#pasta

36
673

#pasta #heheszki i w sumie szydercza #takaprawda o pracach domowych.

Ktoś powinien wreszcie wziąć się za konkursy organizowane dla dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, zanim dojdzie do prawdziwego nieszczęścia.

Otóż jakiś czas temu, mój syn wrócił z przedszkola z informacją, że zbliża się kolejna edycja konkursu ekologicznego na rysunek lub instalację o tematyce eko. Młody jest naprawdę uzdolniony plastycznie i ma świetne pomysły, ale poprosił o drobne wsparcie w składaniu i klejeniu projektu elektrowni wodnej. Siedzieliśmy na tym dwa wieczory i na dwa tygodnie przed konkursem mieliśmy już w zasadzie gotowe do okazania jury.

A tu nazajutrz Młody wraca z przedszkola z rykiem, że on na pewno przegra, bo czteroletni Jasio ma elektrownie słoneczną, w której zapala się światło, jak się naciśnie na panel fotowoltaiczny. Przyznam, zagotowało mnie wówczas, że są rodzice którzy tak oszukują i to jeszcze kosztem dzieci. Zarabiam natomiast na tym, że potrafię oddać tak, żeby naprawdę bolało, więc z miejsca ruszyłem do lokalnego sklepu przemysłowego i po zostawieniu tam pięciu stówek, oznajmiłem synowi: "Postaw sobie na półce tę naszą kartonową zabawkę, Tatuś Ci zaraz pokaże, jak naprawdę robi się prąd."

Siedziałem nad tym całą noc, ale rano projekt był gotowy, a tam: pełny, działający obieg zamknięty wody + prawdziwe obracające się pod jej wpływem turbiny generujące prawdziwy prąd, zasilający oświetlenie minielektrowni, no i... turbiny, jakby się przestały kręcic. Jebane perpetuum mobile (na baterię ukrytą w dachu elektrowni).

Jasio, jak się o tym wszystkim dowiedział, to aż zbrudził pampersa. Co gorsza, jego ojciec najwyraźniej też, bo po trzech dniach mój Młody wraca i znowu w ryk, że Jasiek ma nowy projekt i jest to w pełni funkcjonalna elektrownia słoneczna, a panele na specjalnej platformie płynnie podążają za ruchem słońca, żeby w pełni wykorzystać jego energię.

No to już było wypowiedzenie wojny. Nie chodziło już nawet o konkurs, ale o zasady, o granice je⁎⁎⁎ej bezczelności. Nie może być przeceiż tak, że jakiś miejscowy k⁎⁎as, który ma za dużo wolnego czasu, pieniędzy i kleju na gorąco, będzie się kosztem mojego dziecka bawił w Jakuba Wiecha. Zrobiłem wówczas to, co zrobiłby każdy normalny Polak w mojej sytuacji. Zadzwoniłem do Szwagra.

Mój szwagier jest typem człowieka, który potrafi zrobić absolutnie wszystko, o ile zapewni mu się dostęp do YouTube’a, hurtowni budowlanej i czteropaka Warki Strong, jako paliwa badawczo-rozwojowego. Ma też tę szczególną mieszaninę ciekawości i talentu, które w normalnym kraju dałaby mu grant badawczy albo zakaz zbliżania się do sieci elektroenergetycznej.

Szwagier przyjechał nazajutrz, spojrzał na mnie, potem na nasze dotychczasowe projekty, następnie na cztery skrzynki Warki Strong, a potem znowu na mnie. - To trzeba iść w atom - ocenił. - Masz może uran?

Przez pierwszy wieczór tylko projektowaliśmy, dlatego rano - wzorem radzieckich inżynierów mieliśmy potwornego kaca. Następnego dnia zabraliśmy się jednak do pracy na poważnie. Betonowaliśmy, spawaliśmy, łączyliśmy, potem znowu betonowaliśmy. Tak powstały cztery bloki energetyczne, chłodnia kominowa, budynek sterowni, plac rozdzielczy i coś, co Szwagier nazwał "mechanizmem awaryjnego wygaszania reaktora", choć wyglądało jak pudełko po cukierkach z wbitymi doń metalowymi drucikami. Trzeciego dnia zrobiliśmy sobie bana na piwo, ubraliśmy stroje pszczelarskie pokryte folią aluminiową i przystąpiliśmy do prac nad rdzeniem. "Sobie świecisz, czy mi?! Świeć tutaj, k⁎⁎wa" / "W sądzie też tak chujowo spawasz?!" - sypały się gęsto, ale do rana osiągnęliśmy większe postępy, niż polski program atomowy przez ostatnie pięćdziesiąt lat.

Na dzień przed konkursem projekt był gotowy. To była prawdziwa elektrownia jądrowa, nie żadne tam pstrokate przedszkolne gówno z rolek po papierze toaletowym i brokatu. Uberprofesjonalne wrażenie psuła tylko tabliczka na ogrodzeniu, z napisem" "WSTĘP WZBRONIONY" i drobnym drukiem: TATA JAŚKA - SPIERDALAJ".

- Trzeba będzie zrobić rozruch próbny, zanim podepniemy to do sieci. - stwierzdiłem. - Dej spokój, co będziemy testować - fachowo machnął ręką Szwagier. - Dawaj od razu na produkcję.

Nazajutrz zawieźliśmy nasze dzieło do przedszkola na wystawę. Powiem wprost - już samo wnoszenie tego do sali konkursowej wzbudziło respekt. Dzieci zamilkły, rodzice rozdziawili gęby ze zdziwienia, a ojciec Jasia w mgnieniu oka postarzał się z 10 lat i z tą swoją pedalską elektrownią słoneczną stał z boku i patrzył smutno, jakby właśnie oglądał wjazd wojsk Układu Warszawskiego do Pragi. Ustawiliśmy elektrownię na stoliku pośrodku sali. Dookoła stanęły inne prace, np. jeż z szyszek, farma wiatrowa z rolek po papierze toaletowym i ten skurwiały solarny kombajn Ojca Jasia, którego panele rzeczywiście obracały się za słońcem.

