Koniec roku to czas przemyśleń. Ja poważne zmiany w swoim życiu zacząłem jednak już dużo wcześniej. Pominę je jednak teraz, może kiedyś opiszę dokładniej. Skupiając się na ostatnim, i być może największym, wymyśliłem sobie, że nadchodzący rok poświęcę w całości na znalezienie swojego miejsca na ziemi.
Zaczynam od miesiąca w Hiszpanii (polecenie znajomego).
Kolejny miesiąc spędzę w Czarnogórze (polecenie znajomej).
Następny w Polsce (planuję wynająć dom w górach)
Pod uwagę biorę też Chorwację. Byłem tam już przez ponad miesiąc, bardzo polubiłem ten kraj i ludzi. Raczej odpada cała Skandynawia, Niemcy i Wielka Brytania.
Pół życia mieszkałem w średniej wielkości mieście. Drugie pół w dużym mieście. Nie odpowiada mi ani jedno, ani drugie. Nadszedł czas na spróbowanie czegoś nowego. Może tym razem trafię w dziesiątkę
Może ktoś z Was ma "swoje miejsce na ziemi" i zechce się podzielić doświadczeniem? Chętnie posłucham, nawet jeśli to była "emigracja" wewnątrz naszego kraju, albo do krajów, które wstępnie odrzucam.
Driving home for Christmas to moja ulubiona, radiowa, świąteczna piosenka i w sumie to co robię w tej chwili: ze Szkocji w delegację do Emiratów i wreszcie w Polsce, już niecałe 100km do domu. Przed chwilą radio Nowy Świat przypomniało mi inny, świąteczny kawałek.
W nawiązaniu do tego wpisu: https://www.hejto.pl/wpis/nienawidze-przeprowadzek-wczoraj-busiarz-zabral-blisko-10-metrow-szesciennych-ka
Od 5 na nogach, godzina pakowania auta pod korek. Wszystko po to, żeby zdążyć na prom o 18.
Gdybym wyjechał o 7, a nawet 8 rano to byśmy dali radę.
No ale oczywiście jak się wyprowadzam z północy Szwecji to spokojna pogoda musi się przeistoczyć w śnieżyce xD wiecie jak fajnie się zakopać w śniegu pod własną klatka? Ja wiem - chujowo xD podkładanie mat pod koła nic nie dało xd nawet próbowaliśmy podłożyć taki duży pokrowiec na suva, na początku dawał radę ale i tak nie udało się wyjechać. Blisko 2 godziny staliśmy jak głupi, kilka osób próbowało nam pomóc wypchnąć auto, ale 2 tonowy suv się nie poddawał jakimś frajerom. Pomogła dopiero laweta z wyciągarką do autobusów xd
Ale udało się, po 12 godzinach jazdy (w tym dwóch krótkich drzemkach, bo byliśmy zbyt zmęczeni) dojechaliśmy do Sztokholmu. Muszę pochwalić polferries, bo pół godziny przed odpłynięciem dzwonili do mnie upewnić się, czy jestem w drodze i czy muszą poczekać, nawet proponowali zmianę terminu, ale nie było kabin.
Wybaczcie za chaotyczny post, ale jestem tak zmęczony, że ledwie trafiam w ekran telefonu. Łapcie za to zdjęcie rodem z ognistej Islandii i rodem z północy Szwecji.
@Mielonkazdzika nie wiem czy lepsze bo nie jadłem tego ale powiem tak - ja bym na pewno wpierd^lał ( ͡° ͜ʖ ͡°) To nie chodzi że zagraniczne bo polskie też lubię ale ja preferuję makarony, dania bez mięsa a jeśli już mięso to mały wybór
Makarony z sosami, lasagne, kurczak, mielony, gołąbki, pyzy, stek, szaszłyki, boczek, sajgonki, kebsik, chińczyki, wszystko co ostre etc.
Kaszanka nie, flaki nie, kiełbasa tak ale od czasu do czasu, rosół czasami ale bardzo rzadko, schabowy bardzo rzadko, kwaśnica nie, wątróbka nie - ogólnie ze świni baaardzo mało. ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@Mielonkazdzika ostatnio trafiłem w biedrze na pringelsy krewetkowe, taki smak ni to słony ni kwaśny i wiesz co? po zakupie paczki kupiłem 12 tubek z chipsami bo takie dobre bo by mi wykupili i się zajadam codziennie przed robotą ( ͡~ ͜ʖ ͡°) polecam
edit jak wspomniał @LondoMollari coś w smaku jak octowe
Mieszkanie z młodą parą z Hiszpanii to niebo a ziemia w porównaniu z polską inteligencją na #emigracja.
Ja kiepsko mówię po hiszpańsku, oni prawie w ogóle po angielsku, ale komunikatywność lepsza niż z rodakami, którym zostaje 50 euro na jedzenie do wypłaty, a kupują używki i jeszcze zapożyczają się u wszystkich na szlugi/wódkę/piwo...
Nie piją, nie palą, dość regularnie sprzątają po sobie, wiedzą, czym jest własność prywatna, chociaż i tak korzystają z mojego wyposażenia kuchni (ale nie kradną, nie zostawiają moich rzeczy brudnych), więc to nie problem.
Czuć od nich ten luz latynoski, co w porównaniu do zapachu fajek i piwska, ciągłego napięcia i rzucania przekleństw przez Polaków ma jakieś kojące działanie.
Mieszkanie z młodą parą z Hiszpanii to niebo a ziemia w porównaniu z polską inteligencją na #emigracja.
@Bourbon tacy jak ty to najgorszy element w Niemczech. Nie znasz, nie odezwiesz się ale jak ktoś POLAK to od razu jest skreślony bo patus co chleje, ćpa i pali. A potem się dziwicie, że ani jednego rodaka za granicą nie znacie. Są ludzie i parapety jak wszędzie. Bez względu na narodowość.
poza tym:
którym zostaje 50 euro na jedzenie do wypłaty
Mocne słowa jak na gościa którego nie stać na wynajem samodzielnego mieszkania, które jest bardzo tanie nawet w stosunku do minimalnej wypłaty.
@Opornik dobre, niestety nikt z tego wniosków nie wyciągnie. Gdyby tam byli czarni mężczyźni a gość nie miałby ochrony pobiliby go zanim skończyłby zdanie. A swoją drogą skąd Ty to bierzesz, ten i kilka poprzednich? Dawaj więcej ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Znacie te oferty typu "domy za 1 euro" albo "dopłata dla osób które chcą zamieszkać w miejscowości xyz"?
Wiadomo, że chodzi często o jakąś wioskę zabitą dechami albo na wpół martwe miasteczko pełne emerytów, domy które proponują są stare i trzeba je wyremontować i często warunkiem jest zostanie tam na kilka lat (np. 5). Ostatnio też widziałam warunek założenia firmy.
Warunków jest dużo, ale łapię się często na tym czy może nie jest to pomysł na życie w przyszłości. Zwłaszcza że oferty zaczęły obejmować nie tylko Włochy ale też np. Irlandię. Właściwie jedyne czego mi brakuje to trochę dooszczędzić kasy i porządnie usiąść do wyszlifowania języka angielskiego. Pracę albo można znaleźć, albo zacząć w takim miejscu coś nowego. Życie na wyjebce na jakiejś włoskiej wsi w ciepełku i uczciwa robota na siebie bez spiny i wyścigu szczurów brzmi niemalże rajsko.
Mieliście kiedyś doświadczenia z tym systemem albo rozważaliście taką opcję? Chętnie posłucham bo może zbyt idealizuje.
Można nabyć nieruchomość gdzieś w Unii za małe pieniądze, a do tego praca zdalna. Poza tym polecam najpierw spróbować np. takiego życia przez rok na wynajmie - życie na obczyźnie w małym ośrodku miejskim lub na wygwizdowie nie jest dla wszystkich.
Nie spodziewałem się takie odezwu w moim ostatnim wpisie ( jak ktoś nie widział). Dzięki wielkie za takie przyjęcie. Obstawiałem co najwyżej 40 rekacji
Myślę, że tag to będzie po prostu #australiabyhufosterex.
Od razu nadmienię - wszelkie treści które tutaj będę opisywał są moimi osobistymi doświadczeniami.
Dopiero poznaję Australię i mogę mieć błędny obraz na wiele rzeczy, więc nie bierzcie wszystkiego za pewnik.
Aktualnie stacjonuję w Perth. Aktualnie panuje tutaj wiosna.
W kolejnym wpisie zbiorę wszystkie pytania i postaram się na nie odpowiedzieć.
Wybaczcie początkowo mniej składne wpisy, ale postaram się je jakoś usystematyzować.
-----
Dzisiaj 3 ciekawostki o których nie słyszałem/nie wiedziałem.
1) Australia vs USA
Przyjeżdżając do AU nie widziałem jak się ma mieć wyobrażenie o tym kraju. Wydawało mi się że będzie to połączenie bardziej europejskich standardów z zupełnie odmiennym stylem.
Natomiast okazało się że Australia Ameryką stoi - szerokie drogi, duże samochody które uwielbiają negować i osiedla domków wyglądające jak wyjęte z jakieś Kalifornii czy Nevady.
2) Natura i parki.
Wyobrażając sobie ten kraj myślałem o kangurach, pająkach i wężach (i patrząc po komentarzach nie tylko ja xD).
I o oczywiście suchej ziemi i pustyniach.
Będąc tutaj 3 tygodnie nie spotkałem w sumie ani 1 zwierza tego typu. Większość spotkanych lokalsów mówi, że w mieście raczej nie ma czego się bać. A na kangury dopiero się wybieram
Natomiast to co mnie mocno zadziwiło do ilość parków.
Serio, Australia kocha parki. Mają je co chwilę. I są wybitnie zadbane. W każdym parku w jakim byłem, jest kilka miejsc z kranówką do picia.
A trawa w większości parków wygląda idealnie jak pod Białym Domem w Washingtonie
Masa ludzi spędza właśnie tutaj wolny czas. Kocyki, leżaczki itd (poniżej picrel).
2) Darmowe grille w parkach/miejscach publicznych.
Połączenie tego co pisałem (vibe jak w usa + parki) łączy się w jedno - umiłowaniem do BBQ.
Serio.
Oni całymi weekendami grillują .
I chyba w myśl tej miłości, powstała inicjatywa darmowych grili.
W całym Perth jest cała masa. Jak to działa? Po prostu podchodzisz do takiej bazy, wciskasz 2 guziki i zaczyna się grilowanie na płycie elektrycznej.
Nie dziwi mnie już widok biesiadujących grupowo ludzi wokół takich BBQ, wyciągają krzesełka kempingowe, stoliki i jedzenie Spędzają tam (z moich obserwacji) czas rodzinnie ale organizują często nawet urodziny.
.....o dziwo chyba nie ma plagi kradzieży tych urządzeń
3) Trąbienie i ruch na drodze.
Czyli kultura NO WORRIES.
Australijczycy mam wrażenie są narodem naprawdę wyjątkowo wychillowanym.
Żeby ktoś na drodze na Ciebie zatrąbił, naprawdę trzeba coś odwalić. Wszyscy czekają, nie stresują się, jeżdzą PONIŻEJ dopuszczalnych prędkości.
Hitem jest ich zdolność do czekania. xD
Dzisiaj wracając z pracy zatrzymałem się przy wyjeździe z parkingu i ustawiałem nawigację, trochę się zapomniałem i zeszło mi dłużej niż sądziłem.
Odruchowo nagle popatrzyłem w lusterko a za mną 2 samochody czekają sobie na spokojnie aż ruszę. Zero trąbienia, aż mi zrobiło się głupio, że tak biednych ludzi trzymam na drodze.
I to nie jest pojedyncza sytuacja, oni nie przejmują się korkami czy tym, że ktoś parkuję od 10 minut.
Serio, takiego poziomu chillu nigdzie jeszcze nie widziałem.
Ogólnie o ich NO WORRIES MATE, opowiem jeszcze. innym wpisie. Podobnie jak ich umiłowaniem do V8 i jazdy "truckami".
Chetnie poczytam wrażenia z Twojej perspektywy! Sama podróżuję po Australii już piąty rok (2 lata na Work&Holiday + trzeci rok na wizie covidowej), ale jakoś nie po drodze mi z blogowaniem/vlogowaniem itp.. Powodzenia! (I jakbyś potrzebował jakichś porad czy pomocy, wal śmiało na priv!)