Zdjęcie w tle

knoor

Osobistość
  • 97wpisy
  • 681komentarzy

Stan harlejków kupionych z licytacji w USA:

- przyszło 6/6

- zarejestrowane 5/6

- ogarnięte tip top 0.95/6


W tym tygodniu przyszedł ostatni harlejek z juesej (ten czerwony na fotkach) i po oględzinach naprawdę nie wiem, dlaczego trafił na aukcję. Z wad, brakuje europejskich kierunkowskazów, licznika, jednego dekielka, jest uchlewiony oraz kolor średnio mi leży. I tyle. Za to ma kufry, przebieg 20k km, nowy akumulator, warte kilka tysi tylne zawieszenie oraz kilka innych ciekawych akcesoriów. Ma też potencjał na zrobienia z niego całkiem fajnej maszynki do upalania. No i wychodzi, że albo mam niezłego farta albo dobrego nosa, bo każdy strzał który zrobiłem był trafiony - uszkodzenia kupionych motocykli to była głównie albo jakaś kosmetyka albo drobne, mechaniczne usterki.


Pięć sztuk z sześciu jest już porejestrowane i można nimi na legalu śmigać, natomiast trochę roboty jeszcze zostało, bo w tym jest jakaś zaprawka do zrobienia, w tym jakaś rysa do ogarnięcia, w tym wydechy za głośne nawet jak na harleja i miejską jazdę... natomiast na dniach pierwszy dostanie status ogarnięcia na tip-top (ten na fotce z wysoką kierownicą), bo przez weekend udało mi się zrobić ostatni większy punkt na liście. Motocykl miał na błotniku odprysk farby, spod którego wyszła rdza - przy oczyszczaniu okazało się, że rdzy jest sporo więcej, tylko ukrywa się pod farbą, więc obszar do pracy tylko się powiększył. Ostatecznie zanim doszedłem do zdrowego metalu, początkowy uszczerbek w farbie powiększył się chyba 5-krotnie;0 Położyłem na to podkład epoksydowy i farbę, tylko pojawił się problem - otóż fabrycznie był to kolor metaliczny, z dużą ilością ziarna, a zaprawką nie ogarnie się żeby jakoś to wyglądało (jak widać na foto, po wyszlifowaniu wyglądało to jak gówno, ewentualnie stal damasceńska). Po chwili namysłu i wymieszaniu zaprawki z klarem i użyciu aerografu udało się ukryć idealnie miejsce naprawy. Chyba wbiłem kolejny level w profesji lakiernik;) No, ale jest to też najwyższy czas żeby kończyć robotę - wkrótce mija moment, w którym będę mógł sprzedać sprzęta bez płacenia podatku, a w garażu miejsca już od dawna nie mam i tylko dzięki uprzejmości sąsiada mam gdzie trzymać te gruzy xD Trochę smutam, bo choć nie jest tak, że wsadziłem w niego serce i duszę, ale jednak fajnie się nim jeździ. Jestem zdania, że do bujania się motocyklem tego typu do pełni szczescia, niczym wino do obiadu, warto zapodać sobie na słuchawkach jakąś pasującą muzę. Tu idealnie pasowały mi amerykańskie rapsy z lat 90 xD


Dziś korzystając z ładnej pogody postanowiłem w końcu przejechać się na motocyklem, który początkowo miał być jedynym zakupem w zeszłym roku (ten czarny, niski z pierwszego foto). Do tej pory jedyna podróż jaką nim zaliczyłem była wyprawa na stację kontroli pojazdów i z powrotem XD W planach było wzięcie gruza na myjnie i dokłądne umycie, ale śmigało się tak fajnie, że latałem sobie ze dwie godziny po bocznych drogach słuchając starej muzy. I naprawdę nie pamiętam, kiedy ostatni miałem tyle frajdy po prostu z takiego czilowego pyrkania sobie 40-70kmh. 8/10, polecam.


