935 + 1 = 936
Tytuł: Kroki
Autor: Jerzy Kosiński
Tłumaczenie: Henryk Dasko
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 8/10
#bookmeter
***
Kiedy byłem w wojsku, wielu żołnierzy zabawiało się grą, w której dwudziestu czy dwudziestu pięciu mężczyzn siadało dookoła stołu. Każdy z nich miał przywiązany do członka długi sznurek.
Zaskakująco dobra była to lektura, a zaskoczenie moje było tym większe, że podszedłem do niej z nastawieniem. Ten cytat powyższy bowiem to pierwsze dwa zdania, które w Krokach przeczytałem wyszedłszy z biblioteki z tą książką w ręce i otworzywszy ja wtedy na losowej stronie. No nie zapowiadało się ciekawie.
Kroki to druga powieść pana Kosińskiego wydana w Stanach Zjednoczonych, wydana trzy lata po Malowanym ptaku. Choć powieść to może za duże słowo dla tej książki (ale nie znajduję lepszego), bo ona nie jest spójną całością fabularną. Kroki składają się z mnóstwa miniatur (kroków właśnie?), można w nich znaleźć miniopowiadania i fragmenty dialogów, które fabularnie rzadko się ze sobą łączą, a jeśli nawet istnieje pomiędzy niektórymi jakieś połączenie fabularne, to, wydaje mi się, często może być domniemane. To, co łączy te fragmenciki (oprócz tego, że zostały wydane w jednym tomie), to nastrój, jaki w każdym z nich panuje. Z Kroków wręcz wylewa się smutek, przygnębienie, beznadzieja i ogólna dekadencja. Nie ma w Krokach nadziei czy radości, ich miejsce zastępuje albo zemsta albo czasami ulga.
Mimo tego przygnębiającego tonu wybrzmiewającego z tego tomu, Kroki jednak mi się podobały. Pan Kosiński (o ile pisał sam) umiał pisać obrazowo i immersyjnie. Wiedział, na co zwrócić uwagę i gdzie rozłożyć akcenty tak, żeby to, co w opowiadaniu miało wybrzmieć, wybrzmiało właściwie. Myślę, że na długo pozostanie ze mną kilka obrazków z tej książki, jak choćby ten Filozofa, który szukał w mieście własnych świątyń czy pogardzanego przez całą wieś chłopca-przybłędy i tego, w jaki sposób sprowadził na mieszkańców „karę bożą”.
To, co jeszcze mi się w Krokach podobało, to forma tej książki. Ja bardzo lubię eseje i opowiadania, lubię generalnie dobrze napisane krótkie formy, które w małej objętości potrafią nieść duży ładunek emocjonalny. Podobnie do Kroków są przecież napisani Bieguni pani Tokarczuk, a ta książka też mi się kiedyś bardzo podobała. I nie przeszkadzało mi nawet to, że momentami miałem wrażenie jakbym czytał pana Charlesa Bukowskiego. Wątków brudnoseksualnych w Krokach jest sporo, ale, moim zdaniem, zwykle czemuś one służą (jak w historii z księdzem proboszczem i stodołą), rzadko, wydaje mi się, o ile w ogóle, pan Kosiński pisał o tym wynaturzonym seksie w celach czysto pornograficznych. Ale może to tylko moja niezbyt wrażliwa wrażliwość?
W zupełnym oderwaniu od autora uważam, że Kroki to kawałek bardzo dobrej lektury. Rozpatrując to w kontekście wcześniejszych wydarzeń związanych z Malowanym ptakiem i w ogóle z całym życiorysem pana Kosińskiego wydaje mi się, że była to próba wyżyłowania tego, co do tej pory udało mu się tym Malowanym ptakiem osiągnąć. Wiele wątków w Krokach pokrywa się z tym, co w jego wcześniejszej powieści można było przeczytać.
Autor został za tę książkę w 1969 roku nagrodzony National Book Award (a pani Tokarczuk, autorka Biegunów, otrzymała później Nagrodę Nobla). Może stąd właśnie myśl, czy by nie pozbierać tych swoich porozpieprzanych wszędzie fragmentów tego i owego, nie złożyć tego wszystkiego w jeden tom i co najmniej po Nike nie wystartować? Okazuje się bowiem, że żeby zostać wielkim pisarzem, nie trzeba chyba posiąść umiejętności pisania długich, spójnych i skomplikowanych fabuł. No ok, i pan Kosiński, i pani Tokarczuk takie książki też w swoim dorobku mają, ale może spróbować warto?
PS. Bardzo ładne są te wydania Państwowego Instytutu Wydawniczego w serii KIK z końca lat osiemdziesiątych. Mnie się bardzo podobają.