Hejto.pl

915 + 1 = 916


Tytuł: Upadłe anioły

Autor: Richard Morgan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: ebook

Liczba stron: 544

Ocena: 6/10


“Strzepnąłem popiół z papierosa i oddałem mu jego uśmiech, prawie nieużywany.


Druga część cyklu Takeshi Kovacs


Pierwszą czytałem w lutym https://www.hejto.pl/wpis/349-1-350-tytul-modyfikowany-wegiel-autor-richard-morgan-kategoria-fantasy-scien


O tej książce przypomniałem sobie czytając powieść Mike’a Lee pod tym samym tytułem.


Przypomnę okoliczności: jest XXVI wiek, ludzkość zaczęła rozprzestrzeniać się po galaktyce. Dzięki technologii wykorzystującej modyfikowany węgiel świadomość można zapisać w formie cyfrowej na niewielkim urządzeniu i wszczepić do nowego ciała/powłoki. Dusze w kapsułkach. Śmierć przestała więc być ostatecznością, pod warunkiem, że ma się na to pieniądze.


Zaczyna się nieco dziwnie, ale adekwatnie. Inna planeta, inna powłoka. Autor wrzuca czytelnika w środek wojny planetarnej, o której nic nie wiemy. Nieważne, dowiemy się w locie. Dokładnie tak samo przerzuca się stos korowy żołnierza sił specjalnych w nową powłokę bojową i od razu wprowadza do akcji. Tymczasem nasz główny bohater - Kovacs zostaje ranny, jednak po zakończonym leczeniu zamiast wrócić na front bierze fuchę na boku. Celem jest zdobycie wraku marsjańskiego statku, mającego być istotnym reliktem technologii i historii, zaparkowanym gdzieś na obrzeżach systemu, a klucz do jego odnalezienia znajduje się na obszarze ogarniętym wojną. “Cała wojna jest sprawą komercyjną”.


Fabularnie jest jeszcze słabiej niż w pierwszej części, historia ciągnie się i nie jest jakoś specjalnie angażująca.


Mocne strony stanowią za to na pewno świat przedstawiony oraz dialogi i język narracji. Autor niekiedy wplata cudownie, pełne czarnego humoru, ironiczne kąski (np. dygresja o propagandowej piosence) w formie zwyczajnej rozmowy lub przemyśleń głównego bohatera. Szczególnie ciekawe bywają te ostatnie. Jak przystało na cyberpunk pełno jest w tym wszystkim różnych dyskusji i rozważań: o celach ludzkości, perspektywie, rozróżnień typu żołnierz a morderca, postęp i kontrola, rządy i korporacje.


Cyberpunk pełną gębą, ale z elementami klasycznego sci-fi. Nie obyło się bez nawiązań do “Trylogii ciągu” takich jak elementy voodoo, czy nietypowych opisów, gdzie niebo miało jednak kolor spranych dżinsów zamiast martwego kanału telewizyjnego.


Chciałbym ocenić wyżej, bo potencjał jest olbrzymi, język błyskotliwy i tylko historia nieciekawa


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #cyberpunk

6a53e7e8-1401-4fee-87a3-ea92961b8ea3

Komentarze (2)

Uwaga spoiler!


Dygresja o piosence propagandowej


.


.


.


.


“Na placu nie było się gdzie schować, a jedyna droga ucieczki prowadziła przez wąski, eksponowany most, można było ewentualnie pokusić się o długi skok na dno wyschniętego kanału.


– Tylko przestrzeń ze wszystkich stron – zaśpiewał Schneider pod nosem, przywołując melodię i słowa kempistowskiego hymnu pod tym samym tytułem.


Nie miałem do niego pretensji. Sam kilka razy złapałem się na nuceniu tego cholernego kawałka, zwłaszcza od czasu, gdy dostaliśmy się na nieobjęte zagłuszaniem tereny wokół miasta – wersja Lapinee była wszędzie, dostatecznie podobna do kempistowskiego oryginału, żeby wywołać wspomnienia z zeszłego roku. Słyszało się wtedy oryginał na kanałach propagandowych rebeliantów za każdym razem, gdy przestawało działać rządowe zagłuszanie. Hymn opowiadał umoralniającą historię straceńczego plutonu ochotników, którzy z miłości do Joshui Kempa i jego rewolucji utrzymywali pozycję przeciw przeważającym siłom. Śpiewano go do wpadającej w ucho melodii w rytmie salsy, która miała tendencję do trzymania się w głowie przez bardzo długi czas. Większość moich ludzi z grupy szturmowej na Północnym Obrzeżu mogłaby śpiewać go z pamięci i często to robiła, budząc wściekłość oficerów politycznych Kartelu, którzy jednak przeważnie zbyt bali się mundurów Klina, by coś z tym zrobić.


Prawdę mówiąc, melodia okazała się tak zaraźliwa, że nawet najbardziej szczerze prokorporacyjni obywatele nie byli w stanie oprzeć się bezmyślnemu nuceniu jej. To (plus sieć informatorów Kartelu mających dość dużą autonomię) wystarczyło, by w szybkim tempie przepełnić więzienia na całej Sanction IV co bardziej uzdolnionymi muzycznie, potencjalnymi zdrajcami. Biorąc pod uwagę obciążenie, jakie nałożyło to na system władzy, sprowadzono zespół drogich konsultantów, którzy szybko zaproponowali nowy, poprawny politycznie tekst piosenki do oryginalnej melodii. Zaprojektowano Lapinee, wokalistkę z konstruktu i wypuszczono na rynek jej nagranie z zastępczą piosenką, opowiadającą historię młodego chłopca, osieroconego w wyniku kempistowskiego rajdu, zaadoptowanego następnie przez pracownika korporacji i uświadamiającego sobie z czasem swój pełny potencjał w charakterze wysokiej klasy planetarnego dyrektora.


Jak na balladę, brakowało jej romantycznej aury i chlubnych nut oryginału, ale skoro część kempistowskich słów została z premedytacją powtórzona, ludzie zasadniczo stracili orientację, która piosenka jest która i po prostu podśpiewywali hybrydową wersję obu, sklejając je opartym na salsie nuceniem. Wszelkie idee rewolucyjne zostały po drodze elegancko zatarte. Zespół konsultantów dostał premię oraz część zysków z Lapinee, puszczanej aktualnie na wszystkich państwowych kanałach. Szykowało się wydanie albumowe.”

Zaloguj się aby komentować