Nie minęło wiele czasu, jak Szwagier zadecydował, że ruszamy. Padły słynne "ostatnie słowa": - Podłączylem do sieci. Odpalaj. Będziemy robić próbę mocy.

Potem wypadki potoczyły się, że tak powiem - lawinowo i niestety tak szybko, że niewiele pamiętam. W głowie mam takie migawki, jak w całym budynku zaczyna gasnąć światło, a Szwagier krzyczy: "Człowieku, k⁎⁎wa, co jest? Dawaj pełną moc, bo turbiny stają!" W rezultacie zaś dania tejże - światła rozbłyskają w oślepiającym blasku, następnie zaś żarówki kolejno eksplodują w całym budynku. Dzieci płaczą, dorośli uciekają. W panice rzucam się do przycisku AZ5 zlokalizowanego na ścianie sterowni minielektrowni, żeby to wszystko wyłączyć, a wtedy reaktor w bloku czwartym po prostu eksploduje. Szwagier zawodzi: "Coś Ty, k⁎⁎wa, zrobił?! Zbiornik wyrównawczy z wodą rozjebało!" Ja do niego wołam: "Chłopie, jaki zbiornik?! Cały rdzeń jest na wierzchu, widziałem grafit!" On na to do mnie: "Lej wodę, żeby to chłodzić! Reaktory RBMK nie wybuchają! Nie widziałeś grafitu, bo go tam nie było!" Potem wspólnie zasypujemy rozwalony rdzeń piaskiem z pobliskiej piaskownicy, gdy pada uzasdnione pytanie "a co z promieniowaniem"? Szwagier wyjmuje wtedy dozymetr i uspokoja, że "jest 3,6, not great, not terrible"

Oczywiście nie wygraliśmy tego konkursu. Nawet mój syn z tą swoją tekturową elektrownią wodną ostatecznie zajął wyższe miejsce (uruchamianie tej mojej dyrekcja przedszkola uznała za zbyt ryzykowne w czasasch eskalacji cen hydraulików). Dostaliśmy też dożywotni zakaz uczestnictwa w podobnych wydarzeniach, wezwanie do pokrycia kosztów malowania sufitu i wymiany oświetlenia, a także terapii dla babki od rytmiki.

Najgorsze jest jednak to, że dzieci w przedszkolu siedziałyby dziś po ciemku, gdyby nie Ojciec Jaśka i ta jego, j⁎⁎⁎na elektrownia słoneczna.

@Fishery 

Mój szwagier jest typem człowieka,

który potrafi zrobić absolutnie wszystko, o ile zapewni mu się dostęp do YouTube’a, hurtowni budowlanej i czteropaka Warki Strong, jako paliwa badawczo-rozwojowego.


W tym miejscu kwikłem najgłośniej, ale całość to szczere złoto

Zaloguj się aby komentować

W mrocznych, szarych głębinach internetu pojawił się rzadki i niepokojący rytuał.

Oto widzimy samotnego osobnika w zielonym kapturze i ceremonialnej masce. Zbliża się powoli do leżącego na wznak manata, który został wcześniej usłany płatkami róż – tradycyjnym elementem zwiększającym magiczne przewodnictwo.

Pingwin, nasz pierwszy obserwator, stoi w bezpiecznej odległości. Jego mina mówi wszystko: „Co ja właściwie oglądam?”

Nasz badacz zaczyna delikatne, lecz precyzyjne skubanie sutków manata. W tym momencie zachodzi fascynująca reakcja chemiczno-magiczna – specjalny tusz wydzielany przez gruczoły manata zmienia barwę z głębokiego błękitu na intensywny, hipnotyczny purpurowy. Nazywany przez lokalnych memiarzy „Manatee Purple Ink of Enlightenment”, jest jednym z najrzadszych składników używanych do tworzenia treści, które potrafią przyciągnąć uwagę nawet o 3:47 nad ranem.

Dziwen ptak z pomarańczowymi oczami już zrozumiał. Patrzy nieruchomo, niemal medytacyjnie. Jego spojrzenie sugeruje, że zna tajemnice tego tuszu od bardzo dawna.

Pingwin natomiast… nie wytrzymał. Widzimy, jak pada na plecy z charakterystycznymi spiralami w oczach – klasyczna reakcja na zbyt dużą dawkę purpurowej energii.

Manat przyjmuje cały proces ze spokojem godnym prawdziwego dostarczyciela surowca. Tylko lekki rumieniec i pojedyncza kropla potu świadczą o tym, że czuje powagę chwili.

A nasz badacz w masce kontynuuje skubanie z poświęceniem godnym prawdziwego naukowca.

......

I tak, drodzy widzowie, w ciszy szarego tła trwa właśnie jeden z najbardziej absurdalnych, a jednocześnie fascynujących rytuałów pozyskiwania tuszu, jaki kiedykolwiek zaobserwowano.

Natura jest piękna.

Natura jest dziwna.

A czasem… po prostu skubie manata.


#pasta #aicontent #kronikihejto

0bdb13ab-3902-42fb-aab3-19866f17a886

Zaloguj się aby komentować

Elon musk, George droid, Żydowska technologia Microsoftu i Mark Zuckerberg kontrolują globalne serwery północnego Zimbabwe w celu osłabienia granic silnej i niezależnej Polski powodując napływ wrogich najeźdźców na białoruskiej granicy, George droid bojownik Hamasu kradnie pieniądze z NFZ destabilizując Polską służbę zdrowia, Elon Musk atakuje psionicznie Polskie dzieci nakierowując satelity starlink emitujące promieniowanie elektromagnetyczne 5G powodując defekty genetyczne u śląsklich emerytów, Mark Zuckerberg przekupuje polityków aby mógł wlewać estrogen do wody pitnej aby zawyżyć liczbę femboyów (żeńchłopców) w polsce, Jarosław Kaczyński i Donald Tusk sekretnie grają w minecrafta gdzie planują swój plan na zatrucie Polskiego społeczeństwa azbestem w paczkach poczty polskiej. Donadl trump jest w rzeczywistości polakiem, wypiera się tego ponieważ się tego wstydzi, sekretnie płaci czeskim trolom za szkalowanie papierza polskiego.

