Kolejna głupkowata komedia od Apple TV. Kolejny raz dostałem to czego się spodziewałem choć w nieco lepszym wykonaniu niż wcześniej opisany Matchbox.
Mocne 6/10. Tylko pamiętajcie, że Deadpool występuje w tym filmie
Zdecydowanie najmocniejszym aspektem filmu jest Kenneth Branagh. . Jego rola była najciekawsza i najfajniej zagrana, mam wrażenie, że najbardziej wyważona.
Ryan Reynolds. No cóż, chyba we wszystkich filmach jest taki sam. W tym filmie jego głupkowate zachowanie było nieco irytujące, pomimo że to komedia to trochę tego było za dużo i trochę zbyt błazeńskie.
Marcin Dorociński. Super, że polski aktor dostał rolę w hemarykańskim filmie. Jestem z Polski, gdzie sukces na ekranie w kinie bardziej międzynarodowym jest sporadyczny, niemal jak słoneczne dni w Szkocji A jak zagrał? Spoko, choć poszedł w stronę przeciwną do Reynoldsa i chyba był zbyt poważny jak na komedię.
Całość jest przyjemna. Nie nudzi. Warte oglądnięcia.
Próbowałem osobiście obejrzeć ale nie dałem rady w całości ze względu na to że był bardzo słaby, nie jest to według mnie film który zasługuje na taką ocenę
Ten film był dokładnie tym czego się spodziewałem. Trochę śmieszne, trochę głupie, mocno niedorzeczne. Film na jakiś wieczór, w który kompletnie nie wiesz co chcesz robić. Włączasz film, wyłączasz myślenie i się relaksujesz Czy go polecam? Zdecydowanie tak. Tylko to jest 5/10 polecajka, więc nie marudź, że to nie Kompania Braci
@Z_buta_za_horyzont wydaje mi się, że nie powinno bo to fajnie się ogląda. Film dostaje 5/10 bo jest porównywany do innych filmów na takiej samej skali, które są lepsze. Ten film oglądało mi się fajnie, nie nudziło, było śmiesznie, coś się działo. Jeżeli szukasz czegoś w stylu Le Mans '66 albo Baby Driver, no to nie jest to. To miało być głupkowatą komedią akcji i tym dokładnie jest.
Ja jestem ciekaw jak w tych dwóch filmikach obeszli zabezpieczenia prawa autorskich one są coraz mocniej implementowane Jak czytałem komentarze ludzi którzy się w to bawią.
Z drugiej strony możliwe że Chińczycy wypuszczą takie produkty które mają to w dupie specjalnie żeby wkurwiać Amerykanów.
Dziwny film. Dosyć patetyczny, nawet jak na hollywoodzkie standardy. I nie rozumiem w sumie po co umieścili tu Hansena, skoro większość wydarzeń jest wymyślona. Gdyby zrobili film o jakimś typie łapiącym pedofili to każdy by załapał nawiązanie.
Realizacja dobra, tylko Pattinson słaby, ale to jak wszędzie.
Ameryka okresu Rekonstrukcji miała swój symbol: kolej transkontynentalną - drapieżną, połykającą całe miasteczka. Z tej epoki pochodzi niemal cała mitologia Dzikiego Zachodu: kowboje, banici, napady na pociągi, a wśród nich bracia James, Frank i Jesse. Historycy widzą w nich raczej konfederackich partyzantów, którzy po wojnie zapomnieli przestać strzelać. Ale czymże byłby wczesny western bez solidnej dawki rewizjonizmu? Historyk chce prawdy, kino chce mitu - i kino zawsze wygrywa, bo mit jest ładniejszy, a do tego w tchnikolorze.
Smutni panowie w garniturach skupują ziemię za ułamek jej wartości, opornych biją - aż trafiają na Jamesów. Jedno ciągnie za sobą drugie: wielki biznes i silne państwo spychają ich poza prawo, a z porządnych, bogobojnych, kochających wolność Amerykanów robią się banici, którzy rabują z konieczności i marzą o ucieczce. Oto cała tajemnica: Jesse nie stał się bandytą - to świat przyprawił mu gębę bandyty. Tak przynajmniej twierdzi film. Naprawdę było na odwrót: gębę mu przyprawiono, owszem, tylko Robin Hooda.
Ciekawi mnie tempo, każda scena ma czas na wybrzmienie, pościgi, długie ujęcia, we wszystkim których czuć budujący atmosferę czas. Film też nie moralizuje. Cały morał załatwił w pierwszych dziesięciu minutach, Jesse - bohater, natomiast kolej była zła, a państwo, państwo też było złe. Potem można już sobie pozwolić na szarość, której nie spodziewałabym się po kinie pilnowanym przez kodeks Haysa. A przecież kodeks zabraniał właśnie tego: sympatii dla zbrodni. Film jest wyprofilowany, żeby widz czuł sympatię z czystym sumieniem. Nie mówię żeby film był brutalny, to nie Billy the Kid, ale szarość jest, i aż jestem ciekawa, co z nią zrobi w sequelu sam Fritz Lang.
Aktorsko trudno trafić lepiej. Młodziutkiego Fondy w ogóle nie poznałam, a przecież „młodziutki” miał już trzydzieści trzy lata; to ta rola dodała rozpędu jego karierze. Z Powerem inaczej, szczyt sławy i on rządzi kadrem. W miłosnym uścisku z Zee (Nancy Kelly) kamera patrzy na niego, nie na nią. Niesamowite; film jest po prostu przyjemny.
Z historią ma się, rzecz jasna, na opak. Prawdziwy Jesse napadał na banki tuż po wojnie, pociągami zajął się dopiero w latach siedemdziesiątych - i to, zanim ktokolwiek tknął jego matkę. Nic też nie zapowiadało emerytury. Słowem: stek mitów, z których ulepiono mit. To ten film uformował obraz Jamesów, a "prawdziwa historia Jessego Jamesa" powstałą 20 lat później, jest tak samo nieprawdziwa jak i ten film. Więc dla bajki, rozrywki, czyli typowego westernu warto wiedzieć skąd to wszystko się wzięło.
Obejrzę go znów za parę lat -sprawdzić, kto się bardziej zestarzał; Solidne 6/10.
@Herr_Tygrysek nie śmieszyło mnie tam nic, wczutki zero. Chyba za późno się zabrałam w swoim życiu za to, może powiedzmy 15 lat wcześniej lepiej bym się bawiła, ale wątpię...
Nie wszyscy to wiedzą, ale gdyby nie poświęcenie Bogusława Lindy w tej scenie z filmu Sara, być może nigdy nie oglądalibyśmy Max Payne'a takiego, jakiego go znamy obecnie.
Dałem się wciągnąć w tureckie seriale. Wspaniałe Stulecie zaliczone, z sympatii do Halita Ergenca obejrzałem też Zranioną miłość. No i czuje głód seriali. Co polecicie z uwagi na aktorów grających w tych dwóch serialach? #tureckieseriale #seriale #wspanialestulecie #filmy
Myślę, że ludzkość nie tyle boi się sztucznej inteligencji, co skutków jej powstania, jak utrata pracy czy, w bardziej pesymistycznych dziełach kultury, życia. Jednak trudno obawiać się samej AI, skoro jako taka jest mało namacalna. Na przykład ChatGPT, z którym mogę „rozmawiać” za pośrednictwem smartfona, swoje „ciało” w postaci serwerów ma na innym kontynencie. To dość spore uproszczenie, jednakże nie widzimy ich na własne oczy.
Co innego w przypadku androidów.
I z tego właśnie korzysta film „Westworld” z 1973 roku, w Polsce być może lepiej znany jako „Świat Dzikiego Zachodu”. Początkowo nikt nie obawia się androidów, wręcz przeciwnie, stanowią jedną z największych atrakcji horrendalnie drogiego parku rozrywki. Spragnieni pełnej immersji klienci mogą wybrać jeden z trzech światów, wcielić się w dowolną postać, a potem cieszyć się wiarygodnie przedstawionymi realiami bez obaw o własne bezpieczeństwo.
W osiągnięciu pełnej immersji pomagają specjalnie zaprogramowane androidy, reagujące na zachowanie ludzi. Można z nimi grać w karty, wypić whiskey, pójść na piętro z kurtyzaną czy nawet zabić napastliwego jegomościa. W drugą stronę to nie działa, ponieważ broń została zabezpieczona i nie wystrzeli w stronę człowieka. Klienci mogą się wyżyć, nikogo nie krzywdząc.
Tylko że jak to bywa w tego typu historiach, do czasu.
Gdy pojawiają się informacje o poważniejszych usterkach, pracownicy postanawiają zignorować potencjalne niebezpieczeństwo. W końcu nic nigdy się nie wydarzyło, a po co psuć klientom dobrą zabawę? Jeszcze by poprosili o zwrot pieniędzy, nie mówiąc już o stratach firmy poniesionych w wyniku zamknięcia parku rozrywki na czas naprawy. Usterka zamienia się w poważną awarię, zabezpieczenia wyłączają się, a to skutkuje masakrą.
W przypadku „Westworld” nie mamy do czynienia ze sztuczną inteligencją, która chce zniszczyć ludzkość. Androidom wgrano określone zachowania, powstrzymywane przez zabezpieczenia. Gdy te zniknęły, androidy zachowywały się zgodnie z tym, jak zostały zaprogramowane. To ludzka chciwość, lekkomyślność, może też naiwność, doprowadziła do masakry, a także do desperackiej ucieczki głównego bohatera przed zawziętym rewolwerowcem. Ta ostatnia sekwencja przypomina mi „Terminatora”, chociaż trudno powiedzieć, czy Cameron zainspirował się „Westworldem”.
Trudno ten film jednoznacznie przypisać cyberpunkowi, jednakże pewne jego elementy zostają rozwinięte w przyszłych utworach. Oprócz androidów, warto zwrócić uwagę na sam pomysł parku rozrywki, który zmienia się w śmiertelną pułapkę. Według mnie to protoplasta wirtualnej rzeczywistości, w której ludzie zanurzają się w pełni za pomocą gogli VR i kombinezonów symulujących odczucia. A w tej często umierają wskutek usmażenia mózgu przez złowrogiego hackera czy podobnych.
Młody dziennikarz śledczy, Peter Miller stara się odszukać uciekającego przed wymiarem sprawiedliwości bezwzględnego zbrodniarza wojennego Eduarda Roschmanna, zwanego "Rzeźnikiem z Rygi".
Film zaskakuje dzięki temu że nie trzymał się książki i przekręcał wiele scen - co akurat jest na plus
Nie mniej poziom adaptacji tragiczny łącznie z zakończeniem - choć takie zakończenie powinno być w książce - dużo lepsze
NAZA to określenie na przypadkową ofiarę śmiertelną używane przez izraelski wywiad wojskowy. Jeśli w nalocie na członka Hamasu jest przewidywane, że zginie 6 cywilów, mówią oni o 6 NAZA.
NAZA to tytuł filmu dokumentalnego nakręconego przez dwójkę Izraelitów. Dziennikarz z Izraela przeprowadza wywiady z członkami Sił Obronnych Izraela, którzy opowiadają, jak wygląda ich służba od środka. O namierzaniu celów i że najłatwiej zlokalizować czyjś prywatny dom. O tym, że oznaczali cele do likwidacji, jak używali do tego sztucznej inteligencji oraz jak ta się myliła. O tym, że oznaczanie celów polegało na śledzeniu zachowań telefonów i że śledzili wszystkie telefony w strefie Gazy. O tym, że misją było zrównanie Gazy z powierzchnią ziemi.
Nie powiem, czegoś podobnego jeszcze nie oglądałem. Film premierę w Polsce będzie miał chyba pod koniec października.
Israel wypuścił film o podobnej nazwie żeby zmylić ludzi którzy chcą to obejrzeć:
Israel promotes film that mimics NAZA documentary | Israel | The Guardian https://share.google/wAlQqRIL10NjYrUIY
Przyznam się wam że wczoraj pierwszy raz obejrzałem "The Thing" Carpentera.
Od dawna chciałem go nadrobić ale ciągle a to nie był dostępny, nie ta platforma itp.
Ale w końcu się udało i przyznaję że zasługuje w pełni na swoją renomę i kultowy status!
Kontynując historię grozy na Antarktydzie dzisiaj zabieram się za opowiadanie które stało się inspiracją dla Johna Carpentera.
#ksiazki #filmy #horror
Film generalnie o problemach z globalnym ociepleniem ale w formie czarnej komedii, ciekawie przestawione, ale tez sie pośmiałem i doceniam artystyczne walory wizualne.
Duży pastisz na #usa #trump ale winni nie sa jednoznacznie pokazani, film zmusza do refleksji.
Polecam obejrzeć w kinie, bo jest parę zabiegów zwiększających immersje, szczegolnie na samym końcu, co mi sie bardzo spodobało.
Z uwagi na specyficzny sposób przedstawienia nie spodoba sie wszystkim.