Kontynuując temat #smietankaemigracji polskiej, wczoraj sytuacja jak z kreskówki.
Jadą chłopaki rano do pracy, jedno rondo, drugie i na ostatnim rondzie tylne przesuwane drzwi od busa się otwierają, gościu prawie wylatuje trzymając się ramy ostatkiem sił wisząc na zewnątrz targany przez żywioł siły odśrodkowej, w momencie gdy kierowca hamuje, pasażer wypada na środku drogi. XD
Wszyscy wokół się zatrzymują, a skoczek wsiada do auta i krzyczy:
-Jedź!
-Ale plecak leży na środku, weź plecak.
*Nadal w szoku*
-C⁎⁎j tam z plecakiem! Jedź!
Plecak zabrali, a morał jest taki, że warto zapinać pasy.
Ogólnie jest nerwowa atmosfera bo na poniedziałek podobno zapowiedzieli testy narkotykowe i teraz ta polska inteligencja dzieli się metodami na ich oszukanie. Na razie słyszałem o kwasku cytrynowym i tabletkach musujących plusz.
To jest tak typowe, jakbym słyszał o moich znajomych.
Jeden głąb jeździł DHL i sobie jarał normalnie z bonga na pace i to prawdziwy głąb, który nic innego nie potrafi i prawko poszło do więzienia, a mosiek musiał wracać do mamusi
Klient jest zadowolony z naszej bezpiecznej pracy więc z tej okazji i chyba z powodu obchodzonego dnia zdrowia psychicznego (był meeting na ten temat) przerwa/lunch brake/ jest przedłużona bo wjechał tort.
Strasznie nie lubię zimna, ale za to lubię #piwo. Więc za godzinę wsiadam w samolot i lecę do #norwegia Trondheim na festiwal piwa. A że jestem biedny to będę na festiwalu tylko jeden dzień.
Ach Norwegia, ten socjalistyczny raj na Ziemi. Nie to, że oni chcą jeździć elektrykami
Już w 2025 r. nie będzie można zarejestrować tam nowego samochodu wyposażonego w silnik spalinowy. Rejestrowane będą tylko pojazdy zeroemisyjne.
Niestety to się zawsze tak kończy, najpierw rekomendacje, potem nakazy, potem zakazy, a na koniec jakiś urzędnik będzie decydował czy możesz kupić alkohol, zarejestrować samochód, zjeść mięso na obiad, polecieć na wakacje itp.
Piękny dziś dzień, więc wstałem z rana, załadowałem rower i jadę w góry podziwiac norweską jesień. No a teraz śniadanie co by mieć siłę pedałować. Dobrego dnia Hejtusie!
@Stashqo zazdro, ja zaczynam jazdę pod jutra bo dzisiaj lecę do Polski. Oponki nowe czekają na założenie, kamizelka w drodze i chyba szarpnę się na nocną wyprawę przez Bory Tucholskie.
Fajnie, że w Polsce popularne są te zewnętrzne siłownie, niestety używają je obecnie albo emeryci (widziałem raz i to w Kruszwicy), albo dzieci jako atrakcja- jednak totalnie niedopasowana do ich wzrostu. To już lepsze są wszelkiego rodzaju drabinki do podciągania, dipów, pompek.
Trafiłem w Norwegii na zewnętrzną siłownię z prawdziwego zdarzenia- regulowane ciężary, wyciskanie na nogi, na klatkę skośnie, przysiady, wyciskanie na barki, drążek do podciągania, dipów, maszyna do przysiadów... No dosłownie prawie wszystko oprócz ławki płaskiej do wyciskania, ale z własnymi hantlami byłoby wszystko.
Coś takiego powinno powstać na polskich osiedlach- no po prostu bomba i wygląda na niezniszczalne.
A kto oprócz dzieci i emerytów ma na tym ćwiczyć jak w większości przypadków te maszyny są skopiowane z siłownianych maszyn do ćwiczenia z ciężarem ale zamiast ciężaru nie ma nic, nawet przeciwwagi?
Siłownia opisana przez Ciebie ma sens, sam za granicą widziałem takie siłownie na świeżym powietrzu, które są oblegane przez młodych, wysportowanych ludzi. Ale w Polsce tak się nie da, bo miasto zapłacić musi, aby zarobić ktoś mógł.
Mam w mieście taką siłownię na świeżym powietrzu i uważam, że to jest jakiś niezbyt urodziwy projekt artystyczny, bo funkcjonalnie jest do kitu. Dla młodych i silnych nie ma to żadnego sensu, bo wszystkie maszyny są bez oporu/obciążenia, a dla starych jest niemożliwym wgramolenie się na te maszyny, bo nawet dla mnie było to niezbyt komfortowe.
O ergonomii nawet nie wspomnę XD
Z takich "sprzętów" do ćwiczeń, to sens mają na pewno drążek i poręcze do dipów - ale oczywiście ich u mnie nie ma, bo są zbyt proste i nikt by na nich nie zarobił. A tak to mamy np. rowerek z zupełnie płaskim metalowym siodełkiem, bez możliwości regulacji wysokości z zerowym oporem - od razu wygląda na bardziej skomplikowany, a przede wszystkim drogi sprzęt, który wytrzyma lata, bo nikt nie będzie go używał - sukces.
Mi tam wystarczyłby zwykły drążek na którym można się podciągnąć - w bani mi sie nie mieści że projektując te osiedlowe siłki nikt nie pomyślał o drążku na którym można swobodny zwis zrobić bez podciągania nóg czy ciągania twarzą po szczebelkach.
Drążek + pierścienie gimnastyczne i cały trening sobie możesz zrobić.
Miałem wczoraj okazję popłynąc na norweski fort Oscarsborg. Jest to miejsce, które widziało początek niemieckiej inwazji na Norwegię w 1940 roku. Zlokalizowany na wyspie po środku oslofjord broniło dostępu do stolicy. W wyniku napięć i potencjalnej agresji Norwedzy obsadzili fort naprędce przeszkolonymi rekrutami. Oprócz tego, w wyniku choroby obecnego komendanta dowództwo objął Eriksen, od 14 lat na emeryturze. Dnia 9 kwietnia po 4 nad ranem szperacze wypatrzyły sylwetkę niemieckiej floty inwazyjnej płynącej w pełnej ciemności w stronę Oslo w celu porwania króla Haakona VII. Na czele płynął na swoją pierwszą akcje świeżo zbudowany krążownik Blücher. Komendant Eriksen długo się nie zastanawiał i wydał rozkaz do otwarcia ognia. Do dyspozycji miał wręcz archaiczne działa 280 mm jeszcze z XIX wieku. Mimo to zdołał trafić salwą Blüchera, który zajął się ogniem i próbował z resztą floty odpowiedzieć zmasowanym ostrzałem fortu. Niemiecki wywiad nie dotarł do informacji, że w podziemiach fortu są wyrzutnie torped. Blücher niedługo po ataku działami fortecznymi wyrwał jeszcze salwę 40 letnimi austro-węgierskimi torpedami, które dopełniły dzieła zniszczenia. Okręt przewrócił się na bok. Duma Kriegsmarine została pokonana na swoim pierwszym rejsie.
W komentarzu dodaję jeszcze świetną scenę batalistyczna z norweskiego filmu King's Choice.
Z historii bitwy lubię słowa pułkownika Eriksena, kiedy nie będąc pewnym intencji niezidentyfikowanych okrętów w cieśninie stwierdził (w luźnym tłumaczeniu) "Albo dadzą mi medal albo postawią przed sądem wojennym, ognia!" Po czym, jak gdyby nigdy nic, zatopił najnowocześniejszy krążownik Kriegsmarine za pomocą muzealnego uzbrojenia.
Pytałem Was niedawno czy warto wstawać o 4.00 i jechać 300km w jedną stronę żeby się 55km rowerem przejechać. No to mam już odpowiedź. Pewnie że było warto! ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Trasa nazywa się 1000-meteren i jest uważana za jedną z najpiękniejszych tras rowerowych w Norwegii. Jest naprawdę wymagająca i jestem w opór zadowolony że dałem radę, no ale po kolei.
Wszystko zaczyna się w miejscowości Øvre Årdal na wysokości 20m n.p.m skąd wspinamy się na niemalże 1050m n.p.m (góra z pierwszego zdjęcia). Daje to ponad 1000m przewyższenia na 10km, z czego 40% to asfalt a reszta gravel. Poza tym to ciągły podjazd, momentami z nachyleniem 20% i bez chwili odpoczynku. Na szczęście zmęczenie osładza widok panoramy miasta i okolic, piękniejszy z każdym pokonanym segmentem.
Droga zaczęła się asfaltową serpentyną poprzetykaną tunelami (3 z nich bez oświetlenia, ale za to z wodą cieknącą na głowę :D). Tam szło bardzo sprawnie, miałem jeszcze sporo energii ze śniadania, ale nie byłbym sobą gdybym czegoś nie odjaniepawlił. Żeby sobie utrudnić to zapomniałem skręcić w szutrowy segment, pojechałem jakieś 1,5km i 100m górki za daleko i trzeba było wracać xD Utrata tej wysokości bolała, bo wiedziałem, że trzeba będzie odrobić. Po szutrze nie szło już tak fajnie jak po asfalcie, wymęczyłem się jak koń na westernie, ale o dziwo nie musiałem brać przerw. Zatrzymywałem się tylko co parę zakrętów na fotkę miasta, brałem przy okazji łyka z bidonu i jechałem dalej. Całkiem sprawnie to poszło jak na otyłego pana xD Na szczęście na wysiłku i zdobyciu góry trasa się nie kończy, kto chce oczywiście może wracać tą samą drogą, ale byłby to ogromny błąd bo dalej czeka jeszcze minimum 30km jazdy już w typowo norweskich górskich krajobrazach. Bardzo przyjemna szutrowa droga z naprawdę epickimi widokami, tunelami rytymi w skale i widokiem na dolinę i jeziora poniżej.
Przedłużyłem sobie nieco tę trasę i szutry zakończyłem objeżdżając wkoło jezioro Torolmen, skąd wracałem już asfaltem. Przyznam szczerze, że nie jestem zbytnim fanem szosy bo trochę boję się debili za kierownicą, ale tym razem było tylko płasko lub z góry, do tego mały ruch więc przycisnąłem trochę żeby nie być zawalidrogą. Skończyło się to tak, że w życiu nie jechałem tak szybko rowerem, średnia prędkość na ostatnich 20km wyszła mi ponad 53km/h a momentami dobijałem do 80km/h. Bez bicia przyznaję, że to nawet niezła zabawa Panowie i Panie szosowcy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Suma sumarum: trasa z bucketlisty odhaczona, udowodniłem sobie, że potrafię - 1080m przewyższenia zrobione, piękne widoki zaliczone, w dodatku poszło bardzo sprawnie i już o 20 byłem z powrotem w Oslo. Jeśli więc ktoś ma ochotę na wspaniałą trasę rowerową w Norwegii to z czystym sumieniem polecam.
PS. Z miłych rzeczy, które mnie spotkały to dodam, że ludzie mijający mnie gdy jechałem pod górę często dopingowali i machali lub pokazywali kciuki w górę, sam też zjeżdżając pokazałem parę kciuków wjeżdżającym rowerzystom Do Årdal zjechałem spocony i brudny jak zwierzę i chciałem się wykąpać. Zajechałem więc na okoliczny camping i pytam chłopa czy mogę się umyć jeśli nie jestem gościem. Był trochę zdziwiony pytaniem, szczególnie, że podjechałem autem, ale pogadaliśmy chwilę, wytłumaczyłem mu, że wróciłem właśnie z tego 1000m i chciałbym się umyć bo muszę wracać 300km. Pogratulował mi i nie tylko się zgodził, ale też nie chciał za to ani grosza chociaż nalegałem. Niby niewiele a jak miło ( ͡° ͜ʖ ͡°)
wolałbym przejechać 60km od domu i pośmigać na gravelu w czasie w którym kisiłbym się w aucie, tym bardziej w Norge- gdzie każde miejsce to jest przepięknę i mogłobyć parkiem narodowym
Bardzo lubię te puddingi (mus pierwszy raz kupiłem) i kalorycznie nawet źle nie wypadają (nic w sumie źle nie wypada jak zjesz porcję, a nie że porcja to micha XD).
No to będzie dla mnie po rowerku jak znalazł (a i dzieciom się coś skapnie).