#bookmeter

171
4755

606 + 1 = 607


Tytuł: Wróżby to rzecz zimowa

Autor: Eugenia Kuzniecowa

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: książka papierowa

Liczba stron: 288

Ocena: 8/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5207928/wrozby-to-rzecz-zimowa


Po "Wróżby to rzecz zimowa" sięgnęłam przypadkowo. Ot, znalazłam tę książkę na półce z nowościami w czasie silent book clubu w bibliotece. Opis na tyle okładki skojarzył mi się z Grocholą. Ostatecznie okazało się być to dość odległym skojarzeniem, aaale.


Jana przyjeżdża z Hiszpanii do Ukrainy, a konkretnie na teren wsi, w której na starość mieszkał jej ojciec. Planuje zebrać tu badania do swojego doktoratu na temat wierzeń, wróżb, przesądów, magii ludowej. Ukraińska wieś w nowej wojennej codzienności braków prądu i szumu generatorów sprawia, że nawiązuje dziwną przyjaźń z Maksymem, byłym architektem opiekującym się swoim ojcem z Alzheimerem.


Ta książka zaskoczyła mnie swoją normalnością. A konkretnie ukazaniem codzienności obywateli Ukrainy, która poprzecinana jest powiadomieniami o nalotach, odległymi wybuchami i ciemnością. Bo życie toczy się dalej, restauracje wciąż serwują drogie dania, muzea — choć nieco opustoszałe ze zwiedzających i dzieł sztuki — wciąż działają. Tylko święta w gronie rodziny bywają słodko-gorzkie, gdy żołnierzom nie udaje się dostać przepustki.


Jest to dobra, zastanawiająca książka, którą skończyłam z cięższym sercem.


Prywatny licznik (od początku roku): 19/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

dfff3f33-6104-4da9-b9f0-869233649766
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

605 + 1 = 606

Tytuł: A Promised Land

Autor: Barack Obama

Kategoria: memoir

Format: audiobook

Liczba stron: 768

Ocena: 8/10


Prywatny licznik: 17/48


Wiedziałem, że polityka to bagno, szczególnie amerykańska. Ale nie spodziewałem się, że jest to takie szambo, a chcąc być sensownym prezydentem, to trzeba zostać szambonurkiem.


Obama skupia się tutaj głównie na dwóch latach kampanii prezydenckiej i dwóch pierwszych latach swojej prezydentury. Skupia się na tych ważniejszych problemach swojej prezydentury - kryzysie ekonomicznym, Obamacare, wycofaniu wojsk z Iraku, katastrofie Deepwater Horizon, czy operacji zlikwidowania Bin Ladena. Opisuje wszystko od kuchni i nie szczędzi swoich przemyśleń. Jeżeli w opowieści pojawiają się jakieś ważne osoby, to zostają one bardzo fajnie wprowadzone. Dowiadujemy się kto, co, gdzie i kiedy


Audiobook czytany przez Obamę więc dodatkowy plus


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytamponocach

e46694fb-4058-41dc-b8f3-67efeabed3b8

Zaloguj się aby komentować

604 + 1 = 605

Tytuł: Szklany klosz

Autor: Sylvia Plath

Kategoria: biografia, autobiografia, pamiętnik, dramat

Wydawnictwo: Marginesy

Format: ebook

Liczba stron: 368

Ocena: 9/10

Znakomity (auto)portret młodej kobiety, doręczonej bezsensem istnienia i rozwijającą się depresją. Świetny język autorki, błyskotliwość, dynamiczna historia, fajnie budowany klimat najpierw zagubienia, później jakiejś formy szaleństwa.

#ksiazki #bookmeter

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

202a595c-c0f5-46fb-9136-3a378d2487bd

Zaloguj się aby komentować

603 + 1 = 604

Tytuł: Ania ze Złotego Brzegu Autor: Lucy Maud Montgomery Kategoria: literatura piękna Wydawnictwo: Zielona Sowa Format: książka papierowa Liczba stron: 270 Ocena: 6/10

W części tej sporo miejsca poświęcono dzieciom i to wyszło na plus, ponieważ losy Ani i Gilberta stały się już monotonne. Nie ma tu żadnej przewodniej linii fabularnej, dzieje się wszystko i nic. Same losy dzieci ciekawe, ale trochę za dużo w tym wszystkim chaosu. A wydania mocno nie polecam, brakowało kartek i nadrukowanych stron xD

#bookmeter

5ebc73e8-0be5-48c6-9b3d-8676d1e76512

Zaloguj się aby komentować

602 + 1 = 603


Tytuł: Filary Ziemi

Autor: Ken Follet

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Albatros

Format: książka papierowa

Liczba stron: 832

Ocena: 5/10


“– Co tak śmierdzi? – zapytała Martha.

– To zapach ludzi – uśmiechnął się Tom”


Akcja powieści osadzona została w średniowiecznej Anglii i rozciąga się na przestrzeni lat pomiędzy 1135 a 1174 rokiem. A skoro średniowiecze, to wiadomo, że nie może być kolorowo: bieda, głód, przemoc i zabobon. Fabuła skupia się głównie wokół klasztoru w małej miejscowości Kingsbridge i wielopokoleniowego, pełnego przeciwności przedsięwzięcia budowy nowej katedry oraz związanych z nim ludzi. W tle rozgrywa się wojna domowa.


Muszę przyznać, że fabuła została misternie zaplanowana. Poszczególne, liczne wątki rozwijają się powoli i splatają wzajemnie w nie zawsze oczywisty sposób. Cześć z nich urywa się, pozornie nieistotna, by powrócić po wielu latach w nieoczekiwanym momencie. Nie wszystkie są równie interesujące, ale nawet drobne wydarzenia rzutują w jakiś sposób na przyszłość. Mamy tu wszystko: miłość i nienawiść, zdradę i zemstę, szczęście i cierpienie.


