Siedziałem przy stole w kuchni, analizując raporty spółek i szukając dywidendowej okazji w gąszczu cyfr, gdy nagle...

- Tata, tata, czy Smerfy to był wytwór komunistycznej propagandy? - krzyknął, wbiegając do kuchni syn.

Odłożyłem arkusz kalkulacyjny. A więc młody postanowił dokonać analizy fundamentalnej bajek z mojego dzieciństwa.

- A jak myślisz, synu? - zapytałem.

Wziął głęboki oddech i zaczął wyliczać:

- Zacznijmy od Papy Smerfa. Według mnie to wypisz, wymaluj Józef Stalin. W swojej czerwonej czapce pełni rolę nieomylnego lidera, którego słowo jest jedynym obowiązującym prawem. Cały jego autorytet opiera się na wiedzy niedostępnej dla mas, co daje mu monopol na prawdę.

Pokiwałem głową, zachęcając go do dalszej dekonstrukcji systemu.

- Smerfy żyją w zamkniętej komunie, gdzie pieniądz jako środek wymiany po prostu nie istnieje. To gospodarka centralnie planowana w najczystszej postaci. Każdy pracuje według swoich możliwości. Pracuś buduje, Malarz maluje, Kucharz gotuje i każdy otrzymuje dobra według potrzeb. Wszyscy noszą identyczne stroje, co symbolizuje całkowite zatarcie indywidualizmu na rzecz kolektywu.

- A co z opozycją? - rzuciłem, uśmiechając się pod nosem.

- Ważniak! To jedyny Smerf, który kwestionuje działania innych, powołując się na własne „badania” i cytując księgi. Reszta grupy regularnie go ucisza (wyrzucając za bramę), co można interpretować jako tłumienie głosów opozycyjnych wewnątrz partii. - kontynuował z pasją.

- No dobrze, a Gargamel to…? - zapytałem, chcąc domknąć ten model rynkowy.

- Gargamel to podręcznikowy, drapieżny kapitalista i liberał. Mieszka w zamku, jest chciwy i obsesyjnie chce przerobić Smerfy w złoto. Dla niego jednostka ma wartość tylko wtedy, gdy można ją spieniężyć.

- No dobrze, a Smerfetka? Stworzył ją przecież Gargamel.

Tu syn zawiesił głos: - Gargamel wykreował Smerfetkę jako narzędzie ideologicznej dywersji. Miała za pomocą zazdrości i indywidualnych pragnień rozbić spójność socjalistycznego kolektywu od środka. Jej ostateczna asymilacja przez Papę Smerfa i zmiana koloru włosów to triumf systemu nad próbą kapitalistycznego sabotażu. To pokazówka, jak wspólnota neutralizuje zewnętrzne zagrożenia.

- Chyba masz rację… - odparłem.

- Idę kończyć wypracowanie - rzucił na odchodne. - Napiszę jeszcze, że odcinek, w którym Smerfy zamieniły się rolami i wszystko się posypało, miał być ostrzeżeniem przed wolnością jednostki. System działa tylko wtedy, gdy każdy zna swoje miejsce w szeregu.

Patrzyłem, jak znika w pokoju. No cóż, Pani Dorotka od języka polskiego będzie miała jutro bardzo długi i ciężki dzień...

#heheszki #alkoholowyinwestor #pasta

Komentarze (2)

Gdyby nie brak piniondza, to pomyslalbym o Hiszpanii po wojnie domowej. Franco byl takim szefem, ze czasem mial wyjebane w jakies podpisywanie dokumentow, podczas gdy Stalin zwolywal swoja wierchuszke.

Zaloguj się aby komentować