#medycyna

20
1511

"Do tragicznej pomyłki doszło w poniedziałek w Praskim Szpitalu Uniwersyteckim na Bulovce. Personel wykonał zabieg aborcji zdrowej kobiecie w czwartym miesiącu ciąży w wyniku pomylenia pacjentek – potwierdziła rzeczniczka prasowa szpitala Eva Stolejda Libigerová. Policja rozpoczęła śledztwo w tej sprawie."


Pacjentkami są rzekomo dwie cudzoziemki, które na stałe mieszkają w Czechach. Kobieta w ciąży udała się na rutynowe badanie kontrolne, druga kobieta miała zostać poddana zabiegowi lekarskiemu, który jest wykonywany np. w celu leczenia chorej macicy, ale może także służyć do przerwania ciąży.

Jednak doszło do pomyłki i kobieta, która przyszła na rutynową kontrolę, w rezultacie straciła ciążę . Według rzecznika prasowego szpitala płód miał 16 tygodni.


#czechy #wiadomosciswiat #rodzicielstwo #medycyna


https://wiadomosci.wp.pl/tragiczna-pomylka-w-praskim-szpitalu-zrobili-aborcje-innej-pacjentce-7011141240863680a?amp=1

Zaloguj się aby komentować

- Rozpoznano u mnie nowotwór przełyku z przerzutami co najmniej na żołądek, ale z podejrzeniami, że mogło to pójść dalej. Choroba bardzo przyspieszyła. W ciągu miesiąca schudłem 10 kilogramów, pojawiły się bardzo mocne bóle w okolicy mostka za plecami i towarzyszył mi coraz większy problem z głosem, który od lat był dla mnie problemem, zwiastującym tę chorobę - mówił w rozmowie z Debata Dnia Z. Ziobro


https://twitter.com/PolsatNewsPL/status/1773438893746016362


#medycyna #polska #polityka #polsat

2e7e80b6-cabd-4015-9e9d-76f8add8e29f

@KasiaJ Rzeczą ludzką byłoby nikomu nie życzyć raka (czy też śmierci). Z drugiej strony historia wokół tego człowieka narzuca pewne obawy o mistyfikacje, co sprawia, że nie wiadomo na ile to prawdziwe czy to jest mistyfikacja.

W każdym razie odczuwam pewien niesmak, bo chciałbym, żeby jegomość w pełni zdrowia mógł stanąć przeć sądem (czyli de facto przed opozycją) i "spróbować" go skazać.

Zaloguj się aby komentować

Cześć, Hejterki!


Właśnie zakończyłam 8-tygodniowy program terapii poznawczej MBCT-L (ang. Minfulness Based Cognitive Theraphy for Life) i chciałam się z Wami podzielić wrażeniami. Dlaczego? Bo warto. Wpis taguję jako #depresja #medytacja #uwaznosc #mindfulness #psychiatria #psycholog #medycyna i też #stoicyzm bo to wszystko się łączy.


Będzie długo, ale mam nadzieję, że chociaż dla 1 osoby wpis będzie wartościowy i zachęci do pracy nad sobą. (ʘ‿ʘ)


  • Czym jest MBCT?

To kurs, łączący elementy psychoterapii poznawczo-behawioralnej z praktykami uważności. Głównym celem jest pomoc pacjentom ze zdiagnozowaną depresją w zapobieganiu jej nawrotów. Co ważne, nie jest to jakieś „psychopierdololo” czy też ezoteryczne/buddyjskie podejście, które będzie uczyć czerpania energii ze słońca. Nie. Jest to program opracowany przez naukowców, prowadzony przez psychoterapeutów, a nie samozwańczych „kołczów” czy innych „oświeconych”. Terapia jest oficjalnie stosowana w ochronie zdrowia w UK i naukowo udowodniono jej wyższą skuteczność nad terapią PB. Moje zajęcia dodatkowo były poddane superwizji przez Uniwersytet w Oksfordzie (Oxford Mindfulness Centre).


W internecie jest mnóstwo badań i opracowań na ten temat, więc nie będę się rozwodzić, tylko odniosę do 3 spoko źródeł:

Strefa Psyche Uniwersytetu SWPS (wideo YT)

Instytut Psychoterapii Integralnej (strona www)

The British Journal of Psychiatry (publikacja z badaniami PDF)


  • A to nie jest czasem MBSR?

