Tylko u mnie nie działa logowanie do #bookmeter?
#bookmeter
@the_good_the_bad_the_ugly tak jak @bori wspomniał niżej, trzeba skopiować wpis i ręcznie dodać na hejto
@the_good_the_bad_the_ugly Niestety wysypało się już kilka miesięcy temu. Trzeba ręcznie przeklejać do Hejto
@the_good_the_bad_the_ugly logowanie na bookmeterze działa normalnie, to prawda że nie działało przez jakiś czas ale teraz normalnie można się zalogować
Zaloguj się aby komentować
1218 + 1 = 1219
Tytuł: Jak zbudować samochód
Autor: Adrian Newey
Kategoria: autobiografia, pamiętnk
Liczba stron: 420
Ocena: 9,9999/10
Ależ żałuję, że się skończyła, mam nadzieję że napisze kiedyś kontynuację. Adrian Newey jest absolutnym geniuszem, projektantem samochodów F1 i prawie w każdym zespole, w którym pracował, zaprojektował samochód, którego kierowca został mistrzem świata, lub zespół został mistrzem świata konstruktorów.
Książka obejmuje jego karierę od początku, aż po ostatnie mistrzostwo Vettela w Red Bullu. Osiągał sukcesy nie tylko w F1, ale trafił tam w zasadzie dzięki mistrzowskiej pracy w Indycar (czyli takie amerykańskie formuły które jeżdżą po jaju, bez zakrętów).
Mamy tu opowieści z prawie każdego sezonu, opisy trudności, z jakimi się spotykał, jak interpretował kwestie regulaminu F1 by znaleźć w nich luki, oryginalne rysunki jego nowatorskich rozwiązań technicznych, które w krótkiej przyszłości stały się standardem F1 (bo były na tyle dobre, że wszyscy je kopiowali). Mamy też opisy ślepych uliczek, czyli technologii, które się nie sprawdziły. Ot całość jest opisem wyzwań z jakimi się spotykał i jak je rozwiązywał. Genialnie mi się to czytało.
Mamy też kilka odniesień do życia prywatnego, czy relacji z kierowcami. Sporo jest też poświęcone Ayrtonowi, z którym przecież współpracował, a potem bronił się we włoskim sądzie przez oskarżeniem o nieumyślne spowodowanie śmierci. Jest zatem też analiza tragicznego wypadku z Imoli w 1994.
Chcialbym przeczytać kontynuację, która by wyjaśniała dlaczego większość bolidów w 2022 podskakiwała przy wyższych prędkościach, a dlaczego RedBull nie i jak na to wpadł.
Nie mogę się też doczekać opisu jak zaczął pracę w Aston Martinie i czym ten zespół zaszokował w 2026. Ale to jeszcze przed nami ;)
#bookmeter #ksiazki

@ZohanTSW kupiłem kiedyś po angielsku na Amazonie i grzeje półkę do tej pory, ale Twój opis bardzo zachęca 😬
@Patalizator polecam mocno, chociaż po angielsku wydaje mi się to ciężką lekturą - po polsku musiałem się zatrzymać wielokrotnie i zastanowić, żeby zrozumieć o co chodzi w technicznych kwestiach etc, a po angielsku to jeszcze dojdzie słownik :P
@Patalizator @ZohanTSW czytałem po angielsku, tak - jest mocno technicznie, do tego często autor używa "fancy" słówek, ale w większości dawałem radę zrozumieć z kontekstu jeśli nie rozumiałem wprost
Zaloguj się aby komentować
1217 + 1 = 1218
Tytuł: Wielkie Kiedy
Autor: Alan Moore
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Echa
Format: e-book
Liczba stron: 432
Ocena: 8/10
Londyn, końcówka lat 40-tych ubiegłego wieku. Osiemnastoletni Dennis Knuckleyard pracuje w antykwariacie i dostając z pozoru proste zadanie odkupienia książek i przyniesienia ich do sklepu, trafia na powieść, której… nikt nigdy nie napisał. Ten paradoks otwiera mu portal do "Długiego Londynu" - ukrytej wersji miasta, gdzie magowie paktują z gangsterami, fikcja przecieka do rzeczywistości, a opowieści wspominane w innych książkach żyją własnym życiem i potrafią zmieniać świat. To pierwsza odsłona pięciotomowego cyklu, w którym Moore chce sportretować stolicę przez kolejne dekady XX wieku.
Największa siła książki jest miasto jako bohater. Moore prowadzi nas bocznymi ulicami, bramami, dziedzińcami i mitami powojennego Londynu, a język (w polskim przekładzie Wojciecha Szypuły) skrzy się barokową frazą, czarnym humorem i detalem, które tworzą niepowtarzalny klimat. Gdy Dennis schodzi coraz głębiej w równoległą topografię, czuć narastające napięcie: co jest jeszcze opowieścią, co przywidzeniem, a co już zaklęciem? Wszystkie postacie mają też swoje drugie dno i nie są tak jednoznaczne jak nam się z pozoru wydaje.
Fabuła ma smak miejskiej baśni kryminalnej: tajemnicza książka, sekrety ukryte w księgarskich półkach, cienie dawnych wojen i nowe sojusze półświatka. Moore bawi się konwencją "powieści o powieści", podrzuca intertekstualne żarty i sznurek tropów prowadzących do "miasta pod miastem". To wszystko robi wrażenie - i obiecuje szeroki, wieloczęściowy fresk.
