Chyba na to pytanie próbuje odpowiedzieć autor książki w powieści "To nie jest kraj dla starych ludzi", albo i nie? Może po prostu jest to dobrze napisana książka trochę sensacyjna, trochę refleksyjna. Ciężko w niej jest doszukać się jakieś większej filozofii, może w tym że główny złol tej powieści wydaje się być niezniszczalny, trochę jak takie zło które ciągnie się za nielegalnie zdobytymi pieniędzmi i od którego nie da się uciec i gdzie kolwiek by się taki ktoś nie udał, zawsze będzie musiał się oglądać za ramię, trochę jak historia Nacho z "better Call Soul".
O czym jednak by ta książka nie była, jest ona świetnie napisana, po przeczytaniu Drogi tego samego autora, utwierdziłam się tylko w tym jak bardzo podoba mi się jego styl pisania. Byłaby to książka 9/10 gdyby nie to, se końcówka(parę stron ok 10) wydaje mi się zupełnie zbędna, nic nie wnosi według mnie i nie wiem czy nie jest ona dodana na siłę.
“Death in the abstract is a friendlier fellow than death in the flesh.”
II część cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Tytuł “The Lost and the Damned” dotyczy zwykłych śmiertelników. Podczas, gdy jedni przywódcy naradzają się bezpiecznie na orbicie, a drudzy w bunkrze, jak w każdej wojnie, na pewną śmierć posyła się miliony zwykłych ludzi i jeszcze się im wpaja, że umierają za wspaniałe ideały.
W związku z tym większość opowieści mamy przedstawioną z perspektywy poborowych żołnierzy Imperium, kadry pilotów czy najemników w służbie Mistrza Wojny. Błoto, zimno, strach, krew i okopy.
“The Lost and the Damned” można z powodzeniem również rozszerzyć na prymarchów i Astartes, którzy w ramach paktu z siłami Chaosu poświęcili jakąś część samego siebie. Mimo wszystko, muszę przyznać, że Angron miał niewątpliwie efektowne wejście.
Guy Haley jak zwykle zaprezentował lekkie pióro. Tak to napisał, że nawet jeśli ktoś przegapił kilka tomów, to pobieżnie streścił kontekst w ramach strategicznej narady prymarchów. Umiejętnie wykorzystał również kilka postaci z wcześniejszych tomów Herezji.
Książka nie wniosła jakiejś rewolucji fabularnej, ale okazała się solidną kontynuacją serii
Ja: na targi książki pójdę tylko żeby się rozejrzeć, no może 3 książki zgarnę, bo wydawnictwa Claroscuro I Amaltea nie są najłatwiej dostępne, a skoro będą na targach...
Też ja, po targach :...
Ale żeby nie było, nie wziąłbym innych książek, gdybym nie mi ich na liście chciejek I nie byłyby w naprawdę zadowalającej cenie. Karadzic za 30 PLN czy Washington za 80 PLN (swoją drogą -60% od sugerowanej ceny detalicznej, szok co Znak odwala z cenami)
Wydawnictwo Znak zapowiada nowość historyczną. "Arabowie. 3000 lat historii" Tima Mackintosh-Smitha ma ustaloną premierę na 23 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 848 stron, w cenie detalicznej 139,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Tim Mackintosh-Smith odmalowuje niezwykły pejzaż historii Arabów – od starożytnych plemion i królestw, poprzez narodziny islamskich imperiów, aż po rewolucje, konflikty i sukcesy współczesnego świata arabskiego.
Zagłębiając się w 3000 lat historii Arabów, autor prowadzi nas przez opowieść o kalifach, prorokach i zdobywcach, a także o poetach, podróżnikach i kupcach. Przybliża nam dzieje ogromnej wspólnoty, którą dzielą geografia, polityka i zwyczaje, za to jednoczy wspólny język.
Mackintosh-Smith dostrzega różnorodność Arabów, podkreślając równocześnie rolę języka arabskiego jako ogniwa łączącego ich historię i teraźniejszość, a zarazem nośnika wspólnych opowieści, tradycji i tożsamości.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Tym razem się obudziła, zaświeciła światła i żyje.
Ogłaszam, że lewa strona #booknook została ukończona!
Posklejałem dekoracje (jakieś lampiony, dyndałki, flagi i takie tam duperelki), dodałem dachy, szyldy.
Prezentuje się całkiem nieźle. I w nocy i w dzień.
Zerknąłem na kolejne strony - lewa strona była łatwiejsza Przez tydzień będę wycinać jakieś mikroskopijne rzeczy, żeby z tego zrobić szafkę i jakiś kontuar
Książka umożliwia nam zajrzenie nieco za kulisy dyplomacji i przedstawia nam opis relacji polsko-ukraińskich od początku wojny z Rosją po początek walki między sobą. Prezentowane w formie wypowiedzi różnych oficjeli z jednej i drugiej strony. Książka ta - odkładając na bok kilka sukcesów, wzlotów i pokazu możliwości - ugruntowała tylko moją mierną ocenę jakości i sprawczości polskiej sceny politycznej.
Wracam do czytania, chcę i muszę wrócić. Od tego miesiąca spada z moich barków parę obowiązków i nareszcie będę miał czas i spokojniejszą głowę, by oddać się temu hobby. Sęk w tym, że nigdy nie umiałem na chybił trafił wybierać książek, jestem typem który musi sobie ułożyć listę "must read" - i dlatego szukam polecajek od was. Mógłbym kierować się opiniami z innych stron, ale z biegiem lat przestaję ufać jakimkolwiek rankingom przez płatne recenzje itp. xd
Chciałbym, żeby każda osoba która czyta ten wpis poleciła mi jedną książkę - na pewno zapoznam się z każdą propozycją. Może to być książka, która doprowadziła do łez, przemyśleń, śmiechu lub po prostu taka, która została w głowie na dłużej i warto nieść info o niej na prawo i lewo.
Ostatnio bardzo wciągnęła mnie seria z Forstem spod pióra Mroza, całą Chyłkę też przesłuchałem (choć im dalej w las tym było ciężej xd). Wiedźmina całego mam przeczytanego, twórczość Stephena Kinga również odpada.
Żeby zachęcić bardziej do udziału, jutro o 17 wylosuję przez hejto-los jedną osobę, której opłacę zamówienie na jakąś książkę - powiedzmy, że zamówienie do 70PLN wraz z kosztami wysyłki. Deal? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Notatek zapisałem jeszcze mniej niż przy poprzednich tomach, jednakże poprawa jest widoczna - w ilościach śladowych.
Rzeczy dzieją się poza stronicami lub w sposób na tyle symboliczny bądź subtelny, że właściwie nie znać ich wpływu, nim będzie za późno: Aram zaczyna odsuwać się od Perrina i wpatrywać w Masemę jak w święty obrazek, natomiast przepowiednia dotycząca związku Mata i Tuon coś zbyt bezboleśnie, sztucznie i nienaturalnie wchodzi w życie.
Wreszcie coś się dzieje w kwestiach nieco istotniejszych - niewiele, ale jednak. Egwene choćby wykazuje ogromny hart ducha i determinację oraz wysoką czysto fizyczną wytrzymałość w niewoli, a także spryt, by tę niefortunną sytuację przekuć na swoją korzyść, będąc niczym kropla powoli drążąca kamień zepsucia Wieży.
Można również dostrzec trochę przypadkowej, ale jednak zgrabnie zaplanowanej przyczynowo-skutkowości, a nie zwykłego, niczym niezakłóconego brnięcia naprzód lub też drogi najeżonej absurdalnie chamskimi zabiegami.
Generalnie lipa porównywalna z tomami tzw. Slogu. Nie ma tam właściwie nic godnego zapamiętania. A ludzie uważają to za jedną z lepszych części.
Wydawnictwo Literackie zapowiada dodruk książki Stanisława Lema. "Opowieści o pilocie Pirxie" wrócą do sprzedaży 9 września 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 520 stron, w cenie detalicznej 54,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Stanisław Lem planował dwa, może trzy opowiadania o pilocie Pirxie. Ku radości czytelników powstało ich więcej.
Dzięki temu możemy dziś obcować z jednym z najsłynniejszych bohaterów literatury science-fiction.
Kim jest Pirx? Jest jednym z nas. Nie ma w sobie nic z herosa i zdarza mu się wpadać w panikę. W decydujących momentach jednak dzięki inteligencji, a czasem dzięki łutowi szczęścia, udaje mu się znaleźć wyjście z opresji.
Pirx dojrzewa z każdym kolejnym opowiadaniem. Razem z nim dojrzewają problemy, którym musi stawić czoła. Ale nie tylko to stanowi o wartości tych przygód - w każdym opowiadaniu pilot udowadnia, że człowiek ma szansę w konfrontacji z bezkresnym i zimnym kosmosem. Pilot Pirx pokazuje, że nasze słabości czasem mogą być naszą siłą.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Od połowy już wiedziałem kto jest winny całego zła w tej książce, całkiem przyjemnie się czytało, ale dosyć feministyczna jest to książka, przez większość lektury miałem wrażenie, że autorka chciała pokazać, że każdy facet na świecie to zło, mogłaby chociaż dać jednego pozytywnego męskiego bohatera dla kontrastu, ale mimo to zjadłem tą książkę w 3-4 posiedzenia, chyba potrzebowałem takiego prostego kryminaliku (chyba wszystkie sa proste i na jedno kopyto, nie znam "nie prostych"
Stephen King bierze na tapet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction - podróż w czasie i próbę zmiany historii - a następnie robi z nim coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Bo "Dallas ’63" wcale nie jest książką o zamachu na Kennedy’ego i próbie jego udaremnienia. To opowieść o człowieku, który trafia do przeszłości i… zaczyna w niej po prostu żyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej.
Jake Epping, nauczyciel angielskiego, poznaje sposób na przeniesienie się do 1958 roku. Niezależnie od tego, jak długo pozostaje w przeszłości, w teraźniejszości mijają zaledwie dwie minuty. Jest jeszcze jedna ważna zasada – każde kolejne przejście resetuje wcześniejsze zmiany. Jake otrzymuje zadanie, które brzmi jednocześnie genialnie i absurdalnie: ma spędzić kilka lat w przeszłości, dotrwać do 22 listopada 1963 roku i zapobiec zamachowi na Johna F. Kennedy’ego.
W przeszłości Jake wcila się w swoje alter ego - George’a Ambersona. I wtedy King zapomina (na setki stron), że pisze thriller o podróży w czasie.
I bardzo k⁎⁎wa dobrze.
George znajduje pracę, poznaje ludzi, zmienia miejsca zamieszkania, chodzi do restauracji, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się. Po prostu zaczyna budować sobie nowe życie. Misja cały czas pozostaje gdzieś z tyłu głowy, od czasu do czasu wracamy do Lee Harveya Oswalda i jego przygotowań do zamachu, ale King absolutnie się z tym nie spieszy. Pozwala bohaterowi i czytelnikowi zamieszkać w Ameryce przełomu lat 50. i 60.
Normalnie przy takiej objętości i takim tempie miałbym ochotę autora poganiać. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Ta niespieszność jest jedną z największych zalet książki. Dzięki niej misja Jake’a przestaje być jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Po pewnym czasie znacznie bardziej interesowało mnie jego życie jako George’a niż to, czy uda mu się uratować Kennedy’ego.
Świetnie działa też zasada, że przeszłość nie chce być zmieniana. Im większa ingerencja Jake’a, tym mocniej rzeczywistość próbuje mu przeszkodzić. Przypadki, wypadki i pozornie nieistotne wydarzenia zaczynają układać się w coś znacznie większego. Do tego dochodzi efekt motyla, który jest co raz bardziej widoczny. Nawet drobne decyzje protagonisty mają swoje konsekwencje, a świat pod ich wpływem delikatnie zmienia swoje oblicze. Cały czas czuć, że Jake dotyka mechanizmu, którego do końca nie rozumie.
Dzięki temu nad książką wisi bardzo kingowskie poczucie zagrożenia. Nie potrzebujemy potwora czającego się w kanałach. Potworem może być tutaj sama rzeczywistość, która coraz mocniej daje do zrozumienia: nie powinno cię tutaj być i zdecydowanie nie powinieneś mnie zmieniać.
Imponuje mi też, jak wiele rzeczy King zmieścił w jednej powieści. To science fiction, thriller historyczny, romans, obyczajówka i momentami klasyczna powieść o małej amerykańskiej społeczności. A mimo ponad 800 stron miałem poczucie, że większość tego czasu była potrzebna, żeby naprawdę przywiązać mnie do George’a i świata, który sobie stworzył.
I jak już moje poczucie czytelniczego szczęścia było w pełni zespokojone, przyszło zakończenie.
No i King (moim zdaniem) wybitnie to spierdolił.
Naprawdę trudno mi pogodzić się z kierunkiem, w którym postanowił poprowadzić finał. Po tylu stronach spędzonych z bohaterami, po całym budowaniu życia George’a, jego relacji i konsekwencji kolejnych wyborów, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Rozumiem logikę tego zakończenia. Rozumiem, co King chciał nim powiedzieć. Ale kompletnie nie tego chciałem dla tej historii i zwyczajnie szkoda mi, że właśnie tak postanowił ją zamknąć.
I właśnie za finał odejmuję 1 gwiazdkę.
Co chyba najlepiej pokazuje, jak wysoko oceniam całą resztę. "Dallas ’63" jest dla mnie najlepszą książką Kinga - kropka.
@WujekAlien też słyszałem o niej dużo dobrego, ale ja w przypadku tego typu książek robię odwrotnie niż się powinno, czyli odkładam ją na później. W ogóle zastanawiam się czy Kinga nie czytać wg daty wydania, żeby stopniowo wszystkie te smaczki wyłapywać oraz śledzić rozwój/zmianę warsztatu.
Tytuł: Play Nice: The Rise, Fall, and Future Of Blizzard Entertainment
Autor: Jason Schreier
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Grand Central Publishing
Format: ebook
ISBN: 9781538725443
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
No co tu dużo mówić - solidna lektura od One Take Schriera, który od jakiegoś czasu podbija YT tłumacząc graczom jak krowie na rowie co się odpierdala w ich światku i dlaczego.
Mamy tu przekrój ponad 30 lat Blizzarda, od stworzenia aż po cięcia etatów za czasów Microsoftu. Fajnie im szło tak gdzieś do WotLK, a potem zaczęło się odpierdalanie inwestorów, klasyczne korpojazdy, z okazjonalnymi niespodziewanymi hitami (Hearthstone, Overwatch). Teraz słyszę, że na BlizzConie mają ogłosić coś związanego ze Starcraftem... Pozostaje tylko życzyć im najlepszego. Ale nie mogę pozbyć się przeczucia, że najlepsze czasy growych gigantów już przeminęły...
@Zioman Jakby popracował nad swoim ego to może bym szanował go jako człowieka. To i jeszcze pisał dla Kotaku. Nie mogę jednak powiedzieć, że to jakiś wannabe chłystek.
najlepsze czasy growych gigantów już przeminęły
Nie to że minęło, tylko widmo zysków zamordowało tworzenie nowych, twórczych gier. Już nie uznasz poziomu rozbudowanych gier jak Deus Ex / System Shock 2 / VtMB.
Brak dedykowanych serwerów. Do dzisiaj możesz wbić się na jakiś hostowany serwer Wolfenstein ET.
Co do Blizza? A kij im w oko. Mieli wszystko i zaczęli jakieś "corporate mandate" wciskać.
Patrząc na ich pyszny ból d⁎⁎y w Warcraft 3 Reforged:
gdzie EULA zawłaszcza mody
blokada klasycznego Warcraft 3
A co do WoWa:
DEI implementowane w WoWie. Niech za przyłkład posłuży "astralny" wózek inwalidzki Khadgara. Raz, że to jakaś fetyszyzacja wobec niepełnosprawnych ludzi, a dwa, że ktoś nie rozumie, że takowy mag mógłby telekinezą lewitować.
"you think you do, but you don't" czyli jak im zajęło LATA by skapnąć się by stworzyć klasyka
Turtle WoW które wykpiło kreatywną próżnię w oryginalnym WoWie.
Przemilczę kwestie obyczajowe, nie tknę tego nawet z "10 foot pole"
No co tu dużo mówić - solidna lektura od One Take Schriera, który od jakiegoś czasu podbija YT tłumacząc graczom jak krowie na rowie co się odpierdala w ich światku i dlaczego.
Jeśli to ten sam szrejer który stwierdzał że dojechanie ofiary to lepsza historia niż opisywanie jak ktoś z ich światka stosował hardą przemoc psychiczną na swoim partnerze i ten sam szrejer który bronił swoich kumpli z blizzarda tak długo jak tylko mógł to boję się myśleć jak wyglądają jego tłumaczenia - z drugiej strony jedno było trzynaście lat temu, a drugie z dziesięć, a od tego czasu dużo się zmieniło.
Wydawnictwo MAG dodrukowało powieść Neila Gaimana. "Mitologia nordycka" wróciła do sprzedaży 4 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 228 stron, w cenie detalicznej 49 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Wielkie nordyckie mity to jeden z korzeni, z których wyrasta nasza tradycja literacka - od Tolkiena, Alana Garnera i Rosemary Sutcliff po "Grę o tron" i komiksy Marvela. Stały się też inspiracją dla wielu obsypanych nagrodami bestsellerów Neila Gaimana.
Teraz sam Gaiman sięga w odległą przeszłość, do oryginalnych źródeł tych opowieści, by przedstawić nam nowe, barwne i porywające wersje największych nordyckich historii. Dzięki niemu bogowie ożywają - pełni namiętności, złośliwi, wybuchowi, okrutni - a opowieść przenosi nas do ich świata - od zarania wszechrzeczy, aż po Ragnarok i zmierzch bogów.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Wydawnictwo Media Rodzina przedstawia edycję specjalną. "Harry Potter i Książę Półkrwi. Wydanie ilustrowane" J.K. Rowling wyląduje na sklepowych półkach 14 października 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 432 strony, w cenie detalicznej 129,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zło rośnie w siłę, Hogwart staje w gotowości
Pewnej letniej nocy Harry Potter i Albus Dumbledore wyruszają z Privet Drive w kierunku nieokreślonej przyszłości pełnej nieufności i strachu. Zło rośnie w siłę, Ministerstwo Magii pogrąża się w chaosie i nawet Hogwart nie jest już bezpieczny.
Uczniowie i profesorowie są w stanie gotowości. Jedynie Draco Malfoy i jego wierni zwolennicy ze Slytherinu nie wydają się zmartwieni, kiedy na nocnym niebie majaczy Mroczny Znak. Harry musi się przekonać, komu może zaufać, a kogo powinien się obawiać. Nadchodzi czas, kiedy będzie musiał samotnie stawić czoło swojemu przeznaczeniu.
Levi Pinfold przedstawia szóstą część uwielbianego cyklu o Harrym Potterze autorstwa J.K. Rowling, kontynuując wizję świata czarodziejów zapoczątkowaną przez Jima Kaya. Od brzęczących cicho srebrnych instrumentów w gabinecie dyrektora po pokryte śniegiem ścieżki w Hogsmeade i odurzające zapachy na lekcji eliksirów profesora Slughorna – niniejsza olśniewająca edycja to działające na wyobraźnię i poruszające arcydzieło.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Nie mam pojęcia jak z tak fascynującego tematu i bogactwa ciekawych źródeł udało się autorowi stworzyć tak beznadziejnego gniota, naprawdę.
Ksiażka opowiada o lekarzach, felczerach, pielęgniarkach i akuszerkach odbudowujących i tworzących służbę zdrowia na powojennych ruinach, co jest przecież bardzo ciekawie - ale nie w tej książce.
Każdy cytat czy historyjka są łopatologicznie wytłumaczone, często przy użyciu dokładnie tych samych określeń, które pojawiły się linijkę czy dwie wcześniej. Każde wprowadzenie nowego bohatera, nawet takiego, który pojawia się na tylko na tej stronie i nigdy później, łączy się ze szczegółowym opisem kolei jego życia, który zwykle nie wnosi nic do historii.
Mam wrażenie, że autor powybierał kilka cytatów na chybił trafił i kazał sztucznej inteligencji to połączyć w całość, potem zorientował się, że jest tego za mało i kazał jej lać wodę.
Jeżeli jednak się mylę i napisał to sam, to właściwie jeszcze gorzej.
Nie polecam!
#bookmeter #ksiazki
Wołam @bojowonastawionaowca , bo widziałam, że chciałeś to przeczytać.