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

183b18a1-c740-4248-88df-04912ac1cada
41d18cb3-53fa-4f09-9a47-fbc8ab037d7f
50897aa7-34fb-414a-8aef-f0f04bf9083d
d2973f4c-2bf0-4983-991e-2dbd784c8d16
0c300e3d-048f-4d8a-a564-696e00494944

Zaloguj się aby komentować

@wielkaberta @Stashqo Tak jeszcze w ramach ilustracji do wczorajszej dyskusji - dzisiejszy placek dagrasso style z ooni, zaraz wjedzie czosntkowy sos;)


#pizza

3489e5d9-1cb6-4909-b4b4-756560c0b8cf

Zaloguj się aby komentować

Kupiłem od majfrendów tanie (rzecz względna - ale tanie jak na karbon) karbonowe koła do szosy, na promkach z wysyłką z UE wyszło koło tysiaka - i jestem pozytywnie zaskoczony.


Zapakowane na profesce, w zestawie dedykowane klocki, koła jakieś 500g lżejsze od seryjnych. Równie pozytywne wrażenia z jazdy - nie wiem, na ile to placebo xD ale tłumią nierówności duuuużo lepiej niż aluminiowe seryjne a i też śmiga się przyjemniej. Na jednym podjeździe bez żadnej spiny wyrównałem najlepszy czas jaki miałem ever. Po przejechanych 100km jeszcze nie pękły, więc powinny wytrzymać xD No najważniejsze - wyglądają pr0. Ogólnie jak ktoś się zastanawia na co przepalić w tym roku trochę kasy na rowerowe hobby to polecam.


#rower #szosa

7ea58a2b-dd33-495a-bca4-1cc935900cdf

Zaloguj się aby komentować

No nareszcie! Dopisała pogoda i w końcu udało się trochę pobzikać merolkiem po torze. Po zeszłorocznej wizycie na Modlinie odpuściłem sobie dalsze wizyty tam - za dużo zakrętów, zbyt blisko bandy - o ile motocyklem było jeszcze jako-tako to autem z jednej strony był strach przed mocniejszym ciśnięciem, bo przy moich biedackim umiejętnościach jeszcze coś uszkodzę - a jadąc na pół gwizdka bardziej czułem się jakbym manewrował po parkingu pod supermarketem.


Dlatego tym razem pojechałem na Tor Łódź, na którym jeszcze nigdy wcześniej nie byłem. Nie miałem wielkich oczekiwań - ot, pojeździć tak ciut szybciej niż zwykle, poczuć w końcu trochę lepiej auto i najważniejsze - nic nie rozwalić. Będąc już na miejscu poprosiłem pana o dołączenie mnie do grupy dla lamusów xD Standardowe dwa zapoznawcze kółka i grupa dla lamusów rusza jako pierwsza. I od razu pierwszy szok - o cholera, jak ci ludzie zapierdzielają, to nie jest ani trochę grupa dla lamusów, a przynajmniej nie to czego się spodziewałem xD Do tej pory po torze jeździłem motocyklem i grupa dla lamusów na track dayach to były faktycznie leszcze, tutaj tempo było duuużo wyższe. Po kilku pierwszych zakrętach widząc że niespecjalnie mi idzie wpadł mi do głowy pewien pomysł - zaproponowałem kumplowi, który pojechał ze mną bycie pilotem i szukanie mi toru jazdy, bo zawsze był w tym lepszy niż ja. I kurde, to był prawdziwy game changer! Mogłem lepiej skupić się na jeździe, z okrążenia na okrążenie zaczęło się robić coraz szybciej, ja też zacząłem jeździć odważniej, bo przekonałem się że granica przyczepności opon jest duuuuuużo dalej niż się tego spodziewałem. Stare AMG jest zaskakująco przyjazne i przewidywalne w jeździe, lamus jak ja, którego ostatnim ostrzej upalanym autem był fiat 126p xD dawał sobie radę i ani przez chwilę nie czułem, że auto chce mnie zabić. Ok, może to zasługa kontroli trakcji - miałem jeździć bez, ale pierwsze dwie sesje niechcący przejechałem na "wpółwyłączonej" a potem trochę się już srałem wyłączyć całkiem xD z drugiej strony, na całą sesję reagowała może dwa-trzy razy więc nie było tak, że jechałem na pałę. Żałuję tylko, że nie wziąłem pomiaru czasu - tak byłbym w stanie określić na ile jazda, która wydawała się szybką była taką w istocie - natomiast patrząc po reakcjach innych uczestników, nie było źle.


