Disney to xxxxx xxxxxx. Obejrzałem właśnie film o sadzeniu kartofli na Marsie, a na napisach końcowych info, że mogę zajrzeć na areslive.com żeby zobaczyć więcej.
Oczywiście strona przenosi do glownnej disneya, bo czemu nie (╯°□°)╯︵ ┻━┻
Mi tez sie audiobook bardziej podobal od filmu, to byl meterial pod serial nie film, faune bylo wlasnie jak dawal sobie systematycznie rade z kazdym napotkanym problemem, za malo czasu zeby to przekazac w jednym seansie kinowym
Obsada:: Edward G. Robinson, Lon McCallister, Judith Anderson, Allene Roberts
Czas trwania: 1h 40min
Ocena: 7/10
Nastolatka, namawia swojego przyjaciela Natha, by pomógł jej rodzicom w pracy w gospodarstwie. Pewnego dnia Nath nalega, by wrócić do domu leśnym skrótem. Pete próbuje go od tego odwieść, z uwagi na tajemniczy czerwony dom i dziwne zjawiska, które zwłaszcza w nocy, mają miejsce w okolicy. Młodzi ignorują jednak te ostrzeżenia.
@TyGrySSek gonisz panie i raczej przegonisz, odkąd skończył mi się neet i jeszcze zaczął sezon rowerowy to nie mam kiedy oglądać filmów. Może nadgonię w sierpniu, po festiwalu
Historia genialnego, ale ekscentrycznego naukowca, dr. Janosa Rukha (Boris Karloff), który prowadzi badania nad tajemniczą, kosmiczną substancją. Wierzy, że dzięki niej zrewolucjonizuje naukę. Wraz z grupą innych badaczy wyrusza do Afryki, aby odnaleźć meteoryt będący źródłem tej energii. Odkrycie to przynosi jednak tragiczne konsekwencje.
Całkiem zabawna komedia, w której nieudolny anioł stróż postanawia zamienić życie ledwo wiążącego koniec z końcem i z myślami samobójczymi Arja z życiem bardzo bogatego Jeffa, żeby pokazać Arjowi, że jego życie jest cenne i warto, by je kontynuował. Zwrot fabularny polega na tym, że główny bohater po zakosztowaniu luksusów... nie chce wracać do swojego marnego żywota. Któż by się spodziewał, prawda?
Dość smutny przekaz o tym, że w USA ludzie często nie potrafią się utrzymać z jednej pracy, więc pracują w dwóch, trzech czy niekiedy więcej, gdy jednocześnie w tym samym kraju żyją niewyobrażalni bogaci ludzie, którzy są oderwani od ziemi i nie rozumieją, że ktoś nie może pozwolić sobie na wyjście do restauracji, za które wyda kilkaset dolarów, został oczywiście przykryty masą mniej lub bardziej zabawnych sytuacji. Oraz bardzo drewnianym aktorstwem całej obsady. Serio. Wiem, że Keanu Reeves nie jest dobrym aktorem (za to bardzo sympatycznym człowiekiem), jednakże tutaj zagrał o wiele gorzej. O jego towarzyszach też nie można powiedzieć nic dobrego.
No i leży logika. Jeff, który nagle stracił wszystko, odzyskał pamięć o swoim dawnym życiu i oczywiście chce je odzyskać. Nagle musi się mierzyć z brakiem funduszy, musi podejmować kiepsko płatne prace, bo jego kandydatury do tych dobrze płatnych pracodawcy nie chcą nawet rozważyć. Tylko że skoro wszystko pamiętał, to dlaczego nie udał się z Gabrielem (aniołem stróżem granym przez Keanu) do swojego domu? Tym bardziej, że różne zabezpieczenia nie zostały zmienione, więc znał kod do schowanej kolekcji drogich zegarków, które mógłby upłynnić. Albo po prostu mogliby tam spać, gdy Arj i tak był w śpiączce po wypadku samochodowym.
Z braku czegoś lepszego można obejrzeć lub po prostu puścić, żeby leciało w tle.
Mam teorie, że oni ten film kręcili na szybko przez co dosłownie recytowali swoje dialogi bez zagłębiania się w postać która grali, max dwa duble i elo. Film mógłby być dobry, gdyby włożyć w niego serducho bo przekaz jest bardzo dzisiejszy a tak to został on spłycony do nieudolnie wykonanej komedii z dobrym pomysłem
Jerry Black składa obietnice matce zamordowanej córki, że schwyta sprawcę zanim przejdzie na emeryturę.
Film z doskonale zagranymi rolami, niejednoznaczny, zakończenie można interpretować niejednoznacznie, ale fajnie jest ogólnie ukazane jak coś może zmienić człowieka i daje do myślenia. Nie chce tu dużo pisać, bo będą to spoilery, ale polecam obejrzeć.
Władca Pierścieni: Wojna Rohirrimów to film, który pokazuje Śródziemie z zupełnie innej strony niż ta, do której przywykliśmy. Przede wszystkim od razu rzuca się w oczy świetna kreska – ma w sobie coś surowego i klasycznego, co faktycznie mocno przypomina komiksy o Thorgalu. To kawał naprawdę ładnej animacji, która buduje fajny, staromodny klimat legendy.
To chyba pierwsza historia z tego uniwersum, w której nie uświadczysz orków, nazguli czy wielkich czarnoksiężników. Nie ma tu magii ani sił nadprzyrodzonych, jest za to „zwykła” wojna między ludźmi. To sprawia, że całość wydaje się bardziej przyziemna i brutalna, bo skupia się na honorze, zdradzie i krwawym konflikcie o tron dwóch zwaśnionych rodów.
Z drugiej strony czuć, że to anime, bo twórców momentami mocno poniosła fantazja. Niektóre walki wyglądają, jakby grawitacja nagle przestała działać, a bohaterowie wyczyniają akrobacje, które średnio pasują do ciężkiej zbroi. Najbardziej widać to po samym Królu – gość momentami miał tyle pary, że wyglądał jak Sajanin z Dragon Balla, a nie zwykły człowiek.
Niestety film ma jeden spory problem: jest po prostu za długi. Całe to oblężenie ciągnęło się w nieskończoność i spokojnie można by wyciąć z niego jakieś 30 minut, żeby historia była bardziej dynamiczna. Pod koniec człowiek zaczyna już trochę zerkać na zegarek. Mimo to, jako odświeżenie świata Tolkiena w takim ludzkim, wojennym wydaniu, to całkiem ciekawa pozycja, o ile przymkniesz oko na te „odloty” w scenach akcji.
Kino absolutne. Polska superprodukcja, która do dziś robi fenomenalne wrażenie.
Walka młodego Ramzesa z kastą kapłanów. Nie będę opisywać filmu w całości, i nie będę pisać peanów o realizacji tego dzieła - trochę tylko razi "make up" opalający aktorów, ale można przymknąć na to oko, a nawet lekko dać plusa, że chciano jak najbardziej zbliżyć się do realiów starożytnego Egiptu.
Popiszę tylko o rzeczach, które zauważyłam podczas tego seansu (chyba już 3 w życiu i pewnie nie ostatniego).
Post dotyczy drugiej połowy filmu - gdy już Ramzes zostaje faraonem i rozdarty pomiędzy dwiema decyzjami (wojna z Asyrią czy pokój z Asyrią i wygonienie Fenicjan z Egiptu). Jednak gdy zostaje faraonem, pojawia się trzecie wyjście - złoto Glapińskiego!, tfu, złoto kapłańskie ukryte w labiryncie świątyni Ozyrysa.
Kapłani jednak nie są chętni by wydać Egiptowi chociaż część tych bogactw, choć jak twierdzą, po to one tam są - by w kryzysowej sytuacji pomóc krajowi - Ramzes uważa, że to już teraz - nie ma kasy dla żołnierzy, nie ma kasy dla chłopów.
Ale warunki otrzymania złota są wprost absurdalne - z wieloosobowej grupy każdy musi zagłosować na TAK, jedno NIE i złoto zostaje w skarbcu. Ramzes jest tego świadomy, ale jednak podejmuje się tego działania, chcąc wywołać rękoma pospólstwa bunt skierowany wobec kapłanów - w chaosie podbicia świątyni przez ludzi, faraon chce wlecieć tam z wojskiem i zająć skarby.
Kapłani trzymają jednakże asa w rękawie, a dobrobyt Egiptu stanie pod znakiem zapytania.
Rozgrywki Ramzesa z kapłanami to najbardziej interesująca część filmu. Można powiedzieć, że ci panowie z zimną krwią planują kolejne działania i chociaż młody i narwany faraon może być sporym problemem, to religijna kasta nie jest chętna oddać pełną autonomię władzy. Na pewno w wielu sprawach można przyznać im rację - że lepiej zabezpieczyć się kontraktami niż tracić kasę i uszczuplić armię na wojnie.
Genialny film, Zelnik znakomity w roli Ramzesa. Kto nie widział - must see obowiązkowe. Chyba nie ma na świecie lepiej zrealizowanego filmu o starożytnym Egipcie.
Wróciłem właśnie z seansu filmu Project Hail Mary i zastanawiam się, czy ktoś może oglądał go uważniej niż ja i może sprostować następujące. Wydawało mi się, że najpierw mówiono, że cel podróży znajduje się 11 lat świetlnych od Ziemi; później, kiedy główny bohater budzi się z hibernacji, oblicza, że zużył paliwa tyle, ile zająłby ponad 100-letni lot, a tymczasem droga powrotna miała mu zająć zaledwie 6 lat. Czy coś przeoczyłem? Czy rzeczywiście były tam aż takie nieścisłości? Dokładnie również pamiętam, że w jednej z pierwszych scen lekcji z dziećmi, kiedy zostały zapytane o prędkość światła, jedno z nich odpowiedziało, że jest to 300 tysięcy mil na sekundę, a nauczyciel nie sprostował, że powinno być kilometrów i potwierdził, że odpowiedź jest dobra.
Też to zauważyłem, ale to skrót myślowy bo nie chodzi o to ile zajmie podróż z perspektywy czasu, tylko z perspektywy bohatera. A przez podróż z dużymi prędkościami i dylatacje czasu dla niego upłynie mniej czasu. Zresztą tam powiedział " zabaczymy się za 4-5 lat" w domyśle że on się z nimi zobaczy.
@Asarhaddon Musiałby osiągnąć prędkość rzędu przynajmniej 90% prędkości światła co na takim dystansie i przy takim paliwie jak stosowanym w Projekt Hail Mary jest możliwe. To znaczy tak jakby bo w książce popełniono tu jednego babola. Pomijając fakt że użyte paliwo ma większą wydajność niż byłoby to możliwe, to różnica czasu o jakiej tam mówiono byłaby możliwa w idealnych warunkach gdyby statek przyspieszał przez dokładnie połowę dystansu, a potem przez połowę dystansu hamował. Wtedy według obliczeń podróż zajęłaby mniej niż 4 lata i statek rozpędził by się do ponad 99% prędkości światła. Ale przy ilości o jakich mówimy w książce i filmie to możliwe byłoby korzystanie z silników jedynie przez jakieś 15% dystansu (7,5% na przyspieszanie oraz tyle samo na hamowanie) i wtedy maksymalna osiągnięta prędkość to około 90% prędkości światła i podróż zajęłaby około 7 lat.
Duński horror o wampirach klasy B (czy tam Z, nie znam się).
Dowiedziałem się z niego, że wampiry nie lubią falafela i ludzie umierają, jak się im wyrwie serce (przynajmniej zostało to oznajmione, jakby to było jakieś odkrycie).
Zaimponowało mi łyknięcie wody święconej przed pocałowaniem wampira.
Poza tym jeden z głównych bohaterów ma na imię Mads, ale właściwy Mads pojawia się tylko na chwilę.