#literatura

10
682

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą: każdy stanowi ułamek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.


Ernest Hemingway, Komu bije dzwon


#cytaty #literatura

bori userbar

Zaloguj się aby komentować

300 + 1 = 301


Tytuł: Dzieje

Autor: Herodot z Halikarnasu

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich

Format: e-book

ISBN: 978-83-04-04575-0

Liczba stron: 763

Ocena: 9/10


Czytanie tej pozycji zajęło mi dużo czasu. Powodem jest mnogość faktów, nazw, opisów, które dla mnie zainteresowanego starożytną Grecją nie mogły zostać pominięte i sprawdzałem je na bieżąco w innych miejscach. Co przedstawiają Dzieje? W centrum jest oczywiście konflikt grecko-perski z początków V wieku p.n.e. Ale to nie wszystko, to swoista księga, ujmująca multum aspektów ówczesnego świata, geografię, etnologie i zwyczaje wszystkich znanych Grekom ludów i narodów, z uwzględnieniem ich wcześniejszej historii, wierzeń czy nawet kultury praktyk seksualnych.


Wielkość Herodota to oczywiście przypisana mu rola pierwszego historyka w historii, chociaż uczciwiej było by powiedzieć protohistoryka. Dzieło jego polega na zbieraniu opowieści od osób, które były wiarygodne by o czymś zaświadczyć. O geografii i ludach od żeglarzy, o historii starożytnego Egiptu od egipskich kapłanów, o szczegółach bitew od ich żyjących uczestników. Często przytacza kilka opowieści o tym samym wydarzeniu, różniących się od siebie, a rozsądzenie która jest bardziej wiarygodna pozostawia czytelnikowi. Jednak te historie obfitowały w wydarzenia magiczne, mityczne. Chociaż co ciekawe Herodot nie zawsze im daje wiarę, wykluczając te najbardziej absurdalne, to też przytacza uznając jako wiarygodne i ważne takie sytuacje jak rozstrzygnięcia wyroczni lub czy ofiary złożone przez wodzów armii wypadły pomyślnie czy niepomyślnie. To w oczywiście oddala go od historyka w powszechnym znaczeniu, ale jego następcy będą się coraz bardziej do tej definicji zbliżać.


To co jest tutaj wybitne na skalę historii świata, to zastosowanie krytycznego myślenia oraz obiektywizmu. Jako Grek nie oddala się od przytaczania faktów, które stawiają ich w złym świetle. Jednocześnie zachowuje dokładność i rzetelność przy opisie przecież arcywroga czyli Persji, wskazując na mądrość ich przywódców czy waleczność perskich wojsk. Jest to widoczne w całym dziele, ale jednocześnie nie jest to stwierdzenie absolutne i z pewnością są miejsca gdzie ten obiektywizm można podważyć.


Takie bezstronne przedstawienie jednej i drugiej strony konfliktu da się zauważyć w greckiej cywilizacji już u Homera. Nie szczędził przecież pozytywnych opisów pod adresem Trojan czy Hektora, a przytaczał fakty, które stawiały w złym świetle Greków, jako nierzadko skłóconych. Przedstawienie historii przez Herodota może być też nazwane jako homeryckie, ze względu na styl pisania Dziejów, zachowanie epickiego rozmachu czy tworzenie napięcia, rozstrzyganie go. Z tego powodu nie jest to suche dzieło historyczne ale jak najbardziej literackie.


#bookmeter #literatura #klasykabiandri

79df1323-bb19-42ab-8f56-7340fdbcdfb5

@abiandri Dzieje są tak topornie i chaotycznie napisane, że się to ciężko czyta. Styl Herodota jest dość gawędziarski, nie powiem. Ale żeby temu dawać 9/10?

@l__p Lekko się nie czyta, ale jak na V wiek robi wrażenie, a ocena też za właśnie znaczenie tego dzieła i to co wymieniłem w opisie.

Zaloguj się aby komentować

298 + 1 = 299


Tytuł: Piętno

Autor: Przemysław Piotrowski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 461

Ocena: 6/10


Moje pierwsze zetknięcie z kryminałami tego autora ale jak najbardziej na plus. Na pewno nie arcydzieło gatunku ale przyzwoita lektura.

Żona znanego lekarza z Zielonej Góry zgłasza jego zaginięcie a kilka dni póżniej na dwóch zielonogórskich bachusikach zostają znalezione owinięte ludzkie jelita a zapis z monitoringu wskazuje na zaginionego lekarza jako sprawce. Dodatkowo poszukiwany lekarz jest sobowtórem warszawskiego komisarza policji Igora Brudnego. Wygląda na to że panowie mogą być braćmi bliźniakami tym bardziej że inspektor spędził dzieciństwo w zielonogórskim sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. i było to nieszczęśliwe i bardzo traumatyczne dzieciństwo. Brudny dołącza do zespołu śledczego ale, jak to bywa z tego typu bohaterami, na własnych zasadach. Książka spełnia warunki dobrego kryminału, może kilka rzeczy mnie raziło ale nie odbierając przyjemności z lektury. Drugi tom już się czyta.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

6c6f03a5-873f-4f43-9409-8d27b1c4eae0

@bojowonastawlonaowca Chyba potrzebujemy pomocy z poprawieniem liczników w ostatnich postach, bo skrypt średnio ogarnia 2 osoby wrzucające recenzje w tym samym/podobnym czasie. Ta książka ma numer 299

