Niebawem odbieram nowy samochód i mam opcję na zabezpieczenie lakieru w (powiedzmy) preferencyjnych cenach.
Podobno w dzisiejszych czasach lakiery rysują się od samego patrzenia, co kontrastuje mi trochę z lakierem na obecnym samochodzie, który pomimo bycia 15 letnią klasą premium (xD) dalej prezentuje się naprawdę dobrze.
No i tu się zastanawiam nad wyborem powłoki ceramicznej lub folii, bądź niczego.
Pierwsza opcja wraz z impregnacją wnętrza (prawdziwe skóry) to koszt 2,500 zł w salonie.
Opcja numero drugo to folia + jakaś cudowna ceramika w studiu detalingowym za ok 9,000 zł.
Jest jeszcze opcja samej folii, ale tu musiałbym szukać na własną rękę.
O ile poczytałem w internecie czym się te opcje różnią, jestem ciekaw opinii samych użytkowników, którzy zdecydowali się na któryś (lub żaden) z takich zabiegów. Rzetelne opinie ciężko znaleźć w dobie sponsorowanych czy generowanych przez AI artykułów i ocen, stąd też liczę na Wasze zdanie.
Niby przy cenie zakupu auta takie powłoki to niewielki koszt, ale jednak nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto, albo płacić za niepotrzebne rzeczy, bo taka jest moda (napisał kupując nowy samochód xD)
Sam w zeszłym roku się nad tym zastanawiałem, u mnie kompletna folia wyszłaby ok 15k (duże kombii) i stwierdziłem, że to kur... tylko samochód i szkoda kasy. Pojeździsz kilka lat i sprzedasz a kolejny właściciel na 90% będzie miał w d⁎⁎ie tą folie ;) która i tak zacznie schodzić. Ale to twoje pieniążki i każdy dba o swoje auto jak uważa :)
Mój kolega kiedyś miał T3 zrobionego na Bibowóz. I ten samochód miał taką oficjalną nazwę własną. Auto ma nawet swój fanpage na Mordoksiążce. Potem kumpel sprzedał to auto komuś i oddał funpage, ale nie mam pojęcia co się z tym wozem dzieje. Jak się wpisze w google "Bibowóz" to od razu wyskakują foty. Fajne autko to było (° ͜ʖ °)
@yoowki wstawiał zdjęcie pierdoloneza i się mu nie dziwię, dwa razy jechałem w życiu (raz policyjnym) i uważam, że ta fura jest tak zła, że aż dobra. Natomiast zobaczcie, co nasi dziadkowie wyrywali na Syreny...
Wreszcie sie przemoglem i znalazlem termin,zeby podjechac samochodem do mechanika( inb4- wymiana oleju i filtrow) i poprzedni wlasciciel mi mowil,ze do wymiany jest olej w skrzyni biegów i olej do napedu 4x4,bo on wymienil przy zakupie( a to byl rok 2016 lub 2017).
Jest cos takiego w ogole i czy jest to droga zabawa?
Pacjent to Renault Koleos 2.0 dci rocznik 2009,naped 4x4 dolaczany.
Jechaliśmy przed chwilą za nauką jazdy. Światła pewnie w trybie auto, który wiadomo, raz działa raz nie, chodzi mi o zmianę warunków pogodowych. Ja to jednak byłbym za tym żeby kursantów szkolić "po staremu", światła mijania dla zasady. Może się czepiam, wiem, że akurat tutaj w porządku ale potem mamy masę kierowców którzy we mgle, deszczu itd lecą na auto, które niestety zawodzi i ta masa aut leci np autostradą nieoswietolna z tyłu. Co myślicie.
Jedno to, co piszesz a dwa to zaprzestanie tak silnego łączenia "jasności" z widocznością. Przy tym rozproszonym szarym świetle zimowego popołudnia często mało widać, pomimo tego, że czujnik traktuje to jako "dzień" taki sam, jak o 16 w Czerwcu. U mnie zawsze manual, zawsze włączone. Jak dobrze pamiętam, sporo włoskich (i bodajże koreańskich) samochodów, po przekręceniu stacyjki (po zgaszeniu silnika) wyłączało światła. Zatem można było raz przekręcić na światła mijania i tak zostawić to i na kilka lat.
@ipoqi Ja lubię zmuszać kursantów, żeby musieli "pobawić" się światłami podczas jazdy.
Zimą i jesienią, przy ładnej pogodzie na mieście na auto, wyjeżdżamy na ekspresówkę, każe przełączyć na mijania (oczywiście z wyjaśnieniem, że póki pogoda ładna, można na dziennych, ale w warunkach zimowych pogoda lubi się zmieniać, czujnik może nie załapać, a na drodze szybkiego ruchu lepiej jak będziemy dobrze widoczni z tyłu).
No i staram się ich uświadamiać i pokazywać przykłady błędnego używania świateł u napotkanych kierowców.
Bo z kolei to co Ty proponujesz, czyli cały czas mijania wyłączone ręcznie, może poskutkowac tym, że potem taki delikwent dostanie auto od taty, tata powie: synek, włanczasz na auto i się nie przejmujesz. I będzie tak jeździł, bo pomyśli np. że w l-ce tego nie było, a tu ma taki fajny bajer.
A tak to ma włożone do głowy, że w l-ce też coś takiego było, ale nie zawsze można z tego korzystać.
Kilka dni temu (chyba w piątek) pisało się na hejto o wezwaniach do zapłaty (przez niektórych niesłusznie nazywanych mandatami) za parkowanie na prywatnych parkingach, przy popularnych dyskontach. Całość bardzo ładnie podsumował kolega @bartek555 wrzucając omówienie z YT (tutaj, jeżeli ktoś jeszcze nie widział: https://www.hejto.pl/wpis/po-edukacji-od-kolegi-fen-wrzucam-ten-wartosciowy-filmik-dla-potomnych-sam-kilka )
Dzisiaj chciałem poruszyć jeszcze jeden temat, który jest równie wielkim bublem prawnym, tylko że tym razem stosowanym przez ustawodawcę i organy ścigania do łatania dziury budżetowej kosztem niewinnych (lub też winnych ale bez możliwości tego udowodnienia) kierowców. Czy słyszeli Państwo kiedyś o czymś takim jak "odcinkowy pomiar prędkości"? Polecam się zapoznać z aspektami prawnymi takiego pomiaru:
Łysego można kochać, można nie lubić, a można go mieć też głęboko w D, ale trzeba przyznać, że wypuścił dobry i merytoryczny materiał na temat wynalazku jakim jest odcinkowy pomiar. Jak się okazuje, zgodnie z literą prawa, nie da się ukarać kierowcy, który zostanie "złapany" na takim pomiarze, niezależnie od tego jak szybko jechał. Polecam się zapoznać z materiałem.
Niestety ale ostatnio pojawiło się bardzo dużo takich odcinków, gdzie pomiar w żaden sposób nie poprawia bezpieczeństwa na drodze, a nawet pogarsza sprawę! No i oczywiście łata dziurę budżetową... Przykładem z mojego życia kierowcy jest odcinek między Borczem, a Babim Dołem w woj. pomorskim. Mamy odcinek prostej o długości ~ 7,0 km w lesie, bez żadnych zabudowań w pobliżu, z ograniczeniem prędkości do 90 km/h. Jakiś matoł postanowił postawić kamery i znak o kontroli prędkości. Skutek był lepszy niż zamierzony, wszyscy SŁABI kierowcy ze strachu przed mandatami zaczęli jechać tam 50-60 km/h i zaczęło się wyprzedzanie na wariata. W naszym kraju absurd goni absurd...
Oczywiście NIE ZACHĘCAM DO ŁAMANIA PRAWA DROGOWEGO! Wszyscy powinniśmy jeździć zgodnie z obowiązującymi przepisami i w jego granicach - bez szarży na drodze i bez blokowania ruchu ;). Post ma charakter tylko informacyjny. Osobiście apeluję o spokój na drodze i wszystkich kierowców hejto proszę o jazdę zgodnie z przepisami!
A do ustawodawcy ślę prośbę, aby dostosował przepisy do swoich wynalazków, a nie łatał dziurę budżetową dodatkowymi opłatami dla różnych grup w społeczeństwie, pobieranymi niezgodnie z obowiązującym prawem...
@Fen na A4 między Kostomłotami a Kątami Wrocławskimi zamontowali OPP. Przed montażem nie było dnia bez wypadku. Po uruchomieniu systemu wydarzył sie cud: 100 tys mandatów w ciągu 6 msc od montażu i nagle ilość wypadków drastycznie spadła, a płynność ruchu się poprawiła.
Szczerze to szkoda mi nabijać Łysemu wyświetleń. Gardzę nim jak mało kim. Nawet jeśli jest nielegalny to powinno to zalegalizować. A najlepiej całą Polską obstawić takimi pomiarami. Jednocześnie sensownie wytyczać ograniczenia.
Znowu pierdolenie kogoś kto myśli, że jeździ "szybko, ale bezpiecznie". Fotoradarów jest pełno w Polsce i zawsze widzę, że ludzie jeżdżą blisko limitu, albo nawet nieco ponad, ale tak, na pewno akurat tam u ciebie jeżdżą 40km/h mniej!
Jak nie potrafisz jeździć zgodnie z ograniczeniami, to bierz tabletki na uspokojenie i używaj plastrów nikotynowych.