Zdjęcie w tle

Społeczność

Podróże

384

Żegnaj Andaluzjo. Spędziłem tu 4 dni, jutro wyjazd, deszcz padał przez jakieś 70% czasu. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji, jak spałem to nie wiem, w nocy może nawet słońce świeciło, nie wnikam.

Słoneczne chwile się jednak zdarzały i pozwalały zobaczyć tę krainę w pełnej okazałości.

Odwiedziłem Malagę, Granadę, Setenil, Rondę. I chcę więcej!! Ciekawa historia, zróżnicowana architektura, parę wieków władania muzułmanów robi swoje, piękne widoki, no i wino. Tutaj tanie wino jest dobre, a dobre wino jest tanie. W planach powrót.


#podroze #hiszpania #andaluzja

63d773cf-86e0-42db-a925-730c70d74ade
93423b85-fd54-4712-9131-566fd2827e2d
e2215e9b-7363-413e-86ba-5002c37d703a
90325cbc-c57f-46ec-94ac-720d4e24e1ee
a01f2148-c3b6-44e1-be28-e8e53a7cf535

@kiszony_korniszon Dzięki za nawiązanie do ważnego aspektu w klasyfikacji obcych krajów xD Obawiam się, że latem może być troszkę mniej komfortowo. Temperatury.

@kiszony_korniszon Byłem w Andaluzji, ale akurat ominąłem Granadę i ten cały wąwóz królów, czy jak to się nazywa. Chcę tam wrócić. Fajnie, że Ci się podobało

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Niektórzy to na tyłku nie usiedzą… Już myślałam, że po workation w Hiszpanii w styczniu i zaplanowanym wyjeździe w ramach Złombol do Turcji w lipcu nic mnie nie czeka, a tu ledwo co wróciłam z 9-dniowego wyjazdu na Maderę #madera


Jak do tego doszło? A wiem: kumpel zapytał, czy jadę, no to pojechałam, chociaż budżetowo się wahałam, ale za miesiąc kończę 40 lat i pomyślałam, że to będzie świetny prezent. Nie myliłam się. (ʘ‿ʘ)


Nie będę się rozpisywać, bo jaka Madera jest, to każdy chyba wie. ;)) Ogólnie wyjazd był spacerowy, ponieważ udało nam się dobrać 3 osoby do auta i apartamentu, by było taniej i weselej, z tym że towarzystwo to takie siedzące, typu klapen dupen przy biurku, ale i tak sporo zwiedziliśmy i łydki pieką. Jestem z nich i z siebie dumna fest, bo w każdy dzień coś robiliśmy i zawsze był czas na dobre jedzonko (zupa rybna, ośmiornice, serniki z marakują, pastele itd.) i żarciki (hehe, Fanal = w anal, hehe).


Z czym będzie Madera mi się kojarzyć? Z tęczami, spadowodami i ziębami. Serio, tam tęcza jest tak wszechobecna, że nawet po wyjściu z samolotu nas powitała, a potem żegnała. No i ptaszki, ptaszki są fajne, nawet siadały mi na ręce i czułam się jak Księżniczka Disneya awwww. Wodospady też są fajne - mój głód na zobaczenie ich w dzikiej okazałości został zaspokojony.


Co zaliczyliśmy:


  • Półwysep św. Wawrzyńca

  • Dolina Zakonnic Curral das Freiras

  • Levada do Caldeirão Verde (PR9)

  • Pico Arieiro / Areeiro (PR1)

  • starodawny las wawrzynowy Fanal 

  • szklany taras widokowy Cabo Girao

  • targ Mercado dos Lavradores Funchal

  • ulica z malowanymi drzwiami Rua de Santa Maria w Funchal

  • car cabin do Monte

  • tropikalny ogród botaniczny CompassRose w Monte

  • port w Funchal, a tam rzeźba Cristiano Ronaldo i pomnik Piłsudskiego

  • punkt widokowy Balcões z ziębami maderskimi i tęczą

  • czarna plaża Seixal

  • car cabin Achadas da Cruz i niezamieszkana wioska (ja nie pojechałam, bo mega stromo i jedzie się w dół, lęk wysokości motzno, ale za to wypiłam najlepszą poncha w knajpce na górze)

  • levady do Moinho i Nova (tu ponownie dał o sobie znać lęk wysokości, bo sporo trasy jest nad urwiskiem i bez barierek; przeszłam, ale gacie do prania)