@serotonin_enjoyer już wcześniej widziałem, że skrypt nadaje numer po kliknięciu dodaj post i nie sprawdza później, dlatego piszę sobie w innym toolu i do niego tylko przeklejam ;)

Zaloguj się aby komentować

297 + 1 = 298


Tytuł: Wojna wilka

Autor: Bernard Cornwell

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Otwarte

Format: audiobook

Liczba stron: 488

Ocena: 6/10


Ten tom jak dla mnie najsłabszy z cyklu. Przez pół książki niewiele się dzieje. Uhtred daje się wciągnąć w niepotrzebny pościg za fałszywym księciem a tym czasem wróg atakuje z innej strony i bohater traci bardzo bliską osobę, później musi dokonać zemsty akcja trochę rusza i książka wskakuje na normalny znany z reszty cyklu poziom. Tym razem przeciwnikiem sześćdziesięcioletniego już Uhtreda jest Norweg Skoll ze swoją armią wojowników wilków, wprawiających się w szał bitewny maścią z lulka.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

2431019d-c2a0-47ed-b090-b511155541b4

Zaloguj się aby komentować

295 + 1 = 296


Tytuł: Oni

Autor: Joanna Opiat-Bojarska

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Słowne

Format: e-book

Liczba stron: 350

Ocena: 5/10


Taki sobie kryminał oparty na historii polskich kanibali znad jezior Osiek. Główny bohater, znowu nie neurotypowy chłopak mieszkający z ojcem. Jego świat się wali gdy ojciec zostaje zaaresztowany pod zarzutem morderstwa popełnionego jakoby przed laty. Kosma razem z córką innego współoskarżonego prowadzą swoje śledztwo żeby oczyścić swoich ojców z zarzutów. Można przeczytać, można sobie darować


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

0f69c4bd-f32c-49b6-9f65-fcc2aabb5702

Zaloguj się aby komentować

293 + 1 = 294


Tytuł: Dziwna Sally Diamond

Autor: Liz Nugent

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Znak

Format: e-book

Liczba stron: 384

Ocena: 5/10


Nie wiem skąd takie dobre recenzje tej książki na LC bo jak dla mnie to takie czytadło. Główna bohaterka to dorosła ale na pewno nie neurotypowa kobieta, która po śmierci swojego adopcyjnego ojca jego ciało wyrzuca na śmietnik i pali. Nie dlatego że go nie kochała czy nie szanowała ale dlatego że kiedyś w rozmowie powiedział że może tak zrobić bo jemu i tak już będzie wszystko jedno. Sally ma dużo cech ludzi z zespołem Aspergera, nie rozumie przenośni, żartów. Nie odczytuje emocji innych ludzi więc nie rozumie kiedy mówiąc coś co dla niej jest po prostu faktem, może zranić lub obrazić inną osobę. Gdy prawda o tym co zrobiła Sally z ciałem ojca wychodzi na jaw koło niej robi się głośno i zaczynają wychodzić fakty z jej życia o których ona sama nie miała pojęcia. I teraz uwaga będzie spojler:


! Najważniejszy z nich to to, że jej biologiczna matką była dziewczyna, która została porwana i uwięziona przez pedofila i urodziła Sally w niewoli. Po tym jak zostały uwolnione a jej dziadkowie biologiczni nie chcieli przyjąć wnuczki z gwałtu pod swój dach a jej matka umiera trafia pod opiekę psychiatry który pracował z jej matką i jego żony. Oczywiście w trakcie czytania dowiadujemy się coraz większej ilości faktów z życia bohaterki zarówno sprzed adopcji jak i pewnych faktów z jej życia u adopcyjnych rodziców które rzucają trochę inne światło na to jakie były rzeczywiste fakty. Jest też wątek kryminalny bo w jakimś czasie po śmierci ojca Sally dostaje pocztą przytulankę, którą rozpoznaje jako swoją, zna jej imię a nie wiadomo kto jest nadawcą a wiadomo że porywacz jej matki nigdy nie został złapany. Koniec spojlera


Wszystko to zapowiada się jako dobry materiał na bardzo mroczny thriller. No ale otóż nie. Książkę czyta się jak zwykłą obyczajówkę o nudnym życiu zwykłych ludzi. Brak jakiejś głębi psychologicznej sprawia że o tych wszystkich strasznych rzeczach czytamy jakby to w sumie nie było nic takiego. Nie wiem jak się udało autorce tak strywializować problem porwania, pedofilii, znęcania się, i tego jaki to wszystko ma wpływ na psychikę osób których to dotyka. I żeby była jasność nie chodzi o to że w książce jest za mało makabry - chodzi o to że jest ona opisana jak szara codzienność z jakaś taką lekkością (nie nie jest to taki zabieg stylistyczny żeby coś podkreślić), że nie robiło to na czytelniku (w mojej osobie) wrażenia. Trudno mi nazwać swoje odczucia ale jak dla mnie czegoś ewidentnie tej książce brakuje. Nie czuć że którakolwiek postać z książki przeżyła jakiś dramat a raczej że no takie trochu ciężkie życie mieli. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

3d8969ab-a75f-4a04-ab78-687bfcac7c30

Zaloguj się aby komentować

Cały ten #paragraf22 podoba się dla mnie coraz bardziej


Milo na ministra finansów! Albo może lepiej nie? XD


#cytaty #literatura #czytajzhejto

66d0bf0d-581f-4a96-9021-b4a021b4c44f

Paragraf 22 to jest dla mnie arcydzieło humoru. Dodam że Milo zorganizował ..., oczywiście wszystko dla dobra syndykatu. A historia z gościem który widział podwójnie będzie mnie bawić nawet przy setnym czytaniu.

