Dziś mijają trzy lata, odkąd zacząłem praktykować stoicyzm. Mam tu na myśli codzienne wykonywanie stoickich ćwiczeń mentalnych. W moim przypadku jest to przede wszystkim przegląd siebie, w który wplatam inne techniki, takie jak perspektywa kosmiczna czy praemeditatio malorum. Oprócz tego czytam teksty stoickie, filozoficzne i inne zahaczające o temat funkcjonowania ludzkiej psychiki. Poza tym prowadzę dziennik oraz piszę teksty o tym, jak rozumiem stoickie zagadnienia. To wszystko składa się na moją praktykę stoicką, której poświęcam minimum godzinę dziennie. Choć myślę, że średnio może to wychodzić bliżej dwóch.
Efekty
Widać, że na praktykowanie stoicyzmu poświęciłem już sporo czasu, więc jakie są tego efekty?
Myślę, że przede wszystkim nawiązałem zdrową relację z samym sobą. Nauczyłem się z sobą rozmawiać, dociekać co mną kieruje – nie bać się tego. Stałem się swoim najlepszym kumplem i mam do siebie duży poziom zaufania.
Umiem namówić się do różnego rodzaju działań. Nauczyłem się wytwarzać nowe nawyki i utrzymywać już istniejące. Rozwinąłem wysoki poziom samodyscypliny. Przy czym, na chwilę obecną do niczego już się nie zmuszam. Dzieje się tak dlatego, bo gdy wypracowałem swoją rutynę, to pracowałem mocno nad tym, żeby polubić każdą rzecz, którą robię. Starałem się, żeby niczego nie robić tylko dlatego, że jest to dla mnie korzystne i zaprocentuje w przyszłości. Lecz chciałem, żeby każdą rzecz, którą robię lubić robić tu i teraz. Żeby we wszystkim co robię odnaleźć pierwiastek zadowolenia. Udało się – jestem zadowolony.
Czy jestem szczęśliwy? Nie wiem, ciężko jest zdefiniować szczęście. Wiem na pewno, że czuję zadowolenie z siebie, ze swoich relacji, ze swojego życia i tego jak je odbieram. Zadowolenie stało się moim domyślnym samopoczuciem. Wcześniej był nim niepokój.
Amor fati
Pogodziłem się ze sobą – z tym, kim jestem, gdzie żyję i jakie mam możliwości. Pogodziłem się ze swoją przeszłością i błędami, które popełniłem. Przestałem się nad sobą użalać i uważać za pokrzywdzonego przez życiowe okoliczności. Wyrwałem się z pułapki myślenia "co by było gdyby". Akceptuję życie takim, jakie jest. Czasem trudne i bolesne, ale innego nie mam, więc cieszę się nim i staram się docenić całą paletę ludzkich doświadczeń.
Nauczyłem się kierować swoją uwagę na to co ode mnie zależne, czyli na działania w chwili obecnej. Przy czym, akceptuję fakt, że mam ograniczone zasoby czasu i uwagi; że może mi ich nie starczyć na wytworzenie kolejnego nawyku; że zawsze coś dzieje się kosztem czegoś; że nie w każdym przypadku uda mi się wszystko zrobić tak jak to sobie zaplanowałem.
Udało mi się wyzbyć roszczeniowej postawy wobec życia – myślenia typu, że coś mi się należy, lub że moje życie powinno wyglądać w określony sposób. Jest, jak jest. Mam życie, jakie mam i nauczyłem się je cenić. Czasem lubię wręcz prowadzić wewnętrzną narrację w ten sposób, że moje życie jest tym najlepszym z możliwych.
Przestałem się na cokolwiek oburzać, narzekać i obrażać. Wiem, że te reakcje nie działają na moją korzyść, więc po prostu tego nie robię.
Przestałem uciekać przed problemami. Jak coś jest dla mnie trudne, niewygodne, powoduje uczucie lęku bądź niechęci – robię to w pierwszej kolejności.