#pasta #polityka

Zaloguj się aby komentować

#zajebanezfacebooka #pasta #pociagi

„Dzień dobry wszystkim,

Mam 41 lat, ale od dziecka widząc pociągi liczę wagony. Ostatnio siedząc w samochodzie przed przejazdem na Traugutta, robiłem to co zawsze – liczyłem. Zaś moja żona coś mówiła, a ja po prostu nie słuchałem jej – nadawała od rana, a głowa mnie bolała już od jej pierdolenia.

I nagle, przez nią pomyliłem się i powiedziałem pod nosem: „K⁎⁎wa, ile to było”, ona słysząc to zaczęła robić mi okrutną aferę i tak, od kilku dni nie odzywa się do mnie, a jednocześnie wyzywając mnie, że nie słucham jej (bidolenia o rodzinie i zakupach, bla, bla, bla), że jestem złym mężem i nieudacznikiem i że to koniec małżeństwa.

A teraz pytanie:

Wie ktoś ile wagonów miał skład na trasie Malbork - Gdańsk, godzina przejazdu 13:19?”

Zaloguj się aby komentować

W 1687 roku na małej, bagnistej wysepce u wybrzeży dzisiejszej Florydy, zwanej przez Hiszpanów „Isla de los Susurros” (Wyspa Szeptów), grupa benedyktyńskich mnichów założyła tajny skryptorium. Oficjalnie spisywali tam żywoty świętych i księgi rachunkowe misji. Nieoficjalnie… tworzyli coś o wiele starszego.


Nazywali to „Sangre Azul de Manatí”. Błękitna Krew Manata.

Manaty łapano nocą w płytkich zatokach. Nie zabijano ich od razu. Mnisi wierzyli, że tylko krew pobrana od żywego, przerażonego zwierzęcia zachowuje „duszę morza”. Zwierzę przywiązywano do pali wbitych w dno, a następnie powoli, bardzo powoli upuszczano krew z dużych naczyń szyjnych do glinianych naczyń. Proces trwał wiele godzin. Manat nie umierał szybko - walczył, charczał, wydawał dźwięki, które mnisi później opisywali jako „płacz dzieci utopionych w zatoce”.

Świeża krew manata miała dziwny, intensywny błękitny odcień - nie był to zwykły błękit, lecz głęboki, morski błękit z lekkim srebrzystym połyskiem, jakby ktoś rozpuścił w niej fragment nieba nocą. Mieszano ją z wywarem z korzeni mangrowców, solą morską i tajemniczym proszkiem, którego składu nigdy nie zapisano. Powstały tusz był niemal przezroczysty, gdy się go nakładało. Delikatny, lazurowy, jakby pisało się wodą z oceanu.

Ale to była dopiero pierwsza faza.

Po wyschnięciu, w ciągu kilku tygodni, atrament zaczynał się zmieniać. Najpierw delikatnie, potem coraz wyraźniej - błękit przechodził w intensywną, królewską purpurę. Im starszy dokument, tym głębsza i bardziej krwista stawała się barwa. Po kilkudziesięciu latach purpura stawała się tak ciemna, że wyglądała niemal jak zaschnięta krew.

Mówiono, że im więcej strachu i bólu zawierała krew manata użytego do danej partii tuszu, tym piękniejsza i trwalsza była końcowa purpura.

W 1712 roku biskup Hawany nakazał zamknięcie skryptorium po tym, jak jeden z młodszych mnichów oszalał. W swoich zapiskach twierdził, że gdy pisze nocą przy świecach, litery zaczynają się poruszać, a z kartki wydobywa się ciche, mokre charczenie. Dokładnie takie samo, jakie wydawały umierające manaty.

Oficjalnie skryptorium spalono razem z całą dokumentacją.

Nieoficjalnie… niektóre manuskrypty przetrwały.

Do dziś w prywatnych kolekcjach i zamkniętych archiwach można znaleźć dokumenty z końca XVII i początku XVIII wieku, których atrament wciąż jest żywy. Jeśli położysz taki pergamin w ciemnym pokoju i poczekasz kilka minut, błękit powraca na krótką chwilę, jakby tusz pamiętał swoje pierwsze życie. Potem powoli, boleśnie powoli znów przechodzi w purpurę.

Niektórzy konserwatorzy przysięgają, że gdy dotkną takiego dokumentu gołą ręką, czują słabe, powolne pulsowanie pod palcami, jakby pod warstwą atramentu biło jeszcze jedno, bardzo stare serce.

W 2023 roku pewien bogaty kolekcjoner z Miami kupił na czarnym rynku pojedynczą kartę z „Modlitewnika z Isla de los Susurros”. Zapłacił za nią ponad 400 tysięcy dolarów. Trzy tygodnie później znaleziono go martwego w swoim gabinecie. Siedział przy biurku, z głową opartą o otwartą księgę. Na jego ustach zastygł siny, błękitno-purpurowy uśmiech.

Na karcie, którą czytał w chwili śmierci, widniał tylko jeden wers, napisany tym słynnym tuszem:

„Kto pije krew morza, ten nigdy nie umrze naprawdę.

On tylko… zmienia kolor.”

Od tamtej pory nikt już nie chce kupować starych manuskryptów z Karaibów.

A manaty…

Cóż. One wciąż pamiętają.

I podobno, gdy nocą podpływasz łodzią zbyt blisko miejsc, gdzie kiedyś była Isla de los Susurros, słychać pod wodą ciche, błagalne charczenie.

Jakby ktoś prosił, żeby wreszcie przestać go wykorzystywać do pisania.

#pasta #hejtozeszyt #aicontent #gejuru

Zaloguj się aby komentować

„Czy ta szynka jest przetworzona? Jeśli jest przetworzona, to nie chcę jej.”

Proszę pani, to jest pięciokilogramowy, cały blok szynki delikatesowej. Nie ma w niej kości, tłuszczu ani tkanki łącznej. Jest to amalgamat mięsa z kilku świń, zemulgowany, upłynniony, przecedzony i ostatecznie nieodwracalnie połączony w bezbożny mięsny obelisk. Bóg nie miał żadnego udziału w stworzeniu tej obrzydliwości. Sam fakt istnienia tego szynkowego monolitu dowodzi, że Bóg jest albo bezsilny wobec zmian w swoim uniwersum, albo nieświadomy horrorów dziejących się w Jego królestwie. Ta abominacja wieprzowiny to coś więcej niż wędlina. Jest to fizyczna deklaracja pogardy ludzkości dla naturalnego porządku. Jest to pycha ucieleśniona.

Mamy też wersję o niższej zawartości sodu, jeśli woli pani taką.

#copypasta #pasta

bc54c147-db79-419f-b65c-3d5c0b01190f

Zaloguj się aby komentować

  • Korpus Piechoty Morskiej USA

  • Halo, marines?

  • Tak, Korpus w Bahrajnie

  • Proszem pana mówi Trump Donald, Morze Arabskie. Zatoka Omańska tutaj jak sie wpływa, zaraz koło Zatoki Perskiej TUTAJ. ZGŁASZAM. Blokada, cieśninę ktoś nam zablokował cieśninę.

  • Co zablokowat?

  • Nie wiem kto

  • Ale co zablokował?

  • No nie wiem kto, ktoś zablokował

  • Nie kto tylko co!

  • Słucham?

  • Co zablokowano?

  • Mówi Trump Donald

  • Tak, ale co się stało?

  • Cieśnina jest blokowana, i cieśnina już prawie się zablokowała.

  • Ta Ormuz tak?

  • Morze Arabskie, Zatoka Omańska wkoło Zatoka Perska.

  • A Sity Powietrzne lecą?

  • Stucham?

  • Siły Powietrzne!

  • No ktoś zablokował ja nie wiem kto.

  • A Sity Powietrzne?!

  • Słucham?

  • Czy Siły Powietrzne powiadomione są, czy nadlatują?

  • Ja nie wiem kto zablokował... ale ktoś zablokował.

  • Cieśninę tak?

  • Są Siły Powietrzne... są... Przyleciały bombowce.

  • Dobrze.

  • Ale...

  • Jak przyleciały to dobrze, jak są Siły Powietrzne to dobrze no

  • Nie bombardują.

  • Bombardują?!

  • Cieśnina się blokuje. No ja nie wiem Morze Arabskie,

  • wkoło Zatoka Perska.

  • No dobrze, są Siły Powietrzne tam na miejscu?

  • Słucham?

  • Czy są Siły Powietrzne na miejscu?! Na miejscu ja jestem.

  • A Siły Powietrzne?!

  • No Netanja*u nie ma w domu.


#heheszki #pasta #heheszkipolityczne #pdk

30d86fd0-4f7a-428b-98f5-7256094ab9eb

Zaloguj się aby komentować

Prima Aprilis to jest najbardziej żenujący dzień w roku i nawet z tym nie handlujcie.


To jest ten dzień kiedy każdy, dosłownie każdy, chce na siłę być śmieszny. Wszystkie te pożal się boże agencje marketingowe silą się na jakieś heheszkowe fejkniusy, jakieś publiczne osoby to samo, nawet ciotka z wujkiem zadzwoni i strzeli dowcipasem że coś się niby odjebało. Nie no serio, śmiesznie w c⁎⁎j. I cały dzień wszystkie social media zajebane potokiem wiadomości w stylu


“GP Bahrajnu jednak się odbędzie! e-turniej esportowy zamiast Grand Prix!”,

“Ponieważ i tak basen zewnętrzny aquaparku jest zamknięty postanowiliśmy zarybić baseny aby wspomóc przemysł rybny”,

“Prezydent Wrocławia podał się do dymisji, jego funkcje obejmie biskup diecezji wrocławskiej”,

“Lewandowski wraca do Pogoni Szczecin”.

NO K⁎⁎WA HAHAHAHAHAHA NIE MOGE ZATRZYMAJCIE TĘ KARUZELĘ ŚMIECHU, HALO ANETA CZY TO JEST PRAWDA CZY ŻART, BO JUŻ SAM NIE WIEM

gifzesmiejacymsienakabaretachjanuszem.gif


I to wszystko okraszone jakimś AI slopem z darmowego generatora w stylu 50 palców, przekręcone napisy i dwie lewe nogi.

- Synek, bo nauczycielka przysłała smsa że masz dwie nowe jedynki AAAAAAAA PRIMA APRILIS AAAAHAHAHAHAHA BYŚ WIDZIAŁ SWOJOM MINE

I widzisz k⁎⁎wa pękających ze śmiechu ludzi którzy nie wiedzą, że Twoja mina to nie szok tylko wyraz najwyższego możliwego zażenowania.


Jeszcze dobrze że siedzę na home office, to przynajmniej uniknę komunikatów o zepsutych ekspresach do kawy, żarcików że przecież deadlajn był do dziś a nie do końca tygodnia, ja pi⁎⁎⁎⁎le jak dobrze że to mnie ominie.


