Zdjęcie w tle

rain

Gruba ryba
  • 726wpisy
  • 4111komentarzy

30 marca 1968 roku w Charlemagne (Quebec) urodziła się Céline Marie Claudette Dion. Najwybitniejsza żyjąca współczesna piosenkarka, laureatka 2 Oscarów i niezliczonej liczby innych nagród. Od niemal 30 lat darzę ją niezachwianym podziwem i już zawsze tak będzie. Nie będzie w tym ani przesady, ani zbytniego dramatyzowania, ale w moich pełnych złych wydarzeń dzieciństwie i wczesnej młodości, jej muzyka była zawsze miejscem, gdzie znajdowałam coś dobrego. To przez nią bardzo chciałam zostać wokalistką (na szczęście nie spełniłam tego marzenia, sława mi nie jest potrzebna) i nauczyłam się czegoś o śpiewaniu, które do dzisiaj jest moim hobby. Jeśli istnieje jakiś bóg, to niech da jej dużo zdrowia i długie lata życia, bym mogła ją kiedyś zobaczyć na żywo.

#muzyka

https://www.youtube.com/watch?v=80At3a_u8hk

Zaloguj się aby komentować

Jamie Kreiner "Reguła mnicha". Przypadkiem trafiłam na to w bibliotece. Jako że podtytuł brzmi "Czego o uważności możemy dowiedzieć się od średniowiecznych zakonników", stała na półce z "psychologią". Co też wiele osób (sądzę z opinii przeczytanych w necie) wprowadza w błąd co do faktycznej treści tej książki, a potem rozczarowani wystawiają jej mieszane opinie. Bo to nie jest poradnik "jak się skupić". Jest to książka o późnostarożytnym i wczesnośredniowiecznym monastycyzmie. Owszem - głównym tematem są zmagania ówczesnych mnichów i pustelników z brakiem koncentracji, który przeszkadzał im w rozwoju duchowym, ale więcej na tej książce skorzystają ci, których interesuje historia, życie ludzi w dawnych wiekach i sam monastycyzm, zwłaszcza ten wschodni (rozumiem przez to nie mnichów buddyjskich itd. - choć oni mieli te same problemy i bardzo zbliżone rozwiązania, ale mnichów chrześcijańskich, którzy działali na Bliskim Wschodzie)., niż ci, którzy chcieliby znaleźć jakieś praktyczne podpowiedzi jak oni sami mieliby radzić sobie z dystrakcjami w codziennym życiu.

Ogólnie - książka jest bardzo ciekawa, przystępnie napisana i oparta na bardzo bogatej literaturze. Jeśli ktoś interesuje się takimi tematami, naprawdę warto przeczytać.

#ksiazki

a6daea27-4fa4-4b5f-83ec-1a01c3dbcd7a

Zaloguj się aby komentować

Siedzę na łóżku i czytam poranne maile. Telefon.

- Dzień dobry, tu Klara Sobieraj, ja dzwonię z działu wsparcia ekologii…

Mieszkam w mieszkaniu, chmury są około 364 dni w roku, a na balkonie nie zmieści się Pamela Anderson, a co dopiero panel fotowoltaiki. No cóż, pobawić się z botem zawsze można.

- Dobrze, byłbym zainteresowany, ale mam parę pytań.

Otwieram szybko „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach”.

- Tak?

Dostała pani w prezencie urodzinowym portfel z cielęcej skóry. Co pani z nim zrobi?

Chwila niezręcznej ciszy, słychać tylko, jak krasnoludy przetaczają koła zębate serwera w kazamatach Watykanu.

- Podziękowałabym.

Uśmiecham się pod nosem.

- Dobrze, kolejne pytanie. Ogląda pani telewizję, aż tu nagle widzi pani osę na ramieniu. Co pani robi?

Krasnoludy zaczynają nocną zmianę i obracają jeszcze szybciej.

- Strzepuję ją.

Odhaczam w głowie drugą odpowiedź.

- Dobrze, ostatnie pytanie. Idzie pani przez pustynię i spogląda w dół. W pani stronę idzie powoli żółw, bierze go pani i kładzie na plecach. Zwierz wymachuje nogami, słońce pali mu brzuchol, próbuje się przewrócić, ale bez pani pomocy nie może. Dlaczego mu pani nie pomaga?

Krasnoludy twierdzą, że one tak dłużej nie będą robić za frajer, zakładają związek zawodowy i zaczynają śpiewać Mury. W słuchawce minuta ciszy, jakby się ktoś zasłużony przekręcił.

- Co to jest „żółw”?

