@razALgul To ja byłem kiedyś tą osobą o której piszesz, też piwo. Więc powiem ci co zrobić.
Powiedzieć prosto w oczy co sądzisz o tym i zerwać kontakt. Dlaczego? Bo absolutnie żadne dyskusje na nic się zdadzą. Niezależnie czy taka osoba zdaje sobie sprawę z problemu, czy jeszcze go wypiera.
I dać tylko jedną jedyną furtkę. Że jak powie, że chce z tym skończyć, to ma twoje pełne wsparcie i pomoc.
Dlaczego tak? Bo żeby to zakończyć, to sam pijący musi podjąć ostateczne postanowienie, a przyspieszyć taką decyzję może tylko szybsze tracenie gruntu pod nogami. Dopóki się to "jakoś toczy", to tak jak napisał Adelbert, będziesz go utwierdzał i niechcący trzymał przy piciu.
To sam pijący musi sobie zdać z tego sprawę. Dopóki nie jest to pełne postanowienie, nieraz nawet i wymuszone okolicznościami wylądowania na dnie, to nic się nie zmieni. Będą krótkie okresy bez, a potem powrót. Przeszedłem przez to, przewaliłem się przez dno kompletne i dopiero ta świadomość pokazała, że mam wybór - nie mieć już nigdy nic, poza alkoholem, albo powrócić do żywych, nie pijąc absolutnie nic - bo dla alkoholika nie ma powrotu nawet do pół piwka. Minęły lata i jest dobrze. Alkohol w mojej głowie jest na równi ze zgniataniem sobie jajec, mam skrajną awersję. Tylko nie wyrobiłaby się ona, gdyby wszyscy mnie poklepywali po pleckach. Musiałem zacząć tracić.
Tylko pozostaw furtkę. Żeby w momencie w którym chce powrócić do żywych, tak szczerze i mocno. To ma wsparcie i pomoc. Wtedy będzie mu potrzebna, ale do tego czasu - nie istnieje dla ciebie.