#filmy

65
7171

189 + 1 = 190

Tytuł: The Endless

Reżyseria: Justin Benson

Rok produkcji: 2017

Kategoria: Science Fiction

Ocena: 5/10


Typy uciekają z jakiejś sekty. Po latach wracają i odkrywają, że przez cały czas była tam jakaś pętla czasowa. Nudności.


#filmy #filmmeter #scifi

ca0c46f7-e9bd-4b8d-9d1c-bb5769766744

Zaloguj się aby komentować

@TwojStaryJeSuchary @Klamra trochę mnie zaskoczyły Wasze komentarze. Nie bardzo rozumiem "obaw" przed wirtualnym spotkaniem samego siebie. Wyobraźcie sobie, że wszyscy aktorzy, a tak naprawdę każdy z nas w pewnym sensie spotyka samego siebie w postaci starych filmików z telefony czy zdjęć. Jeżeli zrobisz sobie selfie trzymając swoje własne zdjęcie z czasów szkoły podstawowej to w sumie jest to identyczny efekt. "Przed" i "Po". Na dodatek są filmy, w który ten sam aktor gra różne role , albo gra samego siebie tylko np. młodszego. Czy na filmy też tak reagujecie?

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Lubię filmy wojenne. A gdyby dodać do tego jeszcze filmy z wojny która jeszcze się nie zakończyła? Obowiązkowo trzeba było sprawdzić. Jestem już po Batalionie Donbas,Cyborgach i po Białym Kruku o którym chcę napisać kilka słów więcej ale bez nadmiernego spoilerowania.


Głównym bohaterem jest tytułowy Kruk - wykształcony mężczyzna pracujący jako nauczyciel w małomiasteczkowej szkole.

Zdarzenia sprawiają,że porzuca dotychczasowe życie by stać się „Krukiem”.


Bardzo fajnie przedstawiony jest jeden wątek a mianowicie pacyfizm - niejednokrotnie tutaj dyskutowaliśmy o wojnie,ojczyźnie czy wartościach,które decydują o tym czy ktoś weźmie broń do ręki czy nie. Ale jak to w filmie - wojna nie wybiera. Nie do wszystkich trafiają boguojczyźniane peany czy hasła jak naród i ojczyzna,patriotyzm ale czasami okoliczności potrafią obrócić wszystko o 180 stopni i o tym jest ten film.


Fabuła niespecjalnie skomplikowana ale ujęcia za to nadrabiają - mi osobiście bardzo się podobały i cały seans minął przyjemnie choć są momenty bardzo podniosłe to moim zdaniem jest bez nadęcia. Przede wszystkim ciekawa i fajnie przedstawiona historia - moim zdaniem najlepsza z przytoczonych wcześniej produkcji choć tamte też są zdecydowanie warte obejrzenia. A za całe 8 zł na TVP VOD moim zdaniem warto tym bardziej,że zarabiają na tym nasi sąsiedzi zmagający się z plagą kacapską atakującą ich ziemię.


#filmy #pseudorecenzja

8673cc59-54e8-43b5-b1ee-f49b8713d5ce

Zaloguj się aby komentować

187 + 1 = 188

Tytuł: Podwójne życie Weroniki

Rok produkcji: 1991

Kategoria: Dramat

Reżyseria: Krzysztof Kieślowski

Czas trwania: 1h 38m

Ocena: 10/10


Wiele lat temu, na długo zanim jeszcze dostałam hopla na punkcie polskiego kina, miałam jednego ulubionego reżysera - obejrzałam większość jego filmów, w tym te najbardziej znane jak właśnie Dekalog, Trzy kolory czy właśnie Podwójne życie Weroniki. Gdy skończyły mi się ostatnio polskie klasyki do nadrobienia zaczął mi kiełkować pomysł by odświeżyć sobie filmografię Kieślowskiego, ale na samą myśl drżałam ze strachu. To filmy, które bardzo uderzają w moją wrażliwość, bałam się, że po tak wielu latach z takim bagażem doświadczeń te filmy stracą moc rażenia.


Jak widać po mojej ocenie owe lęki były bezpodstawne.


To opowieść o dwóch Weronikach - jedna żyje w Polsce, podąża za miłością oraz swoimi marzeniami, czyli karierą muzyczną. Ale ukryta wada serca przerywa jej młode życie.


Tymczasem we Francji żyje taka sama Veronique. Zawsze wie co ma robić w życiu - podszeptuje jej jakiś dziwny instynkt, nie wie, że to doświadczenia Weroniki przekuwa na własne doświadczenie - więc dzięki temu może uniknąć decyzji, które doprowadzą do czegoś złego, w przeciwieństwie do polskiej Weroniki.


Dziewczyny spotykają się tylko raz - w Krakowie Weronika widzi w autobusie turystów samą siebie. Sama Veronique o istnieniu Weroniki dowie się dopiero gdy zauważy ją na zdjęciach, które zrobiła w Polsce.


Gdy Weronika umiera Veronique doznaje dogłębnego poczucia żałoby. Całe życie czuła podskórnie czyjeś istnienie, teraz tego nie ma. W zrozumieniu tego wszystkiego i jej i nam, widzom, pomaga postać Alexandre, lalkarza, który jak po sznurku doprowadza do siebie dziewczynę, by wyznać jej miłość. Tworzy też dwie lalki na podobieństwo Veronique. Ta zdziwiona pyta czemu dwie. Alexandre odpowiada, że lalki często się psują, więc dobrze mieć kopię.

Alexandre to metafora demiurga, który rozporządza naszym życiem. Jednej się się nie uda, a drugiej tak, bo zyskuje magicznie doświadczenie tej pierwszej - Veronique po śmierci Weroniki postanawia zakończyć swoją karierę muzyczną.


To film skrojony pod różne interpretacje. Każda scena jest ważna, co zresztą widać w filmie, bo każda scena jest celebrowana przez Kieślowskiego. Wszystko w filmie ma znaczenie, można "pobawić" się w szukanie szczegółów. Na przykład: chłopak Weroniki nazywa się Antek i jeździ na motorze - Veroniqe w rozmowie z przyjaciółką próbuje się dowiedzieć kim był lalkarz, który występował w szkole, w której pracują. Przyjaciółka mówi, że na pewno ma imię na "A", Antone albo Alexandre, potem kieruje swe kroki do sypialni córki, bo przypomina sobie, że bajka, którą wystawił lalkarz, to bajka którą czyta dziecku. Gdy kamera podąża za kobietą widzimy na końcu korytarza, że w ostatnim pomieszczeniu stoi motor.


To tylko jeden przykładów, a ile jest więcej wiedział tylko demiurg tego przedstawienia, czyli sam Kieślowski.

Wzruszający, pięknie zrealizowany film ze zdjęciami Sławomira Idziaka i muzyką Zbigniewa Preisnera. Ach ten główny motyw muzyczny!


Ujęcia, zdjęcia, magia kolorów, perspektywy - są bardzo dokładnie i z celem zrobione. Naprawdę potrafią zapaść w serce. Czysta doskonałość. Nawet scena ekshibicjonisty w parku jest swoistym obrazkiem arcydzieła.


To wielkie dzieło światowej kinematografii. To zarazem pierwszy z zagranicznych filmów Kieślowskiego. Jebane wielkie dzieło, że tak znowu się powtórzę! Podejrzewam, że jeszcze wiele dni będę chodzić otumaniona tym obrazem, wciąż szukając nowych ścieżek do znalezienia dowodu na to, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

43340861-6e0b-4d08-a725-e42170a1f121
f3302966-6a42-41af-a3b6-485f78192420

Też tak miałem z Kieślowskim, przy czym chyba najbardziej zapamiętałem Dekalog. No i zaczynając od niego przesłuchaniem chyba całą dyskografię Preisnera. Namówiła do powtórki 😃

@Mahjong Myślę, że warto by było czasem z tagu zrobić podsumowanie wszystkich rekomendacji oznaczonych na 10/10. Wiadomo jak jest z różnymi gatunkami filmowymi czy motywami przewodnimi ale coś ocenione aż tak wysoko zasługuje by się z tym zapoznać.

@nbzwdsdzbcps Możliwe, że tak, ale warto pamiętać, że gust filmowy bywa różny u różnych ludzi. Na przykład ja oceniłam "Kreta" Jodorowskiego na 9,5/10 a kolega mi zostawił komentarz, że dla niego ten film to góra 0,5/10....


Ale w sensie takiego eksperymentu by sprawdzić jakie filmy hejtowska społeczność widzi jako sztosy. - to mogło by być ciekawe, byle nie zamieniło się w karuzelę "uja się znasz, ten film to ściek!".

@Mahjong To w sumie zależy od tego jak dana osoba często rzuca 10. Inaczej traktuję taką ocenę od kogoś kto ocenia tak jeden film, a inaczej gdy rzuca tym na prawo i lewo.

Zaloguj się aby komentować

186 + 1 = 187

Tytuł: Plan dziewięć z kosmosu / Plan 9 from Outer Space

Rok produkcji: 1959

Kategoria: Horror / Sci-Fi

Reżyseria: Ed Wood

Czas trwania: 1h 19m

Ocena: 4/10


Miano jednego z najgorszych filmów świata wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo uzyskać. Bardzo złych filmów jest całkiem dużo, ale tylko niektóre otrzymują honor otrzymania takiej łatki. Jednym z takich tytułów jest "Plan 9 z kosmosu" Eda Wooda.


Przyszło mi się zmierzyć z tym obrazem i daję aż 4/10! Głównie dlatego, że bawiłam się całkiem nieźle - wielką zaletą tego filmu są teksty wypowiadane przez bohaterów (jak np. "gdy grabarze zabrali się do pracy, zaczęły się dziać dziwne rzeczy"). Nie policzę ile razy było zaśmiane z tych ich nadętych, wypowiadanych na serio tekstów.


Kicz, słabe efekty podyktowane marnym budżetem, sztywni bohaterowie rzucający drewnianymi tekstami i kosmici, którzy wyglądają jak parodia kosmitów, do tego zombie chodzący po cmentarzu. Czego chcieć więcej od najgorszego filmu świata?


Kosmici by powstrzymać ludzkość przed wynalezieniem najgorszej bomby, która może doprowadzić do zniszczenia całego wszechświata, ożywiają zmarłych. Świetny plan, kosmici! To oczywiście tytułowy plan 9.


Spodki kosmiczne, które są określane jako kształtu cygara, chociaż wcale nie są w kształcie cygara, jak cudownie widać jak latają na żyłkach. I jeszcze nieszczęsny Bela Lugosi, który zmarł zaraz na początku zdjęć, więc Wood zatrudnił kręgarza swojej żony by zastępował Lugosiego w nienakręconym wtedy jeszcze ujęciach.


Jest to film tak zły, że aż śmieszny. Jednak nie można odmówić Woodowi pasji, którą włożył w ten tytuł. Tylko tyle, i albo aż tyle.


Jeśli więc lubicie zbierać takie "złe kultowe filmy" to Plan 9 jest MUST SEE. Klasyka tego gatunku.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

1bd36438-68bd-40df-a6cd-4df175f5cd02
af63959e-6b55-49ca-ba87-65d09644b0b9
7c1094d3-1019-4c19-85a7-37bb4224176d

@Mahjong pamiętam, jak mój kumpel masowo ściągał i oglądał horrory klasy B i C. Namówiony przez niego próbowałem się zmierzyć z tą produkcją. Poległem w połowie.

Zaloguj się aby komentować

#seriale #filmy #hbomax


"Niebo. Rok w piekle"


Sześcioodcinkowy dramat psychologiczny przeobrażający się w thriller inspirowany prawdziwymi wydarzeniami. Akcja rozgrywa się na początku lat 90. Historia opowiada o młodym, pełnym ideałów chłopaku, który rezygnuje ze studiów i trafia do religijnej sekty.

To na tyle z opisu z Filmwebu. Sprawę sekty Niebo i jej lidera Bogdana Kacmajora o której opowiada serial dobrze pamiętam z lat 90. Sprawa była moim zdaniem kuriozalna, bo chyba za taką można uznać sektę w której ludzie noszą imiona Anioł Rowerowy albo Audi Quatro. Jednak daruję sobie osobiste rozmyślania na temat Nieba. Sam serial oglądało mi się dobrze, ale jednak ma on swoje wady. Mimo to zacznę od plusów. Siłą tej produkcji jest Tomasz Kot, który świetnie zagrał lidera sekty. Człowieka, który potrafi być czuły ale w dziwny o oślizgły sposób. Faceta, który w kładzie komuś rękę na ramieniu i ze współczuciem patrzy mu w oczy, a za chwilę mówi "wypierdalaj k⁎⁎wa". Drugi plus dla Magdaleny Różdżki, która zagrała żonę Kacmajora w taki sposób, że nieznosiłem jej od pierwszej chwili, gdy się pojawiła na ekranie. Ponadto nieźle oddany klimat lat 90. Targowiska, brudne, odpychające dworce i przejścia podziemne, cwaniacy robiący biznesy w stylu Januszexu. Niestety całości historii zabrakło głębi. Jest raczej akcja niż zagłębienie się w psychikę bohaterów. Jest podjęta jakaś próba z Sebastianem jeśli o to chodzi, ale bez rewelacji. Ot chłopak wychowany przez toksyczną nadopiekuńczą matkę. Przypadek jakich wiele. Miałem też wrażenie, że twórcy nie wiedzą, jak zakończyć serial i ostatni odcinek był dziwnie chaotyczny, do tego stopnia, że nie wiedziałem, co jest prawdą a co jakimś wspomnieniem i projekcją wyobraźni któregoś z bohaterów.

3f9605be-f6c9-41d5-be0b-f9342349f939

Kot to jest jednak kocur, reszta aktorsko też nieźle. Serial dobry, chociaż Sebek czasami nieco wkurzający z tym swoim niezdecydowaniem. Rozumiem, że był pod wpływem charyzmatycznego przywódcy, który świetnie czytał ludzi i potrafił nimi perfekcyjnie manipulować, ale ta jego "cipowatość" bywała zwyczajnie drażniąca. Ostatni odcinek faktycznie jak sklejony na szybko aby jakoś zakończyć historię. Tak jakby kręcąc poprzednie planowali zrobić ich więcej niż 6

@WatluszPierwszy pierwsze 3-4 odcinki spoko, później jest już mega męczący do oglądania. Aktorsko Kot i długo długo nic, główny bohater papierowy niestety

@WujekAlien mnie nawet wciągnął, ale to głównie ze względu na to, że pamiętam tę historię z mediów. Zgodzę się co do głównego bohatera. Kompletnie nieangażująca widza postać. Swoją drogą gość na którym wzorowano Sebastiana i na którego przeżyciach oparty był cały serial napisał książkę "Niebo. Pięć lat w sekcie". Zastanawiałem się nad zakupem i lekturą, ale niestety opinie są słabe i zwyczajnie szkoda mi kasy.

Zaloguj się aby komentować

Trzeci post z cyklu MAKE #ladnapani GREAT AGAIN

i też trochę #filmy #seriale


Wiele słyszałem opinii o Julii Kamińskiej. Łącznie z takimi, że jest brzydka jak noc. A mi się proszę państwa podoba szczególnie, gdy jest niewystylizowana i "niewylaszczona". Zresztą w takiej wersji 90 proc. kobiet wygląda najlepiej.

No dobra tyle mojej opinii a teraz suche i sprawdzone fakty. Z czego ta pani jest znana? Głównie z bycia Ulą w serialu "Brzydula" i z grania w komediach romantycznych. Tym bardziej trudno mi o jakąkolwiek opinię o jej grze aktorskiej, bo zwyczajnie nie widziałem jej nigdy na ekranie. Produkcje w których się pokazuje nie są raczej w kręgu moich zainteresowań nawet w kategorii tzw. zabijaczy czasu czy guilty pleasures. Ponadto pani Julia śpiewa, ale z tego, co słyszałem też nie jest to coś na co bym zwrócił uwagę. O jej rolach filmowych można się sporo naczytać na Filmwebie, ale nie wiem czy chcę to robić Pani Kamińska angażuje się w szereg akcji charytatywnych. Ostatnio wystąpiła podczas koncertu "Solidarni z Ukrainą" w Krakowie.

0c65877a-3ad8-4335-abf7-356b8105535a
89bccc9c-36d5-464b-ac43-a8f9394d02d7
170ae2fa-0940-4271-9a70-37c234c79448
f3927c5f-66bb-42af-8f76-f352f025f835
376085ec-e835-4491-911c-ae56dd943665

Zaloguj się aby komentować

183 + 1 = 184

Tytuł: Wielki Sen

Rok produkcji: 1946

Kategoria: Sensacyjny / Thriller

Reżyseria: Howard Hawks

Czas trwania: 1h 54min

Ocena: 8/10


Kolejna odsłona przygód prywatnego detektywa Philipa Marlowe'a (Humphrey Bogart). Zostaje on wynajęty przez bogatego dżentelmena do ochrony jego pięknej córki. Nieopatrznie sam staje się ofiarą starannie ukartowanej intrygi, której rozwiązania strzeże mroczna zasłona milczenia i zbrodni... Znakomita adaptacja debiutanckiej powieści Raymonda Chandlera.

Świetne kino noir. Bogart lepiej wypada w roli Marlowe'a od Dicka Powella chociaż i tamten nie zagrał złej roli. Czuć, że gatunek zaczyna się rozwijać. Postaci stają się wyraźniejsze, ich ukryte motywy mają drugie dna. Marlowe węszy nawet po rozwiązaniu głównej sprawy i jak prawdziwy detektyw musi dojść do prawdy nawet ryzykując swoim życiem.


Klimat noir: 9/10


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #filmynoir #noir

2320294c-4870-46d3-b1ae-49f1831cb428

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

#film #kino #filmy #bladerunner #heheszki


BLADE RUNNER 2049 TO BYŁA BARDZO WYMAGAJĄCA PRODUKCJA. ZNALEZIENIE ODPOWIEDNIEJ LOKALIZACJI DO ZDJĘĆ TO PODSTAWA


Na szczęście Denis Villeneuve przypomniał sobie, że 5 lat wcześniej w drodze do Strzegomia, zatrzymał się w Dobromierzu, żeby w Dino kupić fajki. Zanim odjechał, rzucił okiem na krajobraz i utrwalił ten widok jak migawkę i kadr swojego przyszłego filmu. Migawka ta wróciła w idealnym momencie.

Reszta jest historią kina. Tak było.

2299a6ab-f7e7-4e3b-8ad0-4cf08943694b

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dziś, okazji wielkich mrozów, wielki przystojniak.

Urodził się w 1952r. w Houston. I Houston, mamy problem, bo facet w mniemaniu ojca byłby świetnym sportowcem, gdyby nie niebezpieczna kontuzja kolana. Groziła mu nawet amputacja kończony. Jednak po żmudnym wieloetapowym leczeniu, chłop odzyskał sprawność.

Występował, jak wielu aktorów przed nim, na Broadwayu, zaś pierwszą kinową rolę dostał w filmie Skatetown. Zagrał też w jednym z odcinków serialu M*A*S*H.

Serial Północ- Południe, przyniósł mu prawdziwy rozgłos, po którym lawinowo posypały się propozycje ról. U nas filmami, za które pokochali go chyba wszyscy był Wirujący seks ( ͡° ͜ʖ ͡°) oraz Uwierz w ducha.

W 2008 roku zdiagnozowano u niego nowotwór trzustki. Wówczas pojawiły się głosy, że żona, którą kochał jak wariat, stosuje na nim przemoc fizyczną i psychiczną oraz rozporządza jego majątkiem i zdradza go. Łatwo jej było to robić, bo facet był zagłodzony i wycieńczony. Informatorzy twierdzili, że w ostatnich dniach życia ważył 40 kg. Dość szybko zaczęła też proces pozbywania się rzeczy męża oraz rancza, na którym po jego śmierci we wrześniu 2009 r. rozsypano jego prochy.

W ten sposób zakończył życie aktor, który wygrał na loterii genowej, bożyszcze kobiet i człowiek utalentowany.


Patrick Swayze


P.S. w 2014 roku żonka wydała książkę o tym jak go kochała i jak się o niego troszczyła. Jak ktoś się chce poznać jej wersję zdarzeń, wrzucam książkę w komentarzu.


#retroprzystojniaki #aktor #idol #amant #amerykanskiaktor #filmy

25786fa6-4b15-43f5-b2c2-35b2d2a75668

Zaloguj się aby komentować

177 + 1 = 178

Tytuł: Orlando

Kategoria: Dramat historyczny

Reżyseria: Sally Potter

Czas trwania: 1h 33m

Ocena: 10/10


Jak ja kocham takie filmy, o których możesz napisać kilka rozprawek a i tak okazuje się, że wciąż zostało wiele do zauważenia lub zinterpretowania. "Orlando" jest właśnie takim obrazem, który w zaledwie półtorej godziny potrafi zaowocować szczególnymi wizjami i rozmyślaniami nad płcią, miłością, śmiercią, poezją, wojną, historią, polityką. YOU NAME IT!


Orlando poznajemy prawie 400 lat temu jako młodzieńca o androgynicznej urodzie (sprawę ułatwia nam niezwykła i absolutnie rewelacyjna Tilda Swinton w tej roli). Namaszczony do wiecznego życia przez królową Elżbietę I, Orlando poznaje życie z punktu widzenia naiwnego chłopaka.


Wydaje mu się, że może zostać poetą i kochankiem, ale to wszystko bujda. Jego poezja jest toporna jak u kilkuletniego dziecka, a miłość okazuje się fasadą. Dopiero jako ambasador w obcym kraju Orlando pozna mroczniejszą stronę męskiego życia, czyli politykę i wojnę. Odrzuca to natychmiast, zrażony niesprawiedliwością i budzi się w kolejnym stuleciu jako kobieta.


Jako kobieta odkrywa problemy związane z nierównością płciową tamtych czasów - wśród towarzystwa kobieta jest zrównywana do pięknego lecz głupiutkiego zwierzątka. Więc i ten czas Orlando porzuca, by zaraz znowu poznać miłość, tym razem z żeńskiego punktu widzenia. I tą miłością jednak obrywa delikatna dusza Orlando, który jednak tutaj radzi sobie o wiele lepiej z rozstaniem, którego sama jest inicjatorem. Jest w końcu świadoma i dojrzalsza - wie, że może sama ustanawiać sam los, a nie rzucać się bezwiednie w wir wydarzeń. Prawdziwą miłość odnajdzie w macierzyństwie.


Film o płynności płci - tak można napisać na pierwszy rzut klawiaturą - ale moim zdaniem można to też potraktować nie tak dosłownie jak w sensie rozumienia adaptacji książki Virginii Woolf. To raczej droga poszukiwania własnej tożsamości, dojrzewania samego siebie, bez względu na płeć.


Do tego mamy Tildę Swinton w roli Orlando, która przebija czwartą ścianę kilka razy zwracając się do nas widzów, lub puszczając znaczące spojrzenie w oko kamery.


Nie chcę rozwarstwiać tego filmu, bo to chyba by należało napisać pełnoprawny felieton na kilkanaście stron - tak wiele ten film ma do zaoferowania w sensie przekazu.


Realizacyjnie to absolutne dzieło - piękne kostiumy, zdjęcia, muzyka. Ciekawe pomysły, kompozycja, wręcz malarsko oddająca odpowiednie epoki w kadrach. Ten film daje tak wiele dla zmysłowego poczucia widza, że potrafi wręcz oszołomić.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

08d9037d-44ac-4eda-b224-9ccd2a75fd62
76b4984e-3f8e-468a-b303-e1711d019150
0b751e4a-d382-4dd7-a758-e21b17965c4f
ec270886-0efd-4970-9537-e84c49710a7c
4f3c9b63-a5d4-4dbb-b593-4fffae34cad1

Zaloguj się aby komentować

177 + 1 = 178

Tytuł: 451° Fahrenheita

Rok produkcji: 2018

Kategoria: Dramat / Sci-Fi

Reżyseria: Ramin Bahrani

Czas trwania: 1h 30m

Ocena: 6/10


Obejrzałem ostatnio "451° Fahrenheita" i mam mieszane uczucia. Film oparty jest na kultowej powieści Raya Bradbury’ego z 1953 roku i sama baza tej historii – świat, w którym strażacy zamiast gasić pożary, palą książki – wciąż robi wrażenie.


Muszę jednak przyznać, że o ile ekranizacja ma swoje momenty, to "Equilibrium" znacznie lepiej radzi sobie z pokazaniem wizji takiego sterylnego, opresyjnego społeczeństwa. W "Equilibrium" ten chłód i beznadzieja świata bez emocji uderzają mocniej. Trzeba jednak oddać nowszej wersji "Fahrenheita" jeden genialny patent, którego w "Equilibrium" zabrakło: pomysł z zapisywaniem dzieł kultury w DNA. To świetne, nowoczesne podejście do tematu ochrony dziedzictwa, które dodaje całości fajnego, futurystycznego sznytu.


Mimo podobnych kwot, w "451° Fahrenheita" niski budżet niestety kłuje w oczy – świat wydaje się ciasny, ograniczony do kilku wnętrz i ciemnych uliczek, a futurystyczne gadżety wyglądają momentami po prostu tanio. Z kolei "Equilibrium" to podręcznikowy przykład tego, jak brak gotówki przekuć w atut. Reżyser postawił na brutalistyczną architekturę (kręcono głównie w Berlinie), która naturalnie wygląda jak totalitarne miasto przyszłości. Dzięki temu, zamiast kiepskich efektów komputerowych, dostaliśmy surowy, zimny klimat, który idealnie pasuje do fabuły. W "Fahrenheicie" czuć, że to film telewizyjny, który chciał być blockbusterem, a w "Equilibrium" widać artystyczną wizję, która świadomie wykorzystuje minimalizm.


Wizualnie jest poprawnie, ale jeśli szukasz czegoś, co naprawdę wciśnie Cię w fotel klimatem dystopii, to Christian Bale w "Equilibrium" wciąż wygrywa to starcie.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy

187a85e3-329f-4d70-8924-18047fc01038

Książka jest specyficzna, do tego mocno już przemielona. Takie filmy mi mocno przypominają ekranizacje lektur szkolnych - jednocześnie trzeba się trzymać oryginału a z drugiej strony trzeba ją uwspółczesnić. Muszę obejrzeć, bo nie wiedziałem o tej wersji. Ale nawet bez twojej recenzji spodziewałbym się filmu pod leniwe, wieczorne piwko :)

Zaloguj się aby komentować

Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi?

Zaloguj się aby komentować

176 + 1 = 177


W przerwie między Strasznymi Filmami film uważany za straszny, strasznym nie będąc. Zapraszam na #piechuroglada

----------

Tytuł: Matrix: Revolutions

Rok produkcji: 2003

Reżyseria: Larry (Lana) Wachowski, Andy (Lilly) Wachowski

Kategoria: #akcja #scifi

Czas trwania: 129 min

Moja ocena: 7/10


Neo wie już, co musi zrobić, aby dać ludzkości szansę i zapanować nad panoszącym się bez kontroli Smithem. W międzyczasie Zion walczy o przetrwanie w nierównym starciu z maszynami.


Krążą opinie, że jest to najgorsza część z oryginalnej trylogii, z czym od dawna się nie zgadzam. Początek jest dość toporny, to fakt: Neo na stacji, beznadziejnie grająca dziewczynka, niezręczne tłumaczenie zmiany aktorki grającej wyrocznię (Gloria Forester niestety zmarła w 2001 roku), cały wątek z klubem i Merovingianinem... Ech, ciężko się to gryzie, ale później jest już dużo lepiej. Osobiście podobało mi się skupienie bardziej na walce mieszkańców Zionu z maszynami - akcja wylewa się z ekranu, cały czas coś się dzieje, dodatkowo mamy statek prowadzony przez Niobe, jest fajnie. Mocnym elementem jest również postać Bane'a, a konkretnie to jak fenomenalnie Ian Bliss, który się w niego wciela, zdołał emulować grę Hugo Weavinga. Finalna walka jest spoko, choć zdecydowanie bardziej w napięciu trzymała mnie konfrontacja Neo ze Smithem w pierwszej części. Polecam jako dobry akcyjniak na wieczorny seans.


#filmy #kino #filmmeter

fd9869e1-219b-4ddc-aa8a-9aa389af8ede

Mi nie podibał się ten najazd maszyn na Zion, było ich za dużo żeby się dało od nich obronić i przez to wyglądało to nierealistycznie że im się udało

Zaloguj się aby komentować

175 + 1 = 176

Tytuł: Maria Antonina

Rok produkcji: 2006

Kategoria: Biograficzny / Dramat historyczny

Reżyseria: Sofia Coppola

Czas trwania: 2h 3m

Ocena: 8/10


Lubię filmy Sofii Coppoli za to, że się po prostu toczą. Nie potrzebują być dynamiczne by zaspokoić dopaminowe pragnienia widza. Ale tutaj akurat "Maria Antonina" jest dość dynamiczna.


Nie jest to typowa biografia, nie poznajemy Antoniny od dzieciaka, ale dopiero od progu wejścia w dorosłość, gdy jako podlotek wybiera się z Wiednia do Wersalu, gdzie wyjdzie za mąż za następce francuskiego tronu. Nie oglądamy też jej smutnego i tragicznego końca - ten film to wyłącznie wyjęty obrazek z życia młodej Austriaczki w Wersalu.


Gdy zasiadałam do tego seansu nie widziałam za bardzo Kirsten Dunst w takiej klasycznej kostiumowej roli, nie z tą typową amerykańską słodką buzią. A jednak Dunst świetnie się sprawdziła i jest wielkim, wręcz ogromnym filarem tego filmu. Zresztą to chyba najlepsza rola tej aktorki, przynajmniej peak za czasów jej młodości.


Copolla proponuje nam wycinek życia młodej królowej. Więc oglądamy jej wejście na Wersal, to jak przyzwyczaja się do życia na nowym terenie, jak w końcu odnajduje się tam i czerpie ile można z życia - jako nastolatka, jako młoda kobieta, jako żona, kochanka i matka. I nagle okazuje się, że mimo innej pozycji społecznej, innej aury, innych czasów ta młoda kobieta niewiele się różni od innych młodych kobiet.


W filmie mamy całą paletę kolorów, która ma oddać przepych dworskiego życia, jest to specjalnie ograne w filmie, chociaż na koniec wiemy, że to nie te piękne bogate wnętrza, ale wschód słońca na tle wielkiego budynku będą podsumowaniem tego cudownego okresu życia Marii w tym miejscu. W każdym razie skrupulatnie poznajemy szczegóły wnętrz, wyglądu pomieszczeń, potraw, które spożywa młody król z królową, albo jak wygląda rytuał ubierania Marii.


Film Coppoli nie ocenia żony francuskiego króla - to po prostu rzucona w wir historii młoda dziewczyna, która potrafi się adaptować, ale też bawić się tym, co dostała. Więc Maria, gdy w końcu poczuje się swobodniej, zyskuje przyjaciół, baluje, imprezuje. Nawet z mężem się dogadują, może poza sprawami łóżkowymi, ale i te w pewnym momencie dojdą do skutku.


"Maria Antonina" jakby przedstawia nam kolorową młodość ze współczesnym sznytem - na przykład w tle nie leci muzyka tamtego okresu, ale jakieś młodzieżowe piosenki rockowo-popowe.


Piękne zdjęcia, wspaniała rola Dunst i kunszt reżyserski Sofii - czego chcieć więcej. Aż dziwne, że wcześniej tego filmu nie obejrzałam.


Podobną rzecz, z tym wycinkiem życia kobiety towarzyszącej, zrobi wiele lat później Coppola w dość niedocenianej "Priscilli", tyle że tam dynamika filmowa nie będzie nam ułatwiać seansu jak w "Marii Antoninie".


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

89808ba0-259f-4070-accd-3f65f1e035ce
584ea1b1-102e-45fc-9730-c5fe29a7c506
f97eb471-f2cd-4e46-92fc-6708a9cc5ec5

Zaloguj się aby komentować

174 + 1 = 175

Tytuł: Uzbrojony tylko w kamerę: Życie i śmierć Brenta Renauda

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dokumentalny

Reżyseria: Brent Renaud, Craig Renaud

Czas trwania: 39m

Ocena: 5/10


Ten short dokument, w przeciwieństwie do "Diabeł ma zajęcie", przynajmniej chwyta za serce i wyciska łzy.

To taka pośmiertna laurka dla Brenta Renauda, reportażysty dziennikarza, który stracił życie w trakcie relacjonowania wojny w Ukrainie. Tak więc poznajemy na szybko trochę Brenta, jego marzenia, jego pragnienie relacjonowania z różnych zakątków świata.


Nie wiem co więcej napisać, jakoś nie przypadły mi te short doci. Może po prostu lepiej się czuję w pełnometrażowym dokumencie, a takie ścinki nie potrafią mnie wciągnąć.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #kinozmahjongiem

7ad9e6ae-fd8f-40e5-b242-91d3890ec747

Zaloguj się aby komentować