#filozofia

39
878

Rzadko bywamy Polakami


Arystoteles uważał, że człowiek z natury musi żyć we wspólnocie. Ale nie mówił nic o tym, że musi to być jedna wspólnota. Ani, że musi ona stanowić naród.


Można śmiało powiedzieć, że nacjonalizm jest zarówno źródłem, jak i skutkiem liberalnej wolności, nowoczesności i demokracji.


Oczywiście nie chodzi mi o nacjonalizm w postaci krótko przystrzyżonych dżentelmenów w brązowych koszulach. Mamy tu pewnego rodzaju problem językowy, bo w języku polskim (i np. niemieckim) nacjonalizm kojarzy się jednoznacznie ze skrajną prawicą. W angielskim tymczasem oznacza on pogląd, że podmiotem który sprawuje suwerenną władzę, posiada prawo do stanowienia o sobie i co za tym idzie powołania własnego państwa jest naród.


Postulat ten brzmi może jak komunał, ale historia zna różne alternatywy


Można sobie wyobrazić, że lud nie składa się z obywateli tylko poddanych, a jedynym dyspozytorem władzy jest król. Albo, że jakaś spółka wykupiła sobie dany teren a ludzie stanowią jej własność taką samą jak domy czy drzewa. Jaka jest sytuacja mieszkańców takich krajów? Różna. Historia wie również, że dawni władcy musieli często liczyć się z poddanymi (zwłaszcza ze szlachtą).


Jednak niezależnie czy mamy do czynienia z absolutnym despotą czy ograniczonym przez parlament monarchą stanowym zasada była prosta: ludzie z zasady nie mają nic do gadania, a źródłem ewentualnego ograniczenia władzy królów jest prawo boskie.


Tymczasem jednak w XVIII i XIX wieku doszła do głosu opcja wg której źródłem prawa jest naród. Czyli co?


Powodem dla którego wybuchło zamieszanie było to, że oficjalna struktura władzy nie bardzo odpowiadała rzeczywistości. Szlachta, która miała coś do powiedzenia nierzadko była biedna. Z drugiej strony mieszkańcy miast, zwłaszcza bogaci bankierzy i kupcy nie mieli żadnych praw politycznych. Odziedziczony po średniowieczu podział stanowy trzeba było czymś zastąpić. W tym sensie naród jest skutkiem modernizacji.


Poglądy na to czym on jest są zasadniczo dwa. Po pierwsze, w różnorodnej etnicznie i religijnie Ameryce uważano, że to przede wszystkim wspólnota polityczna. Członków narodu łączy to, że wspólnie decydują się rozstrzygać pewne spory publiczne.


Według drugiego poglądu, na pewno bardziej intuicyjnego przynajmniej w Polsce, naród jest wspólnotą kulturową. Tyle tylko, że co to znaczy? Jaką wspólną kulturę ma chłop z Prowansji, mieszczanin z Paryża i szlachcic z Szampanii?


W praktyce dzieliło ich często to, co dziś uważamy za naturalnie wspólne. W różnych regionach obowiązywały różne zwyczaje, różne prawa a nawet różne języki. Komisja Edukacji Narodowej w Polsce i rządy rewolucjonistów we Francji jako pierwsze w swoich krajach wprowadziły naukę „języka polskiego” i „języka francuskiego”, gdzie rozumiano w ten sposób tępienie lokalnych gwar na rzecz ustandaryzowanego języka elit i stolicy.


W tym rozumieniu państwo narodowe jest siłą zamachową nowoczesnego postępu. Przymus państwowy miał jednak tylko częściowy wpływ na kształt współczesnych narodów. Uniformizacja na wyższym niż wioska czy parafia poziomie wynikała przede wszystkim z powodów pragmatycznych. Rozwój wymiany handlowej i informacyjnej (drukowane książki i prasa) sprawiał, że szersze i wspólne podstawy kulturowe i językowe były po prostu potrzebne.


W każdym razie, tradycyjne struktury lokalne i stanowe zostały w dużej mierze rozbite a władza wspierała uniformizację i standaryzację do jednego, „narodowego” wzorca. Człowiek miał przestać się definiować przez to z jakiej wsi pochodzi, czyim jest synem (córki pomijano - mało kto zauważał wówczas, że pozbawienie praw politycznych połowy mieszkańców jest pewną drobną hipokryzją głosicieli haseł o równości i wolności) czy też jakiego jest wyznania.


Pojawia się jednak pewien problem. Wszystko to o czym piszę miało miejsce kilkaset lat temu. Obecnie uniformizacja zachodzi globalnie, gdyż globalna jest zarówno wymiana handlowa jak i informacyjna. Pojawiają się także związane z tym globalne problemy, zwłaszcza ekologiczne.


Niektórym nasuwa się więc pomysł, że należy zrezygnować z koncepcji państw narodowych na rzecz coraz szerszych struktur. W końcu każdy z nas jest Polakiem, ale w szerszym rozumieniu Europejczykiem, a w jeszcze szerszym – po prostu człowiekiem. Świetny przykład takiego myślenia daje nam jeszcze w Oświeceniu Monteskiusz: „jeżeli coś jest dobre dla mojej rodziny, a krzywdzi Francję, to rezygnuję z tego, bo jestem przede wszystkim Francuzem. Jeżeli zaś coś jest dobre dla Francji, a krzywdzi ludzkość, to też z tego rezygnuję, bo jestem przede wszystkim człowiekiem”.


Piękne i proste?


Nawet jeśli piękne i proste, to problem polega na tym, że jest to totalnie nietrafiony tok rozumowania. Tak przynajmniej twierdzi Michael Sandel, jedna z czołowych postaci filozofii politycznego komunitaryzmu (choć dla wielu osób zapewne znany przede wszystkim z licznych wykładów popularyzujących filozofię w sieci). Konsekwencją takiego myślenia jak zaprezentował Monteskiusz jest moralny brak rozróżnienia między moim dzieckiem a dzieckiem sąsiada. Wróć! Między moim dzieckiem a losowym dzieckiem z Wietnamu.


Jest to myślenie nie tylko całkowicie oderwane od rzeczywistości, ale przede wszystkim myślenie niepożądane. Według komunitarystów powinno być zupełnie odwrotnie. Człowiek definiuje się przez różne wspólnoty, a im jest mu ona bliższa, tym bardziej się z nią identyfikuje.


Sandel nie krytykuje wprost państwa narodowego, jednak zauważa, że wbrew nacjonalistom (w polskim rozumieniu tego słowa) mało kto tak naprawdę stawia naród na pierwszym miejscu. Przede wszystkim jesteśmy rodzicami, dziećmi, rodzeństwem. Sąsiadami, uczniami, pracownikami czy szefami. Kolegami, mieszkańcami naszej miejscowości. Później dopiero możemy powiedzieć o sobie, że jesteśmy Polakami. Wreszcie: Europejczykami czy obywatelami świata.


