia co się odkurwia, wszystko działo się tak szybko. Matka, która do tej pory gotowała bigos, widząc całe zamieszanie, przybiegła do salonu i kazała pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Zesrany jak jasny chuj – usłuchałem.

Po jakichś 5 minutach miałem pod ręką trzy pary bielizny, bluzę Anti Poland Poland Clubi i PC’ta z zestawem gier. Matka uderzyła mnie z liścia i kazała zostawić komputer. Żegnaj PC’ciku – pomyślałem, odstawiając go. Po odłożeniu balastu, który przez ostatnie 5 jebanych lat był moim jedynym oknem na świat, podniosłem wzrok na babcię. Trzęsła się w fotelu jakby dostała ataku padaczki. Torsje były tak silne, że upuściła trzymane na kolanach szydełka, po chwili wszystko zamilkło. Spojrzałem mamie w oczy, a później oboje wróciliśmy wzrokiem na staruszkę. Nie minęła chwila, a babcia uniosła się i demonicznym głosem zaczęła przerażające śpiewanie barki od tyłu, rzuciła się na nas, jak ksiądz na ministranta w pustym kościele. Po krótkiej przepychance udało nam się przycisnąć ją do ziemi i skręcić kark – tak… to była jedyna opcja, jaką wtedy widzieliśmy. Dalej słyszę ten chrzęst kości, porównywalny z upadnięciem tyłkiem na paczkę chrupków.

Wraz z równie przerażoną co ja matką, pobiegłem w dół Klatki Schodova i po kilkunastu minutach autystyczngo truchtu przez spowite paniką miasto, dotarliśmy do Centrum – a z niego, zeszliśmy do odgrywającego kluczową w tej historii rolę Warszawskiego Metra. Mimo przerażenia czułem swoisty dreszczyk emocji. Wiecie sami. Całe dzieciństwo spędzone na strzelankach i pierwszych fallout’ach, czy czytanie Glukhovskiego, wniosło do mojej młodej głowy wizję zostania zajebistym stalkerem, lub czymś na ten wzór. Już widziałem te wszystkie epickie batalie, w których będę brał udział, a kobiety będą wręcz kłębiły się wokół. Chuja tam. Nadal nie odgrywam żadnej znaczącej roli w naszej podziemnej społeczności. Żyje z dnia na dzień jak jebany pasożyt. Matka po kilku miesiącach padła na jakieś tałatajstwo – dalej nie wiem, czy to choroba weneryczna od losowego gościa, z którym to baraszkowała po nocach, myśląc, że nie słyszę, czy może przez powszechny syf panujący

w metrze. Z czasem po prostu przestałem o tym myśleć.

- Anyon, kurwa! Wstawej do cholery. – obudził mnie stryj Szczepan. – We no młody kilka obrazków z komody i skoczże do

 

Witalija po kremówki, bo w lodówcy nic ni ma. – Tak, pudełko na lód, w którym od 1999 nie było choćby kostki lodu, to naprawdę świetna lodówka – a przynajmniej według stryja…

- Dobrze, już… Dobrze. Tylko się ubiorę. – powiedziałem w miarę spokojny, jak na fakt, że przez darcie pizdy tego debila, zajebałem głową o górną część łóżka piętrowego.

Po niespełna kilku minutach byłem gotowy na wyjście. Spojrzałem na szwendającego się po „domu”, stryja Szczepana, który tak jak każdego ranka od dziesięciu lat, czytał

z wystającym językiem, ten sam egzemplarz „Auto Światu”. Bez dłuższej zwłoki wyjąłem

z szuflady dwa obrazki z wizerunkami świętych. Jeden miał na sobie Jadwigę Andewageńską, a drugi był już na tyle wytarty, że chyba nikt nie rozpozna, kogo on tak naprawdę przedstawia. Obrazki takie są u nas walutą. Ich powszechnie przyjmowana wartość wynika

ze zdolności ochrony przed powstałymi w wyniku beatyfikacji, kleryko-demonami, jaką owe obrazki dają. To jaką dokładnie dana karta ma wartość, określane jest przez Centralę Utylizacji Monet – w skrócie CUM, dzięki której działaniom; niszczenie monet z wizerunkiem orła, leżących na ziemi, z szacunku dla podłogi – złoty przestał obowiązywać. Siła karty zależy w głównej mierze od tego, jaki święty się na owej znajduje, w jak dobrym karta jest stanie, jaka modlitwa znajduje się z tyłu, no i oczywiście od stopnia profanacji obrazka. O co chodzi ze stopniem profanacji, zapytacie. Przykładowo czysta karta jest warta o wiele mniej niż karta z dorysowanym specjalistycznym długopisem wąsem i okularami. Takie przyozdobienie to najbardziej powszechny sposób wzmacniania mocy kart. Im bardziej bezczelnie wygląda karta, tym większa jest jej skuteczność w walce z demonami. Na niektórych stacjach istnieją nawet specjaliści w dziedzinie profanacji kart. Najczęściej otaczają się oni zniewolonym ku wyższym celom, gimnazjalistom, których poziom spierdolenia pozwala na odkrywanie coraz to nowych technik wzbudzania cringe’u i poczucia beznadziei.

Opuszczając naszą blaszano-kartonową lepiankę, przebiłem się przez kiczowate, koralikowe sznurki wiszące w przejściu i ruszyłem w kierunku Strefy Handlowej znajdującej się w północnej części stacji. Idąc przed siebie, minąłem znane mi widoki – baraki, wokół których krążyli mieszkający w nich sąsiedzi, podniszczone duchem czasu ławki, dzieciaki grające w klasy – urozmaicone tak, że zamiast zwykłych skoków, przemieszczały się susami na styl tańca fortnite, i wiele, wiele innych.

Zmierzyłem wzrokiem ścianę z wyrytą na niej nazwą stacji – „Normicza” i podszedłem do handlarza Witalija, z którym to stryj od lat ma na pieńku, przez co to właśnie ja zmuszony jestem robić zakupy.

- A kogo moje oczy widzą! Anyon, no mów tam jak tam życie. – wybełkotał z entuzjazjem, gładząc się po flanelowej koszuli.

- Cześć Witek. Stryj wysłał mnie po zakupy. Mimo że dalej żywi urazę za twoją opinię na temat Passata TDI, to najwidoczniej wie, że lepszych produktów na Normiczej u nikogo nie zgarnie.

- Haha. Otóż to młody. No to mów czego ci tam potrzeba, bo zaraz muszę się zbierać. Krążą plotki, że z Wykopowickiej wydostał się jakiś RiGCz-owiec. Podobno sytuacja nie jest u nich najlepsza i biedaczyna zmuszony był wyjść na powierzchnie, by ominąć zawalony tunel

i szukać pomocy na sąsiednich stacjach.

Wykopowicka to stacja na drugim końcu linii metra. Jakieś 10 lat temu doszło do incydentu związanego z wypowiedzeniem „Jan Paweł II nie jebał małych dzieci”, który to doprowadził do zawalenia się tunelu i pogrzebania wielu RiGCz-owców. Do tej pory nie widziałem żadnego z nich, nie było po prostu ku temu okazji, gdyż zawsze uzupełniali zapasy na sąsiednich stacjach, jednak z doniesień Witalija, odkąd Wolnościowa w wyniku ataków grup konspiracyjnych, przekształciła się w IV Rzeszę Równouprawnioną – zamieszkałą w 90% przez imigrantów i trzecią płeć, których to głównym źródłem dochodu stało się zastraszanie sąsiednich stacji i zbieranie haraczu, nazywanego przez nich socjalem, handel z tą stacją zakończył się z dnia na dzień.

- Cholera, faktycznie sytuacja nie prezentuje się zbyt

 

ciekawie. Powiedz mi jednak, po co na niego czekasz? Przyznaj, na pewno masz w tym jakiś interes. – zaryzykowałem.

- Oczywiście, że mam w tym interes! Takie jest życie, trzeba łapać się, czego popadnie, żeby związać koniec z końcem. Jeśli ja się nim nie zajmę, to zrobi to ktoś inny,

a wtedy kasa przechodzi mi koło nosa. – uniósł się Witalij.