Nie. MBCT wywodzi się z MBSR, czyli z terapii skupiającej się na redukcji stresu. MBCT uczy bardziej świadomego podejścia do życia, w tym wyciszenia przebodźcowanego umysłu, niepodlegania emocjom i myślom oraz skupienia na odczytywaniu sygnałów wysyłanych przez organizm (szybciej wtedy można reagować na objawy depresji czy też chorób).


  • Studium przypadku, czyli dlaczego tam w ogóle poszłam?

Nie chcę się za bardzo rozwlekać na tematy prywatne. W skrócie: bo tego potrzebowałam. Końcówka zeszłego roku była dla mnie mega stresująca, angażująca i ogólnie pozbawiła mnie zdrowia. W nowy rok weszłam o 5 kg lżejsza, bez połowy włosów na głowie, z utraconą serią 350 dni w Duolingo (xD), z permanentną bezsennością i nerwobólami (na tyle poważnymi, że wspomagająco wjechały leki nasercowe). Dotarło do mnie, jak bardzo jestem wycieńczona i że jestem w trybie przetrwania (autopilota). Jakby tego było mało, zaobserwowałam u siebie stany depresyjne, co też nie było dla mnie zaskoczeniem, bo przeżywałam żałobę, której wcześniej do siebie nie dopuszczałam. No po prostu kombo.


  • Skąd mój pomysł na MBCT?

Bo MBCT znałam wcześniej. Kilka lat temu zakończyłam psychoterapię, ponieważ stwierdziłam, że doszłam do ściany, i szukałam innych sposobów na rozwój (zwłaszcza że terapia wyzwoliła we mnie emocje, a nie pokazała, co z nimi robić dalej). Zapisałam się wtedy na kurs MBCT stacjonarny, jednakże przyszedł lockdown i przenieśli to do online, ale tak nie chciałam. Dlatego też zaczęłam techniki uważności zgłębiać na własną rękę. Muszę jednak przyznać, że w tym czasie to więcej o tej całej uważności czytałam, niż praktykowałam. Ale pandemia i tak była swego rodzaju nauką uważności (przynajmniej dla mnie) – świat spowolnił i tak naturalnie człowiek cieszył się chwilą, sobą i doceniał np. to, że może wyjść z domu i po prostu popatrzeć na trawę...


W styczniu br. byłam w takim stanie, że stwierdziłam, że dłużej tak nie pociągnę. Szczególnie że dotąd skuteczne metody nie dawały efektów. Wiedziałam, że czas udać się po profesjonalną pomoc i wspomóc się farmakologią, czego nie chciałam, bo wiązałoby się to z braniem mocnych, uzależniających leków (been there, done that).


I tutaj muszę podziękować Panu Cukierbergowi, bo zaledwie dzień po mojej rozmowie ze znajomym o tym całym MBCT na fejsbuku wyświetlił mi się post z kursem. Przypadeq? Nie sondze. Nie wahałam się. Zapisałam się, stwierdzając, że to dla mnie ostatnia szansa. Jak nie pomoże, to kierunek psychiatra.


  • Jak wyglądają zajęcia MBCT?

Zajęcia prowadzone są stacjonarnie przez 8 tygodni. W mojej grupie było 8 osób + 1 osoba prowadząca. Spotykaliśmy się 1 raz w tygodniu na 2-godzinnych zajęciach, podczas których wykonywaliśmy po kolei różne praktyki (ćwiczenia). Dodatkowo wykonuje się ćwiczenia w domu i średnio przeznacza się na to 40 minut dziennie (można mniej, można więcej). Dostaje się skrypt z omówieniem zajęć, ćwiczeń oraz nagrania audio do medytacji.


Dodatkowo odbył się Dzień Uważności, podczas którego przez bite 5 godzin się milczało. Tak, dokładnie. Mówiła tylko prowadząca. Nawet jak była przerwa na posiłek, to się nie rozmawiało, nawet nie nawiązywało kontaktu wzrokowego z innymi. Dla ekstrawertyków taki dzień może być mordęgą, ale o dziwo, w moim przypadku, tak dobrze zadziałał, że zrobiłam sobie sama taki dzień w domu (z wyłączonym telefonem, telewizorem itp.), naprzemiennie medytując i drzemając (xD). POLECAM.


