Nie wiem czemu zawsze jak popełnię jakiś błąd pisząc na komputerze i zauważę go jeszcze w trakcie pisania, to zawsze wypierdalam całą linię tekstu aż do błędu, zamiast przekliknąć w odpowiednie miejsce XD
Zeruje się dopiero jak przestanę pisać, albo zauważę błąd znacznie później XD
@Rozpierpapierduchacz Ja przeskakuje i poprawiam, po czym zmieniam szyk zdania, następnie przeklejam fragmenty komentarza/wiadomości, i przeredagowuję całość kilka razy, a na koniec i tak się okazuje, że coś źle wkleiłem, i wyszło niegramatyczne gówno. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Sprawdzałam dziś cały dzień pracę licencjacką, której jestem promotorką. I mam ochotę zrobić to, co na załączonym obrazku. Liczba błędów stylistycznych i gramatycznych jest porażająca. Dawno nie spotkałam się z tak dziwnymi konstrukcjami zdaniowymi. O treści się nie wypowiem, bo niby "słychać dzwony" tylko nie wiadomo w jakim kościele. Sprawdzam to od rana i jeszcze nie skończyłam, ale nie dam rady, zresztą nawet nie powinnam już dziś tego czytać, bo łapie mnie straszny wk..w i moje komentarze zaraz staną się niepotrzebnie ostre. Uszy opadają. Nie nauczę teraz już niczego kogoś, kto przez całą swoją szkolną edukację i 3 lata studiów uniwersyteckich nie opanował umiejętności pisania tekstów, nie ma wrażliwości językowej i nie zna ojczystego języka. A to nie jest nawet najgorsza praca, jakiej się spodziewam. To jest jedna z lepszych. Wiem, bo już czytałam próbki rozdziałów pisanych przez pozostałe osoby z mego seminarium. Czemu mnie to wkurza? Bo nawet jeśli ci studenci chcą napisać dobre prace, przecież nie zarzucam im złej woli, to nie potrafią. A żeby im wytłumaczyć co jest nie tak, musiałabym z każdym z nich siedzieć i zdanie po zdaniu tłumaczyć. Ale tak się nie da. Zresztą niektórzy nawet by nie zrozumieli. Ogólnie to po prostu martwię się tym, bo jak prace będą złe, to przecież będzie to "moja wina", bo skoro jestem promotorką, to powinnam wymóc na studentach, żeby były dobre. Wyczarować to jakoś.
W każdym razie - przeczytałam tą pracę do końca i odesłałam. Jestem tak zmęczona po tej lekturze, że już mogłabym cały dzień nic nie robić, a jeszcze muszę pisać swoje rzeczy.
Tak sobie pomyślałem, jak się pozmieniało posiadanie internetu w telefonie za mojego życia.
Za gówniaka internet w telefonie niby był, ale tak naprawdę to go nie było, a jeszcze jak tylko odpalić to wpierdalał całe siano. Jak byłem w technikum to już w miarę normalnie internety w telefonach były, działały i nie kosztowały milionów monet, ale ja akurat nie miałem i wszędzie się szukało darmowego wi-fi i ogarniało hasło do neta jak się szło do znajomych.
Kilka lat później mam na miesiąc więcej GB neta niż bym za dzieciaka w pół roku zużył, w prędkościach o jakich wtedy nie myślałem, że będą możliwe i nie pamiętam, kiedy ostatni raz wpinałem się do wifi innego niż swoje. I to w cenie małego kebsa.
Internet w starej nokii mi tyle pieniędzy wpierdolił, żeby nie załadować strony, co ja miesięcznie płacę za 180 giga XD
@Rozpierpapierduchacz Kiedy w pacholęctwie byłem wywożony na wieś, zdołałem się dogłębnie zapoznać z zaawansowaną technologią oświetlenia naftowego chałupy. Gdzie stąd do smartfonów i internetu.. xD
Postęp był niesamowity, co chwilę coś nowego. Zaczynałem od siemensa z czarnobiałym ekranem, potem zazdrościłem koledze bo miał telefon z 256 kolorami. Potem sony ericson k500i potem marzenie k750i... W gimanzjum jeden koleś miał LG Prada to był szok. Potem w liceum pierwsze smartfony Era G1/HTC.
A dzisiaj? Dzisiaj za każdym razem kupuję coraz tańszego smartfona, już mnie to nie jara i nie ma tak szybkich zmian.
