• 64 n.e. - rozpoczął się w Rzymie legendarny pożar. Rozpoczął się od niedużego zapłonu w dzielnicy kupieckiej, ale szybko wymknął się spod kontroli z powodu kilku niesprzyjających czynników. W całości trwał ponad pięć i pół dnia, podczas których spłonęła większa część miasta. Panujący wówczas cesarz Neron winą za pożar obarczył chrześcijan, a chrześcijanie - Nerona. Prawdziwą przyczyną był prawdopodobnie spontaniczny zapłon wywołany pogodą i dużym zagęszczeniem ludności i budynków.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Obóz rzymski (castrum Romanum) charakteryzował się doskonałym wykonaniem. Budowany był z drewna, a siłą roboczą byli legioniści. Należy zauważyć, że Rzymianie charakteryzowali się doskonałym kunsztem budowniczym.
Obóz rzymski tworzony na potrzeby militarne, nie był budowany przez zawodowych inżynierów i budowniczych. Tworzony był przez zwykłych żołnierzy, którzy budowali obóz w każdym miejscu, każdego dnia. Średni czas wzniesienia obozu rzymskiego wynosił według przekazów starożytnych od 4 do 5 godzin.
W dogodnych warunkach obóz mógł być jednak wzniesiony nawet w 3 godziny. Pewnym wydaje się, że legioniści przechodzili specjalne szkolenia mające na celu wyrobienie wprawy w budowie takiego obozu. W razie potrzeby musieli umieć postawić obóz szybko i sprawnie. Dowodem na istnienie obozów treningowych są pozostałości takich obiektów w zachodnich Niemczech (land Nadrenia Północna-Westfalia).
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Dziś objechałem całą wyspę Chrząszczewską. Więcej nagrywałem niż robiłem fot. I w końcu dotarłem nad właściwe morze. Jestem na Wolonie. Znalazłem schody w środku lasu, zjadłem rybę i kupiłem piwo, które miało wzruszającą nazwę. Biorąc je do ręki w Dino, pomyślałem, że musi być podłe. I jest podłe (° ͜ʖ °) a zaraz czas spać
#klamrawpodrozy #podroze #ciekawostki #biwakowanie #morzebaltyckie
Dzisiaj dwie miejscówki odbyt-e. Hydrierwerke i #wrosty ale to statek. Teraz dla odmiany przed chwilą lało jak skurwisyn. Jestem cały mokry, bo w największą ulewę się rozkładałem z majdanem :/
#klamrawpodrozy #ciekawostki #urbex #statki
Na popularnej plaży Pensacola Beach na Florydzie, podczas dorocznych przygotowań do pokazów lotniczych „Breakfast with the Blues, pilot myśliwca F/A-18 Super Hornet z elitarnego zespołu akrobacyjnego Blue Angels wykonał tzw. sneak pass. Zszedł drastycznie nisko nad linię brzegu.
Efekt był natychmiastowy.
Pęd powietrza wbił w niebo i rozrzucił dziesiątki prywatnych namiotów, ręczników, leżaków oraz plażowych parasoli.
Pokaz był częścią programu akrobatycznego w mieście, gdzie zespół ma swoją siedzibę. Wydarzenie zorganizowano z okazji 80-lecia istnienia grupy oraz 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych.
Dowództwo marynarki wojennej USA wszczęło oficjalne dochodzenie. Przepisy bezpieczeństwa zabraniają wykonywania takich manewrów bliżej niż ok. 150 metrów (500 stóp) od zgromadzonego tłumu, a pilot ewidentnie złamał ten limit.
Amerykański Sekretarz obrony USA, Pete Hegseth, jednoznacznie poparł pilotów Blue Angels i zlekceważył krytykę dotyczącą zbyt niskiego przelotu nad plażą w Pensacola. W opublikowanym na platformie X wpisie stwierdził ironicznie: „Przeloty będą kontynuowane, dopóki morale się nie poprawi” („The flyovers will continue until morale improves”)
To kolejny raz, kiedy Hegseth osobiście interweniuje i cofa zawieszenia lub dochodzenia wobec załóg wojskowych wykonujących widowiskowe, ale kontrowersyjne przeloty niskogwarancyjne (wcześniej dotyczyło to m.in. pilotów śmigłowców Apache).
Pieniądze płyną tak, że mamy sklep i dalej Żabka Polska i Zabka Group S.A. z siedzibą w... Luksemburgu i dalej kasa głównie płynie do dwóch właścicieli-funduszy, oczywiście nie z Polski ;)
CVC Capital Partners (~37,6%, siedziba na Jersey w UK) i Partners Group w Szwajcarii (~10%).
CVC kupiło Żabkę w 2017 za ~1 mld €. Dziś wyceniana jest na ~8 mld $.
Na szczycie łańcucha są konkretni ludzie, miliarderzy o nazwiskach Rolly van Rappard i Rob Lucas (CVC) oraz Alfred Gantner, Urs Wietlisbach i Marcel Erni (Partners Group) , a także reszta inwestorów tych funduszy.
Operacyjnie Żabka jest polska, ale kapitał i lwią część zysku ma zagranica.
Żabka była polska między 1998 a 2007 rokiem, kiedy pan Mariusz Świtalski zdecydował o sprzedaży do funduszu Penta Investments. Pan Świtalski nie ma dziś żadnych udziałów w Żabce. Wyszedł z niej całkowicie w 2007 i nigdy nie wrócił do akcjonariatu. Wtedy wartość transakcji wynosiła 500 mln zł.
Pan Mariusz to seryjny twórca marek, który budował biznesy po to, żeby je sprzedawać, a nie trzymać. Jego CV mówi samo za siebie. Stworzył Elektromis, potem Eurocash (sprzedany portugalskiej Jerónimo Martins w 1995), potem Biedronkę (sprzedana tej samej Jerónimo Martins w 1998), potem Żabkę (sprzedana Pencie w 2007), a jeszcze później Małpkę Express (sprzedana funduszowi Forteam w 2015).
Czyli jesteśmy dobrzy w wymyślaniu super biznesów i oddawaniu ich zagranicy ;). Brawo My! Polska gurom!
i jeszcze taka ciekawostka, że m. in. UBO #ŻABKA są także... przyszli kalifornijscy emeryci ;). Jak?
Największy publiczny fundusz emerytalny w USA, kalifornijski CalPERS, który odkłada pieniądze na świadczenia dla ponad dwóch milionów urzędników i pracowników publicznych, powierzył około 440 mln dolarów funduszowi CVC, temu samemu, który w 2017 kupił Żabkę.
Gdy CVC zarobiło na rozwoju i giełdowym debiucie sieci, część tego zysku wróciła do CalPERS (zwrot z całego funduszu to około 2,1x). W praktyce oznacza to, że zysk z parówek, kawy itp w Żabce zasila kapitał, z którego kiedyś zostaną wypłacone emerytury pracownikom publicznym w Kalifornii
@Half_NEET_Half_Amazing w Polsce nie masz ludzi dysponujących takim kapitałem, żeby móc być samodzielnym właścicielem takich dużych firm, po prostu. A nasza giełda jest zbyt mała by duże firmy mogły pozyskiwać tu swój kapitał do rozwoju, więc idą na rynki zagraniczne