Hejto.pl

(...) przyjrzyj się, czym są w istocie nasze sprawy, a nie czym się zowią:

dowiesz się, że więcej zła przytrafia nam się ze szczęśliwego niż z nieszczęśliwego przypadku. Bo ileż to razy zdarzenie, któreśmy zwali nieszczęściem, stało się przyczyną i początkiem szczęśliwości? A ileż to razy rzecz zdobyta pośród radosnych powinszowań była dla zdobywcy swojego tylko szczeblem wiodącym ku przepaści.


Seneka, Listy moralne do Lucyliusza

#stoicyzm

dcbc10d7-a0c0-41c0-a1c1-e908af561bf1

Komentarze (6)

No nie wiem, nie wiem. :p Z drugą częścią się zgadzam, ale ta pierwsza wydaje mi się na siłę w polaryzacji z nim. W znaczym stopniu nieszczęśliwe przypadki, doprowadzają do większego nieszczęścia.

@Fafalala oczywiście bywa i tak i jest to bardziej oczywista kolej rzeczy. Różnie jednak z tym wszystkim bywa.


Przypomina mi się chińska przypowieść gdzie rolnik mówił, że jego syn złamał nogę i nie mógł pomagać rodzinie, więc było to nieszczęście? Bo okazało się później, że z tego powodu nie został wysłany na wojnę, która wybuchła niewiele później po tym zdarzeniu. Może, więc dzięki temu ocalił życie.


A tak z własnego przykładu. Czy to, że babrałem się 15 lat w uzależnieniach, to czy było to nieszczęście? Na tamten moment było. Lecz czy gdyby nie to, to czy wszedłbym w stoicyzm z takim zapałem i czy biegalbym teraz polamaratony i był tak zadowolony z własnego życia, a może żyłbym bardziej przeciętnie i męczył się ze swoimi bolączkami? Tego nie wiem, ale mogłoby tak być.


Drugi przykład. Pojechałem na wczasy życia do Chorwacji, Jeepem w którym po drodze wysiadł most i automat. Cudem udało się dojechać. Byłem bez kasy, remont wyszedł 15k. Musiałem się zapożyczyć i prosić o pomoc rodzinę. Nie miałem czym dojeżdżać do roboty. Jednak w tym momencie już praktykowałem stoicyzm i postanowiłem świadomie poszukac w tej sytuacji korzyści. Nie użalałem się, zacząłem wstawać wcześniej i chodzić parę kilometrów z buta do roboty. Sciaganie części i remont trwał 2 miesiące. W tym czasie wypracowałem nawyk, polubiłem chodzić i schudłem. Jak auto wróciło do mnie chodziłem już dla samej przyjemności. Przerodziło się to w marszobiegi, później bieganie i widzisz w jakim miejscu jestem dzięki temu "nieszczęściu". A przecież ja tego biegania bym sobie nigdy sam nie wymyślił, bo nienawidziłem biegać przez całe życie! xd A teraz to kocham.

@Fafalala a w powyższym cytacie jest taki wydźwięk, bo starożytni stoicy lubili trochę kusić los. Tzn. nie byli nierozsądni i nie pakowali się głupio w jakieś tarapaty, jednak cierpliwie wyczekiwali przeszkód i życiowych trudności. Sam też zacząłem to zauważać, że przyjemnie się żyje jak nic złego się nie dzieje, jednak to życiowe trudności są szansą na rozwój. Bo ileż można się w głowie przygotowywać na różne ewentualności? Tak naprawdę dopiero gdy nastaną dostaje się okazję do przetestowania siebie i sprawdzenia ile to wszystko faktycznie jest warte.

@splash545 tak sobie myślałam nad tym co napisałeś i nadal trzymam się trochę myśli, że nie każde nieszczęście to zmiana na lepsze. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę, że odnosiłam to do bardzo skrajnych sytuacji. Takich wielkich tragedii ludzkich i mimowolnie do siebie samej. Ogółem nawet z największego syfu można usupłać coś dobrego, ale nie zawsze.

Pomyślałam w ciągu myśliwowym o takich "codziennych" nieszczęściach, analizując Twoje doświadczenia i muszę stwierdzić, że coś w tym jest. Ja pod wpływem emocji i zaburzeń porzuciłam pracę bez zabezpieczenia jakiegokolwiek. Już abstrahując od samych moich wewnętrznych trudności, teraz jestem w takim miejscu pracy z takimi ludźmi, że cieszę się zaeowno każdą chwilą mojego pracowego standupu, a również buduję na intensywnym polu bitwy własną autonomie i umiejętności walki. Bez tego stresu, że zostaje bez pracy z dnia na dzień prawie, nie miałabym tego. Przykłady można mnożyć, w sumie od tych najmniejszych, ale zazwyczaj to one prowadzą do zmian tych bardziej kluczowych. Szczęście zmieniające się na nieszczęście mocniej boli. Bardziej ogłupia.

Jeszcze jedno. Po tym co napisałeś, to właściwie bez Twojego wejścia w siebie nic wartościowego byś nie wymyśl. Wkurzał byś się tylko, że samochód zepsuty i łazić trzeba. XD

@Fafalala oczywiście, że nie każde nieszczęście to zmiana na lepsze. Chodzi o to, żeby z automatu nie przypinać rzeczom łatki, że to złe, a tamto dobre, bo nigdy nie wiadomo jak to wyjdzie. Przede wszystkim chodzi tu o wstrzymanie się przed ocenianiem i osądzaniem, bo przypinając łatkę do danego zdarzenia jako złe można od razu pogrążyć się w nieszczęściu. Tu jest dobry przykład z tym popsutym samochodem, gdzie to tylko kwestia podejścia mnie uratowała.


Ale nie ma co generalizować, tu nie chodzi o wywracanie kota ogonem i twierdzenie, że nieszczęście zawsze wyjdzie na dobre – bo to nieprawda. Zdarzają się nieszczęścia, które nas niszczą, pogrążają i czynią życie trudniejszym lub je kończą. Ciężko uznać przykład bezbronnego dziecka przechodzącego przez męki jako próbę charakteru i coś co wyjdzie po latach na dobre. Takie twierdzenie byłoby bezrozumne. Zdarzają się nieszczęścia, które są złem. Taki jest świat, bo dzieją się na nim cuda i rzeczy pojebane. Bo niektórym uda się przetrwać, a innym nie.

@Fafalala fajne jest to co napisałaś o Twojej nowej pracy i że udaje Ci się znaleźć w tym miejsce na rozwój osobisty. Cieszę się, że Ci się układa.

Zaloguj się aby komentować