@Kronos czytam po raz pierwszy. I najgorsze w tej książce to ci, którzy to już czytali i z lubością spoilerują ile wlezie xD

(Masz szczęście, że obie te rzeczy za mną, ale nadal to nie zachęca nowych osób do lektury!)

Zaloguj się aby komentować

292 + 1 = 293


Tytuł: Chłopki. Opowieść o naszych babkach

Autor: Joanna Kuciel-Frydryszak

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Marginesy

ISBN: 9788367674317

Liczba stron: 494

Ocena: 6/10


Książka była już tutaj recenzowana dużo razy. Od siebie tylko dodam że początek mi się czytało bardzo dobrze, fakty z tej książki nie były dla mnie jakimś szokiem bo moja mam urodziła się przed wojną na wsi i z jej opowieści miałam już niejakie pojęcie jak wtedy życie kobiet na wsi wyglądało. Książka uszczegółowiła i doprecyzowała to moje wyobraźenie. Dowiedziałam się z niej wielu ciekawych faktów i w kilku miejscach dała mi do myślenia. Natomiast przez końcówkę już trochę brnęłam. Ale ogólnie książka warta tego żeby się z nią zapoznać.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta


P. S Przepraszam zaciągnęło mi i osadziło okładkę z czyjejś recenzji bo dane książki zaciągałam z aplikacji i nie bardzo wiem jak to teraz po publikacji zmienić

2ef254d0-dfa2-40e0-9cbc-51484ca8ada0

Zaloguj się aby komentować

289 + 1 = 290


Tytuł: Łódź Ulissesa czyli Siedem lat i osiemnaście godzin z Jamesem Joyce'em w Dublinie i nie tylko

Autor: Maciej Świerkocki

Kategoria: językoznawstwo, nauka o literaturze

Wydawnictwo: Officyna

Format: e-book

ISBN: 9788366511446

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10


Wczoraj wrzucałem recenzję niestrawnego dla wielu "Ulissesa", a dziś kolej na powiązaną z nim książkę (o której wspomniałem w tamtym wpisie), która jest znacznie przyjemniejsza w lekturze i zdecydowanie bardziej przystępna.


“Łódź Ulissesa” to książka, będąca dodatkowym rezultatem zmagań Macieja Świerkockiego z przekładem “Ulissesa” na język polski. Otrzymujemy w niej zarówno pewien wgląd w pracę tłumacza, jak i omówienie treści poszczególnych rozdziałów, tak ażeby czytelnik mniej więcej mógł zrozumieć o co u Joyce’a chodzi. Z tego też względu jest to świetna lektura uzupełniająca przy czytaniu “Ulissesa” i to nawet niekoniecznie w tłumaczeniu autora. Znaczną część “Łodzi Ulissesa” stanowi “tłumaczenie się z tłumaczenia” i międzyprzekładowa komparatystyka w oparciu o rezultat pracy Macieja Słomczyńskiego (pierwszego tłumacza “Ulissesa” na nasz język).


Przyznać trzeba, że Maciej Świerkocki wykonał tytaniczną pracę, walcząc z ulissesową gmatwaniną. Doceniam więc, że nie ograniczył się do samego przekładu, ale napisał też świetny przewodnik, pozwalający wzbogacić czytelnikowi lekturę “Ulissesa” i lepiej go zrozumieć. Książka ta (zwłaszcza, jeśli pomijać pierwsze części rozdziałów, skupiające się na książce Joyce’a i czytać tylko te fragmenty, które na przykładach konkretnych zdań opowiadają o translatorskich rozterkach) z pewnością będzie też ciekawą lekturą dla osób, zainteresowanych językiem angielskim.


Polecam.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

d66fcfad-f91d-486e-bc3e-36b9d46008ff

@informatyk Co ten Ulisses jeszcze napisze, jak dalej tak będzie chodził po Łodzi? xD

A jak pojedzie do Sosnowca?

A serio, to wyrazy podziwu za wgłębianie się w temat. Chociaż nutą masochizmu też powiewa

@Michot no proszę, wykryłeś dwuznaczność jak rasowy czytelnik Joyce'a, bo książka ta została wydana właśnie w Łodzi.


Nie no, masochizm to by był, gdyby mi to jakąś przyjemność sprawiało, a ja po prostu dzielę swoje lektury na te rozrywkowe i te, z których chcę wynieść coś innego (przy nich też czasami się dobrze bawię, ale nie zawsze, dlatego w takich sytuacjach mam na podorędziu jakąś lżejszą pozycję, którą podczytuję sobie w trakcie, niekiedy np. idąc liczbą stron albo procentowo łeb w łeb).

Zaloguj się aby komentować

284 + 1 = 285


Tytuł: Ulisses

Autor: James Joyce

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Officyna

Format: książka papierowa

ISBN: 9788366511958

Liczba stron: 784

Ocena: 5/10


Od kiedy pierwszy raz zobaczyłem “Ulissesa” na półce mojego taty, była to dla mnie książka w pewien sposób intrygująca. Wiedziałem o niej tylko tyle, że opisuje wydarzenia z jednego dnia, co w połączenia z kosmiczną (zwłaszcza dla małego dziecka) grubością tego dzieła, wydawało się co najmniej zadziwiające. Później dotarły do mnie też słuchy o rzekomej trudności tej książki; nie mogłem więc oprzeć się pokusie, by w końcu po największy twór Jamesa Joyce’a sięgnąć.