Kreacja postaci pozostawia natomiast wiele do życzenia. Głównym bohaterem większej części powieści jest Tom Budowniczy - murarz, który za cel życia postawił sobie wybudowanie katedry. Trudno chłopa polubić, gdyż przeważnie jest irytujący i głupi jak but, np. ślini się do cycków innej baby, podczas gdy jego córka leży ranna. Jeszcze trudniej lubić jego kochankę Ellen - agresywną borderline wariatkę, taką w typie współczesnych ”feministek” uznających arogancję za przejaw siły. Może to miała być historyczna wierność, średniowiecze pełne brudnych i głupich ludzi podejmujących jeszcze głupsze decyzje. Główny antagonista - William został przerysowany wręcz absurdalnie - nie dość, że rozpuszczony panicz, sadysta i gwałciciel, to na dodatek znęca się nad kotkami xd Znacznie ciekawszymi, choć równie szablonowymi postaciami okazali się mnich Philip usiłujący zreformować lokalny klasztor i chcąc nie chcąc wplątujący się w polityczne zawiłości oraz biskup Waleran będący uosobieniem zakłamania władz kościelnych, czyli wiecznie aktualnego motywu pokazującego jak daleko władze kościoła odbiegają od autentycznej wiary.


Książka ma 832 strony, przy czym wydawca nie lada natrudził się by nie było ich 1000: 44 ciasno upakowane wiersze na stronę i wąskie marginesy. Potężna objętość wypełniona jednak nie zawsze równie jakościową treścią, gdyż zdarzają się całe ściany tekstu o niczym i gdyby pominąć wszystkie wzmianki o jedzeniu chleba, o słabym piwie, wszystkie melodramatyczne westchnienia za ukochaną niczym Alvaro za Manuelą w brazylijskiej telenoweli i podobne bzdety, to by tych stron wyszło z 500 i opowieść nie straciłaby na wartości.


W gruncie rzeczy nie jest to zła książka. Dobra też nie jest. Po kilkudziesięciu stronach miałem ochotę rzucić ją wpis.., ale napędzany uporem jakoś zdołałem dotrzeć do końca. Miałkie obyczajowe czytadło, średniowieczna “Moda na sukces”, idealne dla zabicia czasu podczas poobiedniej sjesty w domu pomocy społecznej.


#czytelniczebingo - powieść historyczna …i tak oto udało się wypełnić całą planszę


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

e9296cd9-a6c3-47c4-83ed-0859001ddce0
3e81714e-50fb-40bb-9a9c-973f5468eb08

@saradonin_redux w zeszłym roku czytałam i wrzucałam na tag i miałam podobne zarzuty, lol xD Ale dałam ocenę db bo wyłączając przerysowane postaci to nawet spoko powieść.

Btw, jeśli Filary ci nie podeszły, to nie masz co brać się za resztę serii, Follett zrobił copy paste wątków i postaci z Filarów (tylko akcja posuwała się do przodu o mniej więcej 200 lat), w dodatku im nowsze powieści, tym więcej w nich woke.

Zaloguj się aby komentować

601 + 1 = 602

Tytuł: Bunt mas

Autor: José Ortega y Gasset

Kategoria: Nauki społeczne

Wydawnictwo: MATERIA

Format: ebook

Liczba stron: 300

Ocena: 8/10


Na książkę polowałem od dłuższego czasu, ale wcześniej eBook miał tylko 1 z tekstów/rozdziałów. Na szczęście właśnie ukazało się nowe wydanie papierowe z MATERII, również z ebookiem.


To książka, która mimo niemal stu lat na karku wciąż czyta się z zaskakującym poczuciem aktualności. Ortega nie pisze powieści ani klasycznego traktatu filozoficznego, tylko esej, w którym próbuje uchwycić moment, gdy „człowiek masowy” wychodzi na pierwszy plan i zaczyna kształtować politykę, kulturę oraz życie społeczne. Nie chodzi mu przy tym wyłącznie o tłum w sensie liczby ludzi, ale o pewien typ postawy: samozadowolonej, niechętnej wysiłkowi, przekonanej o własnej wystarczalności. Z tej diagnozy rodzi się opowieść o kryzysie Zachodu, demokracji i odpowiedzialności elit. 


Najmocniejsze jest tu chyba to, że Ortega potrafi połączyć szeroką historiozoficzną perspektywę z bardzo celnymi, niemal intuicyjnie prawdziwymi obserwacjami o człowieku. To nie jest książka, która prowadzi czytelnika za rękę, ale jeśli wejdzie się w jej tok myślenia, dostaje się bardzo gęsty, intelektualnie pobudzający tekst. Dobrze wypada też sam rdzeń tej diagnozy: że cywilizacja może osłabić samą siebie przez własny sukces, bo wychowuje ludzi przyzwyczajonych do komfortu, ale niekoniecznie rozumiejących, skąd ten komfort się wziął. Bardzo dobrze brzmi też przeciwstawienie życia szlachetnego i pospolitego, wysiłku i inercji - to jeden z tych fragmentów, które zostają w głowie na długo. 


Jednocześnie to nie jest lektura bez wad. Chwilami Ortega mocno generalizuje, bywa protekcjonalny wobec „mas”, a niektóre jego diagnozy są celowo przerysowane, jakby chciał wstrząsnąć czytelnikiem bardziej niż go przekonać. To też książka nierówna: obok fragmentów naprawdę błyskotliwych są takie, które dziś czyta się bardziej jako dokument epoki niż żywą analizę. Nie każda jego intuicja wytrzymuje próbę czasu, ale nawet wtedy pozostaje ciekawe, jak wiele z jego lęków wraca dziś w rozmowach o populizmie, kryzysie elit, mediach i spłyceniu debaty publicznej. 

Szczególnie może się Wam podobać to, że Bunt mas nie jest suchą filozofią, tylko książką o mechanizmach społecznych i przywództwie. Jest tu sporo o odpowiedzialności, jakości elit, niebezpieczeństwie samozadowolenia i o tym, że struktury same z siebie nie działają dobrze, jeśli zabraknie ludzi, którzy chcą od siebie więcej. Mi szczególnie podpasowały tematy przywódcze i organizacyjne bo są moją służbową codziennością. To też lekko niepokojąca wizja cywilizacji, która pozornie rośnie w siłę, a tak naprawdę zaczyna podcinać własne skrzydła - ma w sobie coś z intelektualnej wersji katastrofy, ale bez taniej sensacji. No i jeszcze jedno: Ortega lubi szerokie ujęcia, porządkuje świat, szuka wzorów i mechanizmów, próbując go w przystępny sposób wytłumaczyć.