  • port Câmara de Lobos, tam też rzeźba Churchilla i inne takie

  • rzeźba Chrystusa Cristo Rei w Caniço

  • szlak bananowy Rota da Banana w Madalena do Mar

  • punkt widokowy Miradouro du Massapez

  • latarnia morska Ponto do Pargo

  • Miradouro da Boa Morte (zdjęcia w komentarzu, przepięknie zielono tam było)

  • punkt widokowy Miradouro do Fio

  • miasteczko ze skalnymi basenami Porto Moniz


PS Sprzedam nerkę. Chociaż macałam jaja Ronaldo, w sensie rzeźby, a to ma przynieść szczęście i bogactwo - czekam.


#podroze #podrozujzhejto #urlop #wypoczynek #portugalia

9c9905b8-26c4-4802-80d2-e39ec2a15747
5ca3fdf5-ceca-4fdd-8c1a-41fd67b6d7b8
79831a73-dcbb-40cc-890e-dd99cb5d166f
0cba7852-ab8c-4bf1-83ca-c69c59d33ba5
5634452f-2747-404c-ab83-a0f1a4f92623

@moll Nom. Widząc teraz pogodę w PL, raduje się tymi zdjęciami. Zwłaszcza że od wczoraj na Maderze do jutra wszystkie szlaki są zamknięte przez silny wiatr, więc mieliśmy sporo szczęścia, że tyle udało nam się zobaczyć.

@Zapster niekoniecznie - wystarczy być freelancerem, by nie mieć ograniczonego urlopu, szach-mat


(i pieniędzy, pieniędzy wtedy też nie masz, bo urlop oznacza brak zarobku, no i za ten urlop nikt ci nie płaci, ale ciiii… o tym się nie mówi xD)

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@Hjuman

Pasażerowie mają zyskać dostęp do przewoźnika w aplikacji w czasie rzeczywistym i otrzymywać powiadomienia na bieżąco, np. z propozycją rabatu na fast track czy zakupy w strefie bezcłowej

No wiadomo, wszystko pod hasłem ZWIĘKSZYĆ SPRZEDAŻ.

@MementoMori już mówię na moim przykładzie: nasza firma korzysta z usług zewnętrznego biura podróży do zakupu biletów (samolot/prom). Oni je kupują z własnego konta (i raczej mają swoje rabaty), my dostajemy mailem tylko pdfy z kartą pokładową. Nie da rady podpiąć takiego biletu pod swoje konto wizz czy ryan, nie dzisiaj.

A jeszcze cyfrowe wykluczenie, jak pisze bimberstein poniżej?

Ten chuj z Ryana od zawsze miał chore pomysły i zawsze go rynek albo prawo EU wyjaśniało. No nie widzę tego w dzisiejszych warunkach

@Hjuman Dwa lata temu otrzymywałem bilety kupowane przez zewnętrzne biuro podróży i były one normalnie transferowane na moje konto Ryanair. W zeszłym roku to samo biuro przesyłało mi wszystkie dane biletu itd., po czym mogłem normalnie bez opłat odebrać wydrukowaną kartę pokładową przy okienku check-in. Podejrzewam, że tych drukowanych w ten sposób te zmiany nie będą dotyczyć, bo to jest w gestii lotniska.

Podejrzewam, że to jest kwestia porozumienia między przewoźnikiem a biurem podróży

Zaloguj się aby komentować

Fiu fiu. Ciężko dziś było. 4:30 wyjazd, 5:30 dotarłem sobie na Doi Pui, na wschód słońca. Godzinę wcześniej. Głupi, pomyślicie. A nic bardziej mylnego!


Jeśli ktoś kojarzy film Initial D, zrozumie klimat. Spory kawałek się tym leci. Jeszcze w nocy. Lewym pasem. Szkoda że tym piździkiem, ale i tak klimat niesamowity! W gratisie po drodze punkt widokowy na Chiang Mai.


W drodze powrotnej zatrzymałem się na fajkę, gdzie stało 5 młodych Tajów. Po tym sympatycznym spotkaniu musiałem udać się na bazę na godzinną drzemeczkę, z resztą Mae Sa Waterfall i tak później otwierali, a to był właśnie mój kolejny cel tego ambitnego dnia.


