Hejto.pl

#bookmeter

171
5081

910 + 1 = 911

Prywatny licznik: 19+1=20


Tytuł: Cztery pory roku w Japonii

Autor: Nick Bradley

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324068593

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10


Książki o Japonii mogą być dwóch rodzajów: albo przepełnione magią i dziwnymi wydarzeniami, albo są po prostu przyjemnymi książkami do czytania (choć autor wcale Japończykiem nie jest, tak ewidentnie japoński styl książek do niego przeniknął). Tutaj mamy do czynienia z tym drugim rodzajem. W sumie mówi o tym już sama okładka, oczywiście z kotem.


Opowieść toczy się dwutorowo: w jednym wątku mamy starszą panią Ayako, która przyjmuje do swojego poukładanego świata wnuka Kuo świeżo po niezdanym egzaminie wstępnym na studia medyczne. Babcia od samego początku jest bardzo oschła, surowa i zamknięta w sobie, co wyraźnie daje odczuć wnukowi. W sporej części wynika to z osobistej tragedii, jaką nosi w sercu, czyli samobójczej śmierci swojego syna (a ojca wnuka). Przymusowy pobyt na prowincji po paru trudnych perypetiach jednak odmienia obojga.


Drugim wątkiem jest ten dotyczący mieszkającej w Tokio Amerykanki Flo. Po rozstaniu z partnerką i poddaniu w wątpliwość wszystkiego, co w życiu robi, włącznie z pracą tłumaczki, przypadkiem natrafia na porzuconą powieść i postanawia poddać się przeznaczeniu i podążać jej śladem. By uzyskać zgodę autora na przetłumaczenie książki na angielski, udaje się do niewielkiej górskiej miejscowości, gdzie oba wątki stopniowo zaczynają się ze sobą splatać.


Książka jest bardzo ciepła i subtelna, z wyraźnym morałem: aby być szczęśliwym i spełnionym nie można się bać. Trzeba znaleźć w sobie odwagę do spełniania marzeń i krok po kroku dążyć do realizacji życiowych celów - swoich, a nie kogoś innego i szukać w ten sposób jakichś kompromisów, by wszystkich zadowolić. Ponadto na stronach książki można znaleźć regularnie umieszczane japońskie symbole, które z czasem zaczynają nabierać nieco większego sensu. Doceniam takie dopracowanie i polecam smakowanie książki w całości: nie jest może jakoś wybitnie zmieniająca życie, ale jest po prostu bardzo dobra.


#bookmeter #ksiazki

#owcacontent

98678f70-e23f-404f-b4e0-6396b5a27294

Zaloguj się aby komentować

909 + 1 = 910


Tytuł: Good night, Dżerzi

Autor: Janusz Głowacki

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


#bookmeter


***


[…] Dlaczego pan myśli, że powiem panu prawdę?


Jerzy Kosiński wielkim pisarzem był. Albo może nie był?


Odkładając nawet na bok spory co do literackiej wartości utworów napisanych przez tego autora, uhonorowanego, bądź co bądź, w 1969 roku za powieść Kroki nagrodą National Book Award, pozostaje jeszcze niejasna kwestia tego, czy książki, które na okładce podpisane są nazwiskiem pana Kosińskiego w ogóle zostały przez niego napisane.


Ten akapit powyżej nakreśla tylko jeden z wątków, który w swojej książce, osnutej wokół postaci Jerzego Kosińskiego, pan Głowacki podjął. Ale Good night, Dżerzi to nie jest biografia. Prawie nie ma w tej książce dat, nie ma żadnego kalendarium, nie zostało w niej zamieszczone (przynajmniej w tym wydaniu, które czytałem) ani jedno zdjęcie (to, o którym w książce jest mowa, sam musiałem sobie znaleźć ). Good night, Dżerzi to w swojej najogólniejszej warstwie książka o pisaniu, o pisaniu scenariusza, którego to pisania pan Głowacki podjął się (na zlecenie), a zlecono mu ten scenariusz, ponieważ Dżerzi (Jerzy Kosiński) był to mój bardzo bliski przyjaciel, bo kilka razy w życiu go spotkałem – jak w którymś z początkowych rozdziałów sam autor oznajmia. Ta książka świetnie pokazuje to, w jaki sposób, a jest to sposób wyjątkowo paskudny i brudny, działa amerykańskie środowisko elit artystycznych. Good night, Dżerzi aż kipi od alkoholu, narkotyków, pieniędzy, narcyzmu i czegoś, co zwykło się nazywać wynaturzeniami seksualnymi (kto jednak definiuje normalność?).


W całym tym syfie i obok niego znajdują się jednak ludzie (w końcu to ludzie ten syf stworzyli) – niektórzy rozdają w nim karty, inni aspirują do tego żeby się do niego w jakiś sposób dostać, a kiedy już się tam znajdą, to wcale nie chcą tego syfu opuszczać. Być może im on odpowiada, być może korzyści związane z należeniem do tej elity w ich systemie wartości przewyższają cenę, jaką za taką przynależność należy zapłacić, być może inaczej już nie umieją – ja nie znam odpowiedzi na to pytanie, książka pana Głowackiego również takiej odpowiedzi nie podaje. Mówi za to sporo o takiej sytuacji konsekwencjach.


Ta książka zresztą w ogóle nie podaje żadnych odpowiedzi. Ta książka przedstawia. Przedstawia to artystyczne środowisko, przedstawia Nowy Jork (kapitalna scena w metrze z facetem przebranym za świętego Mikołaja!) i przedstawia ludzi. W czasie lektury (a czytałem tę książkę już po raz drugi) ciągle miałem w głowie ten niepokój (a może nawet lęk) jaki musiał towarzyszyć jej bohaterom. Od razu pojawiły mi się skojarzenia z Niespokojnymi ludźmi pana Fredrika Backmana. Skojarzenia co do treści, bo jednak forma, w jaką swoją opowieść ubrał pan Głowacki jest dużo bardziej naturalistyczna. Przy Good night, Dżerzi Niespokojni ludzie brzmią trochę jak miła bajeczka na dobranoc.


Sama postać (bo tak rozpatruję Jerzego Kosińskiego, jakiego poznałem w tej książce, właśnie jako postać literacką, a nie człowieka – nie znam żadnej jego biografii, a Good night, Dżerzi, jak już pisałem, wcale za biografię nie uważam) wydaje mi się bardzo odrażająca i nieprzyjemna, a przy tym ogromnie ciekawa. Snob, bubek i narcyz, tak jawi mi się Jerzy Kosiński wykreowany przez pana Głowackiego, ale takie stwierdzenie byłoby jednak zbyt proste. Bo za tym snobizmem, bubkowatością i narcyzmem musi czaić się coś. Musiał tam być jakiś lęk, tym bardziej, że historia Dżerziego (tutaj mam pewność co do jej zbieżności pierwowzorem) kończy się tak, jak się kończy, i kończy się w takim momencie, w którym się kończy. A lęk taki powinien przecież z czegoś wynikać, on musi mieć jakieś swoje źródła. Z tym lękiem to jest, oczywiście, moja interpretacja, pan Głowacki nie pisze o nim wprost, a już na pewno nie szuka jego przyczyn. To ostatnie zresztą mogłoby być trudne, bo Dżerzi potrafił poruszać się w tym środowisku, w którym się znalazł: O pana jest trochę trudno być zazdrosnym, bo pana właściwie nie ma, pan jest kreacją –stwierdza w pewnym momencie w rozmowie z Dżerzim jeden z bohaterów.


Tym, co w książce pana Głowackiego znajduję szczególnie zachwycającym, to sposób, w jaki została ona napisana. Good night, Dżerzi to jest najbardziej filmowa opowieść zapisana na papierze, jaką kiedykolwiek miałem okazję w życiu przeczytać i ta obrazowość bardzo mi się podoba. Pan Głowacki precyzyjnie umieszcza w kadrze dokładnie to, co jest w nim potrzebne (z różnych względów), przedstawia postaci w sposób absolutnie kapitalny i ani przez moment nie nudzi. Dynamika tego tekstu, jego spójność stylistyczna całkowicie niweluje niedogodności związane z częstym skakaniem tak w czasie, jak i w przestrzeni. Imponuje w książce również to, co Arystoteles uważał za istotę literatury, a więc naśladowanie rzeczywistości. Teraz, przy powtórnej lekturze Good night, Dżerzi ogromne wrażenie zrobił na mnie słuch literacki pana Głowackiego. Historia w ogromnej części opowiedziana jest słowami jej bohaterów i absolutnie nie czuć w żadnym momencie, że jest to literatura. Te wszystkie wypowiedzi i dialogi zapisane są w sposób tak naturalny, jakby wykonać stenogram z rozmowy czy jakby słowo w słowo spisać czyjeś wspomnienia. I chyba właśnie ta naturalność języka jest czymś, co w tej książce wzbudza mój największy podziw, a może i nawet wzbudza moją zazdrość.


Good night, Dżerzi, to nie jest książka, z której można się wiele dowiedzieć. Być może warto podchodzić do niej zapoznając się wcześniej z jakimś naukowym opracowaniem dotyczącym życiorysu pana Kosińskiego, czego ja nie zrobiłem, bo nie uważam żeby mi to było do czegokolwiek potrzebne. Ale Good night, Dżerzi to jest książka, w której można się zatopić, którą można się zachwycić (przede wszystkim językowo i narracyjnie) i którą przede wszystkim można poczuć. A ja takie książki bardzo, bardzo lubię.

11753e7e-78f6-4eb9-afea-b1058669492d

Zaloguj się aby komentować

908 + 1 = 909


Tytuł: Potępieńcy

Autor: Graham McNeill

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 536

Ocena: 4/10


“Czasami jedyne zwycięstwo, jakie można osiągnąć, polega na uniemożliwieniu zwycięstwa przeciwnikowi.”


XVII część cyklu Herezja Horusa


Graham McNeill sprowadza czytelnika na ziemię albo raczej Terrę. Tym razem akcja dzieje się nie w odległych zakątkach galaktyki, a w miastach przylegających do pałacu Imperatora: Mieście Wizji (siedzibie astropatów) oraz Mieście Suplikantów (ogromnych slumsach). Nie ma więc kosmicznych bitew, ani naziemnych starć potężnych armii. Zamiast tego mamy opowieści o kulisach pracy astropatów, następstwach wybryku Magnusa, więźniach i przypadkowych ludziach uwikłanych w skomplikowaną intrygę.


Pomysł jest ciekawy, taka zmiana perspektywy na pewno ma potencjał, ale coś tu nie pykło. Pierwsza połowa książki, będąca niejako przygotowaniem gruntu, dłużyła mi się niemiłosiernie. Później na szczęście nabiera tempa. Najbardziej jednak przeszkadzała mi w “Potępieńcach” pomieszana chronologia niektórych wydarzeń w odniesieniu do innych książek, głównie “Fulgrima” i “Tysiąca synów”.


Na plus mogę zaliczyć kreację postaci i sporadyczne przebłyski czarnego humoru. Najbardziej przypadły mi do gustu dwie postaci: Tagore - sierżant Pożeraczy Światów o zaskakującej samoświadomości oraz Antioch - stary medyk-alkoholik ze slumsów, który przed Astartes nie klęka.


Niestety Graham McNeill nie odrobił lekcji i wyszło miernie oraz bez znaczenia dla całokształtu Herezji.


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

955add18-0a0e-4001-a44c-55b55eb4f6d6

Zaloguj się aby komentować

907 + 1 = 908


Tytuł: O wielkim wyścigu i jeszcze większym bałaganie

Autor: Marcin Mortka

Kategoria: literatura dziecięca

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: książka papierowa

Liczba stron: 144

Ocena: 7/10


Nie wiem co więcej mam o tych Tappich pisać, to już dziesiąty tom (chociaż nie wszystkie mamy) więc raczej każdy wie czego się spodziewać.


Książki raczej spokojne, niegroźne, ale wciągające.


#bookmeter

173ca0d3-221e-4b56-9fd6-1b71ce800d30

@peposlav Kurde, nie mam bladego pojęcia na jakim etapie jest typowo siedmiolatek XD

W sensie, moje doświadcznie z dziećmi to jedynie moja parka (czterolatka i roczniak) i najzwyczajniej nie wiem jak się zachowuje o 3 lata starsze dziecko, ani co go nudzi, ile emocji oczekuje od lektury, itp.

Ale zgaduję, że raczej będzie git, pewnie po prostu więcej zrozumie niż moja córa xD a że same historie są całkiem ciekawe i fajne to tym bardziej dałbym szansę

Zaloguj się aby komentować

906 + 1 = 907


Tytuł: O tajemniczych przesyłkach, latającym jeżu i nauce czarowania. Tappi

Autor: Marcin Mortka

Kategoria: literatura dziecięca

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: książka papierowa

Liczba stron: 176

Ocena: 7/10


Bardzo fajna część, dobrze się czytało młodej.


#bookmeter

40eaa571-a851-44e9-9891-74bc5fd2573d

Zaloguj się aby komentować

905 + 1 = 906


Tytuł: Dragon's Egg

Autor: Robert L. Forward

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: The Ballantine Publishing Group

Liczba stron: 345

Ocena: 9/10


Hmmm jak by to bez spoilerów opisać...


Tytułowa Dragons Egg, to gwiazda neutronowa o grawitacji 67 miliardów razy większej niż ta na ziemi, przepotężnym polu magnetycznym, i kręcąca się 5 razy na sekundę.


I na tejże gwieździe pojawiło się inteligentne życie, zwane Cheela. Te ludki, (a w zasadzie miniaturowe placki xD) traktują swój dzień jako normalny dzień, w sensie nasze 0.2s to dla nich pełnoprawna doba, więc zanim my dokończymy dobrze myśl, to oni już mają nowe pokolenie na świecie xD Przez to ich ewolucja cywilizacyjna zasuwa jak po⁎⁎⁎⁎na, milion razy szybciej od naszej, polecam zwracać szczególną uwagę na czasoznaczniki w książce (pełnią funkcje rozdziałów, ale czasem skaczą o ledwie sekundy).


Nie jest spoilerem, że ludzkość w tej historii również się pojawia, bo smocze jajko zasuwa swoją trajektorią przez nasz uklad słoneczny, i w pewnym momencie jest całkiem blisko tej niebieskiej plamki, którą zasiedlamy. Wysyłamy więc załogę na orbitę Dragons Egg, żeby zebrała nieco danych o gwieździe neutronowej - kosmonauci nie spodziewają się zupełnie co tam zastaną.


Książka jest napisana przez fizyka, i pod względem naukowym jest na bardzo wysokim poziomie. Wszystko zostało skrupulatnie przemyślane i uwzględnione. Jeśli Wasza pierwsza reakcja jest taka jak moja ("życie na gwieździe neutronowej? DEBILE! tam som złe warunki!!!") to muszę Was uspokoić - wszystko jest za⁎⁎⁎⁎ście rozpracowane. Oczywiście, to nadal "fiction", więc i pewne spekulatywne założenia mają miejsce, książka nie jest podręcznikiem do fizyki :P


Niesamowite, że gdy czytałem jak zmyślony ludzik-glutek odkrywa, że da się coś położyć na czymś innym żeby nie musieć tego nieść to aż mi serce szybciej biło na podniosłość tego odkrycia - pod tym względem książka również jest świetna. Tę cywilizacje po prostu świetnie się śledzi. A ostatnia 1/3 książku jest mega satysfakcjonująca,


Miałem do książki jeden zarzut - że urywa się za szybko. I dosłownie teraz, w trakcie pisania poprzedniego akapitu, odkryłem że to ma sequel xD Elegansio.


Niestety z jakiegoś powodu książka nie doczekała się tłumaczenia na nasz język, czytałem w oryginale, więc w 1/3 nie rozumiałem nowych nazw biologicznych, w 2/3 naukowych, w 3/3 tych typowo sci-fi xd No ale odrobina tłumacza deepl i jakoś to szło.


Z mojej strony mega polecajka.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytanie #czytajzhejto #scifi #ksiazki

f9ab2fd9-e792-46ae-9ed4-c985d145b043

Zaloguj się aby komentować

904 + 1 = 905


Tytuł: Emil czyli O wychowaniu

Autor: Jean Jacques Rousseau

Kategoria: Książka pedagogiczno-filozoficzna

Wydawnictwo: Ossolineum

Format: ebook

Liczba stron: 366

Ocena: 7/10


Czym zdaje się być wychowanie? Naśladowaniem naszych rodziców plus dodaniem własnej inwencji udoskonalającej do tego - nie zawsze jest ona skuteczna i rozsądna. Dla imć Jana Jakuba cel to większy. Wszelkie paskudztwa, jakie mogą się przydarzyć podczas chowania dzieci później kończą na rachunku społeczeństwa. Zaś ono nie pozostaję bez grzechu. Narzucone barkiem systemowego utylitaryzmu mocuje się z jednostką jak ze szczęką bobasa niby w służbie jego zdrowiu, by potem mieć ukształtowanego obywatela, gotowego do poświęcenia czegokolwiek trzeba, przy czym wzruszającego się stoicko na osobiście ponoszone straty: normalnie Niobe na znieczuleniu. Temu nie daję się chęć akceptowania. Dlatego trzeba wychować "człowieka".


Emil jest wyimaginowaną personą autora, służącą do zademonstrowania jego poglądów na kwestie wychowania dziecka tak, jakby tego chciała nasza kochająca matka natura. A miłościwa natura kocha tych najsilniejszych, tak więc biały, zdrowy, majętny Francuz z włościańskich regionów sam rzecz jasna się narzuca do prezentacji. Najlepiej trzymany na wiosce z dala od skrzywionych mieszczuchów, co mówić sprawnie nie potrafią i do tego otoczeni są występkami wynalazków ludzkich. Mieć z wychowawcą relację bardzo osobistą, byle był jeden pan dla dzieciątka wiedzącego, kto jest ten drugi po Bogu. Niech unika bulionu mięsnego dla nienabawienia się robaków, lekarzy mordujących i uzależniających od siebie, gorącej wody oraz zostania krawcem, gdyż to babski zawód.


