Zdjęcie w tle

Społeczność

Podróże

386

Kolejna trochę dzika akcja w #korea.

Koniecznie chciałem ogarnąć wyjście w #gory podczas pobytu w Kraju Porannej Świeżości. Miałem taki dzień zaplanowany i to było dziś. Nie chciałem jakoś daleko jechać, więc zasięgnęliśmy rady kolegi GPTiego, który podpowiedział szczyt Baegun-Dae, który znajduje się na terenie parku narodowego Bukhasan, gdzie można podjechać komunikacją publiczną.

Na początku jeszcze jakoś szło, ale tuż przed szczytem były dość konkretne ekspozycje, które napawały takim niepokojem, że już myślałem, że nie wejdę. Skały są bardzo gładkie, więc widziałem oczami wyobraźni, że jak się poślizgnę, to zjadę po gładkiej powierzchni na spotkanie stwórcy. Były poręcze i liny, więc całe szczęście, że czat AI zasugerował kupno rękawiczek przed wejściem na szlak, co też uczyniłem. Jakoś udało zebrać odwagę przy najbardziej dramatycznych miejscach i dotrzeć na samą górę. Piękna panorama ze szczytu i wicher taki, że czapki z głów (w dosłownym znaczeniu).

Po drodze na szczyt oraz w trakcie schodzenia mija się bardzo malownicze świątynie buddyjskie, w których mieszkają łyse mniszki. Oczywiście dla mnie to było niczym odkrywanie zaginionych cywilizacji, a pewnie takich turystów jak ja to tam zachodzi setka dziennie.

Po zejściu na dół po drugiej stronie pasma, trafiliśmy do sporej świątyni buddyjskiej Samgaksan Doseonsa. Chodziliśmy sobie oglądając detale architektoniczne, kiedy to podszedł do nas jakiś kolo i zaprosił do klasztornej jadłodajni na lunch. Totalnie za darmo, tylko poprosił abyśmy umyli po sobie gary (miseczki i łyżki) z których jedliśmy. Uczciwa cena, więc chętnie się zgodziliśmy.

Dostaliśmy dwie miski, w jednej zupka (lekki bulion z grzybem), w drugiej makaron z warzywami. Niczym rasowy Polak skonsumowałem zupę i zanim zabrałem się za drugie, przybiegła pani i na migi (oraz dwoma znanymi jej słowami po angielsku: "no" i "ok") wytłumaczyła, że to kompletnie źle zjadłem. Trzeba jeść na przemian - łyżka tego i łyżka tego. Przyniosła zatem jeszcze jedną michę zupy, abym miał szansę naprawić swoje faux-pas. Zazwyczaj nie jadam tak obfitych dań, ale głupio mi było, skoro za darmoszkę nas ugościli, więc opędzlowałem dwa talerze zupy i michę ryżu. Było to dużo, ale powiem Wam, szama pierwsza klasa! Może nie była to symfonia smaków, ale wszystko było tak lekkie, że miałem pewność, iż tego nie odchoruję, a brzuszek jest zadowolony ze zdrowej strawy.

Potem jeszcze przejazd darmowym autobusem dla wiernych spod świątyni do cywilizacji i można było łapać metro do hotelu.

Super akcja, polecam gorąco!

Staty ze stravy: Dystans: 8,37km Suma przewyższeń: 1071m Czas: ok. 3h

Aha i jeszcze dobry motyw: drogowskazy na szlaku podają odległości w km, a nie w godzinach/minutach (jak to jest w PL), co jest zwodnicze, bo czasem 300m długości przebywa się baaardzo powoli (jeśli trzeba wdrapywać się po stromiźnie). Do tego nie wiem jak oni to mierzą, ale bywało, że był znak 1.3km do celu, a po przejściu 200m, nagle robiło się 1.6km do celu, albo znak 300m na szczyt, a za 100m kolejny znak i nadal 300m na szczyt :D

#podroze

ddd33d19-e568-42ce-ad19-c994e76faa8e
89e62b75-b285-46bf-b0bc-23aaedea69a2
5833b440-74d6-4026-8894-621702d736fd
c5df0ee3-56dc-4910-96fd-d203cfda4a3f
a6466588-1116-4795-b4bf-1705518152c1

@Spleen 

Dostaliśmy dwie miski, w jednej zupka (lekki bulion z grzybem), w drugiej makaron z warzywami

Ale wypas. Ciekawe jak często tak zapraszają za darmo. Może im państwo dopłaca. To trochę bardziej wygląda jak ryż z kiełkami fasoli mung


Ciut przerażające te skały, a co jak by było mokro

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry Hejto!