Reszta w komentarzu. Bo mi miejsca na zdjęcia brakuje xD


#podroze #tajlandia

cf2525aa-eb62-41cb-97d1-528108d8f8b4
bdcfdd4a-71fc-41ea-bdeb-1b7b5c4aa2b9
caeb58e6-e2bf-4ecb-b1b8-c20884d06cad
bfec038a-0725-48c4-ab09-08080bb9d6f1
33c86ab5-960f-4f83-8275-be555e0ece3c

Potem przerwa na tankowanie i siu w kierunku Pai Canyon. Cóż, zachód całkiem całkiem, tylko ten smog… Not good, not terrible. Mi się podobało. Potem wpadłem na szybko zostawić graty i szybki prysznic na hotel i poleciałem do centrum Pai.


Samo Pai mnie rozczarowało. Jeden nocny market, 70% ludzi to turyści. Ale chociaż fajną koszulkę kupiłem. I zapaliłem z Singapurczykiem który mieszka w Australii.


Nie chce mi się liczyć ile km machnąłem, przebiegu też nie sprawdzałem. Teraz już łóżko, a co jutro - nie wiem. Albo zwiedzę więcej w okolicy Pai i drogi powrotnej, albo lecę na Doi Inthanon, ale przez Mae Hong Son.


Bonus ostatnie zdjęcie - Tajlandia znów miesza z datami! Tym razem właśnie w Pai. ( ͡° ͜ʖ ͡°) #heheszki

9395c707-1932-4aa8-8981-92a5466f2217
81f9076d-4ba2-40b7-bdd9-0fc2e9e6a388

Zaloguj się aby komentować

Misool i Batanta to dwie z czterech głównych wysp archipelagu Raja Ampat w Indonezji. Misool jest wysunięty najbardziej na południe, a Batanta z kolei położona bardziej w centralnej części archipelagu. Każda z tych wysp jest inna, każda bardzo ciekawa. Na Misoolu zobaczyć można dwie laguny w kształcie serca i posnurkować z meduzami, które nie parzą. Przy Batancie natomiast często pojawiają się manty.


Przygotowałem film o tych ciekawych miejscach, gdzie zobaczyć można najciekawsze atrakcje.


#antekpodrozuje #podroze #podrozujzhejto #turystyka #wakacje #azja #indonezja #ciekawostki #zainteresowania


-------------------------------------------

Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje

Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej 

a7118da1-1a93-439b-9d48-4e8dd172b3a1
250419a1-3150-43bc-bc38-e189fd43a8e3
5090bb9f-e2df-44a7-97a8-82c06c6e185c
adc304b8-b80d-4d90-91c4-c892b601a231
3696a1cf-138b-4333-847f-101c7d303cac

Wywołuję obserwujących i zainteresowanych:

@IceXXX @mrololl @Kolej_na_drony @jordan @lluke @Ralfralf @Gruby @robaczek @Anabel2023 @SzaloneWalizki @mateoaka @Wobiektywie @Rudeiczarne @places2visit.pl @lukasz-piernikarczyk @Grubas @polaczkropki @Atarax @Dzikie_oregano @Boltzman @kbk @Lemmy @schweppess @4Sfor @dybtas @DOgi @dasistfubar @Nirvash @Geratius @Kruczek555 @Sofie @gaga262 @Patalizator @mikeku @gingerowl @Parowkowy_Skrytozerca @Venfi @Roci @krzysztof-k-d @Duvel @Misiasio @Lime @kejdzu @Sorokawojcie.ch @Atexor @Huxley @Warus @Damdzior @_wojti @bbwieli17 @shack_my_kak @cyberpunkowy_neuromantyk @tyci_koks @Wlacza @3cik @alaMAkota @Roche @Barabarabasz7312 @e5aar @zuchtomek @Lawyerish @razALgul @Lurker69 @konto_na_wykop_pl @anervis @Ewcias @koniecswiata @Dzban3Waza @Minotaur_Kebabowy @AndrzejZupa @wozny87 @cejaczek @Icon_of_sin @SzwarcenegerKibordu @Jarosuaf @ddhadq @Farmer111 @Villdeo @Pawelvk @Maciej_Amadeusz @mahoney @Odczuwam_Dysonans @Buendia @stimmhorn @ataxbras @m-q @Bukuria @Tino @meinigel @bagela @suseu @ovoc @rakokuc @Koloalu @Bjordhallen @bielak1212 @Cybulion @Kulfi_89 @lucabianco @Berdonzi @Taxidriver @szymek @nazwa_uzytkownika @Siejek @Tyglys @cyber_biker @epsilon_eridani @teetx @Rudolf @BND @oromek @Wojciechpy @HerrJacuch @Chunx @galencjusz @Arxr @ismenka @adamec @travel_learn_wine @bzyk260 @Pouek @Mr.Mars @voy.Wu @sireplama @Adam3photo