“Ulisses” to jeden wielki eksperyment, trudno więc nie potraktować go inaczej niż jako czytelnicze wyzwanie. Można zadać sobie pytanie, czy jest ono w ogóle warte podjęcia - ja uznałem, że tak, chociażby ze względu na odniesienia do tej książki w innych dziełach. Jak zatem rozpoczęć tę przygodę? Otóż okazuje się, że jest to lektura, które wymaga od czytelnika pewnego przygotowania, o ile oczywiście chce on uniknąć nerwów i frustracji. To niemal całkowicie afabularna książka, do której najlepiej nie podchodzić samodzielnie, ale ostrożnie zbliżyć się wraz z przewodnikiem.


Na szczęście w XXI wieku mamy do nich dość łatwy dostęp. Jest na przykład świetna strona Ulysses Guide, która dokładnie streszcza każdy z rozdziałów. W języku angielskim zostało już opublikowanych kilka przewodników po “Ulissesie”, a na naszym polskim podwórku, na którym od niedawna mamy już dwa tłumaczenia tego dzieła (Maciej Słomczyńskiego, z roku 1969 oraz nowe - Macieja Świerkockiego z roku 2021), istnieje między innymi taka książka jak “Łódź Ulissesa”, w której autor najnowszego polskiego przekładu opisuje swoje zmagania z Joycem oraz tłumaczy czytelnikowi niektóre zawiłości tej powieści.


Istnieje też coś takiego jak schematy - Gilberta oraz Linatiego - które zostały przygotowane przez samego Joyce’a i które rzucają nieco światła na zawartość poszczególnych rozdziałów. Jest to jednak dość niewielki zbiór wskazówek (dla każdego rozdziału określony został jego kolor, symbole, postacie, czas i miejsce wydarzeń, część ciała itd.), przez to dla przeciętnego czytelnika raczej nie będzie to wystarczająco pomoc.


Największa trudność “Ulissesa” polega najczęściej na tym, by w ogóle zorientować się co właśnie czytamy - czy jest to czyjaś wypowiedź (czyja?), czyjeś myśli (czyje?), a może wtrącenie narratora. Zmiana od jednej formy przekazu do drugiej jest tutaj bardzo płynna i na ogół niczym nie wyróżniona (mamy tu często do czynienia z tzw. mową pozornie zależną).


Osobiście próbowałem dwóch podejść - najpierw samodzielne czytanie rozdziału, a później zapoznawanie się ze streszczeniem (m.in. ze wspomnianej już “Łodzi Ulissesa”), jak też odwrotnej kolejności. Wydaje mi się, że zwłaszcza przy końcowych, a więc najdłuższych, fragmentach powieści, lepiej sprawdził się u mnie ten drugi sposób.


Do lektury wybrałem nowy przekład i wydaje mi się, że jest to nieco trudniejsza w odbiorze (choć może za to bogatsza znaczeniowo) wersja niż ta autorstwa Słomczyńskiego. Tłumacz starał się oddać jak najwięcej gier słownych, aluzji i nawiązań, które Joyce ukrył w swoim tekście, podczas gdy Słomczyński w analogicznych sytuacjach zdaje się stawiać na bardziej zrozumiałe i dosłowne tłumaczenie. W rezultacie są miejsca, które wydają mi się niepotrzebnie skomplikowane, choć muszę przyznać, że istnieją też takie fragmenty, gdzie Świerkocki rzeczywiście wydaje sobie radzić lepiej z tłumaczeniem pewnych joyce’owskich dwuznaczności.


Żeby nie być gołosłownym, posłużę się kilkoma przykładami, o których sam Maciej Świerkocki wspomina w swojej książce “Łódź Ulissesa”.

  • Joyce: My will: his will that fronts me. Seas between

  • Słomczyński: Moja wola: jego wola przeciwna mojej. Pomiędzy nimi oceany

  • Świerkocki: Mój Will, moja wola; jego Will, jego wola w konfrontacji z moją. Dzieli nas morze.


I drugi przykład:

  • Joyce: as they drank in jocoserious silence Epps’ massproduct, the creature cocoa

  • Słomczyński: gdy pili w żartobliwie-poważnym milczeniu masowy produkt Eppsa, owo kakao stworzenia

  • Świerkocki: kiedy w żartopoważnym milczeniu popijali niczym wino mszalne dostępny tak powszechnie jak święty Kościół produkt Eppsa, kakao krzepiące duszę i ciało


Nowe tłumaczenie zatem w wielu miejscach opisowo wręcz przekłada owe dwuznaczności i aluzje obecne w oryginale, co z jednej strony może i bardziej przybliża czytelnika do tego, co siedziało w umyśle Joyce’a, a z drugiej czyni lekturę jeszcze bardziej wymagającą.


W każdym razie, dobrze, że obecnie mamy już dwa polskojęzyczne tłumaczenia “Ulissesa” - tak naprawdę żadne z nich w pełni nie oddaje tego, co oryginał (zwłaszcza, że jest to książka, w której bardziej niż o fabułę chodzi właśnie o formę, język), więc w pewien sposób mogą się uzupełniać (zakładając istnienie szaleńców, sięgających po obie wersje).


Przejdźmy jednak co samej książki. Fabuła? Opowieść o “zwyczajnym dniu” trojga bohaterów (Leopolda Blooma - Ulissesa, Stephena Dedalusa - Telemacha, Molly Bloom - Penelopy) oraz miasta, w którym żyją (Dublin). Innymi słowy, rozgrywająca się codziennie na nowo odyseja, sprowadzona do przyziemnych spraw. Nawiązań do Homera jest tutaj sporo, ale większość z nich to szczegóły i subtelności (często przy tym ironiczne), bynajmniej nie będące łatwymi do spostrzeżenia. Na przykład: nieokrzesany irlandzki nacjonalista, to odpowiednik cyklopa Polifema, a kiedy Bloom uderza się o kredens po wejściu do domu, może to nasunąć czytelnikowi skojarzenie z Odyseuszem trafionym przez Antinoosa podnóżkiem w bark.


Jeśli chodzi o zawartość poszczególnych rozdziałów (oczywiście, zapewne dla utrudnienia, Joyce usunął z ostatecznej wersji “Ulissesa” nazwy rozdziałów, chociaż wszyscy komentatorzy ich wciąż używają, więc trzeba je sobie samodzielnie odnaleźć i pozaznaczać, gdyż nie tylko nie mają one tytułów, ale nie są nawet obecne w spisie treści), oto te bardziej nietypowe na tle pozostałych:

  • Eol - szereg scen, które razem wzięte generują filmowe skojarzenia. Obserwujemy różne krótkie wydarzenia, dziejące się w redakcji gazet, dla których pracuje Bloom. Nie podążamy jednak za głównym bohaterem, tylko zostajemy w miejscu, natomiast Bloom opuszcza redakcję i wraca do niej dopiero po jakimś czasie. Przyznam, że spodobał mi się ten zabieg narracyjny.

  • Woły Słońca - dość trudna lektura, ale całkiem interesująca. Styl narracji zmienia się, obrazując rozwój angielskiej literatury. Tutaj zatem przeczytamy zdanie takie jak “A u drzwi domu onego z nadejściem nocy wraz wędrowiec jakowyś stanął“, by kilka akapitów później natknąć się na zupełnie już inny styl: “Powróćmy jednak do pana Blooma, który po swoim pierwszym wejściu zainkasował kilka zuchwałych drwin”.

  • Kirke - jeden rozdział, który ma długość porównywalną z łączną długością pierwszych ośmiu rozdziałów - bo dlaczego by nie? I na dodatek formę dramatu. Ten rozdział doprowadza absurd w “Ulissesie” do ostatecznych granic. Występują tu prawie wszystkie postacie. które pojawiły się we wcześniejszych fragmentach, głos mają również przedmioty, a dzieją się rzeczy prawdziwie niestworzone - Bloom zostaje matką i rodzi kilkoro chłopców, zmienia płeć (i to nie raz), czyni cuda w stylu “chodzi po pajęczynie, zakrywa sobie lewe oko lewym uchem, przechodzi przez kilka ścian”. Ten rozdział ma taki faustowski vibe, czyli absolutny chaos i nonsens. Chociaż wielu joycologów potrafi się w tych obrazach doszukiwać czegoś sensownego, to ja bynajmniej nie zostałem oczarowany przez Kirke.

  • Itaka - to z kolei mój ulubiony rozdział, zbudowany w stylu pytań i odpowiedzi (narracja nazywana “matematycznym katechizmem”). Dużo liczb i całkiem dużo humoru zbieżnego z moim jego poczuciem.

  • Penelopa - słynny monolog (strumień świadomości) Molly Bloom. Na pewno kontrowersyjny i nowatorski w swoich czasach, obecnie już tak oczywiście nie szokuje. Rekordowe długie zdania (ok. 2500 słów), brak znaków interpunkcyjnych, ale mimo to całkiem prosty do zrozumienia. Treść? Cóż… po tym jak przeczytałem co nieco o prywatnej korespondencji Joyce’a, to nie pozostaje nic innego niż skwitować to krótkim stwierdzeniem - jaki autor, taka treść.


Pozostałe rozdziały też oczywiście mają swoje dziwactwa i mało mają wspólnego z typową narracją, jaką spotkamy w większości książek. “Ulisses” jest labiryntem, gąszczem, przez który trzeba się przedzierać i w którym mnóstwo jest detali, które łatwo pominąć. Gdyby nie równoległa lektura “Łodzi Ulissesa”, z pewnością nie miałbym pojęcia nawet o nikłym ich procencie (bo kto normalny sam wywnioskuje np. ów niesamowity zamysł autora, polegający na tym, że brakująca litera w jednym słowie na stronie X ma związek z inną celową literówką na stronie X+500).


Ten ostatni przykład jest też chyba dobrym zobrazowaniem tego, że Joyce, tworząc “Ulissesa”, aspirował do napisania wielkiego dzieła, irlandzkiego eposu, który przez stulecia będzie analizowany przez innych. Nie da się ukryć, że ego tego pisarza, było ponadprzeciętnych rozmiarów. Przyszłość pokazała, że choć książka doczekała się pewnego grona oddanych zwolenników, to posiada też niemałą grupę zatwardziałych krytyków. Osobiście całkiem spodobał mi się fragment korzystnego dla Joyce’a wyroku, w którym sędzia pozwolił na rozprowadzanie “Ulissesa”, gdyż “przy całej swojej nieobyczajności, plugastwie i sprośności, nie może on posłużyć jako środek pobudzający erotycznie - przeciwnie, wywołuje raczej odruchy wymiotne” (cyt. za “Łódź Ulissesa”).