Wczoraj zmieniliśmy klimat z portowego Busan na wyspowy. Przemieściliśmy się na wyspę Jeju. Po krótkim i spokojnym locie wylądowaliśmy na miejscowym lotnisku.

Potem spacerek do jednej z wypożyczalni aut i jazda do zarezerwowanego wcześniej pensjonatu (lub czegoś w tym stylu).


Opcji dotarcia na miejsce było kilka, ale zdecydowaliśmy się na tą najbardziej ambitną, czyli dotarcie tam samochodem - mam prawko od grudnia, a własne auto od miesiąca, także pewien stresik był, ale finalnie dało radę.


Po dotarciu do celu, pokręciliśmy się trochę po okolicy i finalnie trafiliśmy do restauracji serwującej koreańskiego grilla. A dziś wypad do pobliskiego miasta...


#podroze #podrozujzhejto #urlop

c0aa19ed-657e-443c-a665-1e3a38ccf7b0
bd440149-8980-49c4-89ea-7a22bbcf935e
6666091c-bdad-4735-a1ef-30e64aa390cf
0035729f-1a11-403d-8c52-ceba137214df

@bojowonastawionaowca ze względu na to że przyjechaliśmy 6.05 i wracamy 8.05, to za dużo nie ogarnęliśmy. Dzisiaj pokręciliśmy się po Seogwipo, po tutejszym targu. Byliśmy też przy wodospadzie Cheonjiyeon, obchodząc go dookoła. A zmierzając do pensjonatu jechaliśmy przez park narodowy na środku wyspy (super widoki oraz emocjonująca jazda ze względu na górskie serpentyny).

Ciekawostka: trasa między Seulem i Jeju jest najbardziej zatłoczoną na świecie. Tylko z lotniska Gimpo to jest ok 130 lotów dziennie, czyli średnio jeden samolot co 6-7 minut.

Zaloguj się aby komentować

Z koszami na śmieci bywa ciężko w #korea (bo jest ich bardzo mało), ale przynajmniej nadrabiają szaletami.

Publicznych toalet jest sporo. Są w parkach, bywają w przejściach podziemnych, przy atrakcjach turystycznych. Jelita mogą być spokojne, bo nie ma ryzyka, że potrzeba przyciśnie gdzieś, gdzie do sedesu jest daleko.

Do tego każdy kibel, z którego korzystałem był darmowy oraz utrzymany w pełni akceptowalnym stanie czystości. Ani razu nie natrafiłem na osraną muszlę, co ze wstydem stwierdzam, w Polsce miało miejsce niejednokrotnie.

Wiele z nich jest już trochę wysłużonych, ale nie śmierdzi oraz nie przeraża swoim wyglądem. Good job, Korea!

#srajzhejto

4b67aa66-2b2a-472f-829c-5236b192b1fa
68839700-65e3-4a8f-b944-66c0f3cbf5c6
d8410349-9dd4-4e39-94d4-d64d82e2d933
4330a67a-6e36-435b-9720-d656ef2696f1

Dziś po przejściu sam nie wiem ilu kroków wyrzuciłem jakąś pierdołę właśnie w toalecie. Nosiłem ją tak długo, że nadałem jej imię. Finalnie znalazłem parę koszy w parku (tak to nazwijmy) z płatnym wstępem.

8577146b-7f9b-4358-bdc3-2360a5895be4
194b7c29-3cc6-41e6-b9c4-e1612ecab085

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Chwila przerwy przed snem, to napiszę parę słów o miejscówce, którą zwiedziliśmy przedwczoraj.


Plan zakładał przejście się do Haneul Park i zaliczenie tysięcy kroków.


https://maps.app.goo.gl/retmZXzNh2m7fWmd8


Ale że coś tam kropiło i pogoda zapowiadała się tak o, to szybka zmiana planów i poszliśmy w drugą stronę. Do Seoul Battleship Park.

Jak widzę gdzieś sprzęt wojskowy, to staram się nie odpuszczać i tutaj też tak było.


https://maps.app.goo.gl/5GH8TTCAs8HX6xyh9


Na miejscu zastaliśmy niewielkie muzeum, w które wbudowany został miniaturowy okręt podwodny. Obok zaś, na podwyższeniu stał okręt patrolowy, a wisienką na torcie była fregata - zacumowana obok.