Okiełznać emocje
Praktyka stoicka nie powoduje wyprania z emocji, jak to sobie niektórzy wyobrażają. Zdarza się, że doświadczam nieprzyjemnych stanów emocjonalnych i odczuć, tak jak każdy. Nie pozwalam im jednak przejąć nade mną kontroli. Nie jest tak pięknie, że za każdym razem uda mi się złapać ten moment, żeby odruchowo się nie wkurzyć, nie krzyknąć, nie wybuchnąć. Lecz wtedy staram się nie płynąć na fali emocji, tylko staram się je przeczekać. Nie uciekam przed nimi w żaden sposób. Daje im swoją uwagę i nie przekierowuje jej na inne rzeczy. Nie zaleje się dopaminą z shortów lub scrollowania, żeby poczuć się lepiej. Nie ucieknę myślami w książkę. Nie wyżyję się w trakcie ćwiczeń fizycznych. Dam danej emocji czas i przestrzeń, żeby mogła się wypalić i wygasnąć wewnątrz mnie. Czasem, na gorąco, robię krótką analizę tego co czuję. Robię ją w myślach, lub jeśli mam taką możliwość, zapisuję ją w notatniku. A gdy już ochłonę analizuję wszystko po raz drugi, mając już bardziej racjonalną perspektywę. Zastanawiam się skąd wynikła moja reakcja? Czy był to sygnał do zmiany, który warto później rozważyć, a może zwykły atawizm?
Wszelkie reakcje mojego organizmu i psychiki budzą moje żywe zainteresowanie. A im są trudniejsze, tym większa nauka z nich płynie.
Nie boję się moich stanów emocjonalnych. Nie boję się lęku. Nie boję się wyrazić własnego zdania. Nie boję się wejść w konflikt, jeśli widzę w tym realną korzyść taką jak wyznaczanie granic. Wcześniej miałem z tym wszystkim duże problemy. Przed trudnymi emocjami uciekałem w używki, a konfliktów unikałem jak ognia. Dużo rzeczy wolałem ścierpieć niż się pokłócić. Nie żyłem w zgodzie z sobą, bo się bałem. Bałem się lęku i odpowiedzialności za własne życie. Wolałem uciec w komfort i doraźną ulgę. Zagłuszyć swoje emocje marihuaną, alkoholem albo jedzeniem. Poczuć przyjemność i nie myśleć, choć przez chwile.
Nie taki diabeł straszny
Co ciekawe, nuda była dla mnie jednym z trudniejszych stanów emocjonalnych. Czymś zupełnie nie do przyjęcia. Odczuwałem lęk przed nudą. Musiałem ją natychmiast czymś zagłuszyć. A mój repertuar zajęć był mocno ograniczony przez zespół amotywacyjny, będący skutkiem palenia marihuany. Z tego samego powodu nie potrafiłem się za bardzo na niczym skupić. Pozostawało więc dalsze zagłuszanie nudy przez używki i szybką dopaminę np. z shortów na yt.
Teraz tak właściwie to przestałem się nudzić. Dzięki zbudowanej samodyscyplinie mam tyle rzeczy, które mogę i lubię robić, że nie starcza mi doby na to wszystko. A nawet gdy zdarzy mi się odczuć nudę, to nauczyłem się ją cenić. Nuda jest stanem, w którym pobudza się kreatywność. Zdarza się, że gdy się nudzę, do głowy same przychodzą mi gotowe rozwiązania nurtujących mnie problemów. Nuda, przed którą tak uciekałem, stała się pożądanym stanem, na który muszę rezerwować czas w grafiku pełnym innych zajęć.
Selekcja treści
Nie słucham radia, nie oglądam telewizji, nie czytam wiadomości – żadnych. Gdy dzieje się coś dużego, czy to w Polsce, czy na świecie, to i tak te informacje jakoś do mnie docierają. Zawsze ktoś coś powie, koledzy w pracy, rodzina, znajomi. Internet również przesiąka dużymi wydarzeniami i mimowolnie zobaczę jakiś komentarz bądź mema. Nie czuję się więc, jakbym mieszkał w jaskini.
Jak mnie coś zainteresuje, to sobie poczytam. W innym przypadku nie zamierzam zaśmiecać swojej głowy polityką i bieżącymi wydarzeniami, które w większości mnie nie dotyczą lub na które nie mam żadnego wpływu. Dbam o higienę swojej psychiki i nie pozwalam, żeby wpływały na nią losowe treści. Narracja płynąca z mediów jest przesiąknięta skrajnymi emocjami i skupia się na negatywach – jest więc szkodliwa.
Wewnętrzny głos
Gdy jeżdżę krótkie trasy samochodem, zazwyczaj wyłączam radio – jeżdżę w ciszy. Gdy biegam i spaceruję, nie słucham muzyki ani podcastów. Wsłuchuję się w siebie, słucham swoich myśli lub skupiam się na oddechu i technice stawiania kolejnych kroków. Albo podziwiam naturę – potrafię się nią zachwycić każdego dnia.
Ograniczając wpływ różnych narracji i nie zagłuszając myśli muzyką, zacząłem zauważać zależności. Wiem, skąd wynika moje zachowanie lub chęć zachowania się w dany sposób. Widzę skąd wynikają (lub mogą wynikać) zachowania innych. Czasem mogłoby się zdawać, że w pozornie pusty dzień – właśnie przez to, że zauważam tyle różnych zależności, prowadzę wewnętrzny dialog i kontroluję swoje zachowania – mam wrażenie, że wydarzyło się w nim bardzo dużo. Gdy uciąłem treści zewnętrzne, moje życie zaczęło być bogatsze w dużo ważniejsze treści – te wewnętrzne.
Sprawczość
Wartość danej filozofii udowadnia się działaniem. Stoicyzm dał mi taką dozę sprawczości, że czuję się, jakbym w ciągu 3 ostatnich lat przeżył całe życie – zawarłem w nich tak wiele treści. Kluczowe jednak jest to, że rzeczy, które się działy w tym czasie, wynikały bezpośrednio z moich uprzednio przemyślanych decyzji. Los przestał mną targać we wszystkie strony, teraz to ja nadaję mojemu życiu kierunek. Co prawda, reszta i tak zależy od przypadku, lecz wiem, że przynajmniej mogę polegać na sobie – a to bardzo dużo i to mi wystarczy.
Oto co wydarzyło się w moim życiu, odkąd przejąłem nad nim stery:
- uwolniłem się od uzależnień
- zmieniłem wewnętrzną narrację
- zbudowałem samodyscyplinę
- poprawiłem relacje ze sobą, innymi i światem
- nauczyłem się oszczędzać
- schudłem ~50 kg bez efektu jojo (utrzymuję wagę od ponad 2 lat)
- zrobiłem 100 000 pompek
- przebiegłem półmaraton i ponad 2300km łącznie
- zwiedziłem Istrię, Kretę, Ligurię oraz Sycylię
- przeczytałem 73 książki wzbogacając swoje słownictwo
- nauczyłem się pisać, zbytnio nie kalecząc przy tym języka
- stałem się poetą – wiersze klepie hurtowo, czasem nawet całkiem niezłe
- wystąpiłem w podcaście "Ze stoickim spokojem"
- znalazłem w swoim życiu poczucie sensu
Dalsza praca
Widzę swoje słabości i fragmenty moich dawnych osobowości, które wciąż starają się wywrzeć wpływ na moje poczynania. Wiem gdzie muszę włożyć największą pracę, żeby pójść do przodu. Zamierzam więc wytrwać w procesie zmiany, bo praca nad sobą sprawia mi frajdę.
Gdyby jednak okazało się, że to, co mam, jest moim maksimum i nic więcej nie da się zrobić – będzie to dla mnie ok. W takim przypadku będę praktykować stoicyzm dla samego podtrzymania. Bo to, co do tej pory udało mi się wypracować, wykracza poza moje wszelkie oczekiwania.
@splash545 Miszczu, przez Ciebie brnę przez żywot Marka Aureliusza i czerpię z mądrości jego, Epikteta, Seneki i Twojej. To naprawdę dobra podróż. Dzięki i gratuluję.
W końcu miałem chwilę , by zapoznać się z Twoim wpisem na spokojnie.
Bardzo ciekawe, bardzo pokrzepiające.
Serdecznie gratuluję osiągnięcia takiego ,,zen".
Najbardziej mi zaimponował fragment, o nie słuchaniu muzyki podczas ćwiczeń. Tylko w trakcie pływania jestem wstanie się tak ,,wyciszyć", a i tak mam mętlik i szum w głowie.
Gardzi mną kto? Niech sobie. A ja uważać będę, by mnie nikt nie znalazł czyniącym cokolwiek lub mówiącym, co by godne było pogardy. Nienawidzi mnie? Dobrze. A ja zachowam dla każdego życzliwość i uprzejmość.
Jezus powiedział do Nikodema: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego".
John 3:16-18
For God so loved the world, that he gave his only begotten Son, that whoever believes in him should not perish but have eternal life. For God did not send his Son into the world to condemn the world, but in order that the world might be saved through him. Whoever believes in him is not condemned, but whoever does not believe is condemned already, because he has not believed in the name of the only begotten Son of God.