No bo właśnie, stare C63 na torze wzbudza sporo pozytywnych emocji i uwagi, ci którzy rozpoznają model (brak oznaczeń xD) zagadują a ci, którzy go nie kojarzą dziwią się gdy słyszą, że niepozorny kombiaczek ma ponad 6-litrowy silnik i 500+ kuni xD Sama atmosfera panująca na obiekcie czilałtowa, sporo fajnych ludzi z którymi można sobie pogadać w przerwie i te 10 minutowe sesje wcale nie są tak krótkie jak się obawiałem. Jedyny minus, to to że niemal całkowicie zajechałem już komplet opon i trzeba myśleć o nowych xD No i to tyle, tor Łodź póki co 9/10, polecam.


#motoryzacja

b47c5c3e-85bb-4381-a80b-cfafcea86c34

Zaloguj się aby komentować

Podobno najtrudniej jest zacząć, a że moje zimowe dłubanie przy harlejkach pomału dobiega końca, to czas wrócić do ożywienia saabogruza. Trochę się przykurzył po dwóch latach stania i niejeżdżenia, ale po wsadzeniu akumulatora odpalił od strzała i po dopompowaniu kół i umyciu nie ma tragedii.


To teraz tylko wymienić uszczelniacze zaworowe, rozrząd, tłumik na fabryczny, zobaczyć skąd się wzięła kropla oleju na ziemi i zrobić porządne czyszczenie z polerowaniem lakieru i będzie można bzikać.


#motoryzacja #shaab #saab

bf8b4515-fa48-416c-8736-e3c8d9542b8a

Zaloguj się aby komentować

No i wygląda na to, że najdroższy kupiony harlejek okazał się całkiem niezłym strzałem. Zostało mi jeszcze trochę kosmetyki i potrzeba dokupienia kilku części (poluję na używki, a póki co nic nie ma), ale większość roboty jest już za mną. Tak naprawdę motocyklowi dolegało przede wszyskim zachlewienie, osadzony wszędzie kurz i pył oraz efekty niewielkiej przewrotki, które dało się usunąć relatywnie niskim kosztem. Spędziłem dwa dni z polerką, płynem do czyszczenia i detailingowym pędzelkiem, a wciąż jeszcze jest sporo zakamarków, gdzie został syf. Niemniej lakier udało się fajnie odświeżyć, przeprogramowałem też licznik i oświetlenie do europejskich realiów.


Do robienia, jak na motocykl po przygodzie kupiony z aukcji, nie było dużo:

- wymiana kierunkowskazów, bo świeciły po amerykańsku a jeden był zdezintegrowany

- wymiana kierownicy, bo stylem w ogóle nie pasowała do tego motocykla

- kupno fitra powietrza z osłoną, bo jej nie posiadał

- standardowo, wymieniłem łożysko główki ramy - motocykl ma przejechane niewiele więcej niż 10k km a już było zesrane;0 I tym samym na 5 harlejków, które rozgrzebałem w każdym łożysko główki ramy było do wymiany.

- wymiana oleju w lagach, skrzyni, primary, silniku oraz płynu hamulcowego

- do tego drobiazgi, gripy, jakieś przyciski, pojedyńcze śrubki czy elementy


I tak naprawdę wszystko jest gotowe, miałem nawet dziś wszystko skończyć i pojechać podbić przegląd, bo zaraz kończy mi się rejestracja czasowa, ale zorientowałem się, że kupiłem niewłaściwe klamki xD Mam sprzęgło hydrauliczne, a kupiłem klamki do sprzęgła z linką. No i teraz przez ten dodatkowy tydzień czekania na paczkę od majfrendów zostaje mi gapienie się na motocykl - a jest imo całkiem ładny. Wrzucam fotkę przed (z portu, po opłukaniu, bo wcześniej kurzu było jeszcze więcej) i po.