Ona dostarczyła mi najwięcej rozgrywki, gdyż na tak wielkim okręcie jeszcze nie byłem. Udostępnionych jest chyba z 5 pokładów, także jest gdzie chodzić i co oglądać.


https://en.wikipedia.org/wiki/Seoul_Battleship_Park


Za cenę kilkunastu złotych (w przeliczeniu) za wstęp, to jak darmo.


#podroze #podrozujzhejto #okrety

f07cd0c4-ec11-4fa3-b58c-8a3773a349e2
0329299d-9d92-4a64-8b76-0dbf20aa1493
16a8c056-19d9-48b2-befb-997d2a9ba252
1d09cdaf-f107-429d-b1d9-8f975026c2bd
59b5867d-7df3-410f-8a76-d2480d6afb6f

Jak lubisz takie miejscówy to koniecznie War Memorial of Korea. Akurat miałem pecha, że budynek był zamknięty jak zwiedzałem, ale na zewnątrz są tony sprzętu, można tu spędzić mnóstwo czasu. Nawet jest pełnoskalowy okręt.

Zaloguj się aby komentować

#podrozujzhejto #podroze #pieknodanych #tworczoscwlasna #programowanie .


Od 2018 śledzę wszystkie swoje podróże zagraniczne, mam dane dla każdego dnia w którym kraju byłem w prywatnym excelu i na nomads.com którego używam do generowania map podróży.


W lutym skleciłem excela który dla każdego dnia roku mówi w ilu krajach byłem. W sumie tabela działa spoko, ale była słaba wizualnie i nie da się za bardzo jakiegoś fancy wykresu z niej zrobić. (2 obrazek) Fancy wykres to w sumie by był udawany kalendarz który w każdym dniu mówi ile i gdzie.


I miesiąc robiłem vanity project na podstawie danych z tego portalu wcześniej (działa na API więc jego użytkownicy mogą tez sobie taki kalendarz wygenerować).


I w tym kalendarzu nakładam lata i mogę wyciągać jakieś random fakty:

  • 22 marca - odwiedziłem najwięcej krajów 6

  • za granicą byłem 281 / 366 dni kalendarzowych

  • styczeń i listopada to miesiące w których każdy dzień byłem za granicą

    • brakuje mi 17 czerwca żeby mieć cały czerwiec
  • mogę podejrzeć wizualnie kiedy byłem w danym miejscu w ciągu roku

  • od 2023 byłem co roku we Włoszech czego nie zarejestrowałem a widać w danych

Takie w sumie tylko osobę której tyczy taki kalendarz interesujące próżne dane, dla mnie też trochę ze wskazówka gdzie mogę sobie polować żeby łatać dziury.


https://deykun.github.io/travel-calendar/#u:deykun&h:pl

fcf77602-c04a-4712-8f6c-242fc1c3d50c
5da6fd45-68d5-4a47-8069-5d276666c7d4
771131d4-50fb-43fb-bed0-4de0f4ca39de
6ed6e760-ca54-482f-b34a-d71ee1a7a9af

@dziad_saksonski nie jest, jebać Serbie. Mogli tworzyć multikulturalne społeczeństwo z rejonem gdzie mniejszość Albańska jest większością, ale bliżej im było mordowanie mniejszości.


Z moich przemyśleń po to mam wynotowane:

Spoko wątek here z albańskiej perspektywy i chyba trochę mniej ignorant:
https://www.quora.com/Why-is-it-important-to-some-Albanians-that-Kosovo-and-Albania-unite-as-a-single-state/answer/Argjend-Krasniqi-2?ch=10&oid=325659709&share=0f7e2bdd&srid=hH48lh&target_type=answer


moje ignoranckie tl;dr;
Serbowie mocno jebali po Albańczykach w swoich granicach, i w 1991 NATO wkroczyło żeby tego problemu nie rozwiązywano jak w Bośni mordowaniem. Powstanie Kosowa to kompromis, ruchy niepodległościowe były pozytywnie nastawione do Albani, część tego kompromisu to sprawienie, że flaga Kosowa nie ma czerwonego i czarnego (można by się go spodziewać po kraju z populacją lubiącą flagę Albanii (jako symbol Albańczyków nie koniecznie Albanii - zwał jak zwał). Dlatego flaga jest taka jaka jest . Dodatkowo w konstytucji Kosowa jest zapis, że kraj nie może się zunifikować z Albanią. Niepodległość to był dobry krok dla ruchów niepodległościowych ale spowolnił ruchy Serbii i ewentualną unifikację z Albanią. Obecnie w Kosowie są opinie, że jednak trochę chujowo jak o fladze i treści konstytucji decydują obce rządy, a nie obywatele kraju.

Zaloguj się aby komentować

Ukoronowaniem dzisiejszego dnia był kurczak i soju. Kurczaczek bardzo dobry, zdaje się mięsko z nóżki. W cienkiej, ale chrupiącej panierce.

Mimo że z oleju, to nie ociekał nim. Samo wnętrze zaś soczyste.

Co tu dużo gadać - bardzo dobry. Jako dodatek była marynowana rzepa - pewnie aby przełamać smak.


A do popicia soju - wersja z żabu na etykiecie (cokolwiek to oznacza).


#podroze #urlop #podrozujzhejto

3998bae7-1f11-45f0-984c-5eb2c9f045c7
1ed27087-3084-4351-b2a3-4641fbba2221

Zaloguj się aby komentować

Dziś kolejna dawka zdjęć z Seulu.


Tym razem bloki, wieżowce... wielkomiejskie kimaty.

Miks zdjęć, coś przykuło moją uwagę, to szybka focia i dalej.


#podroze #urlop #podrozujzhejto

2ee4b40f-548f-439d-a2ec-3a01899ec663
1d093260-aa88-4459-b4b6-d78006ed7af0
8b9a708d-e21a-470d-99b4-12652c79fd7d
ed3506bf-4a7f-491c-8bd9-555a16b43f94
a4d03458-1a31-4eac-84e8-fa5041431cbb

Zaloguj się aby komentować

Witam ponownie z Seulu!


Dziś parę słów o tutejszym metrze. A w zasadzie sieci metra, na którą składa się kilkanaście linii.

Wszystkie one są ze sobą połączone, także przesiadając się odpowiednią ilość razy, można dotrzeć do większości zakątków miasta.


Każda ma swój numer i jest oznaczona innym kolorem - dla odróżnienia.


Największe wrażenie zrobiło na mnie to że:


Stacje pełnią również funkcję schronów, z zapasami, sprzętem ratowniczym itd - wszystko ładnie opisane.


Są też całkiem głęboko, na oko z 4, 5 pięter w dół. Nie znalazłem jeszcze takiej, gdzie nie znalazłby się jakiś większy lub mniejszy pasaż handlowy. Trafiłem nawet tu i ówdzie na coś na kształt ogrodu, czy może zielonego zakątka.


Na info screenach lecą w pętli zasady komunikacyjnego sauvair vivre, przeplatane instrukcjami co robić w sytuacjach awaryjnych.


Wagony są szerokie, powiedziałbym nawet, że przepastne - przynajmniej tak je odebrałem. Jest więcej miejsc stojących niż chociażby w naszym metrze.

Nad miejscami siedzącymi jest też miejsce na bagaż - podobnie jak u nas w pociągach.


Spodziewałem się przeładowania reklamami, ale o dziwo, tak się nie stało. Reklamy oczywiście są, głównie w formie plakatów różnej wielkości. Ekrany pełnią raczej funkcję informacyjną. Zdarzają się rzecz jasna wyjątki.


Głupio mi będzie teraz jeździć naszym


Na zdjęciach zejście do metra, a potem na stację.


#podroze #podrozujzhejto #metro

df42a8e7-c5a3-477f-a71a-c10f71c0cf71
2ef21681-bb35-4c95-aa52-5908c5a22f2c
978835b9-1e3e-4f29-a3fc-3c4e007d9344
04597c60-3318-4bfc-95a4-d29c39f742f5
f3dc50e2-9d5a-4aa7-8882-d0227d3af3f0

@Earl_Grey_Blue tutaj chyba podobnie, gdybym miał zgadywać ile osób pomieści się w razie czego pod ziemią - moja odpowiedź brzmi "w pytę".

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Kochany Pamiętniczku. Po piaskach Sahary zapragnąłem odrobiny górskich klimatów, ale i miejskiego zgiełku. Wszyscy mówią, bierz nocleg w medynie w Marakeszu. No to wziąłem. I wjechałem do niej Tygrysem.