To momentami drażniący, ale bardzo inspirujący esej - taki, z którym można się spierać przez pół książki, a i tak uznać, że było warto. I tak było w moim przypadku.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

680016e1-ec32-460b-b6ba-da51ddef4396

Zaloguj się aby komentować

600 + 1 = 601


Tytuł: How to Take Smart Notes: One Simple Technique to Boost Writing, Learning and Thinking – for Students, Academics and Nonfiction Book Writers

Autor: Sonke Ahrens

Kategoria: Poradnik

Wydawnictwo: Brak

Format: ebook

ISBN: 9783982438818

Liczba stron: 154

Ocena: 8/10

Prywatny licznik: 3+1=4


Moje umiejętności robienia notatek nie są najwyższe, by powiedzieć niewiele. W sumie przez całe życie leciałem na pamięciówie, czy to w szkole, czy na studiach - ot zdolny ale leniwy Ale im więcej czytam, tym częściej widzę, że niestety stosunkowo niewiele mi z tego w głowie zostaje. Dzięki inspiracji @WujekAlien zacząłem w pewnym stopniu korzystać z Notion do robienia notatek, niemniej jakkolwiek doceniam możliwości aplikacji, tak moje skłonności niezbyt ułatwiają prowadzenie notatek, nie mówiąc już o pisaniu artykułów, do których od dawna tęskno mi wrócić


Szukałem więc jakiejś porady i tak oto natrafiłem na tę książkę.


Idea jest prosta, zaczerpnięta ze sposobu pracy Luhmanna - robienie notatek ma być możliwie bezbolesne I wdrożone w codzienność poprzez zapisywanie swoimi słowami prostych własnych myśli i informacji z czytanej literatury, które w ciągu najlepiej jednego dnia powinny zostać przeprocesowane w notatki trwałe. Takie trwałe notatki już z kolei będą tworzyć swojego rodzaju drugą pamięć, w której podstawą jest tworzenie połączeń pomiędzy notatkami, ułatwiając tym samym kojarzenie poszczególnych tematów że sobą. Notatki przy łączeniu w kolejności ciągów myślowych będą wtedy komponować się w całość, którą następnie będzie można ubrać w szkic, a potem na jego podstawie stworzyć spójny i przemyślany wielokrotnie tekst.


To, co mi się najbardziej podoba w tym podejściu to fakt, że jest on oddolny, bez konieczności szczególnego wysiłku w jego tworzenie i bardzo elastyczny, co zapobiega znudzeniu się - po prostu kiedy stracę zainteresowanie określonym tematem, będę mógł płynnie przejść do innego tematu i się w niego wgłębiać, nie tracąc jednocześnie widoku z poprzednich tematów. Ponadto nie ma przyczepienia się do z góry założonej tezy (i argumentowania jej), ale widzenie większej całości, z większą otwartością na wszelkiego rodzaju powiązania i pytania badawcze. A i nawet jak na coś natrafię przypadkowo, co mnie zaciekawi, to nawet jeśli nic z tego nie powstanie, to jest po prostu szansa na rozwój i na to, że kiedyś do czegoś może taka myśl być przydatna.


Pomysł mi się naprawdę podoba, w momencie powrotu ze świąt spróbuję go wdrożyć w życie i w swoje nawyki - pewnie dopiero wtedy będę miał lepszy widok na plusy i minusy z niego wynikające.


Z ciekawości, jakie u Was są metody robienia notatek?


#bookmeter #ksiazki #robienienotatek #notatki #samorozwoj #owcacontent

cc51c4fd-c00a-4584-9f95-7c6b073a44ed

@Mr.Mars kluczowe dla mnie hasło - łączenie notatek że sobą. Papier za szybko łapie masę krytyczną, po której łączenie że sobą poszczególnych notatek staje się kosmicznie trudne

Zaloguj się aby komentować

599 + 1 = 600

Tytuł: Zbrodnia doskonała Autor: Helen Fields Kategoria: kryminał, sensacja, thriller Wydawnictwo: Bouq Publishing Format: audiobook Liczba stron: 389 Ocena: 6/10

W tym tomie Callanach i Turner trafiają na sprawę, która na pierwszy rzut oka wygląda, jak seria samobójstw. Ludzie w kryzysie, moment słabości, tragiczny finał. Problem w tym, że im dalej w śledztwo, tym bardziej widać, że coś tu się nie zgadza - kolejne zgony są zbyt „czyste”, zbyt dobrze zaplanowane, zbyt… perfekcyjne. 

To klasyczny dla Fields punkt wyjścia: brutalna sprawa, która szybko okazuje się czymś znacznie bardziej złożonym. I jak zwykle działa. Tempo jest dobre, klimat ciężki, a sam pomysł na „zbrodnie upozorowane na samobójstwa” daje sporo możliwości budowania napięcia.

Największą zmianą - i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym elementem - jest jednak wątek związany z Lucem. Pojawia się tu plot twist, który w założeniu ma pogłębić postać, ale w praktyce zostawia sporo znaków zapytania. Zamiast lepiej go zrozumieć, momentami zaczynamy tracić do niego zaufanie budowane przez poprzednie 4 tomy. To ciekawy zabieg, ale dość ryzykowny, bo Luc był do tej pory jednym z najbardziej stabilnych punktów całej serii.

Z drugiej strony książka rozwija wątek relacji między Lucem i Avą. To coś, co było budowane od kilku tomów, więc trudno mówić o zaskoczeniu - raczej o naturalnym kierunku. Problem w tym, że mam wrażenie, że trochę odbiera to serii jej wcześniejszą dynamikę. Napięcie między nimi było ciekawsze niż jego rozwinięcie i zakończenie, a sam wątek romantyczny momentami wydaje się nieco „z obowiązku”.

Sama intryga stoi na solidnym poziomie i wpisuje się w równy standard serii – brutalnie, mrocznie i dość angażująco. To nadal bardzo dobrze czytający się thriller, choć bez większych zaskoczeń w konstrukcji.