Minusy? Nierówne tempo. Środek bywa dociążony dygresjami i gęstą symboliką; jeśli wchodzisz tu po prosty urban-fantasy, możesz odczuć zadyszkę. Kilka scen prosiło się też o mocniejsze spięcie fabularne zamiast celebracji samej idei. Ale gdy tylko Moore przykręca śrubę, historia znów klika i wraca na właściwe tory.
Świetny start cyklu - bardziej literacki niż gatunkowo grzeczny. Dla mnie 8/10 za atmosferę, koncept "miasta-palimpsestu" i za język, który robi z Londynu żywy organizm. Jeśli lubisz, gdy fantastyka przychodzi z mapą, szkłem powiększającym i kieszenią pełną mitów to dobrze trafiłeś. Do pewnego stopnia czuć tu vibe Przechrzty, więc jeśli jesteś fanem enklaw w miastach, tajemniczych stworzeń, legend i mitów, to tym bardziej jest książka dla Ciebie.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 125/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
1216 + 1 = 1217
Tytuł: Żywe istoty
Autor: Iida Turpeinen
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Format: e-book
Liczba stron: 304
Ocena: 7/10
Turpeinen pisze elegię o wymieraniu tak, jak lubię: opowiadając o udziale ludzi, ich wyborach i obsesjach. Osią opowieści jest krowa morska Stellera (zwana również Syreną i Manatem @Rozpierpapierduchacz) - zwierzę, które poznaliśmy i… błyskawicznie wybiliśmy. Przez trzy stulecia przewijają się różne głosy i miejsca: rosyjsko-amerykańska Alaska (poszukiwania zaginionego szkieletu), sale Muzeum Historii Naturalnej w Helsinkach (rekonstrukcja okazu), wyprawy uczonych i kolekcjonerów, którzy próbują "ocalić" gatunek przynajmniej na ekspozycji. Wspólny mianownik? Nasza nieposkromiona chęć katalogowania, posiadania i wskrzeszania tego, co sami zniszczyliśmy.
Najmocniej działa tu forma mozaiki: krótkie sceny, zmiany perspektyw, powracające motywy (kości, szkielety, gabloty), a pod spodem jednostajne buczenie żałoby po utracie bioróżnorodności. Autorka nie moralizuje - pokazuje, jak naukowa ciekawość miesza się z próżnością, a muzealna "opieka" bywa tylko mocno spóźnionym listem z przeprosinami. To momentami proza przygodowa (mroźne morskie wyprawy zające odkrycia), momentami esej przyrodniczy o pamięci i winie.
Tempo jest nierówne - fragmentaryczność i przeskoki czasowe potrafią rozproszyć napięcie, a część postaci zostaje ledwie naszkicowana. Parę razy wolałbym mniej narracyjnej mgły, więcej konkretu. Ale jako całość to inteligentna, pięknie napisana książka o tym, jak łatwo zamieniamy "żywe istoty" w zbiory kostnych eksponatów i jak późno uczymy się żałować.
Polecam zwłaszcza czytelnikom, którzy lubią literackie wyprawy łączące historię nauki z opowieścią o człowieku i naturze (klimat pokrewnego Richarda Powersa czy Davida Attenborough).
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 124/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
1215 + 1 = 1216
Tytuł: Moralność pani Dulskiej
Autor: Gabriela Zapolska
Kategoria: utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Wydawnictwo: Edikama
Format: książka papierowa
ISBN: 8385837078
Liczba stron: 142
Ocena: 10/10
Ludzie w internecie piszący recenzje tej książki piszą, że ona już nie prowokuje bo nie ma już mieszczaństwa. Czasy się zmieniły. Nie prowokuje już tak jak kiedyś mogła prowokować. A mnie to irytowało i wkurzało przez większość książki. Bo Dulska nie otwierała japy przez cały czas więc nie przez całą książkę. Gdyby ta książka wyszła dzisiaj to miałaby ostrzeżenia przed wywoływaniem negatywnych emocji.
Przeczytałem z ciekawości bo to jednak stara pozycja. Mimo, że stara to takie Dulskie nie wyginęły i mają się dobrze.
#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #moralnoscpanidulskiej


Zaloguj się aby komentować
1214 + 1 = 1215
Tytuł: Moje światy sztuczne i realne. Jak narodziła się AI najnowszej generacji
Autor: Fei-Fei Li
Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format: e-book
Ocena: 7/10
Książka jest jednocześnie autobiografią i historią sztucznej inteligencji. Taka dwoistość. W sumie to autorka jest "wpisana" w AI, którą widzimy dziś. Zaczyna się od Chin a później w pralni chemicznej w USA. W college Fei-Fei zaczyna swoją przygodę z tematem sztucznej inteligencji. Tutaj jest ważny punkt z powodu wsparcia ze strony nauczycieli, jakie otrzymała. Wsparcie merytoryczne, co przełożyło się na renomowaną uczelnie-Princeton University. Dalej to już praca nad projektami, czyli pierwszą bazą danych do uczenia modelu. Na początku ręcznie pobierane zdjęcia z Google, a później optymalizacja w postaci algorytmów i konferencja, gdzie ktoś zrobił to szybciej przy pomocy sieci neuronowej. Teka na Stanfordzie i wzięcie pod skrzydła Karpathy'eg. Książka kończy się na jej pracy w Google Cloud. Nie ma jakiś super mocy czy innych takich rzeczy. Za sprawą swojej pracy osiągnęła sukces i to na skalę światową. Taka trochę taka samoidealizacja.
mniej
Prywatny licznik: 90/200
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
1213 + 1 = 1214
Tytuł: Księżyc i Słońce
Autor: Vonda N. McIntyre
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 8371805675
Liczba stron: 464
Ocena: 6/10
Na początek mała zagadka.