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

a8034e84-d429-48cd-b64c-1e5eccbf59e7

Zaloguj się aby komentować

I pyk, plus dwa nowe gruzy do ogarnięcia. Harley Davidson chyba mocno wziął sobie do serca słowa Henry'ego Forda o możliwościach wyboru koloru, bo oba są czarne. I chyba ponownie mi się przyfarciło, bo wprawdzie lista pozycji do ogarnięcia jest długa, ale większość tego to kosmetyka lub jakieś pierdoły.


Parę słów o pierwszym moto. Softail Slim w wersji S, megafajnie wyglądający i stylizowany na motocykl z lat 40-50 sprzęt. Silnik to pokręcona wersja Twin Cama (taki silnik co go HD tłukł przez +/- 18 lat i jak w końcu go dopracowali - uznali, że dość tego, trzeba dać jakiś nowy w któym znów coś nie będzie działać) rozwiercony do pojemności 1.8 -> a jest też kit zwiększający pojemność do prawilnego, passatowego 1.9. Ktoś założył mu niestandardową kierownicę, którą zmienię na fabryczny "hollywood bar" - to taka lekko zagięta, szeroka kiera z poprzeczką i moim zdaniem jest to jedyna słuszna opcja w tym sprzęcie. Cykl życia motocykla:


2017-2021 - latanie w klubie motocyklowym w Kaliforni po całe 2k km rocznie

2022 - gleba właściciela i najwyraźniej brak hajsu lub chęci na naprawdę; motocykl wkrótce potem przejęty przez bank/ubezpieczalnię

2023 - pierwsza aukcja na której moto się nie sprzedało, stanie na pustyni i powolne gnicie, przy okazji ktoś przewraca motocykl na prawą stronę dokładając trochę dodatkowych uszkodzeń

2024 - w dalszym ciągu stanie na pustyni, pod koniec roku jakiś cebulak z Polski kupuje zachlewiony, wyglądający jak barn find i przykryty centymetrową warstwą piachu sprzęt i niecałe 3 miesiące później ma go u siebie.


Po szybkich oględzinach to, co najbardziej dolega temu motocyklowi to właśnie ogólne zaniedbanie i stanie bez ruchu przez dwa lata. Dużo piachu, pyłu i powierzchownej rdzy oraz drobne ryski i uszkodzenia lakieru tu i tam - ale wystarczyło jedno mycie Karcherem i nagle zaczyna to jakoś wyglądać. Zacząłem też działać trochę z polerką i wełną stalową i pierwsze efekty są naprawdę dobre. Z innych tematów, do zrobienia będzie podrapany podest, pogięte klamki i lusterka, starty kierunkowskaz - no, typowe oznaki gleby, wydaje się że nic specjalnie strasznego. Co ciekawe wygląda jakby najwięcej uszkodzeń powstało przy transporcie - ktoś urwał przełącznik od tempomatu, który na zdjęciach z aukcji był ok (będzie trzeba chyba porzeźbić coś z drukiem 3d, bo kompletny zestaw przełączników to 1.5k;0) a luźno wiszący kierunkowskaz w rytm bujania statku na morzu porysował lakier na baku. Ale jedno i drugie powinno się w miarę łatwo ogarnąć. Co ciekawe, nowy taki moto kosztował w PL w 2017 prawie 100k PLN (potężne XD), ja jeśli wszystko pójdzie dobrze zmieszczę się w plus minus 1/3 tego. 