- Rozumiem. W takim razie powodzenia z tym RiGCz-owcem, czy jak mu tam…

Od słowa do słowa wróciliśmy do transakcji. Witalij w zamian za obrazki dał mi kilkanaście wczorajszych kremówek, kilka wychudzonych szczurów na kiju i butelkę zaganiacza.

W drodze powrotnej zatrzymałem się na chwilę u mojego przyjaciela Racimira, któremu to za przegrany zakład winien byłem flaszkę Kremovkowej. Przywitał mnie

z otwartymi ramionami i zaproponował nocną libację – rzecz jasna, zgodziłem się.

Zegary na naszej, jak i najpewniej wszystkich pozostałych stacjach, nie działają już od kilku lat. Pewnego wieczoru po metrze przeszło niewyjaśnione do dzisiaj trzęsienie ziemi,

w wyniku to którego siadła większość urządzeń elektrycznych – niektóre udało się już naprawić, jednak zegary jakby na zawołanie stanęły na godzinie 21:37, i tak to sobie wiszą od cholera wie, jakiego już czasu. Godzinę określamy teraz dzięki masywnym klepsydrom wytopionych z butelek po flaszkach. Każda stacja ma jedną taką klepsydrę w samym centrum, a wyżej wymieniona jest obsługiwana przez wyszkolonych do tego pracowników – majstrów. Co godzinę od 6 do 22 na całej stacji rozlega się krzyk, najczęściej schlanego operatora klepsydry, który informuje o godzinie. Oczywiście godziny te są dość umowne. Doba trwa o wiele krócej, jednakże nikomu to nie przeszkadza. W końcu kogo obchodzi to, czy na powierzchni jest słońce, czy księżyc, skoro i tak mało kto tam przebywa – a ci wyjątkowi, którzy rezydują w fortach na górze – czerpią wiedzę z zegarów słonecznych.

Wracając jednak do nocnej imprezy z Racimirem, w międzyczasie wyciągnąłem spod materaca jedną ze schowanych na czarną godzinę kart i zakupiłem u Witalija jeszcze dwie butelki sikacza, które następnie skryłem we wnęce pod barakiem moim i stryja, by poczekały na swój moment. Gdy pijany operator klepsydry wykrzyczał „Dwuu… Dw… WUDZIESTA PJERSZA”, odczekałem chwilę, żeby upewnić się, że stryj na pewno się nie obudził i stąpając na palcach, opuściłem barak.

Na moje oko nie minęła nawet godzina, a ja, Racimir i Dajka byliśmy już ostro wstawieni. Najmocniej uderzyło Dajkę, który to co chwila wychodził za mieszkanie, żeby zwymiotować na torowisko. Znikał tak na pół godziny, wracał na minutę, czy dwie, oznajmiał, że czuję się chujowo i znowu wracał do wymiotowania na klęczkach. Kiedy wyszedł tak już piąty raz, Racimir zaczął:

- Aaaa się schlałem Anyon. Świat mi wiruje.

- Cholera, stary. Nawet nie gadaj. Czuję, że jak podniosę się z tapczanu, to skończę, leżąc obok Dajki. W ogóle to… - tu przerwałem przez czknięcie – Witalij mówił coś o jakimś RiGCz-owcu, który idzie w kierunku Normiczej. Podobno na Wykopowickiej dzieją się ostre inby. Wiesz może coś więcej o całej tej sprawie?

- Pewnie. Cała stacja huczy o tym od kilku dni. Jakim chujem dopiero się dowiedziałeś, spałeś cały ten czas?

- No… Można tak powiedzieć. Ksawery i Soczekowski organizowali jakąś barakówkę na chacie tego pierwszego. Dali mi nowy towar na bazie cukru pudru.

- Wziąłeś od nich to świństwo? Słyszałem, że ojciec Soczekowskiego znalazł to na powierzchni w jednym z budynków. Brawo gościu, wciągnąłeś pył z napromieniowanej kremówki. Ciesz się, że żyjesz. Słyszałem o takich, którzy spadali po tym z rowerka.

- Dobra, pieprzyć tę kremówkę. Mów co wiesz o RiGCz-owcu! – wykrzyczałem po stuknięciu kolejnego kubka wódki.

- Z tego, co mi wiadomo, to po tunelach w tamtej okolicy rozchodzą się ostatnio nasilone dźwięki i zapachy. Chodzą plotki, że kiedy tunel się zawalił, to uszkodził rurę kanalizacyjną biegnącą w tamtym rejonie, i że opary, które kumulowały się pod gruzami przez całą dekadę, w końcu się uwolniły i zaczęły mącić im w baniach. Ile w tym prawdy? Sam nie wiem, ale dopóki nie doleci to do nas, to gówno mnie to

 

obchodzi. – tu się zaśmiał. Heh, łapiecie? Gówno go to obchodzi… bo kanalizacja heh… Mniejsza.

Rozmawiałem z nim do białego rana, około 7 rano wrócił do nas skacowany Dajka, który zasnął nad torowiskiem. Reszta rozmów nie oscylowała już wokół tajemniczego przybysza. Skupiliśmy się na pijackich gadaniach o tym jakbyśmy to się nie pieprzyli

z kobietami z sąsiednich stacji, bo u nas to same brzydkie i nie ma w czym wybierać – ta, chuja tam. Tłumaczenie każdego przegrywa. Rola naszego stulejarstwa jest tutaj znikoma, więc nie będę się nad nią specjalnie rozwodził. Ważne jest to, że mogliśmy się odprężyć, wygadać i odpocząć przed kolejnym pracowitym dniem.

Gdy dobiła 8 rano, tak jak każdego dnia musiałem iść do pracy – to dość oczywiste,

że każdy obejmuje tutaj jakąś rolę. Darmozjadów nie potrzebujemy, takie są zasady. Każdy ma włożyć do społeczności coś od siebie, a ja nie byłem wyjątkiem. Moim zadaniem było dbanie o czystość toalet i podłóg na terenie Strefy Czyszczenia – chyba spierdolenia… Bez zbędnej zwłoki, wyszedłem od Racimira i ruszyłem prosto w kierunku miejsca powinności. Uwierzcie mi, nie ma czego opisywać. Mimo apokalipsy i ogólnej atmosfery przytłoczenia, ludzie jak byli jebanymi zwierzętami, tak są nimi nadal. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że spora część mieszkańców stacji, uwolniła swoje prawdziwe „ja” dopiero po katastrofie.

Toalety czyszczone są codziennie, a mimo wszystko każdego dnia jest kurwa to samo. Otwierasz drzwi, a do twojego nosa dolatuje cała zawartość tablicy Mendelejewa i to

w wersji extended. Maski z filtrem, których używają na powierzchni i dzięki którym są w stanie przetrwać - w tym miejscu podwójnie opuszczonym przez Boga, jakim jest toaleta, te maski chuja dają. Całe sprzątanie opiera się o umiejętne wyliczanie pojemności płuc

i dystansu od drzwi do toalety, za którą muszę się zabrać w następnej kolejności. Po kilku godzinach walki z zapchanymi sedesami, koszami, z których wysypują się zmywaki do naczyń, służące obecnie za podpaski i innym obrzydliwym ścierwem, którego wymieniania wam daruję, udało mi się zakończyć pracę.

Po opuszczeniu toalety oniemiałem – na drugim końcu stacji dostrzegłem mężczyznę w nietypowym pancerzu. Tak! To na pewno RiGCz-owiec. Z entuzjazmem podbiegłem do niego, by się przywitać i wypytać o szczegóły dotyczące jego podróży. Ten jednak spojrzał

z obrzydzeniem na moją ubrudzoną fekaliami twarz i przez emanujący ode mnie zapach zwymiotował. Mimo usilnych przeprosin kazał mi spierdalać… Mówi się trudno.

Kilka godzin później, gdy byłem już czysty, RiGCz-owiec wciąż krążył po stacji. Udało mi się dostrzec jak gada z jednym z moich rówieśników. Zakradłem się i nasłuchiwałem. Mówił mu coś o tym, że jeśli nie wróci za ileś tam czasum blah, blah, to ma udać się na Hydraulicznej i prosić o pomoc z problemem panującym na Wykopowickiej. Dostrzegłem tu swoją szansę na przeżycie przygody, jednak wiedziałem, że stryj na pewno bez robienia problemów, nie pozwoli mi dołączyć do takiej wyprawy. Żeby go przekupić, poświęciłem całe pięć obrazków ze świętymi i zaopatrzyłem się w egzemplarz „Auto Światu”, z rocznika 2009,

o którym to marzył odkąd tylko pamiętam, ale na którego to zawsze szkoda mu było wyłożyć karty. Z przygotowanym w głowie monologiem wszedłem do baraku śpiącego Szczepana.

- Stryju… Stryju! – wykrzyczałem do wąsacza leżącego w rogu izby.

- CO, CO JE KUR… Anyon, a żeś mnie wystraszył. Czego chcesz?

- Spójrz no, co dla ciebie przyniosłem. – z uśmiechem wyciągnąłem dłoń.

- Co takiego mogłeś mi… O jasny chuj! ROCZNIK 2009? Skądżeś to wziął!?

- Przechodziłem obok straganów i pomyślałem, że może ci się spodobać.

- No niechże cię uściskam młody, haha! – odkrzyknął z entuzjazmem i bez zwłoki zaczął przeglądać gazetę.

- Stryju. Mam do ciebie sprawę. Sam przecież wiesz, trochę lat już mam na karku

i chciałbym spróbować czegoś nowego. Wiesz, że jestem odpowiedzialny i poradzę sobie wszędzie. Moje pytanie brzmi. Pozwolisz mi ruszyć na Hydrauliczną? Chcę pomóc odległej stacji, myślę, że moja wiedza pomoże rozwiązać ich problem. Pozatym chcę poznać trochę

 

świata! Nigdy nie wyszedłem dalej niż na dwusetny metr za Normiczą.

- Ni ma mowy! Ni! – uniósł się, wciąż czytając gazetę. – Nigdzie nie idziesz. W domu mosz pomagać. Masz tu swoje obowiązki i MASZ brać za nie odpowiedzialność. Zrozumiano!?

- Nie będę całe życie taplać się w odchodach jebanych normików. Twoje niedoczekanie stryju!

- Stul pysk gówniarzu i do pokoju, ALE JUŻ!

- TU NIE MA POKOJÓW. MIESZKAMY W JEBANYM BARAKU NIE WIĘKSZYM NIŻ 5m²!

- NIE DYSKUTUJ, BO POŻEGNASZ SIĘ Z WYPŁATAMI. WSZYSTKO CI BĘDĘ KONFISKOWAĆ. NIGDZIE NIE IDZIESZ, I KROPKA. JA TAK MÓWIĘ I TAK MA BY… - tutaj nagle urwał. Jego ręce zaczęły się trząść i upadł na posadzkę.

- Stryju? Stryju!? Co ci się dzieje!? – zapytałem przerażony jego stanem.

- JA, ŻEM CZTERY LATA NA NIE ZBIEROŁ! VOLVO S60 R WYCOFALI Z PRODUKCJI! – wykrzyczał ostatnim tchnieniem i padł głową na posadzkę.

Nie wiem po dziś dzień co się wtedy odjebało. Stryj umarł na wewnętrzne rozpierdolenie się totalne. Świat pogrążył się w apokalipsie, wszędzie pełno piekielnych istot, a stryj przekręcił się, bo nie wiedział, że jeszcze przed klęską świata, wycofano z produkcji jakieś auto, na które odkładał hajs. No cóż… teraz już nikt mi nie zabroni iść

za długie, jutro na trzeźwo też nie przeczytam

Zaloguj się aby komentować

tuvitob
tuvitobSpecjalista

1. idzie normalna, letnia burza

2. jest sto takich burz w roku

3. nobody kiers

4. wróć

5. hejto kiers, BURZA, KURWA POZNAN, ALE JEBŁO, HALO WROCŁAF SŁYSZYMY SIĘ??? U WAS TEŻ? Halo tu szczebrzeszyn potwierdzam, widzialem grzmota. Tu zajączkowo, tu zajączkowo niepotwierdzam, POWTARZAM nie potwierdzam u nas sloneczko.

 

#pasta #heheszki

@tuvitob to na patokopie tak było

Zaloguj się aby komentować

BarryC
BarryCSpecjalista

Ogólnie jestem miłym gościem i staram się być życzliwym dla innych.

Pewnego dnia do mojego liceum przeniosła się dziewczyna w moim wieku, strasznie nieśmiała, miała nadwagę, zero znajomych i w ogóle taka 4 na 10.

Pewnego dnia widzę jak stoi sama na korytarzu. 

Zrobiło mi się smutno.

Nie podobała mi się, ale postanawiłem ją pocieszyć.

Podszedłem, byłem zajebiście miły, zresztą jak zawsze.

Pierdu pierdu, wymiana imion. 

Nagle mówi: 

- Chłopcy to są głupi.

- Hmm, ja nie jestem głupi, hehe.

Ogólnie gadka na niskim poziomie. 

- Może, ale i tak ci się nie podobam.

Miała rację, w sumie kto by taką chciał?

- Myślę, że jesteś piękna!

KURWA co ja jebłem?

Zrobiła się czerwona i nie wiedziała co powiedzieć. Ratując sytuację, poprosiłem ją o numer i spierdoliłem na lekcję.

Napisałem do niej następnego dnia,

i tak jakoś wyszło że z następnych

smsów dowiedziałem się że jest dziewicą,

nigdy nie miała chłopaka ani się nawet nie całowała.

Nawet fajnie się gadało przez te smsy więc zaprosiłem ją do jednej z droższych restauracji w mieście, żeby ją nieco rozweselić.

Kolacja taka se.

Po wszystkim odprowadziłem ją do domu.

Szliśmy głównie milcząc,

Zatrzymaliśmy się przed jej domem

- No to, dzięki za kolację. Do zobaczenia.

Zawstydzona już chciała spierdolić do domu.

Pociągnąłem ją za ramię do siebie i spontanicznie pocałowałem.

- Mogę wejść?

- Sorry ale, babcia jest w domu.

- No to co? To zajebiście, będę mógł ją poznać.

- No dobra, w sumie czemu nie.

Weszliśmy do środka, buzi buzi z babcią, miło panią poznać, gadka szmatka.

Ogólnie, pewnie jako pierwszy chłopak przyprowadzony przez wnuczkę, od razu spodobałem się babci, opowiadała mi historyjki z dzieciństwa itp. A jej wnuczka, wieloryb, siedziała tylko zawstydzona na kanapie.

Po wszystkim poszliśmy do jej pokoju

Była strasznie nerwowa ale udało mi się ją rozebrać.

Pieprzyliśmy się na wszystkie sposoby po całej sypialni. Było bosko.

Nagle zatrzymała mnie i mówi:

- Może powinniśmy zrobić przerwę? Słyszę jak moja wnusia płacze na dole.