Kończąc już tę przydługawą opinię (chyba nieco udzielił mi się klimat lektury), muszę stwierdzić, że jest to książka, którą bardzo mi ocenić. Czy czytało się ją przyjemnie? Nie, ale nawet tego nie oczekiwałem. Czy jest tu ciekawa fabuła? Nie. Czy zgadzam się z upstrzonym licznymi bluźnierstwami religijnymi wydźwiękiem powieści? Nie, zdecydowanie nie. Czy jest to ciekawy literacki eksperyment? Tak, z całą pewnością. Czy była nowatorska jak na swoje czasy? Jak najbardziej. Czy powieść jest skomplikowanie utkanym tworem, na który autor poświęcił mnóstwo czasu (całe siedem lat)? Tak, zdecydowanie, ale ilość włożonej pracy nie świadczy przecież o jakości.


Rozdzielając zatem ocenę, na dwie części i w pierwszej z nich oceniając wartości moralne i etyczne propagowane w “Ulissesie”, przyznaję tej książce 2/10.

Natomiast jeśli. chodzi o formę literacką, nowatorskość i eksperymentalność, to tutaj daję 8/10. Pod tym względem miałem tu niekiedy skojarzenia z pomysłowością Borgesa, która zrobiła na mnie spore wrażenie.


W literaturze zdecydowanie bardziej wolę zachwycać się treścią, aniżeli formą i chyba jakoś nie po drodze mi z modernizmem (ani Virginia Woolf, ani William Faulkner, żeby wymienić tu tych ostatnio czytanych, też mnie nie zauroczyli swoimi dziełami), więc fanem Joyce’a nie zostałem. Koniec i kropka, kurdebloom.




Nie możemy zmienić tego kraju. Zmieńmy temat.


Powitało Stephena świeże powietrze, grając na jego rozdygotanych nerwach jak na harfie, powiew rozdygotanego powietrza pełnego nasionek jasności.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

e8340efb-3476-4a4d-9b49-5ac90fced8e2

Zaloguj się aby komentować

@moll Przecież firma zawsze zarabia i wszyscy na tym zarabiają. Nawet jak trzeba ostrzelać własne pozycje :)


Ten fragment zapamiętałem najbardziej.

@Sauronus na razie dotarłam do teścia, który przygarnął na adiutanta zięcia i cieszy się, jak indianin pierze popychacza córki po mordzie xD

Zaloguj się aby komentować

Przez weekend mam nocne zmiany więc zaopatrzyłem się w zestaw do zabicia czasu.

W ogóle to za estetykę PIW ma u mnie wieczny szacunek.

#ksiazki #literatura

d6a29cbc-1865-4f11-b1c1-6a0b2ead95e8

@Merkury cały czas się łamię czy nie zbierać tej starej serii PIW z czarną obwoluta bo jest śliczna. Tylko gdzie to układać...

Zaloguj się aby komentować

224 + 1 = 225


Tytuł: Wszyscy tak jeżdżą

Autor: Bartosz Józefiak

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 9788381917124

Liczba stron: 392

Ocena: 5/10


Książka zaczyna się naprawdę mocno. Opisy śmiertelnych wypadków, konsekwencje zbyt szybkiej, niebezpiecznej jazdy. Przez pierwszych kilka rozdziałów stałem na stanowisku, że być może jest to jedna z takich pozycji, które powinny być na liście obowiązkowych lektur osób, wsiadających za kierownicę.


Później jednak zrobiło się trochę słabiej - momentami bardziej monotonnie, a częściowo zbyt politycznie. Dominuje pogląd w stylu "z mieszkańcami konsultować się należy, jest jednak jeden warunek - krytykami nie wolno się przejmować". Irytował mnie też brak logiki we fragmentach takich jak ten:


"Synówka jest społecznikiem, tysiące godzin poświęcił na dbanie o bezpieczeństwo w rodzinnym mieście i chwała mu za to. Ale jednocześnie jego akcje to część problemu, bo znów wbijają nam do głów: to piesi muszą uważać. A dlaczego kierowcy nie muszą?"


Zupełnie nie rozumiem w jaki sposób ze stwierdzenia że piesi muszą uważać, autor wyciąga wniosek, że kierowcy już nie muszą tego robić. Jako pieszy rozglądam się przy przechodzeniu przez jezdnie nawet na zielonym świetle - najzwyczajniej w swoim własnym interesie, a nie dlatego, że uważam, iż kierowcy nie muszą uważać. I jeśli ja akurat będę roztargniony i tego nie zrobię, to liczę, że właśnie uważność kierowcy uratuje sytuację. Podobnie z drugiej strony - jako kierowca staram się mieć oczy dokoła głowy, zwłaszcza w okolicach przejść dla pieszych, ale równocześnie mam nadzieję, że piesi też będą się rozglądać i nie wtargną np. w momencie, kiedy oślepi mnie słońce, albo w ciemności kogoś nie wypatrzę odpowiednio wcześniej.


Druga część książki była dla mnie zatem sporym rozczarowaniem, jednak na szczęście końcówka trochę ratuje sytuację. Są to reportaże, dotyczące pracy kierowców - dostawców jedzenia, kurierów, taksówkarzy - a także firm zajmujących się sprawami odszkodowawczymi po wypadkach. Z przykrością trzeba stwierdzić, że jeśli chociaż część z opisanych tu praktyk jest faktem, to patologia pracodawców w tych branżach jest zatrważająca, zwłaszcza, że w oczywisty sposób rzutuje ona na bezpieczeństwo pozostałych uczestników ruchu drogowego.


--


(...) tam jest taka długa, prosta trasa, mam taką chęć przyspieszyć, ale potem znowu myślę sobie: "Co to zmieni w moim życiu, że dojadę trzy minuty szybciej? No nic."