Jak myślicie, gdzie i kiedy rozgrywa się akcja tej książki?
A. w starożytnej Grecji;
B. we Francji Ludwika XIV
C. w USA w XX wieku
D. w dalekiej przyszłości i na odległej planecie
Już?
Prawidłowa odpowiedź to B, gratuluję wszystkim, którzy zgadli, jesteście niesamowici, a Wasza wyobraźnia nie zna granic.
Bohaterka o wdzięcznych imionach Maria Józefina trafia na dwór Króla Słońce i zostaje jedną z dwórek królewskiej bratanicy. Jako przybyszka z dalekiej Martyniki i młoda dziewczyna tuż po szkole zakonnej, nie bardzo sobie radzi na dworze, gdzie wiele rzeczy jest dla niej niezrozumiałych. Dziewczyna stara pokazać się od jak najlepszej strony i jednocześnie pomóc swojemu bratu, który z dalekiej podróży przywozi morskiego potwora. Potwór okazuje się być istotą rozumną, Maria Józefina próbuje go więc ocalić przed trafieniem na królewski stół.
Gdyby Maria Józefina była choć odrobinę mniej Mary Sue (komponuje, rysuje, jest świetną matematyczką, pomaga bratu w eksperymentach itepe, itede), być może lepiej by mi się czytało tę książkę, bo lubię fantastykę umieszczoną gdzieś w historii.
Autorka z tego co pamiętam tworzyła taką bardziej kobiecą fantastykę, bardzo lubiłam jej Opiekuna snu, w którym tak jak i tu ważna była więź bohaterki z niezwykłym stworzeniem.
Nie do końca było to to, czego oczekiwałam, ale też nie było to to, czego można było spodziewać po okładce
#bookmeter #ksiazki

A, i jakby ktoś był zainteresowany, bo go uwiodła okładka, to tak dla ścisłości- przygód za bardzo nie ma, miłość jest, historia też, magii oprócz istnienia morskich potworów ni ma, czyli tylko 2,5/4 obietnicy okładkowej zostało dotrzymanej
Zaloguj się aby komentować
1212 + 1 = 1213
Tytuł: Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Autor: J.K. Rowling
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: Pottermore Publishing
Format: audiobook
Liczba stron: 253
Ocena: 8/10
Mój pierwszy kontakt z Harrym Potterem oraz test, czy z braku czasu słuchaniem można uzupełnić czytanie.
Książka, która mimo prostoty fabuły dostosowanej do młodych czytelników naprawdę wciąga. Słucha się tego lekko, przyjemnie i z zaciekawieniem: narracja jest dynamiczna, świat pełen tajemniczości, może nieco infantylnej, ale tworzącej atmosferę niezwykłości, bohaterowie są sympatyczni i wyraziści, a opisy barwne i podane z humorem. Miła, niewymagająca lektura.
Książkę czyta Piotr Fronczewski - głos znany i lubiany. Po raz kolejny prezentuje mistrzowski kunszt w roli narratora, jednakże w przypadku dialogów jego maniera aktorska często wydawała mi się przesadzona (szczególnie Hagrid).
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
1211 + 1 = 1212
Tytuł: Więcej niż człowiek
Autor: Theodore Sturgeon
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: książka papierowa
ISBN: 9788381882897
Liczba stron: 280
Ocena: 6/10
Co do tej książki mam bardzo mieszane odczucia, a powiem nawet inaczej: nie jestem do końca pewny, co wobec niej czuję.
Opowiada ona o grupce dzieci i osób na granicy dorosłości posiadających różne nadludzkie moce w stylu teleportacji, telekinezy, sugestii i wywołania amnezji, odczytu wiedzy itd., które to z biegiem czasu wpadają na siebie i formują grupę o iście symbiotycznych właściwościach.
Niemal wszystkie postacie są lub stają się wyrzutkami, doświadczyły konfliktów rodzinnych (które jednak były ledwie skutkiem ubocznym, a nie bezpośrednim rezultatem posiadania unikalnych umiejętności), czy też nie potrafią dopasować się do społeczeństwa na zwyczajnych zasadach. I to było niezłe; autor ukazał osobiste problemy, które dotknęły niektóre postacie lub osoby z ich bliższego otoczenia. Na wspomnienie zasługuje również język, zupełnie różny od tego, czego można by się spodziewać po pozycji należącej do Wehikułu czasu. Nie jest on suchy czy techniczny, a wręcz przeciwnie; znajdzie się tu trochę ciekawych porównań czy opisów, a rozmowy wychodzą całkiem naturalnie - najlepszym tego przykładem nazwałbym wizytę Gerarda u doktora.