Zaloguj się aby komentować

Mój czas w Huaraz dobiegał końca. Był 10 czerwca 2022 roku i zostało mi około 10 dni w Ameryce Południowej. Teoretycznie mogłem jeszcze pokusić się o kolejną górską eskapadę, ale szczerze mówiąc byłem już znużony. Może nie tyle samymi górami, bo one zawsze budzą mój zachwyt, lecz całokształtem mojej solowej wyprawy po tym kontynencie (a raczej jego skrawkach). Być może też samo miasto Huaraz nie pomagało w nabieraniu sił witalnych - było nudne i brudne. Może nie jakoś ekstremalnie, może nawet też na swój sposób było zadbane, ale po prostu pamiętam je jako miejsce, które zamiast pomagać w odzyskaniu sił po górskich wędrówkach, wysysało je.


Potrzebowałem odrobiny odpoczynku i w tym celu chciałem udać się na kilka dni na wybrzeże, do Mancory, uznawanej za najlepszy kurort w Peru. Został mi jednak jeszcze jeden pełen dzień w Huaraz. Najpierw postanowiłem trochę o siebie zadbać. Stan mojego zarostu pozostawiał wiele do życzenia i nadszedł najwyższy czas, aby go nieco skrócić. Całkowite ogolenie się nie wchodziło w grę - mógłbym doznać szoku po ujrzeniu swojej gładkiej facjaty po ponad dziesięciu latach od ostatniego razu, gdy ogoliłem się na potrzeby amatorskiej sztuki teatralnej. Musiałem więc znaleźć jakiegoś barbera, licząc na to, że jego usługi będą tańsze niż w Rio de Janeiro, gdzie za zwykłe trymowanie bez żadnych udziwnień życzyli sobie ponad 60 reali (czyli mniej więcej tyleż samo polskich złotych). W Rio ostatecznie podjąłem próbę samodzielnego przystrzyżenia brody i wąsów za pomocą maleńkich nożyczek z zakrzywionymi, około centrymetrowej długości ostrzami, co zajęło mi prawie pół godziny i przyniosło efekt jedynie względnie akceptowalny. W Huaraz nie chciało mi się bawić w podobną babraninę i byłem gotów zainwestować 30 soli, czyli nieco ponad 30 zł., co jak na ogólne ceny w Peru i przewidywaną ilość pracy wydawało mi się kwotą i tak wygórowaną - gdybym sam miał swoją maszynkę, zajęłoby mi to nie więcej niż 2 minuty.


Znalezienie barbera nie było trudne - nawet gdybym nie skorzystał z pomocy Google Maps, charakterystyczna dla barberów witryna z podświetlanym biało-czerwono-niebieskim kasetonem reklamowym była z daleka widoczna na jednej z głównych ulic Huaraz. Skrzywiłem się nieco, bo wyszukany wystrój wnętrza i fikuśny fartuch barbera sugerował wysokie ceny.


- Dzień dobry, chciałem przystrzyc zarost. Równomiernie, na jedną długość, powiedzmy 3 mm. Jaki to będzie koszt?

- Bez modelowania i żadnych wzorów?

- Bez, najprościej jak się da.

- 5 soli.


Oczy wyszły mi z orbit. Już prawie rzuciłem, że w takim razie mogą mnie nawet 3 razy obstrzyć, ale po prostu kiwnąłem z zadowoleniem głową. Barber wskazał mi fotel, po czym wezwał z zaplecza pracownicę, by wykonała zlecenie. Sam za taką prostą robotę nie chciał się zabierać.


Dziewczyna szybko podpytała o niezbędne szczegóły i rozpoczęła strzyżenie. Była przy tym bardzo staranna, spędzając na koniec kilkadziesiąt sekund na oczyszczaniu mojej twarzy z obciętych włosów specjalnym pędzlem. Po wszystkim spytała szefa o kwotę, jaką powinna skasować, co było na swój sposób ciekawe - albo mało kto przychodził po taką prostą usługę, albo chciała się upewnić, czy jako gringo nie powinienem zapłacić więcej. Koniec końców byłem bardzo zadowolony z jakości usługi i do tej pory żałuję, że jednak nie zostawiłem napiwku (choć te w Peru nie są normą i od niektórych lokalsów słyszałem, że lepiej by było, gdyby ten amerykański zwyczaj się nie rozpowszechnił).


Gdy już wyglądałem nieco bardziej jak człowiek, postanowiłem udać się na pobliski punkt widokowy, Mirador de Rataquena. Mapa pokazywała, że jest to raczej krótki, godzinny spacer, więc z góry odrzuciłem opcję pojechania tam taksówką, tylko podążałem wyznaczoną trasą. Problem w tym, że trasa po kilkunastu minutach doprowadziła mnie na czyjeś podwórko, więc musiałem zawrócić - nie zamierzałem przechodzić przez czyjś teren tylko dlatego, że według mapy dało się tamtędy przejść. Na dodatek moja obecność nie pozostała niezauważona - podejrzliwe spojrzenia mieszkańców zachęciły mnie do odwrotu.


Chciałem jeszcze spróbować alternatywą drogą - według mapy wystarczyło pójść rownoległą uliczką, ale ta po jakimś czasie znowu wyprowadziła mnie w jakieś dziwne miejsce. Już przechodząc przez dziurę w płocie zastanawiałem się, czy to dobry pomysł. Obawy zdecydowanie nasiliły się, gdy nagle obok mnie pojawił się podobny do pitbulla pies. Jego szczeknięcia nie brzmiały przyjaźnie i mimo, że starałem się nie okazywać w żaden sposób strachu, zdecydowanie nie czułem się komfortowo - byłem na jakiejś pustej działce, w zasięgu wzroku nie było nikogo, więc czy ktoś przybiegł mi z pomocą, gdyby ten kundel z masywną szczęką postanowił mnie zaatakować? Nie przypuszczałem, że to możliwe, bo do tej pory psy w Ameryce Południowej raczej okazywały strach i pełne oddanie, ale wolałem nie ryzykować. Zawróciłem, cały czas obserwując kątem oka tego białego mieszańca. W końcu po parunastu metrach dał mi spokój.


Lekko już poirytowany błądzeniem postanowiłem podążać zgodnie ze wskazówkami nawigacji samochodowej. Była dłuższa, ale przynajmniej miałem pewność, że dojdę do celu. Po jakimś czasie zauważyłem cel mojej wędrówki, i mając pewność, że już nie zabłądzę, zszedłem z ulicy i udałem się najkrótszą drogą do celu - po zboczu porośniętym rzadką roślinnością, niestety nie dość rzadką, żeby przy tym nie podrapać łydek o kłujące krzaki. No cóż, podejmowałem tego dnia niezbyt szczęśliwe decyzje co do trasy.


Ze góry rozpościerał się widok na Huaraz i niezbyt imponujące pobliskie szczyty. Na tamten moment nie było w tym miejscu nic zachwycającego. Chyba nawet nieco żałowałem tego spaceru (zwłaszcza zważywszy na błądzenie i piekące z bólu zadrapania nóg). Zupełnie inny zestaw emocji wyczytałem z twarzy napotkanych na górze osób, które przybyły tu albo na randkę albo rodzinny posiłek - na szczycie znajdowała się restauracja.


Po 30 minutach poczułem, że chyba już zobaczyłem wszystko co chciałem - zdecydowałem się schodzić z powrotem do hostelu i szykować do wieczornego odjazdu autokarem. Pomny niezbyt przyjemnego przedzierania się przez chaszcze, postanowiłem iść inną drogą. Do wyboru miałem albo utwardzoną drogę dla samochodów, prowadzącą dość mocno naokoło, albo bardzo wyraźną ścieżkę w drugą stronę - może wciąż nie najkrótszą, ale wydającą się być pewną opcją.


Jak już wspomniałem, tego dnia nie miałem szczęścia do wybranych dróg - nie inaczej było tym razem. Po kilkunastu minutach dreptania wciąż doskonale widoczną ścieżką, zacząłem zbliżać się do jakichś pojedynczych chatek, postawionych tak jakby na dziko, a w każdym razie dość daleko od zwartej zabudowy rozpoczynającego się kilkaset metrów dalej miasta. Wtedy usłyszałem szczekanie. Najpierw jednego psa, potem drugiego, aż nagle zaczęła ujadać cała sfora, w pełnym tego słowa znaczeniu - spomiędzy tych chatek wybiegło 15-20 czworonogów, różnej maści i wielkości, ale z jedną cechą wspólną - mocno zakorzenionym terytorializmem. Zatrzymałem się natychmiast, bo choć rozum podpowiadał, by niewzruszenie iść dalej, nie okazując żadnego lęku, tak jak choćby podczas pamiętnego nocnego fragmentu trekkingu Santa Cruz, gdy ja i moi towarzysze po prostu zignorowaliśmy ujadanie, w tym wypadku liczba psów sprawiła, że moja pewność siebie wyparowała.


