561 + 1 = 562
Tytuł: Upadek Hyperiona
Autor: Dan Simmons
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: e-book
Liczba stron: 612
Ocena: 8/10
Upadek nie zachwycił mnie tak jak Hyperion. Pierwszy tom był wyjątkowy w swojej formie, drugi to już bardziej typowe sci-fi. Nadal Simmons robi ogromne wrażenie swoim światotwórstwem oraz rozmachem i na tyle, na ile zrozumiałem wszystko, to wydaje się, że mniej więcej domyka bardzo zgrabnie historię i wszystkie skomplikowane wątki, a i udało mu się wpleść w to ciekawe zwroty akcji.
#bookmeter #ksiazki #scifi #hyperion

@JapyczStasiek mnie w Danie najbardziej fascynuje swoboda i totalny brak ograniczeń wyobraźni w tworzeniu fabuły i łączeniu motywów literackich. Mam na myśli to, że gość jako wykształcony i oczytany człowiek potrafi z warsztatowym mistrzostwem pomieszać totalnie rozbieżne wątki. Teraz czytam "Iliona" w którym sci- fi jest zblendowane z postaciami Prousta, Szekspira, Iliadą i Odyseją Homera, po prostu wtf, to nie powinno się kleić ale jemu to wychodzi. Jeśli chodzi o zarzut "spadku jakości" innych książek to się nie do końca zgadzam, Hyperion i później Upadek to jest jego "powieść życia", pozostała twórczość jest również na wysokim poziomie (research który przeprowadzał przed rozpoczęciem każdej nowej książki jest obłędnie precyzyjny), ale chyba najgorszą rzeczą jaką można zrobić przy zapoznawaniu się z jego literaturą jest właśnie zaczęcie od Hyperiona i później czytanie innych książek- powinno być dokładnie na odwrót bo zaczynając od Dzierzby przy innych książkach pozostaje faktycznie pewien niedosyt.
Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
Wezyr zaczął coś mruczeć. Nawet Rincewind, którego nieliczne zdolności obejmowały talent do języków, nie zrozumiał ani słowa. Jednak brzmiało to jak mowa stworzona specjalnie do mamrotania. Słowa rozwijały się na boki niby ostrza kos na wysokości kostek: mroczne, krwawe i bezlitosne. Tworzyły w powietrzu złożone zawirowania i płynęły wolno ku drzwiom wieży.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
#uuk
Zaloguj się aby komentować
@RogerThat się nie odzywa, więc wrzucam sama:
Temat: chów klatkowy Polaka
Rymy: bloku - roku - cierpienie - wrzenie
Miłej zabawy w ten niedzielny wieczór!
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Tak mi się ogromnie spodobało sformułowanie użyte przez koleżankę @Kaligula_Minus, że aż poczułem się zmuszony do tego, żeby je sobie ukraść i to w dodatku ukraść je natychmiast! W sprawie zaś tego komentarza, jeśli koleżka planowałaby to sformułowanie wpleść w jakiś wiersz po swojemu, to bardzo bym do tego zachęcał. Jestem niesamowicie ciekaw tego, jaki efekt dałoby zestawienie pomysłów dwóch różnych osób w sprawie wykorzystania tego samego sformułowania.
A, no i kolejność dwóch ostatnich wersów znów byłem zmuszony zmienić. ;)
***
Owoc chorego drzewa
Choć dąb w zagajniku ze starości chory,
owoc wciąż co roku wydawał obfity;
syn dębowy – żołądź, jakby z miasta Korynt,
nim na ziemię upadł, już był w środku zgnity.
Z racji jego wieku czyniono honory –
w płaszcz nietykalności dąb został owity,
choć niektórzy ostrzyć chcieli już topory
żeby chore drzewo uczynić zabitym.
Cykl życia wciąż płynął, jak najmonotonniej –
niejeden z żołędzi zgniłych wykiełkował,
dąb zaś w końcu umarł, lecz niebezpotomnie,
w korze swych potomków chorobę zachował.
Teraz las dębowy rośnie tu, koło mnie,
chory owoc rodząc ciągle i od nowa.
***
#nasonety
#zafirewallem
@Kaligula_Minus Kurde, jeszcze w związku z tym wierszem to mi się przypomniało.
Zaloguj się aby komentować
Końcówka mi się nie zgodziła, więc chyba nie mogę otagowac #diproposta xdddddd Ale większość się pokrywa. Przed wami owoc chorego drzewa:
Pleśń
Cóż za ohydne w mej głowie potwory
Mają członki długie jak włócznia hoplity
Z jakiejż to ciemnej wypełzły nory
By uwłaczać myśli poczciwej kobity...
Czemuż te plugawe, wulgarne upiory
W towarzystwie nędznej obszarpanej świty
Zasnuwają umysł już do szczętu chory
Czyniąc brzydkim świat ten, tak niesamowity
Chciałby kobieta kiedyś wiekopomne
Dzieło stworzyć, na którym się wychowa
Wiele dusz zacnych, lecz nadzieje płonne
Bo każdy jej wytwór przy większych się chowa
Jak człowiek za drzwiami, gdy puka "Jehowa"
A kolejne wiersze bardziej są ułomne
#nasonety #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Właśnie będę zaczynać lekturę
#ksiazki #rodzicielstwo #rodzice #rodzina

Zaloguj się aby komentować
558 + 1 = 559
Tytuł: Ania na uniwersytecie
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: książka papierowa
Liczba stron: 202
Ocena: 5/10
Tutaj jak dla mnie poziom bardzo mocno spadł.
Jest to historia z 4 lat pobytu na uniwersytecie. Dochodzą nowe postacie ludzkie i zwierzęce (brakowało mi kotków 🥲). Na Zielone Wzgórze Ania wraca na święta oraz wakacje.
Nie było tutaj jakichś ciekawszych wątków, głównie chyba obracało się wokół tego czy Ania i Gilbert będą w końcu razem, ale nie była to historia miłosna rodem z powieści Bronte. Raczej mało ciekawa.
Źle nie było, ale spodziewałam się więcej.
Lecę z kolejnymi tomami.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
557 + 1 = 558
Tytuł: Ania z Avonlea
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Format: książka papierowa
Liczba stron: 221
Ocena: 7/10
W tej części Ania wciąż jest jeszcze dzieckiem, chociaż już z doroślejszymi problemami.
Kończy szkołę i sama przyjmuje posadę nauczycielki, aby zarobić na studia i pomóc Maryli z utrzymaniem gospodarstwa oraz opieką nad przygarniętymi bliźniakami.
Okazuje się że jej otwarty, marzycielski umysł świetnie radzi sobie z wychowaniem młodszego pokolenia. Ponadto angażuje się w różne akcje mające na celu poprawienie życia mieszkańców w Avonlea. Wciąż zalicza młodzieńcze gafy, ale wychodzi z nich bez szwanku, a nawet na lepsze!
Chyba ostatnia część, gdzie jeszcze czuć tą młodą Anię oraz cudowny klimat życia na Zielonym Wzgórzu.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
556 + 1 = 557
Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza
Autor: Lucy Maud Montgomery
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Axel Springer
Format: książka papierowa
Liczba stron: 415
Ocena: 9/10
Trochę zaległości mi się nazbierało na bookmeter, czas nadrobić.
Ania to dla wielu osób piękne czytelnicze wspomnienie z dzieciństwa, dla innych nudna lektura. Dla mnie to wspomnienie z wizyty w księgarni, kiedy to zrobiłam płaczliwą scenę, bo mama nie chciała mi kupić ładniejszego wydania Króla Lwa do kolekcji, za to na otarcie łez kupiła mi Anię z Zielonego Wzgórza.
W domu z niemałym wyrzutem, ale też z wdzięcznością że i tak dostałam nową książkę, zabrałam się do lektury. I przepadałam.
Nie wiem jakie dokładnie odczucia towarzyszyły mi podczas pierwszej lektury, ale jestem pewna że podobne jak i za drugim, trzecim, ... oraz ostatnim, nie wiem już którym, bo do dobrych książek zawsze wracam.
Ilość pozytywnych emocji oraz klap, które zawsze kończą się dobrze, jest tak wielka jak w żadnej innej książce. Ciężko czytać bez uśmiechu i unikając wilgotnych oczu 😅 oczywiście są też smutki, których trudno uniknąć, jak na przykład odejście Mateusza, który wniósł masę dobroci w tą historię i aż ciężko uwierzyć, że nie spotkamy go na dalszej drodze przygód Ani.
Wspaniała jest też przemiana Maryli, która na dobrą sprawę zaczęła prawdziwe życie dopiero od przygarnięcia tej niechcianej rudowłosej istoty.
