Prokuratura w Katowicach przeprowadza migrację danych do chmury:
Pożar prokuratury w Katowicach przy ulicy Wita Stwosza.
Ogień pojawił się na 10. piętrze. Pożar ugasili pracownicy.
Całe dziesiąte piętro budynku spowiły kłęby dymu, ale nikt nie wezwał straży pożarnej, nie zarządzono też ewakuacji. Wszyscy udają, że nic się nie stało.
Jak przekazali pracownicy, w jednym z pomieszczeń na 10. piętrze doszło do zwarcia instalacji elektrycznej ukrytej pod podwieszonym sufitem.
Był żywy ogień, topił się plastik, całe piętro momentalnie spowiły kłęby gryzącego dymy. Nie było nic widać - mówili pracownicy prokuratury.
Powodem pożaru miał być "zapłon świetlówki".
Komunikat dla mediów: prokurator Marta Zawada-Dybek.
Na piętrze włączył się czujnik dymu, uruchomiony został alarm, a na miejsce zgodnie z procedurą udała się odpowiedzialna osoba, która skutecznie niezwłocznie stłumiła zapłon gaśnicą. Sposób postępowania był zgodny z Instrukcją Bezpieczeństwa Pożarowego. Ewakuowane zostały osoby przebywająca na piętrze, gdzie doszło do zdarzenia i gdzie mogło dojść do potencjalnego zagrożenia. Brak było natomiast podstaw do ewakuacji całego budynku, jak również brak było podstaw do wzywania Straży Pożarnej - przekazała "GW" prokurator Marta Zawada-Dybek.
ps. mając jako takie pojęcie o elektryce, uważam że pożar w wyniku zwarcia w instalacji czy "zapłonu świetlówki" jest wyjątkowo mało prawdopodobny. A w prawidłowo wykonanej instalacji, wręcz niemożliwy. Ładnie brzmi w mediach, a biegły przyklepie.
@rebe-szunis zastanawiam się, czy w takiej przykładowo Polsce tez jest tyle pożarów w miesiącu, tylko się tym nikt aż tak nie emocjonuje, czy w tych kacapskich pożarach niemal codziennie nie ma przypadku
oho, słychać wrzaski polskiego barbarzyńskiego bydła, że człowiek świadomy zagrożeń dla bezpieczeństwa w miejscu pracy użył sprzętu gaśniczego do wyeliminowania źródła otwartego ognia. wcale mnie to nie dziwi, przeciętny polak uważa, że bezpieczeństwo pożarowe to taka zabawa i zawracanie głowy. pewnie zaraz usłyszę teksty, że „to tylko świeczki”. no tak, przecież na chłopski rozum świeczka to żadne zagrożenie XD tymczasem pożary wywołane przez świeczki to absolutna codzienność: https://bullerwell.co.uk/candle-fires-how-bad-are-they/ .
w chlewie obsranym gównem naruszanie norm pożarowych nie zwraca niczyjej uwagi, ale spróbujcie sobie, polaczki, pojechać do poważnego państwa, gdzie mieszkają cywilizowani ludzie: do Niemiec, Holandii, UK, USA, i zapalić dla zabawy lub dekoracji duży, wysoki świecznik w miejscu pracy (i to jeszcze prawdopodobnie na ścieżce ewakuacyjnej!) – od razu byłaby interwencja oficerów BHP, bardzo nieprzyjemna pogadanka i nagana lub, w przypadku widocznego dalszego lekceważącego stosunku, wyrzucenie z pracy. a w polsce? w polsce śmiechy.
a tu nie trzeba skomplikowanych scenariuszy wymyślać, że „co jakby tu pańska matka szła przez ulicę” – to sejm, wiele osób tam chodzi, śpieszy się, co jakby ktoś niósł dużo papierów, potrącił ten świecznik, wywrócił się razem z nim, a papiery by się zapaliły? już mamy oparzenia czy rany gotowe, np. spalone włosy na głowie. I kto by za to ponosił odpowiedzialność? no jak zwykle nikt, bo polski motłoch nie rozumie pojęcia odpowiedzialności.