Sytuacja robiła się napięta - psy otoczyły mnie ze wszystkich stron wściekle ujadając, a jeden co chwilę podbiegał pod moje nogi, kłapiąc zębami o milimetry od moich butów, coraz zuchwalej, aż w końcu poczułem szarpnięcie za sznurowadła. Donośnym, niskim i, na ile się dało, spokojnym głosem nakazywałem psom w różnych językach, by mnie zostawiły w spokoju. Moje palce coraz mocniej zaciskały się na rękojeści kija do Gopro, aż pobielały mi kłykcie. Nie chciałem podnosić ręki, żeby nie sprowokować ataku, ale byłem coraz bardziej pogodzony z faktem, że mogę być zmuszony do samoobrony.


Wtem rozległ się krzyk, a połowa psów położyła uszy po sobie. Kątem oka spostrzegłem starszą kobiecinę, która wyszła z jednego z zabudowań i opieprzala psy idąc powoli w moim kierunku. Widząc, że niektóre z czworonogów nie odpuszczają, sięgnęła po kamień i cisnęła go w środek sfory. To zadziałało natychmiastowo - psy rozpierzchły się, coś tam jeszcze szczekając pod nosem, narzekając na swój pieski los. Moja wybawczyni pomstowała jeszcze gniewnie przez chwilę, po czym obróciła się na piecie i wróciła do wnętrza budynku, nie zwracając na mnie większej uwagi. Być może narzekała na głupiego gringo, którego niefrasobliwość zmusiła ją do odciągnięcia od obowiązków domowych i wybawienia go z opresji.


Tamten moment dobitnie uświadomił mi, że nie każdy pies w Ameryce Południowej jest potulny i przyjazny, i im dalej od centrum miast tym odważniej sobie poczynają. Postanowiłem więcej nie zapuszczać się w takie rejony, przede wszystkim jednak przyspieszyłem kroku, by jak najszybciej wejść w bardziej zurbanizowany teren. Gdy w końcu udało mi się dotrzeć do właściwego miasta, poczułem ulgę, choć dla pewności jeszcze wolałem zrównać krok z miejscową kobietą poganiającą przed sobą osły - tym bardziej, że przy krawężnikach widziałem kolejne bezpańskie psy. Przyznam szczerze, miałem dosyć tego dnia i tego miasta. Z przyjemnością pomyślałem o podróży busem czekającej mnie wieczorem - mimo, że miała trwać kilkanaście godzin i to niestety nie w super komfortowych warunkach (biletów na te bardziej luksusowe autokary już nie było), pozwalała mi uciec daleko od Huaraz. Na niczym innym mi już nie zależało.


#polacorojo #podroze #peru #gory #huaraz

acdfb1be-ea4a-423c-97c6-ca55f7d5fc3e
9912bd8e-60d5-4cf5-ab76-cb7f368ba8a9
1116cc7a-83b1-4739-ad4b-fd4cc9e3f792
1a82538b-2356-415a-a428-84a1b6d342a3

@Sniffer ja też miałem przygodę tego typu w Peru, przy schodzeniu z wulkanu El Misti. Ląduje się wtedy w takich samych dziko budowanych pierdolniczkach. Wataha psów, a ja mam tylko kij do ich odganiania. Jak mnie okrążyły, to kręciłem się z tym kijem dookoła, czasem trafiając im w pyski. Odpuściły, gdy podniosłem kij do góry.

Poza tym scenki pod tytułem ludzie czekają na marszrutę i rzucają kamieniami w psy, są na porządku dziennym. Nawet nie trzeba mieć kamieni, wystarczy markować rzucanie.

@globalbus dobrze, że skończyło się bez ataku. Teraz też sobie przypomniałem, że już wcześniej lub później widziałem dziecko rzucające w psy kamieniami, choć wtedy wyglądało to trochę jak dla rozrywki.

Zaloguj się aby komentować