Naturalnie aż się prosi zarzut o to, że jest to prosta droga do szowinizmu i ksenofobii. Zdaniem Sandela jest wprost przeciwnie. Amerykański filozof podnosi (idąc w duchu takich myślicieli jak Arendt, Fromm czy Ortega y Gasset) że totalitaryzmy XX wieku są efektem braku prawdziwego poczucia wspólnoty. Zamiast niej powstało społeczeństwo masowe, z którym pojedynczy człowiek z definicji nie może się utożsamiać. Taka masa była bierna i łatwo podporządkowała się dyktatorom, zwłaszcza gdy w ich ideologiach dźwięczała obietnica poczucia tożsamości.


To właśnie utożsamianie się ze wspólnotą jest dla Sandela najważniejsze.


Wyobraźmy sobie, że nagle dostajemy list o tym, że przyjęto nas do jakiegoś stowarzyszenia. O ile listu nie przyniosła sowa a stowarzyszenie nie nazywa się „Hogwart” to taka informacja pójdzie zapewne do śmieci. Z tego powodu Sandel krytykował wielkie, odgórne próby organizacji społeczeństwa pokroju „Nowego Ładu”. Nie przeszkadzał mu gospodarczy wymiar tego programu, ale to, że był tylko gospodarczy. Coś takiego co najmniej nie wystarczy do stworzenia wspólnoty, tak jak nie powstaje ona wśród posiadaczy karty Biedronki.  


Co jest więc potrzebne? Dosyć znamiennie pokazuje przykład ruchów które kilkadziesiąt lat temu walczyły z segregacją rasową. To oczywiście dobrze, że przyniosły one zmiany prawne. Ale dla Sandela wolność to nie zapis w ustawie, tylko działanie. Czarnoskórzy stali się wolni w momencie, kiedy wyszli na ulicę walczyć o swoje racje.


Tożsamość to nie to co się deklaruje, tylko co się robi. Nie będzie się lepszym Polakiem logarytmicznie zwiększając ilość patetycznego słowotoku. Tak szczerze powiedziawszy to trudno jest być Polakiem. Europejczykiem jeszcze trudnej. Jesteśmy rodzicami, dziećmi, sąsiadami, nauczycielami… niewiele miejsca zostaje na rzeczy, które robi się przede wszystkim jako Polak.


Ale wnioski wcale nie są pesymistyczne. „Wielkie” tożsamości Polaków czy Europejczyków to po prostu wypadowe tego co się dzieje w tych małych, przyziemnych wspólnotach. Bo czyż las nie składa się z pojedynczych drzew?


Jeżeli podobają Ci się moje teksty możesz wrzucić mi kilka złotych do skarbonki:


https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy


#filozofia #filozofiadlajanuszy #revoltagainstmodernworld #nacjonalizm #polska

47b13a56-c530-4412-98b7-a8bfa45ccc51

Trochę przewrotne, ale... Najczęściej nie jest problemem to z czym i/lub jak ludzie się identyfikują, ale to, jak podchodzą do tego z czym się nie utożsamiają.


I w tym kontekście żadna globalizacja jeszcze bardzo długo nie zmieni tego, że jesteśmy klanowi, plemienni I tutejsi

Zaloguj się aby komentować

Jestem potomkiem imigrantów. Mój dziadek przyjechał do wroclawskiego z pod Lwowa w wagonie jak pawlaki ,przez parę lat mieszkali z Niemcami póki ich nie zabrali, miał radio jedno w kuchni, tak zwana szczekaczke ,głośnik partyjny z lokalnego radia, drogie radio miał na strychu takie na pokrętła drewniane , był leśniczym, ojciec wiele przygód przeżył w tych lasach, a to prastare wierzenia ślęzan , głazy na szczycie, posągi niedźwiedzi,kamienne kręgi, poniemieckie kopalnie uranu, no nic młody głupi wpalował junakiem ojca w głaz i go rozbił, stary się wnetwil a ojciec poszedł do roboty,akurat Mostostal budował maszt na górze.wiec tam znalazł pracę, pomagał przy budowie,a że się sprawdził to go zabrali w drogę, silosy zbożowe w Iraku fabryka forda dworzec Wrocław, rafineria itp... i tak powstałem ja. On tworzył przyszłość a ja stukam w chiński ekranik... Po co to komu a na co to ,nawet nie mam kasy żeby mu pomnik nagrobek zwykły postawić mam 4k na rękę po studiach, on po podstawowce wyjechał z swojej wsi zwiedził Irak i był w stanie kupić mieszkanie na Śląsku z znikomym wykształceniem,ale miał to coś fach wyuczony praktyką hmm

Zaloguj się aby komentować

Tldr

Ludzie z silnym poczuciem miłości i przynależności wierzą, że są warci miłości i przynależności "whole-hearted people".

Wspólny mianownik "whole-hearted people":

- ODWAGA bycia szczerym kim jest się naprawdę, bycia prawdziwym i niedoskonałym, odwaga by wierzyć, że jest się wystarczającym,

- WSPÓŁCZUCIE dla siebie, a co za tym idzie dla innych,

- PODATNOŚĆ NA ZRANIENIE akceptacja, że to koniecznie mimo, że nie jest to komfortowe (ani też rozdzierające); np. akceptacja swojej bezbronności na zranienie przez innych, ale mimo to gotowość do działania, kiedy nie ma żadnych gwarancji, do inwestowania w związek, który może, ale nie musi się udać, do powiedzenia jako pierwszy/pierwsza "kocham cię", do kochania całym sercem, nawet jeżeli nie ma żadnych gwarancji.


Ten ostatni kawałek jakoś tak mi bardzo zarezonował, bo myślę, że to jest bardzo trudne i trzeba mieć dużo odwagi, żeby pomimo tego, że jesteśmy często mocno poturbowani przez życie i innych ludzi, wychodzić z otwartymi ramionami do nich i być otwartym na doświadczenia. Ale rozumiem mądrość płynącą z tego przekazu, że jeżeli zamkniemy się w skorupce, to być może nie będziemy tak bardzo wrażliwi na odczuwanie nieprzyjemnych emocji, ale też nie będziemy mieć dostępu do odczuwania radości, miłości, ekscytacji, czyli będziemy martwi za życia.

Zapraszam do dyskusji.

#psychologia #filozofia #rozwojosobisty


https://youtu.be/iCvmsMzlF7o?si=3TSNWjSGSAQwwhBE

@koniecswiata ogólnie spoko ale to całe "kocham cię"... No niestety ale to hasełko w dzisiejszych czasach ogólnie jest dosyć bezwartościowe, wyświechtane I tanie.


Nie wyobrażam powiedzieć komuś, że go kocham jeżeli nie znam danej osoby przez co najmniej rok, uczucie wcześniej to jest zauroczenie.