Jednakże, pomimo wszystkich tych dobrych elementów, za nic nie potrafiłem się w opowiadaną historię zaangażować, zupełnie mnie ona nie wciągnęła i nie jestem w stanie konkretnie powiedzieć dlaczego, choć zdaję sobie sprawę, że to dobra książka. Może chodzi o pewne poszatkowanie perspektyw, o chaos narracyjny, o zagmatwane ciągi przyczynowo-skutkowe? Albo o brak choćby mglistego pojęcia o kierunku, w jakim to wszystko zmierzało i tym samym niemożliwym było zakotwiczenie się w opowieści? Nie wiem, choć bodaj z czystej ciekawości przeczytam ją sobie jeszcze raz za jakieś 10 lat i zobaczę, co z ponownej lektury wyciągnę.
Sądzę, że warto się z tą książką zapoznać, choćby dla wyrobienia własnego zdania.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #theodoresturgeon #papierowywehikulczasu #rebis #ksiazkicerbera

Zaloguj się aby komentować
1210 + 1 = 1211
Tytuł: Historia Polski od 11 listopada 1918 do 17 września 1939
Autor: Stanisław Cat-Mackiewicz
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Universitas
Format: e-book
ISBN: 9788324237401
Liczba stron: 548
Ocena: 8/10
Tytuł mówi sam za siebie ale warto doprecyzować że książka bardzo mocno skupia się na polityce. A można nawet iść o krok dalej i powiedzieć że jest to książka o Piłsudskim. Autor twierdzi że ważną postacią w niej jest też Dmowski, ale faktycznie jest go nieporównywalnie mniej od marszałka. I nie powinno to dziwić bo autor jest zdeklarowanym Piłsudczykiem i był posłem na sejm z ramienia BBWR. Był też właścicielem i redaktorem naczelnym dziennika "Słowo" wydawanego w Wilnie.
Jest to fascynująca książka. Pisana na świeżo na początku wojny już z Anglii. Autor pozbawiony swoich materiałów i książek które zostawił w Polsce opisuje wszystkie zdarzenia i daty z pamięci. Z jednej strony jest to imponujące ale z drugiej strony często myli daty o kilka dni. Ale na szczęście do każdej takiej pomyłki jest przypis ze sprostowaniem. Ciekawe że nie zdecydowano się po prostu zredagować te błędy. Ale mimo tego czyta się świetnie. Język jest bardzo żywy i emocjonalny. A przy okazji jak się można domyśleć po życiorysie autora trochę nieobiektywny. Czuć że Piłsudski jest trochę podkolorowany. Oraz Walery Sławek. Chociaż potrafi też wytknąć im błędy. Ale za to Rydza-Śmigłego jedzie jak burą sukę xD
I jedno trzeba przyznać autorowi że jego analizy czy to sytuacji międzynarodowej czy wewnątrz kraju są zaskakująco trafne i trafiają prosto w sedno sprawy.
Książkę z pewnością warto przeczytać ale przy okazji uzupełnić czymś bardziej krytycznym.
Osobisty licznik: 14/30
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #literatura #czytajzhejto #hejtoczyta

@Pstronk żałuję że Cata jest tak mało w polskiej edukacji (o ile w ogóle w niej jest).
Rzucenie takiego hasła, jak „cud nad Wisłą”, było majstersztykiem dziennikarstwa. Można się na tym uczyć wielkich dziennikarskich uderzeń, podsunięcia, zasugerowania narodowi pojęcia przekonania, w które ten naród uwierzy; ta sugestia miała cel określony, całkiem inny i niezależny od bogobojno-podniosłego nastroju, który wyrazy „cud nad Wisłą” otacza. Rzucenie hasła „cudu nad Wisłą” w intencji zeskamotowania Piłsudskiemu politycznych owoców jego zwycięstwa, może nas pouczyć, w jak decydujący sposób prawdziwie utalentowany dziennikarz wpłynąć potrafi na bieg wypadków i postawę opinii publicznej.
Zaloguj się aby komentować
1209 + 1 = 1210
Tytuł: Rozejrzyj się! Fascynujący świat polskiej przyrody
Autor: Dariusz Dziektarz
Kategoria: Popularnonaukowa
Wydawnictwo: Powergraph Sp. z o. o.
Format: książka papierowa
ISBN: 9788367845366
Liczba stron: 530
Ocena: 8/10
Bardzo przyjemna książka z której możemy dowiedzieć się o całej masie ciekawostek dotyczących naszej rodzimej przyrody. Okazuje się, że wcale nie trzeba wyjeżdżać w tropiki, żeby spotkać zwierzęta potrafiące naśladować język ludzi, korzystać z wyrafinowanego podstępu albo zamieniać swoje ofiary w poslusze im zombie. Książka jest bardzo bogato ilustrowana - w zasadzie na każdej stronie znajdziemy przynajmniej jedno zdjęcie, rysunek lub rycinę. Same tematy poruszane w poszczególnych rozdziałach są rozwinięte w sam raz - na tyle zwięźle, żeby nie zamęczyć laika naukowymi szczegółami ale także na tyle dogłębnie, żebyśmy nie mieli wrażenia, że tylko "liznęliśmy" temat do wierzchu.
Jedyny zarzut jaki mam do książki to ten, że koncentruje się ona głównie na bezkręgowcach - 80 % treści dotyczy właśnie ich, ale tutaj mamy pole dla autora do poprawienia tego w kontynuacji na którą bardzo liczę!
#bookmeter
@WujekAlien nie ogarniam jak dodawać, byłbym wdzięczny za instrukcje
@Kuba0788 Jak przeklejasz post ze stronki bookmetera, to pisząc post tutaj, dodajesz okładkę jako plik (ikonka z aparatem) albo wklejasz obrazek ze schowka.