Jakkolwiek dla Jana Jakuba ostatni syn chłopski jest potężniejszy od pierwszego syna miasta, nie jest zdecydowanie oderwany w obserwacjach od rzeczywistości. Jest tu mnóstwo poglądów, z jakimi dzisiaj można się zgodzić. Przede wszystkim kładzie nacisk na dzieciństwo i na to, jak rozumuję dziecko, wybijając z sensu starania osób, pragnące już mu wbijać do głowy odpowiedzialności dorosłego. Wie, że dziecko nawet rozumujące inaczej nie jest zwolnione z konsekwencji własnych czynów i musi samemu zrozumieć, że coś dokonanego złego wymaga od niego reakcji. Uczy jak wzbudzić ciekawość praktykowania pewnych rzeczy i bycia samodzielnym. Podobał mi się fragment o piórach hełmu Hektora, służącego do nauki o radzeniu ze strachem. Nie jest obcy na stanowiska, jakie musi obierać wychowaca - niech przepala czas, by potem już tylko go zyskiwał. To i wiele można tu odnależć, a kto wie? Czy nie jest tu też coś dla naszego "wewnętrznego dziecka".


Tak, wiem o tych oddanych dzieciakach do sierocińca. Parę oddanych lepsze od jednego rozkapryszonego syna lorda.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #wychowanie

ab1a6c8f-da71-49b5-a7d8-2ee67f595f05

Zaloguj się aby komentować

903 + 1 = 904

Prywatny licznik: 18+1=19


Tytuł: Historia zaginionej dziewczynki

Autor: Elena Ferrante

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381102285

Liczba stron: 592

Ocena: 8/10


I ostatnia część tetralogii "Cykl neapolitański". Zaczyna się od potężnego przewrotu w życiu, acz dosyć szybko okazuje się, że miało być pięknie i wyszło jak zawsze. Elena upada, Lila rośnie, ale w chwili, gdy ta pierwsza tego najbardziej potrzebowała, przyjaźń wraca do życia. Nawet jeśli dalej jest trudna, rywalizująca, posiniaczona, poddawana kolejnym próbom. Wraz z dojrzewaniem obu bohaterek pojawiają się także nowe, dojrzalsze problemy. Znowu pojawia się Neapol, ale już zupełnie inny, dużo mniej niewinny niż w pierwszej części. Co krok czyha mniejsza i większa włoska polityka, w którą obie już dawno się wplątały i wciąż ona wraca. Dzieje się dużo i Owca to lubi.


Końcówka... Trudno mi osądzić, nie była w pełni satysfakcjonująca, ani w pełni rozczarowująca.


Jak nie jestem wielkim miłośnikiem powieści obyczajowych (szczególnie że te starsze często starzeją się jak mleko postawione na grzejniku podczas zimnej lutowej nocy), tak tu bawiłem się przednie. Kilka dni po skończeniu ostatniej części stwierdziłem, że trochę mi brakowało opowieści o dwóch przyjaciółkach z Neapolu. Spędziłem z nimi jakieś 2,5 tygodnia i naprawdę dobrze się bawiłem i emocjonowałem ich losem. W związku z tym ocena dla całej serii to solidne 8/10, a że ciężko jest mi wybrać jedną najlepszą książkę, to taką ocenę dostanie ostatnia część


#bookmeter #ksiazki #wlochy

#owcacontent

7c0b4e4b-82ca-4638-8ba5-2ead69890b60

Zaloguj się aby komentować

902 + 1 = 903

Prywatny licznik: 17+1=18


Tytuł: Historia ucieczki

Autor: Elena Ferrante

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381102278

Liczba stron: 520

Ocena: 7/10


Trzecia część tetralogii "Cykl neapolitański" kontynuująca przebieg życia dwóch przyjaciółek będących na dwóch różnych kolejach losu: Eleny i Liny. Zaczynamy około 22-23 roku życia, w momencie spotkania przez jedną z nich starego bardzo dobrego znajomego, który w końcu książki przewróci jej życie do góry nogami.


Część dla mnie osobiście odrobinę słabsza od poprzednich, acz dalej w okolicy 7/10 się mieści. Dużo polityki i konfliktów na poziomie wręcz krajowym czy globalnym (jak na lata 70. ubiegłego wieku przystało) i w tym wszystkim Elena, która z jednej strony ma określone poglądy na świat i rolę kobiet, a z drugiej coraz mocniej osadza się w życiu, które sama dla siebie wybrała. Acz coraz częściej zaczyna się zastanawiać, czy to na pewno ona sama, czy może świat tak jej życie urządził. Coraz więcej w życiu chaosu, coraz więcej popełnianych błędów, nawet jeśli poza ogniskiem domowym wygląda na coraz więcej sukcesów.


Z drugiej zaś strony Lina, która otrzepuje się po znalezieniu się w największym grajdole swojego życia i zaczyna je budować na nowo, na nowych fundamentach, w pełnej niezależności od innych. Kontakt obu ze sobą stał się praktycznie sporadyczny, acz jak już był, to jak zawsze intensywny. Obie bohaterki stały się jak ogień i woda, mimo wywodzenia się z podobnych środowisk podjęły zupełnie różne decyzje życiowe i znalazły się na zupełnie dwóch różnych trajektoriach życia.


W czytaniu było niewielkie zmęczenie materiału w tej części, ale i tak jak na 3 część powieści z tymi samymi bohaterkami, to było naprawdę bardzo dobrze.


#bookmeter #ksiazki #wlochy

#owcacontent

a3154f00-0220-499c-9763-c5df4e768154

Zaloguj się aby komentować

901 + 1 = 902

Prywatny licznik: 16+1=17


Tytuł: Historia nowego nazwiska

Autor: Elena Ferrante

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382308310

Liczba stron: 600

Ocena: 7/10


Druga część tetralogii "Cykl neapolitański" kontynuująca przebieg życia dwóch już nieco oddalających się od siebie przyjaciółek: Eleny i Liny. Zaczynamy tam, gdzie skończyliśmy poprzednią (ok. 16 roku życia), kończymy zaś około 22-23 roku życia, w pełni życia młodych kobiet.


A życie kobiet na południu Włoch zdecydowanie nie było usłane różami. Obie przechodzą przez własne dramaty, ich przyjaźń napotyka na wiele problemów i przerw (na koniec trochę się zdziwiłem, że to wszystko wydarzyło się w raptem 6 lat). Generalnie jednak życie obu poszło zupełnie innymi ścieżkami: jednej z nich zaczyna się zdecydowanie komplikować, a świat gwałtownie się kurczyć, zaś drugiej życie zaczyna rozkwitać i opuszcza ona rodzinne miasto na rzecz budowania siebie w innych, lepszych miastach Włoch.


Nie oznacza to jednak, że Elena wyzbywa się swojej chorobliwej zazdrości - nawet jeśli stopniowo zaczyna przygasać, gdy bohaterka koncentruje się na swoim życiu, to przy każdej okazji kontaktu ze swoją przeszłością zazdrość budzi się na nowo, bo nawet osiągnięte sukcesy (szczególnie w porównaniu z przyjaciółką) nie potrafią zbudować jej samooceny. Coraz więcej decyzji podejmuje ze względu na to, co myśli, że on niej się oczekuje i narasta w niej zmęczenie tym faktem. A kolei Lina na koniec tej części jest już po momencie podobnego buntu, w wyniku czego ląduje praktycznie na dnie i musi budować swoje życie praktycznie od nowa.


Coraz większe znaczenie w życiu obu zaczyna pełnić polityka - o ile w pierwszej części pojawiała się głównie w dyskusjach z rówieśnikami (a przynajmniej tak im się wydawało), tak w drugiej zaczyna realnie wpływać na ich życie.


Kontynuacja naprawdę dobrego poziomu, mimo grubości ta część weszła szybciutko.


#bookmeter #ksiazki #wlochy

#owcacontent

985e5996-511b-4f6a-9eee-624fb631c9a3

Zaloguj się aby komentować

900 + 1 = 901

Prywatny licznik: 15+1=16


Tytuł: Genialna przyjaciółka

Autor: Elena Ferrante

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381102254

Liczba stron: 480

Ocena: 7/10


Pierwsza z trzech tetralogii, które ostatnio pojawiły się na półce. Autor/ka nie jest publicznie znany, publikuje książki pod pseudonimem Eleny Ferrante. Całość historii ma w zasadzie charakter szkatułkowy, gdzie główna bohaterka Elena Greco z perspektywy już podeszłego wieku opisuje swoje życie, nieustannie przeplatane z osobą najbliższej przyjaciółki: Lily/Liny Cerullo. Pierwsza część skupia się na okresie dziecięcym obu dziewcząt żyjących w Neapolu, symbolicznie zakończonym w okolicy 16 roku życia (postaram się w ramach recenzji za dużo nie spoilerować, co będzie trudne...).


Absolutnie rozumiem skąd taka popularność cyklu powieści wśród kobiet - życie obu bohaterek jest bardzo intensywne, zarówno pod względem wydarzeń, jak i przeżywanych emocji. Relacja między nimi jest bardzo niejednowymiarowa i rozwija się wraz z kolejnymi częściami: ze strony bohaterki będącej narratorką widać wręcz chorobliwą zazdrość i uwielbienie wynikające z tytułowej genialności przyjaciółki, relacja w drugą stronę jest dużo trudniej możliwa do uchwycenia i będziemy ją odkrywać wraz z kolejnymi częściami. Mimo bardzo licznych podobieństw czy wręcz naśladowania siebie wzajemnego w niektórych kwestiach, szybko zaczyna być widać różnice między nimi na zasadzie opozycji wynikające z podejmowanych życiowych decyzji.


Na mnie jednak zdecydowanie największe wrażenie wywiera opisywany świat. W pierwszej części jest to świat widziany oczami dojrzewającego dziecka, zamykający się w granicach osiedla zamieszkanego przez przyjaciółki (bardzo ciekawie opisana próba samodzielnego wyjścia poza jego granice) czy wakacyjnej miejscowości na wyspie nieopodal miasta. Dziejące się wokoło konflikty polityczne czy życiowe są widoczne, ale zdecydowanie znajdują się na dalszym planie wobec "poważnych" (z punktu widzenia dzieci) problemów dziejących się w ich życiu.


Początek książki dla mnie był nieco niemrawy, ale szybko rozkręciło się i nie mogłem się doczekać kolejnej części.


#bookmeter #ksiazki #wlochy

#owcacontent

8f7cf2ab-72be-4136-a9a6-d9988dd466bb

@WujekAlien też odkładałem, ale zachęciła mnie do przeczytania okazja na Vinted w postaci całej tetralogii za 40 PLN xD No i w prawilnym wydaniu, bo te nowe okładki są koszmarne

Zaloguj się aby komentować

899 + 1 = 900


Tytuł: Czynnik alchemiczny

Autor: Tomasz Stawiszyński

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: ebook

Liczba stron: 192

Ocena: 6/10


Mam z tą książką dokładnie ten sam problem, co z wieloma eksperymentami literackimi: przez większość czasu nie byłem pewien, czym ona właściwie jest. Powieścią? Esejem filozoficznym? Zbiorem intelektualnych ćwiczeń myślowych? A może wszystkim po trochu? I paradoksalnie właśnie ta niejednoznaczność jest jednocześnie jej największą siłą i największą słabością.


Punktem wyjścia są wydarzenia rozgrywające się na Korfu, ale bardzo szybko okazuje się, że fabuła nie jest tutaj najważniejsza. Stawiszyński tworzy kolejne historie, warianty historii, a czasem nawet hipotetyczne sytuacje osadzone wewnątrz innych hipotetycznych sytuacji. W pewnym momencie trudno już rozstrzygnąć, co jest opowieścią, co komentarzem do opowieści, a co jedynie eksperymentem autora. Dla jednych będzie to fascynujące, dla innych irytujące.