Solidny tom, który rozwija bohaterów, ale robi to w sposób, który nie każdemu podejdzie – szczególnie jeśli ktoś lubił wcześniejszą wersję Luc’a i relacji z Avą.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #Ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

7a2db71a-4dfe-4ca0-b907-13c29022b3e8

Zaloguj się aby komentować

598 + 1 = 599

Tytuł: Krzywy kościół. Kronika powieściowa utraconego miasta: lata 1894–1921

Autor: Karin Lednická

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Format: ebook

Liczba stron: 456

Ocena: 7/10

Zgrabna historia mieszkańców pogranicza Polski i Czech, na których spada ciężki los w postaci rodzącego się kapitalizmu opartego na górnictwie, pierwszej wojny światowej oraz późniejszej walki obu krajów o przebieg granicy. Autorka, na podstawie prawdziwych historii pokazuje, jak zwykły szarak, bez wyraźnej tożsamości narodowej, był zgniatany najpierw przez ciężkie czasy, a później przez politykę.

#bookmeter #ksiazki #czechy

0bea702c-b546-4681-9a53-b66c57a7b31e

Zaloguj się aby komentować

597 + 1 = 598

Tytuł: Głosuj na Polaka!

Autor: Aleksandra Rumin

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Initium

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788366328990

Liczba stron: 304

Ocena: 6/10


Taka nawet całkiem całkiem satyra na politykę. Niby tylko wybory na wójta, ale jest dużo nawiązań do naszych rodzimych polityków. Jest niewypowiedziany z imienia prezes, czyli najważniejsza osoba w Państwie, jest Daniel namaszczony przez partię, są wałki, oczernianie przeciwników, no fajnie jest i prześmiewczo. Dobrze się czyta i słucha, także całkiem dobra pozycja.


Licznik prywatny: 19/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #Ksiazki #czytajzhejto

6da6bae7-5af3-477f-8284-8257768fc801

Zaloguj się aby komentować

596 + 1 = 597


Tytuł: Osiem cztery

Autor: Mirosław Nahacz

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 6/10


#bookmeter


***


Znowu coś się zaczęło, ciągle coś się zaczynało. Ktoś zaczynał coś mówić, ktoś zaczynał coś pić albo palić papierosa, ktoś zaczynał przestawać palić, pić czy cokolwiek. Pamiętaliśmy tylko początki, wszystko się zaczynało, końce zawsze były daleko, nikt ich nie zauważał.


Ostatnie wspaniałe opowiadanie kolegi @fonfi przypomniało mi o książce pana Mirosława Nahacza o tytule Bombel, a ta z kolei książka przypomniała mi, że miałem kiedyś zamiar zapoznać się z innymi tytułami od tego autora. Po szybkich poszukiwaniach wpadło mi w ręce Osiem cztery, a że książeczka to króciutka, to udało mi się ją upchnąć w mój napięty harmonogram czytelniczy. Po zakończeniu lektury uczucia mam jednak mieszane.


Osiem cztery to literacki debiut Mieczysława Nahacza (okoliczności wydania tego debiutu opisuje pan Andrzej Stasiuk w tej rozmowie). Książka po raz pierwszy wydana została w roku 2003 (w 2002 wyszła Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną pani Doroty Masłowskiej, a piszę o tym, bo gdyby nie ta książka, to być może język pana Nahacza byłby tym przełomowym, tak dalekim od obowiązującego wówczas kanonu "języka literackiego"; może to język pana Nahacza byłby tym językiem, za który pani Masłowska została w tamtym czasie doceniona). Autor miał w roku 2003 dziewiętnaście lat, a oś fabularną Osiem cztery stanowi opis imprezy z okazji osiemnastych urodzin bohatera, który w książce przedstawiony został jako Patol. Cała ta impreza ma miejsce gdzieś w Beskidzie Niskim, w miejscu gdzie Mirosław Nahacz urodził się i wychował, ale – moim zdaniem – przedstawia to, jak na początku lat dwutysięcznych albo w końcówce dziewięćdziesiątych mogło wyglądać wiele imprez, szczególnie w kręgach młodzieży w regionach nie będących centrum nawet nie świata, ale nawet i nie będących centrum naszego wówczas wspanialszego jeszcze niż dzisiaj kraju (no, może nie każdy miał dostęp do łąki, na której można było sobie uzbierać grzybów z psylocybiną – niektórzy musieli je kupować).


Klimat tego przygnębienia i braku perspektyw aż się wylewa z Osiem cztery i, na podstawie własnego doświadczenia i własnych obserwacji uważam, że pan Mirosław Nahacz oddał to wszystko bardzo wiernie. Ta książka to jednak nie jest reportaż, ale literatura piękna, sama więc wierność to jeszcze mało. Jest jeszcze warstwa literacka (choć w reportażu ona przecież też występuje) i z nią autor poradził sobie świetnie. O tym zresztą w linkowanej wyżej rozmowie mówi pani Urszula Honek, twierdząc (bardzo zresztą słusznie), że całe Osiem cztery, które posiada fabułę szczątkową zbudowane jest na języku. I teraz, jeśli chodzi o mnie – ja naprawdę doceniam słuch literacki i umiejętność zapisu świata pana Nahacza i jestem pod tego ogromnym wrażeniem. Tyle tylko, że obcowanie z nawet najlepiej wykonanym dziełem nie sprawia mi przyjemności, jeśli to dzieło nie mieści się w w moim poczuciu estetyki. A Osiem cztery się w tym poczuciu jednak nie mieści – tak ze względu na szorstkość języka (choć to mniej, niektóre zdania z książki i jej ogólną językową melodię baaaardzo doceniam), ale przede wszystkim ze względu na tematykę. Może ta książka trafiła do mnie w złym dla niej czasie, może nie mam w tym momencie ochoty na wracanie myślami do tamtych czasów, a może bardzo bym nie chciał (i trochę się tego boję), żeby tamte czasy kiedykolwiek wróciły. Ogromną ochotę mam jednak wrócić do Bombla żeby sprawdzić jak bym po tych kilku latach odebrał tę pozycję, która zwróciła kiedyś moją uwagę na twórczość pana Nahacza. Tyle, że na Bombla nie mam chyba akurat teraz czasu.


***

W ogóle te wydania tak Bombla, jak i Osiem cztery mają bardzo ładne okładki. A to też zawsze jakaś wartość, popatrzeć sobie na coś estetycznie kolorowego.

5883a744-0f0f-433c-aab9-9463930e41f6

Zaloguj się aby komentować

595 + 1 = 596


Tytuł: Pachinko

Autor: Min Jin Lee

Tłumaczenie: Urszula Gardner

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10


#bookmeter


***



To nic”, powtarzał. „To nic”. Bez względu na to, czy Chiny skapitulują, czy zwyciężą, trzeba było pielić ogródek, pleść sznurkowe sandały i pilnować nielicznych kur przed złodziejami.


Doskonale pamiętam te emocje, które towarzyszyły mi przy lekturze książki Na wschód od Edenu autorstwa pana Johna Steinbecka. Doskonale pamiętam też to zaskoczenie, które pojawiło się zaraz po przewróceniu jej ostatniej strony. Było to silne zaskoczenie samym sobą, bo „ja przecież nie lubię tego typu książek” – tak sobie wówczas pomyślałem. To prawda, byłem wtedy rozmiłowany przeżywaniem przygód w światach fantasy albo innych horrorów i całkiem poważnie zastanawiałem się, czy pisarzem, którego cenię najbardziej jest pan Stephen King czy może jednak pan Andrzej Pilipiuk. Na wschód od Edenu, ta saga dotycząca losów rodzin Hamiltonów i Trasków autorstwa pana Steinbecka okazała się przełomową książką w moim życiu. Pan Steinbeck nie tylko pokazał mi czym może być literatura, ale też zachęcił do poszukiwań i wyjścia poza to co znane i bezpieczne. Za Na wschód od Edenu zabrałem się wówczas przez przypadek – tak książka była w tamtym czasie popularna wśród czytelników na Wykopie.


Pewną ironią jest to, że druga w moim życiu saga, którą też przeczytałem z zapartym tchem, również trafiła w moje ręce przez przypadek. Pachinko bowiem wylosowała się jako kolejna pozycja, którą będziemy omawiać na spotkaniu Klubu z Kawą nad Książką w Kielcach. Tak, Pachinko, opowieść o koreańskiej rodzinie żyjącej w Japonii, a więc opowieść wywodząca się z całkowicie innego kręgu kulturowego pochłonęła mnie tak samo jak amerykańska (a więc kulturowo mi bliższa) opowieść pana Steinbecka. Tym razem nie byłem już zaskoczony tym, że saga rodzinna tak mocno mnie zafascynowała. Tym razem byłem zaskoczony tym, jak opowieści z dwóch tak odległych części świata mogą być do siebie podobne. Przynajmniej jeśli chodzi o to, jak odbierałem bohaterów i ich motywacje.


Akcja Pachinko rozgrywa się przez niemal cały XX wiek, bo zaczyna się w roku 1910, a kończy w 1989. Korea, a więc kraj, z którego wywodzą się bohaterowie, na początku opowieści jest pod japońską okupacją (co sprawia, że wielu Koreańczyków emigruje do Japonii, choć niekoniecznie są tam mile widziani – tak na poziomie administracyjnym, jak i społecznym). Później przychodzi jedna i druga wojna, Korea się dzieli, a jeszcze przed tym podziałem na sprzymierzoną z Niemcami Japonię Amerykanie zrzucają bomby atomowe. I to wszystko, ta cała wielka historia XX wieku w tej książce jest obecna, tylko ona jest obecna tak, jak wojna jest obecna w książkach pana Wiesława Myśliwskiego – jest gdzieś w tle. Wpływa to wszystko co prawda na życie bohaterów (bo jak by i mogło nie wpływać, kiedy zmienia się świat, w którym przyszło im żyć), ale cały nacisk opowieści położony jest na wydarzenia w życiu ludzi, a nie wydarzenia w życiu świata. I mnie taki sposób opowiadania o historii świata bardzo odpowiada.


Bo siłą tej książki są ludzie, których ona opisuje. Siłą tej książki są siły i słabości bohaterów, którymi przychodzi mierzyć się z codziennością. Siłą tej książki są ich marzenia, które udaje albo nie udaje się im spełniać, siłą tej książki są ich problemy i trudności, które ich spotykają, nieraz na własne ich życzenie. Pachiko to opowieść o tym, co jest ważne, ale ważne w życiu pojedynczego człowieka i myślę, że poznając bohaterów można znaleźć wiele analogii do sytuacji i wyborów w jakich sam czytelnik, albo ktoś z jego najbliższego otoczenia się znalazł. To z tego chyba powodu tak bardzo pochłonęły mnie losu Sonji, jej synów Noy i Mozasu, jej męża Isacka i szwagra Yosufa. To z tego powodu razem z nimi przeżywałem ich zwycięstwa i porażki, to z tego powodu cieszyłem się z ich sukcesów i współczułem w upadkach.


Lektura zostawiła mnie z kilkoma przemyśleniami, spośród których najważniejszym jest chyba to, o czym pisałem już wcześniej: że nieważne z której części świata pochodziłaby opowieść, jeśli tylko skupi się na podstawowych ludzkich potrzebach, to będzie ona bardzo podobna do innych. Bo – wychodzi na to – potrzeby mamy bardzo zbliżone. Różnice mogą zachodzić w sposobie tych potrzeb zaspokajania i chyba właśnie to nazywa się kulturą (kiedy mówimy o przyjętych w regionie sposobach zaspokajania) albo moralnością (kiedy mówimy o tym w jaki sposób różne jednostki, nawet w obrębie tej samej kultury, mogą swoje potrzeby zaspokajać).

7f669701-7996-48d6-a25d-53240e903ca4

Zaloguj się aby komentować

594 + 1 = 595


Tytuł: Szmaty

Autor: Karolina Lewestam

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czarne

Format: ebook

ISBN: 978-83-8396-266-5

Liczba stron: 168

Ocena: 7/10


Bohaterka opowiada córce o swoim dorastaniu gdzieś na Dolnym Śląsku w epoce rozkwitu kultury lumpeksowej.

Opowiadając o używanych ubraniach, mówi o swojej rodzinie pełnej kobiet i o ich poglądach na życie.

Najważniejszym tematem tej książki jest cielesność rozpatrywana w różnych aspektach - cielesność kobiety na fotelu ginekologicznym, kobiety starzejącej się, kobiety dorastającej, kobiety cierpiącej i cielesność kobiety opiekującej się ciałami innych ludzi.


Po entuzjastycznych ocenach w internecie liczyłam jednak na coś lepszego. Mam wrażenie, że autorka za bardzo chciała poruszyć zbyt wiele tematów. Możnaby spokojnie wyciąć cześć wątków i pogłębić inne, a ta książka tylko by na tym zyskała.


Pomimo tego i tak polecam!


#bookmeter #ksiazki

655f6408-1ae1-439d-9070-da4631146049

Zaloguj się aby komentować

593 + 1 = 594


Tytuł: Neandertalczyk odkryty na nowo

Autor: Dimitra Papagianni, Michael A. Morse

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: papierowa

ISBN: 9788382951127

Liczba stron: 240

Ocena: 6/10


Ta popularnonaukowa książka miała za zadanie na nowo opisać neandertalczyka, zgodnie z najnowszymi odkryciami naukowymi, których w przeciągu kilku, kilkunastu lat dokonały takiego zamieszania, jakiego teraz dokonują najnowsze modele sztucznej inteligencji w informatyce. To że neandertalczyk wcale nie był prymitywnym dzikusem o twarzy Rona Perlmana wiedziano (a przynajmniej przypuszczano) najpóźniej na pocz. lat 90. XX. Przez ostatnie lata wyszło jednak na to, że neandertalczycy byli o wiele bardziej zaawansowanym gatunkiem i w zasadzie pod względem zachowań nieszczególnie różnili się od nas homo sapiens, chociażby także chowali swoich zmarłych, dbali o chorych, posługiwali się mową oraz łowili ryby. Nie byli dzikusami spożywającymi na co dzień mięso ludzkie, nie mieli większych oporów współżyć z homo sapiens, w miarę radzili sobie na świecie. Otwartą kwestią zostaje znajomość muzyki, tu naukowcy się spierają.


Książka składa się z siedmiu rozdziałów: wstępu krytycznie odnoszącego się do stereotypowego postrzegania neandertalczyków, dwóch rozdziałów przedstawiających ewolucję gatunków człowieka, trzech kolejnych poświęconych stricte neandertalczykom (pojawienie się na świecie, kontakty z homo sapiens, tajemnicze wyginięcie) i wreszcie ostatniego, stanowiącego komentarz do ważniejszych dzieł kultury, w których pojawiają się neandertalczycy.


Koncept książki jak najbardziej jest dobry, tylko postęp w badaniach okazuje się być tak duży, że książka zaczęła się dezaktualizować krótko po wydaniu (chociażby pojawiła się hipoteza, że geny odziedziczone po neandertalczykach mogą mieć wpływ na zdolności poznawcze homo sapiens i odpowiadać za autyzm - kto jest zainteresowany odsyłam do polskiego wydania "Scientific American" z kwietnia 2025, mogę podesłać zdjęcia artykułu). Nic tylko czekać na kolejne artykuły z najnowszymi badaniami. Jestem prostym chłopakiem po historii, nie antropogenezie, więc nie zdołam odczuć, że nie jestem nie na bieżąco. Wystarczy mi raz na jakiś czas przeczytanie dobrej popularnonaukowej książki, która uporządkuje i uzupełni dany temat w stopniu podstawowym.


Prywatny licznik: 11/50


#bookmeter #bapitankombaczyta #biologia

21d3bf3a-0101-41ad-bcc0-75fdb261f861

592 + 1 = 593

Tytuł: Zadanie

Autor: Peter Zsoldos

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Iskry

Format: książka papierowa

Liczba stron: 184

Ocena: 5/10

Ziemski statek kosmiczny Galatea przeprowadza badania jakiejś planety gdzieś w kosmosie. Planetę zamieszkują człekokształtni rozumni mieszkańcy, poziomu naszej prehistorii, zorganizowani w społeczeństwa zbieracko-łowieckie. Przybysze bez pardonu wpływają na ich życie, porywając czy zabijając miejscowych w celu przeprowadzenia badań. Tymczasem następuje tragiczna w skutkach awaria reaktora statku - większość załogi ginie od razu, ostatni z nich wpada na pomysł przetransferowania jaźni swojej i swych zmarłych kolegów do pamięci głównego komputera (tu zwanego koordynatorem). Następnie będzie można przenieść się do ciał tubylców, tak aby móc dokończyć tytułowe zadanie. Wszystko szło nieźle, dopóki jeden z "ożywieńców" stwierdził że w d⁎⁎ie ma jakieś tam zadania i woli z nowo nabytym intelektem sięgnąć po władzę na planecie.

Pomysł niezły, choć może wtórny. Wykonanie... ehhh, no wieje nudą niestety. Postacie są tak do siebie podobne, że zupełnie mieszają się ze sobą (zwłaszcza że autor wymiennie używa ich "starych" i "nowych" imion). Częściowo można tłumaczyć ten fakt, że kolejne osoby są kolejnymi iteracjami programu jaki został wgrany w ich mózgi, każda kolejna posiada wspomnienia poprzedniej. W dodatku autor przejawia irytującą cechę nagłego kończenia jakiegoś wątku, który zabrnął za daleko i rozpoczynania od zupełnie innej sceny, często kilka tygodni później. I sam się domyślaj człowieku jak załoga poradziła sobie z napotkanym problemem.

Jakaś ta książka taka nie wiem, nie wciągnęła mnie zupełnie. Zakończenie jest całkiem niezłe, to i tak nie podeszła.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter

3981bf21-52ba-4f7c-80b5-400a1e7899ae
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

591 + 1 = 592

Tytuł: Siódme życzenie

Autor: Marcin Mortka

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788384062852

Liczba stron: 448

Ocena: 5/10

Jak wcześniej dodawałem całą serię książek to mi jedna uciekła, temu też teraz dopisuje, bo mi się licznik prywatny z ilością wpisów nie zgadzał.

Ostatnia część serii o Kociołku i jego bandzie indywiduów. Jakoś średnio podeszła i mało zainteresowała. Wcześniejsze były lepsze w moim odczuciu, zwłaszcza te pierwsze. Całą serię polecam, tą ostatnia część napewno nie na pojedynczą pozycję bez czytania wcześniejszych.


Licznik prywatny pozostaje 18/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #Ksiazki #czytajzhejto

6a00fde6-081e-4a54-b75d-82032709d761

@WujekAlien mnie seria zachwyciła. Przeczytane\przesluchane wszystkie siedem części. .

Taki łotrzykowski przygodowiec z przyzwoitą dawką humoru. Na odstresowanie.

Jednak od 6 części było już za mało Kociołka, a za dużo Sary, przez co seria straciła na wyrazistości, a akcja przystopowała. To kociołek i jego druhowie przyciągnęli. Siódmą część zmęczyłam.

Zaloguj się aby komentować

590 + 1 = 591

Tytuł: Zaginiona

Autor: Piotr Kościelny

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: audiobook/synchrobook

ISBN: 9788384301180

Liczba stron: 336

Ocena: 6/10

Ktoś porywa kobietę i podejrzenie pada na jej partnera. Książka pokazująca jak patologia i opieszałość policji i prokuratury mogą wpłynąć na niewinnego człowieka. Jest policjant leń, jest policjant alkoholik, jest prokurator z traumą i pragnieniem zemsty na innych za swoje porażki.

Najgorzej że czasami się przecież czyta o takich rzeczach w wiadomościach.


Licznik prywatny 18/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #Ksiazki #czytajzhejto

16215450-97ce-44eb-b34b-4a956195dd58

Zaloguj się aby komentować

589 + 1 = 590


Tytuł: Ciekawe historie vol. 2

Autor: Tomasz Czukiewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Ciekawe Historie

Format: audiobook

Czas słuchania: 4 h

Ocena: 8/10


Powtórzę się, ale tytuł „Ciekawe Historie” nie jest tylko przynętą. To rzeczywiście ciekawe historie i to bardzo. Jednak odniosę się do tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie i/lub skłoniły do przemyśleń.


Zacznijmy od początku: czy pamiętnik może być wiarygodnym źródłem?


Z jednej strony tak - w końcu jego autor brał udział w wydarzeniach i opisywał je „na gorąco”.


Z drugiej strony nie - każdy przetwarza je na swój sposób i relacje świadków mogą się różnić. Dochodzą do tego uprzedzenia, różne poziomy empatii, inteligencji, także emocjonalnej.


Autor audiobooka zastrzegł, że Calek Perechodnik nie był badaczem historycznym i w swoim pamiętniku przedstawił jedynie swoją perspektywę. Niekoniecznie pozytywną dla Polaków, którym zarzucił złe traktowanie Żydów. Czy można się im dziwić, gdy Niemcy chcieli wytrzebić Żydów właśnie? Brak ich obecności w miastach oferował względny spokój.


Poza tym z relacji Calka można dowiedzieć się, że Żydzi sami źle traktowali innych Żydów. Niemcy potrzebowali robotników - nikt z getta nie chciał pójść. Wytypowano najuboższych, którzy nie mieli ani pieniędzy, żeby się wykupić, ani znajomości, które mogłyby im pomóc. Ba, sama policja żydowska była tego dowodem.


Nie chcę tutaj nikogo oceniać. Była wojna, istniało realne zagrożenie śmierci, która mogła przyjść każdego dnia. Pewnie każdy chciał przeżyć i robił to, co mógł, by przetrwać to piekło. Trudno jest postawić się w ich sytuacji i łatwo jest mówić, że mogli zrobić inaczej. Tylko że nas to nie dotyczyło i mam nadzieję, że nigdy nie będzie.


Rozdział o niewolnictwie sprawił, że zacząłem myśleć o rodzicielstwie. A raczej o tym, dlaczego ludzie decydują się na dzieci, kiedy sytuacja temu nie sprzyja.


Dzieci niewolników rodziły się już zniewolone. Nie miały na to wpływu, nie mogły dokonać wyboru - zostawały skazane na niewolnicze życie. Nie rozumiem, jak można skazać własne dziecko na ten sam bądź nawet gorszy los.


Rozumiem, że w tamtych czasach mentalność była zupełnie inna. Być może seks stanowił jedyną przyjemność dla niewolników, której nie potrafili sobie odmówić. Efektem tego były kolejne pokolenia niewolników.


Antynatalistą nie jestem, jednakże nie jestem też zwolennikiem nieprzemyślanych decyzji, szczególnie gdy dotyczą nowego życia. Które, powtórzę się, nie ma nic do gadania. Widok wielodzietnych, biednych rodzin jest dla mnie przykry i jasne, niby pieniądze nie dają szczęścia, ale dają poczucie bezpieczeństwa i zwiększają szansę na godne życie.


Cieszę się, że autor audiobooka decyduje się przytoczyć mniej znane historie, jak chociażby ta o ewakuacji polskiego złota po wybuchu drugiej wojny światowej. Nie sądziłem, że to może być tak fascynująca opowieść.


Podobnie jak ta o potomstwie Stalina. O Józefie powiedziano wiele, jednakże nigdy wcześniej nie słyszałem o jego dzieciach. Najbardziej rozbawił mnie fragment, z którego wynika, że w domu aż takim dyktatorem Stalin to nie był i czasem musiał się kryć przed swoją o wiele młodszą, drugą żoną. Kto by pomyślał. ; )


Nie żałuję decyzji o zakupie pakietu audiobooków i łapię się na tym, że wieczorami nie mogę się doczekać, aż przesłucham kolejny rozdział w drodze do pracy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #historia #audiobook #czytajzhejto

55580544-ab86-4adf-87d3-dec00b309ceb

Zaloguj się aby komentować

588 + 1 = 589

Tytuł: Niegrzeczne dziewczynki muszą milczeć

Autor: Helen Fields

Wydawnictwo: Bouq Publishing

Format: audiobook

Liczba stron: 389

Ocena: 8/10

Czwarty tom serii z Lucem Callanachem i Avą Turner ponownie zabiera nas do mrocznego Edynburga, gdzie śledczy trafiają na sprawę wyjątkowo brutalnych zbrodni. Na przedmieściach zostają odnalezione zwłoki ciężko okaleczonej dziewczyny, a kolejne odkrycia szybko pokazują, że mają do czynienia z seryjnym mordercą prowadzącym swoją własną, makabryczną „grę” z policją i ofiarami. Śledztwo rozwija się dynamicznie, a każda kolejna wskazówka tylko pogłębia poczucie, że stawka jest znacznie wyższa niż początkowo się wydawało.