 

#heheszki #pasta

zajebane z dzidki

@BarryC no peem ci chłopie... grubo

@Frus u mnie jest wlaczony adblock na jbzd, pewnego czasu rzeczywiscie blokowali, teraz adblock dziala i reklam nie ma EDIT: wtyczka nazywa się: Adblock - najlepszy bloker reklam

@Caban1908 Ty! Faktycznie! Mogę wejść i nie wyskakuje zjebany szympek xD JBZD wróci do przeglądanych stron xD

Zaloguj się aby komentować

Tomki potrzebuję pasty o food truckach xD latała kiedyś po wypoku, ale nie mogę znaleźć. Pomoże jakiś dobrodziej? ( ͡° ͜ʖ ͡°) #pasta #heheszki #foodtruck #pytanie

@KreatywnyNickzPiwnicy Ostani raz wczoraj dałem się nabrać na żarcie w foodtrucku. Znazłam na fejsiku zlot żarcia na kólkach. Mój portfel dostał skrętu i próbował uciec pod szafkę, ale spoko. Idziemy. Na miejscu ze trzydziesci bud i sprinterów z abs, esp i bbq. Wejście smoka, kimchi, mokry sen mangozjebów juz za dychę. Po zanurzeniu łyżki już wiedziałem, że dałem się wyruchać, jak... wy już wiecie jak. Dostałem trzy (słownie trzy) kawałki mięsa wielkości małego palca u nogi, trochę kapusty i mdłą wodę. Teraz już uzbrojony w czujność najpierw sprawdzę u innych fra,.. klientów jak wygląda danie. Posturokshyvulos, kuchnia grecka. Pita brzmi znajomo. Rzut oka na ceny dwie dyszki, bywało gorzej. Rzut oka na stoliki. Gruby placek wielkości podkładki pod piwo z kupą ajspitki. Innym razem w innym życiu. Buda z nieczytelnym logiem. Ludzi brak i tak stoję patrząc się na zawartość stoiska, a zawartość, czyli grubasek w białym kitlu na mnie. Szybko przełamał milczenie "A może puadcsvjdgwiczek" wypowiedziane z zapałem geografa oprowadzającego wycieczkę szkolną po zalewie borzęciczkowskim pokazując bułkę wielkości kajzerki z plasterkiem czegoś ciemnego. Innym razem, w innym życiu. Frytki belgijskie, garść ziemniaków stówe za kilo, Okazja! Innym razem w innym życiu. Pizza formatu i grubości kartki z notesu za trzy dychy, tylko tutaj tylko teraz. Innym razem, w innym zyciu. Ramen, kubek zupy za trzy dyszki. Innym razem, w innym życiu. Turecka buda z koftą, kebsem i ogólnie mięso. Ludzie mają w łapach spore paczki to nie czekając biorę danie, którego nazwy nie umiem wymówić. Płacę, czekam, popijam piwo z browaru koczkodan, odbieram, łapię i szelest. Kurwa coś jest nie tak. Jebany turas tak zawija papier, że mały scinek żarcia wydaje się wielkim tureckim zawijasem. pierdole ide do domu. NIgdy więcej żaciowozów. #pasta

Zaloguj się aby komentować

jesteś mną.

żyjesz w Cesarstwie Rzymskim

pochodzisz z Galii Przedalpejskiej

nie przelewa się

chodzisz do gimnazjonu bo tate nie stać na niewolnika do nauki

mimo tego nie uczysz się źle

lubisz grekę

nauka motzno

idziesz do gaju oliwnego odpocząć

spotykasz loszkę 9/10

troche taka typowa Tulia, ale to nic

wstydzisz się

na Jowisza co tera

a #!$%@? zagadam

podchodząc widzisz że czyta Homera

Adonis_mode on

mówisz "mowa słodsza niż miód" bo znasz Homera

"porozmawiajmy więc"

dobrzeposzło.jpg

spotykacie się jeszcze kilka razy

zaczynacie chodzić za rękę

wszystko pięknie jak w eposie

pewnego dnia niewolnik przynosi list

to od niej

czujesz kłopoty

"Anonus, jest ktoś inny"

#!$%@? się

idziesz do gaju zobaczyć co to za fagas

widzisz ją

prowadzi się z poetą - Horacym

#!$%@? przecież on nawet nie jest Rzymianinem

pytasz co on ma czego ja nie mam

no wiesz, on taki poeta, a ty tylko #!$%@? o tym homarze

on mówi "chwytaj dzień, ale nie pytaj co przyniesie jutro"

#!$%@? się

wracasz do domu

czujesz wielkie feelsy

zaczynasz pisać wiersze

"będę lepszym poetą niż ten #!$%@?"

zawsze zmienną jest kobieta

"no, to jest dobre"

co dziewczyna mówi zakochanemu, na wietrze i płynącej wodzie można zapisać

wydajesz swoje wiersze

zdobywasz sławę

Oktawian prosi cię o napisanie eposu o Rzymie

czujesz dobrze

wydajesz Eneidę

jesteś wielkim poetą

zaprzyjaźniasz się z Oktawianem Augustem

loszek i daktyli pod dostatkiem

myślisz o zemście

będzie wielki konkurs poezji na sympozjonie

będzie Horacy

teraz mu pokażę i tej jego Curvii czy tam Tulii

mówisz swój wiersz i zbierasz oklaski

wygrywa Horacy

czemu #!$%@?

napisał odę do Mecenasa, lizus #!$%@?

#!$%@? się

#!$%@? z tą poezją, postanawiasz zająć się rzemiosłem

chcesz zapomnieć o wszystkich upokorzeniach

rzeźbisz

mija wiele lat

zdobywasz duże umiejętności

w nowej świątyni na Kapitolu ma stanąć posąg

ogłoszono konkurs

ma być twardy jak Rzym xD

rzeźbisz zajebisty pomnik ze spiżu

idziesz pokazujesz go jakiemuś Gajuszowi

no sorry Anonus ale wygrywa Horacy

#!$%@?

pytasz dlaczego

"wybudował pomnik twardszy niż ze spiżu"

coś w tobie pęka

przypominasz sobie wszystkie złe chwile

łzy w oczach

wściekłość lvl 9001

widzisz tego #!$%@?

nie wytrzymujesz i podbiegasz do niego

"zabiję cię #!$%@?"

"nie wszystek umrę"

zaczyna #!$%@?ć

gonisz go przez Kapitol

gonisz przez miasto

wbiega w ślepą uliczkę

już prawie go masz

odwraca się i ściąga maskę

co tu się #!$%@?

to Oktawian August, princeps zawadiaka i twój kolega

nie wiesz o co tu chodzi

dlaczego zniszczyłeś moje marzenia?

patrzy na ciebie wzrokiem Augusta

rozdziera szaty i mówi

"czy dobrze odegrałem swoją rolę w tej życiowej farsie?"

 

#pasta

@axynos Patrząc po cenzurze, to z wypoku zajebane?

Zaloguj się aby komentować

Mówię do różowego:

- Jedziesz?

- Jasne, a gdzie?

- Niespodzianka.

- Poczekaj tylko się ogarnę

I przez 15 minut się ubierała i malowała.

- Gotowa

Schodzimy do samochodu zaparkowanego przed blokiem, odkluczyłem go i wsiadamy.

- Powiedz mi gdzie jedziemy!

- Zaraz zobaczysz

 

I pojechaliśmy do garażu. Nie odzywała się cały dzień

 

Warto było

 

#pasta #heheszki

@cooles przeciez ta pasta inaczej brzmiala, byla z perspektywy loszki

@mshl nie jesteś chyba najostrzejszym ołówkiem w piórniku co

Zaloguj się aby komentować

Następnym razem jak będziesz przygnębiony pamiętaj, że życie zależy od perspektywy. Widziałem się ostatnio ze znajomym, nie pracuje, mówi że 2/3 razy dziennie ma seks, dwa razy dziennie czas na trening i ma tyle wolnego czasu, że nawet zaczął z nudów czytać książki. Narzekał mi jak bardzo nienawidzi więzienia.

 

#heheszki #pasta

Takiemu to nie dogodzisz

Zaloguj się aby komentować

hujto
hujtoSpecjalista

#pasta

>bądź mną

>masz kochającą kobietę

>ostatnio dziwnie się czujesz

>sex z kobietą na wycieczce w lesie

>mija pół miesiąca

>jesteś z kumplem w dolinie chochołowskiej

>zacznij mu obciągnąć

>nie chcesz rozpadu związku z kobietą

>idziesz na badania

>cierpisz na zaburzenia orientacji w terenie

>zerwij kontakty z kolegą

@hujto tak to bywa

@ww-1 możesz. Właśnie sam to uczyniłem i działa ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wchodzisz na profil takiego bezbeka i klikasz kłódeczkę, która jest obok koperty wiadomości i oczka obserwowania

@Fantom_s dzięki!

