Part 17 - praca jako pośrednik pracy dla opiekunów seniorów w Niemczech
Rok 2020
#niemakolaczy
Zanim dostałam tą pracę to miałam dość długa przerwę zawodową ze względu na złamanie, ale to też sprawiło, że mogłam się bardziej skupić na nauce niemieckiego i w tym kierunku szukać zatrudnienia.
Nie ukrywam, praca znalazła się w zasadzie od zaraz. Nie było to może moje spełnienie marzeń ale był to pierwszy krok do przebranżowienia się. Na rozmowie o pracę powiedziałam o swoich wymaganiach finansowych, w odpowiedzi dostałam, że na razie mogę dostać najniższą krajową plus premie za podpisane umowy, a po okresie próbnym pogadamy jeszcze raz o wypłacie. Uznałam to jako typowa zagrywkę, bo wiem jak jest obiecywanie nie jest rozsądnym wyjściem dla pracodawcy, ale też kierowniczka mówiła, że nie będę niezadowolona czy coś w tym stylu.
Praca była dość schematyczna. Dostawaliśmy listę kontaktów do osób, które wyraziły chęć pracy w Niemczech jako opiekun seniorów, a ja i kilka dziewczyn z mojego działu szukaliśmy na zasadzie call center pracownikow. Było to dość nużące bo ogólnie praca na słuchawce cały dzień dość mocno obciąża zmysły. Ale jak już ktoś odbierał telefon to były to miłe osoby i też zainteresowane pracą więc nie było tam nachalnego wciskania ludziom tego czego nie chcą.
Z plusów miałam tam bardzo fajny zespół, dziewczyny z którymi pracowałam były w moim wieku i bardzo szybko złapaliśmy nic porozumienia. Dużo sobie żartowaliśmy między sobą, a to bardzo umilalo dłużące się godziny pracy. Była co prawda jedna laska o "grumphy" charakterze ale nie była, żadna konfiturą ani nic z tych rzeczy, taki trochę charakter Stanleya z The Office.
Bardzo dużo mnie nauczyła ta praca jeżeli chodzi o pracę z ludźmi, nawiązywanie kontaktów i ogarnianie Dokumentacji, dlatego mimo niskiej płacy przynajmniej cieszę się z tego, że czegoś się tam nauczyłam no i mogłam też popracować z niemieckim. Ale na dłuższą metę praca tam była totalnie głodowa, premie zależały bardziej od szczęścia niż od umiejętności i było to bardzo widać po wynikach, pracownicy z doświadczeniem nie byli na jej szczycie, a była to bardziej loteria.
Poznałam też trochę ten rynek pracy. Nie jest to dziwne, że zgłaszały się do nas osoby, które słabo znały język niemiecki i nie miały kontaktów w Niemczech. Normalnie jak już ktoś sobie radził u naszego sąsiada to nie korzystał z pośredników. No, a każda rodzina niemiecka zawsze chciała na opiekuna kogoś kto zna niemiecki, a my też za taką osobę dostawaliśmy najwięcej prowizji.
Przykro mi się robiło, że do pracy były chętne osoby, ale musieliśmy im odmawiać, ze względu na brak znajomości języka nawet w takiej formie podstawowej. Były nawet takie sytuacje, że jak przeprowadzałam rozmowę rekrutacyjną po niemiecku to słyszałam w słuchawce telefonu w tle jak druga osoba podpowiada mojemu rozmówcy co ma mi odpowiadać, no cóż nie mogłam udawać, że tego nie słyszę
Z drugiej strony też rozumiem rodziny, które martwiły się o najbliższych więc nie chciały ryzykować oddania pod opiekę komuś kto nic nie jest w stanie zrozumieć po niemiecku.
Była nawet dość "zabawna" konsekwencja tego, że do pracy pojechała opiekunka bez znajomości języka(robiliśmy wyjątki jak rodzina niemiecka wyrażała na to zgodę z braku innej opcji). Opiekunka zamiast posmarować twarz seniorce kremem do twarzy, użyła kremu na hemoroidy. Staruszka skończyła z podrażnioną mocno twarzą, podobno była cała czerwona, a opiekunka została natychmiast oddelegowana z pracy.
