Chyba pierwszy raz nie wypadłem tragicznie na rozmowie rekrutacyjnej.
Nikt mi nie powiedział żebym się nie stresował. Była dziewczyna w moim wieku, ładne oczy miała to w miarę trzymałem kontakt wzrokowy to chyba też dobrze. Sporo śmiechu było. Nie było pytań twardych.
Do końca przyszłego tygodnia będzie informacja zwrotna to pewnie się nie dostanę.
@5tgbnhy6 no właśnie to jest niepraktyczne bo jakby nie było to nawet jedna ręka jest zajęta. A nawet gorzej bo piszesz jedną ręką. Także fajnie wygląda ale w porównaniu do zwykłego smartphone nie praktyczne. Jest jedna opcja gdzie może się to sprawdzić. Jak masz jakiś skafander, np. do nurkowania albo kosmiczny to wtedy te grube rękawice. Albo np. na chucie jak pracujesz, albo w jakichś ciężkich warunkach polowych, tam gdzie masz rękawice albo musisz coś otrzymać obiema rękoma a potrzebujesz np. parametrów z czujników albo komunikacji to jest OK.
@Byk Aż mi mi się odpaliły flashbacki z Tesco w UK jak jebałem jak struś pędziwiatr a kończyło się to na zjebaniu, że robie na 70% normy i co w ogóle ze mną jest nie tak xD
Picking packing to jest życie
EDIT: Nie no przypomniała mi się cała sytuacja. Zostałem zaproszony na "wieżyczkę" bo tam normalnie team leaderzy siedzieli na takich podestach może z 1m-1.5m wysokości przy głównym korytarzu żeby obserwować pikujące mrówki. No i chłop (Polak) do mnie z motywującą gadką, że jak chce w tym kraju coś osiągnąć (parę lat później pracował u nas xD) to że muszę zapierdalać i w ogóle schować głowę w piasek xD
Pierwsze dni w UK w roku 2012.
Zdjęcia pokazujące te przeeeogromne centrum dystrybucji. Do tej pory słyszę dźwięk tej Motoroli.
Całe życie marzyłem żeby mieć duża firmę. Nie wiem skąd mi sie to wzięło ale zawsze jak zaczynałem jakiś biznes (kto pamięta ten wie ze miałem ich wiele) to kombinowałem jak go skalować, delegowac obowiązki i oczami wyobraźni juz widziałem wieżowiec z moim logo na dachu. Ale co dziwne nigdy nie marzyłem o wielkich pieniądzach, wręcz wstyd mi czasami było jak rodzina czy znajomi widzieli ze kupiłem sobie coś drogiego.
Bywało z tymi biznesami lepiej lub gorzej (w tym bankructwo), ale zawsze ten rozwój mnie jakos motywował. Nowe kursy, nowe kwalifikacje, nowe jeszcze większe kontrakty.
Od wkręcenia żarówki za 50zl (oh jak sie wtedy cieszyłem ze coś zarobiłem, pierwsza klientka w Polsce jak wróciłem z Anglii, bałem sie iść do obcej osoby do mieszkania) doszedlem w 7 lat do kontraktu gdzie sama robocizna była za prawie milion złotych.
Doszedłem, rozejrzałem sie i... tu nic nie ma. A właściwie jest ale sama ch⁎⁎⁎ia. Duże ryzyko, nerwy, problemy, wieczny stres a na końcu kasa... która tego w ogóle nie wynagradzala. Na tym kontrakcie zarobiłem jakieś 80 000zl. Ale trwał pół roku i stwierdziłem ze nie było warto, jak policzyć miesięczny zysk biorąc pod uwagę problemy i ryzyko.
Tyle mozna zarobić bez problemu sobie kręcąc małe robótki bez stresu, ryzyka i nieprzespanych nocy czy tygodnia sraczki nerwowej.
Kolejny kontrakt pod wodą. Jakieś 40-50 tys zł w plecy...
I coś we mnie pękło, może juz za stary jestem? Na ten stres i problemy. Marzylo mi sie tylko zeby wszyscy mi dali swiety spokoj. A może juz nie potrzebuje udowadniać swojej wartości co to ja nie osiągnąłem, jakie to kontrakty nie robiłem.
Zresztą juz widzę ze duży biznes to trzeba mieć do tego charakter. Trochę sie tego zacząłem uczyć ale nie wiem czy podobało mi sie w jakim kierunku to szło. Zawsze chciałem aby moje kontakty z ludźmi były mile, żeby obie strony były zadowolone i biznes był win-win. To się sprawdzało w małych prywatkach ale zupełnie nie jak pojawiała sie większa kasa i każdy każdego próbuje mniej lub bardziej wyruchac.
No i co dalej?
Zamykam spolki, rezygnuje z większości pracowników, zamykam biuro, zostawiam cześć biznesu która przynosi mi najwięcej zysku przy minimalnej pracy i postanowiłem iść na etat plus robić jakieś małe zlecenia...
Zawsze największy przeciwnik etatów a teraz sam idę. Chyba to życie zawsze chce udowodnić ze cokolwiek uważamy to będzie inaczej...
Idę na etat szeregowego pracownika technicznego, jak zobaczyli moje CV to pani aż sie jakala jakie to mają cudne benefity w tym korpo i jak wspaniale sie tam pracuje. Za 8000 zł brutto hehe. To ja swoim pracownikom lepiej place
Ale zapłacą mi ZUS, odejdzie mi sporo kosztów a robota taka ze w nocy to sie śpi, a w dzień mozna jakieś prywatne rzeczy na kompie porobić.
W przyszłym tygodniu idę na rozmowę, oni to mnie chcą na pewno ale spróbuję przynajmniej na te 9000-9500 brutto wynegocjować.
Marnie ale co zrobić... życie... na starość w korpo skończę..
Po prawie 25latach na rynku pracy, w naprawdę różnych firmach od januszexów, przez rodzinne spółki, po dzisiejszą, całkiem porządną firmę (tylko o korpo nigdy nie zahaczyłem), oraz próbach jakichś tam maluczkich własnych biznesów, już dawno doszedłem do wniosku że żeby zrobić naprawdę duże pieniądze to trzeba spełniać jeden warunek: trzeba umieć być poprostu h⁎⁎em który bez mrugnięcia okiem będzie potrafił wydymać każdego na hajs. czy to bezpośrednio jak to mówiłeś kradnąc w białych rękawiczkach czy to pośrednio np. płacąc ludziom frytki i wyzyskując. Jak dla mnie nie ma innej drogi (no poza dziedzicieczniem ale to sie nie liczy).
Heldom (Janus Pedersen) to duński projekt muzyczny tworzący mroczną muzykę folkową i wikingów z użyciem tradycyjnych nordyckich instrumentów oraz nastrojowej elektroniki.
Co ciekawe, podobną sytuację opisał więzień Melvin Woolley-Bey z Sterling Correctional Facility w Kolorado - tam mapy graczy również trafiły do administracji, żeby sprawdzić, czy nie są planami ucieczki.