Nie należy przystawać od razu nawet na rzeczy oczywiste i jawne. Niektóre bowiem kłamstwa mają pozory prawdy. Zawsze trzeba poczekać: czas odkrywa prawdę. Nie dawajmy pochopnie posłuchu oszczercom: powinniśmy znać i traktować podejrzliwie tę ułomność natury ludzkiej, że chętnie wierzymy w to, czego nieradzi słuchamy, i że wpadamy w gniew, zanim pomyślimy. A cóż powiedzieć o tym, że powodujemy się nie tylko oskarżeniami, lecz także podejrzeniami, i że źle tłumacząc sobie cudzy wyraz twarzy i uśmiech, gniewamy się na ludzi niewinnych? Dlatego więc trzeba bronić sprawy człowieka nieobecnego przeciwko samemu sobie i trzymać w zawieszeniu wyrok. Zawsze bowiem można wymierzyć karę, która została odroczona, ale wymierzonej nie sposób odwołać.
Jezus wraz z uczniami przyszedł znowu do Jerozolimy. Kiedy chodził po świątyni, przystąpili do Niego arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi i zapytali Go: "Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę, żebyś to czynił?" Jezus im odpowiedział: "Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię. Czy chrzest Janowy pochodził z nieba, czy też od ludzi? Odpowiedzcie Mi". Oni zastanawiali się między sobą: "Jeśli powiemy: „Z nieba”, to nam zarzuci: „Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?” Powiemy: „Od ludzi”. Lecz bali się tłumu, ponieważ wszyscy rzeczywiście uważali Jana za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi: "Nie wiemy". Jezus im rzekł: "Zatem i Ja wam nie powiem, jakim prawem to czynię".
Mark 11:27-33
At that time: Jesus and his disciples came again to Jerusalem. And as he was walking in the Temple, the chief priests and the scribes and the elders came to him, and they said to him, ‘By what authority are you doing these things, or who gave you this authority to do them?’ Jesus said to them, ‘I will ask you one question; answer me, and I will tell you by what authority I do these things. Was the baptism of John from heaven or from man? Answer me.’ And they discussed it with one another, saying, ‘If we say, “From heaven”, he will say, “Why then did you not believe him?” But shall we say, “From man”?’ — they were afraid of the people, for they all held that John really was a prophet. So they answered Jesus, ‘We do not know.’ And Jesus said to them, ‘Neither will I tell you by what authority I do these things.’
@bori w sumie... Masaż był bardzo przyjemny, kasa leci jak woda, prądem kopie, lód mrozi... Więc wszystko się zgadza. Tylko masek, łańcuchów i pasów brakuje. A nie, pasy są.
W tej metodzie pacjent trzyma w dupie metalowy, podłużny wałek, którym jest elektroda bierna cylindryczna. Jej zadaniem jest bezpieczne zamknięcie obwodu elektrycznego i odprowadzanie prądu, podczas gdy fizjoterapeuta wykonuje masaż drugą, aktywną elektrodą w miejscu urazu
(...) przyjrzyj się, czym są w istocie nasze sprawy, a nie czym się zowią:
dowiesz się, że więcej zła przytrafia nam się ze szczęśliwego niż z nieszczęśliwego przypadku. Bo ileż to razy zdarzenie, któreśmy zwali nieszczęściem, stało się przyczyną i początkiem szczęśliwości? A ileż to razy rzecz zdobyta pośród radosnych powinszowań była dla zdobywcy swojego tylko szczeblem wiodącym ku przepaści.
No nie wiem, nie wiem. :p Z drugą częścią się zgadzam, ale ta pierwsza wydaje mi się na siłę w polaryzacji z nim. W znaczym stopniu nieszczęśliwe przypadki, doprowadzają do większego nieszczęścia.
@Fafalala oczywiście bywa i tak i jest to bardziej oczywista kolej rzeczy. Różnie jednak z tym wszystkim bywa.
Przypomina mi się chińska przypowieść gdzie rolnik mówił, że jego syn złamał nogę i nie mógł pomagać rodzinie, więc było to nieszczęście? Bo okazało się później, że z tego powodu nie został wysłany na wojnę, która wybuchła niewiele później po tym zdarzeniu. Może, więc dzięki temu ocalił życie.
A tak z własnego przykładu. Czy to, że babrałem się 15 lat w uzależnieniach, to czy było to nieszczęście? Na tamten moment było. Lecz czy gdyby nie to, to czy wszedłbym w stoicyzm z takim zapałem i czy biegalbym teraz polamaratony i był tak zadowolony z własnego życia, a może żyłbym bardziej przeciętnie i męczył się ze swoimi bolączkami? Tego nie wiem, ale mogłoby tak być.
Drugi przykład. Pojechałem na wczasy życia do Chorwacji, Jeepem w którym po drodze wysiadł most i automat. Cudem udało się dojechać. Byłem bez kasy, remont wyszedł 15k. Musiałem się zapożyczyć i prosić o pomoc rodzinę. Nie miałem czym dojeżdżać do roboty. Jednak w tym momencie już praktykowałem stoicyzm i postanowiłem świadomie poszukac w tej sytuacji korzyści. Nie użalałem się, zacząłem wstawać wcześniej i chodzić parę kilometrów z buta do roboty. Sciaganie części i remont trwał 2 miesiące. W tym czasie wypracowałem nawyk, polubiłem chodzić i schudłem. Jak auto wróciło do mnie chodziłem już dla samej przyjemności. Przerodziło się to w marszobiegi, później bieganie i widzisz w jakim miejscu jestem dzięki temu "nieszczęściu". A przecież ja tego biegania bym sobie nigdy sam nie wymyślił, bo nienawidziłem biegać przez całe życie! xd A teraz to kocham.
@Fafalala a w powyższym cytacie jest taki wydźwięk, bo starożytni stoicy lubili trochę kusić los. Tzn. nie byli nierozsądni i nie pakowali się głupio w jakieś tarapaty, jednak cierpliwie wyczekiwali przeszkód i życiowych trudności. Sam też zacząłem to zauważać, że przyjemnie się żyje jak nic złego się nie dzieje, jednak to życiowe trudności są szansą na rozwój. Bo ileż można się w głowie przygotowywać na różne ewentualności? Tak naprawdę dopiero gdy nastaną dostaje się okazję do przetestowania siebie i sprawdzenia ile to wszystko faktycznie jest warte.
Jezus przybył do Jerozolimy i wszedł do świątyni. Obejrzał wszystko, a że pora była już późna, wyszedł razem z Dwunastoma do Betanii. Nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, poczuł głód. A widząc z daleka figowiec, okryty liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz podszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: "Niechaj już nikt nigdy nie je z ciebie owocu!" A słyszeli to Jego uczniowie. I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły tych, co zmieniali pieniądze, i ławki sprzedawców gołębi; nie pozwolił też, żeby ktoś przeniósł sprzęt jakiś przez świątynię. Potem nauczał ich, mówiąc: "Czyż nie jest napisane: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów? Lecz wy uczyniliście go jaskinią zbójców". Kiedy doszło to do arcykapłanów i uczonych w Piśmie, szukali sposobu, jak by Go zgładzić. Czuli bowiem lęk przed Nim, gdyż cały tłum był zachwycony Jego nauką. Gdy zaś wieczór zapadł, Jezus i uczniowie wychodzili poza miasto. Przechodząc rano, ujrzeli figowiec uschły od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: "Rabbi, patrz, figowiec, który przekląłeś, usechł". Jezus im odpowiedział: "Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: Podnieś się i rzuć w morze, a nie zwątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co prosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie coś przeciw komuś, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze".
Mark 11:11-26
With the acclamation of the crowd, Jesus entered Jerusalem and went into the Temple. And when he had looked around at everything, as it was already late, he went out to Bethany with the Twelve. On the following day, when they came from Bethany, he was hungry. And seeing in the distance a fig tree in leaf, he went to see if he could find anything on it. When he came to it, he found nothing but leaves, for it was not the season for figs. And he said to it, ‘May no one ever eat fruit from you again.’ And his disciples heard it. And they came to Jerusalem. And he entered the Temple and began to drive out those who sold and those who bought in the Temple, and he overturned the tables of the money-changers and the seats of those who sold pigeons. And he would not allow anyone to carry anything through the Temple. And he was teaching them and saying to them, ‘Is it not written, “My house shall be called a house of prayer for all the nations”? But you have made it a den of robbers.’ And the chief priests and the scribes heard it and were seeking a way to destroy him, for they feared him, because all the crowd was astonished at his teaching. And when evening came they went out of the city. As they passed by in the morning, they saw the fig tree withered away to its roots. And Peter remembered and said to him, ‘Rabbi, look! The fig tree that you cursed has withered.’ And Jesus answered them, ‘Have faith in God. Truly, I say to you, whoever says to this mountain, “Be taken up and thrown into the sea”, and does not doubt in his heart, but believes that what he says will come to pass, it will be done for him. Therefore I tell you, whatever you ask in prayer, believe that you have received it, and it will be yours. And whenever you stand praying, forgive, if you have anything against anyone, so that your Father also who is in heaven may forgive you your trespasses. But if you do not forgive, neither will your Father who is in heaven forgive your trespasses’.