Zaloguj się aby komentować

Moim najgorszym pomysłem w życiu było odwiedzenie stolicy Włoch. Samo w sobie nie było to złe, ale gdy chciałem stamtąd wyjechać okazało się, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Nie miało znaczenia jak bardzo próbowałem opuścić to miasto, prędzej czy później i tak tam wracałem. Siedzę tu już ósmy rok, niech mi ktoś pomoże.

 

#pasta #heheszki #zawszesmieszy

@cooles musisz się przenieć do USA - tam wszystkie Rzymy prowadzą do Dróg

4149cee3-e754-4142-8235-93ac397b6afd

@cooles kieruj się na Mrągowo ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@cooles możesz wziąć samolot

Zaloguj się aby komentować

Białeg usunął mi wpis z tą pastą xD

 

Michał Białek zaczynał nocną wartę w serwerowni wykopu. Za oknem mocno dofinansowanej z budżetu Państwa willi poznańskie koziołki ocierały się częściami, które Białek nawet posiada. Przypomniał sobie o żonie, którą widywał głównie w niedzelne poranki. Stękanie ćwiczącego lewicę Kinera dobiegało zza rzędu wykopowych monitorów. Tak, Kiner dzielnie pisał kod nowego Wykopu 2.0. Białek automatycznie podłożył ociekające potem dźwięki pod obraz nowego, dopracowanego serwisu internetowego. Intuicja podpowiada mu, że lekko zmęczony kolega z pracy przebiera palcami po najlepszej części kodu jaką kiedykolwiek widział każdy programista html. Nie mylił się. Czuł jednak dziwaczną dumę połączoną z rozbawieniem, które przyniosła mu owa wizja. ,,Puk puk". Pierwsza myśl - Elfik32. diabliszcze, które zrobiłoby wszystko za status moderatora w serwisie. Białek poczuł się ważny. Ale to na bok. Myśl o zdradzie starego Wykopu 1.0 żony przerodziła się w pewność, że tej nocy powstaje dziecko, na które po badaniach html nie musiałby wyłożyć ani grosza. 

Ocknąwszy się wstał i nonszalancko otworzył drzwi. Elfik32. Czarna owca rodu Steckich stała w progu oparta o framugę z raportami testerów Wykopu 2.0. Tak, wszystkich dwóch.  

Baletki, krótka spódniczka i motzno zarysowany dekolt jaśniały kontrastująco z raportami licznych błędów znalezionych w serwisie. Wstawiona jak zwykle - pomyślał Białek. Elfik położyła palec na ustach. Białek domyślił się, że odseparowany od świata zewnętrznego Kiner nie usłyszał pukania aktywnej wykopowiczki, która właśnie przyniosła im raporty. Elfik sprawnie zzuła obuwie i figlarnie mrugając ruszyła w stronę Kinera. Białek podążał wzrokiem za opalonymi stópkami zmierzającymi w stronę McKinera, nie mogąc powstrzymać wewnętrznego rozbawienia. Za chwilę miał wyjść na jaw fakt, którego nikt z pracowników wykopu osobiście nie widział, choć był świadom jego istnienia. Fakt, który miał zburzyć spokój Kinera na zawsze. Elfik wczołgała się pod biurko i sprawnie wyskoczyła po drugiej stronie. Kiner wybałuszył oczy i odskoczył w tył z rozgrzaną do czerwoności klawiaturą w ręku. Spojrzenia Białka i Kinera spotkały się. Kiner był zażenowany całą sytuacją, o czym świadczył wyraźny rumieniec na jego aryjskiej twarzy. Śmiech Elfika rozniósł się po pomieszczeniu. - Słaby kod jak na administratora. - powiedziała Elfik, ledwie powstrzymując śmiech. Kiner spąsowiał bardziej. Ręce machinalnie powędrowały w stronę klawiatury, gdy podchmielona Elfik rzuciła się w tę samą stronę. - Zostaw. - powiedziała stanowczo. Zaskoczony Kiner wypuścił kod html z ręki. 

Dziesięciolinijkowy kod bezwładnie opadł na dno kompilatora, gdy Elfik doskoczyła do sparaliżowanego programisty niczym wygłodniała kura i stanowczym ruchem opuściła nieco za duże tagi. Od czasu nieudanego eksperymentu z tagami Kiner powrócił bowiem do starych nawyków, co ułatwiło wykopowiczce zadanie. - Jesteś pijana. - wystękał, gdy Elfik chwyciła go za lekko spoconą klawiaturę i chichocząc zaczęła prowadzić w stronę Białka, który obserwował sytuację z zaciekawieniem. Programista nie protestował jednak zbyt zaciekle. Był to pierwszy raz, kiedy kobieca ręka spoczęła na jego kodzie. Było to niewątpliwie ciekawe doznanie, gdyż sam Kiner zdawał się zapomnieć o dziwnych okolicznościach, w jakich doszło do tego przełomowego momentu. Białek nie mógł już powstrzymać rozbawienia, obserwując zesztywniałego Kinera kroczącego za dzierżącą jego komputer Elfikiem. Wybuchnął serdecznym śmiechem, mimowolnie puszczając krótkiego posta o dosyć wysokiej tonacji. - Przepraszam, - rzekł Białek przez łzy - ale nie bardzo rozumiem sytuację. Elfik puściła kinerowe kodzenie i kołysząc biodrami powoli podeszła do administratora o podkrążonych od pracoholizmu oczach, zalotnie kręcąc loczek wydłubany spod natapirowanej burzy blond włosów. - Nie planowałam tego. Zawsze byłam spontaniczna. - wyszeptała prowokacyjnie, gmerając już teraz palcami w okolicy tagów portalu Białka. Kiner zastygł jak posąg w centrum serwerowni. Nie zdawał sobie sprawy, jak komicznie wyglądał z licznymi błędami w kodzie Wykopu 2.0. Poczuł ukłucie zazdrości widząc pierwszą kobietę, której pozwolił dotknąć kodu, z zapałem kompilującą portal Białka. To on powinien być na jej miejscu. Białek zamknął oczy, czując pieniądze spływające z dofinansowań. Nie była to zdrada wykopu 1.0, był to gwałt na użytkownikach. Stąd też, domyślając się dalszego przebiegu sytuacji, nie miał żadnych wyrzutów sumienia. Aby jednak im zapobiec, wyobraził sobie że portal jest właśnie posuwany przez Rumuna.  ,,Beznadziejny portal" - pomyślał. Czuł się całkowicie oczyszczony z zarzutów. Elfik wrzuciła uwagi testerów Wykopu 2.0 do niszczarki. Tak, wszystkich dwóch. ,,A walić to” - szeptnęła, przenosząc wzrok na jego twarz. - Do zdjęć twoich przeróbek zrobionych przez... - Nie kończ. - przerwał jej … Dziś w nocy opublikujemy Wykop 2.0. 

 

#wykop #jebacwykop #bekazwykopu #heheszki #pasta #pastaoserwerowni

@F_Ogot widziałem, ale zapomniałem skopiować. Dzięki xD

Mmm, pasta o serwerowni, klasyka

@Miedzyzdroje2005 Dziś ją napisałem, przeróbka mojego autorstwa

Zaloguj się aby komentować

Drogie Tomki. Piszę tę historię ku przestrodze wszystkim tym, którzy nie rozgryzają mentosów od razu po włożeniu do ust.

 

Otóż ja i moja dziewczyna poszliśmy na studia do różny miast. Po miesiącu rozłąki zdecydowaliśmy się wreszcie spotkać, a jako że byłem bardzo szczęśliwy z tego powodu, postanowiłem zrobić jej minetę.

 

Zawsze mi się to podobało, ale tym razem z jakiegos powodu jej cipka śmierdziała jak martwy papież, a smakowała jeszcze gorzej. Nie chciałem ją urazić, więc wziąłem mentosa. W trakcie lizania, przez przypadek wepchnąłem go w nią, ale na całe szczęście mam zręczne palce i szybko go wygrzebałem, włożyłem z powrotem do ust i rozgryzłem. Niestety to co znalazło się w moich ustach nie było mentosem. Był to guzek rzeżączki.

 

(Należy tutaj zauważyć, że ów guzek był wielkości pierdolonego mentosa)

 

Zamiast lodowej świeżości moje usta wypełniły się ropą. Zacząłem krzyczeć, rzygać i rzucać się po całym pokoju. Kiedy juz nie miałem czym już bełtać i przepłukałem usta, zażądałem żeby powiedziała mi o co tu kurwa chodzi. Okazało się że głupia suka zdradziła mnie z jakimś kolesiem w tydzień po wyjeździe i nawet nie miała pojęcia, że coś z nią nie tak.

 

Od tamtego czasu siedzę w mojej piwnicy, lecząc rzeżączkę w ustach i edukuję ludzi na temat prawidłowej konsumpcji mentosów.

#pasta

30546752-203a-4c35-9b61-e8b6233f7fb5

Nagjorsza pasta ever, leci piorun

9fa8bcbd-3579-4d6b-b2a4-4327b0f92a93

Zaloguj się aby komentować

Dawno, dawno temu, była sobie mała internautka, a nazywała się Czerwony K-pturek. Codziennie chatowała sobie z przyjaciółmi na kanale #las, aż tu pewnego dnia dostała maila od Mamy, w którym było napisane: "Kochana Córeczko, w załączniku przesyłam Ci pliki HTMLowe dla Babci. ZaFTPuj się, proszę, na konto Babci i daj jej te pliki, bo są jej potrzebne, żeby postawić sobie stronę webową. Całuję. Mama". Tak, więc nasza mała internautka odpaliła sobie Windowsowego FTPa i zalogowała się jako "K-pturek", żeby przesłać babci pliki, które właśnie dostała od mamy. Akurat ściągała załącznik ze swojego konta webmailowego, gdy nagle dostała przez ICQa wiadomość od użytkownika o adresie e-wilk@hacker.las.com K-pturek grzecznie odpowiedział na ICQową wiadomość, na co E-wilk uprzejmie ją pozdrowił i zapytał dokąd to się wybierała. K-pturek odpowiedział: - Loguję się na konto Babci, żeby przeFTPować parę plików potrzebnych do postawienia własnej strony webowej. Po takiej odpowiedzi E-wilk zatelnetował się na skróty i połączył się z kontem Babci pierwszy. Gdy konto babci zapytało go o login ID, wstukał "k-pturek", scrackował hasło i wszedł na konto. Babcia, gdy zorientowała się, że to nie K-pturek tylko ktoś inny, natychmiast skillowała mu proces, ale niestety E-wilk był szybszy. Zrobił jej ICMP flood'a na wszystkie porty, których firewall babci nie pilnował, firewall się wywalił, a E-wilk zmienił hasło Babci. Potem przyznał sobie prawa ROOTa i zmienił system operacyjny na nowy, który nawet interfejsem przypominał stary system babci. A gdy już wszystko było zainstalowane, rozgościł się na koncie babci podszywając się pod dotychczasowa właścicielkę. Po chwili zalogował się K-pturek i po wejściu na konto babci zorientował się, że coś się tu zmieniło. Zatalkowal szybko do babci i zapytał: - Babciu, a dlaczego masz taka wielką quote na dysku? - Żeby lepiej pomieścić Twoje pliki. - Babciu, a dlaczego masz taki nowoczesny interfejs graficzny? - Żeby lepiej skatalogować Twoje pliki. K-pturek poczuł, ze coś tu jest nie tak: - Babciu, a dlaczego masz prawa ROOTa? - Żeby Cię lepiej scrackować!!! Po takiej rozmowie nawet mały łatwowierny K-pturek rozpoznał, że to wcale nie Babcia i szybkim who is sprawdziła, że jej rozmówca talkował z konta e-wilk@hacker.las.com K-pturek natychmiast wysłał maila do security@cyberspace.cop.org żeby poskarżyć się na oszusta. Przebiegły E-wilk spróbował zablokować K-pturkowi serwer POP3 przeciążając pamięć, ale na szczęście K-pturek zdążył w porę kliknąć guzik Wyślij. Po chwili na serwer wszedł Sysop z cyberspace.cop, który błyskawicznie odczytał adres IP E-wilka, zoverride'owal mu prawa dostępu i sam sobie przyznał profil ROOTa. Zanim E-wilk się zorientował, Sysop skillował mu proces i założył bana na cala domenę. A z Trash'a systemu operacyjnego E-wilka udało się odzyskać tabele partycji starego systemu Babci, dzięki czemu można było odtworzyć stara konfiguracje. Dzięki pomocy K-pturka i dzielnego Sysopa, Babcia mogła dokończyć formatowanie w HTMLu i postawiła wspaniałą strone webowa z dostępem 10 kilo na sekundę. Stronę Babci podziwiali wszyscy jak Siec długa i szeroka, i w krótkim czasie nabili jej rekordowa liczbę hitów.

 

#pasta #heheszki #ktomawiedziectenwie #zartujzdiplodokiem

@JesteDiplodokie Dobra pasta! Na miarę naszego wieku. Któż wie, może dla dzieci programistów kiedyś wydawana będzie

@Ho-no-tu Mam wrażenie że ta pasta akurat jest z poprzedniego wieku ;D

@Ho-no-tu @martinuz z poprzedniego to nie, początek XXI :3 w cda to było xD i ta pasta z matrixa z indianami

Zaloguj się aby komentować

Byłem dzisiaj na siłowni, gdzie jest cały rząd bieżni, no będzie z 10. Po 15-minutowej rozgrzewce, tak jak Pan Karmowski przykazał, zastosowałem się do regulaminu i poszedłem po papierowy ręcznik i płyn dezynfekujący. Jak wróciłem, to trochę się zamyśliłem i kurrrde pech chciał, że wyczyściłem bieżnię obok, zamiast tej, na której biegałem. Najgorsze, że widziały to dziewczyny, które ćwiczyły za mną na orbitrekach. Kątem oka zauważyłem, że się uśmiechają. Nie chciałem wyjść na idiotę, więc zacząłem czyścić wszystkie bieżnie po kolei. Zauważyłem gdzieś w kącie wiadro i mopa, więc wlałem dwie nakrętki ajaxu i przejechałem całą salę. Ogólnie nie palę fajek, ale sprzątaczka się mnie spytała czy idę na szlugę, więc skoczyłem z nią i pomarudziliśmy trochę, że dużo dzisiaj roboty. Jutro zaczynam o 6 rano.

 

#pasta #heheszki #silownia

Szluga chyba

Zaloguj się aby komentować

#pracaspawaczamnieprzeistacza #pracbaza #hr #pasta #heheszki

Jestem na pewnej grupie dla spawaczy na facebooku(nie spawam ale lubię czytać o tym). I to co się czasem tam dzieje to mnie rozpierdala XD. 

 

Ostatnio wbijam na grupę, i widzę ogłoszenie od Pani Basi z HR manadżment która wrzuca ogłoszenie pt: "Mig 10 euro brutto, super oferta, 5 lat doświadczenia". OFC na straży zawsze stoi Michał. Michał jest spawaczem ze śląska, który pracuje za 25 złotych, ma 2 lata doświadczenia, ale także ma 10 lat doświadczenia z agresywnymi sukami, więc idealny człowiek na idealnym miejscu :D. Odświeżam, bo wiem że reakcja odpowiedzi na takie ogłoszenia w tej grupie, to zakres czasu zmianu biegu z jedynki na dwójke przez Fernando Alonso. Bach, leci. "Chyba panią pojebało. Basia łapie frustracje, bo przecież Polska agencja daje super możliwość kołchozu i tylko trzeba mieć własną spawarkę, a tak to 10 brutto siedzi". Piszę że jest Pan nie poważny, i proszę się tak do mnie nie odzywać. Drugi strażnik Janek(spawacz w niemczech za 25/h) pisze: "Basia wypierdalaj z grupy. A ja kisnę, bo wyobrażam sobie jak Hr manadżment płonie razem z basią trzymającą miotacz z wkurwienia XDD.