Powrót do dzieciństwa uważam za udany.
#bookmeter

Zaloguj się aby komentować
Dawno w sumie erosomańskiego nie było. Aż prawie zapomniałem jak się je pisze.
Dwa ostatnie wersy mi rymami nie pasowały, to je wypieprzyłem z wiersza. Proszę mnie za to zdyskwalifikować.
***
Niedzielny poranek
Ależ mnie zebrało nagle na amory! –
Żona leży obok, tyłek ma odkryty;
zrobiłem się twardy, jak Stefan Batory ,
aż ze dwa bym na niej wykonał audyty.
Gdyby nie te nasze za ścianą bachory,
gdybym chociaż trochę przed snem był umyty,
może i otworem stałyby otwory,
może mógłbym liczyć na jakieś ri-ti-ti.
Nie mam się co łudzić – me nadzieje płonne,
choćbym ją próbował pieścić i całować,
nie wiem czy wciąż umiem – nawet już nie pomnę
ostatniego razu, gdym z żoną spółkował.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
554 + 1 = 555
Tytuł: Frankenstein
Autor: Mary Shelley
Tłumaczenie: Paweł Łopatka
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 9/10
#bookmeter
***
Gdzież więc teraz, mając przed sobą cały ten świat, miałem skierować swe kroki?
Frankenstein, jak twierdzi (a ja się z nią zgadzam) pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk, autorka dość ciekawego posłowia do wydania, które czytałem, to książka z kategorii […] o których wszyscy słyszeli, ale mało kto je czytał. Sam zbierałem się do jej przeczytania już od kilku lat i pewnie poczekałbym z tym kolejnych kilka, gdyby nie to, że przygotowuję się do lektury Biednych istot pana Alsadira Graya (ciekawe ile ma twarzy?), a ta książka jest ponoć na Frankenstenie w jakiś tam sposób oparta. I choć już przed lekturą wiedziałem, że Frankenstein to nie ten powołany do życia potwór, ale jego twórca – ten, który go do życia powołał, to i tak miałem przecież przed oczami obrazek z ucharakteryzowanym panem Borisem Karloffem , tak silnie ten motyw został przemielony przez popkulturę. Pani autorka natomiast w swojej książce nie opisuje dokładnie wyglądu potwora (w przeciwieństwie do przyrody – tak szwajcarskiej, jak i angielskiej, choć daleko jej w tym jeszcze do pani Orzeszkowej).
Zabierając się do lektury nie bardzo wiedziałem czego się po niej spodziewać, choć czułem swego rodzaju ekscytację, bo lubię śledzić to, jak powstawały i jak później rozwijały się motywy literackie. Zresztą sam Frankenstein (którego podtytuł brzmi Nowoczesny Prometeusz) również nie jest niczym nowym, a, ni mniej ni więcej, tylko opowieści opartą na micie o Prometeuszu (tylko że na tej jego części o stworzeniu człowieka, a nie o kradzieży ognia czy przykuciu do skał Kaukazu i całej tej późniejszej historii z wątrobą), o czym zresztą w tym dość ciekawym posłowiu pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk również napisała.
Frankenstein to książka z roku 1818, nie ma więc co spodziewać się po niej nowoczesnej, dynamicznej narracji (choć nie jest w odbiorze tak ciężka, jaką być by mogła). Sama opowieść prowadzona jest ramowo (jak twierdzi pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk) lub szkatułkowo, jak ja bym to raczej nazwał. Opowieść ta przedstawiona jest w trzech planach narracyjnych – w listach podróżnika Roberta Waltona pisanych do jego siostry, listy te zaś zawierają spisaną przez niego opowieść Wiktora Frankensteina, w której z kolei przedstawiona jest również obszerna relacja z życia demona (jak Frankenstein nazywał stworzoną przez siebie istotę), opowiedziana tego demona własnymi słowami. Pani Marzena Kwietniewska-Talarczyk twierdzi, że pani Shelley nie do końca wykorzystała możliwości, jakie daje taka konstrukcja powieści (z czym również się zgadzam, ale co mogę pani Shelley wybaczyć – wszak Frankenstein ukazał się przed Nędznikami pana Vicotra Hugo, autorzy mieli więc wówczas prawo nie wiedzieć jeszcze jak należy pisać powieści), natomiast od pewnego momentu zupełnie mi to nie przeszkadzało. Tym przełomowy momentem w książce był dla mnie rozdział XI (z dwudziestu czterech), w którym to zaczyna się opowieść stwora. O ile wcześniej miałem do czynienia z opisem wydarzeń, które mocno wpływały na narratora (ach, ta literacka egzaltacja, której w książce nie brakuje!), to mnie pozostawiały jednak wobec tego wszystkiego obojętnym, tak los demona i ultimatum, które postawił swojemu stwórcy zaangażowało nie tylko moją uwagę, ale również emocje. A już największą zaletą drugiej części książki było to, że moje sympatie rozkładały się po równo w kierunku obu wrogów – stwórcy i jego stworzenia. Nie wiedziałem komu w tym starciu mam kibicować (choć teraz, po odetchnięciu i przemyśleniu sprawy, skłaniam się raczej trzymać stronę potwora).
To, co wiedziałem przed lekturą, to liczne interpretacje wskazujące samotność jako główny motyw Frankensteina. Mądrzejszy już po zakończeniu lektury, zgadam się z nimi, choć niekoniecznie w całej ich rozciągłości. Tematów, które znalazłem w książce jest dużo więcej – choćby odpowiedzialność stwórcy za stworzenie (lub szerzej: za własne czyny) czy poszukiwanie przyczyny zła w tym, jak istotę kształtują okoliczności. Choć, jak pisałem wcześniej, momentami przedstawione to wszystko jest trochę niezgrabnie (ale nie jakoś bardzo źle), to lektura zostawiła mnie, tak mi się wydaje, bogatszym o kolejne spojrzenie. A chyba o to w czytaniu książek chodzi. Przynajmniej mnie.
***
Ciekawe w ogóle są też okoliczności tego, że Frankenstein w ogóle powstał. Jest ta historia zarysowana w posłowiu pani Marzny Kwietniewskiej-Talarczyk, a pojawia się w niej angielska bohema literacka tamtych czasów (łącznie z niejakim Georgem Byronem), skandale obyczajowe, konkurs (albo zakład). I chyba trochę nudy (albo innego zblazowania).

Zaloguj się aby komentować
Wczoraj przyszła "Planeta śmierci" i dzięki temu, że "Cień olbrzyma" został opóźniony udało się ułożyć taki schludny prostokąt, wychodzą idealnie 33 Wymiary i 11 Eonów.
Na uznanie zasługuje fakt, że Vesper to wszystko wydał w niecałe 3 lata, a gdyby pominąć pierwsze 3 książki, to równo 2 lata. "Conan 1" wyszedł dokładnie tego samego dnia co "Planeta śmierci", tyle że 2 lata wcześniej.
#ksiazki #czytajzhejto #vesper #wymiaryvesper #eony #ksiazkicerbera

Zaloguj się aby komentować
Cytat na dziś:
– Śmierć przekracza granice...
– Za granicą mi nie przeszkadza. Tam mieszkają sami cudzoziemcy. Natomiast Śmierci w pobliżu wolałbym nie oglądać.
– To tylko metafora - wyjaśniła Conena.
– Tobie się tak wydaje. A ja go poznałem.
– Jak wygląda? - zainteresował się Nijel.
– Określę to w ten sposób...
– Tak?
– Nie potrzebuje fryzjera.
Terry Pratchett, Czarodzicielstwo
#uuk
Zaloguj się aby komentować
Newsy książkowe od Whoresbane'a!
Wydawnictwo Zysk i S-ka zapowiada zbiór opowiadań grozy. "Dławiący horror" Roberta E. Howarda wyląduje na sklepowych półkach 5 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 600 stron, w cenie detalicznej 69,99 zł . Poniżej okładka i krótko o treści.
Antologia przerażającyh opowieści pióra Roberta E. Howarda
Robert E. Howard znany jest przede wszystkim jako twórca postaci Conana Barbarzyńcy. Jego dorobek literacki obejmuje jednak znacznie więcej — liczne utwory z gatunku fantastyki, horroru i literatury przygodowej. W tej antologii zebrano nowele i opowiadania pochodzące z różnych cykli, zapoczątkowanych przez Howarda, w tym teksty inspirowane twórczością H.P. Lovecrafta i mitologią Ctulhu.
Tom zawiera również uznawane przez wielu za wybitne opowiadania grozy, takie jak Glizdy Ziemi (Worms of the Earth) oraz Gołębie z piekła rodem (Pigeons from the Hell) – to ostatnie Stephen King określił mianem jednego z najlepszych opowiadań grozy XX wieku.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chcesz mnie wesprzeć? Mój Onlyfans ( ͡° ͜ʖ ͡°)
⇒ patronite.pl/ksiazkiWhoresbane
⇒ suppi.pl/ksiazkiwhoresbane
#ksiazki #czytajzhejto #zyskiska #horror #robertehoward

Zaloguj się aby komentować
Życie
Jesteś tu na chwilę, patrząc z jednej strony.
Czas już się odlicza, krótkiej Twej wizyty.
Po co jest to wszystko? Można toczyć spory.
Sens jednak niejasny, przed nami ukryty.
Trzeba się uśmiechać, stwarzać wciąż pozory.
Do społecznych ról dostajesz rekwizyty.
Wszyscy ciągle grają, jak jakieś aktory.
Wystep Twój ocenia Twój wewnętrzny krytyk.
Jeszcze jedna prawda, teraz Cię w nią popchnę.
Śmierć Cię w końcu czeka, jakbyś się nie chował.
Twoim celem trumna, katakumby chłodne.
Losu nie oszukasz - taki jest tu morał.
Dla mnie to nie wyrok, tylko życia powab.
Smak ono nabiera, przez to że ulotne.
#nasonety #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dwa ostatnie wersy mi rymami nie pasowały, to se zmieniłem kolejność. Proszę mnie za to zdyskwalifikować.
***
Dziewczynka z zapałkami
Co drugi w Gorzowie leżał w łóżku chory
podczas zeszłorocznej epidemii grypy;
wirusy szalały tam w grudniu, jak zmory –
a więc aspiryna, łóżko, kocyk, Wi-Fi.
A ona? – na stopach w zniszczone buciory,
połatanym płaszczem grzbiet był jej okryty
i wczesnym wieczorem – w porze na nieszpory
trudniła się – biedna! – handlem obwoźniczym.
„– Jeśli po zapałki, no to tylko do mnie!
Ogień wam przynoszę, mieszkańcy Gorzowa!
Ogień, który siarką w nos uderza wonnie!”
Gorzowianie zaś woleli zapalniczek powab –
dziewczę żyć musiało skromniej niźli skromnie,
w akcie zemsty za to wywołało pożar.
***
#nasonety
#zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Będąc (zupełnie niezrozumiale) uznanym przez kolegę @sireplama za zwycięzcę poprzedniej CXIX (słownie: 119) edycji zabawy #nasonety, przypadło mi w obowiązku, zaszczycie i przyjemności otwarcie edycji kolejnej - oznaczonej numerem (no kto by się spodziewał?) CXX (słownie: 120). Niniejszym edycję tę otwieram. A otwieram ją utworem #diproposta autorstwa pana Adama Asnyka o uroczym tytule Stokrotki.
Stokrotki
Jakże żałuję tej szczęśliwej pory,
Kiedy stokrotki, kwiatek pospolity,
Zdał mi się w cudne ubranym kolory,
I budził w sercu dziecinne zachwyty,
I kiedy długie majowe wieczory
Spędzłem, patrząc w jasnych ócz błękity,
Cichego szczęścia pełen i pokory,
Bijący sercem, a nigdy niesyty.
A choć to było kwiecie takie skromne,
Nigdym się z prawdą marzeń nie rachował,
Bom miał rozkoszą serce nieprzytomne.
I kiedym usta różane całował,
Tom nic nie pragnął i nic nie żałował,
I dziś drżę jeszcze, gdy tę chwilę wspomnę...
Krótkie przypomnienie zasad:
Układamy sonet lub jakikolwiek utwór rymowany, albo nawet nierymowany (jak kto woli), w którym rymy (o ile w nim są) w poszczególnych wersach zgadzają się (albo nie) z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze #diproposta.
Kwestie formalne:
Zwycięzcę wybiorę zupełnie jeszcze nie wiem jak (jest taka możliwość, że odbędzie się to na podstawie liczby zdobytych piorunów), ale wiem, że na pewno zrobię to w najbliższą sobotę, czyli 04.04.2026.
Powodzenia, udanego rymowania i najważniejsze - bawcie się dobrze!
#zafirewallem #nasonety #diproposta
Zaloguj się aby komentować