Masz też około 1h na edycję posta, po tym czasie w edycji może pomóc tylko moderator.
Zaloguj się aby komentować
1208 + 1 = 1209
prywatny licznik: 37/52
Tytuł: Gwiazdor
Autor: Piotr C.
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Novae Res
Format: książka papierowa
Liczba stron: 294
Ocena: 6/10
"Szczęśliwe zdjęcia, smutne życie".
Warszawa, czasy współczesne. Czterdziestoletni Benek dorobił się sporego mieszkania na Powiślu i grubego konta w banku pisząc przez kilka lat scenariusz do hitowej telenoweli. Obecnie znajduje się w kropce - pracować nie musi, popada więc w stagnację, alkoholizm i lekomanię. Nawet seks już nie cieszy jak kiedyś. Jego najlepszym kumplem jest Rygiel, topowy raper i patocelebryta, z którym kiedyś mocno imprezowali. Koks i alkohol pod korek i co dzień inna panna - czy to escort girl czy wyrwana w klubie. Obecnie do Rygla, który jest niemal na szczycie popularności dziewczyny same się pchają ale jedna z nich oskarża go o brutalny gwałt i pobicie. Patoraper znika a Benek prowadzi własne poszukiwania. Poznajemy wraz z nim ciemną stronę "showbizu" i naszej pięknej, brudnej stolicy. Świat celebrytów i luksusowych prostytuek, gali, zamkniętych imprez i szybkiego życia, gdzie liczy się tylko kasa i znajomości. Wspaniały i kolorowy na zewnątrz ale zły i zepsuty od środka.
Takie trochę czytadło, nie jest to jakaś ambitna lektura, ale czyta się dobrze. W leniwą niedzielę wleciała od strzała :) Dużo seksu, fetyszy i innych nietypowych zachowań seksualnych homo sapiensów. Napisana prostym, choć ciętym i sarkastycznym językiem z dużą ilością wulgaryzmów i seksizmu. Jak ktoś zna inne książki autora to wie czego się spodziewać po lekturze.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter


Zaloguj się aby komentować
1207 + 1 = 1208
Tytuł: Hobbit albo tam i z powrotem
Autor: J.R.R. Tolkien
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
Liczba stron: 304
Ocena: 8/10
Wstyd przyznać, ale nigdy wcześniej Hobbita nie czytałem. Lepiej późno niż wcale.
Hobbit okazał się niezwykle przyjemną lekturą - lekka powieść przygodowa, która urzeka od pierwszych stron. Prosta fabuła jest wciągająca i świetnie opowiedziana, nawet jeśli pod koniec trochę gubi rytm. Momentami narrator zwraca się wprost do czytelnika, tak jakbym słuchał opowieści snutej przez dziadka. Charakterystycznego klimatu dopełniają liczne zabawne sytuacje oraz dialogi. Jedyne co mi się niespecjalnie podobało, to infantylne piosenki, choć rozumiem, że miały one dopełniać baśniowego stylu powieści skierowanej do dzieci.
Przy okazji warto wspomnieć o eleganckim wydaniu ilustrowanym przez Alana Lee - twarda oprawa i lepszej jakości papier dodają lekturze klasy.
#bookmeter #czytajzhejto #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
1206 + 1 = 1207
Tytuł: Psychologia wpływu. 10 cech które pomogą ci oddziaływać na ludzi.
Autor: Brian Tracy
Kategoria: Literatura rozwojowa
Wydawnictwo: MT Biznes
Format: książka papierowa
ISBN: 9788363944223
Liczba stron: 152
Ocena: 4/10
Okazuje się, że jak piszesz dużo opinii na Lubimyczytać.pl to po pewnym czasie może odezwać się do ciebie miła pani z propozycją współpracy recenzenckiej polegającej na tym, że wysyłają ci za darmo jakąś książkę, a ty musisz tylko w ciągu miesiąca od odbioru wystawić jej opinię. W myśl zasady, że "za darmo to i sól słodka" połasiłem się na książkę zaproponowaną przez Panią z wydawnictwa i cytując wieszcza Stonogę - "Nie warto było k*rwa, nie warto..."
Tytuł ten w zamierzeniu ma opisywać cechy osób mających duży wpływ na otoczenie. Jednak gdy już dochodzi do wymieniana oraz opisywania ww. cech to autor często zbacza z tematu, raczy historiami które są dosyć naiwne oraz częstuje nas hipotetycznymi dialogami które są delikatnie mówiąc sztywne. Konkretnych i przydatnych w moim mniemaniu wskazówek mamy tutaj tyle co na lekarstwo, za to znajdziemy tutaj takie rady jak "postanów, że od dzisiaj będziesz jadł zdrowo", czy "wybacz wszystkim ludziom do których żywisz urazę" - niby sensowne ale każdy rozsądny człowiek wie ile takie rady są warte. Do tego autor momentami zbacza w kierunku jakichś dziwnych metafizycznych teorii co w takich książkach moim zdaniem nie powinno mieć miejsca.
Z pozytywów to generalnie ogólną hierarchię wartości autor ma moim zdaniem dobrze poukładaną, no i sama książka jest krótka przez co nie męczy jakoś specjalnie.
Generalnie moim zdaniem można znaleźć dużo bardziej wartościowe i pomocne książki w podobnej tematyce a jeżeli do tego dodamy cenę która moim zdaniem jest mocno wygórowana jak na tak krótką książeczkę to radzę poszukać jakichś innych tytułów.