Z mojego doświadczenia to kobiety nie chcą poznać kogoś tylko właśnie jak tylko znajdują kawałek miejsca w przyjaznym sercu to są tak zdesperowane, że gdy widzą trochę miejsca to chcą całe to miejsce upolować, na raz, od razu zaś to nie do końca tak działa. Miłość zaczyna się wtedy kiedy wygasa pasja, ja w sobie mam pasji sporo stąd minimum aż rok.


Zresztą ten amerykański slang, "inwestowanie w związek", wszystko przechodzi tym cholernym kapitalizmem. W związek się po prostu wchodzi i się w nim uczestniczy. Ja nie inwestuję swojego czasu czy uwagi, bo to by oznaczało, że to robię właśnie z premedytacji i czystej kalkulacji tak jak gdy patrzę na wartość akcji firmy w Indiach. Po prostu daję i tyle.

Zaloguj się aby komentować

Bardziej w tym sensie że zachowując się po chamsku sprawiamy że inni też są bardziej chamscy dla ciebie ale też dla innych i wraca to wielokrotnie. Co prawda bycie np. miłym nie powoduje że inni też zawsze będą mili ale kiedy to się staje ogólnokrajowym zwyczajem to wraca dobro też zwielokrotnione. Czyli bezpośrednio w niewielkim stopniu ale jako cecha narodowa to się sprawdza.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#ksiazki #filozofia

Słucham sobie jednym uchem potęga teraźniejszości na YT i taki komentarz zauważyłem. Nieźle odleciał, niech na sor idzie i ludzi tam uzdrawia.

7083f629-0fa8-427b-8ada-d80025ed321a

@American_Psycho Komentarze pod dowolnym popularnonaukowym filmem na yt to siedlisko szurów porównywalne chyba jedynie do grupek na fb

@American_Psycho ale trochę w tym sensu może być. Cialo zmęczone infekcją, przytulane potrafi ekstra odpocząć i się regenerować czując bliskość i bezpieczeństwo. Nie mam na myśli jakiś fal 5g itd, po prostu bliskość rodzica.

Zaloguj się aby komentować

W średniowieczu znęcano się nad zwłokami skazańców, uważając, że dusza ciągle jest w ciele. Obecnie bardzo często mamy do czynienia z procesem odwrotnym. I wbrew pozorom nie dotyczy to skrajnych wypadków.


Mówiąc o skrajnych wypadkach mam na myśli wszystkie te medialne afery z odłączaniem od aparatury podtrzymującej życie.


Wtedy media przypominają sobie o istnieniu filozofów (konkretnie bioetyków) i toczą zaciekły spór o to kiedy właściwie umiera człowiek. Nie lubię takich dyskusji, bo utwierdzają tylko w przekonaniu, że filozofia to jakiś dziwny akademicki twór który wychodzi na wierzch w rzadkich i skrajnych przypadkach, a nie zaś, zgodnie z prawdą, coś co prędzej czy później staje się fundamentalnym problemem każdego człowieka. I to najczęściej zresztą w najbardziej dramatycznym momencie życia.


Ale mniejsza z tym. Większość przypadków umierania podlega pod zasadę „a kto umarł, ten nie żyje”.


Wiem kiedy umarli moi dziadkowie, wiem kiedy umarł Napoleon i Wojciech Jaruzelski. W niektórych przypadkach potrafię nawet wskazać dokładną godzinę zgonu (tak, o nim mowa). To kiedy kto umiera znajdziemy w aktach stanu cywilnego, które z kolei są tworzone na podstawie karty zgonu sporządzonej przez stwierdzającego śmierć lekarza.


No właśnie – „zgonu” i „lekarza”.


To o czym mowa dotyczy śmierci biologicznej, przedstawicieli zwierząt z gatunku Homo Sapiens. W naszej rozbudowanej, kulturowej rzeczywistości sprawa jest zdecydowanie bardziej skomplikowana. I wcale nie chodzi tu o precyzyjne wskazanie które procesy biologiczne muszą ustać, abyśmy mogli w USC wydać akt zgonu.


Janusz Świtaj – to nazwisko zapewne dzisiaj niewielu, zwłaszcza młodych kojarzy


20 lat temu jednak był na czołówkach gazet, jako pierwszy Polak który złożył do sądu wniosek o zezwolenie na eutanazję. Bardzo często ludzie kojarzą prośby o eutanazję z ogromnym bólem, na który nawet najsilniejsze opiaty nie działają. W przypadku pana Janusza bólu nie było wcale. W ogóle nie było żadnego czucia. Świtaj był całkowicie sparaliżowany po wypadku motocyklowym. Cały jego świat to łóżko w pokoju i opiekujący się nim całą dobę rodzice.


Nic go nie bolało, ale strasznie cierpiał.


Dwie rzeczy powtarzam w swoich tekstach i zapewne nie raz jeszcze powtórzę. Po pierwsze cierpienie i ból to dwie różne rzeczy. Po drugie, istotą życia człowieka jest działanie, sprawczość i wysiłek. Człowiek nie może „po prostu żyć”, „żyć i żreć” tudzież „leżeć i pachnieć”.


W latach 60-tych badacze zajmujący się śmiercią (tanatolodzy) zauważyli to także na swoim poletku


W literaturze pojawiło się pojęcie „śmierci społecznej” odróżnianej od „śmierci biologicznej”. Obie są od siebie niezależne i zachodzą niemal zawsze w dwóch różnych momentach. Śmierć społeczna polega na tym, że człowiek zaczyna być traktowany jak martwy przez członków własnej społeczności.


Jak wspomniałem w leadzie, niegdyś zdarzały się przypadki znęcania nad zwłokami skazańców. Wynikało to z popularnego w społecznościach przednowoczesnych przekonania, że po śmierci biologicznej człowiek jeszcze w jakimś sensie na tym świecie „jest” i dopiero cały szereg rytuałów pogrzebowych i żałobnych pozwala mu odejść.


„W jakimś sensie” ma tu znaczenie kluczowe. Na przykład starożytni Grecy w czasach Homera widzieli zmarłych (biologicznie) jako widma, coś pomiędzy istnieniem a nieistnieniem. Achilles mówi Odyseuszowi, że lepsze jest życie świniopasa na powierzchni niż bycie królem w zaświatach, inni w ogóle nie byli w stanie wejść w interakcję z Królem Itaki.


Wspomniani badacze wskazują, że w społeczeństwie nowoczesnym proces ten się odwrócił.


Istnieje cały szereg grup ludzi którzy biologicznie żyją, aczkolwiek dla społeczeństwa w praktyce nie istnieją. Widać to nawet w bardzo przyziemnych przypadkach, kiedy członkowie umierającego np. na raka wybierają mu za życia grób, kupują ubranie do trumny czy nawet samą trumnę. Proces taki nazywa się antycypacją żałoby. Sprawia on zresztą, że biologiczny zgon takiej osoby jest dużo mniej wstrząsający.