Co bardzo chciałabym podkreślić, MBCT to nie są zajęcia, podczas których analizuje się swoje problemy i klepie po pleckach. Nie. Nie jest to terapia grupowa. Są to zajęcia/spotkania, które ułatwiają wejście w cały ten świat, szczególnie jeśli jest się osobą, która potrzebuje poprowadzenia za rączkę, rutyny i motywacji ze strony grupy. Mówi się wyłącznie o ćwiczeniach - doświadczeniach i przemyśleniach związanych z wykonywaniem ich.


  • Jakie praktyki się stosuje?

Praktyk jest mnóstwo, są formalne i nieformalne. Większość była mi znana. I to też nie jest tak, że trzeba robić WSZYSTKO. Nie. Wybiera się takie, które najbardziej Ci leżą i są największe szanse, że staną się Twoim nawykiem. Dobrze jest też spróbować ich wszystkich, a nie od razu odrzucać, że „to nie dla mnie” lub „to robiłam, nie działało”, bo akurat w tym momencie może akurat ta praktyka „siądzie”. No i najważniejsza jest konsekwencja, czyli robimy to codziennie, najlepiej o stałych porach.


Tak na przykład u mnie do stałego repertuaru weszły:


  • medytacja 20 min

  • skanowanie ciała 10 min

  • 3 stopniowa przerwa na oddech

  • spontaniczne akty życzliwości (ale to już robiłam wcześniej, bo świat ogólnie jest lepszy, gdy jesteśmy dla siebie mili :))

  • naprzemiennie: medytacja dobroci (metta) i medytacja z trudnościami, kiedy chcę

  • dołożyłam też więcej stretchingu po treningach


WAŻNE: Też nie jest tak, że jak medytacja czy uważność, to tylko na siedząco, w pozycji kwiatu lotosu, z ryjkiem do słońca, w totalnej ciszy lub ze specjalną muzyczką. Nie. Medytować można wszędzie. Możesz w tramwaju zamknąć oczy i skupić się na oddechu. Możesz przed snem zrobić szybkie skanowanie ciała (skupiać się na wybranych jego partiach i oceniać, co tam czujesz). Możesz po oddech sięgać w sytuacjach, kiedy tego potrzebujesz – gdy widzisz, że „odpływasz” lub się denerwujesz, policzyć spokojnie do 10. Możesz też bez słuchawek na uszach przespacerować się 10 minut, próbując nie nadepnąć na linię na chodniku lub po prostu liczyć swoje kroki. Możesz też po prostu wyłączyć TV przy posiłku i skupić się na jedzeniu, bez rozpraszaczy – to właśnie uważność.


  • Czego się obawiałam?

Jestem ateistką, racjonalistką, ale też cynikiem; na co dzień twardo stąpam po ziemi. Wszelkie sprawy duchowe i ogólnie metafizyka to dla mnie „meh”. Moje obawy dotyczyły tego, co w sumie wybrzmiało w pierwszym akapicie. Obawiałam się jakiejś przesadnej duchowości, ezoteryczności i... no, odklejenia. Na szczęście tak nie jest. Zajęcia są konkretne, z akademickim podejściem. Czasem może miałam jakieś zgrzyty, bo nie do końca rozumiałam instrukcji, ale właśnie po to jest grupa, by rozmawiać i by rozumieć.


  • Co mi się najbardziej podobało?

Różnorodność osobowości. Zebrali się różni ludzie. Były osoby, które miały już do czynienia z medytacją; osoby praktykujące jogę, ale też osoby, które zastanawiały się, „co tam w ogóle, kuFa, robią”. Nawet trafił się jeden psychoterapeuta pracujący z osobami z uzależnieniami, który szukał dla siebie „narzędzi odciążających”. Była też osoba ze zdiagnozowanym ADHD.


Podobało mi się to, że można było przyjść wkurwionym, zmęczonym i ogólnie w stanie „nie do ludzi”, a i tak nikt nie oceniał. Nie było też konieczności odzywania się i brania czynnego udziału w ćwiczeniach z rodzaju burzy mózgów. Czy spowiadania się z prac domowych.


Na koniec każdy uczestnik otrzymał laurkę, zawierającą kilka słów od innych (wypełnialiśmy wcześniej ankietę). Ta laurka jest dla mnie tak budująca, że, kurde, no... Pokazuje, że wykonałam kawał solidnej roboty przez te 8 tygodni (i ogółem przez ostatnie lata). I co ważne dla mnie – że ludzie mnie widzą taką, jaką ja siebie widzę (lub chciałabym widzieć :)), ale przestałam widzieć przez to, że moje myśli zbłądziły. Laurka poszła na ścianę i stała się moją codzienną motywacją (i nagrodą).