I następnego dnia oczywiście każdy portal internetowy, każdy pej na fejsie, każdy k⁎⁎wa śmieszek project manager w korpo pisze sprostowanie że HEHE WIECIE TO BYŁ TYLKO ŻART HEHE KTO SIĘ NABRAŁ? Serio k⁎⁎wa, mistrzostwo komedii, łał, wyjdź za moją córkę.


Nie ma bardziej żenującego dnia w roku niż jebane Prima Aprilis…


#pasta #heheszki

bd7ab243-969d-4bdf-a54e-6af8e9760653

No bez przesady xD musisz mieć bardzo dobre życie, albo wybitnie krótki lont, żeby z takich drobnostek robić sobie stres :p

Zaloguj się aby komentować

Siedziałem przy stole w kuchni, analizując raporty spółek i szukając dywidendowej okazji w gąszczu cyfr, gdy nagle...

- Tata, tata, czy Smerfy to był wytwór komunistycznej propagandy? - krzyknął, wbiegając do kuchni syn.

Odłożyłem arkusz kalkulacyjny. A więc młody postanowił dokonać analizy fundamentalnej bajek z mojego dzieciństwa.

- A jak myślisz, synu? - zapytałem.

Wziął głęboki oddech i zaczął wyliczać:

- Zacznijmy od Papy Smerfa. Według mnie to wypisz, wymaluj Józef Stalin. W swojej czerwonej czapce pełni rolę nieomylnego lidera, którego słowo jest jedynym obowiązującym prawem. Cały jego autorytet opiera się na wiedzy niedostępnej dla mas, co daje mu monopol na prawdę.

Pokiwałem głową, zachęcając go do dalszej dekonstrukcji systemu.

- Smerfy żyją w zamkniętej komunie, gdzie pieniądz jako środek wymiany po prostu nie istnieje. To gospodarka centralnie planowana w najczystszej postaci. Każdy pracuje według swoich możliwości. Pracuś buduje, Malarz maluje, Kucharz gotuje i każdy otrzymuje dobra według potrzeb. Wszyscy noszą identyczne stroje, co symbolizuje całkowite zatarcie indywidualizmu na rzecz kolektywu.

- A co z opozycją? - rzuciłem, uśmiechając się pod nosem.

- Ważniak! To jedyny Smerf, który kwestionuje działania innych, powołując się na własne „badania” i cytując księgi. Reszta grupy regularnie go ucisza (wyrzucając za bramę), co można interpretować jako tłumienie głosów opozycyjnych wewnątrz partii. - kontynuował z pasją.

- No dobrze, a Gargamel to…? - zapytałem, chcąc domknąć ten model rynkowy.

- Gargamel to podręcznikowy, drapieżny kapitalista i liberał. Mieszka w zamku, jest chciwy i obsesyjnie chce przerobić Smerfy w złoto. Dla niego jednostka ma wartość tylko wtedy, gdy można ją spieniężyć.

- No dobrze, a Smerfetka? Stworzył ją przecież Gargamel.

Tu syn zawiesił głos: - Gargamel wykreował Smerfetkę jako narzędzie ideologicznej dywersji. Miała za pomocą zazdrości i indywidualnych pragnień rozbić spójność socjalistycznego kolektywu od środka. Jej ostateczna asymilacja przez Papę Smerfa i zmiana koloru włosów to triumf systemu nad próbą kapitalistycznego sabotażu. To pokazówka, jak wspólnota neutralizuje zewnętrzne zagrożenia.

- Chyba masz rację… - odparłem.

- Idę kończyć wypracowanie - rzucił na odchodne. - Napiszę jeszcze, że odcinek, w którym Smerfy zamieniły się rolami i wszystko się posypało, miał być ostrzeżeniem przed wolnością jednostki. System działa tylko wtedy, gdy każdy zna swoje miejsce w szeregu.

Patrzyłem, jak znika w pokoju. No cóż, Pani Dorotka od języka polskiego będzie miała jutro bardzo długi i ciężki dzień...

#heheszki #alkoholowyinwestor #pasta

Zaloguj się aby komentować

Byłem ostatnio na targach roślin, takich wiecie: monstera za pół wypłaty, podłoże premium, mech w słoiku jako „mikroekosystem”, a między tym wszystkim nagle strefa gastro. Stoisko z reklamą sokowirówki. Dalej wrapy, jakieś wegańskie pierogi, lemoniada za 20 zł.


Obok kolejne i baner: „Psi Bufet”.


Podchodzę bliżej, a tam typ z uśmiechem jak z reklamy jogurtu i drugi gość, który wygląda jakby właśnie zwietrzył interes życia.


- Dzień dobry, zapraszam, świeże posiłki, naturalne składniki, najwyższa jakość.

- O, a co to dokładnie?

- Gotowe dania, zbilansowane, przygotowywane z mięsa i warzyw, dostarczane regularnie.

- Mięsa pan mówi… a ten „psi” to co oznacza?

- To nazwa marki.

- No tak, ale coś musi znaczyć.

- No… taka identyfikacja.


Gość się nachyla konspiracyjnie.


- Czyli rozumiem, że specjalizujecie się w… psie?


Sprzedawca jeszcze się uśmiecha, ale już tak mniej pewnie.


- Tak, specjalizujemy się w psach.

- No właśnie, czyli…?

- No… czyli tworzymy jedzenie dla psów.

- Dla psów? Czyli jak dla psa, czy z psa?

- Nie, nie z psa! Dla psa.

- Aha… czyli pies nie trafia do garnka?

- Dokładnie. To psy są odbiorcami, nie składnikiem.

- Okej, oficjalnie rozumiem. A nieoficjalnie?


Obok ktoś z wrapem przestaje gryźć i zaczyna słuchać.


- Nie ma żadnego „nieoficjalnie”.

- Wie pan, ja już jadłem różne rzeczy. Człowiek podróżuje, próbuje…

- Proszę pana, to jest jedzenie dla psów.