Dużo też było niestety przypadków, że do pracy jechały osoby, które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób, która była wymieniana z innymi firmami córkami (a było ich sporo). No ale i tak ciągle trafiały się nowe kwiatki.
Generalnie bardzo podziwiam osoby, które zawodowo się zajmują osobami starszymi bądź niedołężnymi, z historii które się nasłuchałam o dźwigania czy braku szacunku to uważam, że jest to bardzo niedoceniany zawód. No ale żeby nie było opiekunki też potrafią być chamskie wobec ludzi, którzy na to nie zasłużyli. Najfajniejsze było to że była masa Par opiekun-senior, którzy się uwielbiali i nie chcieli żadnych zmian i współpracowali ze sobą latami
Z minusów w tej pracy było to, że uważam że zarządzanie było bardzo drewniane i przedpotowe xd bardzo lubiłam swoją bezposrednia przełożoną i pomimo posiadania pod sobą swojej przyjaciółki, nie traktowała jej lepiej od innych. Była bardzo sprawiedliwa i obowiązkowa. No niestety minusem było to, że się trzymała zasad, które kompletnie nie wpływały na produktywnosc pracowników, a raczej tylko ich demotywowalo. Czyli na przykład, spóźniasz się raz na ruski rok 5 minut, to zostań 5 minut dłużej, co tam, że nic w tym czasie więcej nie zrobisz bo nie podpiszesz umowy, ani nie porozmawiasz z nikim, ale siedz i udawaj, że pracujesz xd
Kolejny, że też nigdy nie było wiadomo, kiedy się skończy pracę, mógł zadzwonić ktoś 5 minut przed końcem pracy i podpisać umowę co trwało ok 40 minut czasem nawet więcej i trzeba było siedziec, a potem można było to odebrać, ale tylko do końca tygodnia xd bardzo mnie to stresowało, ponieważ jak nie wyszłam o czasie to nie miałam już szans zdążyć na autobus, który jeszcze ominie korki, a kolejne już stały w korkach ponad godzinę...
Nielogiczne było też to, że dziennie trzeba było wykonać X połączeń, nie ważne, że nieefektywnych ważne żeby dzwonić. Jak dostawałam opieprz za mała ilość połączeń ( co z tego, że była na górze tabeli wyników z podpisanymi umowami), jeżeli nie wykonałam X połączeń. To w końcu liczy się ilość czy jakość?
Nie wiem jak teraz radzi sobie ta firma, ale za moich czasów dobrze, traktowała swoich opiekunów i robiła bardzo dużo, żeby dać im poczucie bezpieczeństwa, więc jakbym miała jak polecać to raczej bym poleciła dla kogoś chętnego do pracy z dziadkami, ale no to na tamte czasy, kompletnie nie wiem jak jest teraz.
Z takich ciekawostek to zabawnie się patrzyło na laskę, która usilnie próbowała nawiązać romans z jedynym typem w jej zespole, który na dodatek był 2 metrowym czadem. Była mężatka i miała dzieci, ale co się nasłuchalo o plotkach na wyjazdach integracyjnych to tylko potwierdza statystyki, że najwięcej zdrad jest między ludźmi z pracy. Jednym z jej sposobów podrywu było przychodzenie do pracy z dekoltem po sam pępek xd miała czym oddychać więc nawet ja "zerkalam" bo ciężko było tego uniknąć skoro były one "gigantyczne" xd
No i największy minus był taki, że na rozmowie o przedłużenie umowy, dostałam tylko 200 zł podwyżki xd było to dla mnie tyle co nic i w tamtym momencie ruszyłam z wysyłaniem CV, a rozmowy wstępne przeprowadzałam w toalecie ówczesnej pracy, czułam się poniekąd oszukana bo podwyżka miała być w teorii o 1k więcej.
Niestety również w trakcie tej pracy pojawiły mi się poważne problemy zdrowotne, musiałam zrezygnować z pracy i wrócić do domu rodzinnego. I dzięki naszej kochanej służbie zdrowia, wydawałam wszystkie oszczędności na diagnostykę, ale koniec końców po roku udało się znaleźć przyczynę. Choroba mnie psychicznie wyczerpała ale dała coś jeszcze, wyjebke na to czy znajdę lepszą pracę czy nie. Robiłam swoje kształciłam się o ile mi pozwało na to zdrowie i wysyłałam CV jak już mi się poprawiło. Był to okres który był istnym szaleństwem jeżeli chodzi o ilość ofert. Telefon dzwonił do mnie co chwilę, więc mogłam sobie przebierać w pracach i wybrzydzać. Ostatecznie wybrałam to miejsce pracy w którym jestem obecnie już od prawie 5 lat. Opiszę ta pracę w kolejnym poście, który jak na razie będzie ostatnim z tego cyklu.
Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.
Myślę o dodanie kolejnego cyklu czyli opis życia na wynajmie, ze współlokatorami. Mieszkałam w naprawę wielu mieszkaniach i z naprawdę różnymi ludźmi, więc byłby to też opis warunków i może zaciekawi to kogoś kto szuka mieszkania, ale nie ma porównania i wiedzy jakie są mankamenty mieszkań we mieście wojewódzkim.
Koniecznie!
Świetnie się czyta Twoje teksty i zasmuciłem się, a jednocześnie ucieszyłem, że nie opiszesz więcej prac, ponieważ obecna firma jest na tyle dobra, że jesteś w niej już tak długo.
które robiły sobie melinę w domu seniora. Istniała czarna lista takich osób
Przypomniałem się taka akcja - mamy taką starszą panią 95 lat to jej trochę pomagamy, my i inni Sąsiedzi, bo jest sama z tym za granicą, przez jakiś czas pracowała dla niej Ukrainka która się opiekowała i mieszkała tam.
Brała za to 7000 netto. Kurna, niezły hajs i jeszcze na wynajmie mieszkania oszczędność.
Nie wiem czy niedoceniony ale na pewno trudny a powiedz mi czy do obowiązków tych kobiet należało na przykład zmiana pieluchy mycie czy nie, czy na tym poziomie już wchodzi pielęgniarka opiekuńcza?
A przy okazji mieliście takie akcje, że senior czy seniorka odpalił jakąś inbę rasistowską czy nazistowską?
Ciotka pracowała w Niemczech jako opiekunka osób starszych, jedna starsza pani zrobiła jej jakąś inbę, zwyzywała od polskich świń czy od czegoś, nie pamiętam dokładnie, ciotka to zgłosiła, to firma rozwiązała z nią współpracę (z seniorką). Prawilnie.
Witam wszystkich i rozpoczynam Trzydziestą Ósmą Edycję #kacikmelomana o tematyce:
#modernclassical
[Proszę przeczytać poniższe zasady]
do zabawy zgłaszamy pojedyńczy utwór z albumu lub EPki (w przypadku gdy podany utwór był wydany tylko jako singiel to podajemy jako singiel). Album/Epka raz użyta blokuje możliwość dodawania innych utworów z niej.
na jednego uczestnika przypada jedna propozycja
swoje propozycje wrzucamy do 26.07 (niedziela) do północy w nowym poście z tagiem #kacikmelomana
post z propozycją muzyczną powinien zawierać: wykonawcę i tytuł oraz informację z jakiego albumu/Epki pochodzi
jeśli chcesz się dopisać do listy, do wołania na konkretne gatunki zostaw komentarztutaj
Dobija mnie jak wchodzę do domu do kogoś znajomego i ma ledy na ścianie, zazwyczaj rzucona sama taśma na ścianę, odkleja się to, lata luźno, do tego diody rozmieszczone kilometr od siebie i każda wali z mocą wybuchającej hipernowej tak, że nie da się patrzeć na ścianę.
Połowa biedy jak ktoś zrobi sobie różowe/fioletowe (chociaż tak dawniej panie lekkich obyczajów oznaczały swoje mieszkania dla klientów), a najgorzej jak ktoś kupi "białe" bez poczytania i świeci na niebiesko jak w prosektorium.