  • A ile to MBCT całe kosztuje?

Ceny się wahają od 1200 zł do 1800 zł.


  • Czy mogę ćwiczyć uważność samodzielnie, bez kursu, ZA DARMO?

Jasne, jeszcze jak. Jest to dobrze opisany temat i jest też dużo materiałów, książek, w tym nagrań audio; są nawet na Spotify. Ale mam tu fajne 2 źródła:


Kursu redukcji stresu MBSR (ang.)

Kursu uważności – kierunek medytacje (pol.)


  • Jak ogólnie oceniam kurs MBCT?

Mnie pomogło. W sensie zebrałam się do kupy. Mam oczywiście momenty załamań, smutku i stresu, jak każdy człowiek, ale już tak nie pochłaniają. Częściej jednak obserwuję u siebie typowy (i ceniony przez innych – pozdro @somskia :* ) wyjebanizm.


Ale też nie należy tego rozumieć tak, że nagle ZNALAZŁA SKUTECZNY SPOSÓB NA DEPRESJĘ. LEKARZE JEJ NIENAWIDZĄ. Po prostu zyskałam narzędzia, by dalej pracować nad sobą i się rozwijać. Wyszłam też z własnej głowy i zadbałam o własne potrzeby. Bo musisz też wiedzieć, że jak nie zadbasz o 3 podstawowe filary, mianowicie: jedzenie, spanie i aktywność fizyczna, to żaden sposób na smutek, depresję, lęki czy ból d⁎⁎y nie pomoże.


Dzięki temu, co wyniosłam z zajęć, łatwiej mi było i jest odpuszczać pewne sprawy. Na przykład dedlajn nie był tak palący i szłam na siłownię, a po niej nie spieszyło mi się tak bardzo do domu, przez co mogłam spokojnie zrobić stretching lub wypić jogurt na ławce w parku. Ba, nawet rezygnowałam z siłowni na rzecz spaceru lub książki, gdy stwierdzałam, że to jest właśnie to, czego teraz potrzebuję.


To wszystko ma znaczenie, tj. te wszystkie małe decyzje. To są takie puzzle, które układasz metodą małych kroczków, aż w końcu układają się w całość. AMENT.


___


Masz pytania? Wal śmiało Mogę też polecić jakieś książki.


___


PS Jeśli ktoś dobrnął do końca, to gratuluję i dziękuję.

@ismenka oo, quality post, trafne użycie Twoich umiejętności

Ciekawy temat i chętnie puszczę sobie jakiś podcast czy rozmowę o tym sposobie pracy nad sobą. Wydaje się nieco zbieżny z tym, co sam poniekąd staram się realizować żeby nie wracać do gorszych stanów psychiki, aczkolwiek bardziej instynktownie niż rozmyślnie. Nie słyszałem wcześniej o tego typu terapii, ale oceniając po Twoim wpisie, to zdaje się być namiastką remedium na dzisiejsze tempo i, poniekąd, narzucany styl życia, co dla większości z nas ciągnie za sobą nieciekawe konsekwencje jeśli chodzi o głowę

Ciekawe ile osób nurzających się, i w efekcie oddalajacych od samych siebie, w farmakologii mogłoby w zamian skorzystać z tego typu spotkań. I nie żebym miał coś przeciw samej psychiatrii, bo bardzo dobrze że ludzie nie mają już takich oporów w sieganiu po pomoc, jednak spotkałem już ludzi dla których stało się to bardziej celem niż drogą, a to już ociera się o ćpanie. Często przez to, że wcale nie działa tak dobrze jak by mogło.

Podobnie z resztą uważam że dla alkoholików lepszą drogą ku trzeźwości są grupy wsparcia, niż wszywka. Mimo że wszywka też czasem jest potrzebna.