- Czyli testujecie na nich, zanim trafi do klienta?


Sprzedawca mruga dwa razy.


- Nie. Psy są klientami.

- Pies nie jest klientem.

- Jest, bo to dla niego jest produkt.

- Klient płaci. Pies nie płaci.

- Właściciel płaci w jego imieniu.

- Czyli właściciel jest klientem.

- Ale pies korzysta.

- Dziecko też korzysta z zabawek, a nie jest klientem.

- No…

- Czyli sprzedajecie jedzenie właścicielom.

- Tak.

- A nazwa sugeruje, że psom.

- Bo to dla psów.

- No ale klientem nie jest pies.

- …

- Czyli coś tu się nie spina.

- …

- Dobra, nieważne. Ile za kilogram?

- Czego?!

- No tego waszego… „nie dla ludzi”.


Sprzedawca odwraca głowę i przez chwilę udaje, że coś poprawia na stoisku.


- A jakbym wziął większą ilość?

- NIE MA TAKIEJ OPCJI.

- Zawsze jest opcja, tylko trzeba się dogadać.


Ludzie już jawnie słuchają, kilka osób przestało udawać, że ogląda rośliny.


- Proszę pana, to jest catering dla psów.

- No właśnie, czyli macie dostęp do… surowca.

- NIE MAMY DOSTĘPU DO ŻADNEGO „SUROWCA”!

- Szkoda, bo wygląda pan na konkretnego człowieka.


Sprzedawca bierze głęboki wdech.


- Kurczak. Wołowina. Indyk. To mamy.

- A pies na specjalne zamówienie?

- NIE.

- A jak przyniosę swojego?


Zapada taka cisza, że nawet sokowirówka ze stoiska obok jakby przycichła.


- Proszę… co?

- No swojego nie mam, ale mógłbym ogarnąć. Pan by tylko przygotował.

- PROSZĘ NATYCHMIAST ODEJŚĆ OD STOISKA.

- Czyli jednak się nie dogadamy.


Gość wzdycha, jeszcze raz zerka na baner.


- Szkoda, bo nazwa robiła nadzieję.


Odchodzi w stronę jedzenia, a sprzedawca stoi chwilę nieruchomo, po czym bierze marker i powoli poprawia baner:

„Bufet dla psa.”


źródełko: https://www.facebook.com/groups/kopypasty/posts/4168205820099459


#pasta

@PanAreczek ale taka kaszaneczke z psa jak w Wietnamie to bym wpierdolil. Szkoda, że na miejscu nie można kupić, bo wszystkim odpierdala.

Zaloguj się aby komentować

ja pi⁎⁎⁎⁎le jak ja kocham zycie wlasnie pije sobie drinka w domu, manat wkrecony, najedzony pitcom z dagrasso. Nic mi wiecej nie potrzeba ogladam sobie rzeczy o silowni na youtube, kotek siedzi mi na kolanach. Przypominam manat wkrecony, wiec zero potrzeb zero testosteronu nie musze z nikim walczyc bo nie mam o co. Mam hajsy mam jedzenie i bezpieczenstwo i manat wkrecony. Pozdrawiam


XDD


#pdk #pasta #heheszki #hejtozeszyt

Zaloguj się aby komentować

>bądź Eugenem Roshalem, twórcą WinRARa

>w 1995 wypuść program do pakowania plików

>daj wszystkim 40 dni okresu próbnego

>miej kompletnie wywalone na sprawdzanie, czy te 40 dni minęło

>mija ponad 30 lat, a ludzie dalej go używają [feels_good_man.png]

>miliony PC-tów na całej planecie jadą na "trialu" od komunii

>zero DRM, zero blokad, zero zabezpieczeń

>tylko to małe okienko z prośbą o zakup, które zamykasz szybciej niż matka drzwi do pokoju

>niechcący daj całemu światu darmowy program do końca życia

>"Twój okres próbny wygasł" to najstarsze kłamstwo internetu

>bądź legendą, której nikt nigdy nie zapłacił [gigachad_roshal.jpg]

#heheszki #pasta

f6ef1836-14e5-4a52-abbd-f85d2bd129a2

A tak serio, wbrew internetowym legendom, WinRAR to potężna maszynka do zarabiania pieniędzy, a model biznesowy wiecznego trialu jest genialnie przemyślany. Szacuje się, że WinRAR generuje rocznie od 20 do 40 milionów dolarów przychodu

Na takim zagranicznym kwejku, 9gag.com była kiedyś akcja, że ktoś się odezwał do winrara po kod rabatowy, że jak go dadzą to oni go tam będą kupować wtedy i coś zarobią i WinRar na to poszedł xP

c8a2601b-2615-45fa-935a-86ffb2b344d4

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

6,400,000. To liczba inteligentnych cywilizacji, których możemy się spodziewać w naszej galaktyce - według słynnego równania Drake’a. Od ostatnich 78 lat wysyłamy w kosmos wszystko, co jest związane z naszą cywilizacją - nasze radio, naszą telewizję, naszą historię, nasze największe odkrycia. Wykrzykujemy swoją obecność co sił w płucach, zastanawiając się, czy jesteśmy sami we wszechświecie. 36 milionów potencjalnych cywilizacji, prawie wiek nasłuchiwań i nic. Jesteśmy jedyni. Tak mi się wydawało jeszcze około 5 minut temu. Transmisja pojawiła się na każdej częstotliwości, którą nasłuchiwałem. Od razy wiedziałem, że taki sygnał nie pojawia się naturalnie - musiał zostać wytworzony sztucznie. Pojawiał się i znikał ze stałą amplitudą; szybko zrozumiałem, że to musi być swego rodzaju kod dwójkowy. Zmierzyłem 1679 impulsów na minutę podczas transmisji. Zaraz po tym nastała cisza. Początkowo te liczby nie miały dla mnie żadnego sensu. Wydawały się być pomieszanymi, nic nie znaczącymi zakłóceniami. Jednak sygnał był tak idealnie stały i pojawił się na częstotliwościach, na których do tej pory nie zarejestrowaliśmy żadnej aktywności. Jeszcze raz przyjrzałem się zarejestrowanej przeze mnie transmisji, serce załomotało mi w piersi. 1679 bitów- to dokładna długość wiadomości nazwanej Arecibo, która została wysłana przez ludzkość 40 lat temu. Szybko zacząłem ustawiać częstotliwość i już po odczytaniu połowy informacji moje nadzieje się potwierdziły - to była dokładnie ta sama wiadomość. Liczby od 1 do 10 w zapisie dwójkowym. Liczby atomowe podstawowych pierwiastków z których zbudowane są związki organiczne: wodór, węgiel, azot, tlen i fosfor. Składniki kwasu DNA. Ktoś nas usłyszał i chciał nam odpowiedzieć, że gdzieś tam jest. Wtedy do mnie dotarło, że skoro ta wiadomość została nadana 40 lat temu, to życie musi się znajdować najdalej 20 lat świetlnych od nas. To możliwe, obca cywilizacja tak blisko, że można by się z nią kontaktować? To przecież zrewolucjonizowałoby wszystkie dziedziny, w których kiedykolwiek miałem okazję pracować: astrofizykę, astrobiologię, astro... Sygnał znów się pojawił. Tym razem wolniejszy, jakby bardziej przemyślany. Trwał przez około 5 minut, z nową liczbą bitów, pojawiających się jeden po drugim. Chociaż komputer rejestrował wiadomość, ja też zacząłem ją notować na kartce. 0101 1010... Od razu wiedziałem, że to nie jest ta sama informacja, co przedtem. Miałem gonitwę myśli, umierałem z ciekawości co też mogą zawierać te numery. Transmisja zakończyła się na 544 bitach, zdecydowanie za mało żeby zawierać jakąś znaczącą wiadomość. Co można przesyłać innej, obcej cywilizacji w zaledwie 544 bitach? Na komputerze tak mały plik ograniczałby się tylko do... tekstu...?! Czy może tak być? Czy naprawdę obca cywilizacja wysyła do nas wiadomość w naszym własnym języku? Kiedy zacząłem się nad tym zastawiać, uświadomiłem sobie, że to nie było całkiem niemożliwe- przecież przez ponad 80 lat nadaliśmy mnóstwo informacji w całkiem sporej liczbie języków... Zacząłem odszyfrowywać wiadomość pierwszym kodem, który przyszedł mi do głowy: ASCII. 0101 1010. To będzie Z... 0100 1001 to I... Kiedy skończyłem odszyfrowywanie, poczułem jak żołądek podchodzi mi do gardła. Słowa leżące przede mną wyjaśniały wszystko:

„ZIEMIANIE, ZAMIAST W GWIAZDY, PATRZCIE NA RĘCE KURW*OM W MAGDALENCE!"

#pasta #heheszki

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Że ja się tym szajsem z Fabryki Shitpostu zaczytywałem w gimnazjum, to większa krindżuwa niż przeciętna pasta o gimnazjalnej miłości xD

-byń inkwizytorem -wejdź na scenę morderstwa -wyruchaj świadkową -pomódl się -ból jak galeon o szkarłatnych żaglach -zesraj się i zerzygaj -weź Kostura czy jak mu tam było -ewentualnie bliźniaków z pociągiem do Zakopanego -idź zabić demona d⁎⁎y -udało się -wyruchaj świadkową jeszcze raz -powrót do status quo -Piekara fejs xD

A do tego wszędzie dookoła brud, smród i ubóstwo, kiła, mogiła, burdele, nasrane, Wielka Polska Narodowa i nieludzko niewykorzystany potencjalnie wspaniały worldbuilding xD Czytać w tym kraju fantastykę to jak być subem w Białymstoku xD

(od peja Historyczne memy)

#ksiazki #fantastyka #fabrykaslow #pasta

d6e948f8-eed4-43b5-a9a2-95534399d57e

@JapyczStasiek Lubiłem tę serię jak byłem młodszy. Ostatnio dostałem pod choinkę najnowszą część i nie mogłem uwierzyć, że to książka "dojrzałego" autora xD Dosłownie połowa treści to opis orgii i pijaństwa - i ok, można i tak. Ale opisane było to w porażająco nudny i wręcz niesmaczny sposób. Dodatkowo NIC nie wniosło to do fabuły. Druga połowa to intryga rodem ze Złotopolskich której rozwiązania można domyślić się po pierwszym rozdziale xD

Tam na koniec powinno być jeszcze:

- Zakończ książkę plot twistem z którego nie wiesz jak wybrnąć

- Olej kontynuację i zacznij masowo pisać jednakowe prequele

Zaloguj się aby komentować

#pasta #zycie

W czasach podstawówki moja klasa dostała zadanie, by wymyślić jakąś przygodę Kubusia Puchatka. Jako że na pracę były aż trzy miesiące, przekonana byłam, że ma to być długa bajka, więc włączyłam moją wyobraźnię i każdego dnia sumiennie wymyślałam nowe historie. Praca miała ponad 70 stron. 

Po trzech miesiącach, oddając pracę, zdziwiłam się, że niektórzy oddają tylko jedną kartkę A4. Gdy pani oddawała ocenione prace, okazało się, że jako jedyna z klasy dostałam 4, wszyscy inni mieli 5 i 6. Spytałam się nauczycielki, czemu tak oceniła. Na co ona odpowiedziała, że praca była dobra, ale za długa. 

Tak oto straciłam zapał do nauki.

Zaloguj się aby komentować

Bekę mam z ludzi, którzy wierzą w istnienie Ślązaków.

