#bookmeter

171
4618

513 + 1 = 514


Tytuł: Śmierć Iwana Iljicza

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: literatura piękna

Format: e-book

Ocena: 8/10


Nie jest to co prawda mój ulubiony gatunek ale postanowiłem zaryzykować bo podobno to największe dzieło Tołstoja.

Początkowo wydawało się że będzie średnio pogrzeb, wczesne życie Iwana - wszystko było takie normalne.

Gdy nastał moment latającej nerki zrobiło się ciekawie - jeśli tak można określić to co się działo wtedy.

Chyba najbardziej dramatyczny utwór jaki czytałem.

#bookmeter

ac083a71-3d26-44c8-81ac-2d78bfe158c0

Zaloguj się aby komentować

512 + 1 = 513


Tytuł: Dungeon Crawler Carl

Autor: Matt Dinniman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 540

Ocena: 8/10


Witaj w Lochu, zawodniku! Zapewnienie widzom rozrywki jest koniecznością. Przetrwanie już nie.


Wiecie, co jest gorsze od rozstania z dziewczyną? Rozstać się z dziewczyną i dostać w zamian jej kapryśną kocią czempionkę. A wiecie, co jest jeszcze gorsze? Inwazja kosmitów, zawalenie się wszystkich stworzonych ludzkimi rękami struktur na planecie i systematyczna eksterminacja tych, którzy zdołali przetrwać w sadystycznej międzygalaktycznej grze. Właśnie to.


Dołącz do weterana straży przybrzeżnej Carla i kotki jego byłej, Królewny Pączuś, gdy próbują przetrwać koniec świata – albo przynajmniej dostać się na kolejny poziom – w rojącym się od zasadzek Lochu, który tak naprawdę stanowi plan reality show oglądanego przez niezliczonych widzów w całej galaktyce. Eksplodujące gobliny. Magiczne eliksiry. Dealerzy narkotyków. To nie jest zwyczajna gra…


Przy lekturze bawiłem się świetnie, szkoda że tak szybko się skończyło i następne tomy są po ang, ale i tak zacząłem czytać dalej. Polecam fanom LitRPG.


#bookmeter #czytajzhejto

a37bdb7f-e895-4ba3-b33f-10e5660f624d

Zaloguj się aby komentować

@Hoszin już od dawna ta funkcjonalność nie działa.

Musisz zrobić copy paste wypełnionych pól i licznika i wkleić na Hejto do edytora wpisu.

Zaloguj się aby komentować

511 + 1 = 512

Tytuł: Strażnik sadu

Autor: Cormac McCarthy

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308085554

Liczba stron: 296

Ocena: 5/10


Znowu książka wybrana w sposób losowy i tym razem faktycznie pierwsza w dorobku autora, bez żadnej ściemy.


To będzie (a raczej miał być) krótszy niż zwykle wpis. Powód mam prosty: książka jest o niczym. Nie zamierzam się też rozwodzić nad elementami, które rozjaśnił lub w ogóle wskazał mi Reddit.


Początkowy ciąg scen, osadzony kilka lat przed główną osią "fabularną", skupia się na jednej z postaci pierwszoplanowych - Marionie Sylderze - i pewnym stresującym wypadku, który stał się jej udziałem, mającym w nadchodzących latach wywierać wpływ na pozostałych dwóch "bohaterów" tej historii - wpływ bardzo w każdym z tych dwóch przypadków różny.


Wspomniani panowie to kilkunastoletni John Rattner - samotnie wychowywany przez matkę chłopak, z braku zajęcia zaczyna parać się drobnym kłusownictwem, oraz około osiemdziesięcioletni Ather Ownby - zasuszony staruszek, który od dłuższego czasu nie wie, co właściwie ze sobą począć. A wspomniany na początku Marion to po prostu przemytnik whiskey. Losy całej trójki przeplatają się na przestrzeni książki w okolicznościach niemal zawsze zupełnie zwyczajnych i trywialnych.


W ogóle cała ta książka jest trywialna: młody nie ma co robić, więc szlaja się po okolicy - czasem sam, czasem z kumplami - i albo chodzi na ryby, albo bawi się w kłusownika. Średni nie chce użerać się z prawdziwą robotą, temu więc para się przemytem alkoholu. Stary natomiast nie może pogodzić się ze współczesnym światem i na swój sposób chce stanąć mu kością w gardle. Być może amerykańców lub ludzi ciut bardziej na takie tematy wrażliwych mocniej to rusza, ale mnie zupełnie nie, bo strasznie to łopatologiczne.


W Krwawym południku, pomimo mojej niechęci, byłem w stanie zrozumieć wrzucenie dialogów bezpośrednio do reszty tekstu, gdyż ten był napisany w formie dziennika/kroniki, ale tutaj mamy do czynienia ze zwykłą historią, więc - powtarzam się - zabieg ten uważam za zwykłą pretensjonalność, utrudniającą odbiór. Do tego Południk był jakiś, miał swój charakter - Strażnik nie jest ani nie ma.


Bodaj jedyne, co faktycznie mi się w tej książce podobało, to gwara i prowincjonalne zaciąganie, które wyszły tutaj bardzo naturalnie. Klimat zupełnego amerykańskiego wygwizdowa czuć było wyraźnie - być może aż zanadto, mając na uwadze opisowe słowotoki, obrazujące w sposób często absurdalnie pokrętny proste rzeczy, jak choćby "...księżyc kędzierzawi rzekę, zbrojąc płycizny kolczugą, aż świetliste węże mkną stadami pod prąd po dźwięczących głazach". Po prostu łał.