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

2b25625c-2c88-402e-9a8b-4696bcded984

Czytałem i ksiazka jest mocno naciągana aby wybielić kierowców. Ogółem jeździmy źle, a autor próbuje tłumaczyć skąd to się bierze na zasadzie tłumaczenia każdego złego zachowania.

@DamBa czy ja wiem... Przy fragmentach dotyczących śmiertelnych wypadków nie odniosłem wrażenia, aby autor sympatyzował z argumentami sprawców. Chyba, że masz na myśli bardziej tę część, w której notoryczne łamanie przepisów przez zawodowych kierowców jest w jakiś tam sposób tłumaczone.

@informatyk jak dla mnie też dość słaby reportaż. Zwłaszcza denerwował mnie brak wiedzy autora, mylenie pojęć z zakresu ruchu drogowego i samochodów.

Wielka szkoda, bo temat poprawy bezpieczeństwa na drogach jest mega ważny.

@3cik Często pomylone były definicje z zakresu ruchu drogowego: "Mijanie, wyprzedzanie, omijanie" etc. Niby każdy 'rozumie' o co chodzi, ale bardzo kłuje mnie to w oczy jak ktoś pisze np 'mijanie' w kontekście 'wyprzedzania'. (Padło gdzieś w książce zdanie: 'Pędzimy ekspresówką i mijamy kolejne tiry na prawym pasie' czy jakoś tak).

Dodatkowo w kontekście tuningu jakichś samochodów pojawiały się stwierdzenia, że jakieś tam BMW miało dodaną szperę żeby driftować (nie wiem, chyba w celu zwiększenia dramatyzmu opisanych modyfikacji), gdzie generalnie mechanizm różnicowy jest 'normą' w betach: https://bmwseries.pl/2024/05/27/szpera-w-bmw-co-to-jest-i-w-jaki-sposob-dziala/


Ot reportaż o ludzkich historiach i dramatach zamiast jakieś sensowne, systematyczne i metodologiczne podejście do problemu.

Zaloguj się aby komentować

196 + 1 = 197


Tytuł: Cylinder van Troffa

Autor: Janusz A. Zajdel

Kategoria: fantasy, science fiction

Format: audiobook

Ocena: 7/10


Porządne socjologiczne sci-fi w stylu Zajdla. Nie uważam, żeby była to najlepsza książka tego autora (niektóre jednak podobały mi się bardziej),ale lektura jak najbardziej do polecenia. Udane i nieoczywiste zakończenie, ciekawe dylematy, przed jakimi postawieni zostali ludzie w obliczu globalnych kryzysów. Lubię też to zajdlowe słownictwo z PRL-owskim vibem. Kosmaki, docenty, lunacy, gnyple, zgredy itd.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

7e493cc6-33e3-4da1-a917-2d896efad6d7

@informatyk Oj cylinder był dobry, chyba nawet ciut lepszy od Paradyzji. Dużo ciekawych pomysłów było tam napchanych jak zresztą we wszystkich książkach Zajdla.

Zaloguj się aby komentować

Newsy książkowe od Whoresbane'a!


Wydawnictwo ArtRage wyda "Tęczę Grawitacji" Thomasa Pynchona. Premiera zaplanowana na 25 sierpnia 2025 roku. Poniżej okładka.


#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach

Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°) ⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane

#ksiazki #czytajzhejto #literatura #artrage #thomaspynchon

442b6d1f-2337-441f-aca9-c1aa04c273d6

Premiera przełożona na 22 września 2025 roku.


Wołam grzmocących newsa:

@bob-dylan @Astro @l__p @Gotten3265 @Schecterro @Shagot @malodobry @HerrJacuch @kubolex @ciszej @moll @BJXSTR @Apaturia @Oberon @bojowonastawionaowca @GEKONIK

ArtRage podało opis wydawniczy


Ostatnie miesiące II wojny światowej i pierwsze dni powojennego chaosu w Europie. Dlaczego wystrzelone na Londyn rakiety V-2 trafiają w miejsca, w których pewien amerykański oficer dokonuje podbojów sercowych?


Pynchonowskie opus magnum, kontrkulturowy mariaż Rainera Marii Rilkego ze słonikiem Dumbo, to apokaliptyczna opowieść o kresie cywilizacji, w której wojna tworzy porządek. Nie ma stref okupacyjnych, jest tylko Strefa – świat, w którym upadają wszelkie struktury, wymazywane są definicje i zacierane granice: między jawą i snem, techniką wojskową i nadprzyrodzonością, doczesnością i zaświatami. Dokonują się transgresje, a jedyną zasadą jest wszechobowiązująca kalwińska doktryna predestynacji, podział na zbawionych oraz skazanych na zagładę jak dodo, gatunek endemicznego nielota wybity na Mauritiusie do ostatniej sztuki przez holenderskich kolonizatorów.


Wśród ruin i dymów, obozowisk uchodźców i czarnorynkowych szajek, wśród agenturalnych spisków i obsesji trwa po bezdrożach Strefy paranoiczna pogoń za nieuchwytną ostatnią rakietą. Numer 00000 to zwieńczenie wszystkich rakiet, ostateczne narzędzie w służbie śmierci i zarazem nieodparty fetysz.