Bingo, do trzech razy sztuka. Wysyłam wiadomość.

- A nic nic, żarty żarciki. Jakie pani może zaproponować modele paneli?

Klara wymienia przez 30 sekund, odkładam telefon i piłuję paznokcie. Wtem słyszę otwierane drzwi, urwany krzyk (czyli KRZ) i stłumiony strzał. Rozłączam się i idę zjeść śniadanie.

20 minut później stoję na balkonie (bez paneli) i dopijam kawę. Podlatuje polonez, otwiera się okno i Rysiek Dekarz rzuca mi za fatygę sześciopak browca. Uśmiecham się i życzę pomyślnych polowań na replikanty. Tak, to ja, Łowca Androidów, jeden z ocalałych członków załogi greckiego tankowca Lotus.

#pasta #zajebanezfacebooka #heheszki

Zaloguj się aby komentować

Hej #wroclaw, kiedy i gdzie są jakieś "pchle targi", na których można kupić po taniości jakieś drobiazgi do renowacji? Teraz starocie są na placu przy Marii Magdalenie, ale ceny są takie sobie, a i wystawione rzeczy są w dobrym stanie, co mnie nie interesuje.

#starocie #hobby #pytanie

Zaloguj się aby komentować

Tak się dziś zastanawiam - jestem kobietą, no i jak pewnie paru z Was pamięta pracuję na uniwerku, ale szczerze mówiąc, coraz bardziej ciągnie mnie do pracy ręcznej (jak to babę wychowaną na wsi, LOL), tak jako hobby, a może też z czasem dałoby się z tego zrobić jakieś źródło dodatkowego dochodu? Wynajmuję mieszkanie, więc żadne wielkie maszyny nie wchodzą w grę, ale trochę miejsca się znajdzie. Z tym, że sąsiedzi pewnie by mnie zeżarli gdybym im jakoś zaczęła hałasować np. jakąś piłą czy wiertarką. Od dawna fascynuje mnie mechanika, coś tam nawet potrafię zrobić przy swoim aucie, np. wymienić amortyzator czy klocki hamulcowe, tylko kompletnie nie wiem, jak się za to zabrać w moim przypadku. Może wziąć się za jakieś naprawy mniejszego sprzętu? Stolarstwo też byłoby np. fajne, ale w mieszkaniu w kamienicy pewnie zupełnie odpada. Nie dostrzegam u siebie niestety jakichś talentów plastycznych, więc żadne makramy czy coś w tym stylu raczej nie wchodzą w grę.

Może ktoś z Was ma jakieś doświadczenia z rzemiosłem/majsterkowaniem w mieszkaniu? Jakieś pomysły na start dla kobiety, która nigdy się tym nie zajmowała, ale chciałaby spróbować?

#pytanie #rzemioslo #hobby #stolarstwo

@rain Nie wiem gdzie mieszkasz, ale można sobie wynająć garaż albo jakąś małą komórkę na hobbystyczne grzebanie za relatywnie niewielką kasę. Ja za ok. 300zł wynajmuję sobie pod dłubanie (co prawda we własnym, i tylko pochłaniającym środki) aucie.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Gdyby ktoś z Was kiedyś się zastanawiał, czy może jeszcze chodzę na siłownię (LOL - nikomu to nawet nie przeszło przez myśl), to tak. Ale nie 5 razy w tygodniu jak kiedyś, tylko 2 razy tygodniowo. No i to są np. moje wyniki z wczoraj:

martwy ciąg: 4 serie x 52.5 kg x 10

odwodziciele: 4 serie x 110 kg x 15

wiosłowanie na maszynie: 4 serie x 91 kg x 10

asystowane podciągnięcia: 4 serie x -12 kg x 10

wznosy bokiem: 3 serie X 16 kg (czyli 2 x 8 kg) x 10

unoszenie nóg: 4 serie x 16 powtórzeń.


Mimo wszystko - trochę siły mi jeszcze zostało. Podobnie jak kilogramów - ważę 62 kg. Tjaaa.. wiem, że kobieta kończy się na 60 kg.

Ogólnie to w zeszłym roku, tak chyba jeszcze latem coś się stanowczo zmieniło w moim sposobie myślenia odnośnie ćwiczeń i dążenia do jak najlepszej sylwetki. Chyba złożyło się na to parę rzeczy: po pierwsze świadomość, że jak tylko pojadę do rodziców (a tam spędzam zawsze urlop i to nie są 2 tygodnie, tylko prawie 2 miesiące), to zaraz zupełnie stracę formę i wszystkie moje wcześniejsze starania i poświęcenie - ćwiczenia, trzymanie deficytu kalorycznego itd. zostaną całkowicie zniweczone. Tak też się stało i w te wakacje. Druga sprawa to świadomość, że w grudniu (mówimy o zeszłym roku) skończę 40 lat. I w zasadzie - czy wyglądam lepiej, czy gorzej nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Nie zbieram żadnych komplementów gdy ważę powiedzmy 57 kg i w martwym podnoszę 70 kg. Podobnież - nikogo nie obchodzi czy muszę używać paska do spodni, czy też same się trzymają. XD Więc cała moja praca służy zupełnie nikomu i niczemu. Stąd też ponownie po przerwie wakacyjnej wróciłam na siłownię chyba dopiero w listopadzie. Już też nie jestem tak strasznie restrykcyjna jeśli chodzi o liczenie kalorii - choć to mam już tak wdrukowane w mózg, że pewnie będę to robić do końca życia, na przemian z atakami "wilczego apetytu". Morału z tej historii nie ma żadnego. Pewnie dalej będę chodzić na siłownię, bo jednak pamiętam, że z wiekiem cialo jeśli się tego nie pilnuje staje się coraz bardziej słabe i popsute. Ale tak zupełnie bez żadnej frajdy, a tylko z poczucia obowiązku.

Takie to moje głębokie #przemysleniazdupy na temat #silownia

@rain ej, jak przychodza do mnie na silke takie dobrze wytrenowane czterdziechy, to az milo popatrzec, wiec to nie prawda, ze nikomu nie sluzy Twoja dojebana forma - sluzy facetom, ktorzy sobie obczajaja d⁎⁎y i nogi ;)

A tak serio, to jesli jestes w dobrym, mocnym treningu przez caly rok, to nawet dwa miesiace spedzone u rodzicow, nie spowoduja calkowitej utraty formy, a powrot do niej bedzie szybki i latwy.

No ale jezeli na ten moment chodzisz na silke dla zdrowia, to po prostu rob ciagi, siady, wiosla, facepulle i wyciskania na klate - pierwsze dwa zapewnia Ci wieloletnia sprawnosc w poruszaniu sie, a drugie trzy dadza dobra posture i podciagna troche cycki do gory :)

Może ci się przejadło? Jak chodziłaś prawie codziennie. Jak kolega napisał, można spróbować zmienić aktywność, poszukać czegoś nowego żeby dawało frajdę. Akurat się wiosna zaczyna więc może rower, bieganie, rolki, góry?

A komplementy to ciężka sprawa, faceci się boją mówić cokolwiek żeby nie zostać oskarżonym o molestowanie, prędzej od innej baby coś usłyszysz.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@rain najbardziej wkurwiający bug jest w AC3, pi⁎⁎⁎⁎lące się zapisy. Jak pomyślę, że znowu mi się spierdoli w połowie, to odechciewa się grać.

z Ubisoftu to jednak pierwsza częśc i druga najlepiej oddawała Assassina Creed.

Gdzie faktycznie musiałeś zachowywać sie jak cichy zabójca...

Im nowsza seria tym bardziej przypomina to zwykłe RPG akcji gdzie coraz bardziej zaczynasz walczyć otwarcie bez skradania sie jak w jakimś MMO.


Chociaż jeszcze Black Flag z IV serii też było ok bo tam jeszcze był ten aspekt pirackiej żeglugi fajny.

Zaloguj się aby komentować

Dostałam dziś wieczorem maila od jakiejś pani, która przeczytała mój artykuł sprzed roku (napisany w 2023, ale wyszedł na począku 2024) i stwierdziła, że nie napisałam w nim, że ona ponad 20 lat temu napisała na podobny temat magisterkę i że mam to sprostować w tym artykule (LOL) i wszystkich kolejnych. Nie chcę napisać tego w złym momencie, ale zaraz się jeszcze pewnie okaże, że ją splagiatowałam. XD

Aż do czasu owego maila (czyli powiedzmy - do ok 20 minut temu) nie miałam pojęcia o żadnej takiej magisterce, nie mówiąc już o tym, że nawet jej nie widziałam. No i ... jak coś jest niepublikowane, to znaczy w zasadzie, że tak jakby tego w ogóle nie było. Chyba że o czymś nie wiem jeśli chodzi o standardy w publikacjach naukowych.

Tak więc - jak trafię do ciupy za "kradzież własności intelektualnej" to przesyłajcie mi jakieś paczki, co? Dobry pilnik do metalu zawsze się przyda. Albo mały młoteczek geologiczny i jakiś duży plakat.