A jednak książka ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć. Mimo że wielokrotnie łapałem się na myślach "dokąd to właściwie zmierza?", "jak się zakończy?" cały czas chciałem czytać dalej. Jest w tym jakaś przewrotna umiejętność autora - nawet jeśli czytelnik nie do końca rozumie reguły gry, to nadal chce uczestniczyć w kolejnych rozdaniach/partiach.


Najciekawsze są oczywiście filozoficzne rozważania. Tytułowy "czynnik alchemiczny" staje się próbą uchwycenia tego, co wymyka się racjonalnym opisom świata. Stawiszyński nieustannie pyta o sens, przypadek, przeznaczenie, znaczenie zbiegów okoliczności i o to, czy w otaczającej rzeczywistości istnieje coś więcej niż tylko suma zdarzeń. Problem w tym, że często bardziej interesują go same pytania niż poszukiwanie odpowiedzi. To książka, która nie prowadzi czytelnika za rękę i nie daje mu komfortu domknięcia większości wątków.


Momentami miałem też wrażenie, że autor celowo zaciera granicę między opowieścią a filozoficzną dygresją. Niektóre fragmenty przypominają klasyczną powieść, inne niemal wykład lub rozmowę prowadzoną przy stole przez ludzi próbujących zrozumieć świat. Efekt jest interesujący, ale również sprawia, że książka bywa nierówna i trudna do uchwycenia jako całość. Mnóstwo tu też powtórzeń, nie zliczę ile razy słyszymy, jakby w tle, głos sprzedawcy owoców, którego studium zajmuje się autor. Jakby tylko on, a właściwie oni, on i członkowie wycieczki, którą odbywa, jako jedyni go widzieli i słyszeli. Ale nawet raz nie spróbował czegoś od niego kupić, żeby rozwiać te wątpliwości, co ostatecznie robią za niego inni turyści - brytyjczycy siedzący przy stole obok, którzy zaczynają przedrzeźniać jego owocowe nawoływania.


Ostatecznie bardziej doceniam "Czynnik alchemiczny", niż go lubię. To książka inteligentna, pełna ciekawych tropów i pytań, ale jednocześnie momentami zbyt zagubiona we własnych konstrukcjach. Czytałem ją z zainteresowaniem, lecz po zakończeniu bardziej zostałem z poczuciem obcowania z eksperymentem niż z pełnoprawną powieścią. To jedna z tych książek, które bardziej prowokują do myślenia niż dostarczają satysfakcji z samej historii. I być może właśnie taki był jej cel.


2222 wpis ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

fa2ab9cd-018a-405b-a23c-088bee8d43d5

Zaloguj się aby komentować

898 + 1 = 899


Tytuł: Kosogłos

Autor: Suzanne Collins

Kategoria: literatura młodzieżowa

Format: ebook

ISBN: 9788372784919

Liczba stron: 376

Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 14/30


Trzecia część igrzysk śmierci. Tutaj, pojawia się już sporo wątków politycznych, rebelii i wojny.

Dalej trzyma poziom, nawet przeczytana drugi raz po 10 latach. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po raz pierwszy raz po "Balladę ptaków i węży" oraz "Wschód słońca w dniu dożynek". To dla tych pozycji, przeczytałam trzy pierwsze części ponownie. I bawiłam się jeszcze lepiej niż za pierwszym razem.


#bookmeter #ksiazki

b31166c2-9d32-41ed-9e5f-3baf6c43537c

Zaloguj się aby komentować

897 + 1 = 898


Tytuł: Zamek z piasku, który runął

Autor: Stieg Larsson

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: ebook

ISBN: 9788375541267

Liczba stron: 784

Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 13/30


Bardzo dobre zakończenie trylogii Millenium. Co prawda, w mojej opinii już nie trzymała tak w napięciu jak poprzednie części ale nadal spoko się czytało. Żałuje jedynie, że nie przeczytałam jej bezpośrednio po zakończeniu drugiej części którą przeczytałam rok temu. Nazwiska już mi się mieszały kto był kim.

Historia zakończona w odpowiedni sposób.

Świetna seria, będę ją każdemu polecać.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

cf6eb128-378e-423b-8b36-e1a738410d61

@bojowonastawionaowca Ponad 2100 stron trylogii wciągnąłem chyba w jakieś 10 dni, a od 4. części odbiłem się jak kauczuk od betonu xD

Zaloguj się aby komentować

896 + 1 = 897


Tytuł: Lot nad kukułczym gniazdem

Autor: Ken Kesey

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

ISBN: 9788382154207

Liczba stron: 368

Ocena: 9/10


CZYM WŁAŚCIWIE JEST KUKUŁCZE GNIAZDO ?


Zawsze zastanawiał mnie ten tytuł, domyślam się, że pochodzi on od idiomu z Angielskiego. U nas w Polsce znane jest pojęcie kukułczego Jaja ale to mi nie pasuje bo owszem jaja istnieją, ale gniazda kukułcze już nie, chyba że takie przejęte przez przerośnięte pisklę można nazwać już kukułczym gniazdem. Interpretacje nałożę swoją i uznam, że lot nad kukułczym gniazdem to lot nad czymś co w naturze nie powinno istnieć - w tym przypadku odnosi się to do ludzkiego usposobienie, który zboczył gdzieś w nie tą stronę co trzeba i zaczął hamować ludzkie instykty i prawdziwą naturę prowadząc do karykatory człowieka, który z tym czym miałbyc pierwotnie nie ma już za wiele wspólnego...


Bardzo ale to bardzo podobało mi się przedstawienie walki jednej skrajności uosobienia; zasad, reguł i dyscypliny - czyli wielkiej cycatej oddziałowej z skrajnym uosobieniem hedonizmu i wolności czyli McMurophym.


Te dwa wilki nieustannie ze sobą walczyły zadając sobie coraz to większe ciosy. Jedno nie mogło istnieć bez drugiego więc jedyne jak mogła się skończyć ta krwawa bitwa to pyrrusowym zwycięstwem jedno z nich, a kto wygrał? Tą odpowiedź już sam sobie wybiera odbiorca. Dla mnie wygrała oddziałowa, poniosła koszty, które nie były warte tej bitwy, więc tak na prawdę to ona już do końca jej życia będzie ponosić jej konsekwencje. Los McMurophiego i tak był przesądzony, nie był to świat w którym mógłby się odnaleźć a tym samym nie jest to świat gdzie wolności i hedonizm może istnieć bez żadnych konsekwencji, taka utopią nie ma prawa istnieć tak samo jak nie ma prawa istnieć Kukułcze gniazdo taka już po prostu jest natura.


Abstrahując od przekazu to styl i fabuła była przecudowana, odświeżę sobie film bo pamiętam, że też mi się podobał. Dałabym tej książce 10/10 ale taką ocenę daje tylko tym dziełom, które zmieniły moj światopogląd. Kilka razy zaśmiałam się słuchając tej powieści. Aż sobie wyobrażałam tych pacjentów w psychiatryku, którzy nagle zaczynają się świetnie bawić, piją whisky z opiekunem i obracają panienki. Niezwykle obrazowy styl pisania, ale bez zbędnego przersotu formy. Czasem wystarczylo jedno zdania, a wyobraźnia robiła swoje. Polecam!


#bookmeter #ksiazki

52e9e446-fee0-4539-8697-7e01d1741c42

Zaloguj się aby komentować

895 + 1 = 896


Tytuł: Krucyfiks

Autor: Chris Carter

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 424

Ocena: 8/10


Pierwszy tom serii z Robertem Hunterem jest dla mnie jednocześnie jednym z najlepszych i jednym z najsłabszych przykładów tego, czym później stanie się cała seria. Najlepszych, bo już tutaj widać wszystkie elementy, które przyciągnęły mnie do niej jako czytelnika: brutalne zbrodnie, mroczny klimat, szybkie tempo i śledztwo prowadzone przez niezwykle inteligentnego detektywa. Najsłabszych, bo patrząc z perspektywy kolejnych tomów, Carter dopiero się rozkręca.


W Los Angeles pojawia się seryjny morderca pozostawiający na ofiarach charakterystyczny podpis w postaci krucyfiksu. Robert Hunter i jego nowy partner Carlos Garcia szybko odkrywają, że mają do czynienia nie tylko z wyjątkowo brutalnym sprawcą, ale również kimś, kto doskonale zna policyjne procedury i wydaje się zawsze być o krok przed śledczymi. Hunter już wcześniej tropił zabójcę o identycznym modus operandi, ale przez aresztowanie podejrzanego obciążonego masą dowodów i śmierć partnera, śledztwo zostało zakończone, a "sprawca" skazany. Niestety okazuje się, że albo wrócił zza grobu, albo ma naśladowcę, albo to nie jego aresztowano. Im dalej w historię, tym bardziej osobisty staje się ten pojedynek detektywów z mordercą.


Już tutaj widać, że Carter nie zamierza oszczędzać czytelnika. Opisy zbrodni są mocne, momentami wręcz szokujące. Autor potrafi wykorzystać brutalność do budowania atmosfery zagrożenia. Nie jest to jeszcze poziom późniejszych tomów i ich brutalnośći, ale fundament pod całą serię został położony bardzo solidnie.


Największym problemem "Krucyfiksu" jest chyba to, że późniejsze części są po prostu lepsze. Carter z książki na książkę coraz sprawniej budował intrygi, tworzył bardziej niepokojących antagonistów i mocniej rozwijał samego Huntera. W efekcie debiut serii trochę traci przy bezpośrednim porównaniu. Widać też kilka typowych dla pierwszego tomu uproszczeń i schematów, które później autor będzie potrafił lepiej maskować.


Mimo tego książkę czyta się znakomicie. Tempo jest wysokie, napięcie utrzymuje się niemal przez cały czas, a sam Robert Hunter od początku wyróżnia się na tle wielu innych policyjnych bohaterów. Nie jest kolejnym zgorzkniałym detektywem z problemem alkoholowym, tylko człowiekiem, którego największą bronią jest umysł. Jest też jedna scena, w której olewa policyjne procedury i zostawia gangsterów sam na sam z pedofilami, dając im wymierzyć sprawiedliwość po za systemem.


To bardzo dobry początek jednej z moich ulubionych serii o seryjnych mordercach. Paradoksalnie fakt, że uważam go za najsłabszy tom, mówi więcej o jakości późniejszych części niż o samym Krucyfiksie. Gdyby nie to, co Carter napisał później, pewnie oceniłbym tę książkę jeszcze wyżej. Choć dalej jest to wybitny kryminał.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

28044fbc-2d1c-4907-ab2d-8f5ff895539f

Zaloguj się aby komentować

894 + 1 = 895


Tytuł: Szatańskie tango

Autor: László Krasznahorkai

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 5/10


#bookmeter


***


Do placu Kościelnego nie było na ulicy żywej duszy, aż nawet Petrina zauważył: „Co się tu dzije? Ogłosili stan wyjątkowy?” „Nie, po prostu jest jesień – odparł ze smutkiem Irimiás. – Wszyscy siedli przy piecach i wstaną dopiero wiosną. Będą godzinami stać przy oknach, aż do zmierzchu. Będą tylko jeść, pić i obłapiać się w łóżku pod kołdrą. Aż wreszcie poczują, że dłużej już tak nie można, zbija dzieci na kwaśne jabłko albo skopią kota i znowu się na jakiś czas uspokoją. Tak to już jest, osiołku.”


Czasami, chyba po to żeby podbudować sobie ego, nachodzi mnie ochota żeby przeczytać jakiegoś noblistę, o ile nie jest to Henryk Sienkiewicz. Tak było i tym razem. To właśnie to, że pan Krasznahorkai dostał w roku 2025 Nagrodę Nobla spowodowało, że, już od jakiegoś czasu, miałem ochotę po którąś z jego książek sięgnąć. No i ostatnio pojawiła się okazja.


Zaczęło się nieźle. Autor roztoczył przede mną wizję jakiejś zapadłej pełnej błota węgierskiej dziury – osady, która, jak się później okazuje, była zlikwidowana (co to miało znaczyć, nie zostało w książce wyjaśnione, może chodziło o coś z historii Węgier?; sam jednak pomysł takiej likwidacji bardzo przypadł mi do gustu). W tej zlikwidowanej osadzie zostało kilkoro niedobitków (zawsze przecież znajdą się ludzie, którzy nie będą sobie umieli ze zmianą sytuacji poradzić), których życie wydaje się być tak samo rozpadające się jak to, co z osady zostało. Spędzają więc kolejne dnie na piciu, sypianiu ze sobą (w różnych konfiguracjach), czekaniu na pieniądze ze sprzedaży bydła (i kombinowaniu jak tu przy rozliczeniu oszukać innych żeby zgarnąć więcej dla siebie). Jednym słowem (a raczej dwoma) – marazm i degrengolada.


Okazuje się, że „niech ktoś” to podejście nie tylko polskie, ale i węgierskie (wszak Polak, Węgier – dwa bratanki). Do osady dociera wiadomość, że powraca do niej uznany (chyba) kiedyś za zmarłego Irimiás. Irimiás pracował kiedyś w maszynowni i w ogóle umiał sobie poradzić ze wszystkim, nic więc dziwnego, że w mieszkańców na wieść o powrocie Irimiása wstępuje nadzieja – przyjdzie Irimiás i nam zrobi. Irimiás rzeczywiście przychodzi i robi. Robi tyle, że roztacza wizję i obiecuje. Mieszkańcy osady ulegają, wierzą w przemowę Irimiása – to chyba była dla mnie największa wartość tej książki, obserwacja pana Krasznahorkaia dotycząca tego jak szybko z marazmu można przejść do hurraoptymizmu, a później zahaczając po drodze o rozczarowanie powrócić dokładnie tak samo zgorzkniałym do tego samego, co było wcześniej (opowieść spięta jest świetną klamrą kompozycyjną, która tak podobała mi się już wcześniej, i w Gnieździe światów pana Marka Huberatha, i w Krainie Chichów pana Jonathana Carolla).


Pomimo wspaniałego pomysłu, mimo niezłych umiejętności narracyjnych autora, książka podobała mi się tak raczej nie za bardzo. Za dużo w niej, moim zdaniem, wszystkiego, za mało w niej, moim zdaniem to wszystko łączy się ze sobą i za mało jedno z drugiego wynika. Wydaje mi się, że dla mnie ta książka jest po prostu za bardzo artystyczna, a w dodatku w nurcie za którym raczej nie przepadam. Tę teorię zdałoby się potwierdzać istnienie zrealizowanego na jej podstawie filmu, który trwa niemal siedem i pół godziny! – książka ma 340 stron czcionką jednak nie najmniejszą. Nie bardzo mam ochotę ten film oglądać, tak względu na to, co w tej książce przeczytałem – obawiam się, że mógłby to być obraz w rodzaju „filmu o facecie na łódce”, jak i ze względu na jego długość. Wydaje mi się, że lepiej ten czas spożytkować inaczej – na przykład na lekturę ostatniego tomu Septologii pana Jona Fosse, noblisty z roku 2023, co pozwoli mi nie tylko nie zmarnować kolejnych siedmiu godzin, ale również podbudować mojego ego, że jednak jestem w stanie z przyjemnością czytać noblistów i może nawet ich zrozumieć. Choćby po swojemu.

96eeaa5a-415d-43d6-aff2-630337365473

Zaloguj się aby komentować

893 + 1 = 894


Tytuł: Duma i uprzedzenie

Autor: Jane Austen

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Format: ksiażka papierowa

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10


W sumie spoko, ale tak jak na obrazku, spotkania w pokojach i plotkowanie. Szacunek dla Austen, bo musiało być solidne wtedy 200 lat temu i trzyma się nawet ok.


Film obejrzałem po i spoko, ale książkę oceniam lepiej, bo detale lepiej te historię kleją, chociaż 400 stron spotkań to xd


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

316c6ebf-f0f1-4ad0-8e8d-e143cc236df6
a4b792f4-3234-459f-896e-128893228d7e
3b13d219-8265-4cea-b667-09a0eb32648a

Zaloguj się aby komentować

892 + 1 = 893


Tytuł: Dziwne stany Ameryki

Autor: Martyna F. Zachorska

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: ebook

Liczba stron: 288

Ocena: 6/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5220495/dziwne-stany-ameryki


13 rozdziałów (chciałam początkowo nazwać je esejami, ale... to jednak po prostu rozdziały) o zjawiskach, które w mniemaniu autorki opowiadają o Ameryce jako specyficznym obszarze kulturowym. Mamy tu między innymi dziecięce pokazy piękności, sitcomy, fast food, megakościoły.


Dla kogoś, kto nie ma na co dzień styczności z amerykańską kulturą i doniesieniami zza oceanu z Reddita, ta książka może być nawet interesująca. Ale dla mnie było tu trochę za dużo oczywistości, żebym wyniosła z niej jakąś wartość.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

28466bb9-8a9d-4d65-aedf-eb76ed37408e
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

891 + 1 = 892


Tytuł: Na obrzeżach. Jak zmienia się Polska lokalna

Autor: Andrzej Andrysiak, Janusz Kucharski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Format: książka papierowa

Liczba stron: 304

Ocena: 5/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5228128/na-obrzezach-jak-zmienia-sie-polska-lokalna


Lubię książki o Polsce prowincjonalnej. Ale to nie jest jedna z tych książek.


To jest książka o Radomsku. O tym, co się ostatnio działo w Radomsku. I w sumie tylko tam.

Dziennikarze "Gazety Radomszczańskiej" napisali książkę na podstawie swoich prac śledczych o działaniach lokalnych polityków, księży, o szkołach. Ale no... nie można powiedzieć, że dzięki opisowi tego, co się działo w Radomsku, można zrozumieć zmiany zachodzące na prowincji całego kraju. Północ różni się od południa, a zachód od wschodu.


To, co się dzieje w Radomsku, dotyczy Radomska. I o ile nie jest się wybitnie zainteresowanym Radomskiem, ciężko tu odnaleźć przyjemność z czytania.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #radomsko

c0b95a53-50cc-4218-836b-b7a101ded99f
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować