Jestem spokojny, ale i zrezygnowany. Gówno nie żyje. Próbowałem 3 różnych przeglądarek, wszędzie to samo. Jakieś ustawienia treści chronionych mam ustawione tak, że treści chronione mogą być wyświetlane. Gówno nie działa.
Co ciekawe, na telefonie udało się odtworzyć. Komputer bierze internet przez hotspot z telefonu.
Zawodzenie jak z innego świata W wielu filmach, serialach czy nawet w utworach muzycznych wykorzystuje się niektóre charakterystyczne odgłosy ptaków dla stworzenia niepokojącej atmosfery. Zdaje się, że najbardziej znanym odgłosem tego typu, zestawianym najczęściej ze sceneriami mrocznych, leśnych ostępów i bagien, jest przeciągły głos nura lodowca (Gavia immer).
Nury z tego gatunku zamieszkują północne i centralne regiony Ameryki Północnej, południowe części archipelagu Svalbard i Islandii, a zimą są spotykane także u wybrzeży Europy. Jak widać, są w dużej mierze gatunkiem arktycznym, sezonowo migrującym do strefy umiarkowanej - jednak w realizacjach filmowych ich odgłosy bywają często wykorzystywane w scenach ukazujących także środowiska tropikalne czy nawet pustynne.
Nur lodowiec wydaje cztery podstawowe kategorie odgłosów, z których najbardziej charakterystyczna jest tak zwana skarga. To przeciągłe, dość ponure zawodzenie rozlegające się głównie wieczorami i nocą, które jest słyszalne z odległości nawet kilku kilometrów. To odgłos kontaktowy, dzięki któremu nury oznajmiają innym osobnikom przebywającym w okolicy, gdzie się znajdują. Inny charakterystyczny odgłos nura, również chętnie wykorzystywany w filmach, to tremolo lub tak zwany chichot - sygnalizuje on zwykle zaniepokojenie lub alarmuje o obecności drapieżnika, jest też wydawany podczas konfliktów terytorialnych i podczas lotu.
@suseu Z tymi czerwonymi oczami to kolejna ciekawostka: chyba wciąż nie do końca wiadomo, dlaczego nury lodowce mają taki kolor oczu. Z jednej strony, może to być element ich szaty godowej i może np. ułatwiać przyciągnięcie uwagi partnera. Z drugiej, podejrzewa się, że czerwone oczy pomagają nurom podczas nurkowania i wypatrywania zdobyczy pod wodą.
Właśnie skończyłem oglądać. Film jest....ciężki? Bardzo długo sie rozkręca, ale myślę, ze warto pooglądać. Osobę odpowiedzialna za ścieżkę dźwiękowa powinni przybić za jaja do pieńka, położyć w pobliżu nóż i pozwolić zdecydować samemu czy chce sie uwolnić. Momentami sie k⁎⁎wa czułem jakbym słuchał 4 latka, ktory dostał zabawkowe pianino
Ogólnie 7/10 (byłoby 8 gdyby nie ta j⁎⁎⁎na muzyka)
Gówniany film o lewicowej grupie terrorystycznej, który zdobędzie kilka Oscarów, bo jest polityczny. Bardzo dobre role Penna i Del Toro, ale to nadal gówniany film o lewicowej grupie terrorystycznej.
Dzisiaj film, który miałem na liście od dłuższego czasu, ale jakoś nie mogłem się do niego zabrać. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Иди и смотри (Idi i Smotri / Idź i Patrz)
Rok produkcji: 1985
Reżyseria: Elem Klimow
Kategoria: #dramat #wojenny
Czas trwania: 136 min
Moja ocena: 7/10
Młody chłopak, kierowany romantycznym wyobrażeniem walki, dołącza do ruchu powstańczego. Wkrótce zostaje świadkiem i doświadcza niewyobrażalnych okrucieństw wojny.
Bardzo naturalistyczny, trochę poetycki i boleśnie realistyczny obraz. Przez pierwszą jego połowę ciężko było mi zrozumieć, skąd te wszystkie wysokie oceny, jednak w drugiej połowie dzieją się rzeczy, których wcześniej nie widziałem na ekranie. Powiem tak: Amerykanie nigdy nie mieliby jaj, żeby nagrać coś takiego. Pacyfikacja wsi to jedne z najmocniejszych i prawdopodobnie najbardziej realistycznych pod względem ukazanej paniki scen, jakie zostały kiedykolwiek zrealizowane. Myślę, że warto przebrnąć przez początek i dość specyficzne dla kina ZSRR monologi i dialogi, bo koniec naprawdę zmusza do utwierdzenia się w jednej myśli - żeby coś podobnego nigdy nie stało się ponownie naszą rzeczywistością. Polecam ludziom o mocnych nerwach.
Jak doszło do wybuchu I wojny światowej? No i tyle. Dość wyczerpująca historia o tym jak doszło do Wielkiej Wojny.
I tyle! Macie spokój ode mnie na kilka dni - będę raczej wieczorami kończyć swoje seriale i książki, więc czasu na filmy zabraknie, przynajmniej na jakiś czas :)
Załóż swój tag z filmami i dodawaj do recenzji. Oglądasz nietuzinkowe i jednak mało popularne produkcje, wiesz o czym piszesz, masz konkretny gust - fajnie byłoby mieć natychmiastowy dostęp do wszystkich Twoich wpisów, żeby się czymś poczęstować
Fajne. Porządnie zrobione i wyczerpujące, ale w necie są tylko napisy w językach południowosłowiańskich i jak są wypowiedzi po niemiecku, czy francusku, to musiałem się domyślać z serb-chorwackiego.
Dokument o Aileen Wuornos , prostytutce która zabiła siedmiu mężczyzn na Florydzie. W sumie historia mi znana, i chyba włączyłam tylko by popatrzeć archiwalne zdjęcia morderczyni i urywki rozmów z nią oraz sceny z sądu.
Ale jednak dowiedziałam się z tego filmu czegoś nowego - że Wuornos mogła wywinąć się od kary śmierci. Jej pierwsze morderstwo było praktycznie samoobroną, brutalnie zgwałcona kobieta była przekonana, że niebawem zginie i wykorzystała fakt posiadania broni i udało jej się zabić sprawcę nim on zabił ją.
Prokurator (typowy republikański snajper na zdegenerowane baby) na rozprawie przedstawia pierwszą "ofiarę" Wuornos jako nieskazitelnego Amerykanina (pomijając fakt, że korzystał z usług prostytutek), nie zbaczając na to, co o samej sprawie opowiadała Wuornos - w sądzie opisała wstrząsającą scenę gwałtu.
Jedna z reporterek znajduje papiery, że ten "nieskazitelny" mężczyzna odsiedział chyba z 10 lat w oddziale zamkniętym za gwałt i agresywne zachowanie. Reporterka papiery znalazła na to w ciągu jednego dnia, co zresztą wypomina prokuratorowi, który udaje, że mu to nie wyskoczyło i ciężko było się tak daleko cofać w przeszłości zabitego mężczyzny. Na koniec uśmiecha i mówi, że i tak jeden uj, koleś był spoko, a baba na krzesło.
Wuornos była winna tych morderstw, ale paranoją jest to, że już za pierwsze morderstwo, które można by było spokojnie wybronić gdyby nie prokurator, została od razu skazana na karę śmierci!
W roli głównej piękna jak zawsze Ingrid Bergman w roli kobiety, która po wojnie szuka swojego miejsca na ziemi. W ostateczności postanawia wyjść za młodego włoskiego żołnierza, razem wracają na jego rodzinną wyspę Stromboli.
To kraina surowa, z wiecznie grożącym katastrofą wulkanem. Młoda Karin chyba myślała, że jej życie będzie wyglądać bardziej komfortowo, jest coraz bardziej rozczarowana i sfrustrowana. Pomiędzy jej emocjami wije się mąż, który próbuje z jednej strony dać wszystko pięknej żonie, a z drugiej strony staje się opresyjny i wprost jej każe przyzwyczaić się do nowego życia.
Mnie rozjebała scena łowienia tuńczyków. Ogólnie polecam, bo to Rossellini + Bergman.
Nie no, każdy kto mnie zna wie, że mam wysoką tolerancję na polskie filmy, ale to już przesada.
Drewniany aktor jako deskorolkarz, główny bohater - no może wygląda ok, ale gra aktorska o wiele gorsza niż jazda na desce...
Fajne zdjęcia, historia taka sobie.
Na plus takie zamieszanie lekkie kulturowe (Wrocław i Romowie, itp) i zdjęcia. Sam fakt, że nawet nie chce mi się dużo pisać o tym filmie chyba sporo mówi.
/nie ma dla mnie wolnego... teraz muszę uzupełnić to, co oglądałam w ostatnich dniach, ale spokojnie - to tylko kilka filmów a od dwóch dni robię sobie przerwę na seriale /
Jednak "branaghowski" Franek był lepszy, ale jak ktoś chce to na siłę można i docenić wersję del Toro. Jest w niej jakiś czar, zapewne dzięki Oscarowi Isaacowi i Mia Goth.
Jakoś nie przekonał mnie potwór, i te obrzydliwe efekty CGI . No i ta miłość... Gdyby nie genialna Goth to chyba tylko głupiec by uwierzył, że od razu się zakochała laseczka w potworze.
Jednak ta adaptacja też ma klimacik, ładne zdjęcia, oglądalny i nawet sporo frajdy daje.
#ciekawostki #seriale #filmy #gimbynieznajo I teraz se myślę jak człowiek się jarał MK Ta to Xena/Hercules seriale było lepiej nagrane https://youtu.be/zwLxuIWHVew
To już OSTATNI festiwalowy film! Od jutra lecę z "bieżączką", ale wciąż muszę gonić do chwili aktualnej, bo podczas spisywania festiwalowych seansów zdążyłam już obejrzeć kilka filmów.
Nie ma ten najnowszy film Guadagnino jakiś rewelacyjnych recenzji, ale mi się podobało. Lubię takie długaśne historie z lekką intrygą i zaglądaniem pod kopułę by wyodrębnić hipokryzje ludzkie. A to właśnie Guadagnino robi całkiem sprawnie w tym filmie.
Wszystko dzieje się w środowisku wysokich intelektualistów (i nie chodzi, że mają 180+cm), a dokładnie na wydziale filozofii w Yale. Główną rolę gra Julia Roberts, która ze swoim bardzo dobrym kolegą (w tej roli Andrew Garflied) starają się o awans na wydziale. Hank jednak zostaje nagle oskarżony o gwałt przez jedną ze studentek. Głowna bohaterka staje przed trudnym wyborem - czy uwierzyć w wersję swojego przyjaciela czy w wersję studentki?
Więcej nie będę opowiadać, bo Luca napierdolił tam tyle wątków ile tylko można (może przez ten miszmasz ten film ma słabsze noty niż jego poprzednie obrazy?). Mamy tam więc lekkie intrygi uniwersyteckie, filozoficzne dysputy, delikatną wojnę pokoleń, tajemnice z przeszłości, i tak dalej i tak potem.
Mam słabość do filmów Guadagnino i podoba mi się, że swoje filmy kieruje do bardziej wykształconej widowni - w "Po polowaniu" zostawia takie easter eggi jak np. muzyka której słuchają bohaterowie, jakie książki czytają, już nie wspominając o tych akademickich dysputach o etyce czy ogólnie filozofii.
Tak, chyba jestem przez to trochę snobem, ale jeśli ktoś lubi takie klimaty to można się na tym filmie dobrze bawić.
Koleś pracuje w sklepie odzieżowym, który pewnego razu odwiedza wschodząca gwiazda popu, Oliver. Nasz bohater widzi swoją szansę i łapie kontakt z piosenkarzem. Ten zaprasza go do współpracy z sobą. Nasz bohater odkrywa, że w grupie Olivera panują pewne zasady - zgadzać się ze wszystkim co Oliver mówi i pochlebiać mu all-the-time.
Jednak niebawem Matthew w afekcie zazdrości złamie owe zasady, ale znajdzie sposób by dalej pozostać w kręgu Olivera.
Opowieść o ludzkiej naturze, ciekawy dość, można dojść do interesujących wniosków. Ode mnie 7,5/10 bo jednak mimo wszystko było to dość czytelna opowieść z konkluzją, ale fakt, że takich filmów nie jest wcale aż tak wiele, i tak solidnie zrealizowanych.
Willem Dafoe gra zwykłego robola, którego nagle odkrywa młoda artystyczna śmietanka, bo kiedyś wydał tomik poezji. Starszy mężczyzna zauroczony pochlebstwami dołącza do grupy młodziaków.
Ale to już inne czasy, jak sam mówi, gdy on był młody i pisał poezję, to wszyscy artyści byli biedakami i trzymali się razem by się wspierać w swej twórczości. Tymczasem w XXI wieku młodzi artyści to częściej bogaci gówniarze, którzy uważają się za nie-wiadomo-kogo. Kreują się na świadomych inteligentów, odrzucających wartości swego pokolenia, a gdy tylko wychodzą z swojej artystycznej knajpki korzystają z technologii jak każdy inny bogaty młodziak.
Oczywiście głównemu bohaterowi trochę zajmie by zauważyć ową hipokryzję, w sumie cały film ku temu zmierza. Ot, przewidywalna historia. Można się pośmiać, pocieszyć jak zwykle solidną grą Dafoe. Ale w sumie nic więcej tam nie ma, ot, fajna, ciekawa historyjka.
Wlatuje do kin wersja 4K więc i na amerykańskim festiwalu puścili. Poszłam, by sobie odświeżyć film. Szukajcie, może w waszych kinach też będą puszczać.
Śmieszne, jak inaczej go zapamiętałam. Jak obleśna i okropna była siostra Ratched, a jaki wspaniały był McMuprhy. A jednak po tylu latach w rewatchingu oboje mają swoje racje i swoje nieracje.
Ratched po prostu pomaga pacjentom, którzy są tam z własnej woli, przyzwyczaić się do systemu, a Mac jest antysystemowcem, zarówno w zwykłych społeczeństwie jak i na oddziale.
Sama siostra jest za to na pewno okrutna w sensie wojny, którą wypowiadają sobie bezsłownie z Maciem.
Mac ucieleśnia hedonistyczną stronę życia, której reszta pacjentów trochę się boi, bo zawsze wiążę się to z jakimiś konsekwencjami. A z drugiej strony Mac te konsekwencje ma w d⁎⁎ie, po prostu chce robić to co chce i dziwi go, że inni tak nie myślą.
Był to ciekawy seans, jedyne co pozostało takie samo to Wódz, który zrozumiał, że nigdy jako Indianin nie powinien dawać się wtłoczyć w jakikolwiek system, tylko być sobą
Sam film, w sensie realizacji, zdjęć i aktorstwa to dalej wspaniała przygoda!
W obliczu zaginięcia córki i niesatysfakcjonującej pracy policji, ojciec decyduje się rozwiązać sprawę samodzielnie.
Ciężki, trzymający w napięciu film, pełen mocnych i zostających w głowie scen. Reżyser nie spieszy się, sprawnie buduje atmosferę, która wraz z upływem czasu gęstnieje coraz bardziej. Obraz bada granice człowieczeństwa, zmusza do zastanowienia się, jak wiele zasad moralnych bylibyśmy w stanie złamać w podobnej sytuacji. Świetna rola Hugh Jackmana, chyba jego najlepsza. Jake Gyllenhaal również dowozi, choć zwykle raczej za nim nie przepadam. Pomimo długiego czasu trwania seans mija bardzo szybko, widz jest zaangażowany w historię i nie nudzi się, sceny są dobrze przemyślane i praktycznie każdy nowy element w jakiś sposób łączy się z główną historią. Właściwie jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to chyba do tego, że tych elementów jest ociupinkę za dużo, wolałbym więcej niejasności. Polecam osobom lubiącym mocne historie i trzymające w napięciu kino.
@Piechur Myślę, ciekawy film, dodam na listę. Filmweb twierdzi, że go widziałem 5 lat temu i dałem mu 8/10, ale szczerze mówiąc to zupełnie go nie pamiętam, dziwne xD
Trzy queerowe filmy pod rząd na festiwalu mi się zdarzyły. Pamiętam, że wtedy właśnie dzień festiwalowy zakończyłam nadrobieniem tego filmu, bom nigdy wcześniej nie widziała Rocky Horror Picture Show.
Znakomity Tim Curry w roli głównej, glam, queerowość, piosenki i humor. Nie wiem czy ten film stracił po latach, ale dalej ma ten polot, który pozwala się na nim bawić, przynajmniej tam mogę orzec z pozycji debiutantki tego tytułu.
Ciekawa jestem innych hejtowskich opinii, może są tu jacyś maniacy Rocky Horror Picture Show? (niedaleko mnie siedział typ, który strzelał gadkami z pamięci).
Jeden z gorszych filmów jakie widziałem, a dane mi było oglądać nawet horrory i filmy akcji klasy C, D czy Y. Zmarnowane 1.5 czy tam 2 godziny życia.
Niemniej, jak ktoś lubi filmy z lat '70 pisane na kwasie doprawionym kokainą bez najmniejszego sensu, ładu i składu, ale za to z motywerm transwestytów, doprawione muzyką z tamtych lat, to dalej szukać nie musi.
Staram się streszczać, jeszcze parę filmów z AFFu i koniec, to znaczy koniec filmów festiwalowych, potem znów będę wrzucać to co oglądam na bieżąco ;)
The History of Sound to masakryczny wyciskacz łez. Piękne chłopaki zakochane w sobie, muzyczka folk z najgłębszych zakątków USA na początku XX wieku. W rolach głównych Paul Mescal i Josh O'Connor.
Lionel jest zwykłym synem farmerów z USA, ale dzięki niesamowitemu zmysłowi muzycznemu oraz pięknemu głosowi trafia do szkoły muzycznej, w której poznaje Brytyjczyka Davida, który również interesuje się muzyką folk. Młodzi mężczyźni szybko łapią z sobą kontakt i spędzają z sobą kilka nocy.
Ich relację i dotychczasowe życie przerwie wybuch Wielkiej Wojny. David zostaje powołany na front, a Lionel wraca na farmę pomóc rodzicom. Po wojnie David zaprasza Lionela by podróżowali po różnych zakątkach kraju i nagrywali muzykę folk. Istny "brokeback mountain" w rytm muzyki folk.
Piękny film, do posłuchania i popłakania. Aktorzy poprawni, czuć chemię. Ja lubię czasem poryczeć jak baba na takich melodramatach + bardzo lubię obu aktorów więc ode mnie 7,5.
@Mahjong Aeh, Paul Mescal, czemuż ty tak kradniesz moje serce? I to jeszcze przed 30!
Matko bosko, widzę, że on grał w teatrze Stanleya Kowalskiego w "Tramwaju zwanym pożądaniem".
Te festiwale to mnie wnerwiają, bo w tygodniu to ja pracuję, a do tego bilety wiecznie wyprzedane. Na jeden festiwal noho udało mi się połazić, jak akurat byłem bez pracy w wakacje. Było fajen.
Daniel Craig jest rewelacyjny w tej adaptacji powieści Williama S. Burroughsa!
William to podstarzały gej, uzależniony od alkoholu i narkotyków i od młodego Allertona, na punkcie którego dostaje obsesji.
Brzmi burroughsowsko, ale to także opowieść o poszukiwaniu intymności oraz bliskości z drugim człowiekiem, bo przecież każdy gdzieś na swoim etapie życia tego poszukuje, nawet taka persona jak William.
Akcja dzieje się w latach 50. głównie w Meksyku, w dzielnicy-mecce homoseksualistów, głównie przybyszy z USA. Ale jest też całkiem ciekawy, równie burroughsowski fragment, który dzieje się też gdzieś w amazońskim lesie w Ameryce Południowej, gdzie William oraz Allerton wyjeżdżają by zażyć yage - narkotyk, który pomoże im nawiązać jeszcze bliższą więź (w rzeczywistości Burroughs faktycznie odbył taką podróż).
Film jest pokręcony, klimacik lekko fassbinderowy z tymi meksykańskimi knajpami wypełnionymi queerami wszelkiej maści.
Daniel Craig kradnie cały ekran, tak mi się wbił w mózg jego wizerunek surowego Bonda z wiecznie jedną miną, że kiedy tutaj brytyjski aktor pokazuje pełen aktorski wachlarz to aż latałam z zachwytu dwadzieścia centymetrów nad kinowym fotelem!
Fajna jazda ten film! Myślę, że kiedyś powrócę do tego obrazu, a na pewno zachęcił mnie by spróbować jeszcze raz książkową przygodę z Burroughsem.