 

Zaraz potem objawia się MŁODY. Młodym jest nazywany każdy który pojawia się z pytaniem: "Elo co sądzicie o moich spawach? Jak na razie hobbistycznie w domu 3 miesiące". Wtedy pojawia się ON. Pan Marian który stażem pracy przekracza wszystkie browarnie na podkarpaciu. 65 lat, ożenił się z Migiem, ale oficjalnie z Bożenką. Odpisuje tylko, Młody co żeś ty nasmarkał, do nauki nie do spawania.

 

I tak siedzę na tej grupce, i za każdym razem kisnę XDD.

f66bd33f-13be-4da3-a3f1-7f8019658f30

@SUQ-MADIQ że też ja nie mam nigdy styczności z takim ludźmi jak pani Basia z HR, na starość było by co wspominać

@SUQ-MADIQ z tym Alonso to zaśmiałem się w głos, dzięki xD

@SUQ-MADIQ nie wiem dlaczego, ale prukłem przy fragmencie z panem Marianem xDD

Zaloguj się aby komentować

Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Pół mieszkania zajebane wędkami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w szpitalu bo mają zadziory na końcu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu hak w nodze.

 

Druga połowa mieszkania zajebana Wędkarzem Polskim, Światem Wędkarza, Super Karpiem xD itp. Co tydzień ojciec robi objazd po wszystkich kioskach w mieście, żeby skompletować wszystkie wędkarskie tygodniki. Byłem na tyle głupi, że nauczyłem go into internety bo myślałem, że trochę pieniędzy zaoszczędzimy na tych gazetkach ale teraz nie dosyć, że je kupuje to jeszcze siedzi na jakichś forach dla wędkarzy i kręci gównoburze z innymi wędkarzami o najlepsze zanęty itp. Potrafi drzeć mordę do monitora albo wypierdolić klawiaturę za okno. Kiedyś ojciec mnie wkurwił to założyłem tam konto i go trolowałem pisząc w jego tematach jakieś losowe głupoty typu karasie jedzo guwno. Matka nie nadążała z gotowaniem bigosu na uspokojenie. Aha, ma już na forum rangę SUM, za najebanie 10k postów."

 

"Jak jest ciepło to co weekend zapierdala na ryby. Od jakichś 5 lat w każdą niedzielę jem rybę na obiad a ojciec pierdoli o zaletach jedzenia tego wodnego gówna. Jak się dostałem na studia to stary przez tydzień pieolił że to dzięki temu, że jem dużo ryb bo zawierają fosfor i mózg mi lepiej pracuje.

 

Co sobotę budzi ze swoim znajomym mirkiem całą rodzinę o 4 w nocy bo hałasują pakując wędki, robiąc kanapki itd.

 

Przy jedzeniu zawsze pierdoli o rybach i za każdym razem temat schodzi w końcu na Polski Związek Wędkarski, ojciec sam się nakręca i dostaje strasznego bólu dupy durr niedostatecznie zarybiajo tylko kradno hurr, robi się przy tym cały czerwony i odchodzi od stołu klnąc i idzie czytać Wielką Encyklopedię Ryb Rzecznych żeby się uspokoić.

 

W tym roku sam sobie kupił na święta ponton. Oczywiście do wigilii nie wytrzymał tylko już wczoraj go rozpakował i nadmuchał w dużym pokoju. Ubrał się w ten swój cały strój wędkarski i siedział cały dzień w tym pontonie na środku mieszkania. Obiad (karp) też w nim zjadł [cool][cześć]

 

Gdybym mnie na długość ręki dopuścili do wszystkich ryb w polsce to bym wziął i zapierdolił.

 

Jak któregoś razu, jeszcze w podbazie czy gimbazie, miałem urodziny to stary jako prezent wziął mnie ze sobą na ryby w drodze wyjątku. Super prezent kurwo.

 

Pojechaliśmy gdzieś wpizdu za miasto, dochodzimy nad jezioro a ojcu już się oczy świecą i oblizuje wargi podniecony. Rozłożył cały sprzęt i siedzimy nad woda i patrzymy na spławiki. Po pięciu minutach mi się znudziło więc włączyłem discmana to mnie ojciec pierdolnął wędką po głowie, że ryby słyszą muzykę z moich słuchawek i się płoszą. Jak się chciałem podrapać po dupie to zaraz 'krzyczał szeptem', żebym się nie wiercił bo szeleszczę i ryby z wody widzą jak się ruszam i uciekają. 6 godzin musiałem siedzieć w bezruchu i patrzeć na wodę jak w jakimś jebanym Guantanamo. Urodziny mam w listopadzie więc jeszcze do tego było zimno jak sam skurwysyn. W pewnym momencie ojciec odszedł kilkanaście metrów w las i się spierdział. Wytłumaczył mi, że trzeba w lesie pierdzieć bo inaczej ryby słyszą i czują.

 

Wspomniałem, że ojciec ma kolegę mirka, z którym jeździ na ryby. Kiedyś towarzyszem wypraw rybnych był hehe Zbyszek. Człowiek o kształcie piłki z wąsem i 365 dni w roku w kamizelce BOMBER. Byli z moim ojcem prawie jak bracia, przychodził z żoną Bożeną na wigilie do nas itd. Raz ojciec miał imieniny zbysio przyszedł na hehe kielicha. Najebali się i oczywiście cały czas gadali o wędkowaniu i rybach. Ja siedziałem u siebie w pokoju. W pewnym momencie zaczeli drzeć na siebie mordę, czy generalnie lepsze są szczupaki czy sumy.

 

WEŹ MNIE NIE WKURWIAJ ZBYCHU, WIDZIAŁEŚ TY KIEDYŚ JAKIE SZCZUPAK MA ZĘBY? CHAPS I RĘKA UJEBANA!

 

KURWA TADEK SUMY W POLSCE PO 80 KILO WAŻĄ, TWÓJ SZCZUPAK TO IM MOŻE NASKOCZYĆ

 

CO TY MI O SUMACH PIERDOLISZ JAK LEDWO UKLEJĘ POTRAFISZ Z WODY WYCIĄGNĄĆ. SZCZUPAK TO JEST KRÓL WODY JAK LEW JEST KRÓL DŻUNGLI

 

No i aż się zaczeli nakurwiać zapasy na dywanie w dużym pokoju a ja z matką musieliśmy ich rodzielać. Od tego czasu zupełnie zerwali kontakt. W zeszłym roku zadzwoniła żona zbysia, że zbysio spadł z rowerka i zaprasza na pogrzeb. Odebrała akurat matka, złożyła kondolencje, odkłada słuchawkę i mówi o tym ojcu, a ojciec

 

I bardzo kurwa dobrze

 

Tak go za tego suma znienawidził.

 

Wspominałem też o arcywrogu mojego starego czyli Polskim Związku Wędkarskim. Stał się on kompletną obsesją ojca i jak np. w telewizji mówią, że gdzieś był trzęsienie ziemi to stary zawsze mamrocze pod nosem, że powinni w końcu coś o tych skurwysynach z PZW powiedzieć. Gazety niewędkarskie też przestał czytać bo miał ból dupy, że o wędkarstwie polskim ani aferach w PZW nic się nie pisze.

 

Szefem koła PZW w mojej okolicy jest niejaki pan Adam. Jest on dla starego uosobieniem całego zła wyrządzonego polskim akwenom przez Związek i ojciec przez wiele lat toczył z nim wojnę. Raz poszedł na jakieś zebranie wędkarskie gdzie występował Adam i stary wrócił do domu z podartą koszulą bo siłą go usuwali z sali takie tam inby odpierdalał.

 

Po klęsce w starciu fizycznym ze zbrojnym ramieniem PZW ojciec rozpoczął partyzantkę internetową polegającą na szkalowaniu PZW i Adama na forach lokalnych gazet. Napierdalał na niego jakieś głupoty typu, że Adam był tajnym współpracownikiem UB albo, że go widział na ulicy jak komuś gwoździem samochód rysował itd. Nie nauczyłem ojca into TOR więc skończyło się bagietami za szkalowanie i stary musiał zapłacić Adamowi 2000zł.

 

Jak płacił to przez tydzień w domu się nie dało żyć, ojciec kurwił na przekupne sądy, PZW, Adama i w ogóle cały świat. Z jego pierdolenia wynikało, że PZW jak jacyś masoni rządzi całym krajem, pociąga za szurki i ma wszędzie układy. Przeliczał też te 2000 na wędki, haczyki czy łódki i dostawał strasznego bólu dupy, ile on by mógł np. zanęty waniliowej za te 2k kupić (kilkaset kilo).

 

Stary jakoś w zeszłym roku stwierdził, że koniecznie musi mieć łódkę do połowów bo niby wypożyczanie za drogo wychodzi i wszyscy go chcą oszukać

 

synek na wodzie to się prawdziwe okazy łapie! tam jest żywioł!

 

ale nie było go stać ani nie miał jej gdzie trzymać a hehe frajerem to on nie jest żeby komuś płacić za przechowywanie więc zgadał się z jakimiś wędkarzami okolicy, że kupią łódkę na spółkę, ona będzie stała u jakiegoś janusza, który ma dom a nie mieszkanie w bloku jak my, na podjeździe na przyczepie, którą ten janusz ma i się będą tą łódką dzielili albo będą jeździć łowić razem.

 

Na początku ta kooperatywa szła nawet nieźle ale w któryś weekend ojciec się rozchorował i nie mógł z nimi jechać i miał o to olbrzymi ból dupy. Jeszcze ci jego koledzy dzwonili, że ryby biorą jak pojebane więc mój ojciec tylko leżał czerwony ze złości na kanapie i sapał z wkurwienia. Sytuację jeszcze pogarszało to, że nie miał na kogo zwalić winy co zawsze robi. W końcu doszedł do wniosku, że to niesprawiedliwe, że oni łowią bez niego bo przecież po równo się zrzucali na łódkę i w niedzielę wieczorem, jak te janusze już wróciły z wyprawy, wyszedł nagle z domu.

 

Po godzinie wraca i mówi do mnie, że muszę mu pomóc z czymś przed domem. Wychodzę na zewnątrz a tam nasz samochód z przyczepą i łódką xD Pytam skąd on ją wziął a on mówi, że januszowi zajebał z podjazdu przed domem bo oni go oszukali i żeby łapał z nim łódkę i wnosimy do mieszkania XD Na nic się zdało tłumaczenie, że zajmie cały duży pokój. Na szczęście łódka nie zmieściła się w drzwiach do klatki więc stary stwierdził, że on ją przed domem zostawi.

 

Za pomocą jakichś łańcuchów co były na łódce i mojej kłódki od roweru przypiął ją do latarni i zadowolony chce iść wracać do mieszkania a tu nagle przyjeżdżają 2 samochody z januszami współwłaścicielami, którzy domyślili się gdzie ich własność może się znajdować xD Zaczęła się nieziemska inba bo janusze drą mordy dlaczego łódkę ukradł i że ma oddawać a ojciec się drze, że oni go oszukali i on 500zł się składał a nie pływał w ten weekend. Ja starałem się załagodzić sytuację żeby ojciec od nich nie dostał wpierdolu bo było blisko.

 

Po kilkunastu minutach sytuacja wyglądała tak:

 

-Mój ojciec leży na ziemi, kurczowo trzyma się przyczepy i krzyczy, że nie odda

 

-Janusze krzyczą, że ma oddawać

 

-Jeden janusz ma rozjebany nos bo próbował leżącego ojca odciągnąć od łódki za nogę i dostał drugą nogą z kopa

 

-Dwóch policjantów ciągnie ojca za nogi i mówi, że jedzie z nimi na komisariat bo pobił człowieka

 

-We wszystkich oknach dookoła stoją sąsiedzi

 

-Moja stara płacze i błaga ojca żeby zostawił łódkę a policjantów żeby go nie aresztowali

 

-Ja smutnazaba.psd

 

W końcu policjanci oderwali starego od łodzi. Ja podałem januszom kod do kłódki rowerowej i zabrali łódkę, rzucając wcześniej staremu 500zł i mówiąc, że nie ma już do łódki żadnego prawa i lepiej dla niego, żeby się nigdy na rybach nie spotkali. Matka ubłagała policjantów, żeby nie aresztowali ojca. Janusz co dostał w mordę butem powiedział, że on się nie będzie pieolił z łażeniem po komisariatach i ma to w dupie tylko ojca nie chce więcej widzieć.

 

Stary do tej pory robi z januszami gównoburzę na forach dla wędkarzy bo założyli tam specjalny temat, gdzie przestrzegali przed robieniem jakichkolwiek interesów z moim ojcem. Obserwowałem ten temat i widziałem jak mój ojciec nieudolnie porobił trollkonta

 

Szczepan54

 

Liczba postów: 1

 

Ten temat założyli jacyś idioci! Znam użytkownika stary_anona od dawna i to bardzo porządny człowiek i wspaniały wędkarz! Chcą go oczernić bo zazdroszczą złowionych okazów!

 

Potem jeszcze używał tych trollkont do prześladowania niedawnych kolegów od łódki. Jak któryś z nich zakładał jakiś temat to ojciec się tam wpie**alał na trollkoncie i np. pisał, ze ch*jowe ryby łapie i widać, że nie umie łowić xD

 

Z tych samych trollkont udzielał się w swoich tematach i jak na przykład wrzucał zdjęcia złapanych przez siebie ryb to sam sobie pisał

 

Noooo gratuluję okazu! Widać, że doświadczony łowca!

 

a potem się z tego cieszył i kazał oglądać mi i starej jak go chwalą na forum.

 

#pasta #heheszki #copypasta

Zaloguj się aby komentować

Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.

 

Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.

 

Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nasbywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.

 

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.

 

Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.

 

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.

 

Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.

 

Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.

 

Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.

 

Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.

 

Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.

 

My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.

 

Nikt nie narzekał.

#pasta

Nie ma co narzekać

Zaloguj się aby komentować

W piątek wieczorem pojechałem do monopolowego rowerem, kupiłem butelkę whisky i włożyłem do koszyka przy rowerze. Przed wyjazdem pomyślałem, że jeśli spadnę z roweru, to butelka się rozbije i będzie szkoda.

Postanowiłem więc natychmiast wypić całą butelkę, zanim wrócę do domu.

I okazało się, że to była cholernie dobra decyzja, ponieważ w drodze do domu wywaliłem się siedem razy.

 

#pasta #suchar

Ty hultaju!

Zaloguj się aby komentować

Byłem sobie dziś z loszką w Decathlonie, gdyż chciała sobie wybrać ciuszki do biegania.

Wchodzimy do sklepu i już od pierwszego rzutu okiem go zauważyłem - kilkuletni dzieciaczek zapierdalający po sklepie z gałą i drący się wniebogłosy - standard jak na Decathlon. Olałem.

 

Loszka wybiera ciuszki, ja oczywiście przytakuję, że tak, ładne, pasuje ci, przewiewne na pewno. Idziemy do przymierzalni. Ona się chowa za kotarą, mówi żebym trzymał i nie podglądał jak przymierza stanik. No ok, prywatność, rozumiem. Stoję więc tak sobie i trochę mi się nudzi. I nagle uderzenie w tył pleców. Odwracam się, a z tyłu ten dzieciaczek z nunczakami ze stojącego nieopodal stoiska Aikido. Uśmiechnąłem się w jego stronę. Odszedł. Po kilku chwilach to samo - cios w plecy, za mną ten dzieciaczek. I jeszcze raz.

 

Się wkurwiłem, widzę że na chwilę zniknął, więc opuściłem swoją loszkę na te 30 sekund, podbiegłem do stoiska Aikido, wziąłem drewnianą katanę i wróciłem na stanowisko. Czekam.

 

Kiedy poczułem uderzenie w plecy, odwróciłem się z całych sił przypierdoliłem na odlew w łeb drewnianym mieczem, aż się dzieciak poskładał w miejscu i przestał ruszać. Nagle podbiega mamusia i się drze, że policję wezwie etc., to kurwie też przyjebałem, dodając jeszcze nad truchłem "KENDO DROGA MIECZA SZMATO".

Kupiłem loszce krótkie spodenki, stanik sportowy i koszulkę tego dnia.

 

#pasta