Największą siłą tej książki jest dla mnie bardzo udany mariaż dwóch warstw - brutalnego kryminału i obyczajowej historii bohaterów. Fields nie tylko dostarcza mocnych, momentami naprawdę ciężkich scen, ale jednocześnie rozwija relacje między Callanachem i Turner. Ich prywatne problemy, emocje i napięcia nadają historii dodatkowej głębi i sprawiają, że to nie jest tylko „kolejna sprawa do rozwiązania”. Dzięki temu czytelnik angażuje się nie tylko w śledztwo, ale też w perypetie samych bohaterów.

Jak zwykle u Fields, opisy zbrodni są bardzo dosadne i bezkompromisowe. To jeden z tych elementów, który jednych przyciąga, innych może odrzucać - ale trudno odmówić autorce konsekwencji w budowaniu klimatu. Brutalność nie jest tu tylko dla efektu, stanowi integralną część historii i psychologii sprawcy.

Sama intryga jest dobrze poprowadzona i trzyma w napięciu, choć wpisuje się w sprawdzony schemat serii. Jeśli ktoś zna wcześniejsze tomy, wie mniej więcej, czego się spodziewać - ale to akurat w przypadku tej serii bardziej zaleta niż wada. 4 tom podobał mi się bardziej niż 3, ale też dlatego, że sama zagadka była lepiej napisana i bardziej wciągająca.

Książką nie doczekała się w Polsce papierowego wydania, ale jest dostępna na BookBeat jako 2w1, z opcją przełączania między ebookiem i audiobookiem.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #Ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

592bfb22-903a-4544-a00d-02312a8269a7

Zaloguj się aby komentować

587 + 1 = 588


Tytuł: Trzy siostry, trzy królowe

Autor: Philippa Gregory

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Książnica

Format: audiobook/ebook

ISBN: 9788324582631

Liczba stron: 460

Ocena: 5/10


Zacznę od tego, że tytuł oraz opis tej książki to bait – oba sugerują, że historia będzie poprowadzona z POV trzech bohaterek, sióstr Henryka VIII Małgorzaty i Marii, oraz żony króla Katarzyny Aragońskiej. Tymczasem przez całą powieść jedyną protagonistką pozostaje Małgorzata Tudor, a Maria oraz Katarzyna to właściwie bohaterki trzecioplanowe, których losy są czytelnikowi streszczane przez główną bohaterkę.


Małgorzata Tudor to jedna z wielu władczyń zapomnianych przez mainstream, mimo, iż jej życie obfitowało w liczne zwroty akcji. Jako nastolatka została wydana za króla Szkocji Jakuba IV, któremu urodziła dwóch synów, z których władzę objął najstarszy – Jakub V, ojciec przyszłej Królowej Szkotów Marii Stuart. Podobnie jak jej słynna wnuczka, Małgorzata trafiła do kraju rozdartego przez konflikty klanowe, których nie rozumiała i które wyłącznie zaogniła, kierując się porywami serca w stronę nieodpowiednich mężczyzn. Ostatecznie miała jednak więcej szczęścia od potomkini i nie dość, że z sukcesem osadziła syna na tronie, to dożyła swoich dni we względnym spokoju.


Po powyższym opisie królowej można spodziewać się, że jej książkowy portret będzie wzbudzał pewną irytację, jaką zazwyczaj powoduje czytanie o postaci zachowującej się w idiotyczny sposób. I owszem, książka wzbudziła we mnie dużą irytację, nie mnie jednak irytowała bohaterka jako taka, a bardziej sposób, w jaki Gregory poprowadziła jej historię. Małgorzata Tudor w tym wydaniu nie dość, że nie grzeszy rozumem, to jeszcze ma pamięć złotej rybki, co chwilę zmienia opinię o i nastawienie do innych, co z kolei oznacza, że czytelnik czyta w kółko te same, jakby zapętlone wynurzenia. Wynurzenia owe dotyczą głównie postępowania księżniczki Marii i szwagierki Katarzyny i tu przechodzimy do drugiej wady tej powieści, mianowicie ukazania podszytych wzajemną rywalizacją stosunków między trzema królowymi w sposób typowy dla teen dramy. Gdyby akcja powieści toczyła się wyłącznie przez lata nastoletnie bohaterek, może bym to przełknęła, ale trudno mi uwierzyć, że w rzeczywistości dobiegająca trzydziestki Małgorzata, która na głowie miała zbuntowanych szkockich wielmożów, bardziej przejmowała się tym, jak akurat wiedzie się jej krewniaczkom, niż własnymi problemami z utrzymaniem władzy dla siebie i syna.


Muszę jednak przyznać, że jeśli chodzi o samo przedstawienie zmiennych jak w kalejdoskopie spraw wewnętrznych Szkocji i równie niestabilnych stosunków z Anglią, Gregory nie odwaliła fuszerki, wydarzenia w powieści pokrywają się z notkami biograficznymi bohaterów na Wikipedii.


Niniejszym tomem kończę przygodę z Gregoryversum. Z cyklu o Plantagenetach i Tudorach przeczytałam już wszystko, oprócz wydanej niedawno Zdrajczyni Jane Boleyn, lecz po tę pozycję od początku nie zamierzałam sięgać. Powód? Jane Boleyn jest jedną z trzech głównych bohaterek moim zdaniem najlepszej powieści z całej serii, czyli Dwóch królowych. Jej portret w tej książce jest na tyle plastyczny, przenikliwy i sugestywny, iż nie wydaje mi się, aby Gregory mogła dodać coś nowego do lore bohaterki bez całkowitej redefinicji postaci. Swoją drogą, dziwi mnie, że jako protagonistkę napisanej po latach kolejnej części cyklu obrała postać, której losy obszernie opisała wcześniej, kiedy w serii nie pojawiła się jeszcze w charakterze głównej bohaterki najważniejsza dla dynastii Tudorów Jane, matka jedynego syna Henryka VIII, czyli Jane Seymour.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

0af09512-7e50-44e6-8416-7b10ae337651

Zaloguj się aby komentować