Nie była to książka dla mnie, choć wbrew powyższym ustępom nie czytało mi się jej aż tak źle - po prostu nie poruszyła we mnie najmniejszej strunki. Czy była nudna? Tak. Czy była męcząca jak LeGuin? Nie. To chyba zasadnicza różnica. Osobiście i tak nie polecam.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #cormacmccarthy #mccarthy #wydawnictwoliterackie #ksiazkicerbera

b71f4e21-c2bb-4217-a497-6da8819215c5

Zaloguj się aby komentować

510 + 1 = 511


Tytuł: Kosmiczny kalejdoskop

Autor: Bob Shaw

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 185

Ocena: 6/10


Zbiór dziesięciu opowiadań brytyjskiego pisarza. W oryginale pisane w latach 70 ubiegłego wieku, jednak w konwencji złotego wieku SF, lekko pulpowe w klimacie. Człowiek panuje niepodzielnie w kosmosie, podróżując swobodnie po całej galaktyce, a na Ziemi latające samochody i te sprawy. Jednocześnie bohaterowie palą fajki i czytają "analogowe" gazety. Lekkie, łatwe i przyjemne SF ze świetnymi pomysłami. Dobre dla początkujących albo młodszych fanów tego gatunku. Opowiadania są dobre, ale tylko dobre, żadne nie zapada jakoś szczególnie w pamięć. Ot kończymy, uśmiechamy się zazwyczaj pod nosem, bo w większości są to teksty humorystyczne, ale potem przechodzimy do następnego a o poprzednim już zapominamy. Tym niemniej w niedzielne popołudnie, połknąłem niemal na jedno posiedzenie i nie uważam tego czasu za stracony.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

610018a8-f8fd-4fed-8d65-1578ed8de92d
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

509 + 1 = 510


Tytuł: Morderstwo w Orient Expressie

Autor: Agatha Christie

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-271-5177-3

Liczba stron: 262

Ocena: 8/10


Klasyczek, proszę Państwa - pociąg, który utyka w śnieżnej zaspie, kilkanaście nieznajomych osób na pokładzie, morderstwo i Hercules Poirot, który elegancko rozwiązuje zagadkę.


Nauczyciel oprócz lektur obowiązkowych wybiera uczniom lektury uzupełniające. Ja oddałam wybór w ręce mojej klasy 7 - i spośród kilku moich polecajek wybrali właśnie Morderstwo w Orient Expressie.

Przeczytałam sobie więc tę książkę kolejny raz i kolejny raz bawiłam się świetnie, przy czym jednocześnie robiłam sobie notatki z pomysłami na zajęcia

Nie mogę się doczekać, bo będziemy się fajnie bawić


#bookmeter #ksiazki

41294abe-b129-4945-a2f1-bca1c86aeb18

Zaloguj się aby komentować

508 + 1 = 509


Tytuł: Tu byłem. Tony Halik

Autor: Mirosław Wlekły

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Agora

Format: papierowa

ISBN: 9788326841231

Liczba stron: 485

Ocena: 8/10


Jakieś dwa-trzy lata zabierałem się za wypożyczenie z biblioteki i przeczytanie tego reportażu, zaś przełom nastąpił po tym znalezisku: https://www.hejto.pl/wpis/tony-halik-i-jego-droga-do-slawy?commentId=62d3f5dd-b26f-4e3e-aaf9-c8674afcea3a Wcześniej wiedziałem, że Halik popełnił kilka błędów, przez co jego obraz mocno mi się zachciał, a jego obraz stał się ambiwalentny. Wszystko jednak pochodziło z wywiadów, wypowiedzi prasowych, komentarzy, ale nie z samego źródła, jakim był reportaż Wlekłego. Konieczne było nadrobienie tegoż braku.


Wydany w 2021 roku reportaż był polecany m.in. przez Elżbietę Dzikowską. Na tylnej okładce książki jest jej komentarz, gdzie zaznaczyła, że bała się wyjawienia tajemnic z życia jej męża, ponieważ te mogły stać się sensacją na naszym nieszczęsnym rynku dziennikarskim. Dzikowska doceniła jednak, że Wlekły poszedł do życia Halika uczciwie, starał się zrozumieć motywy jego postępowania oraz wyjaśniał powiązania pomiędzy wyborami Halika a okolicznościami.


Z jednej strony Halik był świetnym popularyzatorem i showman, z drugiej oskarżono go o mitomanie, kontakty z SB i przynależność do Wehrmachtu. Po przeczytaniu reportażu ponownie polubiłem Halika, który przy swoich wadach pozostał życzliwym człowiekiem. Koloryzował opowieści? Tak, tego nie jestem w stanie zrozumieć, bo Halik miał tak bogaty życiorys, że nie musiał dodawać historii od siebie. Halik nie kłamał jednak świadomie, po prostu czuł, że ludzie potrzebują show i to show oddawał z całego serca. W pracy dawał z siebie 100%, naprawdę żył tym, co opowiada. Kontakty z SB? Trochę był łatwowierny, ale z reportażu wynika, że nikomu nie zaszkodził, a jako informator służb sprawdzał się równie skutecznie jak Cejrowski jako moralizator uczący w swoich reportażach, jak powinno wyglądać społeczeństwo, a zwłaszcza małżeństwa w duchu katolickim. Sam Halik nawet pomagał opozycji, bo miał kontakty z Solidarnością, czy to na polu zawodowym jako reportażysta, czy prywatnie, przyjaźniąc się z aktorem Kazimierzem Kaczorem. Docinki na temat jego majątku powinienem przemilczeć, bo jeśli pracowało się w USA, a mieszkało w Polsce to dlaczego miałbym wypominać, że chciał żyć jak człowiek i zakupy robił w Pewexach? Sam mając taką możliwość starałbym się ułatwić sobie życie. Wehrmacht? Tysiące Polaków było siłą wcieloną do wojsk niemieckich, Halik nie był jedyny. Musiał mieć świadomość, że w Polsce komunistycznej uchodziłby za zdrajcę, wobec czego do końca życia świadomie lub na skutek wyparcia podawał zniekształcony życiorys. Podejście jest tym bardziej usprawiedliwione mając na uwadze, co zrobił Jacek Kurwski w 2005 czy też jak prawica atakowała autorów wystawy "Nasi chłopcy" w Gdańsku.