Sprzęt numer dwa, nic specjalnie ciekawego, ot zwykły Sportster. Z fajnych rzeczy, ma wydech 2w1, trochę markowych dodatków oraz jest naprawdę w fajnym stanie - jedyne większe uszkodzenie jakie znalazłem to wygięty zabierak skrzyni biegów oraz totalnie zajechana tylna opona, która pobiła rekord najstarszej motoopony jaką widziałem - pamięta jeszcze zamach na WTC, bo jej rok produkcji to 2001 xDD Smaku dodają też różne gustowne redneckowe wlepy. Po mojemu wszystko wygląda jakby potrzebny był dzień-dwa roboty by moto ponownie wrócił na drogę i jeszcze jeden aby ze stanu "zapuszczony" znowu przyciągał wzrok. Mam też chitry plan aby co fajniejsze graty które pozdejmowałem z pozostałych harlejków przełożyć do tego sprzęta i zrobić fajną maszynę do upalania. A jak się znudzi, opędzlować dalej. W drodze do kontenera jest już ostatni kupiony w przypływie jesiennego szaleństwa gruz, wrzucę kolejny wpis jak dojdzie albo któryś z obecnych sprzętów będzie gotowy/znajdę coś ciekawego.


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

f3bfe005-591f-41a8-9b8d-c923ffac53c6
ace6ac71-f3ad-4d7b-838d-f6f6b1d6f31a
7f14bf97-2596-48e6-aa00-bd2cab8682a3
a5987268-95ab-470c-b86b-f3f981c7bfe6
90c35f08-7f7d-4d2d-a81f-d298733dfb15

Zaloguj się aby komentować

No i dobra, można powiedzieć, że i w drugim motocyklu osiągnąłem stan surowy zamknięty. Brakuje jeszcze trochę elementów, w tym montażu przełączników i docelowej kierownicy którą kupiłem od majfrendów i która idzie już trzeci tydzień;0 ale założenie tego wszystkiego nie powinno zająć wiele czasu. Dałem dwie fotki aktualne, dwie "w trakcie" i jedną "przed".


Z drugim harlejkiem, choć tego nie widać na pierwszy rzut oka, było więcej dłubania do tego stopnia że w którymś momencie miałem samą ramę+silnik; natomiast poza ogólnym zachlewieniem motocykla (ogólne wołanie o serwis, mnóstwo powierzchownej rdzy oraz opony z, uwaga, 2004 roku xDD samo moto jest z 2010) nie było źle - żadnych pogiątych lag ani tego typu historii. Niemniej i tak lista rzeczy do ogarnięcia była relatywnie długa:

- na start oczywiście wyrzuciłem różne upiększacze poprzedniego właściciela - wszystkie czaszki, kolce, maskotki, sissy bar oraz korek paliwa z fakolcem

- oddałem do piaskowania i malowania tylny wahacz - było na nim sporo rdzy, do tego stopnia że farba zaczęła się łuszczyć; przy okazji wymieniłem łożyska w wahaczu

- wymieniłem amortyzatory na krótsze, fabryczne - co prawda te, które dostałem razem z motocyklem były lepsze i w pełni regulowane, ale nie pasowały mi do całości no i wolę sprzedać je za parę złotych albo zostawić na przyszłość do innego projektu

- zeszlifowałem rdzę na ramie i pomalowałem samą ramę w niektórych miejscach - ogólnie powierzchownej korozji było sporo, moto wyglądało jakby ktoś jeździł nim w zimę albo trzymał na dworzu

- wymieniłem łożyska główki ramy i zrobiłem serwis przedniego zawieszenia - bez kitu, w każdym harlejku, którego do tej pory robiłem (a ten był czwarty) było to zaniedbane. Co prawda nie było tak fatalnie jak w moim pierwszym HD, gdzie lagi były praktycznie pozbawione oleju - ale i tak wyglądało tak sobie. Uszczelniacz zardzewiał, a olej był pewnie ten sam jeszcze od nowości

- wymieniłem dwutłoczkowy zacisk hamulcowy na czterotłoczkowy który miałem w piwnicy, no bo czemu nie

- wymieniłem uszczelki pokryw zaworów, oba cylindry były zapocone i nie wyglądało to dobrze