#bookmeter
Zaloguj się aby komentować
1205 + 1 = 1206
Tytuł: Kronika polska
Autor: Gall Anonim
Kategoria: kronika
Wydawnictwo: Ossolineum / DeAgostini
Format: papierowa
ISBN: 83-7316-258-5
Liczba stron: 267
Ocena: 8/10
Prywatny licznik 14/50
Kronika Galla Anonima jest w zasadzie wszystkim znana jako pierwsza polska kronika, ale zapewne bardzo mało z nas ją czytało. W zeszłym roku udało mi się kupić egzemplarz za złotówkę z tłumaczeniem Romana Grodeckiego i opracowaniem Mariana Plezi, w tym obiecałem, że przeczytał ją z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. No troszkę się zasiedziałem, ale zdążyłem w tym roku.
Oceniając tę książkę nie oceniam na tyle samej kroniki, co przekład i opracowanie. To jest bardzo dobrze wykonana praca. Jak zacząłem czytać dzisiaj rano to jeszcze dzisiaj skończyłem. Wstęp w sposób przystępny przedstawia sylwetkę nieznanego nam dobrze Galla Anonima, opisuje wartość historyczną i literacką kroniki oraz jej historię w ciągu wieków. Sama kronika składa się z trzech części. Jako, że ta była spisywana za panowania Bolesława Krzywoustego, nie ma co się dziwić, że najwięcej miejsca poświęcono mecenatu. Jak wiele? A no księgę drugą i trzecią, historia Piastów została ograniczona do księgi pierwszej. Samo tłumaczenie czyta się dobrze, treść - no Bolesław Krzywousty i jego przodkowie Bolesławowie są po prostu najlepsi. Kronika miała przede wszystkim chwalić władcę, który zlecił napisanie księgi, stąd należy mieć na uwadze pominięcie paru wątków, np. o oślepieniu brata, z którym Bolesław był skonfliktowany. Przesadne poświęcenie uwagi na sukcesy Krzywoustego stanowią jedyny poważny minus tej książki. No chciałoby się poczytać więcej o poprzednikach. Gall nie napisał, to potem przyszły Bieszki i nabazgrały swoje uzupełnienia... Przypisy umieszczone pod tekstem (uczcie się wydawcy! Co to za głupia moda z wyrzucaniem przypisów na koniec książki?!) wyjaśniają trudniejsze rzeczy i detale.
Jeśli chodzi o wartość naukową to opracowanie jest cenne, ale muszę zaznaczyć, że w zeszłym roku ukazało się nowe tłumaczenie, wydane przez Wydział Nauk Historycznych i Bibliotekę Uniwersytecką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mam to na uwadze, gdyż posiadane przeze mnie opracowanie wydało De Agostini w 2003 roku, ale na podstawie wydania z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z 1996 roku.
Polecam przeczytać "Kronikę" choćby dlatego, że jest to najstarsza polska kronika i stanowi po prostu kanon naszej historii i literatury.
#bookmeter #bapitankombaczyta #historia

Zaloguj się aby komentować
1204 + 1 = 1205
Tytuł: Demony Leningradu
Autor: Adam Przechrzta
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Format: audiobook
ISBN: 9788379644032
Liczba stron: 430
Ocena: 4/10
Pierwszy tom przygód majora GRU Aleksandra Razumowskiego, człowieka Stalina do zadań specjalnych.
Zacząć muszę od tego, że oficjalny opis tej powieści to bait. Sugeruje, że będzie to, tak jak Terror, mroczna historia o ludziach doprowadzonych do ostateczności, ewentualnie Drapieżcy przeniesieni na rosyjski grunt. I tak może jest, tylko przez pierwszych 5-6 rozdziałów i w przedostatnim rozdziale. Bo w międzyczasie wątek leningradzkich kanibali zostaje zastąpiony wpierw miksem Złota dezerterów i Parszywej dwunastki, potem przeciętnym polowaniem na seryjnego mordercę, a na końcu znowu dostajemy wątek w stylu Parszywej dwunastki. Jednym słowem, ta książka to zlepek różnych pomysłów. Odnoszę wrażenie, że początkowo były one oddzielnymi opowiadaniami, ale ktoś z wydawnictwa powiedział Przechrzcie, że od opowiadań to mają Pilipiuka i ma przerobić całość na jedną historię, więc Przechrzta zrobił, jak mu kazano, tylko średnio umiejętnie.
Druga rzecz, z jaką miałam problem podczas lektury, to nierówne odwzorowanie realiów historycznych. Jak autorowi to pasowało do fabuły, to NWKD działało błyskawicznie i sprawnie aresztowało pojawiających się na kartach powieści „wrogów ludu”, ale jak główny bohater i jego przydupasy fikali Berii i kłapali jęzorem na prawo i lewo o szczegółach prowadzonych akcji, to jedyną „karą” były co najwyżej krzywe spojrzenia szefa NWKD. Niby czytając książkę będącą mariażem fantastyki i powieści sensacyjnej, której główny bohater wzorowany jest na Bondzie, trzeba przymknąć oko na parę nieścisłości historycznych, ale wymaksowany plot armor dobrych bohaterów za bardzo wali po oczach swym brakiem realizmu, szczególnie kogoś, kto wie co nieco o życiu w ZSRR w czasach wielkiej czystki i II WŚ.
