No i jak podobał się wam IndieWorld? Jak dla mnie to tak raczej średniawo. Kilka fajnych tytułów ale żadnego must have. Nintendo ewidentnie powoli zwija biznes ze Switchem, podobny vibe był przy końcu żywota Wii U.
Niby stara gra a na kilkadziesiąt godzin wciągnąć potrafi. Pierwszą część na NES mam już za sobą, troszkę chyba więcej klimatu miała niż dwójka, bardziej mroczna i tajemnicza była - ze względu pewnie na ograniczenia NESa.
Nintendo to debile... tak chcieli walczyć z piractwem, że je zwiększyli ludzie pobierają jeszcze bardziej gry bo boją się że przestaną kiedyś działać przez te zabezpieczenia xD
A emulator nie padnie bo są źródła kodu i na reddit już chodzą kopie wykasowanych plików z sumami kontrolnymi.
No i jest też web archive co robi mirrory stron xD
@Quassar z tym, że w ogólnym rozrachunku pewnie i tak im się to opłaci. Ludzi co ogarną tego typu obejścia jest garstka. Do tego dzisiaj kiedy na wszystko jest platforma - muzyka, filmy, gry - nowe pokolenia nie bardzo potrafią odnaleźć się w pirackich tematach w odróżnieniu od starszych pokoleń, które piraciły wcześniej wszystko na potęgę.
Nie wiem, czy ktoś z was grał w Samba de Amigo Party Central na Nintendo Switch (Jest też wersja VR na Playstation.). Mam kilka przemyśleń związanych z tą grą. Przedstawię sprawę w plusach i minusach.
Plusy:
Wreszcie mamy możliwość pogrania w klasyczne marakasy, posiadając właściwie wymagane akcesorium w samej konsoli bez płacenia kilkuset złotych za kolejną plastikową zabawkę.
Przy grze można spalić sporo kalorii.
Gra ma trochę trybów i starczy na kilkadziesiąt godzin.
Poprawia humor i sprawność jak każda inna gra rytmiczna. Chce się grać więcej, maksując wyniki, a to zwiększa ruch i jego intensywność.
Sterowanie nie jest tak złe jak podają w recenzjach, trzeba dokładnie obejrzeć tutorial i przećwiczyć ruchy. Po czasie idzie jak masło i wyzwaniem jest już granie 100% perfect lub maksowanie kombosów.
Minusy:
Gra została tak zaprojektowana, jakby twórcy zakładali, ze nikt jej nigdy nie zmaksuje, albo zdążą wydać jakieś poprawki. Po osiągnięciu lvl 99, po każdym zagranym utworze, pojawia się pusty pasek postępu. Mamy max i gra ciągle nam przypomina, żebyśmy już sobie odpuścili. Max i koniec.
Samba de Amigo na switch posiada ciekawe intro. Dzierżymy wirtualne marakasy jak miecz Króla Artura i... to koniec. Nie ma kompletnie żadnego trybu fabuły. Po zmaksowaniu pseudo fabularnego trybu grindowania osiągnięć (Streamigo, czyli udawanie Tik Toka jakby w serialu klan dla ludzi wykluczonych cyfrowo), po prostu osiągamy rangę i end. Zero filmików, że uratowaliśmy świat czy coś. Jakbyśmy ukończyli szachy.
Tryb multiplayer, jeżeli nie mamy kodów znajomych czy ludzi przed ekranem jest fasadowy. Osiągnąłem najwyższą rangę trybu multiplayer i może na początku miałem kilku żywych przeciwników, ale od pewnego momentu zwyczajnie grały same boty. Tryb World party nie ma nawet rankingów, a widoczny lokalnie system punktowy. Po osiągnięciu maksymalnego poziomu tak naprawdę nie wiemy kto jest od nas lepszy, a kto gorszy. Jak ktoś mnie zauważał w grze, to w desperacji od razu dodawał do znajomych licząc na grę. I tu lipa, bo wspólne pokoje gry opierają się na kodach, nie na zaproszeniach znajomych z konsoli. Jakieś 90% moich przeciwników to były boty, a niektóre ich nazwy ciągle przodują w rankingach dla utworów. Nie wiem, czy w ten sposób Sega udaje, że coś się w grze dzieje, czy zwyczajnie boty mają nazwy realnych zawodników i symulują ich osiągi.
Po jakimś czasie gra wydaje się totalnym miastem duchów. Maksowanie utworów w arcade i innych trybach dla pojedynczego gracza, pod względem klasycznego grania, w zasadzie kończy temat. Około 50 h. Tak naprawdę pozostaje już tylko walka o rankingi na poszczególne utwory. Ale nie mam 100% pewności czy walczę z ludźmi, czy botami, które czasem są podbijane w rankingach.
Dodatkowych utworów w DLC jest miało i cena przekracza jakość. 20 zł za średnie kawałki to wydatek tylko dla zdesperowanych fanatyków. Podstawowa wersja nie ma też wielu utworów. W jednym DLC jest utwór Take on Me, który jest średnim coverem.
Podsumowując:
Po 2023 kiedy Sega wypuszczała roadmap z DLC, wydaje się, że porzucili produkt. Być może ze względu na niesatysfakcjonującą sprzedaż. Moim zdaniem zmarnowali szansę na to co obiecywali, że Samba de Amigo stanie się główną grą rytmiczną na różnych platformach. Przez zawalenie multiplayer chyba się nie udało, a wykastrowanie trybu fabularnego nie pomogło.
Co ciekawe, wersja na Apple Arcade posiada fabułę. Wygląda na to, że wersja na Switch została pocięta z zawartości.
Moja ocena:
Jako gra, dla tych co po prostu grają: 6/10 Można zobaczyć, ale jak nie lubisz gier rytmicznych, to szkoda czasu.
Jako gra dla tych co lubią gry rytmiczne: 7/10. Przyzwoity produkt, fajny do grania na dwie osoby przed jednym ekranem. Niestety nie miałem okazji grać we dwoje, bo nie mam z kim :). Gdybym miał, dałbym może 8/10. Gra wygląda jakby nie miała już dostać żadnego wsparcia. Może coś się zmieni, szczególnie, że ostatnio konkurent Taiko no Tatsujin dodał tryb fitness do swojej gry (bez dodatkowego płacenia), który oferuje podobną rozgrywkę co Samba de Amigo, ale dając w podstawce ponad 70 utworów + tryb abonamentu z około 600 utworami. Co stawia Samba de Amigo ze swoim botowym multiplayer na Switch w gorszej sytuacji.
Co można poprawić:
Poprawić multiplayer, żeby faktycznie można było z kimś zagrać ot tak, a nie na niepewnym trybie World Party albo szukając kodów od ludzi, zamiast wyszukać otwarte pokoje po prostu.
@Erebus - gry w europejskim systemie PAL działały po prostu w mniejszej ilości klatek na sekundę niż ich wersje NTSC z Japonii czy USA (lecz w wyższej rozdzielczości).
Szukam jakiegoś fajnego romu pokemonów z GBA. Zależy mi na tym, żeby można było złapać wszystkie pokemony. Im więcej generacji tym lepiej, ale wystarczy mi 4 generacja. Kompletnie się nie orientuję w scenie hacków, a google wypluwa masę odpowiedzi.
@Nuszek naszym zdaniem, najlepsza gra to Boomerang Fu. Gramy czesto w 4, ale i w 2 czy w jedną nawet jest super.
My często gramy przy spotkaniach rodzinnych, ja i szwagier vs nasze córki. Jak jesteśmy trzeźwi, to jakoś dajemy radę, ale po kilku głębszych, rozjeżdżają nas jak Hajto na pasach.