- zreanimowałem (częściowo) uchwyt na licznik - ktoś fabryczne uszczelki zastąpił silikonem do kibla, a sam uchwyt ponawiercał i pomalował szprejem bez zabezpieczania okolicznych miejsc przed farbą bo i po co xD uchwyt licznika po wypiaskowaniu, wspawaniu brakujących fragmentów i pomalowaniu na srebrny kolor uchwyt wygląda lepiej, ale użyta przeze mnie farba słabo trzyma, więc chyba ostatecznie dam go do niklowania

- w miejsce brakującego filtra powietrza udało mi się dostać filtr hypercharger - dla jednym wieśniacki, dla innych kultowy. Niespecjalnie dodaje mocy, ale ma jeden ciekawy feature, mianowicie działa tak, że przy dodawaniu gazu podciśnienie uchyla normalnie zamknięte klapki na wlocie - niczym w Chargerze Dominica Toretto;) Mi jakoś pasował do koncepcji i, co najważniejsze, nie był zbyt drogi;)

- wypolerowałem lagi, wyglądają teraz o wiele fajniej, wyczyściłem też jako tako wszystkie elementy chromowane, które planuję zostawić - bo motocykl i tak prędzej czy później czeka dokładne mycie

- wymieniłem przednią i tylną lampę oraz kierunkowskazy

- wymieniłem uszczelki wydechu - ktoś to poskładał na sztukę i nic nie trzymało się kupy; mam nadzieję że po moim dłubaniu będzie lepiej, choć też się trochę nakombinowałem żeby wszystko dopasować


Parę złotych zaoszczędziłem, bo udało się zreanimować akumulator z którym moto przyjechało, a do przy ładowaniu do kontenera nikt nie wyrwał czujnika temperatury silnika, co często się dzieje. Tak naprawdę można uznać, że większość tego, co było technicznie do ogarnięcia - mam już zrobione.


W dalszym ciągu jednak mam zagwozdkę jak wizualnie wykończyć motocykl. Zamówiłem niską kierownicę "hollywood bar" (niska, szeroka i z poprzeczką) i założyłem siedzenie solo, pasują mi do szerokiego zbiornika - natomiast zastanawiam się nad malowaniem. Oryginalny, czarny lakier jest w kiepskim stanie i mimo że pewnie dało by się go odświeżyć - niestety przedni błotnik musiał zostać cały wypiaskowany, a zbiornik paliwa ma sporą wgniotkę, więc bez malowania się nie obejdzie. A skoro już będę malował wszystko jak leci, to na pewno nie chcę zostawić jednolitej, nudnej czerni. Początkowo podobało mi się połaczenie fioletu i bieli z czerwonymi paskami, ale teraz jakoś już tego nie widzę. Po głowie chodzą mi jeszcze kombinacje: czarny+biały; niebieski+biały lub turkusowy+biały; wszystkie ze złotymi paskami. Generalnie coś w klimatach retro. No, ale wcześniej niż na wiosnę tego nie zrobię, póki co muszę poczekać na kierownicę, poskładać resztę i zarejestrować sprzęta, bo złodziejskie państwo wymysliło sobie, że nawet przy ściąganiu gruzów do robienia masz 30 dni na rejestrację, inaczej MANDAT;<


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

6b241344-7710-4a82-90bf-a13cb28e96d6
d5db8ee3-22ea-4b62-9449-2c823f55f5af
d4d1b967-6705-4a3b-832a-70caad25c741
f7965ed6-aa1a-4cb1-96b0-6740339b984b
8555c9ce-2edd-4cbd-a924-fc63ca357ce7

Zaloguj się aby komentować

Może to kwestia doświadczenia a może lepszych narzędzi, ale uzdatnianie dwóch nowych-starych harlejków z USA idzie podejrzanie sprawnie.


Praktycznie w dwa wieczory udało mi się pozbierać do kupy Low Ridera, który przyjechał bez większych uszkodzeń, za to z brakami. Wymieniłem parę drobiazgów, założyłem nowe lusterka oraz kierunkowskazy, dodałem brakującą kanapę, którą kupiłem w dobrej cenie oraz filtr powietrza od majfrendów. Przede mną jeszcze kilka rzeczy, typu wymiana oleju, płynu hamulcowego oraz mycie motocykla, ale to już zostawiam sobie na później, gdy zrobi się cieplej. Czekam też na brakujące kluczyki - ASO jest w stanie zamówić dorobienie oryginalnych z USA po numerze VIN za niecałe 300 zł, z tym że trzeba trochę poczekać.


Mam teraz trochę zagwozdkę co zrobić z tym sprzętem. Spodziewałem się paździerza, więc chciałem pomalować go na satynowy szary i przerobić na club style, natomiast okazało się, ze motocykl jest w bardzo dobrym stanie. Fabryczny, perłowy lakier ma efekt głębi, jest w świetnym stanie (jak na wiek motocykla) i fajnie wygląda na żywo, czego niestety zdjęcia nie oddają - przemalowywanie go byłoby grzechem. Natomiast korzystając z faktu, że moto ma założony łańcuch, pełną klatkę i upadki mu niestraszne - chodzi mi po głowie, by wykorzystać go do nauki driftów. Pośmigać trochę, a za jakiś czas zrobić drugą rundę przeróbek. Zostawiłbym wtedy fabryczne malowanie i opony z białym pasem i poszedł do końca w stronę retro - a przy okazji wymontowałbym co lepsze elementy i założył do swojego "docelowego" moto w ramach darmowego ulepszenia;)


Póki co budżet wyniósł niecałe 18k PLN co jak na stan motocykla, model i rocznik jest naprawdę dobrym wynikiem (rozstrzał cen na necie za ten model to ok. 25-35k PLN). Czekam jeszcze na kluczyki i mam nadzieję, że przy odpalaniu nie spotka mnie jakaś niemiła niespodzianka.


Z kolei drugi sprzęt, czyli zdziadowany, cygański sportster, który w pierwszej kolejności poszedł na warsztat również ma już większą część kuracji odświeżającej za sobą - czeka jeszcze na kilka części, w tym kierownicę. Patrząc na progres myślę, że wystarczy jeszcze dwa-trzy wieczory i również on będzie skończony. Rychło w czas, bo w drodze do mnie są już pozostałe złomy:)


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

23f3ec9d-6a88-4325-95c5-b61e7cfdbdfa
3e490380-229d-4e80-a8b1-ae8aadff04a3

Zaloguj się aby komentować

Święta minęły, zima w pełni więc czas powrócić do harlejkowego dłubania, tym bardziej że wczoraj przyjechały dwa pierwsze kupione w tym roku na licytacji sprzęty. Cała droga od wygrania do podstawienia pod chałupę zajęła niecałe dwa miesiące, przyzwoicie - na upartego i gdyby nie święta byłoby może z tydzień szybciej, ale chyba nie ma co narzekać.


Parę słów o samych motocyklach - przede wszystkim nie planowałem ich kupować, zalicytowałem dość nisko na zasadzie "przy tej cenie jeśli wygram to stratny niemal na pewno na pewno nie będę" i akurat się trafiło XD


Pierwszy sprzęt to Dyna Low Rider z 2009, bliźniaczo podobna do tej, którą składałem w tym roku. Po szybkich oględzinach uszkodzenia i braki wydają się naprawdę minimalne. Brak kanapy (w innym moto który do mnie zmierza mam pasującą, którą planuję przełożyć), brak filtra powietrza z obudową, lekko starte przy glebie klamki, lekko przytarta pompa hamulcowa... i tak naprawdę tyle! Wystarczyłoby założenie świateł w wersji EU, zrobienie przeglądu i można bzikać. Aha, no nie do końca - bo brakuje najważniejszego, czyli kluczyka xD Ale ten mam nadzieję dorobić po taniości. Planowałem dołożyć owiewkę i motocykl przemalować na satynowy szary, coś w stylu mercedesowego Designo Selenite Gray Magno, ale teraz sam już nie wiem, bo originalny lakier jest w naprawdę fajnym stanie a do tego na żywo robi bardzo dobre wrażenie. A może korzystając z obecności crash barów wykorzystać motocykl do chamskiego upalania i nauki driftu? Muszę wszystko przemyśleć na spokojnie. Aha, z ekstrasów Dyna ma na pewno zrobiony stage 1 (akcesoryjny filtr powietrza, wydech i mapa) oraz konwersję na napęd łańcuchem. Więcej póki co nie stwierdziłem:)