Chcecie jakieś podstawy jak dobierać i montować takie modne paski LED? Ogólnie to siedzę od niedawna w branży, ale nie chcę tu lokować produktów tylko rodzina i znajomi mają dość słuchania jak próbuję im doradzać xD
Mogę wytłumaczyć jakieś podstawy jak dobór taśmy, co to są te 3000K/4000K/6000k, jak zrobić aby pojedyńcze diody nie waliły po oczach, jak poprowadzić kabelki aby równo świeciło po całej długości. Byłoby zainteresowanie?
@SzubiDubiDU Nie wiem czy pisanie od zera ma jakiś większy sens. Raczej poszukaj gotowego źródła które sensownie opisuje temat i zrób AMA. Chyba, że po prostu lubisz pisać
Mi zawsze jest tak bardzo wszystko jedno kto co ma we własnym mieszkaniu jak coś fajnego to podpytam, a jak mi się nie podoba to przecież c⁎⁎j mi do tego aby mnie w jakikolwiek sposób afektowało
"Jak już będziesz w kaufie, wziąłbyś jakaś drewniana zabawkę z zoologicznego obok, bo się młody zaczął drewnianymi schodkami z ikei interesować"
Usłyszałem od różowej wychodząc z domu,
pewnie co mam nie wziąć, może już go dziąsła swędzą a te gumowe zabawki to nuda
Jednak gdy zobaczyłem ceny patyków, czy drewnianych hantelków w zoologicznym to stwierdziłem, że ich poj#@@o
XD za tyle to bym miał pół metra drewna na tartaku
Niewiele myśląc stwierdziłem, ze kupie młodemu tłuczek do mięsa w kaufie XD
jest drewniany, jest ma fajny chwyt, ma a kosztował pare złociszy
Dodatkowo liczę, że obcując od małego z tłuczkiem łatwo będzie go nauczyć klepać schabowe w niedzielny poranek :)
Dumny z swojej zaradności wróciłem do domu, jak się domyślacie nie zostało to należycie docenione, eh #logikarozowychpaskow
"jak on wygląda z tym tłuczkiem, po mieszkaniu tak biega"
No kurde jak, kozacko!
Miałem okazję poobserwować siebie w odmiennym środowisku (hehe, mikro [!?] hejtopiwo wiz @MuojemuKotu).
Po tych kilku dniach czuję się jakbym zrobił zwrot o 360 stopni ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ba! Udało się wyciągnąć wnioski, że zamykam tytułowe wewnętrzne dziecko w szafie na cały rok, po czym daję mu wyjść na kilka dni i to tyle.
A po ludzku, to sam sobie zabieram możliwość cieszenia się, bycia pozytywnym, bycia sobą. Dlaczego daję wolność sobie tylko przez te kilka dni? Hm, otoczenie jest luźne, biorę przykład z ludzi. Tylko dlaczego dorosły chłop ma korzystać z zewnętrznego przyzwolenia i dostosowywać się, zamiast samodzielnie regulować? To schemat przetrwania z dzieciństwa.
Minęły trzy dni od powrotu do rzeczywistości, ale staram się utrzymać wajbik pozytywności ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ
Co daje lepsze efekty – dieta czy aktywność fizyczna?
Moim zdaniem jedno bez drugiego nie wykorzystuje swojego pełnego potencjału.
Można trenować kilka razy w tygodniu, ale jeśli na co dzień odżywianie jest przypadkowe, efekty często przychodzą wolniej. Z drugiej strony samo zdrowe jedzenie też nie zastąpi ruchu, który poprawia kondycję, samopoczucie i pomaga zadbać o zdrowie.
Nie trzeba od razu robić rewolucji. Wystarczy zacząć od małych kroków – zamienić słodki napój na wodę, wybrać spacer zamiast kolejnego wieczoru na kanapie albo dorzucić kilka bardziej wartościowych posiłków w tygodniu.
To właśnie regularność, a nie perfekcja, robi największą różnicę.