W sobotę też koszą. Ja do roboty, ale moja śpi przy otwartym oknie. Nic pospać jej nie dadzą, ale spoko, od środy miała trzy zmiany 12h, to co jej tam jakaś kosiareczka (jak wychodziłem zjeżdżali traktorkiem z naczepy).
Na razie prognoza deszczowa, ale powiadam Wam, tylko skończą kosić tu ostatni skrawek i dzień później będzie upał 30°. Trzy dni wystarczą, wszystko zdechnie.
@Laryngoskop U mnie zarząd co roku podejmuje heroiczną walkę z każdą odstającą trawką i panowie z kosiarkami w zasadzie bez przerwy chodzą wokół bloków. W czerwcu wszystko wysycha do gołej ziemi i żyjemy sobie na takiej pustyni aż do następnej wiosny gdzie wspaniały cykl spółdzielni dowodzonej przez emerytów rozpoczyna się na nowo. Co prawda w zimę nie odśnieżają bo kasa poszła na koszenie ale po co komu przejezdne drogi gdy ma się 80 lat xD
W porównaniu z tym co usłyszałem od prababci (a za bachora przeprowadziłem z nią wywiad dla przyszłych pokoleń i zapisałem w zeszyciku), uważam, że ta książka powinna być obowiązkową lekturą szkolną. Koniec tej szlachtomanii, pochodzimy od chłopstwa. Jak bardzo pokrętna była to grupa społeczna - wychodzi jak na dłoni. Nie mógłbym być bardziej odmienny od moich przodków, którym nauka i wszystko co z nauką związane pewnie w gardle stawało. Niemniej, dobrze wiedzieć jak żyli i jak bardzo w kość dawała im szlachta. Chętnie przeczytałbym drugi raz.
Tytuł: Jak zerwać z plastikiem. Zmień świat na lepsze, rezygnując z plastiku krok po kroku
Autor: Will McCallum
Kategoria: Poradnik
Wydawnictwo: Insignis
Format: e-book
Liczba stron: 256
Ocena: 4/10
Prywatny licznik 13/30
Pozycja uwrażliwia na problem zanieczyszczenia plastikiem.
Mamy odpowiedź na tytułowe pytanie, a to nie zawsze oczywistość. Jest też spora doza ekoaktywizmu, pod koniec nieco kwikłem czytając rozdział o sprzeciwianiu się choćby plastikowym słomkom w kawiarniach (pozycja z 2018) - choć w założeniu słuszne, użyte metody wydają się uprzykrzać życie innym, lub nie mieć sensu (odsyłanie plastikowych opakowań do producenta).
Do tego niektóre z porad są po prostu szkodliwe z mojego punktu widzenia, choćby zastąpienie wykałaczek wielorazową, tytanową (to już lepiej używajcie drewnianych, a najlepiej w ogóle sięgnijcie po nić dentystyczną, zęby i dziąsła Wam podziękują).
Część poradnikowa o zamianie plastikowych produktów na wielorazowe jest ok. Reszta - do pominięcia.
Jest choć fragment tej książki skierowany do producentów wszelkiego jednorazowego gówna? Czy jak zwykle to konsument jest obarczany odpowiedzialnością?
Producenci powinni przestać pakować wszystko w plastik
zastepowanie plastiku papierem pokrytym plastikiem to nie jest rozwiazanie
producenci powinni zaprzestać wmawiania konsumentom, ze kupowanie nowego przedmiotu jest ekologiczne
decydenci i miliarderzy powinni zrezygnowac z nadmiernej eksploatacji odrzutowcow
autorzy ksiazek z d⁎⁎y powinni przemyslec sens ich wydawania
Wprowadzenie tych punktow, zredukuje emisje, zanieczyszczenie i eksploatacje srodowiska w znacznie wiekszym stopniu niz kolejne podatki i sortowanie smieci na 6 frakcji przez 50 lat
Ekologia to bardzo ważny temat, który został doszczętnie przeruchany przez aktywistów, polityków i korporacje dla własnych zysków. Zbudowano struktury religijnych ekstremistów w kościele pod wezwaniem emisji CO2, wmawiajac akolitom ze to jedyny ratunek dla planety.
Pod plaszczykiem ekologii i dzialania na rzecz planety swiat pograzyl sie w korpokracji, gdize lobbysci maja wiekszy wplyw na ksztaltowanie rzadow niz wyborcy.
Trzeba miec niezly kompleks boga, by wierzyc ze takie pierdniecie ewolucji, jakim jest nasza cywilizacja ma tak drastyczny wplyw na funkcjonowanie planety z 4,5 mld lat stazem, ze 100 lat uprzemyslowienia doprowadzi do zaglady świata.
Nie zmienia to faktu, ze nie sra sie we wslane gniazdo i nalezy o planete dbac, ale tak naprawde a nie dla podwyzszenia slupkow zysku
Czy Was też irytuje, kiedy opisywane zachowania nie są naturalne? Pytam się, kto podnosi brwi kiedy jest zdenerwowany xD taka mimika jest tu wielokrotnie wspominana - nadal nie leży mi to w kontekście. Największy minus, drażniło jak skórki przy paznokciach w oczach partnerki.
Jedna z postaci ma na imię Sergiusz. Tak jak autor na drugie. Też bym tak zrobił, rozumiem i szanuję.
Całkiem interesująca wizja pokręconego świata niby z przyszłości, ale z orkami i wspomaganymi pancerzami, z panteonem słowiańskich bogów i zwyczajów, a przede wszystkim z konfliktem Polacy - reszta świata (głównie sąsiedzi, przy czym tu wspominani są przede wszystkim Niemcy). Całość polukrowana jest typowo męskim humorem, chociaż postać pokazująca cycki na samym wstępie później traci swoją głębię w tym aspekcie (więcej nie robi nic podobnego).
@Vakarian miałem jeszcze jakieś przemyślenia podczas lektury, powinienem był gdzieś to spisać, bo układały się w podobny obraz. Ale było parę głupich rzeczy.
WIEM, BROŃ XD przecież chłop napisał że Desert Eagle to rewolwer. Wielokrotnie pomylone zostały rodzaje broni (nazwa jakiegoś gnata nie zgadzała się z opisem - jw.), ale podobnie było choćby z dowolną kwestią z lotnictwa. Generalnie chłop nie wpadł na pomysł, żeby sprawdzić część ze swojego słownictwa w encyklopedii, bo albo przesadził z synonimami, albo używa niektórych słów w znaczeniach, których te słowa nie przewidują.
Ogółem ta seria poniekąd opiera się na tym, że część bohaterów (jeśli nie wszyscy) zostało stworzonych na podstawie prawdziwych ludzi znanych autorowi czy ogółem w Fandomie. Zresztą, do trzeciej części był nabór na postacie. :')
Jedna z wielu pozycji przekładających porady z 5 wieku p.n.e. na język biznesowy.
Szczerze to jednocześnie parskałem i czerpałem mądrości z tej książki. Niezależnie od prostoty porad Sun Tzu, momentami książka stawia czytelnika (w domyśle pracownika wyższego szczebla w korpo) w niezręczej pozycji, zarzucając mu niejako brak wiedzy w jakichś podstawowych relacjach międzyludzkich - bawi niezmiernie. Z drugiej strony, zarówno sentencje mistrza, jak i historyczne przykłady sytuacji o których mowa to zdecydowanie wartość dodana. Polecam, lekka i całkiem przyjemna.
Słuchajcie, nawet liczyć już nie umiem, bo okazuje się że to moja 12 książka w tym roku xD ale zostawiam licznik tak jak jest, powinienem się wyrobić.
Interesująca opowieść o pustynnej krainie bez życia. Światotwórstwo na wysokim poziomie, barwne opisy na przemian usypiają i ułatwiają wyobrażenie sobie otoczenia. Największy minus to zakończenie, jak dla mnie trochę nijakie. Ocena nie za wysoka, bo czekałem aż się rozkręci, a w sumie do ostatnich stron nie było takich chwil, żebym czytał z zapartym tchem.
@Laryngoskop To był jeden z nielicznych audiobooków jakie słyszałem, ale warto było ze względu na wykonanie. Prawdopodobnie dzięki niemu odbiór książki był lepszy.
@Nemrod Potwierdzam, audiobook robi robotę. Ja niestety nie wytrwałem, bo słuchałem w pracy i nie mogłem się w pełni skupić, natomiast samo wykonanie top.
@Laryngoskop akurat Lem nie słynie z ekscytujących zakończeń, moim zdaniem większość jego powieści jest celowo dość otwarta, by dać pewien niedosyt i zostawić czytelnikowi pole do przemyśleń. Właśnie dlatego zostały one ze mną tak długo.
Niestety Niezwyciężony cierpi na typową przypadłość starszych scifi. Koncepty, które były nowatorskie i odkrywcze gdy powstawała, zostały tak bardzo przemielone przez kulturę, że wiele z nich wydaje się wtórnym powielaniem schematu.
@Fingal i dla tych konceptów to się czyta. Z tym się zgodzę, sposób w jaki Lem przedstawia tu umysł roju jest ciekawszy i bardziej interesujący niż obecne rozwiązania dla tego problemu. Plus wojna maszyn z maszynami i jednocześnie organizmami żywymi - nie tak często podnoszony w literaturze sci-fi wątek
@Laryngoskop szczególnie wątek budowania coraz bardziej złożonych i skomplikowanych maszyn przeciwko mniejszym, mniej złożonym, które za to potrafią się samoorganizować. Lem był zdecydowanym zwolennikiem drugiego rozwiązania.
Ja przy czytaniu Lema szybko się zacząłem skupiać na bardziej filozoficznych wątkach odnoszących się do natury człowieka i kontaktu z obcymi. Te wątki są są nadal aktualne. Niektóre powieści faktycznie lepiej czyta się patrząc na nie pod tym kątem. Akurat w niezwyciężony jest trochę ubogi w te wątki.
Tak się zamyśliłem nad dzisiejszą okrągłą rocznicą i mnie natchnęło - @hejto może jakieś odznaczenie za aktywność w 20 rocznicę narodzin najpotężniejszego polskiego mema???
Dorwałem takie komiksy/powieści graficzne w znanym konsorcjum z chrząszczem z podrzędu wielożernych w logo. Nadadzą się do #czytajzhejto i wrzucenia na #bookmeter , czy inaczej to skategoryzować?
Tytuł: Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania
Autor: Bartosz Józefiak
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak Literanova
Format: e-book
Liczba stron: 352
Ocena: 7/10
Prywatny licznik 9/30
Miałem wrzucić wcześniej, ale wpadł znajomy i chciał wziąć ze sobą w rejs, a jak się okazało, mój kolega miał ją w formie elektronicznej.
Całkiem interesująca pozycja, polecam szczególnie, jeśli nie mieliście jeszcze do czynienia z kupnem nieruchomości, a niechybnie Was to czeka (jestem w takiej sytuacji, nieprędko, ale zbliża się ten moment).
Autor napędza sporo strachu o praktykach deweloperów, ale biorąc pod uwagę nastroje społeczne względem tej branży naprawdę ciężko go winić. Jest to też pozycja edukacyjna - nie zdawałem sobie sprawy, że nieodebranie mieszkania jest praktycznie niemożliwe (chyba, że stanowi zagrożenie dla życia).
@Laryngoskop Ja bym chciał żeby ktoś kiedyś napisał kto konkretnie przepchnął rozwiązania np. o zmianie ilości światła które musi wpadać do okna (dzięki czemu można stawiać bloki gdzie możesz nasikać sąsiadowi do okna), o tym że nie musi być 1.5 miejsc parkingowych, i kilka innych ustaw.
To są konkretni lobbyści, i konkretne osoby które te przepisy napisały, i przepychały.
@Opornik i nawet wiemy którzy. Ale jak wiadomo - jak trwoga, piszesz o ludziach, którzy niekoniecznie Ci zaszkodzą.
Mam inne przemyślenie w tej kwestii, może nieco prostsze. Czemu jedynym rozwiązaniem naszych polityków jest kredyt na mieszkanie, zamiast budownictwa? Jak bardzo oni wszyscy siedzą w kieszeniach tym deweloperom? Kiedyś psioczyłem na fakt, że zagraniczni inwestorzy mogą się tu budować, teraz bym chciał, żeby choć trochę wygryźli rodzimą konkurencję. Skończyłoby się babci sranie.
@Laryngoskop No panowie ubecy i kryminaliści przefarbowani na biznesmenów by nie mieli do śmiechu. Ale nigdy do tego nie dojdzie, skoro nawet PiS im w dupę wchodził, co mnie trochę zaskoczyło, bo PO to wiadomo.
Tytuł: Gwiezdny posłaniec. Nasza cywilizacja z perspektywy kosmicznej
Autor: Neil deGrasse Tyson
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Insignis
Format: e-book
Liczba stron: 408
Ocena: 5/10
Prywatny licznik 8/30
Chyba najnudniejsza jak do tej pory książka znanego popularyzatora nauki.
Konwencja ciekawa, ale całość sprowadza się do luźnych przemyśleń autora. Czyta się jak nieco uporządkowany strumień świadomości. Jeśli przewinęły się Wam wywiady z Neilem - ta książka czerpie z tych wypowiedzi garściami,
Piąty raz w tym sezonie będzie jakiś przegląd w bloku. Instalacja ciepłownicza, gazowa, przewody wentylacyjne i stan instalacji elektrycznej. A teraz kominiarski.
I tu pytanie do Was - ja za głupi jestem, ale dlaczego są oddzielne przeglądy wentylacji i kominiarski? Blok mieszkalny, końcówka lat 60, no przecież nikt tu nie ma komina, nie można tego ogarnąć za jednym przeglądem? A wgl to też macie ich aż tyle? Nie pierwszy raz mieszkam w bloku, ale takiego natężenia wcześniej nie spotkałem. W spółdzielni nie bywam, bo wynajem, a też nie mam czasu na zabawy w środę o 12, bo w przeciwieństwie do reszty mieszkańców mam mniej niż 69 lat, tak na oko licząc.
@cebulaZrosolu no jest bojler, ale to w piwnicy. Chyba bez sensu byłoby instalować dodatkowe grzanie, ale w sumie nie wiem, zapytam babeczkę sprzątającą na klatce, ona tu wszystkich zna i wie wszystko, wliczając w zawartość domów mieszkańców, bo często pomaga tym dziadkom. Ale tak mi się wydaje, że na siłę trochę.
@Laryngoskop jak macie wspólny bojler w piwnicy to bez sensu, ale czy tak było zawsze? Tego pewnie nie wiesz, może nie każdy się podłączył pod wspólne ogrzewanie wody użytkowej. U mnie w mieście chyba wszystkie (poza kilkoma socjalnymi) bloki są podłączone do elektrociepłowni a mimo to byłem kiedyś w jednym mieszkaniu gdzie ktoś miał piecyk gazowy w łazience.
Proponuję nietypowe przeglądy potwierdzać w administracji, bo u mnie w okolicy jakieś typki twierdzą, że chcą zrobić przegląd (instalacji, okien), a po konfrontacji okazuje się, że to złodziej robi wizję lokalną.
Gówniane formatowanie ebooka, z czego wynikała masa błędów (niewynikających ze składni sprzed reformy). Powracam do Wellsa. Opowiadanie na swoje czasy na pewno ciekawe, dziś dzięki rozwojowi medycyny trąci już myszką. Rozbitek ugoszczony na wyspie tytułowego doktora nie może się pozbyć wzroku dziwnych mieszkańców wyspy. Dręczy go też zagadka - dlaczego lekarz porzucił wygody Londynu dla jakiejś odległej wysepki?
@Laryngoskop przeczytałem jednym tchem na plaży w zeszłym roku. Intrygująca opowieść, choć sam nie wiem jakbym ją ocenił. Z jednej strony klasyk, z drugiej nie do końca jestem usatysfakcjonowany po przeczytaniu. Niemniej jednak byłem ciekaw rozwoju akcji, więc chyba na plus
Krótka i treściwa pozycja prowadząca za rączkę, od rozejrzenia w środowisku ChataGPT i Midjourney po różne słowa-klucze i techniki modulujące prompty, które pomogą nam osiągnąć cel w generowaniu treści za pomocą AI. Raczej dla początkujących, zdecydowanie dla wszystkich, którzy z AI nie mieli do tej pory zbyt wiele wspólnego. Korzyści są niewymierne.
Tytuł: Prosto o AI. Jak działa i myśli sztuczna inteligencja?
Autor: Robert Trypuz
Kategoria: techinka
Wydawnictwo: Helion
Format: e-book
Liczba stron: 152
Ocena: 6/10
Prywatny licznik 7/30
Książka zdecydowanie bardziej dla zainteresowanych programowaniem, większość rozdziałów (które autor nazwał odcinkami, bo zamiast książki marzył mu się serial) opiera się na technicznych zasadach działania AI. Mimo to napisana na tyle przystępnie, że coś tam zrozumiałem. Ostatnie dwa rozdziały traktują bardziej o praktycznym podejściu do AI - przykładach wdrożenia i konsekwencjach dla zwykłego zjadacza chleba.
Tytuł: Człowiek na ba(k)terie. Jak czerpać energię i zdrowie z jelit
Autor: Margit Kossobudzka
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Agora
Format: e-book
Liczba stron: 184
Ocena: 7/10
Prywatny licznik: 6/30
Reportaż w formie wywiadu z naukowcami zajmującymi się wpływem naszych mikrobów na nasze zdrowie.
Mimo kilku lat rozwoju nauki (książka wydana w 2018) większość zawartych tu informacji jest zapewne nadal aktualna, a zatem z powodzeniem może służyć jako wstęp do zagadnienia mikrobioty. Głównie jelitowej, ale nie tylko.
Sporo medycznych pojęć i nazw gatunków bakterii, do tego częste wtrącenia ciekawostek, niekoniecznie związanych z treścią rozdziału. Całość nieco spowalnia czytanie, ale zdecydowanie warto dotrwać do końca.
W niektóre dni tracę wiarę w ten naród. Taki dzień jest dzisiaj.
Rozmawiałem, nieważne z kim ani gdzie, ważne żebyście wiedzieli, że człowiek wykształcony, wiek ok. 50 lat. Czyli nie taki stary, na dzisiejsze standardy. Rozmowa zaczęła się od tego, że ziomek zagaił kilka osób w przerwie od pracy, jak to w krajach bałtyckich ceny prądu wywaliło w kosmos. Czterokrotnie. I że przedsiębiorcy to pewnie woleliby jednak prąd od ru$$kich, bo przemysł tego nie wytrzyma.
Coś tam zagaiłem, myśląc że może chłop tylko "gospodarczo" tak psioczy:
- A to lepiej od r*sji brać?
- A pan jakie widzi wyjście? Przecież oni nie są w stanie się zaopatrzyć w energię, mają za mało elektrowni. Poza tym ciągnięcie prądu od sąsiadów jest nieefektywne, to są duże straty. Polska traci na przesyle do sąsiadów 30% energii rocznie.
**Brzmi jak całkiem spora strata, więc bez sprawdzania założyłem że to fejur **
Już myślałem, że nic nas dalej nie połączy w rozmowie, ale faceta ewidentnie do mnie ciągnęło (dlaczego się odzywałem?):
- A pan był kiedyś w r*sji? (taki wstęp wcale nie brzmi jak akcja propagandowa - przyp. mój)
- Nie. Ale chciałbym (zgodnie z prawdą, za dużo się naoglądałem Patera za młodu).
- A to widzi Pan, bo ja byłem w petersburgu i tam jest taki ermitaż (...)
Po wielokropku nastąpił opis ermitaża ze strony Pana. Powiem tak, średnio w to wierzyłem, ale częściowo typ miał rację. Wymieniają obrazy na wystawach co kilka tygodni, bo są w stanie wywiesić jedynie 5% swoich zbiorów (przynajmniej wg źródła https://blog.transsyberyjska.pl/ermitaz-swiatynia-sztuki-w-sankt-petersburgu/ ). To że mają tam 500 sal brzmi już mniej sensowne, nawet biorąc pod uwagę 70k mkw powierzchni. No ale Pan zachwalał w opór, Luwr się chowa.
Ale jakiś czas potem, chłop zaczął opowiadać, że najbardziej w życiu ceni Kubańskich lekarzy (niezwiązana anegdota). Dlaczego? Z wywodu wynikało, że chodzi między innymi o to, że w procesie kształcenia są uczeni (z r*sji) i że taki Kubańczyk odpracowuje swoją naukę jako lekarz za granicą i z tego przynosi profity Kubie. I jak już odpracuje swoje, to może wraz z rodziną wyjechać. Z tego pięknego systemu, w którym kształcą go elitarni nauczyciele.
Żeby losowi ludzie jak ja czy niektórzy z Was nie ogarniali to rozumiem. Ale wykształcony człowiek, ba, de facto naukowiec, niepotrafiący wartościować źródeł?
Dla wciąż niezdecydowanych - jeśli zastanawiacie się, co mogło być złego w opisie petersburskiej instytucji - bardzo możliwe, że r*sja tak wygląda. W dwóch miastach, czyli petersburgu i moskwie. A reszta kacapii to dokładnie to co widzieliśmy wszyscy na zdjęciach z wojny w Ukrainie - kacapy kradnące kible.
Ale Ermitaż rzeczywiście jest jednym z największych sztuki na świecie (chociaż sal ma mniej niż 200, ale jak je podzielić parawanami..), a na Kubie mają bardzo dobrą służbę zdrowia - albo może lepiej bardzo dobrych lekarzy, jak kto woli, bo te dwie sytuacje nie są tożsame. Wątpię natomiast, żeby poziom ich wykształcenia wynikał akurat z tego, ze kształcą się na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie*
Natomiast zastanawiam się nad tym, czy w rozmowie z nim wyraziłeś swoje zdanie o Rosji, powiedziałeś, że to skandal i kurestwo wychwalać Rosję w obecnej sytuacji czy zostawiłeś to sobie na później, na hejto. Hm?
W niektóre dni tracę wiarę w ten naród.
Mnie tylko niektórzy ludzie śmieszą
*nie wiem, czy taki uniwersytet istnieje czy to tylko w dowcipach
@KLH2 nie wytknąłem tego, ale to ze względu na relację typu... Powiedzmy mistrz-uczeń, którą będę z nim utrzymywał przez najbliższy miesiąc. Trudno byłoby się dogadać od początku się spierając. Poza tym zostawiłem sobie ocenę człowieka na potem, żeby sprawdzić choć część z tych faktów. Co jak widzisz zrobiłem, przyznając się, że część z nich to prawda. Ale spinka od pierwszego dnia... No nie widzi mi się.
@Laryngoskop A może Cię testuje, jak ci czarodzieje w filmach swoich uczniów? Albo inni tacy różni
Nie znam gościa, więc nie wiem, ale jest sporo ludzi, którzy cenią sobie u innych własne zdanie, nawet jeśli jest odmienne od posiadanego przez nich. No, może sporo to przesadziłem, ale są tacy ludzie.
Na wstępie warto zaznaczyć że to fanfiction. Na tyle udane, że Cixin Liu dał błogosławieństwo (i udzielił praw do wykorzystania swojej marki przy publikacji), niemniej nadal fanfic.
Głównym bohaterem jest znany już z "Końca śmierci" Yun Tianming i poznajemy jego wersję tej opowieści. W końcowej części książki autor stara się ładnie zamknąć wątki innych powieści Cixina Liu, spinając je całkiem ciekawą klamrą kompozycyjną.
Na minus - w porównaniu do pozostałych książek z uniwersum (poza "Piorunem Kulistym", którego jeszcze nie czytałem i pod tym kątem nie mogę ocenić) widzimy typową dla fanficów fascynację nagością i rozwinięcia wątków romantycznych pomiędzy bohaterami. Do tego tracimy najważniejszą zaletę całej serii - tracimy wyczerpujące wyjaśnienia zjawisk fizycznych, z pogranicza fizyki i fantastyki. Nowe rozważania są płytsze i mniej skomplikowane. Ma to sens, bo oglądamy świat z perspektywy bohatera niebędącego fizykiem, jednak całość traci na tym magię oryginału.
Ogólnie polecam, ale jednak wrócę do autora "Wspomnienia o dniu Ziemi" i przejrzę pozostałe jego książki.
@Cerber108 chyba dlatego taka wysoka, bo nadal jestem pod wpływem "Wspomnienia" i cokolwiek z nią związanego od razu milej się czyta. Ale jak to bywa z niektórymi historiami - niedopowiedzenia wspomina się milej niż domysły czytelników.
Książka ukazuje nieco zapomniane dziś początki Donalda Trumpa w polityce, ale głównym wątkiem są organizacje i osoby popierające posunięcia amerykańskiego prezydenta. Ukazanie zmiany poglądów tych ciał na Trumpa pokazuje jak skrajnie prawicowe środowiska europejskie najpierw reagowały nieufnością na obecność takiego człowieka na tak wysokim stanowisku, po czym zdają sobie sprawę, że mogą wiele zyskać dzięki poparciu.
Ogromna bibliografia, całość wygląda na rzetelnid napisany kawał reportażu. Zabrałem się do czytania od razu po wypuszczeniu. Polecam przede wszystkim tym, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej o amerykańskim prezydencie i jego wpływie na politykę w naszej części świata.