Ciekawy temat i na pewno zgłebię skoro sprawdziłaś na własnej skórze, kiedyś bardzo mnie takie tematy fascynowały, bo sposoby naprawiania ludzi dużo mówią o samych ludziach

<<< LITERATURA >>> Wrzucam kilka tytułów dla zainteresowanych tematyką. Są to IMO najważniejsze publikacje do rozpoczęcia praktyk związanych z mindfulness. Książek jest więcej, więc jak czujesz niedosyt, mogę coś dorzucić :))


→ Wprowadzenie do uważności i medytacji:


1. Cud uważności. Prosty podręcznik medytacji , Thích Nhất Hạnh (mega podstawy).

2. Medytacja wglądu. Praktyka wolności , J. Goldstein.

3. Życie, piękna katastrofa. Mądrością ciała i umysłu możesz pokonać stres, choroby i ból , J. Kabat-Zinn.


→ MBCT:


4. Praktyka uważności. Ośmiotygodniowy program ćwiczeń pozwalający uwolnić się od depresji i napięcia emocjonalnego , Zindel V. Segal, John D. Teasdale i inni (podręcznik skierowany głównie do osób borykających się z obniżonym nastrojem i depresją).

5. Mindfulness. Trening uważności (Jak znaleźć spokój w pędzącym świecie) , D. Penman, M.Williams (uproszczona wersja kursu MBCT).


Walka z bezsennością:


6. Pokonaj bezsenność w 6 krokach z terapią poznawczo-behawioralną, E. Walacik-Ufnal, M. Fornal-Pawłowska.

Zaloguj się aby komentować

Zacząłem obsesyjnie interesować się DMT <Dimetylotryptamina> i szyszynką w mózgu. Sen, śmierć, narodziny... i we wszystkim DMT. Mamy 2024 rok i nadal wiemy o tym tak niewiele... te wasze narkotyki to gówno w porównaniu z tym co każdy z nas ma w mózgu...


https://youtu.be/7i6XGi4Ee3Q?t=751


#ciekawostki #narkotykizawszespoko #hejtojointclub #medycyna #gownowpis

@gawafe1241

podobno jakbyś kiedyś miał tripa jak po DMT bez DMT, to się nie ciesz bo najprawdopodobniej właśnie masz przedśmiertny wyrzut DMT do mózgu w necie jest ostatnio coraz więcej materiałów na ten temat, nawet można powiedzieć robi się to modne.

natomiast w realu jedyna laska którą znam co to paliła, stwierdziła po tym że nie boi się śmierci, co akurat w jej przypadku to chyba nie dobrze. natomiast w kontekście na przykład osób terminalnie chorych mogłoby to być jakąś formą pomocy.


podrzuć w tym wątku jakbyś znalazł coś wartościowego w tym temacie. albo jak sam zapalisz to też wołaj.

Zaloguj się aby komentować

Ja to nie czaję. Praktycznie zawsze po pierwszej nocce w pracy, jak wstanę to łeb mnie nakur.... I nie wiem o co chodzi, po drugiej nocce już tak nie mam. Sen przerywany ale 3+5h więc sporo.

Odwodnienie? Wypijam dużo wody więc to raczej nie to. Ból jest taki, Że bez tabletki nie przejdzie przez cały dzień :(

No i dlaczego po jednej nocce tak mam a po drugiej już nie?

#medycyna #zdrowie

@cebulaZrosolu zmiana trybu czuwania i przeforsowanie po pierwszej nocce.

Jak idziesz na rano do roboty to wstajesz, siusiu i do roboty, potem wracasz, wyciszasz się i kimono wieczorem. A jak zmieniasz na nocki to jaki masz tryb dnia?

Zaloguj się aby komentować

Szukam informacji o operacjach zaćmy, jaskry i astygmatyzmu.


Moja mama ma rozterki co ma zrobić a lekarze nie pomagają i wprowadzają ja w błąd lub ona nie rozumie.


Nie znam sie na temacie i szukam jakichś wiarygodnych informacji jak wyglądaja szanse na powodzenie, jakie technologie są najlepsze. Czego nie mozna zrobić po operacji. Czy lepiej robić na nfz czy prywatnie itp.


Może jest tutaj ktoś kto miał w rodzinie taki przypadek i wie coś więcej lub gdzie mozna wiarygodne informacje uzyskać.


#medycyna #pytanie #kociochpyta

@CzosnkowySmok hej. Ja mogę Ci polecić klinikę prywatną profesora Szaflika. Ja miałem u niego zabieg po CSR i generalnie chyba najbardziej zasłużony i kompetentny gość w kraju. Zawsze jak np w mediach trąbią o jakiejś pionierskiej czy niwstandardowej procedurze w szeroko pojętej okulistyce, to praktycznie zawsze to mowa o nim.