Strasznie irytowało mnie też, jak autor wrzucał co chwila rosyjskie zwroty. Panie Pisarzu, jak na pierwszych stronach dowiaduję się, że główny bohater jest Rosjaninem i akcja dzieje się w ZSRR, to o tym pamiętam przez resztę książki, nie musi pan tego podkreślać co i rusz rosyjskimi wtrąceniami! Których i tak nie rozumiem, bo jak większość osób urodzonych po 1989 roku nie miałam już obowiązkowego rosyjskiego w szkole
Tak poza tym, książka to takie średnie sensacyjne czytadełko, można po nie sięgnąć, gdy się szuka niewymagającej lektury, ale też nie ma w niej nic takiego, co by mogło skusić do przeczytania kolejnych tomów.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
1203 + 1 = 1204
Tytuł: Rozjemca
Autor: Brandon Sanderson
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 650
Ocena: 7/10
Kolejna ciekawa pozycja od Sandersona. Fajnie skonstruowany świat, ale mały, bo tak naprawdę akcja dzieje się tylko w jednym mieście. Oczywiście najlepszy jest system magiczny, który jak zwykle nie jest odtwórczy. Postacie.... tym razem jakoś świetnie nie wyszły autorowi poza może Vasherem i Darem Pieśni który był rozczulająco dziecinny, ale w tej dziecinności był autentyczny.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
1202 + 1 = 1203
Tytuł: My
Autor: Jewgienij Zamiatin
Kategoria: dystopia
Wydawnictwo: Alfa
Format: papierowa
ISBN: 83-7001-293-0
Liczba stron: 183
Ocena: 9/10
Prywatny licznik 13/50
Podobno pierwowzór "Nowego wspaniałego świata" Huxleya i "Roku 1984" Orwella. W Państwie Jedynym obywatele są poddani nieustannej inwigilacji. Wszyscy żyją w domach ze szklanymi ścianami (spełniony sen Żeromskiego!), poddani wiecznej kontroli. Największą chorobą jest wyobraźnia. Główny bohater Δ-503 cieszy się, że nie istnieje wolność i indywidualizm, które prowadzą tylko do chaosu i anarchii. Jako narrator powiada o tym, jak zaczął chorować na posiadanie duszy i zacząć odczuwać miłość. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam raz w roku.
To nie jest wyłącznie klasyczna dystopia, ale o tym nieco później. Powieść Zamiatina jest osadzona w bardzo dalekiej przyszłości, gdzie starożytnością oznacza się epokę, w której ludzie grali na fortepianie i jedli chleb. Nie wiadomo, gdzie Państwo się mieściło, wiemy tylko, że jest to duże uporządkowane miasto otoczone wielkim lasem. To nie jest stalinizm, który Zamiatin poczuł na własnej skórze. To nie jest żaden ze współczesnych modeli totalitaryzmów, choć Chińczycy systematycznie dążą do modelu opisanego przez Zamiatina.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto przedstawić, opowiadając o książce, a którą pomija się przy rozmowach o niej. Samotność. Wszyscy żyją zgodnie z harmonogramem (Godzinami Osobistymi). Miłość nie istnieje. Główny bohater opowiada, że jego ukochanym utworem z czasów starożytnych jest... "Rozkład jazdy kolei", ponieważ ma wiele liczb. Ogólnie narrator jako matematyk stara się wszystko sprowadzić do równań. Jakiekolwiek odejście od Godzin Osobistych (jak udanie się z I-330, w której się zakochał, do Domu Starożytnych) powoduje ogromny dyskomfort. Główny bohater zostaje przedstawiony jako - stereotypowy mimo wszystko - autysta, który czuje się bardzo bezpiecznie, mając zaplanowane całe życie i mieszkając w mieście zaprojektowanym od linijki. Zupełnie inna postać od Dzikusa z "Nowego wspaniałego świata", który wpojoną miał niezależność czy też od Winstona Smitha z "Roku 1984", który miał swoje emocje, ale tłumił je ze strachu przed ewaporacją.
Czytane przeze mnie wydanie pochodzi z 1989 i jest pierwszym oficjalnym wydaniem w Polsce. Nie wiem czy tytuł ten krążył w Polsce w drugim obiegu. W ZSRR jeszcze w latach 30. książka została wydana jako samizdat, a oficjalnie ukazało się w 1988 roku.
(kolejny wpis dodany ręcznie - nie wiem dlaczego aplikacja Bookmeter u mnie nie działa. Trochę szkoda, bo moje wpisy nie są odnotowywane w statystykach, ale chrzanić to)
#bookmeter #bapitankombaczyta #literatura #dystopia #antyutopia

@BapitanKomba Jako debila matematycznego, denerwowały mnie te wstawki liczbowe. Poza tym fajna książka. "Nowego Wspaniałego Świata", mojej ulubionej antyutopii, nie przebije ale jest blisko.
Zaloguj się aby komentować
1201 + 1 = 1202
Tytuł: Wspólniczka
Autor: Steve Cavanagh
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 432
Ocena: 6/10
Siódmy tom cyklu startuje z bardzo nośnym pomysłem: żona jednego z najgroźniejszych nieuchwytnych seryjnych morderców trafia na ławę oskarżonych jako rzekoma wspólniczka, a Eddie Flynn ma udowodnić, że to nie ona pociągała za sznurki. Brzmi jak idealna scena dla „prawniczego iluzjonisty” Eddiego: sztuczki na sali, rozgrywanie przysięgłych, prawnicze sidła, świadkowie rozbrajani jednym pytaniem. I to dostaniemy, prawda? prawda?