Ale to zaraz. Po drodze do Marakeszu miałem przełęcz Tizi n'Tichka w Atlasie Wysokim. Bardzo zachwalaną jako niezwykle widowiskowa ze świetną drogą. I szczerze, bez szału. Asfalt owszem, bardzo dobry (jak na górską przełęcz oczywiście), ale co do widoków - po motocyklowej Rumunii i Alpach chyba dość ciężko mnie już zachwycić. Za to po drodze setki ludzi próbują sprzedać geodę, skamielinę czy serduszko z płatków róż.


Sam wjazd do Marakeszu wygląda trochę jak wjazd do Bydgoszcza. Nawigacja pokazuje, że jesteś 5 km od centrum, a ty nadal na jakimś zadupiu. Ale jak już dotarłem... Miałem odpalonego i Garmina, i nawigację z Google, a za cel obrany parking polecony przez recepcję riadu. I obie poprowadziły mnie przez medynę. Trasa podejrzana, ale lokalsi śmigają tam skuterami i nie tylko, więc cisnę. Wyobraźcie sobie popołudniowy tłum, upał, ultraciasne uliczki w dodatku zastawione straganami i tam ja - na turystyku z kuframi bocznymi. Pół godziny walki o dojechanie do celu, po czym się poddałem i pytałem już tylko, jak stąd wyjechać. Trzeba przyznać, że byłem niemałą atrakcją, nikt mnie nie opieprzył, jedni kibicowali, inni się dziwili, jeszcze inni się śmiali, ale nikogo nie rozjechałem, o nic nie zahaczyłem. I sprzęgła nie spaliłem ani Tygrysa nie zagotowałem. Aż sam się dziwię.


Na parking w końcu dotarłem (jakieś 300 metrów normalną ulicą odbijając od głównej alei...). Ten był już pełny, ale zaparkowałem w sąsiednim warsztacie samochodowym. Ruch uliczny w Marakeszu jest szalony, jeszcze gorzej niż w Tangerze. Po przygodzie w medynie byłem już tak wymęczony i skołowany, że w pewnym momencie wystraszyłem się własnego kufra w lusterku. Mógłbym przysiąc, że zbierał się do wyprzedzania.


Sobota wieczór na targu w Marakeszu - miasto tętni życiem. Nie tylko turyści, ale i tysiące miejscowych. Mnóstwo stoisk ze wszystkim, występów muzycznych i nie tylko. Mnie najbardziej wciągnęła ekipa z absolutnie fantastycznym kolesiem grającym na banjo. Z godzinę u nich spędziłem (z przerwą na kolację w knajpie). Nie wiem co grali, może coś na poziomie Majteczki w kropeczki, ale pełno Marokańczyków się do nich przyłączało i śpiewało te przeboje. Miazga.


Zajrzałem w kalendarz i spostrzegłem, że jeszcze nie wracam do domu, więc można z powrotem w góry. Druga przełęcz, Tizi n'Test. Spytałem znajomych, czy to na pewno asfalt - tak, asfalt, jedź. Heh, nazwałbym to desperacko utrzymywanym górskim szlakiem. Tak pół na pół bardzo marny i brudny asfalt z po prostu szutrem, ziemią czy kamieniami i brakiem barierek. Osuwiska są co chwilę, tak naturalne jak i sztuczne, gdy są roboty i przestawiają drogę. Po 150 km miałem średnią 38 na godzinę


Męczące strasznie, ale warto było. Widoki i klimat zdecydowanie przebijają Tizi n'Tichka. I nikt nie machał do mnie geodą ani tym serduszkiem. Kompletnie pusto. Polecam.


W połowie drogi źle skręciłem i musiałem dojechać do wioski, przez którą turystycznie w ogóle się nie przejeżdża, by zawrócić. Dopiero wtedy pierwszy raz zobaczyłem to, o czym mówią ludzie podróżujący przez Maroko. Na wjeździe do wioski w 5 sekund wybiegło na mnie dobre 15 dzieciaków w wieku od 3 do może 10 lat, z obu stron, na środek drogi. Widok dosłownie jak z kreskówki, wyskakiwały z krzaków, rowów, domów, zza węgła. Akurat tam, gdzie zamierzałem zawrócić - na szczęście jakoś się udało i uciekłem czym prędzej, choć po kilometrze zatrzymałem się i sprawdzałem, czy mam rejestrację i kierunki, bo ewidentnie któryś za coś złapał. Jakbym miał coś dla nich, jakieś czekolady czy piłki, to może i bym się zatrzymał, ale w takiej sytuacji nie ma opcji. Może następnym razem.


Kolejny nocleg w eleganckim ośrodku z basenem i chillowy przelot autostradą do Casablanki. Casablanca na pierwszy, drugi i piąty rzut oka, to normalna europejska metropolia. Tylko ruch uliczny typowo marokański, ale powiem, że po Tangerze i Marakeszu (zwłaszcza tej medynie) ja już jadę na takim god mode, że zupełnie bez stresu tu wjechałem. A musiałem przebić się przez całe miasto od wschodu, bo nocleg nad brzegiem oceanu, przy samym meczecie Hasana II.


Miałem napisać o naganiaczach i innych łajzach. Prawdę mówiąc, jest ok. Jasne, w bardziej turystycznych miejscach co chwilę ktoś zaczepia mniej lub bardziej natrętnie, ale raczej rozumieją słowo nie. Na parkinach górskich zawsze ktoś podejdzie i będzie próbował sprzedać wspomnianą geodę (w sumie nawet kupiłem, bo ładna była), w Marakeszu co 3 metry próbują wcisnąć hasz (ten sobie odpuściłem tym razem). Na pewno nikt nie łapał mnie za rękę czy nie próbował założyć darmowej bransoletki, za którą jednak wypada zapłacić. Czyli lepiej niż w Grecji. Jak najbardziej można jechać samemu.


Plan na jutro. Rano do meczetu i w stronę Tangeru. Niedługo do domu.


#shagwestwmaroku #maroko #podroze #motocykle #shagwestwhiszpanii

ce37eafe-294a-4d52-aa5a-d0cfa79e7130
dc82ae66-f1bb-4da5-ad63-5f79970fb912
2c592019-32fb-49a1-9052-232608239af0
48fb50d0-4b85-4ddb-a967-8b046dd633d9
ce6cace1-6c06-452f-9ec9-67dec1ae11d2

Zaloguj się aby komentować

Ciąg dalszy poprzedniego wpisu:


https://www.hejto.pl/wpis/urlop-rozpoczety-i-juz-od-rana-pokusy-piwo-urlop


No i stało się, wylądowaliśmy w Korei.

Lecieliśmy trasą Wwa ->Zurich -> Seul.


Pierwszy raz leciałem samolotem długodystansowym, więc jestem mile zaskoczony. Miejsca nawet, nawet. Jedzonko i napoje spoko (jak na catering), tablet zapewniający rozrywkę również swoje zrobił.


Jedną z fajniejszych rzeczy był dostęp do kilku zewnętrznych kamer na samolocie oraz śledzenie trasy wraz z parametrami lotu.


W sekcji rozrywkowej sporo firmowych nowości.

Wybrałem niezobowiązujące kino "Running man".


Dokładam parę fotek z okna - skoro było obok, szkoda byłoby żadnej nie cyknąć.


To głównie przelot nad Alpami oraz brzeg morza czarnego.


#urlop #podroze #podrozujzhejto

a80c1556-e1c6-42f1-9081-e16b7dc5ba7b
c9c93d9d-85f3-42ba-bc1f-adbc73032c39
8e1a916f-3f2d-4848-bb37-668b8bc0d0b8
57eaa452-d275-4486-8b51-7a09ea61ded1
ac2ee2df-0409-4efc-9e79-0ade0a2e8697

Zaloguj się aby komentować

Sobotni spacer. Klify, plaża, łąka pełna hiacyntowców... i martwa natura (dosłownie). Wszystkie oblicza natury - piękne, spokojne i brutalne.


UWAGA: 5. zdjęcie jest drastyczne, martwy delfin, wyrzucony na brzeg.


#podroze #podrozujzhejto #madtravel

1ac9b019-6a13-4775-a4a1-d34ffa2e9a01
65def0b6-9fba-4e74-8aab-a4b7d4544f4f
6fa640d6-2b23-42a2-9275-56a9e7ff5f03
cff15b8d-a123-402b-808c-78c055a79b5f
f25833de-1673-488e-9ec0-71fc6e7c3058

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować