@Hoszin zdejmij koło i zobacz czy ci ten gwint, który jest w kole nie lata na łożysku. Ewentualnie czy da się go swobodnie (bez większej siły) obrócić używając tylko palców. Nasłuchuj podczas obracania, czy gdzieś na łożyskach rzeczywiście nie ma piasku lub kamienia. Ewentualnie rozkręć i sprawdź, czy masz całe łożyska. Ja tak robiłem w swoim rowerze. Niestety nigdy, w dorosłym życiu nie miałem hamulca w piaście, więc tu nic nie podpowiem.
przy całym komiźmie tej sytuacji to chciałbym poznać historię tej działki i wersję tego gościa
ciężko uwieżyć że chłop jest po prostu jebnięty.
sprawa powinna być upubliczniona, chociaż w obecnej sytuacji i przy milionach klików w necie to koleś może zapomnieć o sprawiedliwym procesie, a jego przypadek będzie kijem na setki tysięcy ludzi, którzy o tym że coś jest nie ich dowiedzieli się właśnie tak. to co gminy i inne zarządy dróg odpierdalają przy przejmowaniu takich działek, czy podobnych kwestiach własnościowych to jest patologia rodem z rosji.
czekam na tą ostatnią stronę z 5000 akt sprawy, na której sędzia stwierdzi, że może i droga została położona na działce przejętej niezgodnie z prawem, ale panie, tak się robi od 40 lat, inaczej to by my dalej polnymi drogami jeździli.
@voy.Wu to rolas, oni wszyscy są zjebani z dziada pradziada xD jak jeszcze projektowalem to moi ulubieni klienci zastaw sie a pokaż sie XD a jak już zrobiłem u jednego to w max pol roku wszyscy sasiedzi do mni wbijali i wazne aby bylo drozej niz u sasiada XD
Druga część "Bohemianr Raphsody"? Nie, ale znów Rami Malek jako homoseksualista chory na AIDS.
Opowieść o Jimmym George'u. A raczej o jego ostatnich tygodniach życia. Typ czuje się dobrze, mimo że jest blisko śmierci przez zaawansowane AIDS. Chce wystawić sztukę, znów występować i rusza nocami na imprezy, by korzystać z ostatków życia, jakie mu zostały. W tle dramat jego partnera. 8/10 po seansie, na dziś ocena lekko opadła.
Czuć było napięcie, chociaż nic nie wiedziałam o tym nowojorskim artyście.
Partner Jimmy'ego potraktowany po macoszemu, prawdziwym drugoplanowym bohaterem jest rudowłosy chuderlak, który z miejsca pała uczuciem i pożądaniem w stronę Jimmy'ego i myśli, że z tego tytułu ma jakieś prawa.
Film zrobiony bardzo dobrze, Malek szarżuje, ociera się o kicz, ale można dojść do wniosku, że George taki był, jako artysta czy tam performer.
Trochę mi przeszkadzało to, że losy Jimmy;ego obserwujemy parę tygodni później jak uciekł śmierci spod topora, dzięki jakiemuś tam lekowi. Koleś wygląda jakby wyszedł z siłowni, a nie ze ojomu. No ale powiedzmy, że reżyser chciał pokazać charyzmę bohatera nie tylko poprzez jego pasję do performensu i imprezowania, ale też przez piękną cielesność.
To zarazem smutna opowieść o tym jak dysonansowa może być żałoba samego przegranego z życiem i jego bliskich. Jego partner płacze w poduszkę, chodzi ze zbitą miną, a tymczasem Jimmy ćpa, chla i się r⁎⁎ha jak jakby jutra miało nie być... No właśnie.
Średnie ceny paliw w Polsce – tydzień 03.08–09.08.2026
Miniony tydzień przyniósł spadki średnich cen większości paliw. PB95, PB98, ON oraz LPG zakończyły tydzień na niższych poziomach niż na jego początku. Wzrost odnotowało natomiast ON+.
Najniższa odnotowana średnia dla PB95 wyniosła 7,27 zł/l, a dla LPG 3,01 zł/l. ON w ciągu tygodnia utrzymywał się w przedziale 8,01–8,10 zł/l.
Jeśli szukasz najtańszego paliwa w swojej okolicy, możesz sprawdzić ceny konkretnych stacji na mapie PaliwoMapa. Dostępna jest również aplikacja na Androida:
@SaucissonBorderline z doświadczenia strzela ma rozładowaną baterię w sensorze tpms. Te w Jeepie przynajmniej są wymienne jak masz lutownicę, takie np. VW zalewa baterię żywicą XD
@Ten_koles_od_bialego_psa liczę, że samo się naprawi :P
już raz mi to koło złapało buga na Korsyce, wtedy nie wiedziałem czy to przez upał czy teren
teraz obstawiam upał :)
gościu w serwisie tez mówi, że może się naprawi zdarza się
zobaczymy, ogólnie to miałbym to w d. gdyby nie to, że zdecydowałem się sprzedawać auto XD
Daleka wioska na krańcach Turcji. Po wojnie wraca wygnany ród, co nasila obawy mieszkańców o ich dalszy los. Mesut, starszy brat szejka wiochy, bierze swoje sny za boskie wizje i zaczyna namawiać do walki z przybyłym rodem. Odbiera szejkowską władzę swemu bratu i rozsiewa swoje wizje pośród ludu, co kończy się czystką i rzezią.
Dla mnie te "religijne wizje" to monstrum nie tylko społeczności, ale także głównego bohatera, którego od środka zżerają różne lęki. Gdy dowiaduje się, że żona prawdopodobnie urodzi bliźnięta to przechyla szalę - mówi się, że tylko we wrogim rodzie rodzą się bliźniaki - to diabeł wkłada tam "dodatkowego" dzieciaka.
Mesut doskonale odczytuje swoje lęki i równie doskonale "podkłada" je swojej społeczności, wysiudając pokojowo nastawionego brata i rozpoczynając misję "ku ocaleniu".
Ogólnie pokazanie tego wszystkiego - jak własne lęki pojedynczy człowiek może przełożyć na więcej ludzi i do czego to prowadzi - jest niestety bardzo współczesne.
W samym filmie czegoś mi brakowało - może bardziej ludzkiego czynnika. Doceniam to, o czym chce opowiedzieć ten film, ale coś mi kulało w sensie realizacji.
Podlaskie Święto Chleba w Ciechanowcu - minirecenzja
Młyn Ciechanowiec słynie na polskich grupach piekarskich z uważanej za najlepszą polskiej mąki 750 pszennej do wypieku chleba. Duża zawartość białka, odpowiedni stopień zmielenia - sprawia, że dobrze chłonie wodę i wytwarza mocną siatkę glutenową. Sama od paru lat na niej piekę, zamawiam pięciokilgramowe worki przez internet.
Tak więc, jak już w zeszłym roku padł temat Ciechanowca, chciałam pojechać - ale mąż nie był zainteresowany, a mi samej się nie chciało. Nie namawiałam go, bo szczerze mówiąc wyobrażałam sobie, że będzie bardziej hmm.. tematycznie chlebowo i że faktycznie nic ciekawego nie będzie miał tam do oglądania. W tym roku nadarzyła się okazja wyjazdu autokarem z większą grupą, więc niewiele myśląc, od razu się zapisałam. Byłam najmłodszą osobą w ekipie XD Podczepiłam się pod chodzenie z moimi rodzicami i ich znajomymi.
Na miejscu okazało się, że jest to po prostu wielki festyn, ale muszę przyznać, że dobrze zorganizowany. Po pierwsze miejsce - olbrzymie tereny kompleksu pałacowego i skansenu. Dużo zieleni, starych drzew - mimo, że cały dzień dawała lampa, chodzenie nie było męczące. Alejki w cieniu, miejsca do siedzenia i jedzenia także. Jak ktoś chciałby się rozłożyć z kocykiem gdzieś na uboczu, to też było gdzie. Nie było jakichś ekstremalnie wielkich kolejek do niczego, poza damską toaletą, jak ktoś nie chciał skorzystać z koedukacyjnego toitoia XD
Stoiska i wystawcy podzieleni na sektory - osobno stoiska kół gospodyń, osobno rękodzieło, osobno sprzedawcy ludowych wyrobów (kiełbasy, sery itp), osobno inne gastro (czyli jakaś kiełbasa i szaszłyki z grilla itp), oraz osobno sektor straganów z całą resztą badziewia, typowy jak we wszyskich turystycznych miejscowościach. Jak ktoś nie chciał, bo interesowały go tylko craftowe wyroby mięsne, z drewna, wikliny, woski i miody lub tłoczone na zimno oleje, mógł tam w ogóle nie zaglądać.
Kilka scen, na każdej inne koncerty. Nawet przyjemne nuty, żadnego siermiężnego umpa umpa. Jakieś kapele ludowe, zespoły rockowo-folkowe. Może później w nocy były jakieś bardziej dyskotekowe rytmy, ale nas już tam wtedy nie było.
Przez 8 godzin (z przerwami na jedzenie i kawę) wszystkiego nie obeszliśmy i nie obejrzeliśmy. Nie widzieliśmy ani jednego pokazu z tych, które tam były prowadzone. Nie obejrzeliśmy też przede wszystkim Muzeum Chleba, dla którego tam pojechałam XD Kompletnie mi to wyleciało z głowy i przypomniało mi się dopiero w autokarze, jak już wracaliśmy.
Minus to masa ludzi - 70% energii było stracone na mijanie się w alejkach i uważanie, żeby się z kimś nie zderzyć i na nikogo nie wejść i nie zgubić z resztą naszej grupki. Wiadomo, że to dobrze, im więcej odwiedzających - tym lepiej organizatorów. Zdaję sobie sprawę, że ciężko oczekiwać, że ktoś zorganizuje imprezę z takim rozmachem dla garstki osób. Cieszę się, że nie zabrałam dzieci, bo jakbym jeszcze miała ich pilnować żeby się nie zgubiły to już po godzinie chyba miałabym dość. I jeszcze dodatkowo przy każdym straganie prowadzić bitwę pt. "nie kupimy tego bo nie".
Chleba żadnego nie kupiłam (bo miałam w domu jeszcze nie zjedzony XD), zjadłam pierogi z mięsem i babkę ziemniaczaną, kupiłam - tradycyjnie - magnes na lodówkę oraz solidną bukową deskę z jednego kawałka drewna do klepania schabowych dla męża, bo te bambusowe już ze cztery zajechał. Cena jak przez neta, dodatkowo na żywo mogłam wybrać sobie taką z kawałka z odpowiednim usłojeniem - tata mi podpowiedział, która nie będzie się wyginać. Zobaczymy, zaimpregnuję ją jeszcze olejem lnianym z woskiem.
Ogólnie na plus, może pojedziemy tam kiedyś w jakimś spokojniejszym terminie, żeby sobie pozwiedzać wszystko bez tłumów ludzi.