I tak i nie, dostaniemy, ale dopiero pod koniec i to nie do końća w tak wybornej formie, do jakiej przyzwyczaił nas Cavanagh.,
Większą część książki przejmuje sam morderca i mitologia, którą wokół siebie tworzy. Perspektywy śledcze, retrospekcje, przerywniki z „polowania” na kolejne ofiary - tego jest tu naprawdę dużo. Efekt? Eddie schodzi na drugi plan, a może nawet na trzeci, a gdy już wraca na salę sądową, to popisówka jest krótsza niż zwykle, mniej soczysta i finalne średnio się przekłada na rozwikłanie sprawy. Dla mnie to największy minus: w serii najwięcej frajdy daje moment, kiedy Flynn składa przeciwnika jak origami przed ławą przysięgłych - a tu bardziej odglądamy potwora, niż prawniczą szachownicę.
Żeby nie było, że tylko krytykuję: Cavanagh wciąż potrafi kręcić tempo rozdziałami-błyskami i cliffhangerami co kilka stron. Pomysł na obronę „wspólniczki” ma potencjał, a finał ma porządne, gatunkowe pierdolnięcie - tylko, że część twistów da się wyczuć wcześniej, a środek książki siada przez nadmiar morderczej perspektywy. Z ekipy Eddiego też skorzystano oszczędnie, fajne, ale pozostaje niedosyt.
Jest to solidny thriller, ale kiepski Flynn. Jak na standardy serii, zaryzykuję, że najsłabszy dotąd. Za mało Eddiego, za dużo „tajemniczego” mordercy - Piaskuna. Jeśli polubiłeś ten cykl za salę sądową i prawnicze sztuczki, będziesz czekać na kolejną część z nadzieją, że Flynn wróci do swoje roli, a inni nie będą mu zabierac "czasu antenowego".
Nie chcę już kopać leżącego, ale wydawnictwo w 7 tomie, zmieniło szatę graficzną okładki i grzbietu, może nie radykalnie, ale razi po oczach.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 123/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
1200 + 1 = 1201
Tytuł: Bunt
Autor: Władysław Reymont
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Wimana
Format: e-book
Liczba stron: 186
Ocena: 7/10
Naszło mnie na Reymonta, ale niekoniecznie na Chłopów czy Ziemię Obiecaną, więc wybór padł na Bunt.
Reymont na długo (około 2 dekady) przed Orwellem wrzuca nas w świat, w którym zwierzęta mówią „dość” - nie tylko przemocy, ale też porządkowi, w którym człowiek jest ich panem. Na prowincjonalnym gospodarstwie dojrzewa bunt: najpierw szeptany, podszyty strachem, potem otwarty i krwawy. Zwierzęta próbują zbudować własny ład, wyrwać się spod bata i same stanowić o sobie.
Brzmi znajomo? Tak, bo to wariacja bardzo bliska Folwarkowi zwierzęcemu, tylko bardziej brutalna, mniej satyryczna i wyraźnie naturalistyczna.
Najmocniejszym punktem są bohaterowie. Rex - pies, który staje się charyzmatycznym przywódcą - łączy instynkt z poczuciem sprawiedliwości. Jest jednocześnie wojownikiem i kimś, kto rozumie cenę, jaką płaci się za wolność. „Niemowa” zaś (milczący łącznik między światem zwierząt i ludzi) dodaje historii niepokojącej dwuznaczności: czy bunt faktycznie wyzwala, czy tylko zmienia oprawców? Ten duet dźwiga emocjonalny ciężar opowieści, ale też, a może przede wszystkim, ciężar przetrwania "stada".
Jako całość Bunt przegrywa z dziełem Orwella precyzją i konsekwencją. Bywa nierówny w tempie, chwilami zbyt dosłowny i dydaktyczny. Mniej tu ostrza alegorii, więcej surowego opisu przemocy i chaosu. Mimo to to bardzo ciekawy, zapomniany dziś przedsionek do Folwarku - lektury, która stawia te same pytania o wolność, władzę i naturę rewolucji, tylko robi to inaczej: ciężej, ciemniej, mniej „ładnie”. A co mam na myśli mówiąc o konsekwencji? W tej książce giną setki, a może i tysiące zwierząt, w tym niewiele w walce z człowiekiem, bo to głównie zwierzęta zabijają zwierzęta. Do tego mała farma z Rexem na czele zaczęła światowy, a przynajmniej ogólnokrajowy, bunt zmierzający ku "ziemii obiecanej". Nie mamy jasno określonego miejsca akcji, stąd trudno powiedzieć, ale ich wyprawa urasta do rangi niemal Mojżesza (tu Rexa) wyprowadzającego Żydów (zwierzęta gospodarskie, ale nie tylko) do ziemii obiecanej (raju, gdzie wszycy są równi).
Książka ukazywała się od 1922 roku w podobnej formie jak książki z przygodami Sherlocka Holmesa, czyli w odcinkach w gazecie - Tygodniku Ilustrowanym. A w 1924 roku wyszła w pełnej formie powieści, w tym samym roku Reymont dostał literackiego Nobla za swoje opus magnum - Chłopów.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 122/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować


