Co prawda do pełni jeszcze jakiś tydzień, ale wzięłam już dzisiaj Księżyc na warsztat - zobaczymy, co z tego wyjdzie To jedna z tych skrzynek, do których ozdobienia użyłam gotowego papieru ozdobnego, mimo wszystko jednak chciałabym trochę zmodyfikować całość. Na razie dołożyłam wypukłe narożniki i domalowałam tu i tam parę gałązek, za jakiś czas pewnie pojawią się też wypukłe listki i inne detale.
Więcej moich szpargałów twórczych jak zawsze na #apaturiart
@Ragnarokk jestem na wakacjach i jakoś latem podczas jazdy na rowerze kochane Google maps poprowadziło mnie wiele kilometrów totalnymi odludziami. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że w okolicy podobno grasują wilki. Reszta drogi była sztywniutka, analizowałem każde drzewo po drodze pod kątem tego czy uda mi się na nie wdrapać w razie W xD
No generalnie, to czytam niusa i chce mi się śmiać.
Pies był członkiem rodziny...ale trzymają go w budzie. Później się dziwią, że na terenach gdzie wilki występują, one sobie robią z niego szwedzki stół.
Też mam psy, ale i drut kolczasty nad płotem, kamery i najważniejsze - psy mam w domu. Dlatego, że na moich terenach jest jedna wataha.
Na filmiku o ile działa, jak i zdjęciach macie wilka etiopskiego, który najprawdopodobniej (bo wymagane są dalsze badania) zapyla kwiaty Trytomy (kwiatuszek w kształcie pochodni).
---------------------------
News nie jest najnowszy, bo mogliście już o tym przeczytać miesiąc temu, ale dzisiaj został opublikowany artykuł na The Conversation przez jedną z osób działających w etiopskim programie ochrony wilków, to sobie przybliżymy ten temat. Tych wilków żyje obecnie tylko około 500 i to jeden z najbardziej narażonych na wyginięcie mięsożerców na świecie.
Gdy zgłębiliśmy temat, stało się jasne, że nie jest to wyjątkowe zjawisko. Wręcz przeciwnie, wilki rzeczywiście aktywnie poszukiwały nektaru i potrafiły spędzać znaczną ilość czasu na jego zbieraniu. Na przykład zaobserwowaliśmy samicę wilka, która spędziła 1,5 godziny na kwiecistej polanie i odwiedziła 30 różnych kwiatostanów. Analiza kwiatów potwierdziła, że pyłek mógł być przenoszony przez ssaka.
Istnieje kilka ssaków zapylających żywiących się nektarem, głównie gatunki nietoperzy. Żerowanie na nektarze jest rzadkością wśród drapieżników i zazwyczaj dotyczy jedynie małych gatunków, takich jak cywety czy mangusty. Niedźwiedzie wszystkożerne, takie jak biruangi malajskie , również mogą spożywać nektar, choć jest to słabo udokumentowane.
Dlatego zachowanie wilka etiopskiego jest przełomowe. Ten wyspecjalizowany łowca gryzoni jest pierwszym dużym drapieżnikiem, u którego zaobserwowano spożywanie nektaru.
Choć nektar prawdopodobnie nie dostarcza wystarczającej ilości składników odżywczych, by zaspokoić dzienne potrzeby wilków, może stanowić niewielki zastrzyk energii. Smaczny przysmak na rozpoczęcie dnia lub deser, by uzupełnić posiłek z gryzonia.
To, czy wilki mogą być skutecznymi zapylaczami, musi zostać jeszcze potwierdzone, ale warto zbadać, co to oznacza dla trytomy. Być może wilk etiopski nie jest jedynym dużym drapieżnikiem lubującym się w nektarze. Większa świadomość takich nietypowych interakcji może doprowadzić do odkrycia kolejnych przykładów w innych ekosystemach.
Jakby kogoś ciekawiło, to nektar z tej rośliny jest używany tradycyjnie do słodzenia kawy i etiopskich podpłomyków, a ona sama ma mieć właściwości lecznicze.
Na ostatniej focie macie biruangi malajskie, czyli @Dziwen niedźwiadki.
---------------------------
#apwdndziwen < Polecam obserwować tag lub społeczność, by nie przegapić takich wpisów, bo widać, o jakich porach ja to wrzucam - no... średnich. xd
Wczoraj po zmroku spacerowałem samotnie po lesie w okolicznych górach. Od czasu do czasu tak lubię, znam moje rejony bardzo dobrze. Była dziwna atmosfera, zazwyczaj widzę jakieś sarenki, spotykam ludzi a wczoraj nic. Widziałem najpierw jednego lisa, potem wydawało mi się że drugiego ale wyjątkowo szybko zniknęły mi jego oczy z objęć latarki i miałem wrażenie że coś za duży jak na lisa. Od tego "drugiego" cały czas miałem odczucie że nie jestem sam a las był wyjątkowo cichy, bardziej niż zwykle. Po kilku kilometrach dochodziłem do przełęczy, gdzie zazwyczaj są ludzie, jakieś kilometr przed przełęczą poczułem się bardziej pewnie, tak jak zazwyczaj, zapaliłem czerwone światło w latarce, puściłem muzykę na słuchawkach.
I tak dosłownie 100m przed parkingiem na przełęczy podnoszę wzrok i widzę w niewielkiej odległości, prosto w miejsce gdzie idę, dosłownie z 20, 30 metrów ode mnie 7 albo 8 par czerwonych oczu patrzących prosto na mnie (czerwone od latarki). Zdążyłem powiedzieć tylko głośne o kur*a, przełączyłem światło na białe i zobaczyłem ostatnie dwa jak znikały w zaroślach. Może minęło z 5 sekund odkąd je zobaczyłem i ściągnąłem sluchawki a i tak nie było w ogóle ich słychać jak się oddalały, niesamowite jak cicho i szybko się przemieszczały. Próbowałem znaleźć je światłem latarki bo mam bardzo mocną ale już ich nie widziałem.
Przyznam szczerze że tak mnie zaskoczyły, że "obsrałem zbroje" i żałuję że krzyknąłem. Może gdybym się nie odezwał to zdążyłbym zrobić zdjęcie... Za to 5 kilometrów dalej blisko zabudowań pokaźna grupka sarenek. Wstawiam foto