Wołam grzmocących newsa:

@bob-dylan @Astro @l__p @Gotten3265 @Schecterro @Shagot @malodobry @HerrJacuch @kubolex @ciszej @moll @BJXSTR @Apaturia @Oberon @bojowonastawionaowca @GEKONIK

Zaloguj się aby komentować

152 + 1 = 153


Tytuł: Hamlet

Autor: William Shakespeare

Kategoria: dramat

Format: e-book

ISBN: 9788328819375

Liczba stron: 157

Ocena: 8/10


Początkowo planowałem wybrać któreś ze współczesnych tłumaczeń "Hamleta", ale w rezultacie, ze względu na łatwiejszą dostępność, zdecydowałem się na lekturę tego utworu w klasycznym już (bo wszak to z tego właśnie tłumaczenia pochodzi ryczący z bólu ranny łoś) przekładzie Józefa Paszkowskiego.


Cóż, Szekspira czyta się w gruncie rzeczy dosyć łatwo, bo nawet jego tragedie zawierają elementy komiczne (vide: scena z grabarzami, dialog Hamleta z Ofelią o możliwości położenia głowy na jej kolanach albo "kolacja Poloniusza"). Oczywiście dogłębna interpretacja takiego dzieła to już inna bajka - tutaj już łatwo być nie musi i dlatego różnych teorii dotyczących "Hamleta" i jego bohaterów zostało stworzonych całe mnóstwo.


Fabuła, choć niezbyt skomplikowana, jest całkiem ciekawa, zaś równowaga między dialogami a słynnymi hamletowskimi monologami też została moim zdaniem odpowiednio zachowana. Warto też pamiętać, że jest to utwór, z którego pochodzi chyba największa ze wszystkich sztuk Szekspira liczba powszechnie znanych cytatów i powiedzonek. Żeby nie być gołosłownym, przytaczam kilka z nich (pomijając już słynne "To be or not to be"):


Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie,

Niż się ich śniło waszym filozofom


Choć to szaleństwo, lecz jest w nim metoda.


Reszta jest milczeniem


Słowa, słowa, słowa


Źle się dzieje w państwie duńskim


Z perspektywy polskiej można natomiast zwrócić uwagę na kilka akcentów związanych z naszym krajem. Poczynając od imienia jednego z bohaterów - Poloniusza (niestety umierającego w jednej ze scen, no ale ostatecznie któż w tym dramacie nie ginie... ;D),a skończywszy na dziwnych wzmiankach o konfliktach norwesko-polskich i prawdopodobnym myleniu Gdańska (Danzig) z jakimiś terenami leżącymi blisko Danii.




Świat wyszedł z formy

I mnież to trzeba wracać go do normy!


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura #dramat

46e6ad4c-3f13-489f-84ec-3f7912b128e3

Zaloguj się aby komentować

148 + 1 = 149


Tytuł: Przemiana

Autor: Franz Kafka

Kategoria: literatura piękna

Format: audiobook + ebook

Ocena: 8/10


"Przemianę" już od dawna miałem gdzieś na swojej liście książek do przeczytania, ale ponieważ wczoraj natknąłem się na hejtowy #klubczytelniczy, to podjąłem (niestety ze spóźnieniem, ale cóż - na lutowe spotkanie na pewno się wyrobię, bo "Piknik na skraju drogi" już mam dawno przeczytany :D) wyzwanie i wreszcie zapoznałem się z tą lekturą - w 80% słuchając w wersji audio, a pozostałe 20% doczytując w ebooku.


"Przemiana" to książka krótka, ale zarazem bardzo bogata w treść - taką właśnie literaturę lubię! Mocną i konkretną.


Gregor Samsa to bohater, który od razu wzbudził moją sympatię. Ciężko pracował, by utrzymać swoją rodzinę (zaniedbując przy tym własne życie osobiste),ambitnie planował wspomóc edukację i rozwój swojej młodszej siostry, zdawał się być osobą sumienną i odpowiedzialną.


Jednak czy po przemianie było to pamiętane przez innych? Niestety nie - na pierwszy plan wysunął się fakt, że Gregor stał się dla nich ciężarem. Obrzydzenie, odczłowieczanie, oskarżanie. Gregor Samsa nie doczekał się należnej mu dawki troski, współczucia, a nawet żałoby. Zamienił się w ciężar, który w końcu zniknął, pozostawiając złudne uczucie wolności.


Smutna książka, pozwalająca na różnorakie interpretacje przemiany Gregora - choroba psychiczna lub fizyczna, depresja, niepełnosprawność. Gregor zachowuje pewną świadomość tego, co dzieje się wokół niego, ale w oczach innych nie jest już człowiekiem i tak też zaczyna być traktowany. Jak robak.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #literatura

69984162-e688-443b-9e65-071dbe69c55a

Zaloguj się aby komentować

141 + 1 = 142


Tytuł: Strażnik ognia

Autor: Bernard Cornwell

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Otwarte

Format: audiobook

Liczba stron: 480

Ocena: 6/10


Kolejne zmagania Uhtreda. Ten tom szczególnie na początku jest dosyć rozwlekły, zbyt dużo tu rozmów i rozważań bohaterów a niewiele się dzieje. Ale wkrótce bohater przystępuje do kolejnej próby odbicia swojej siedziby rodowej i akcja nabiera tempa. Jak ktoś przeczytał wszystkie poprzednie tomy to i ten łyknie. Na pewno nie jest to jeden z najlepszych tomów serii ale poniżej pewnego poziomu Cornwell nie schodzi więc się jakoś specjalnie nie wynudziłam.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

9959afa6-4ad9-458b-93e9-0356fa65fd5c

Dzięki za przypomnienie, że muszę się kiedyś wreszcie zabrać za ten cykl, bo na razie tylko go zacząłem, a pozostałe tomy póki co jedynie zdobią półkę.

Zaloguj się aby komentować