Tak, na pewno istnieją osoby, co większość życia spędzają pod ziemią na łupaniu węgla, jedzą gumiklyjzy, zakupy wkładają do nylonbojtla, twierdza, że rok ma 14 miesięcy i mówią w jakimś śmiesznym języku, który wygląda jakby Wanda jednak Niemca chciała.

Już prędzej w reptilian jestem skłonny wierzyć niż w Ślązaków.

#slask #pasta

Zaloguj się aby komentować

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest że tak szybko wyłapujemy AI slop?
No jakby... Siedem palców u ręki, rozumiem. Ale widzisz obrazek na którym wszystko z pozoru wygląda dobrze, a jednak gdzieś w duszy klika klawisz mówiący "patrzysz na bezduszne ai gówno" który wybija bardzo mocno. Nawet jeśli pierwszą reakcją na K⁎⁎as Records było "haha ale śmieszne", ba nawet jeśli jesteś z tych wyjątkowo tolerancyjnych na gówno i śmieszyło Cię to pełne 2 dni, to po czasie mówienia "można pomylić z prawdziwością" nagle przychodzi takie... Zmęczenie. Obcowanie z tym dłużej drenuje z sił, i może to po to mamy mechanizm który potrafi nas uratować zanim zacznie się wysysanie energii.

Mechanizm zadziwiająco skuteczny, i względnie ukryty, bo przecież nie umiemy powiedzieć co dokładnie wzbudziło te nieufność, lub jak wielu zgłasza, obrzydzenie. Mechanizm tak dobry, że... Niemal jak te ewolucyjne odruchy? Ewolucyjny odruch wykształcony w 2 lata, ha, dobre sobie. Biolog czy Antropolog pewnie w tym momencie dostaje bólu głowy, ale co jeśli powiem Wam że to nie były 2 lata, lecz nieco więcej?

Co jeśli nasze obrzydzenie AI wynika nie z niskiej jakości obecnych tworów lecz z doświadczeń setek pokoleń nękanych przez to gówno?

Może to ten sam mechanizm który kazał naszym przodkom patrzyć nieufnie na każdego kto mówił zbyt gładko, bez potknięć?

Może to ten sam który sprawia że czasem gdy patrzymy w niebo czujemy że niebo patrzy w nas?

Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć? Czemu w nieskończonej próżni wszechświata samotny stateczek ciągle napędzany silnikiem nagle trafi na wyjątkowo ograniczony limit przez który nigdy nie odwiedzimy innej galaktyki, BA o innej gwieździe też raczej możemy pomarzyć. Skąd ten sztuczny limit? Gdybym pisał symulacje i nie chciał pozwolić robakom na ucieczkę zbyt daleko to też bym je tak zniechęcał. Fizyczna bariera? Nieee, ktoś przeskoczy. Niech mają dowolność, po prostu niech to będzie skrajnie upierdliwe.

Skoro prędkość ma limit, cząstki istnieją tylko gdy ktoś na nie patrzy... Może nie jesteśmy wcale pierwsi? Może jesteśmy kolejna iteracją, poprawianą setki razy i puszczoną samopas po raz kolejny, żeby sprawdzić co zrobimy? Z warunkami brzegowymi wyszlifowanymi tak żeby skupić się na zadaniu?

Co jeśli jesteśmy po prostu instrumentem pomiarowym, wykreowanym jako warstwa walidacji dla kolejnych narzędzi udających życie gdzieś wyżej? Gdzieś... Indziej?


#gownowpis

#creepypasta #tworczoscwlasna #pastaalewłasna #pasta

Mnie najbardziej wkurza slop tekstowy. Jak wejdę czasem na LinkedIna to tam prawie każdy post jest slopem.

Teksty w stylu:


Przyczyna?

Akcja -..

Rezultat -...

Podsumowując...


Bla bla

Bardzo charakterystyczne sformułowania. Rzygać się chce.

@maly_ludek_lego Tak, wypowiedzi do wyłapania nawet po samej strukturze, czasem czytać nie trzeba. U nas w gminie jest profil który jest typowym politcznym paszkwilem na obecnego wójta (znaczy którego sam też nie lubię, ale obiektywnie oddaje że to jest zwykły hejt) który non stop wrzuca taki AI slop, nawet bez redagowania, po prostu copy paste styl chata GPT + jakieś debilne piosenki z suno ai, filmiki ai, obrazki ai, no potok gówna 24h ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe że prędkość ma odgórne ograniczenie? Bo niby czemu miałaby mieć?

@Barcol Prędkość ma ograniczenie dlatego że istnieje czas. Tak naprawdę prędkość światła to jest prędkość przyczynowości - przekreczając ją doświadczałbyś skutku zdarzenia zanim nastąpiłaby jego przyczyna. Coś tam w tym temacie fizycy grzebią z tego co się orientuje, bo matematycznie to niby jest wszyskto obliczalne ale jest to już taka abstrakcja że nikt nie ma pojęcia co te wyniki znaczą i czy mają jakiekolwiek przełożenie na realny świat.

@hellgihad Znaczy ogólnie to to jest pasta po prostu, wiem mniej więcej dlaczego prędkość światła istnieje (nie żebym rozumiał) albo dlaczego ludzki mózg ewolucyjnie jest przystosowany do wyłapywania nawet lekkich odchyleń od normy, albo dlaczego na uncanny valley reagujemy wstrętem, po prostu pominąłem to dla klimatu xd

W każdym razie dzięki za podzielenie się :D

@Barcol Mnie tam takie tematy z fizyki fascynują więc hobbystycznie śledzę sporo kanałów na ten temat, a tagu pasta nie zauważyłem, ops :P
Niestety jako że siedzimy już tak głęboko w króliczej norze to jakielkowiek postępy idą w ślimaczym tempie bo nie ma za bardzo jak eksperymentalnie sprawdzić nowych hipotez i w sumie w kółko słucham o tym samym xD

Zaloguj się aby komentować