#nauka #heheszki (choć w tym momencie wcale nie jest mi do śmiechu, bo ton tego maila zapowiada, że to jakaś roszczeniowa Karen, a ja nigdy nie miałam do czynienia z taką sytuacją) #ciekawostki

Zapomniałam wczoraj dodać ważną rzecz, ale to dlatego, że cała ta dziwna sytuacja mnie zupełnie skołowała. Moje teksty zawsze mają mnóstwo odniesień bibliograficznych. Np. teraz piszę artykuł, który na 9 stronach (w tym momencie to 30 tys. znaków) ma 20 przypisów z podaniem artykułów i książek, z których korzystałam. W pierwszym przypisie tekstu, który wywołał tą babkę z nicości zawarłam też obszerne podziękowania dla wszystkich, którzy mi jakoś pomogli w szukaniu materiałów. Ogólnie - nikomu nie odmawiam uznania jego wkładu, jeśli rzeczywiście takowy był. Zawsze o tym pamiętam. Tym bardziej zszokowało mnie to dziwne rządanie "sprostowania", bo nie zamieściłam info o pracy, o której istnieniu pewnie nikt oprócz babki, która ją napisała i jej promotora nic nie wie.

Ktp publiczne jakieś poważniejsze badania czy analizy publikował, ten się w cyrku nie śmieje. Od razu pojawia się wianuszek chętnych na podłączenie się.

Napisz sprostowanie.


Napisz odnośnik. Że istnieje jakaś magisterka gdzie pani cos takiego opisywała ale jej nie widziałem więc zamieszczam jej maila

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio #youtube zaproponował mi kanał tej babeczki: https://www.youtube.com/@ogustachsiedyskutuje Jest architektem wnętrz i wygląda na to, że zna się na swojej robocie. Obejrzałam parę jej filmików z propozycjami poprawienia skopanych rzutów mieszkań i naprawdę te propozycje wydały mi się sensowne. Na tyle, że znów zaczęło mi się marzyć, że wreszcie kupię sobie mieszkanie i że nawet jak nie będzie ono miało "idealnego" rzutu, to może dobry architekt wnętrz i tak mógłby z tego coś ulepić. Oczywiście, jak mówi guru: niektóre rzuty są fu*ked i nie mogą być unfu*ked. Ale znowu - dobry architekt wnętrz pewnie z łatwością takie wyłapie.

#ciekawostki #architektura #architekturawnetrz

Ech...

zamarzyła mi się pracownia w stylu secesyjnym. od mebli po przełączniki światła.


może w końcu ruszę d⁎⁎ę i se zrobię.

dzięki drukarkom 3D i laserom CNC teraz wszystko potaniało.

Zaloguj się aby komentować

Pamiętacie te wszystkie śmieszkowe posty o pracy w januszexie i o tym, jak op zrobi coś tam i że więcej info będzie po 16? No więc dziś w mojej sytuacji w #pracbaza się chyba trochę wyjaśni (choć znając życie zapewne niewiele). Dziś bowiem dyrekcja ma wyciągać swoje największe działa i dowodzić.. No właśnie - teraz już nie wiem czego. Czy tego, że "akcja reorganizacja, k...wa!", czy też tego, że "my źle policzyliśmy obciążenia, to nieporozumienie itd." Bo o ile jeszcze w zeszłym tygodniu dyrektor był strasznie pewny swego, o tyle już w poniedziałek podobno zaczął wycofywać się rakiem ze swoich pozycji. Mam nadzieję, że moje słowa się jeszcze dziś źle nie zestarzeją, ale wiem, co też oni (czyli dyrekcja) źle policzyli - głosy na radzie instytutu. Przez te parę dni bowiem ciężko pracowaliśmy, by przekonać kilku jej członków do tego, że coś bardzo złego się tu odjaniepawla. Ale robiliśmy to merytorycznie, ani razu nie zająknąwszy się o tym, że wiemy z bardzo pewnego źródła, że dyrektor chce zwolnić moją koleżankę, by wcisnąć na jej miejsce swego kumpla i że nie mogąc tego zrobić legalnie (bo wszystkie przepisy stoją za nią), postanowił "wywrócić stolik" i zrobić fejkową reorganizację. Oczywiście nie śmiem się cieszyć ewentualnym zwycięstwem, ponieważ tak aroganckiego człowieka jak nasz dyrektor to ze świecą szukać, więc nikt nie wie co też się dzisiaj wydarzy.

Nie powtarzajcie tego nikomu, ale jak myślałam sobie przez ostatnie dni o tym wszystkim, to doszłam do wniosku, że gdyby na fali owej "reorganizacji" mnie również "zreorganizowano" (dla wyjaśnienia - dyro twierdzi, że mój zakład ma aż 1000 godzin zajęć, których to nie my powinniśmy prowadzić, ale inne zakłady - a 1000 h to cztery etaty, więc jak je chcesz zabrać z danego zakładu to tym samym wywalasz jego pracowników), chyba bym odczuła ulgę. Nawet gdyby wiązało się to z zostaniem na lodzie.

Tymczasem trzymajmy się wszyscy w tym dziwnym świecie No i trzymajcie, proszę, kciuki, by choć tym razem "słuszna sprawa" wygrała.

#praca

Aktualizacja (choć nie jest jeszcze po 16.): wygraliśmy w głosowaniu na Radzie 2 głosami. Więc w tym momencie dyrektorska inicjatywa wydaje się mieć ukręcony łeb. Ale jestem ostrożna w optymizmie, bo z pewnością to jeszcze nie koniec problemów.

Zaloguj się aby komentować

Powiem Wam, że ten rok zaczyna się dla mnie "z przytupem". Otóż - nowy dyrektor mego instytutu planuje "reorganizację" mojego zakładu. Początkowo myśleliśmy, że chodzi mu tylko o wy...nie mojej koleżanki, tj. nie przedłużenie jej dwuletniej umowy czasowej, która kończy się jej we wrześniu, przesunięcie jej etatu do innego zakładu i zatrudnienie tam protegowanego dyrektora. Just an ordinary day in academia, right? Oczywiście podjęliśmy działania w obronie tej koleżanki, bo nie będziemy patrzeć bezczynnie jak komuś dzieje się krzywda. Abstrahując już nawet od tego, że owa koleżanka przez ostatni rok jest celem mobbingu. Ale od początku wydawało mi się, że na tym jednym etacie się nie skończy. No i dziś mój kolega z zakładu podzielił się podejrzeniem, że chodzi o grubszą sprawę - zwolnienie aż 4 osób z naszego zakładu. Od początku podejrzewam, że jestem w gronie wytypowanych do zwolnienia (bo już pojawiły się "sugestie", że prowadzę zajęcia, których nie powinnam - tak jakby mi ich sami nie narzucili, lol, a na dodatek - jakby nie twierdzili, że właśnie do prowadzenia tych zajęć mnie zatrudniono). Podobno bardzo trudno (jeśli w ogóle niemal niemożliwe) jest zwolnienie pracownika naukowego zatrudnionego na czas nieokreślony (vide ja), ale.. od czego jest reorganizacja? Więc może nawet nie zdąrzę zrealizować grantu badawczego, który dostałam na ten rok kalendarzowy. I wydać książki z referatami z konferencji, którą organizuję. No i ponownie, w wieku 40 lat, wyląduję na lodzie. Może sobie trochę z tego ironizuję, ale to nie jest tak, że jak stracę tu pracę, to mogę aplikować do stu innych miejsc. Inaczej mówiąc - zbliżam się ku końcowi swej "kariery naukowej". Co ciekawe - czeka nas tzw. ewaluacja i są u nas osoby, które nawet przez 4 lata od ostatniej ewaluacji nie zapełniły 4 slotów publikacyjnych. Słownie - czterech. Zresztą: robią to nagminnie. I co, myślicie, że grozi im zwolnienie? Nic bardziej mylnego. Być może już za parę dni będę znać więcej szczegółów.

#pracbaza #zalesie

Przykro się to wszystko czyta, łącznie z komentarzami ludzi, którzy jak widzę mieli podobne wesołe perypetie.


Kusi rzucić memem polska.jpg, ale skoro Sabine Hossenfelder opisuje podobne patologie, a w komentarzach pod jej filmikami w podobnym tonie wypowiadają się ludzie z innych krajów, to nie jest do śmiechu.

Sytuacja wygląda na generowaną przez system edukacji.

Szkoły nie uczą radzenia sobie w takich sytuacjach, bo osoby, które sobie nie radzą ze zmianami, biorą stabilny etat szkolny, a wtedy stają się jednocześnie i ofiarami i twórcami takiego samonakręcającego się systemu.

Zwolnienia przyniosą poprawę, tym bardziej, jeśli powstanie na przykład siatka bezpieczeństwa i szeroka edukacja propagująca lepsze umiejętności i rozwiązania.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@rain kiedyś miałem rozmowę z kolegą, który jest smakoszem tortexa, żeby spróbował może czegoś lepszego. Zaproponowałem heinz który lubię, na to dostałem odpowiedź "co?! przecież to niedobre, pomidorami czuć"

Zaloguj się aby komentować