Tata z jaskra, zaćma operowana rok temu. Ciężki przypadek bo dodatkowo Pex. Robione w prywatnej klinice na nfz, gość jeden z lepszych specjalistów od zaćmi w PL. Po operacji przez jakiś czas bez schylania, oszczedny tryb zycia. Pierwszy dzień po wzrok słaby, potrzeba asysty, później dużo dużo lepiej. Po ponad roku zacma wtórna, zabieg 30s, teraz wszystko ok. Co do informacji nie pomogę, ja przeczytałem cały internet łącznie z anglojęzycznymi publikacjami, ale według mnie 90% to zaufanie do lekarza.

Mavit w Katowicach ma na stronie internetowej cennik operacji zaćmy i tam wspominają o soczewkach do jaskry. Jak byś się czegoś więcej dowiedział, to zawołaj.

Zaloguj się aby komentować

W 1922 roku zespół naukowców odwiedził Toronto General Hospital, gdzie na oddziałach przebywało wiele dzieci chorych na cukrzycę. Wiele z tych dzieci znajdowało się w stanie śpiączki i było na skraju śmierci z powodu cukrzycowej kwasicy ketonowej. W związku z dużą liczbą zgonów naukowcy zareagowali szybko i przystąpili do wstrzykiwania dzieciom nowego, oczyszczonego ekstraktu insuliny. Gdy rozpoczęli wstrzykiwanie ostatniego dziecka w śpiączce, pierwsze, które otrzymało zastrzyk, zaczęło odzyskiwać przytomność. Następnie, jedno po drugim, wszystkie dzieci wybudzały się ze śpiączki cukrzycowej. We wczesnych latach dwudziestych Frederick Banting, Charles Best i John Macleod odkryli insulinę. Zarówno Banting, jak i Macleod otrzymali Nagrody Nobla w 1923 roku. James Collip odegrał kluczową rolę w udoskonaleniu insuliny, co umożliwiło jej skuteczne zastosowanie w leczeniu cukrzycy. Banting odmówił umieszczenia swojego nazwiska w patencie i zdecydował się sprzedać go Uniwersytetowi w Toronto za jedynego dolara. Uważał, że szukanie zysku na odkryciu, które ma uratować niezliczoną liczbę istnień ludzkich, jest nieetyczne. „Insulina należy do świata, nie do mnie” – powiedział.


i #ciekawostka W 2019 r. średni koszt jednego wlewu insuliny wyniósł 58 dolarów.


#medycyna #historia


x /Morbid Knowledge

13a8396b-ebbd-42c4-be7e-1c3cc8d7cb94

@radek-piotr-krasny 

>Uważał, że szukanie zysku na odkryciu, które ma uratować niezliczoną liczbę istnień ludzkich, jest nieetyczne.


Skomentował bym to do dzisiejszych czasów, ale chyba nie trzeba...

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio doszło do dość głośnego skandalu gdzie jakiś youtuber wypowiedział dość kontrowersyjną opinie na temat przyjmowania leków na depresje. Porównał tam między innymi antydepresanty do narkotyków i mówił o zagrożeniu uzależnienia od nich. Ostatecznie nawet lekarze odnieśli się i skrytykowali jego słowa.


Lekarz prostuje bzdury Roberta Pasuta. Mówił o prezerwatywach i depresji


 Leki na depresję nie uzależniają. Rzeczywiście trudno jest je czasem odstawić, zależy to od bardzo wielu czynników, natomiast nie można powiedzieć, że prowadza one do uzależnienia takiego jak narkotyki, bo jest to bzdura — stwierdził lekarz i podkreślił, żeby leków na depresję nie mylić z benzodiazepinami używanymi w leczeniu stanów lękowych oraz zaburzeń snu.


O ile nie komentuje innych, kontrowersyjnych wypowiedzi które miał on powiedzieć, tak trochę zgadzam się z jego opinią dotyczącą leków. Może nie tyle sądzę, że leki na depresje to narkotyk co stanowią w pewnym sensie wygodne narzędzie we współczesnym systemie kapitalistycznym do zmniejszania niepokojów społecznych. Chodzi mi o to, że takie problemy depresja, apatia, stres czy brak poczucie spełnienia mają w dużej mierze charakter systemowy. Niemiecki filozof i psychoanalityk, Erich Fromm wprost pisał, że współczesny późny kapitalizm ma tendencje do atomizacji i alienowania ludzi. Jednostka pracująca w monotonnej i mało satysfakcjonującej pracy w wielkim korpo gdzie czuje się tylko trybikiem w wielkiej maszynie będzie miała problem z tym by znaleźć szczęście w życiu. Takich jednostek jest dużo i nagle pojawia się piękne rozwiązanie czyli wielki przemysł farmaceutyczny który oferuje ludziom cudowne leki by mogli poczuć się lepiej.


Co więcej granica miedzy narkotykiem i lekiem zawsze miała charakter bardziej umowny niż rzeczywisty. Taki Metakwalon dla przykładu zaczynał jako lek uspokajający i na bezsenność dopóki ktoś nie odkrył, że przy odpowiednich dawkach daje też niezły odlot i zaczął być narkotykiem klubowym. Obecnie jako lek na depresje testuje się psychodeliki.


2 mln zł na badania nad psylocybiną w leczeniu depresji, bólów głowy oraz uzależnienia


Coraz większe jest zainteresowanie medycyny psylocybiną. Substancja ta może być przydatna w leczeniu depresji, klasterowych bólów głowy oraz uzależnienia od alkoholu – twierdzą polscy eksperci.


W ogólnych więc rozrachunku nie jestem fanem, takiego normalizowania leków na depresje jako jakiegoś idealnego środka na problemy psychiczne.


#przegryw #youtube #psychologia #depresja #revoltagainstmodernworld #medycyna

@PrzegralemZycie Xanax to nie jest lek na depresję tylko na stany lękowe i należy do grupy benzodiazepin o których jest mowa w wypowiedzi lekarza. Tak, benzodiazepiny są używane rekreacyjnie i mają duży potencjał uzależniający. Tylko że mówiąc o lekach na depresję ludzie mają na myśli raczej leki z grupy SSRI czy SNRI. Te grupy nie uzależniają i nie mają żadnego potencjału na używanie rekreacyjne

@M_B_A myśle że ćpapustowi właśnie o to chodziło. A, i jest coś takiego jak uzależnienie psychiczne od leku. Gdzie w pewnym momencie lekarz może nawet zacząć podawać placebo. Kolega tak miał właśnie gdy odstawiał SSRI

Poza tematem jak oglądałem kiedyś Abstra to zawsze Patus zawsze wydawał mi się jakiś dziwny, po prostu było w nim coś takiego że nigdy go nie lubiłem, nie wiem czy tylko ja tak miałem.

Zaloguj się aby komentować

Byłem wczoraj w narodowym instytucie onkologii. Pierwsze wrażenie jest takie, że to jest po prostu straszne miejsce. Jest tam po prostu zbyt wielu chorych. Przerazilo mnie to jak wielu ludzi, często w naprawdę złym stanie szukało tam pomocy. Ludzie którzy są tam pierwszy raz, snują się i szukają informacji. Nie wiedzą gdzie mają się udać, gdzie poszukać informacji. My przyjechaliśmy godzinę wcześniej i ledwo znaleźliśmy miejsce gdzie byliśmy umówieni. Brak możliwości skopiowania dokumentacji na miejscu. W cały szpitalu ani jednego ksera. W gabinecie lekarz pokopiowal sobie co potrzebował ale przed wejściem tam to był wielki problem. I są tam ludzie w naprawdę kiepskim stanie, jeden człowiek wyglądał upiornie i widać było że strasznie cierpiał. Siedział w kapturze, trzymał się za głowe a skóre miał blado czarną. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. I Ci wszyscy ludzie muszą stać w kolejkach do rejestracji, wypełniać jakieś strasznie skomplikowane ankiety, tułać się od drzwi do drzwi i jakoś dawać sobie radę. Serio bez wsparcia kogoś bliskiego, jakiegoś przyjaciela czy rodziny to nie ma szans żeby chora osoba poradziła sobie z czymś takim. Wtedy to tylko położyć się na ziemi i czekać na śmierć. Serio służba zdrowia w tym kraju jest przeciążona, mam wrażenie że to jest nie do opanowania. I to byli ludzie którzy akurat tego dnia byli umowieni na wizyty a wiadomo że nie codziennie się przychodzi na wizytę do lekarza. To jakiś horror. #medycyna #onkologia #sluzbazdrowia

Każda placówka ma dyrektora, kierownika, wydziały i administracje. Wszystkich zwolnić z miejsca i na ich miejsce zatrudnić kogoś kompetentnego. Nie po znajomości, nie bo już pracuje tam 100 lat i się zasiedział. Menadżera. Wszystko może działać, ale wtedy gdy ktoś zarządza kompetentnie. Bierze pieniądze za to co NALEŻY do jego obowiązków. Służy pacjentowi w publicznej ŚŁUŻBIE zdrowia.

@CPN24 dziwne, że żaden MENADŻER nie przyjdzie do burdelu, którego nie da się naprawić. Jak nie masz personelu bo "niech jadą", nie masz kasy lub jest ale nie na to co powinna, nie masz sprzętu, budynki się rozpadają i są kosztowne w utrzymaniu typu ogrzewanie, prąd. Nikt nie przyjdzie, żeby to naprawiać. Chyba, że ktoś z powołania, ale nie ma fizycznej możliwości, żeby to zadziałało.

Jest jeszcze opcja stworzenia w 100% prywatnej ochrony zdrowia i tam po prostu 80% pacjentów nie przyjdzie ze względu na brak kasy i umrą po cichu w domu.


Tak wygląda ta smutna rzeczywistość.

Jak mój tata leżał na onkologii to w jego sali na 4 albo 5 dorosłych mężczyzn (wszyscy po poważnych operacjach przewodu pokarmowego) przypadał tylko jeden mobilny stojak na kroplówkę. Każdy z panów miał żywienie dojelitowe, które strasznie długo trwa, zalecenie spacerowania, a ruszyć się z łóżka mógł tak naprawdę tylko ten jeden, który akurat miał przy sobie ten stojak... Nie dość, że człowiek walczy ze śmiertelną chorobą to jest niewolnikiem łóżka szpitalnego i ofiarą systemu (brak takich rzeczy to wyłącznie efekt niedofinansowania lub niegospodarności), gdzie nie może z godnością nawet samodzielnie pójść do łazienki.

Dexiu szacun za wytrwałość.

Ja bym na twoim miejscu już chyba siedział za pobicie, albo nie wiem co, ale jak znam swoją porywczą naturę, to włosy bym rwał z głowy garściami.

Nie wiem wszystkiego, co tam się z twoja psychiką dzieje, ale myślę że skoro masz jeszcze ochotę w ogóle cokolwiek pisać w tym temacie, to znaczy że się trzymasz.

Współczuję całym sercem, tobie i każdemu kto przez takie coś musi przechodzić.

Nie ma nic gorszego od patrzenia, jak ukochana osoba cierpi.

Już lepiej samemu chorować.

@Gepard_z_Libii Co mogę powiedzieć. Aktualnie jakoś sobie z tym radzę. Antydepresanty działają. Ja mogę skupić się na działaniu. Dzięki lekom nie czuje cierpienia. Oby działały, a ja już sobie to jakoś wszystko poukładam. Ale mam takie poczucie że te leki to taka bariera a za nią jest po prostu pożar cierpienia. Nie chcę żeby ta zapora puściła bo jak już poczułem się normalnie to nie chcę wracać na tamtą mroczną stronę. Mój organizm się uspokoił. Tylko budzę się nad ranem bo dnia mi się te rzeczy związane z rakiem. Ale to jest nieporównywalnie lepsza sytuacja niż była. Zrobię co mogę żeby pomóc ojcu i rodzinie. A nie będę robił sobie wyrzutów o coś co ode mnie nie zależy. Teraz mogę lepiej panować nad swoimi myślami i uczuciami. Mój umysł stał się dla mnie łatwiejszy do kontroli. Wcześniej nie przyjmował logicznych wyjaśnień i pozytywnych myśli. Wszystko wywoływało ból i cierpienie. W zasadzie mam poczucie że zacząłem nad sobą panować.

@DexterFromLab Dobry ruch z tymi lekami.

Mam zdanie ze nawet jakby tabletki były szkodliwe, to jednak stres i brak snu jest dużo bardziej destrukcyjny.

Przejdziesz przez to i będziesz jeszcze silniejszy.

Zreszta komu ja to piszę, wiesz jak jest


Trzymaj się tam brachu, całe Hejto jest z tobą.

Zaloguj się aby komentować