Wystarczyła mi informacja, że Vince Gilligan napisał serial dla Rhei Seehorn, żeby wiedzieć, że będę miał do czynienia z czymś niesamowitym.
Vince jest świetnym scenarzystą, którego „Better Call Saul” uważam za jeszcze lepszy serial niż „Breaking Bad”. Głównie dzięki rewelacyjnie napisanej i zagranej Kim Wexler. Vince tą postacią pokazał, że kobiety mogą być silne na swój sposób, że nie trzeba tworzyć karykatur mężczyzn, żeby żeńska bohaterka była „badassem”. Trudno jest mi znaleźć lepiej wykreowaną kobiecą postać.
No i nie myliłem się. „Pluribus” już po pierwszym sezonie w moim prywatnym rankingu wyprzedził „Better Call Saul”.
Po pierwsze, mamy do czynienia z przystępnym science fiction, które może się spodobać osobom nieprzywykłym do tego gatunku. Ziemia została opanowana przez wirus, łączący ludzi w rój o wspólnej świadomości. Jednakże znalazła się garstka odporna genetycznie, która zachowała swoją tożsamość. Wśród nich jest Carol Sturka, grana przez świetną Rheę Seehorn. Tak, uwielbiam tę aktorkę i ani trochę się tego nie wstydzę.
Po drugie, Vince igra z widzem. Odcinek kończy się wstrząsającym odkryciem, o którym dowiadujemy się dopiero w kolejnym? Podany oczywisty powód do nienawidzenia kosmitów, którzy jedzą ludzkie mięso, bardzo szybko zostaje wytłumaczony jako mało szkodliwy. Ludzie i tak umierają, więc szkoda, żeby cokolwiek się zmarnowało. ; )
No i nie dziwię się, dlaczego kolejne odcinki były wypuszczane co tydzień. W sumie to żałuję, że nie zrobiliśmy tak z dziewczyną - myślę, że w oczekiwaniu przeprowadzilibyśmy wiele rozmów na temat różnych teorii, a tak to moglibyśmy po prostu włączyć następny epizod.
Po trzecie, uwielbiam czarny humor i humor sytuacyjny, a tu jest tego sporo. W dodatku jest nienachalny, niewymuszony, jak chociażby scena z dronem wykorzystywanym w logistyce ostatniej mili. Wielokrotnie śmiałem się na głos.
Po czwarte, jest to niespieszny serial. Ujęcia często są długie, nie czułem się zmęczony ani przytłoczony, tylko wręcz odpoczywałem podczas oglądania. No i Vince nie traktuje widzów jak głupków, którym trzeba wszystko tłumaczyć. Często dostajemy urywki wiadomości, często coś dzieje się w tle, na drugim planie, bohaterka nie mówi do samej siebie, żeby widz przypadkiem się nie pogubił w fabule. Szkoda, że zrobiła to w finale sezonu, ponieważ już wcześniej były różnego rodzaju wskazówki, które dążyły do tej konkluzji, no ale to postać sobie to uświadomiła.
Po piąte, serial skłania do przemyśleń, a to uwielbiam w różnej twórczości.
Czy tego rodzaju „inwazja obcych” i złączenie wszystkich w jedną świadomość to naprawdę coś złego? Według nich wszyscy są szczęśliwi: spadło przestępstwo, nie ma już biednych ani bogatych, nikt nie jest wykorzystywany et cetera. Brzmi jak utopia, prawda? I to tylko kosztem indywidualności? Moim zdaniem to mała cena. Choć sam nie wiem, czy chciałbym do nich dołączyć. X)
Atrakcyjniejszy wydaje się scenariusz z odpornością na wirusa, dzięki czemu mamy do dyspozycji ogromną piaskownicę z rojem służących, chcących zadowolić nas za wszelką cenę. Do tego stopnia, że spełniają każdą, nawet najgłupszą zachciankę. Wyobrażałem sobie podróże po całym świecie bez konieczności znoszenia obecności innych turystów, strzelanie z różnej broni (chociażby RPG czy minigun), próbowanie potraw przygotowanych przez najlepszych kucharzy na świecie, ba, mógłbym nawet zorganizować mecz NBA z takimi koszykarzami, jakich bym sobie tylko zażyczył. Nie dziwię się, że jeden z „ocaleńców” postanowił korzystać z życia i nie dość, że odtwarzał sobie scenki z filmów, to miał swój prywatny harem i tak dalej. Normalnie raj na Ziemi.
Na koniec chciałbym się odnieść do wątku homoseksualnej relacji głównej bohaterki z jej wieloletnią partnerką, a potem z Zosią. Czy był na siłę? Oczywiście, że nie - pasował do całości. Czy można stworzyć normalny obraz takiej relacji? Oczywiście, że tak - Vince to udowodnił. Oby więcej takich.
Czy tego rodzaju „inwazja obcych” i złączenie wszystkich w jedną świadomość to naprawdę coś złego? Według nich wszyscy są szczęśliwi: spadło przestępstwo, nie ma już biednych ani bogatych, nikt nie jest wykorzystywany et cetera. Brzmi jak utopia, prawda? I to tylko kosztem indywidualności?
Też o tym rozmyślałam, jednak z każdym odcinkiem przekonywałam się, że to po prostu ugrzeczniony Borg, ale dalej Borg, który chce podbić cały Wszechświat. Jedyne co jest kulą u nogi to owe zasady, których MUSZĄ się trzymać, startrekowy Borg po prostu asymilował, nie musiał nic robić naokoło.
Więc nie do końca sądzę, że ludzki "rój" jest czymś ok, szczególnie, że asymilując skazują w pewien sposób ludzkość na wyginięcie a równocześnie chcą nieść "wirus" po kosmosie, by przejmował kolejne świadomości.
Świetny serial, fajna recka - zgadzam się też co do aktorki.
Myślę, że właśnie dlatego tak to zostało przedstawione.
Borg wlatuje z „RESISTANCE IS FUTILE” i od razu włącza się tryb buntownika. Jak o tym myślę, to w sumie nie chciałbym zostać jednym z dronów. X)
W „Pluribus” zostało to przedstawione jako osiągnięcie Nirvany i tym podobne - znacznie przyjemniejsze obraz.
Ograniczenia „roju” są dziwne. Z jednej strony nie mogą wbrew Carol zrobić niczego z jej ciałem, ale nie przeszkadziło im to w „zarażeniu” całej ludzkości bez zaoferowania im możliwości wyboru.
Film opowiada historię Daisy Clover, nastoletniej, ekscentrycznej dziewczyny, która zostaje odkryta przez łowcę talentów w Hollywood lat 30. XX wieku. Szybko zyskuje ogromną popularność, stając się wielką gwiazdą, jednak jednocześnie doświadcza niszczycielskiego wpływu sławy.
Jeżeli czytaliście książkę to wiernie oddane, minimalne różnice. Jeżeli nie czytaliście to też świetna zabawa.
Film sci-fi o typie co się obudził sam na statku kosmicznym i nic nie pamięta, a potem dzieje się cała reszta. To nie jest komedia ale można się szczerze uśmiechnąć z interakcji pomiędzy głównymi bohaterami, coś na zasadzie przytyczek dwóch dobrych kolegów w trakcie pracy.
Ryan Gosling pasuje w sumie do tej roli, po przeczytaniu książki i trailerach ciężko mi się było z tym aktorem pogodzić ale jest naprawdę ok.
Naprawdę polecam, byłem w kinie z osobą która nie czytała książki i też się świetnie bawiła.
Pozwolę sobie zawołać @Deykun i @owczareknietrzymryjski bo Wy chyba też na ten film czekaliście. Warto.
Agent brytyjskiego wywiadu odchodzi ze służby i zakłada własną agencję detektywistyczną. Jego pierwszym zadaniem jest dostarczenie tajemniczego kontenera do Finlandii.
Obejrzałem. Trąci myszką. Trochę abstrakcji, trochę ( nie wiem czy zamierzony) pastisz wczesnych Bondów. Drą łacha z Jankesów, ale tak zbyt bezpośrednio. Dałbym ledwie 6.5, bo nie najlepiej się zestarzało.
Astronauta próbuje uratować Ziemię, będąc sam w przestrzeni kosmicznej.
Wybrałam się na niego, gdyż 3 miesiące temu przeczytałam powieść na podstawie której powstała ta ekranizacja. Książka była dla mnie super więc i bardzo chętnie wybrałam się do kina na premierę.
Obawiałam się, że jednak to nie będzie to samo co książka, nie miałam bardzo wysokich oczekiwań, po prostu chciałam aby było spoko.
No i pozytywnie się zaskoczyłam bo uważam że film jest również świetny. Wzbudził we mnie wiele emocji, 3 razy się wzruszyłam na nim. Kawał dobrej roboty, tak jak forma filmów rzadko do mnie przemawia - tak tutaj te 2,5 godziny minęło mi w moment.
Książkę oceniłam 10/10, ekranizacji daje 9/10. Chcąc nie chcąc nie da się wszystkiego upchać w filmie i rozumiem pewne drobnostki które były zmienione bądź pominięte fabularnie pod widza kinowego.
Na "największy" minus u mnie tutaj wypadła postać Evy Stratt. W książce moim zdaniem totalnie inny był jej odbiór.
10/10 to raczej nie ale mocne 8/10. Jeżeli ktoś oczekuje typowego scfi to się nie doczeka. Gosling dobra mimika (info dla biednego kolesia). To film podobny do Marsjanin.
PS. Jakość obrazu w kinie to jakieś nieporozumienie.
Lata 80., schyłek PRL, miasto wojewódzkie w Polsce B. Dochodzi do tajemniczego morderstwa działacza młodzieżowego i prostytutki. Sprawą ma zająć się cyniczny i zgorzkniały dziennikarz lokalnego dziennika Wanycz, który jedyne o czym myśli to planowany od dawna wyjazd na zachód. Dostaje do pomocy nowozatrudnionego żółtodzioba, który przeprowadził się do miasta ze świeżo poślubioną żoną z Krakowa, chcąc odciąć się od ojca partyjniaka. W tle tajemnicze samobójstwo dwójki nastolatków.
Ciekawy serial kryminalny, jak na polskie warunki bardzo dobry i klimatyczny. W prawdzie sama fabuła nie porywa, ale dla scenografii i aktorstwa warto.
Oglądałem tylko pierwszy sezon. I byłby to sezon wybitny gdyby nie końcówka. Ostatni odcinek to jest takie szybkie kończenie wątków że aż złapałem się za głowę. Wyglądało to tak jakby planowali jeszcze dwa trzy odcinki ale przyszedł producent i powiedział kończyć to tu i teraz. Szkoda
@bori mnie strasznie znudził. Fajnie się oglądało lata mojej młodości na ekranie, ale czegoś brakowało. Kilka osób z pracy w UK też to oglądało i im się podobało. Choć dla nich chyba te lata 80te były ciekawsze niż sam kryminał.
Generalnie spodziewałem się w tym filmie więcej sportu, tenisa stołowego, a dostałem nieco chaotyczny film o pewnym siebie egoiscie, narcyzie i zapatrzonym w siebie bucu. Mimo zaskoczenia bardzo podobał mi się seans, taki film pode mnie trochę akcji, szaleństwa, trochę powagi, tematy rodziny, więzi, stosunków międzyludzkich, a a pomiędzy akcje typu ta z psem. Jestem pod wrażeniem jak Chalamet zagrał główną rolę i osobiście uważam, że zrobił to lepiej niż zdobywca Oskara w Grzesznikach. Dobrze się bawiłem, nie dłużył się mimo, że trwa ponad dwie godziny, są to niezłe emocje i rozrywka
Inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia młodego Amerykanina osadzonego w tureckim więzieniu w latach 70. za przemyt narkotyków.
Film dobrze zrealizowany i dobrze zagrany, z klimatycznym soundtrackiem. Jednak ani przez moment nie było mi żal protagonisty, trzeba mieć ujemne IQ, żeby jechać do bantustanu i przemycać stamtąd narkotyki. Bardziej żal mi było jego starego - typ całe życie ciężko pracował, a wychował bananka mającego problem z kojarzeniem faktów. Trochę mi się ta historia skojarzyła z ostatnią aferą wokół prób wybielania Patryka Perettiego.
@Vampiress Ok, but still. Każdy był młody i popełniał błędy. Myślę, że typ był "zresocjalizowany" po tych kilku latach i nigdy więcej czegoś takiego by nie zrobił.
#straznikteksasu #chucknorris #nostalgia #rip #wiadomosciswiat
Z obecnej na zdjęciu 4 aktorów żyje nadal pani Sheree J. Wilson (ur. 1958)(wcieliła się w rolę prokurator) Clarence Darnell Gilyard Jr. - Jimmy Trivette
1955-2022
Noble Henry Willingham - C.D. Parker
1931-2004
Carlos Ray Norris aka Chuck Norris - Cordell Walker
Od dawna brakuje. Tylko, że brakuje im wysokich przystojnych umięśnionych azjatów z dużym penisem a nie przegrywów z Polski więc nie macie się co napalać.
Tam jest problem z aktorami głównie z tego powodu, że słabo zarabiają w porównaniu do kobiet i mało jaki może to traktować jako pracę na pełen etat. No więc większość aktorów to są ludzie którzy dorabiają sobie na boku albo robią to dla rozrywki i zabawy.
A obcokrajowców bardzo rzadko biorą bo dla japończyka patrzeć jak biały r⁎⁎ha japonkę to jak dla nas patrzeć jak czarny obraca polkę. No ale ofc znajdą się tacy co i takie lubią no ale to jest nisza.