Celowo autor nie przedstawił życia Halika w porządku chronologicznym, zaczynając od relacji Halika z Dzikowską, pracy w telewizji, sukcesu medialnego. Następnie pojawia się część poświęcona pierwszej żonie Halika i podróżom po obu Amerykach, wreszcie na końcu są te najtrudniejsze epizody z życia Halika. Reportaż jest napisany sprawnie, autor poświęcił bardzo dużo czasu, by zebrać materiały. Zdołał skontaktować się z wieloma osobami, informacje zaciągnął m.in. w Argentynie i Meksyku, w których Halik żył i pracował.


A, no i na zawsze kotwica w plecy kretynom z Agory, która systematycznie przerzuca przypisy na koniec książki.


#bookmeter #bapitankombaczyta #reportaz #telewizja


Prywatny licznik: 10/50

d672e0ab-18b5-490a-ad0e-ea355f775a23

@BapitanKomba zacząłem słuchać audiobooka ale dość szybko porzuciłem, jakoś nie pod pasował mi narrator i nie zaciekawiło mnie.

Zaloguj się aby komentować

507 + 1 = 508

Tytuł: Kot wśród gołębi

Autor: Agatha Christie

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Dolnośląskie

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-271-7061-3

Liczba stron: 270

Ocena: 7/10


W ekskluzywnej angielskiej szkole dla dziewcząt pojawia się morderca. Niezwykłe wydarzenia na pensji łączą się przy tym z rewolucją w pewnym kraju na wschodzie i woreczkiem pełnym niezwykłej piękności klejnotów.

Najpierw ginie jedna z nauczycielek, potem porwana zostaje jedna z uczennic - a to jeszcze nie koniec zbrodni.


Sprawę przejmuje Hercules Poirot i zaczyna od pytania o kolana księżniczki.


Agatha Christie to Agatha Christie, dostajemy więc dobrze skonstruowaną opowieść z satysfakcjonującym - w pewnym sensie - zakończeniem.


Polecam!


#bookmeter #ksiazki

0f108773-43e4-4ed4-896e-5fd225201e6f

Zaloguj się aby komentować

506 + 1 = 507


Tytuł: Spowiedź

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik

Format: e-book

Ocena: 7/10


Oceniam tylko to jak się to czytało - czasem ciężko ze względu na specyficzną składnie zdań. Samej treści nie oceniam skoro to pamiętnik - autobiografia.

Pierwsza moja książka od Lwa - mam nadzieje że inne bedą bardziej przystępnie napisane

#bookmeter

fad1842f-5cda-4bdf-bfa1-f4081c917bf3

Zaloguj się aby komentować

505 + 1 = 506


Tytuł: Perfekcyjna śmierć

Autor: Helen Fields

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: e-book

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10


Kolejny tom serii z Lucem Callanachem i Avą Turner ponownie zabiera nas do Edynburga, gdzie para śledczych mierzy się z wyjątkowo brutalną sprawą. Tym razem na pierwszy plan wychodzi zabójca o bardzo specyficznym podejściu do swoich ofiar - metodyczny, precyzyjny i przekonany o własnej racji. Śledztwo szybko zaczyna się komplikować, a presja rośnie, bo każdy kolejny krok przybliża policję nie tylko do rozwiązania zagadki, ale też do kolejnych makabrycznych odkryć.


Seria Helen Fields jest dość równa i "Perfekcyjna śmierć" dobrze wpisuje się w ten schemat. Dostajemy solidny thriller kryminalny, w którym najmocniejszym elementem pozostaje relacja między głównymi bohaterami. Callanach i Turner to sprawdzony duet - różnią się charakterami, podejściem do pracy i emocjami, ale właśnie to napięcie między nimi napędza historię i sprawia, że chce się śledzić ich dalsze losy. Turner została niedawno awansowana, a co za tym idzie, jej udział w śledztwie i presja ciążąca na jej barkach będą delikatnie inne niż w poprzednich 2 tomach.


Jak zwykle u Fields nie brakuje brutalności. Opisy zbrodni przypominały mi te znane z książek Chrisa Cartera, co akurat dla mnie jest dużą zaletą, bo lubię ten poziom dosadności i bezpośredniości. Jednocześnie to zdecydowanie nie będzie atut dla każdego, więc warto mieć to na uwadze przed lekturą. Sama intryga jest sprawnie poprowadzona, choć nie wykracza poza ramy, które autorka wypracowała w poprzednich tomach. Jeśli ktoś zna serię, raczej nie będzie tu dużych zaskoczeń, a tym bardziej zawodów. Ta seria jak żadna inna, kładzie nacisk na presję ciążącą na policjantach i nie mówię tu o tej czasowej, co bardzo dobrze obrazuje trud tego zawodu.


"Perfekcyjna śmierć" to kolejny solidny, równy tom serii, który nie rewolucjonizuje formuły, ale dostarcza dokładnie tego, czego można się po niej spodziewać.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 61/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

d637a94d-b7c0-4895-b7b9-dc803f8fd8f7

Zaloguj się aby komentować

504 + 1 = 505

Tytuł: Złota gałąź

Autor: James George Frazer

Tłumacz: Henryk Krzeczkowski

Kategoria: antropologia

Ocena: 10/10


#bookmeter




Mit bowiem się zmienia, natomiast niezmienny pozostaje obyczaj; ludzie czynią nadal to, co czynili ich ojcowie, chociaż powody, którymi kierowali się ojcowie, dawno już uległy zapomnieniu. Historia religii jest długotrwałą próbą pogodzenia starych zwyczajów z nowymi uzasadnieniami, znalezienia rozsądnej teorii wyjaśniającej absurdalną praktykę.



Pierwsze oryginalne wydanie tej książki, która była (nadal jest?) rozprawą naukową pochodzi z roku 1890. W roku 1900 opublikowano jej wydanie drugie, wówczas już dwutomowe. Trzecie wydanie ukazywało się w latach 1911-1915 i liczyło tomów dwanaście. Edycja polska, w tłumaczeniu pana Krzeczkowsiego oparta jest na opublikowanym w 1922 roku przez pana Frazera wydaniu skróconym. Ja bardzo lubię ten okres, z którego Złota gałąź pochodzi, szczególnie zaś lubię końcówkę XIX wieku. Lubię ten okres z całą jego ówczesną butą, na przykład w sprawie ogłaszanego tu i ówdzie końca fizyki, w której to ponoć wszystko miało już zostać odkryte (a później przyszedł pan Niels Bohr no i to wszystko spieprzył), ale moje sympatie do okresu to jedno, a lektura, przynajmniej w założeniu krytyczna, to rzecz całkowicie odrębna. Z tego powodu przystępując do czytania Złotej gałęzi powziąłem dwa założenia polegające na uwzględnieniu w moim odbiorze dwóch faktów.


Na przełomie XIX i XX wieku antropologia wyglądała inaczej niż wygląda dzisiaj, uprawiano wówczas tę dyscyplinę w sposób, który spowodował nadanie mu później nazwy „antropologia gabinetowa”. Polegało to na tym, że antropolodzy, zamknięci w swoich gabinetach, na podstawie dostarczonych im opowieści i przedmiotów odgadywali ich znaczenie, szukali drugiego dna i w ogóle próbowali te otrzymane puzzle poukładać w jakąś lepiej lub gorzej spinającą się całość. Antropolodzy sami raczej nie podróżowali, podróżowali za nich inni, ale że byli to między innymi kupcy czy inni misjonarze, ich głównym celem nie było zbieranie materiału dla antropologów, ten materiał zbierali niejako przy okazji. Jednym z pionierów badań terenowych był pochodzący z Krakowa (Poland stronk!) profesor Bronisław Malinowski, który zresztą w pewnym okresie z panem Frazerem miał okazję (a pewnie i przyjemność) współpracować.


Drugim faktem, który ciągle miałem w czasie lektury na uwadze, to dominujący wśród antropologów końca XIX wieku pogląd, że istnieje jedna ścieżka (albo drabina) rozwoju cywilizacji. Chodziło o to, że wymyślono sobie, że cywilizacje rozwijają się liniowo (trochę jak w drzewkach kultury i technologii w grach z serii Cywilizacja), a ludy prymitywne są po prostu wcześniej (albo niżej) od nas na tej uniwersalnej ścieżce czy drabinie.


W związku z tymi dwoma opisanymi wyżej faktami nie jestem pewien, czy dalej można traktować Złotą galąź jako książkę naukową, a już mam bardzo silne wątpliwości, czy można traktować ją jako naukową w dziedzinie antropologii. Może dziś bardziej należałoby podejść do niej jako do dokumentu w zakresie, który moglibyśmy nazwać czymś w rodzaju historii nauki? Nie zmienia to jednak w niczym tego, że lektura Złotej gałęzi była dla mnie przygodą wspaniałą i niezwykle fascynującą.


***


Problemem, który postawił sobie pan Frazer w Złotej gałęzi jest próba wyjaśnienia tradycyjnej sukcesji urzędu kapłana bogini Diany z Nemi zwanej niekiedy Dianą Leśną. Urząd ten kolejni kapłani obejmowali po spełnieniu dwóch warunków: po pierwsze należało zerwać gałąź ze „świętego drzewa” znajdującego się w tym zagajniku, co samo w sobie nie było łatwe, bo ponoć dniem i nocą drzewa tego pilnował strażnik, który był postacią nadprzyrodzoną. Kiedy śmiałkowi udało się już jakimś sposobem wystrychnąć strażnika na dudka i tę gałąź zerwać, czekało go wówczas jeszcze jedno zadanie – musiał zabić człowieka, który aktualnie sprawował ten urząd, o który śmiałek się starał. Sam w sobie ten rytuał już wydaje się być ogromnie ciekawym – kapłan musiał bowiem wiedzieć i ciągle spodziewać się tego, że ktoś czyha na jego życie. Śmiałek musiał zdawać sobie z tego sprawę, że jeśli jemu się uda i obejmie urząd kapłana, to prędzej czy później uda się też komuś innemu, a wówczas on będzie musiał zginąć. Wydaje mi się niesamowitym to, jak bardzo sposób pojmowania świata przez starożytnych daleki jest od tego, jak my widzimy go dzisiaj. Przecież instynkt przetrwania wydaje się być jednym z najbardziej podstawowych instynktów wbudowanych nie tylko w człowieka.


Pan Frazer prowadzi czytelnika po kolei poprzez czas i przestrzeń do różnych zakątków Ziemi przytaczając kolejne mity i opowieści, ceremonie i rytuały wywodzące się z rozmaitych kultur, a przykładów takich jest w książce całe mnóstwo, a nawet takie mnóstwa ze dwa, jeśli by to dokładnie policzyć. O ile same w sobie te przykłady już są niezwykle ciekawe, tak jeszcze ciekawsze staje się ich zestawienie ze sobą, szczególnie kiedy już dojdzie się do wniosku, że obyczaje te są do siebie bardzo podobne (stąd może być usprawiedliwione wyciągnięcie błędnego – co wiemy dzisiaj – wniosku o jednej ścieżce rozwoju kultur). Pan Frazer prowadzi ten swój bogato ilustrowany przykładami wywód w sposób wysoce merytoryczny, a nade wszystko uporządkowany. Tę książkę, choć gatunkowo z literaturą piękną nie ma ona nic wspólnego i siłą rzeczy nie ma ona fabuły to, za sprawą tego uporządkowania, ale też za sprawą pięknego, literackiego języka (Czarownice pędzą w swych niecnych sprawach, niektóre okrakiem na miotłach, inne galopując po drogach na burych kotach, które na ten jeden wieczór zamieniają się w czarne jak węgiel rumaki. – tak pan Frazer opisuje święto Hallowe’en, a przykładów takich mógłbym podać dużo więcej) sprawia, że Złotą gałąź czytałem z zapartym tchem. Czytałem ją tak, jak zdarza mi się czytać najlepsze, najbardziej wciągające powieści, w których tak przecież uwielbiam się zatopić.


