Film o tym, że nie powstał film. Koleś miał nakręcić dokument o gliniarzu, który uważał, że zidentyfikował mordercę posługującego się pseudonimem Zodiak, ale ostatecznie film nie powstał, więc koleś nakręcił film o tym, że film nie powstał, powstawiał jakieś ujęcia, swój głos z offu, czasem demaskując schematy powstawania filmów dokumentalnych true crime.
Wynudziłam się i nie brało mnie to. Ale to tylko moja ocena, na przykład koleżance podobał się.
W sumie mignął mi ten filmik na feedzie i pomyślałem, że komuś z was też się może spodobać. Autor porównuje starsze filmy do tych najnowszych i próbuje wyjaśnić co sprawia, że obecnie rzadkością jest realizm. Wchodzi w takie pojęcia jak realizm percepcyjny, czyli wrażenie, że obraz odpowiada temu, jak postrzegamy świat zmysłami, czy haptyczność obrazu, czyli odbieranie tego, co widzimy, jakby dotykiem. Mam wrażenie, że poza oczywistymi rzeczami zwrócił uwagę na masę rzeczy, o których ja bym nie pomyślał.
Możliwe, że automatycznie tłumaczone napisy coś tam dadzą, ale chyba w tym konkretnym przypadku raczej dobry angielski jest wymagany.
Tak jak w przypadku scenariusza tak i w warstwie wizualnej warto żeby film był wiarygodny. Historia może nawet być całkowicie z d⁎⁎y i dziać się w wymyślonym świecie ale niechaj ma jakieś znamiona wiarygodności.
Dodatkowo dzisiejsze produkcje nie tyle cierpią na zalew CGI co na wizualną biegunkę. Półsekundowe ujęcia, chaos, dziki pęd narracji. Aktorzy stają się elementami scenografii.
Nie jestem wielkiem fanem #teoriespiskowe (hehe) ale czy ktoś tu nie buduje przypadkiem jakieś Wełnianej Armii żeby przeprowadzić nowy Project Mayhem? Obudźcie się.
#justhejtothings #filmy
Edit:
Czy ktoś nie dostał ostatnio moze zadania, zeby uszkodzic infrastrukturę kolejową czy coś?
Na pewno jeden z moich filmów festiwalu AFF 2025. "Suweren" zostawił mnie w tak wielkiej rozterce, że do dziś myślę o tym filmie.
Joe jest nastolatkiem, który uczy się w domu. Powodem tego jest tego ojciec, który jest takim totalnym antysystemowcem i po prostu nie uznaje prawie żadnych instytucji, więc uważa, że nie musi także przestrzegać prawa. Przez to ojciec wciąż ma jakieś problemy - a to eksmisja z mieszkania, bo Jerry nie uznaje długów, a to pobicie przez policjantów bo przecież człowiek nie musi posiadać prawa jazdy i może odstąpić od kontroli policyjnej - chociaż nie może, policjanci traktują opór Jerry'ego poważnie i biją go na oczach syna.
Kolejna kontrola policyjna skończy się tragedią.
Ale zanim tam dotrzemy, do kulminacji, obserwujemy relację ojca i syna, który z jednej strony chciałby być zwykłym nastolatkiem a z drugiej strony nie raz widzi jak system traktuje jego ojca (nie bez powodu oczywiście, skoro Jerry nie uznaje systemu).
Jerry Kane był powiązany z ruchem „sovereign citizens” — to taka amerykańska mieszanka skrajnego antyrządowego myślenia, paranoi o „nielegalnych podatkach i licencjach”, przekonania, że prawo USA nie obowiązuje „prawdziwych obywateli suwerennych”.
Czyste fakty - bowiem "Suweren" opowiada historię prawdziwą, która wydarzyła się w 2010 roku w Arkansas. Natomiast sama relacja ojca z synem może być wynikiem twórczym, ale czy na pewno? W tle druga relacja ojciec-syn, dwóch policjantów.
Wstrząsający seans, szczególnie gdy uświadomisz sobie, że ta historia wcale nie jest taka jednoznaczna.
@Mahjong Nie oglądałem Suwerena, ale od razu przypomniała mi się tragedia na Ruby Ridge. Grupka antysystemowców kupiła sobie tam rancho, żyli zupełnie spokojnie, w odcięciu od świata, nikogo nie niepokoili. Ale władzom się to nie podobało, otoczyli posiadłość, no i doszło do tragedii.
Jon Ronson poświęcił temu jeden z odcinków miniserii "Secret Rules of the World", bardzo polecam:
@Lemon_ i kolejna taka opowieść... Mnie to przeraża, z jakim uwielbieniem i brakiem refleksji Amerykanie korzystają z broni. Kolejny dowód na to, że lepiej urodzić się w Polsce niż w USA. To już pisałam kilkanaście filmmeterów wcześniej przy okazji dokumentu "Idealna sąsiadka", że możesz sobie odstrzelić na własnym podwórku sąsiadkę, która cię wkurwia i po przesłuchaniu wypuszczą cię do domu.
@Mahjong czytając różne reportaże książkowe o USA dochodzę do wniosku, że oni mają inną mentalność. Żyją trochę w swoim osobnym wszechświecie, który dla Europejczyka jest w dużej mierze niezrozumiały. Trochę, jak Ruscy, tylko Amerykanie mają dużo fajnej ekonomicznie i kulturowo i nie srają do dziury w podłodze, no i faktycznie są potęgą a nie kolosem z dykty i gówna.
Co do broni, to oni mają to tak wbite do łbów przez historię swojego kraju, jak Brytyjczycy picie herbaty i mecze piłki nożnej.
@Jarasznikos imho premise z książki dlaczego lecą jest dla mnie legitny i ma sens, w Interstelarze polecieli na planetę którąś, bo miłość. W sumie tutaj ludzie najwięcej narzekają na skład załogi, ale to imho nie ma sensu, bo suspension of disbelief nie jest złe jak na scifi, i autor i chce robić twarde sci fi i powinniśmy go chwalić a nie nękać.
Czas na film, który pięknie mi się oglądało. Przypadek sprawił, że wiele miesięcy temu trafiłam dokument o Christy Martin, jednej z najlepszych bokserek świata. Historia była wciągająca i kończyła się... dość niewyobrażalnie. Na tyle wstrząsająco, że pierwsze co pomyślałam "ta historia nadaje się na film!".
I tadam! Powstał film, na dodatek z Sydney Sweeney w roli głównej. Jarałam się i ten seans na festiwalu był dla mnie obowiązkowy.
Ogólnie: rola Sweeney solidna, sam film solidny, historia też solidnie zrealizowana. A jednak ostrzegam, że nadal to typowy biopic, tyle że z tym twistem historii samej Christy.
Z jednej więc strony szkoda, że twórcy nie zaryzykowali czymś, czymkolwiek, a z drugiej strony przecież wciąż powstają zwykłe filmy, a ten przynajmniej ma za sobą dobrą produkcję, świetną historię i profesjonalnych aktorów - Ben Foster w roli trenera/męża Christy = miodzio!
Film trwa ponad dwie godziny, ale są takie momenty, że siedziałam na skraju fotela. Niby wiedziałam jak to wszystko się skończy, a jednak oglądałam ową historię jakby znowu na świeżo, tyle że w wersji fabularyzowanej.
Nie wiem na ile różnią się pewne szczegóły, ale ten najważniejszy i zarazem najstraszniejszy wątek tej historii pozostał bez zmian.
Film nie notuje sukcesu finansowego, superhitem raczej nie będzie, ale w moim sercu zawsze będzie zajmować specjalnie miejsce i już wiem, że na przestrzeni zbliżających lat powtórzę z chęcią ten seans!
To są filmy z festiwalu 6-11 listopada tego roku. Jak już wrzucę wszystko co tam widziałam znów wrócę do poziomu mojego zwykłego, czyli raczej jeden film dziennie, choć nie zawsze się udaje, ale w tygodni zawsze kilka ogarnę.
@Mahjong Ej, zupełnie nie poznałbym jej xD na 3 zdjęciu miałem takie "coś jakbym kojarzył ją skądś, ale pewnie jakaś drugo/ trzecioplanowa aktorka i tyle". Oglądnę jak będzie gdzieś dostępne
Alexandre O. Philippe był gościem festiwalu AFF we Wrocławiu. Ogólnie to jak sam o sobie mówi - jest typem, który kręci filmy o filmach.
Tutaj akurat nie cały film, a jedna konkretna scena, która potrząsnęła światem kina - słynna scena prysznicowa w "Psychozie" Alfreda Hitchcocka. Mamy tam wspominki, które dają nam więcej wiedzy o tym jak powstawała owa scena, ale także typowe geekowskie "gogglebox" na kanapie (Elijah Wood między innymi).
Dla maniaków kina, ciekawskich i lubiących filmy o filmach. Ogólnie - zabawa na tym dokumencie gwarantowana.
Już jestem trochę zmęczona tym wrzucaniem filmów z festiwalu, ale samodyscyplina musi być - jeszcze parę dobrych filmów przede mną do wpisania na tag zresztą zostało. Robię to dla siebie - zauważyłam, że wystarczy krótka notka by lepiej zapamiętać dany film - przy takiej częstotliwości oglądania jest to wskazane wręcz. Więc wytrzymajcie ze mną jeszcze trochę
"Pod światło" to historia nastolatka cierpiącego na ataki padaczki, przez to musi żyć nieco inaczej niż reszta rówieśników, ale on znowu bardzo chce żyć jak reszta rówieśników i jego największym marzeniem jest iść na prombal, chociaż tam przez stroboskopowe światła na pewno czekać go może mocny atak epilepsji.
Ogólnie film o znaczeniu przyjaźni i rodziny. Do obejrzenia, ale nic niezwykłego.
Występują: Humphrey Bogart, Sydney Greenstreet (zagrał w wielu filmach z Bogartem)
Ocena: 8/10
Główny bohater, Richard Mason, udaje poważny wypadek, aby uniknąć podróży z żoną, co pozwala mu na realizację swojego mrocznego planu, jakim jest morderstwo żony w celu poślubienia jej siostry.
Film opisuje problem narkomani w USA na przelomie lat 80 i 90.
Dokument dosyć pobieżnie porusza zagadnienie wszechobecnego cracku na ulicach stanów zjednoczonych.
Skierowany raczej do osób, które po raz pierwszy stykają się z tym tematem.
W sieci, zwłaszcza na filmwebie zetkniemy się z krytyką jaki to netflix tęczowy i wogle propaganda Black Lives Matter. A to guzik prawda, jeśli ktoś orientuje się w temacie.
Kolejno Raegan, Bush i Clinton grubo spierdolili sprawę kampanią antynarkotykową, co przede wszystkim uderzyło w czarne społeczności wielkich amerykanskich metropolii.
Czarni do dziś nienawidzą za to Ronalda.
Nie rozumiem tylko dlaczego wciąż jest bożyszczem wielu białych, skoro to przez niego ostatecznie kokaina zalewała usa.
Troche historii, ciekawych niuansów, interesujące historie dilerow, narkomanów i ekspertow.
Jest mocny nacisk na czarnych, ale biali też przedstawieni jako poszkodowani bo zabroniono im kokainy, a oni przecież się za nią nie mordowali.
Dla uzupelnienia polecam film o zamieszkach w Los Angeles na poczatku lat 90. Niestety nie pamiętam tytułu.
Do tego konkretniej w temat wchodzi serial Flow.
A co do nienawisci afroamerykanow do zjebanego Raegana to piosenka Killera Mike'a, którą dodaje wyjaśnia właściwie wszystko.
Sam wraca do miejsca urodzenia z planem zjedzenia swojej ulubionej pizzy. Gdy jest już w nowym jorku ziemia zostaje zaatakowana przez obcych.
Odgrzewany kotlet po bądź co bądź popularnych, ale srednich filmach Krasińskiego. Łączy je dobry pomysł wyjsciowy, ale spartolona nieangażująca intryga i trzymanie się reguł przedstawionego świata tylko wtedy gdy to wygodne dla twórców. Nie wolno rozmawiać nawet szeptem, ale setek ludzi starających się iść w grupie cicho ulicami noweho jorku to już nikt nie słyszy.
Polskie korzenie reżysera prequela to także cecha wspólna.
W rolach głównych srednia (moim zdaniem zawsze) Lupita Nyong'o i taki sobie Joseph Qiunn, który podobnie jak inni eksplatowani aktorzy debiutanci Stranger Things, powinien zostać na modłę serialowych gwiazd w świecie seriali, bo na dużym ekranie wypadają mizernie.
Scenariusz to standard postapo. Zamiast kosmitów mozna wstawić zombii i nikt się nie zorientuje. Jak ktoś liczy na jakąś genezę obcych (ja mam swoją prostą teorie) to srogo się zawiedzie. Intryga opiera się na rozterkach, głównych postaci pozostawionych w upadłym świecie samym sobie, co zdążyło się opatrzeć już po 3 sezonie Walking Dead.
Ogolnie czarna lesbijka z kotem i przypadkowo spotkany zagubiony gej idą na pizze. Mało jak na trzecią odsłonę, która zresztą pokazuje i wciąga mniej jak pierwowzory.
Efekty specjalne na poziomie amatorskich krotkometrażowek z yt.
Polecam tylko dla znudzonych, ktorzy lubią zasnąć na seansie.
Jezu jakie to było cienkie... Typowy skok na kasę po wcześniejszej części, która była całkiem dobra. A przecież k⁎⁎wa mać można było zrobić też kolejny dobry film o tym samym: Aliens, Terminator 2, Die Hard 2 itd. Ale po co? Zaoszczędzimy na reżyserze i aktorach, motłoch na pewno się skusi. No i się skusłi: A Quiet Place: Day One had a worldwide box office total of approximately $261 million on a budget of $67 million. Cyferki w excelu się zgadzają, wszystko cacy.
Poprawne kino o ludziach ubogich w majątek, ale bogatych w empatię.
Potężne pożary zabierają rancho głównego bohatera. Zmuszony jest mieszkać na malutkim osiedlu przyczep na pustyni. Kowboj Dusty (grany przez Josha O'Connora) musi teraz wymyślić na nowo swoje życie. W jego głowie rodzi się pomysł by wyjechać i pomagać siostrze na farmie w innym stanie, ale z drugiej strony zostawi tu córkę ze swoją byłą partnerką, z którą do dziś się przyjaźni.
Mała społeczność ludzi, którzy teraz stracili majątek pomoże mu podjąć właściwą decyzję.
Piękny, prosty i wzruszający film. Dla mnie takie 7,5/10!
Pierwszy dokument na liście obejrzanych filmów z AFF 2025 i zarazem drugi z filmów, które oceniam wyżej niż 7/10.
Videoheaven to niemal trzygodzinna przygoda z historią wypożyczalni kaset video w USA. Dostajemy pełny przekrój tematu, przeplatany scenami z filmów, które w całości albo choć na moment przenoszą nas do wnętrza wypożyczalni.
Dla mnie był to też zarazem pewien filozoficzny esej o kinie na podstawie sposobu oglądania, wybierania i spędzania czasu jakim były wypożyczalnie video.
Bardzo interesujący to dokument, i może w Polsce nie rządziły takie multipleksy wypożyczalniowe jak w USA, ale też przeżyliśmy w naszym kraju erę zwaną video.
*Na zdjęciu scena z jednego z seriali (Stranger Things) użytych w dokumencie i zarazem lektorka offowa tego dokumentu - Maya Hawke.
Czy polecam? Dla miłośników nostalgii oraz ery VHSów - lektura obowiązkowa!