i jeszcze parę prostych pytań: czy została wykonana ocena ryzyka dla postawienia świecznika w tamtym miejscu? czy ktokolwiek pomyślał o potencjalnych konsekwencjach, przewidując jakieś zabezpieczenia? znając polskie środowisko pracownicze oczywiście nie, zatem mieliśmy do czynienia z ewidentnym zagrożeniem pożarowym wymagającym natychmiastowej interwencji. ale dalej: czy świeczki miały odpowiednie i ważne atesty bezpieczeństwa? czy byłą zapewniona odpowiednia wentylacja? czy nie było w nich potencjalnie groźnych dla zdrowia substancji? zresztą, o to nawet nie trzeba pytać, każdy kto ma choć odrobinę wiadomości z chemii wie, że podczas spalania parafiny, która składa się z ciężkich węglowodorów (cięższych niż paliwo do silnika diesla!), w typowej dla świeczek niskiej temperaturze, wytwarzają się rakotwórcze substancje, które każdy dookoła musiałby wdychać.
Dlatego posłowi Braunowi należą się najwyższe pochwały, że wzniósł się ponad tłum biernych i obojętnych, niedouczonych ludzi i zareagował, widząc to rażące naruszenie zasad BHP. wykazał się zimną krwią i przytomnością umysłu. być może uratował w ten sposób zdrowie lub nawet życie wielu osób.
pewnie zaraz usłyszę teksty, że „to tylko świeczki”. no tak, przecież na chłopski rozum świeczka to żadne zagrożenie XD tymczasem pożary wywołane przez świeczki to absolutna codzienność: https://bullerwell.co.uk/candle-fires-how-bad-are-they/
Mam nadzieję że bohatersko będziesz jeździł teraz z gaśnicą po Polskich kościołach i cmentarzach, i walczył z zagrożeniem w postaci świec i zniczy
W naszym najnowszym eksperymencie, przeprowadzonym we współpracy z firmą e-westa.com, podjęliśmy się wyzwania zbadania zagrożenia pożarowego, jakie stanowią hulajnogi elektryczne - środki transportu, które zyskują na popularności, ale również zostały niedawno sklasyfikowane jako pojazdy najwyższego ryzyka pożarowego. W teście w pełnej skali, symulowaliśmy scenariusz, w którym hulajnoga elektryczna staje się źródłem ognia, co pozwoliło nam zbadać intensywność pożaru, szybkość jego rozprzestrzeniania się oraz możliwości ewakuacyjne.
Nieciekawie się tam w tej Kanadzie dzieje. 20 tysięcy mieszkańców Yellowknife, stolicy Terytoriów Północno-Zachodnich i największego miasta na tym obszarze, zostało objętych nakazem ewakuacji. W tym roku ogień spustoszył już 134 tysiące kilometrów kwadratowych kraju.
I jeszcze pogodowo — Kanada przeżywa największe pożary lasów w rejestrowanej historii. Do tej pory maksymalnie w ciągu roku spłonęło około 5 mln hektarów, w tym roku jest to już 13,6 mln hektarów i wciąż rośnie. Oznacza to, że tylko w tym roku w Kanadzie spłonęła mniej więcej powierzchnia równa Grecji, a niewykluczone, że przy takim tempie dojdzie do około połowy powierzchni Polski. Przyczyna oczywista: sucha i upalna pogoda, szczególnie w zachodniej Kanadzie. Efekty mogliście kojarzyć m.in. ze zdjęć zadymionego Nowego Jorku
@bojowonastawionaowca w Kalifornii „rekordowe pożary spowodowane zmianami klimatu” są powodowane przez głupią polityką leśną, która za wszelką cenę tłumi małe pożary. Przez to rzeczy, które normalnie by spłonęły w małym pożarze, płoną w ogromnym. Ciekawe, czy w Kanadzie jest teraz podobny przypadek.
@jestem_na_dworzu Coś podobnego było w przypadku tych pożarów w Australii parę lat temu. Ludziom mieszkającym w buszu zabroniono (nowe prawo) uprzątania buszu i dzielenia obszarów na mniejsze - coś w stylu przecinek w lasach. Przez lata nazbierało się materiału, do tego suche lato, trochę wiatru, źródło ognia i gotowe. Oczywiście w wiadomościach ani słowa o tym. Widziałem wywiad z "lokalsem" na YT - starszy pan, prostym językiem opisał to co powyżej.