Jednak śmierć społeczna nie dotyczy tylko ludzi którzy naprawdę mają niebawem umrzeć biologicznie


Przypadek Janusza Świtaja jest świetnym przykładem. Życie polega – między innymi oczywiście – na uwikłaniu w sieć społecznych powiązań. Kto zostaje z tych powiązań wykluczony w pewnym sensie jest martwy i niestety, jak w tym przypadku, tę wewnętrzną martwotę odczuwa. To zresztą bardzo często spotykany motyw we wspomnieniach więźniów, niewolników, długoterminowych pacjentów zakładów zamkniętych i innych ludzi, którzy z różnych powodów doświadczają skrajnego wykluczenia społecznego.


Współczesny świat zrobił bardzo wiele by zapewnić ludziom biologiczny dobrobyt. Można biologicznie żyć bez zdolności poruszania się, bez samodzielnego oddychania czy przełykania. Jednocześnie nie robi się nic, albo wręcz rzuca kłody pod nogi tym aspektom życia, które tej biologicznej skorupie są równie niezbędne jak żywność czy tlen. Dba o jednostkę z gatunku homo sapiens, ale pomija sens istnienia osoby ludzkiej.


Podaję przykłady ludzi chorych czy skrajnie zmarginalizowanych, ale czy to nie dotyczy w mniejszym lub większym stopniu każdego współczesnego człowieka?


Wczoraj na swoim Instagramie wrzucałem „Złotą Marilyn Monroe” Andy’ego Warhola. To współczesne epitafium: autor namalował niczym w świętych ikonach wielkie, złote tło, ale podobizna aktorki jest mała i nadrukowana tanią techniką. To świetne ujęcie współczesnej tożsamości, gdzie nawet ubóstwiana ikona popkultury jest tylko przelotnym dobrem konsumpcyjnym.


Historia Janusza Świtaja kończy się jednak pozytywnie. Dzięki pomocy Fundacji Anny Dymnej dostał pracę, skończyły studia. Pomaga ludziom, ma zainteresowania, licznych znajomych i prowadzi życie bogatsze niż niejeden pełnosprawny ruchowo człowiek. Z pewnością można to nazwać przykładem współczesnego zmartwychwstania. Pytanie brzmi, w ilu przypadkach jest ono możliwe.


Instagram dla ciekawych:

https://www.instagram.com/filozofiadlajanuszy/


Newsletter dla rozsądnych:

https://www.filozofiadlajanuszy.pl/newsletter/


Buycoffee dla hojnych

https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy


#filozofia #filozofiadlajanuszy #psychologia #smierc #socjologia

aa15b8e0-d42c-4522-b2ce-009dd4620134

@loginnahejto.pl Pan Janusz z pewnością odczuwa ból jak niemal każda osoba po urazie rdzenia kręgowego. Bóle spastyczne i neuropatyczne są normą i mają bardzo negatywny wpływ na i tak już znacznie obniżoną jakość życia. Tak tylko gwoli ścisłości.

Zaloguj się aby komentować

"Im bardziej niespełnione życie, im więcej niezrealizowanego potencjału, tym większy lęk przed śmiercią.

[...] dwa szczególnie silne i powszechne sposoby uśmierzania leków przed śmiercią [...] przekonanie o własnej wyjątkowości oznacza wiarę w to, że jest się nienaruszalnym i niepodatnym na zniszczenie [...] - co daje poczucie bezpieczeństwa od wewnątrz, drugi mechanizm - wiara w ostatecznego zbawcę - pozwala nam czuć się strzeżonym i chronionym od zewnątrz, poszukuje bezpieczeństwa w stopieniu się z jakąś nadrzędną siłą.


Świadomość śmierci ustawia życie w innej perspektywie i skłania nas do zmiany priorytetów (zastanawiania się nad celami życiowymi i dotychczasowym postępowaniem)."


Irvin D. Yalom "Kat miłości "


Jesteście świadomi śmierci? (Co za głupie pytanie, oczywiście, że każdy jest świadomy śmierci, tylko, że z jakichś powodów uważamy, że nas to nie dotyczy, może później, ale nie teraz ;)) W mojej rodzinie nie rozmawiało się nigdy o śmierci, ale nie sądzę, że jest to kwestia jakiegoś tabu, tylko raczej wszyscy żyją w iluzji, że ten temat JESZCZE ich nie dotyczy. Zastanawiam się jak to u mnie jest z tą świadomością śmierci, ale chyba ją wypieram tak jak większość mojej rodziny. A jak to jest u Was? Myślicie o tym? Boicie się jej? Wypieracie? Czym jest dla Was śmierć? Zapraszam do dyskusji.


#psychologia #rozkminy #smierc #wszystkichswietych #filozofia

@koniecswiata 

Jesteście świadomi śmierci? (Co za głupie pytanie, oczywiście, że każdy jest świadomy śmierci, tylko, że z jakichś powodów uważamy, że nas to nie dotyczy, może później, ale nie teraz

Lepiej jak Tołstoj chyba nikt tego nie ujął. Polecam całe opowiadanie śmierć Iwana ilycza, krótkie.

4144921b-a4f0-4a17-ac61-1514f7597028

@koniecswiata W mojej rodzinie podobnie, zresztą myślę, że tak samo jak w większości. Żyjemy teraz w cywilizacji, która uznaje celebrację życia, a śmierć spycha się na bok, udaje że jej nie ma. Nowe cmentarze są na uboczach miast/wsi. Ludzie umierają w szpitalu z dala od bliskich, śmierci się nie widzi i nie chce się na nią patrzeć. Jeszcze nie tak dawno śmierć była bardziej obecna w naszym życiu, choćby był zwyczaj, że zmarłego brało się na noc do domu do czasu pogrzebu. Teraz też już tak nie można i pewnie mało kto by chciał.


Śmierć jak najbardziej jest tematem tabu i uważam to za błąd, bo każdy z nas umrze i smierć dotyczy każdego bez wyjątku. Jest to coś naturalnego, nieuchronnego i myślę, że chociaż trochę oswojenie się z myślą o śmierci jest korzystniejsze niż udawanie, że tego nie ma, lub co gorsza zachowywanie się jakby nasze życie nie miało się nigdy skończyć .


Sam nigdy specjalnie nie zastanawiałem się nad śmiercią, choć już kilka śmierci bliskich osób przeżyłem. Pomimo tego zawsze starałem się nie myśleć o niej i tylko czekałem na moment, aż w moim mózgu zatrą się wspomnienia o tym nieprzyjemnym fakcie.


Natomiast w tym roku to się u mnie zmieniło, wiadomo czemu Stoicy uważali za wielką wartość brak strachu przed śmiercią i że należy do tego dążyć. Dlatego też w tym roku wlasnie w okolicy 1 listopada przygotowałem sobie stoickie cytaty o śmierci. Samemu też spacerując oddałem się refleksji na temat śmierci. Ciężko mi uwierzyć, żebym mógł dojść do takiego poziomu, żeby śmierci nie bać się zupełnie, jednak nawet jakieś oswojenie się ze śmiercią, żeby nie była obca wydaje mi się zdrowym podejściem. Pod dzisiejszym cytatem zrobiło się trochę dyskusji, gdzie wypłynęła moja myśl, która oddaje chyba to czym dla mnie dziś jest śmierć:


'W tym cytacie Seneka próbuje przekonać zapewne też i siebie o tym, żeby śmierci się nie bać. Jemu się to udało bo poszedł na śmierć i umarł bez strachu. Ale właśnie czy to była zasługa tego, że nauczył się śmierci nie bać? Czy może bardziej tego, że był już stary i miał za sobą życie, które przeżył w najlepszy możliwy dla siebie sposób?

Stoicy zawsze uważali za wielką wartość brak strachu przed śmiercią i za przykład pokazywali śmierć Sokratesa, czy później właśnie Seneki. Jednak Sokrates tym bardziej był człowiekiem spełnionym i starym i najlepsze co mógł zrobić to pokazać brak strachu przed śmiercią - było to idealnym zakończeniem jego życia.

Na pewno można w jakimś stopniu ograniczyć strach przed śmiercią i jakoś się do niej zawczasu przygotować i pogodzić z nią. Ale czy tak w pełni można nie bać się śmierci, nie spełniając się wcześniej za życia? Nie wiem. W takim wypadku śmierć można traktować właśnie jako motywator żeby żyć dobrze'

@splash545 

Jeszcze nie tak dawno śmierć była bardziej obecna w naszym życiu, choćby był zwyczaj, że zmarłego brało się na noc do domu do czasu pogrzebu. Teraz też już tak nie można i pewnie mało kto by chciał.

Dokładnie, jeszcze kilkanaście lat temu trzymano otwartą trumnę z ciałem w domu i schodziła się masa ludzi, rodzina, sąsiedzi.

@splash545 Zgadzam się z Tobą w wielu aspektach, natomiast to co mi tworzy jakiś dysonans, z tego postu i z innych Twoich stoickich cytatów, to jest właśnie ten "brak strachu" - łatwo się mówi i pisze "nie bój się", ale czy to w ogóle możliwe? Z psychologicznego punktu widzenia emocje są właściwością naszego układu nerwowego, są informacją pochodzącą z tych starych ewolucyjnie części naszego mózgu i nie da się ich nie czuć. Można je wypierać albo tłumić (co najpewniej spowoduje jakieś dolegliwości psychosomatyczne - odnośnie tego tematu polecam genialną książkę Gabora Mate "Kiedy ciało mówi nie"). Ja się zastanawiam czy ci filozofowie mówiąc o braku jakichś emocji nie mają tak na prawdę na myśli ich braku, tylko akceptacji przemijania, nietrwałości, akceptacji tego, że na pewno w życiu stracimy coś na czym bardzo nam zależy. Np. boję się śmierci swojej i bliskich, ale jestem jej świadoma, nie wypieram jej, mam świadomość, że np. wsiadając w samochód i jadąc do pracy mogę do niej nie dojechać, więc staram się, żeby każdy dzień przeżywać zgodnie ze swoimi wartościami i nie odkładać życia na później, czyli np. spotykam się teraz z przyjaciółmi i rodziną i buduję z nimi relację, a nie później, jak np. skończę studia, wybuduję dom, albo jakieś inne wymówki. Tak właśnie rozumiem te cytaty Yaloma, które podałam w pierwszym poście

@koniecswiata Dziękuję za taki temat, bo ostatnie dni rozmyślałem nad śmiercią. Nie wiem czemu mi powiadomienia nie zadziałały na tagi filozofia i psychologia, że nie zobaczyłem go wczoraj

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Życie cyfrowe czy spokojne?


Przyglądając się bliżej można odkryć wspólne fundamenty katastrofy klimatycznej i digitalizacji kolejnych sfer życia.


Naturalnie, lead może wzbudzać opór bo z utylitarnego punktu widzenia cyfryzacja jest bardzo ekologiczna


Dematerializacja – czy to mamy na myśli gotówkę, dowód osobisty czy książkę – oznacza zero kosztów transportu i mniej śmieci. Wybór Messengera nad osobiste spotkanie to brak śladu węglowego. Do którego podręcznika nie zajrzeć cyfryzacja jest jedną z recept na kryzys ekologiczny. I to receptą najmniej kontrowersyjną.


Rzeczywiście. Jeżeli skupić się na czysto zewnętrznych aspektach problemu to trudno się tu do czegoś przyczepić. Jednak jeżeli przeszukamy oczywiste założenia, jakie towarzyszą naszemu myśleniu to już parę kwestii się znajdzie.


„Bez rzeczy materialnych ludzkie życie jest niestabilne”


Tak można streścić główną tezę książki „Nie(do)rzeczy”. Jej autor, berliński filozof Byung-Chul Han do entuzjastów postępu cyfrowego delikatnie mówiąc nie należy. Czy to sam postęp jest zły, czy coś co go powoduje? Cóż, generalnie w filozofii technologii można wyróżnić dwa skrajne stanowiska (i masę stanowisk pośrednich). Według pierwszego technika jest tylko techniką i to człowiek decyduje o tym jak jej użyć (młotkiem można wbić gwóźdź, ale też zabić). Drugi zaś głosi, że technika z góry determinuje sposób jej użycia (jakie są alternatywne sposoby użycia pocisku balistycznego?).


Han jest ewidentnie bliski ostatniego krańca spektrum. Osobiście mam nieco bardziej umiarkowane poglądy – technika z założenia pewne zachowania i sposoby myślenia sugeruje, ale nie każda technika w takim samym stopniu (młotek mniej ogranicza człowieka, pocisk balistyczny bardziej). Cóż więc takiego złego sugeruje ebook zamiast książki?


Patrząc na rzeczy – na przykład na książkę – możemy ją widzieć na kilka różnych sposobów.


Dla czytelnika książka jako książka nie ma większego znaczenia. Jestem zainteresowany tym co w niej napisane. Ma więc wartość czysto użytkową, zaś plik kartek papieru jest tylko materialnym podłożem koniecznym do przeniesienia tej wartości. Dla wydawcy z kolei nie bardzo istotne jest to co w książce napisane. Traktuje on ją jako towar posiadający określoną wartość pieniężną.


W przypadku ebooka w dużej mierze ten porządek ciągle jest zachowany. Czytelnik ma swoją wartość użytkową (treść), wydawca ma swój towar (dostęp do pliku). Znika tylko materialny substrat w postaci zapisanych atramentem kartek. Czy jest on do czegoś potrzebny? Han uważa, że jest.


Idąc za lewicowym krytykiem kultury Walterem Benjaminem przedstawia on inny sposób widzenia rzeczy niż jako „przedmiot użytkowy” czy też „towar”. Jest to spojrzenie „kolekcjonera”.


Nie do końca jednak chodzi o potocznie rozumienie „kolekcjonera”.


Kolekcjonerzy w końcu sprzedają lub wymieniają elementy swoich zbiorów. Tu chodzi raczej o związek sentymentalny, jaki mamy z rzeczami. Ulubiony kubek, zeszyt z podstawówki, zegarek po dziadku. Te przedmioty pokazują czym różni się „bezcenne” od „bezwartościowe”. „Bezwartościowe” jest kategorią ekonomiczną, określaną z punktu widzenia rynku. Bezcenne zaś to subiektywna i intymna kategoria, która w ogóle z ekonomią nie ma nic wspólnego.


„Kolekcjoner” jest więc wzorowym zaprzeczeniem konsumenta.


W stosunku do rzeczy przejawia stosunek „Ja-Ty” a nie „Ja-to”. Zarzut Marksa wobec kapitalizmu polegał m.in. na tym, że na pierwszy plan wysuwa się wartość pieniężna danej rzeczy, a użytkowa stoi z boku. Dla kolekcjonera również wartość użytkowa ma wtórne znaczenie, jednak tu odejście od niej przebiega w zupełnie innym kierunku. Postawa kolekcjonera jest skrajnie antykapitalistyczna.


Dematerializacja „kolekcjonowanie” wyklucza


Są ludzie związani z jakąś książką, ale nie ma nikogo kto byłby związany z wpisem w social mediach. To znaczy np. ja ciepło wspominam niektóre swoje wpisy, ale chodzi tu o „treść” a nie o plik zapisany na jakimś serwerze. Niedawno próbowano zrobić tokeny potwierdzające „oryginalność” plików komputerowych, np. pierwszego wysłanego Twitta. Pomysł oczywiście z hukiem upadł, bo sentymentalna więź nie jest kwestią tego, że ktoś mi wystawi jakiś certyfikat. To jak porównywać własny dom rodzinny i tytuł własności działki na księżycu (tak, można coś takiego kupić).  


Według Hana cyfryzacja napędza konsumpcjonizm


Robi to jednak w zupełnie innym znaczeniu niż klasyczny konsumpcjonizm polegający na pochłanianiu ogromnej ilości dóbr. Han utrzymuje, że zaproponowany przez Ericha Fromma dylemat „mieć czy być” traci w dzisiejszych czasach znaczenie. Obecnie obowiązuje „być” w formie „przeżywać”. Wydaje mi się jednak, że „przeżywanie” jest patologiczną formą bycia. Bycie wiąże się z aktywnością i wysiłkiem. Tak mówili Hegel, Marks i Heidegger, ale tak też mówi psychologia która stan „flow” wiąże z aktywnością i umiarkowanym wysiłkiem (działanie nie może być ani zbyt proste ani zbyt trudne). „Przeżywanie” zaś jest biernym odbieraniem bodźców – często bardzo intensywnych, lecz płytkich.


Myślę, że dobrym przykładem będzie tu porównanie dwóch rodzajów podróżników – zwykłego turysty i Roberta Makłowicza.


Ten drugi w swoje podróże wkłada sporo wysiłku. Aktywnie wychodzi naprzeciw nowym kulturom, czyta o nich, stara się je poznawać i się do nich odnieść. Turysta zaś, nawet jeżeli nie przeleży całego turnusu nad basenem to na widok dowolnych cudów świata ma do powiedzenia co najwyżej „WOW!”. Owszem: „wow!” szczere – ale jak długo trwające? To jest właśnie przeżycie – błysk który pojawia się i zaraz znika, nie pozostawiając większego śladu. Wtedy pojawia się pustka i pragnienie kolejnego „wow!”, co nakręca spiralę uzależnienia od nowych doznań. Han pisze wprost, że współczesny zachodni system polityczny jest bardzo podstępny. Nie nakłada kajdan i nie tłamsi pragnień a wręcz przeciwnie – zachęca, żebyśmy mieli ich jak najwięcej. Jest jak legendarny diler co rozdaje narkotyki za darmo, żeby uzależnić od siebie klientów.


Autor puentuje swoją krótką książkę odniesieniem do katastrofy ekologicznej


Jego zdaniem bierze się ona z dokładnie tego samego rdzenia, z którego bierze się łatwe odejście od fizycznych przedmiotów. Materia – przyroda, przedmioty codziennego użytku stały się w epoce nowoczesnej martwe. Jeszcze Galileusz studiował namiętnie astrologię, gdy jednak Newton odkrył prawa dynamiki stało się jasne, że żadnej „duszy” w kosmosie nie ma. Świat stał się zasobem, który można używać i którym można handlować.


Współczesny dyskurs wokół ochrony planety ciągle wokół tych założeń krąży. Ocieplenie klimatu, zniszczenie środowiska itd. nie jest czymś złym samym w sobie – jest złe, bo ma negatywne skutki. Gdyby ich nie było festiwal smrodzenia i śmiecenia mógłby trwać w najlepsze, bo właściwie czemu nie? Han zapewne sporo przesadza w swojej niechęci do cyfrowego świata, ale nie sposób nie zauważyć, że drapiąc w tym miejscu odkrywa coś zdecydowanie głębszego: fundamenty naszego spojrzenia na to jak się w materialnym świecie przejawia człowieczeństwo.


Wpis powstał na bazie książki "Nie(do)rzeczy " we współpracy z Wydawnictwem Uniwersytetu Łódzkiego.  


#filozofia #filozofiadlajanuszy #revoltagainstmodernworld #antykapitalizm

dfe1d51c-02b2-4a09-89e2-b610874f50b1

Przeszliśmy praktycznie z listów papierowych do elektronicznych bo to jest wygodniejsze ale o szybsze, tańsze o bardziej eko, ale już pojawiają się głowy jaki ślad węglowy zostawia za sobą wysłanie maila, czyli kolejne wzbudzanie winy.

Cyfryzacja z czegoś szybszego, tańszego i bardziej eko od tradycyjnych nośników staje się standardem czyli można przykręcać śrubę coraz bardziej. Czy książki, filmy, gry stały się tańsze bo został wyeliminowany ten mityczny koszt zwany „produkcją i dystrybucją” nośników? Czy bilety komunikacji miejskiej są chociaż 10 groszy tańsze jak się kupuje przez aplikację? Po czterokroć nie.

Pora chyba zacząć zbierać płyty z muzyką 😀

@pyrek czy ktoś jeszcze w ogóle pisze listy papierowe? Mam nadzieję że tak, że chociaż młodzi tak robią do siebie, była w tym pewna poezja i romantyzm.

Zaloguj się aby komentować

Gwałtowna, odruchowa i pochopna reakcja jest dla stoików rzeczą mniej właściwą niż przemyślane działanie. Podkreślmy: by stać się stoikami, nie musimy się wyzbyć emocji. Emocje są częścią ludzkiego życia i nie o to chodzi, by się ich pozbyć, lecz by nimi w odpowiedni sposób zarządzać. Nie chodzi też stoikom o to, byśmy nigdy nie reagowali ostro i zdecydowanie. Bynajmniej. Możemy zareagować w każdy sposób, jaki uznamy za stosowny, cała pula możliwych odpowiedzi i działań jest zawsze do naszej dyspozycji. Rzecz jednak w tym, by korzystać z niej świadomie, wiedząc, po co i do czego są nam potrzebne środki, których używamy.(...)

Nie chodzi tutaj o to, by stać się zimnym, bezosobowym i wyzbytym emocji (stoicy są bardzo dalecy od tego), lecz o to, by nie dać się pokonać własnej słabości. Nie dać się przekonać, że emocjonalny impuls, zapalczywy i nierozumny odruch ma prawo i władzę, by nami rządzić.


Piotr Stankiewicz, Sztuka życia według stoików

#stoicyzm #filozofia

58089173-502d-4082-a6b7-bdcc1f009aa3

Zaloguj się aby komentować

(...) w pierwszej linii bojowej stoją hufce wybrane. Obelgi, słowa zniesławiające, hańbiące szyderstwa i w ogóle wszelkiego innego rodzaju zniewagi niech znosi w ten sposób jak krzyki wrogów, jak z wielkiej odległości rzucane pociski i głazy, które nie raniąc, z szumem tylko przelatują obok szyszaka. Krzywdy natomiast, jak groty wbite jedne w barki, a drugie w piersi, niech znosi niezłomnym duchem i ani krok nie ustępuje ze swego stanowiska. Wszak nawet jeśli na ciebie naciera i do ucieczki zmusza przemoc nieprzyjacielskiego naporu, to jednak ucieczka z placu boju jest rzeczą haniebną. Trwaj więc bohatersko na placówce wyznaczonej ci przez naturę! Pytasz, jaka to placówka? Placówka człowieka.


Seneka, O niezłomności mędrca


#stoicyzm #filozofia

139f41ec-2ff8-4e65-a3ea-9b1a6dcc14e4

Zaloguj się aby komentować

Dziś jest nam bezpośrednio dostępne i od nas zależne, jest w naszej mocy i władzy, zaś wczoraj przepadło już w otchłani tego, co od nas nie zależy. Każdy dzień jest nowym światem i cokolwiek robimy, każdego dnia możemy się tego podjąć na nowo. Nic nie będzie równie nierozsądne, jak dzisiaj zaniedbywać coś dlatego, że zaniedbywaliśmy to wczoraj. A przecież to zachowanie powszechne!


Piotr Stankiewicz, Sztuka życia według stoików


#stoicyzm #filozofia

29ccacb3-0b97-4459-a5a4-48344267f587

Zaloguj się aby komentować

Nie zaj­muj się na raz wielu spra­wa­mi, mówią, je­że­li chcesz za­cho­wać po­go­dę ducha. (...) Gdyby bo­wiem kto nie mówił ani nie czy­nił prze­wa­ża­ją­cej czę­ści tego, co mó­wi­my i czy­ni­my, a co nie jest ko­niecz­ne, miał­by i wię­cej czasu, i mniej nie­po­ko­ju. Stąd też przy każ­dej spra­wie na­le­ży przy­po­mi­nać sobie, czy też ona nie jest jedną z tych, które nie są ko­niecz­ne. A na­le­ży nie tylko strzec się czy­nów nie­ko­niecz­nych, ale i myśli.


Marek Aureliusz, Rozmyślania


#stoicyzm #filozofia

e525af44-0e03-40a1-8cf9-de571647566c

Zaloguj się aby komentować

Zdaniem stoików ludzka zdolność do myślenia o kilku rzeczach naraz, do robienia jednego, a myślenia o drugim i trzecim, jest w pewnym sensie przekleństwem. Wydawać się może, że powinniśmy być z niej dumni, że powinna nam ona z pożytkiem służyć i zwiększać nasze możliwości - ale niestety na ogół dzieje się odwrotnie. Wykorzystujemy ją bowiem nie po to, by twórczo i sprawnie robić kilka rzeczy jednocześnie, ale żeby udawać, że robimy jedną, a myśleć o innych.


Piotr Stankiewicz, Sztuka życia według stoików


#stoicyzm #filozofia

21b2744e-58c8-461d-ba57-e51eab5e80f9

Zaloguj się aby komentować

Ten film tłumaczy wydaje mi się w sposób dość prosty i obrazowy dlaczego;

- AI nie rozumie co robi

- firmy pragną żebyśmy uwierzyli że AI jest w stanie zniszczyć świat

- jednocześnie rozwijając to AI

- i wykorzystując niewolniczą pracę żeby je szkolić


Zapraszam do merytorycznej dyskusji w temacie "kiedy ludzie zrozumieją że potrzebują do życia innych ludzi".


https://youtu.be/-MUEXGaxFDA?si=eUm1bgUC\_yi86j-j


#ai #programowanie #sztucznainteligencja #filozofia #psychologia

@wombatDaiquiri @loginnahejto.pl

Mój wpis był z założenia włożeniem kija w mrowisko.

Nie zawiodłem się - skupiacie się na drugiej części mojego wpisu, pomijając pierwszą.

Odnośnie argumentu trybika w maszynie - w stadzie zawsze wyróżniamy spore grono takich trybików, to naturalne u człowiekowatych. Osobników wiodących jest mniejszość. Tych podążających pod prąd jeszcze mniej.

To zwyczajnie wygodne się dostosować.

Co do argumentu języka polskiego - jeśli od urodzenia miałbym do czynienia wyłącznie z wideo-awatarem uczącym mnie polskiego (wyuczonym na danych behawioralnych wielu Polaków), to mówiłbym w tym języku równie biegle.


Może skupmy się na pierwszej części mojej wypowiedzi - czy jesteśmy generatorami, czy też (choćby po części) maszynami decyzyjnymi?

@ataxbras 


To zwyczajnie wygodne się dostosować.

Ja się zgadzam.


czy też (choćby po części) maszynami decyzyjnymi

jak najbardziej film jest o tym, że możemy się zredukować do maszyn. Powodowani stresem, który nie daje się zatrzymać i pomyśleć. Podążający za algorytmem, który pokazuje nam to co najlepiej zapłaci. Ale też mówi, że wcale nie musimy tego robić.


Heroina też jest przyjemniejszym stanem niż trzeźwość. Mimo wszystko bycie heroinowym zombie znajduje się moim zdaniem na granicy człowieczeństwa.

@wombatDaiquiri

Świetnie. Dalej pozostają następne pytania wymagające odpowiedzi:


  • skąd założenie, że potrzebujemy do życia innych ludzi, a nie choćby awatarów ich umysłów?

  • czym jest człowieczeństwo? Patrząc na to co się w tej chwili dzieje na świecie trudno stwierdzić, czy człowiek i człowieczeństwo to pozytywne zjawiska. Patrząc na nie z zewnętrznej perspektywy (oczywiście z takiej spojrzeć do końca nie możemy, ale możemy starać się taki stan osiągnąć);

  • jakip typem maszyny jesteśmy? Bardziej generatywnej, czy bardziej nastawionej na łańcuchy decyzyjne?

@ataxbras 


skąd założenie, że potrzebujemy do życia innych ludzi, a nie choćby awatarów ich umysłów?

Stąd skąd założenie że potrzebujemy tlenu. Nie jesteśmy nawet blisko stworzenia sztucznego umysłu.


czym jest człowieczeństwo?

To nie ma znaczenia na potrzeby dyskusji o obecnie dostępnym AI. I dobrze, bo nie znam na to odpowiedzi. Na pewno nie są to statystyczne modele odtwórcze które teraz tworzą content.


jakip typem maszyny jesteśmy? Bardziej generatywnej, czy bardziej nastawionej na łańcuchy decyzyjne?

Oboma. Jakie znaczenie mają proporcje? Ważne że posiadamy umiejętność kreatywności, której nie potrafią zasymulować komputery.

@wombatDaiquiri 

Stąd skąd założenie że potrzebujemy tlenu. Nie jesteśmy nawet blisko stworzenia sztucznego umysłu.

Założenie, że potrzebujemy tlenu, bierze się z obserwacji rzeczywistości fizycznej. Założenie, że potrzebujemy innych Homo sapiens by kształtować umysł i czuć się dobrze nie ma takiego uzasadnienia. Równie dobrze mogą kształtować nasze umysły maszyny (dalej kierowane przez ludzi, ale kiedyś mogą osiągnąć autonomiczność).

Co do bliskości stworzenia sztucznego umysłu - tego właśnie dotyczy moje pierwotne pytanie. Jeśli nasza jaźń opiera się przede wszystkim na generacji i prostych perceptronach, tylko w dużej liczbie i dosyć rozbudowanych, co niewykluczone, to nie jesteśmy bardzo daleko. Jeśli jednak mamy jakieś wyjątkowe mechanizmy, choćby zbalansowane maszyny Bolzmannowskie, to do stworzenia sztucznego umysłu długa jeszcze droga.


To nie ma znaczenia na potrzeby dyskusji o obecnie dostępnym AI. I dobrze, bo nie znam na to odpowiedzi. Na pewno nie są to statystyczne modele odtwórcze które teraz tworzą content.

Tu się zgadzam, ale to Ty przywołałeś ten termin. Co do mechanizmów obecnie dostępnych - to prawda, są nudne. Ale nie ustają prace nad bardziej zaawansowanymi metodami. Choćby ja nad taką pracuję (skrótowo - ewoluowanie klasyfikatorów i generatorów).

Oboma. Jakie znaczenie mają proporcje?

Bardzo duże znaczenie, bo jeśli się okaże, że można nas emulować przy użyciu samych generatorów spiętych jakimiś perceptronami, to przyszłość zawita do nas bardzo szybko i może nam się nie spodobać. Jeśli zaś dysponujemy czymś więcej, to mamy jeszcze trochę czasu.

Ważne że posiadamy umiejętność kreatywności, której nie potrafią zasymulować komputery.

Będą potrafiły. Nasza kreatywność nie jest ex nihilo. Zawsze tworzymy ex post. Jedyne co nas wyróżnia to kompleksowe wzorce wyzwalaczy naszej twórczości. Ale to właściwie można by symulować już teraz.

Zaloguj się aby komentować

Posłyszysz, jak mówi większość: "Z ukończeniem pięćdziesiątego roku wycofam się na spoczynek, a rok sześćdziesiąty uwolni mnie z wszelkich w ogóle powinności publicznych". Ale kto, koniec końców, da ci gwarancję tego dłuższego życia? Kto sprawi, by wszystko ułożyło się według twych planów? Nie wstydzisz się, by same już resztki życia zachowywać dla siebie i dla dobra duszy przeznaczać te tylko lata, kiedy już do niczego nie będziesz zdatny? O wiele za późno wtedy dopiero zaczynać życie, kiedy je trzeba już kończyć!


Seneka, O krótkości życia


#stoicyzm #filozofia

a7007846-7c94-4a88-b517-c77a327b166f

@moll Pewnie, że tak, bo wcale nie trzeba być stoikiem, żeby sobie wybrać choć trochę z ich mądrości. Bo to mądrzy ludzie byli zazwyczaj

Zaloguj się aby komentować

Gdy cię gorszy jakiś bezwstyd, natychmiast postaw sobie pytanie: czy to możliwe, by ludzie bezwstydni nie istnieli na świecie? Niemożliwe. Nie żądaj więc niemożliwości. I ten człowiek jest jednym z tych bezwstydnych, którzy na świecie być muszą. To samo niech ci przyjdzie na myśl na widok łotrostwa, wiarołomstwa i jakiego bądż przewinienia. Bo gdy przypomnisz sobie, że jest niemożliwe, by ludzie tego pokroju nie istnieli, będziesz nawet spokojniej na taką jednostkę patrzył. (...) A cóż to tobie szkodzi? Przecież żaden z tych, którzy cię z równowagi wyprowadzają, nic takiego nie popełnił, by z tego powodu rozum twój w czymkolwiek miał stać się gorszy. A poczucie nieszczęścia i szkody właśnie w nim ma swą podstawę. A cóż to za nieszczęście lub za dziwo, że człowiek źle wychowany postępuje jak źle wychowany? Bacz, byś siebie nie musiał obwinić, żeś naprzód nie wiedział, że on to popełni. Otrzymałeś bowiem od rozumu swego zdolność pomyślenia, że on prawdopodobnie w tym zbłądzi, a przecież zapomniałeś o tym i zdumienie cię ogarnia na widok jego błędu.


Marek Aureliusz, Rozmyślania


#stoicyzm #filozofia

9ccadafc-a241-451f-bf78-f3af8826e773

@splash545 kto się czynów bezwstydnych nigdy nie dopuszcza niech pierwszy rzuci kamieniem!


Raz na jakiś czas, nocną porą w parku to nie jest znowuż jakaś tam przewina żeby od razu komuś takie rzeczy wypominać.

Zaloguj się aby komentować