@Rozpierpapierduchacz skok technologiczny i obyczajowy na przestrzeni ostatnich 25 lat stworzył tak ogromna wyrwę że tak jak moglem dogadywać sie z ludźmi starszymi o 10 lat tak z ludźmi o 10 lat młodszymi czuję się jakbym przebywał z kosmitami
Przychodzi mi stały klient do roboty, żeby mu zrobić baner reklamowy. Starszy, dobry, pracowity człowiek z mega ciekawą historią korzeni szlachty z kresów. Ale jak się okazało przy okazji wyborów otłumaniony pisowiec. I to na pewno nie kategoria "ciemnota", tylko bardziej "zahipnotyzowany".
Anyways. Dowiedziałem się, że Szczecin już nie jest polski i teraz zachodzę co się tam wydarzyło. Czy jakiś desant germański był, czy o ocb(?)
@DirtDiver To może miec inne dno, być może dostali jakąś kontrolę z ZUS i tenże uznał, że jak wystawiasz jedną fakturę w miesiącu to jest "nielegalna" optymalizacja kosztu pracodawcy.
Hmmmm to zależy jak wielki opór przed cenzo będzie wśród naszych rówieśników, na pewno nie tak wielki, ale podejrzewam że większość ludzi koło 30 lat nie zna cenzopap (jeszcze) i będzie mówić swoim dzieciom jak wielki był Wielki Polak.
Mignęła mi jakaś relacja gdzie był sam głos jak ludzie dyskutują o polityce
Coś że jak platforma nie miała większości to siedziala cicho etc.
Podpis był, że już niedługo przy polskich stołach i tak się w sumie zastanawiam to faktycznie dużo dziś na spędach rodzinnych gada się o polityce, kiedyś było tego mniej.
Mówię o latach tak +/- 15 - 18 lat wstecz.
Pamiętam też za dzieciaka jak się jeździło do wujków czy babci to było ale też zdecydowanie mniej niż teraz.
Szczucie jednych na drugich przynosi takie oto efekty, przykre że wobec tak pięknych czasów, bogatych w nowinki technologiczne, dostęp do podróży, możliwość poszerzania swoich pasji ludzie mają energię na chore dyskusje jak to jeden dzban z drugim sobie nawtykali na mównicy w sejmie
@Odwrocuawiacz Było i nie było. Było zdecydowanie mniej kultyzmu i obozowania się wobec partii ale to nie tak, że dyskusji politycznych nie było albo było ich aż tak mniej. Były, ot mniej intensywne i bardziej skupione na tym co ciebie akurat bolało lub dotyczyło w związku z tym czy tamtym.
Z drugiej strony moim zdaniem nie jest to tak do konca złe, że ludzie się interesują tym cyrkiem i są tego świadomi, bo powinni być.
Z trzeciej strony jak mam po raz 2137 słuchać o tym, kto gdzie jest rodziną kogo i wysłuchiwać o drzewie genealogicznym wszystkich mieszkańców parafii... może już wolę usłyszeć o czymś, co w ogóle kojarzę. xD
Zastanawialiście się ile byście przeżyli gdybyście mieli nagle znaleźć się w świecie gdzie panuje jakaś pandemia wirusa zombie? powiedzmy że na zasadach the walking dead.
Pewnie najwięcej bonusowych punktów mieliby na start zarówno budowlani fizole jak i wykształceni w konkretnych dziedzinach ludzie mieszkający za miastem.
Ja natomiast mieszkam w dość mocno zaludnionym obszarze więc jeśli byłbym jakkolwiek odporny na wirusa z powietrza to raczej szybko by mnie coś ugryzło/zatłukło w drodze na zakupy ze zniżką 100%
i tak jak sam napisałem że pewnie bym padł szybko w podróży na zakupy ze zniżką 100% wziąłem właśnie pod uwagę że lubiłem od małolata robić pikniki w lesie, 90% rzeczy naprawiam sam lepiej albo gorzej, często zaskakuje samego siebie nagłymi pomysłami na robienie "coś z niczego" to warto uwzględnić że w sumie dużo by mi to nie dało bo moi najlepsi koledzy mieszkają od mnie na tyle daleko że w sytuacji globalnego kryzysu raczej nie mielibyśmy okazji żeby się sformować w grupę ocalałych i dość szybko ja padłbym łupem innej grupy, bo w takim scenariuszu jest jak na cmentarzu w nocy - to nie martwych się trzeba bać
wiele osiedli ma jakiś motyw nazywania ulic. Na przykład - często spotykany motyw to kròlowie naszego kraju, czy nazwy drzew.
Spójrzmy na osiedle ul.Wesołej i spróbujmy ustalić jaki był motyw ( ͡° ͜ʖ ͡°) proszę zwrócić uwagę na odnogę zaraz nad kebab king, która znacząco zmienia koncept.
Tak siedzę przed tym komputerem i stwierdzam, że nic nie umiem. Ale z drugiej strony myślę sobie, czy jakiś student albo pierwsza lepsza osoba z łapanki by to ogarnęła? No nie. To jakieś zawodowe limbo.
@cweliat Normalny impostor syndrome. Aby z tym walczyć, uświadom sobie, że żyjemy w świecie, gdzie kilkanaście najważniejszych osób w USA uznało, że grupowy chat na Signalu to świetne miejsce do dzielenia się tajnymi informacjami, i na dodatek dodali przypadkowego dziennikarza.
Cokolwiek nie robisz, i czegokolwiek nie umiesz, nadajesz się do swojej roboty bardziej niż oni.
@cweliat to nie jest przemyślenie z d⁎⁎y. To jest zupełnie normalne, żeby kwestionować własne umiejętności, zwłaszcza w czasach ciągłej presji i niekończących się ocen płynących ze strony otoczenia.
IMO, żeby nie dac się zwariować, sam sobie odpowiedz (co już po części zrobiłeś) czy praca, którą wykonujesz dowozi rezultaty, które są potrzebne. Jeżeli tak, no to nie ma problemu i nie pozwalaj sobie na takie wycieczki względem samego siebie. Jeżeli nie, to sprawdź co możesz poprawić i w wolnej chwili się dokształć. Miej też świadomość tego, co pisało już tutaj parę osób. Jest bardziej niż prawdopodobne, że ludzie dookoła Ciebie (a zwłaszcza na wyższych stanowiskach) są mniej kompetentni niż Ty. Rób swoje i od czasu do czasu weryfikuj, czy możesz to robić lepiej.
No i mamy kwiecień, wciąż żyję, wciąż AI mnie nie zastąpiło.
Można powiedzieć, że marzec nie był najlepszy pod wieloma względami, jak to mawiają: jak nie urok to sraczka.
Podsumowując:
Treningi bieda - nadgarstek dalej boli, ostroga piętowa wciąż nie wyleczona (choć jest ciut lepiej). Udało mi się zrobić trochę pompek i podciągania. Dałem radę nawet wyskoczyć na dwa biegi. Z powodu tych kontuzji znacznie więcej siedzę w domu i mniej się ruszam, na szczęście mniej też jem. A teraz coś mnie jeszcze wzięło.
Na plus - zauważyłem, że skakanie na skakance sprawia, że nie bolą mnie stopy (ale nie mam pojęcia dlaczego xD) także w końcu udało mi się nauczyć podstawowego, poprawnego boxing skipa. Następne 'sztuczki' typu heel-toe w drodze. Nawet przestałem narzekać na skakankę, bo to że mi słabo szło, to była tylko kwestia poćwiczenia.
Jeśli chodzi o dom to cały czas do przodu, zostało dosłownie kilka ostatnich rzeczy i kosztów, i będzie można się przeprowadzać.
Kolega @izopropanol zasugerował, żeby Trumpowi kupić globus.
Sęk w tym, że sami powinniśmy też zerknąć na ten globus, żeby zrozumieć, co się dzieje. Sam Trump - tu się z wami zgodzę - pewnie nawet nie ogarnia, gdzie jest Grenlandia, nie pokaże jej palcem na mapie i jedyne co o niej może powiedzieć, że jest fajna i powinni ją mieć, podobnie jak Kanadę - bo mu ktoś, komu on ufa, tak powiedział. On się na tym nie zna (jak na niczym innym), ale ktoś go przekonał.
Trzeba pamiętać, że Trump nie jest sam. Trump jest twarzą pewnej polityki, a jego bełkot powtarzaniem nie do końca przez niego samego rozumianej koncepcji. Oprócz bandy idiotów bezpośrednio przy jego boku, stoi za nim cała partia Republikanów, wśród których są trzeźwo, logicznie ale i cynicznie widzący rolę USA na świecie. Rolę Imperium, które nie musi się liczyć z nikim i niczym, które rozstawia wszystkich po kątach.
Wracając do globusu. Klimat się ociepla, Arktyka się rozpuszcza i dostępna do żeglugi staje się nowa droga - Przejście Północne, będące najkrótszą drogą morską z Chin do Europy. Przebiegająca pomiędzy Kanadą a Grenlandią, pozwalająca pominąć Kanał Panamski. Dla amerykańskiej koncepcji Imperium, izolowanego i mającego w d⁎⁎ie problemy reszty świata, dbającego tylko o swój dobrobyt, otoczonego oceanami, broniącego się na morzu i kontrolującego morskie szlaki, kontrola Kanady i Grenlandii jest niezbędna. Dziwnym trafem w pozostałych trasach handlowych z Chin do Europy też panuje rozpierdol i wojny (Kanał Sueski - Jemen, Nowy Jedwabny Szlak - Ukraina).
USA wypowiedziało wszystkie porozumienia klimatyczne, nie dlatego że nie wierzą w ocieplanie się klimatu. Oni nie wierzą, że coś z tym da się zrobić - dlatego odpuszczają walkę a zabierają za geopolityczne ustawienie się w nowej rzeczywistości. Im bardziej klimat będzie się ocieplał i życie na południu stanie się bardziej nieznośne, tym bardziej przydadzą im się tereny leżące do tej pory w chłodnym klimacie, na północy oraz nowo powstała droga morska.
Jest im także na rękę także rozpierdol w reszcie świata. Nie ma to jak leżeć jak tłusta świnia, przyglądając jak reszta świata zagryza się na śmierć, upasając się na sprzedaży broni walczącym stronom, wyciągając z ogarniętych wojną regionów bardziej wartościowy kapitał ludzki.
Taka jest koncepcja geopolityczna ludzi, którzy z Trumpem na przedzie przejęli władzę w USA.
Oni nie są przyjaciółmi Europy. Dla nich Europa jest rywalem takim samym jak Chiny, a ostatnie czego chcą to współpraca Chin z Europą. Tak więc moim zdaniem nieprzypadkowo wszystkie trasy handlowe płoną albo są kontrolowane (albo w planach kontrolowania) przez USA.
Oczywiście to, że ta koncepcja ma dużo słabych punktów, to inna sprawa. Po pierwsze jest realizowana z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Ktoś puścił parę z gęby o wyłączaniu zdalnie broni i o życiu jak pączek w smalcu ze sprzedaży broni napierdalającej się reszcie świata można pomarzyć. Poza tym ci ludzie też nie są jakoś szatańsko sprytni i nie biorą pod uwagę wszystkich aspektów. Bo nie można zjeść ciastka i mieć ciastko.
@GazelkaFarelka spoko spojrzenie, od siebie dodałbym, że nakłada się to na koniec amerykańskiej hegemonii i zmianie układu sił na taki, w którym USA nie jest w stanie prowadzić wszystkich konfliktów na świecie. Oczywiście to proces trwający dekady, ale różnica jest taka, że do Bidena próbowano robić to co zawsze działało i 'uciekać do przodu', a nowa administracja stwierdziła, że zmienia strategie i wybiera nowe, egoistyczne kierunki, nawet kosztem dawnych sojuszników i konfliktów. Dlatego uważam początek drugiej kadencji Trumpa za symboliczny koniec ery USA, która trwała od upadku kolonializmu.
Wróciłbym jednak krok wstecz, i przestał brać nasze śmieszki na poważnie. Trump może jest debilem i narcyzem, ale dobrze wykształconym i z armią doradców. Wie jakie Grenlandia ma znaczenie, gdzie jest na mapie i realizuje pewną politykę, wcale nie wymyśloną przez niego wczoraj. To on kręci tą grupą republikanów, nie na odwrót.
I wbrew pozorom glówną motywacją polityków jest ich własny tyłek tu i teraz, więc bym się nie rozpędzał w szukaniu szachów 5D w ich myśleniu o przyszłości świata :P od myślenia są think tanki i działacze klimatycznie, na których każdy s*a, bo tak niewiele znaczą
Mniej chyba znaczy więcej. 3 dobre serie (z kontrolą) podciągania i 3 dobre serie pompek (wolniej, niżej, bardziej) robią lepszą robotę niż 500 pompek bo tak.
@AdelbertVonBimberstein ogólnie je⁎⁎⁎ie jakichś potężnych ilości pompek nie ma większego sensu xD. Zwłaszcza jeśli są to zwyczajne pompki na ziemi, a nie różne wariacje tego ćwiczenia.
500 pompek bardziej zmęczy kondycyjnie i niekoniecznie musi dobić do upadku mięśniowego. Co innego pompki z deficytem, z pauzą albo jakaś wersja decline.
Jakoś ostatnio wszyscy polscy politycy przestali wspierać i rozmawiać o lgbt oraz zbiegło się to w czasie z obcięciem wsparcia USAID przez trumpa, które podobno finansowało takie kampanie.
@entropy_ nie, po prostu kampania poszła ostro w prawo od początku i żaden polityk centrum nie wyskoczy z tym, żeby sobie nie zaszkodzić. A lewica oczywiście, że o tym mówi
Gdyby ktoś z Was kiedyś się zastanawiał, czy może jeszcze chodzę na siłownię (LOL - nikomu to nawet nie przeszło przez myśl), to tak. Ale nie 5 razy w tygodniu jak kiedyś, tylko 2 razy tygodniowo. No i to są np. moje wyniki z wczoraj:
martwy ciąg: 4 serie x 52.5 kg x 10
odwodziciele: 4 serie x 110 kg x 15
wiosłowanie na maszynie: 4 serie x 91 kg x 10
asystowane podciągnięcia: 4 serie x -12 kg x 10
wznosy bokiem: 3 serie X 16 kg (czyli 2 x 8 kg) x 10
unoszenie nóg: 4 serie x 16 powtórzeń.
Mimo wszystko - trochę siły mi jeszcze zostało. Podobnie jak kilogramów - ważę 62 kg. Tjaaa.. wiem, że kobieta kończy się na 60 kg.
Ogólnie to w zeszłym roku, tak chyba jeszcze latem coś się stanowczo zmieniło w moim sposobie myślenia odnośnie ćwiczeń i dążenia do jak najlepszej sylwetki. Chyba złożyło się na to parę rzeczy: po pierwsze świadomość, że jak tylko pojadę do rodziców (a tam spędzam zawsze urlop i to nie są 2 tygodnie, tylko prawie 2 miesiące), to zaraz zupełnie stracę formę i wszystkie moje wcześniejsze starania i poświęcenie - ćwiczenia, trzymanie deficytu kalorycznego itd. zostaną całkowicie zniweczone. Tak też się stało i w te wakacje. Druga sprawa to świadomość, że w grudniu (mówimy o zeszłym roku) skończę 40 lat. I w zasadzie - czy wyglądam lepiej, czy gorzej nie ma to absolutnie żadnego znaczenia. Nie zbieram żadnych komplementów gdy ważę powiedzmy 57 kg i w martwym podnoszę 70 kg. Podobnież - nikogo nie obchodzi czy muszę używać paska do spodni, czy też same się trzymają. XD Więc cała moja praca służy zupełnie nikomu i niczemu. Stąd też ponownie po przerwie wakacyjnej wróciłam na siłownię chyba dopiero w listopadzie. Już też nie jestem tak strasznie restrykcyjna jeśli chodzi o liczenie kalorii - choć to mam już tak wdrukowane w mózg, że pewnie będę to robić do końca życia, na przemian z atakami "wilczego apetytu". Morału z tej historii nie ma żadnego. Pewnie dalej będę chodzić na siłownię, bo jednak pamiętam, że z wiekiem cialo jeśli się tego nie pilnuje staje się coraz bardziej słabe i popsute. Ale tak zupełnie bez żadnej frajdy, a tylko z poczucia obowiązku.
Takie to moje głębokie #przemysleniazdupy na temat #silownia
@rain ej, jak przychodza do mnie na silke takie dobrze wytrenowane czterdziechy, to az milo popatrzec, wiec to nie prawda, ze nikomu nie sluzy Twoja dojebana forma - sluzy facetom, ktorzy sobie obczajaja d⁎⁎y i nogi ;)
A tak serio, to jesli jestes w dobrym, mocnym treningu przez caly rok, to nawet dwa miesiace spedzone u rodzicow, nie spowoduja calkowitej utraty formy, a powrot do niej bedzie szybki i latwy.
No ale jezeli na ten moment chodzisz na silke dla zdrowia, to po prostu rob ciagi, siady, wiosla, facepulle i wyciskania na klate - pierwsze dwa zapewnia Ci wieloletnia sprawnosc w poruszaniu sie, a drugie trzy dadza dobra posture i podciagna troche cycki do gory :)
Może ci się przejadło? Jak chodziłaś prawie codziennie. Jak kolega napisał, można spróbować zmienić aktywność, poszukać czegoś nowego żeby dawało frajdę. Akurat się wiosna zaczyna więc może rower, bieganie, rolki, góry?
A komplementy to ciężka sprawa, faceci się boją mówić cokolwiek żeby nie zostać oskarżonym o molestowanie, prędzej od innej baby coś usłyszysz.
@rain Te 4 serie na jakim RIRze? Ja robię w każdym ćwiczeniu jedną, góra dwie do upadku i ponad (zwykle 2-3 upadki na serie, generalnie jak robię dwie to robię mniej intensyfikacji, ostatnio tylko 1 seria na wszystko, niedawno zwiększyłem minimalnie objętość) i zamykam się w 45 minut maks. Przed wielostawami jeden wstępniak (10-12 reps, 2-3 RIR), przed izolacjami zero.