Nie będę tutaj streszczał wykładu autora, nie to jest celem tego wpisu. Kilka tylko słów o najsilniejszych wrażeniach i wnioskach, jakie z tej lektury pewnie mi w głowie zostaną. Pan Frazer robi to bardzo rzadko, ale ja, mocno jednak osadzony w kulturze wywodzącej się z chrześcijaństwa, na każdym kroku widziałem analogie do rytuałów chrześcijańskich. Od tych najbardziej podstawowych, jak dogmat o karmieniu się ciałem boga (w Złotej gałęzi choćby przykład Ozyrysa), do poświęcenia życia boskiej istoty po to, żeby zapewnić możliwość przetrwania jego wyznawcom. Duże wrażenie zrobiło na mnie postulowane przez pana Frazera następstwo wyjaśniania świata poprzez kolejne, następująco po sobie zastosowanie magii, religii i nauki, a już na pewno zapamiętam proponowane przez niego tej magii, religii oraz nauki definicje. I, na koniec: choć, jak pisałem, mam duży problem z postawieniem się w sytuacji człowieka sprzed setek czy tysięcy lat, który w imię rytuału zdawał się godzić na poświęcenie swojego życia, tak, po lekturze tej książki, mam nieodparte wrażenie, że cała ludzka kultura oparta jest na potrzebie zaspokojenia dwóch absolutnie podstawowych potrzeb: po pierwsze, żeby się dobrze nażreć, po drugie, żeby sobie poruchać.


***


Tak jak napisałem wcześniej: ja nie mam pojęcia, czy dzisiaj traktować tę książkę w kategorii „naukowej” czy „nienaukowej”, a jeśli „naukowej” to w jakiej dziedzinie nauki. I właśnie z tego powodu oceny, którą jej wystawiam nie traktuję jako określenia jej wartości merytorycznej – ku temu nie mam w końcu ani żadnych kompetencji, ani (przede wszystkim) ochoty. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że Złotą gałąź uważam za jedną z najbardziej fascynujących pozycji jakie miałem przyjemność w życiu przeczytać i jako taką będę ją pamiętał, a na pewno będę do jej fragmentów wracał.

38e38b59-c64d-4efd-a456-10eeb590dd2e

Zaloguj się aby komentować

503 + 1 = 504


Tytuł: Podróż do wnętrza Ziemi

Autor: Juliusz Verne

Kategoria: powieść przygodowa

Ocena: 8/10


Na początku wydawało się co może być ciekawego w schodzeniu w głąb ziemi ? Za połową już było konkretnie - fantastycznie czasem aż nadto ale tak miało być . Także Verne się spisał kolejny raz.

#bookmeter

38bd858b-8e8f-4ae0-940a-6e518ec58572

@b0lec też. McGuuvery 19 wieku a jednocześnie tasowanie się do potegi ludzkiego umysłu który nagina brutalną przyrodę do swojej woli.

Zaloguj się aby komentować

502 + 1 = 503


Tytuł: Pochłaniacz

Autor: Katarzyna Bonda

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 672

Ocena: 8/10


Pierwsza (choć dla mnie ostatnia) książka z serii o Saszy Załuskiej. Imo najlepsza.

Ciekawie było przeczytać początek historii, będąc świeżo po zakończeniu.

Napisana solidnie, z czasem pozornie niepowiązane wątki łączą się w logiczną całość. Ma wszystko czego szukam w kryminałach, i mimo że nie jest to już mój ulubiony gatunek to przeczytałam całą serię z wielką przyjemnością.


#bookmeter

09116940-d730-443c-ad40-a05ebd65e1c5

Zaloguj się aby komentować

501 + 1 = 502

Tytuł: Hyperion

Autor: Dan Simmons

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: e-book

Liczba stron: 518

Ocena: 9/10

Znakomita książka. Bardzo oryginalny pomysł, ciekawy i wciągający świat przyszłości, mroczny, czasem horrorowy klimat. Napięcie i tajemnice nie pozwalają się oderwać. Autor popisuje się swoją wszechstronnością literacką, wkładając w poszególnych pielgrzymów dość zróżnicowane historie - o dziwo wszystkie bardzo dobre, po opiniach spodziewałem się, że poziom będzie różny.

Stworzony świat jest bardzo zaawansowany i skomplikowany, ale narracja pozwala za tym mniej więcej nadążyć i nie jest to przytłaczające.

Myślę, że warto wiedzieć, że pierwszy tom urywa się w połowie historii i trzeba czytać drugi tom.

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #scifi #hyperion

dceac71e-0a21-44b1-bb39-e8dbbfeb10a6

@JapyczStasiek no to teraz czas na Terror


Btw, mogliby w końcu wydać Hyperiona i Upadek Hyperiona razem, w wersji oryginalnej jakoś potrafili opublikować zbiorcze wydanie.

Zaloguj się aby komentować

500 + 1 = 501


Tytuł: Czarne ptaki

Autor: Bartosz Szczygielski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10


Długo zastanawiałem się, czy wrzucać recenzję audiobooka tej książki, a dlaczego, dowiecie się poniżej


Czarne ptaki to książka, która już na poziomie formy próbuje zrobić coś więcej niż klasyczny thriller. Mamy tu do czynienia z tetbeszką - historią zaprojektowaną tak, by można ją było czytać w różnej kolejności, zestawiając ze sobą wątki i wydarzenia w nieoczywisty sposób. Sama fabuła krąży wokół tajemnicy, przeszłości i relacji między bohaterami, które stopniowo odsłaniają swoje prawdziwe znaczenie. To opowieść o tym, jak pozornie podobne zdarzenia i ludzie mogą kryć zupełnie inne motywacje i konsekwencje.


Najciekawszy jest właśnie ten zabieg zestawiania - książka bardzo świadomie operuje kontrastem. Dwa wydarzenia mogą wyglądać niemal identycznie, ale ich sens okazuje się zupełnie inny. Podobnie z bohaterami - ktoś, kto na pierwszy rzut oka wydaje się "taki sam", z czasem odsłania zupełnie inną stronę. To działa i sprawia, że historia ma w sobie coś więcej niż tylko standardową intrygę kryminalną.


Problem w tym, że w wersji audiobookowej trudno w pełni docenić tę formę. Słuchając książki w domyślnej kolejności, właściwie traci się największy atut tetbeszki – możliwość świadomego składania historii i odkrywania jej na własnych zasadach. W efekcie dostajemy raczej „zwykły” thriller, który momentami sprawia wrażenie nieco poszatkowanego, zamiast w pełni wykorzystać swój eksperymentalny potencjał.


To dobra i momentami bardzo ciekawa książka, ale taka, która wyraźnie zyskuje przy odpowiednim sposobie czytania i właśnie dlatego czuć, że przez formę jaką przyjąłem (z powodów czysto technicznych - czasowych, nie mogłem wybrać innej), nie dane mi było w pełni poznać wszystkich jej zalet, a szkoda. Może później w ciągu roku, podejdę do niej drugi raz, w innej formule i sprawdzę jak w niej wypadnie.


A z drugiej strony, czy jest coś w tym złego, że wybrałem akurat jej najbardziej "podstawowe" oblicze? Zakładam, że nie


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

13e2dcef-c27c-4b68-8b0e-e3e7917988a1

Tym razem totalnie olałem fabułę, ale jeśli kogoś jednak interesuje to proszę:\ Dwóch chłopaków świętujących maturę wyjeżdża na wyjazd klasowy, w trakcie którego odkrywają zwłoki. Ta zbrodnia będzie się za nimi ciągnąć przez długi czas, a nie tak łatwo im będzie od niej uciec. Druga para to kobiety, obie piękne, obie na imprezie dla bogaczy, na której ma dojść do aukcji drogiego przedmiotu i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że wszystko pójdzie nie tak. Aukcję przerwie odcięcie systemów bezpieczeństwa, włamanie i wzięcie gości na zakładników. Obie historie mają sporo zaskoczeń i trudno im odmówić oryginalności i poplątania.

Zaloguj się aby komentować

499 + 1 = 500


Tytuł: Przegryw: mężczyźni w pułapce gniewu i samotności

Autor: Aleksandra Herzyk, Wieczorkiewicz Patrycja

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo W.A.B.

Format: audiobook

Długość: 9h 23min

Liczba stron: 320?

Ocena: 7.5/10


Powiem szczerze, że patrząc na to, jak spolaryzowane były opinie o tej książce, spodziewałem się jakiejś ostrej jazdy z incelami i przegrywami. Tymczasem dostałem całkiem ciekawą, momentami wręcz życzliwą opowieść. Widać, że autorkom zależało na ludziach, których opisują, i że zbudowały z nimi fajne relacje - przynajmniej z tymi, którzy byli na to otwarci.


Warto jasno powiedzieć: to nie jest książka, która "wyjaśnia" całe zjawisko inceli czy przegrywów.

Dla porządku - chodzi o środowiska skupione wokół mężczyzn, którzy czują się wykluczeni z relacji romantycznych i społecznych. "Incel" (involuntary celibate) to ktoś, kto postrzega swoją samotność jako przymusową, często tłumacząc ją wyglądem, statusem czy "genetyką". "Przegryw" to szersze określenie - obejmujące ludzi przekonanych, że przegrali życie na wielu poziomach, nie tylko relacji.


Ta książka to raczej zbiór historii - konkretnych ludzi, którzy opowiadają o swoim życiu, przekonaniach i o tym, skąd one się wzięły. Całość jest uzupełniona o kontekst: wyjaśnienia terminologii, historii środowiska, internetowych memów, a także komentarze specjalistów. Dzięki temu dostajemy obraz grupy, którą łączy etykietka "przegrywa" i "incela", ale poza tym różni właściwie wszystko. I to chyba jest najważniejszy przekaz tej książki - że nie każdy incel to mizogin czy radykał z jednego, przewidywalnego nurtu politycznego.


Spektrum historii jest naprawdę szerokie: od ludzi funkcjonujących w miarę normalnie, po osoby ewidentnie toksyczne czy agresywne. Pojawia się też epizod z użytkownikiem znanym na hejto - i nie jest to jakieś niewinne cameo.


Autorki zbierały materiał przez około półtora roku. Zaczęły od Wykopu, a później zostały zaproszone na serwer Discorda, który miał być bezpieczną przystanią dla osób faktycznie identyfikujących się jako przegrywy. Na Wykopie często pojawia się trolling i przez to panuje mniejsza otwartość, a samo pojęcie "prawdziwego przegrywa" bywa tam przedmiotem sporów i wojen. Zwłaszcza między różnymi pillami.


Na początku kobiety były traktowane wrogo, ale z czasem zdobyły zaufanie rozmówców. Doszło do rozmów głosowych, spotkań, a nawet kontaktów z rodzinami bohaterów. Od samego początku czuć przy tym dużą życzliwość autorek - nawet wobec osób, które na starcie próbowały je odstraszyć kreatywnymi inwektywami. Każdy z bohaterów miał wgląd w gotowy tekst i wiedział dobrze na co się pisze. Zwyczajnie większość z nich uznała, że ktoś musi o tym opowiedzieć, bo inaczej zrobi to za nich ktoś inny.


Język to jedna z rzeczy, które najbardziej wyróżniają tę książkę. Nie ma tu pudrowania ani ugrzeczniania - jak powoli dostajemy nowe terminy, to potem one po prostu funkcjonują w tekście. Bywa ostro i ofensywnie, choć niektóre określenia potrafią też rozbawić swoją absurdalną kreatywnością. Przy "wbijaniu magika" parsknąłem lekko śmiechem - nie dlatego, że śmieszy mnie czyjaś negatywna sytuacja, tylko przez to, jak bardzo przypomina to system osiągnięć z gier, a i jaka kreatywna nazwa. Na końcu jest słowniczek, więc łatwo się odnaleźć, jeśli ktoś się pogubi.


Komentarz autorek jest obecny, ale zupełnie nie w takiej formie, jakiej się spodziewałem po opiniach. Nie ośmieszają, nie szydzą, nie wbijają szpilek (poza jednym skrajnym przypadkiem gościa grożącego jednej śmiercią). Ich rola polega głównie na dawaniu kontekstu - sprawdzaniu tez, zestawianiu ich ze statystykami, opiniami ekspertów i szerszym obrazem zjawiska, także poza Polską (chany, Reddit itd.).


Moim zdaniem to nie tylko dobra książka, ale przede wszystkim potrzebna - również dla samych ludzi, którzy określają się jako przegrywy czy incele. Może być punktem wyjścia do tego, żeby ktoś na serio pochylił się nad tym zjawiskiem.


Daję DZIWEŃSKI ZNAK JAKOŚCI. Warto.


#bookmeter

> #dziwensieodchamia

#ksiazki #audiobook

0b82a3c4-0873-48eb-8326-a0874e873240

@Dziwen Krąży legenda potwierdzona obserwacjami, że incele przekraczający 30 rok życia, który nie tknęli żadna częścią swego ciała innej kobiety niż matka i babka stają się magami, i zyskują moc rzucania zaklęć.

Zaloguj się aby komentować

498 + 1 = 499


Tytuł: Gideon Falls. Tom 2: Grzechy Pierworodne

Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Mucha Comics

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365938800

Liczba stron: 136

Ocena: 5/10


Dalszy ciąg losów księdza Freda i Nortona Sinclaira, usiłujących rozwiązać zagadkę tajemniczej Czarnej Stodoły, zagrażającej mieszkańcom miasteczka Gideon Falls.


W drugim tomie akcja zdecydowanie się zagęściła i przez większość czasu z zainteresowaniem śledziłam przygody protagonistów. Niestety, w zeszycie 11. autorzy popełnili rzecz dla mnie niewybaczalną (za co ocena o pkt w dół) – zagadka Czarnej Stodoły została rozwiązana i to w banalny, przemaglowany już wzdłuż i wszerz w horrorach oraz SF sposób. Zbyt szybkie rozwiązanie tajemnicy uniwersum oraz opisy fabuły dalszych części na Lubimyczytać skutecznie zniechęciły mnie do dalszej lektury.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #komiksy

8269f077-e86e-477e-bc25-1a481e9ac762

Zaloguj się aby komentować

497 + 1 = 498


Tytuł: Gideon Falls. Tom 1: Czarna Stodoła

Autor: Jeff Lemire, Andrea Sorrentino, Dave Stewart

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Mucha Comics

Format: książka papierowa

ISBN: 9788365938503

Liczba stron: 168

Ocena: 6/10 (niezła)


Współczesne USA. Wilfred „Fred” Quinn, katolicki duchowny w średnim wieku mający problem z alkoholem, zostaje zesłany do prowincjonalnej parafii Gideon Falls, której poprzedni proboszcz zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Wkrótce w miasteczku dochodzi do kilku brutalnych morderstw, które wydają łączyć się z lokalną legendą Czarnej Stodoły – tajemniczego miejsca objawiającego się co jakiś czas wybranym osobom, powiązanego z niewyjaśnionymi morderstwami i zaginięciami. Równocześnie na trop Czarnej Stodoły wpada Norton Sinclair, chory psychicznie chłopak i maniakalny zbieracz, który wciąga w swoje poszukiwania prowadzącą jego przypadek psychiatrę Angelę.


Po trzech tomach cyklu tudorowskiego z rzędu potrzebowałam krótkiej odskoczni od królewskich klimatów, a że od jakiegoś czasu zbiorcze wydanie Gideon Falls walało się po mojej biblioteczce, uznałam, że komiksy będą idealnym przerywnikiem.


Propsy za posępny wizualny klimat, chociaż fabularnie wypada ciut gorzej – pierwszy tom to historia bardziej w stylu Kinga, niż Twin Peaks (do którego otwarcie nawiązuje), osobiście liczyłam na bardziej oryginalną historię, coś w stylu Fatale duetu Brubaker&Phillips. Niemniej, pierwszy tom zainteresował mnie na tyle, że z rozpędu sięgnęłam po drugi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #komiksy

1363480c-4707-4e9a-89b0-86e7645c3ad7

Zaloguj się aby komentować

496 + 1 = 497

Tytuł: Inwazja uzdrawiaczy ciał

Autor: Matthew Hongoltz-Hetling

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

ISBN: 978-83-8396-024-1

Liczba stron: 360

Ocena: 7/10


Książka opowiada o medycynie alternatywnej i kilku twórcach najbardziej odjechanych teorii.


Była żona mojego wujka po rozwodzie związała się z mężczyzną, który wierzył, że pochodzi z Andromedy i potrafi uzdrawiać używając mocy Andromedan przekazywanej mu telepatycznie, stąd też gdy czytałam tę książkę pewne rzeczy były mi jakby znajome


Autor pokazuje historie osób odrzucających medycynę konwencjonalną na rzecz terapii takich jak leczenie wybielaczem (lekarstwo wprost z kosmosu), modlitwą czy pijawkami.

Opowiadając o altmedzie, stara się dowiedzieć co doprowadziło Amerykanów do tak powszechnego odrzucenia tradycyjnej medycyny i zwrócenia się w stronę uniwersalnych remediów.


To książka napisana lekko i zabawnie, przez co kontrast z tym co opisuje wywołuje ciarki na plecach.


Polecam!


#bookmeter #ksiazki

efe25ed6-8afc-46eb-a480-029017125835

Pamiętam, jak w latach 90. był w Polsce wybuch fascynacji new age, UFO i podobnymi rzeczami. Wtedy też pojawiały się różne publikacje o leczeniu energią itd. Mój ojciec miał księgarnię i pamiętam książkę, która z tyłu okładki nadrukowaną miała dłoń. Jak się przyłożyło swoją dłoń do tej wydrukowanej, to wydzielać się miała lecznicza energia. Niezły mindfuck. Znam też dziewczynę, która wierzy, że księżyc i słońce wydzielają energię i mają realny wpływ na nasze życie. Generalnie do czasu, gdy taka osoba nie szkodzi innym i ni próbuje im wmawiać, ze to w co wierzy jest prawdą, to nie mam z tym żadnego problemu. Ot, dziwactwo, Gorzej, gdy ktoś taki np. nie podje lekarstw swoim dzieciom albo nie pozwala na chemioterapię, gdy ktoś z rodziny ma nowotwór.

@WatluszPierwszy w tej książce jest historia dziewczynki, która zmarła, bo rodzice modlili się zamiast zabrać ją do lekarza

Zaloguj się aby komentować

495 + 1 = 496


Tytuł: Klątwa Tudorów

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook

ISBN: 9788324581832

Liczba stron: 552

Ocena: 5/10


Dla Małgorzaty Pole, de domo Plantagenet, 8. hrabiny Salisbury, fortuna potoczyła się nie tyle kołem, co kolejką górską. Gdy przyszła na świat mogło się wydawać, że jako córka Jerzego, księcia Clarence, młodszego brata Edwarda IV, i Izabeli Neville, jednej z najbogatszych arystokratek w Anglii (starszej siostry Anny Neville z Córki Twórcy Królów), przeżyje życie wolne od większych trosk. Już we wczesnym dzieciństwie straciła jednak oboje rodziców – matka zmarła w połogu, a książę Clarence został stracony za kolejną zdradę wobec królewskiego brata. Mimo zdrady dokonanej przez Clarence’a, Małgorzata i jej młodszy brat Edward Plantagenet pozostawali w łaskach obu królewskich stryjów.


Gdy po bitwie pod Bosworth  na tron Anglii wstąpił Henryk VII, los rodzeństwa odwrócił się – jako spadkobiercy poprzedniej dynastii, dzieci księcia Clarence stanowiły zagrożenie dla panowania Tudorów. Aby je zneutralizować, świeżo upieczony monarcha wtrącił brata Małgorzaty do Tower (z której młody Plantagenet nigdy nie wyszedł), a ją samą pośpiesznie wydał za nisko urodzonego krewniaka.


Ułożone przez Tudora małżeństwo okazało się niespodziewanie zgodne, jednak tuż po trzydziestce Małgorzata owdowiała. Przez kilka lat po śmierci męża klepała biedę, dopóki los znowu się do niej nie uśmiechnął – wraz z objęciem tronu przez Henryka VIII i jego małżeństwem z Katarzyną Aragońską, lady Pole, dzięki dawnej przyjaźni z młodą królową, z dnia na dzień stała się z ubogiej wdowy żyjącej o łasce w klasztorze jedną z najbogatszych i najbardziej wpływowych osób na dworze. Lecz gdy po latach Henryk VIII postanowił rozwieść się z pierwszą żoną i zerwać z Kościołem katolickim, szczęście ponownie odwróciło się od wiernej królowej i Kościołowi Małgorzaty oraz jej rodziny…


W porównaniu z Wieczną księżniczką pewien spadek poziomu. Klątwa Tudorów przedstawia losy Małgorzaty Pole w sposób, zdaje się, dość wierny, acz nieciekawy. Tempo powieści jest dość nierówne – niektóre wątki są maglowane przez kilkadziesiąt stron, inne toczą się błyskawicznie, ledwie napomknięte. Sporo przełomowych dla dynastii Tudorów i historii Anglii wydarzeń, których hrabina teoretycznie powinna być naocznym świadkiem, jest opowiedzianych czytelnikowi i protagonistce w formie infodumpów przez trzecioplanowych i epizodycznych bohaterów. Wreszcie, zawodzi kreacja głównej bohaterki – sięgając po powieść o losach beatyfikowanej przez KK męczennicy straconej przez tyrana, oczekiwałam portretu silnej, nietuzinkowej kobiety o głębokiej wierze i niezłomnych przekonaniach. Jednak w tym wydaniu cechami bohaterki, które wybijają się na pierwszy plan, są hipokryzja, oportunizm i pewna niezdolność do kojarzenia podstawowych faktów – Małgorzata cały czas klnie na Tudorów, ale kiedy pojawia się 0,2137% szansy, żeby ugrać u króla jakieś korzyści, od razu jest „Uszanowanie Tudorze złoty”; rozpacza nad de facto uwięzionymi w areszcie domowym Katarzyną Aragońską i królewną Marią, lecz równocześnie bez wahania zamyka swoją głęboko zrozpaczoną po śmierci męża i syna synową w klasztorze, by móc bez przeszkód przejąć jej majątek; razem z synami usiłuje spiskować przeciwko Henrykowi VIII, pragnąc usadzić na tronie obok księżniczki Marii swego syna Reginalna, a potem ma Pikachu face, gdy cała rodzina trafia do Tower oskarżona o zdradę. Tak jak przed lekturą, tak i po lekturze nie mam pojęcia, czemu Małgorzatę Pole beatyfikowano, skoro wg Gregory została stracona przede wszystkim za pochodzenie, a nie wierność KK czy nawet wierność dawnej przyjaciółce i jej córce.


Jeszcze karny qtas dla tłumaczki, jak można było przetłumaczyć Geoffreya na Galfryda?!


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

ebc23438-a702-43f0-9d66-5dfd237101f5

Zaloguj się aby komentować