Od 2 kwietnia 2025 roku Wielka Brytania wprowadza dla obywateli Polski oraz całej Unii Europejskiej obowiązek posiadania ETA (Electronic Travel Authorisation). ETA to nic innego jak zezwolenie wydawane online, bez którego nie przekroczymy już granicy z Wielką Brytanią.
Pozwoliłem sobie przygotować poradnik, który znajdziecie u mnie na blogu o tym, jak wypełnić ten dokument. Chociaż w sumie jest to całkiem proste. Zapraszam do artykułu
Kilka słów o ETA:
- Aktualnie kosztuje 10 funtów
- Jest wydawana na 2 lata lub do czasu ważności Waszego paszportu
- Musisz ją mieć podróżując do Wielkiej Brytanii
- Nie musisz mieć ETA, gdy masz tylko transfer na lotnisku i nie opuszczasz strefy tranzytowej
- ETA upoważnia do wielokrotnego wjazdu w trakcie jej ważności
- ETA jest przypisana do numeru paszportu
- Wniosek można złożyć przez aplikację na telefon lub przez stronę
Jeśli ktoś wybiera się do Irlandii Północnej ( taki trzeci świat w UK ), a będzie lądował w Dublinie ( Republika Irlandii ), to spokojnie może przyjechać bez ETA
Mnie się podobało, zwłaszcza, że podczas czytania, przez większość czasu przebywałem w Londynie, niedaleko Elephant and Castle (pojawia się w książce) w czarnej dzielnicy.
Tak, kolor skóry jest tutaj ważny. Czy najważniejszy? Nie.
Dzięki książce można spojrzeć na historię Zjednoczonego Królestwa z innej perspektywy.
Wiem jednak, że nie wszyscy byli w stanie ją przeczytać, uznająć za nudną. Nie jest to zatem książka dla każdego.
Zastanawiałem się o co chodzi z tym muralem. Okazało się, że ma on intersującą warstę symboliczną.
Po pierwsze Diana stylizowana jest na Mary Poppins. Po drugie, dzieci u jej stóp to najpewniej jej wnuki, których nigdy nie poznała. Po trzecie ma torebkę Harrodsa, co nawiązuje do jej związku z Dodim Al-Fayedem, synem ówczesnego właściciela tego domu towarowego.
Po czwarte obok znajduje się napis, który przeoczyłem: "You can be as naughty as you want just don't get caught". Ona chyba dała się złapać, czy może to jej rada dla dzieci?
Różnorakie dziś kurioza widziałem, choć spodziewałem się więcej - inne miałem wyobrażenia. Londyńskie Muzeum Historii Naturalnej, podobno największe na świecie.
Sam budynek robi olbrzymie wrażenie - stylizowany trochę jak średniowieczna katetdra jest świątynią natury 😋
Tłumy bez porównania mniejsze niż w British Museum.
W londyńskim muzeum największe wrażenie zrobiła na mnie wystawa ewolucji słoni, zwłaszcza różne warianty ciosów. Do dziś nie jest pewne jaka dokładne była ich funkcja na przestrzeni ewolucji biorąc pod uwagę dziwaczne kształty.
Dziś British Museum. Według obsługi były pustki (przynajmniej tak pracownicy mówili). Według mnie tłum taki, że się nie można było ruszyć. Azjaci chyba przyjechali odebrać swoje skarby. A mają co odbierać 😳
Jestem przytłoczony ogromem artefaktów i rozmachem architektury. A w kilku muzeach na świecie już byłem 😉
Brytyjczycy rozkradli pół świata. Grabili wszystko. Taka prawda.
Ujebalem brittish museum, muzeum historii naturalnej oraz science museum w jeden dzien. Bo mi sie samolot kur#@ 4 godziny spoznil. Tak czy siak polecam. A londyn zwiedzilem z buta po wysiadzce na stacji centralnej idac do hotelu w south kensinghton.
Rozpoczynam zwiedzanie Londynu. Przyleciałem dziś z rodzinką, zajęliśmy kwaterę, zrobilismy zakupy. I jak na razie, mogę stwierdzić jedynie, że to czarne/kolorowe miasto. Białych praktycznie nie ma 😳 Nawet kiedy bylem w Stanach, w bardzo czarnych miejscach: Floryda i Luizjana, to proporcje były inne. Tego się nie spodziewałem. Może to taka okolica, ale dla mnie i tak trochę szok.
@adamszuba każda dzielnica Londynu to państwo w państwie. Jak wylądowałeś na stratford, to tak, białych nie ma. Witamy na wschodzie. Podobnie niektóre dzielnice Croydon. Za to jak trafisz inaczej, to poczujesz się jak w Polsce.
Czy znalazłyby się jakieś odważne osoby na spotkanie #hejtopiwo w Londynie (lub gdzieś w UK)? Jakiś czas temu zauważyłem, że kilku z nas klika zza granicy, w tym część z UK, więc może jest na to jakaś szansa? Z relacji osób, które uczestniczyły w podobnych spotkaniach w Trójmieście, Katowicach i Warszawie, wyglądało to naprawdę dobrze!
Mam pytanie do osób mieszkających na szeroko pojętym zachodzie. Jak wiadomo, usługi (nawet w stosunku do zarobków) są tam drogie. I tu pytanie - czy jest na usługi popyt czy ludzie korzystają tylko z takich co muszą?
Chodzi mi o stomatologię (nie leczenie bo boli, tylko cała reszta), sprzątanie w domach i firmach, agencje web + cała ta otoczka od wizytówek po aplikacje, coaching i rozwój, psychologia, kosmetyczki, jeżdżenie taksówkami a nie komunikacją i inne?
Macie jakieś przemyślenia jak wygląda u was rynek usług?
Ale jak to wygląda dla typowego imigranta z Polski? Mieszkając w Polsce nie myślę o komunikacji miejskiej tylko wskakuje w bolt/uber bo ceny to ~3 razy drożej niż komunikacja miejska.
@tosiu Bawaria - inne podejście do takich rzeczy niż w Polsce -niby drogo, ale po coś się te pieniądze zarabia. Normalnie jakieś plomby robię tutaj i zazwyczaj kasa chorych pokrywa część, pokrywała by pewnie całość ale zazwyczaj biore lepsze wypełniacze, a do tych trzeba dopłacić tak ze stówkę. Ziomek w pracy miał kilka lat temu naraz trzy zęby do leczenia kanałowego - 11 tysięcy euro zapłacił, ja z takim czymś to już bym poleciał do Polski i chyba ludzie czasem szukają opcji zagranicą. Rok temu za leczenie kota na koci katar wydałem prawie 3 tysiące euro - 4 zęby do usunięcia, zestaw badań, znieczulenia, antybiotyki , przeciwbólowe do domu, potem przeciwzapalne, kontrole itd, no uzbierało się. Na operację jak już było słabo czekaliśmy 10 dni bo sala operacyjna była wybukowana i same pilne przypadki - więc raczej ludzie korzystają.
Niemcy na większość takich rzeczy biorą po prostu ubezpieczenia, natomiast na takie inne typu wydatki na auto po prostu się ma więc nikt tego nie traktuje jak coś nadzwyczaj drogiego. Tak więc popyt jest, przegląd w ASO Jeepa muszę 6 tygodni wcześniej rezerwować. Doradcy podatkowi często nie chcą przyjmować nowych klientów bo się nie wyrabiają.