Drugi sprzęt to Sportster z 2010 stuningowany przez jakiegoś dziadka albo miłośnika zakładania świecidełek z aliexpress xD Serio, jest tam dużo wszystkiego a do tego z zupełnie innych parafii: owiewka (jej resztki) i kierownica to niby club style, regulowane amortyzatory i konwersja na łańcuch to ukłon w stronę (pseudo) sportu, szprychowane koło, sissy bar i pękaty zbiornik to bardziej retro, a z kolei rozmaite chromowane dodatki kojarzą mi się z motomiłośnikami flędzli, lisich kit, skór i ćwieków. Ta wersja Sportstera jest dla mnie problematyczna, bo jest to Custom, z którym trudno zrobić coś ciekawego dla oka - ale chyba mam już plan (o tym za chwilę). Jak wygląda sytuacja jeżeli chodzi o sam motocykl i jego uszkodzenia? Nie jest źle, póki co zarejestrowałem następujące braki:


- wgniotka na baku - do wyciągnięcia, a sam bak do pomalowania

- rysy na tylnym błotniku - to już moje dzieło xD zrobiłem to przy ściąganiu sissy bara, ale sam błotnik i tak był do malowania

- korozja na przednim błotniku - tu wygląda to słabo. Albo uda się to wyczyścić do zdrowego metalu albo błotnik utnę i skrócę albo po prostu wreszcie kupię używany. Błotnik będę też malował

- urwana śruba mocująca amortyzatora - easy, zerwaną śrubę już wykręciłem, pozostaje zamówić nową i przykręcić amortyzator

- korozja na tylnym wahaczu - sam wahacz jest wykonany z dość grubej stali, więc pewnie dałoby się wypiaskować i pomalować ponownie - ale używkę można kupić za parę stówek. Zobaczę jeszcze

- jakieś drobne wycieki, zapocenia - aczkolwiek nie jestem do końca pewny, na ile jest to kwestia wilgoci zebranej podczas podróży a na ile faktyczny problem

- brakuje filtra powietrza, będę musiał coś poszukać na necie, bo poprzedni właściciel wsadził akcesoryjny i ten urwał się przy glebie

- a poza tym chyba mi się przyfarciło, bo akumulator z którym przyjechał udało się odratować - a to zawsze ok. 400 pln w kieszeni


Jest też trochę rzeczy, które nie pasują mi do przyszłej wizji motocykla i będę chciał je wymienić. Są to:

- kierownica, chcę dać niską, płaską i lekko wygiętą

- mocowanie kierownicy - tu się jeszcze zastanawiam, albo baaardzo niskie risery od majfrendów albo oryginalne od wersji Custom (te są jednak hmm, dość specificzne)

- siedzenie - obecne jest w kiepskim stanie, do tego wolę wersję "solo"

- zbiornik paliwa - tu mam trochę dylemat, są dwa zbiorniki do sportsterów, jeden pękaty jak mój i drugi bardziej wypłaszczony po bokach, który bardziej mi się podoba. Jednak kształt mojego na żywo nie jest aż taki zły, a kupno używki to minimum 800 pln, więc cały czas zastanawiam się, co zrobić - kombinować z obecnym czy szukać innego

- amortyzatory, mam już kupione chromowane, OEMowe w bardzo dobrym stanie


Jak wcześniej wspomniałem, sportster custom to moim zdaniem wersja z której najtrudniej zrobić coś przyjemnego dla oka - ale mam już na niego pewien plan. Motocykl będę chciał przemalować na biało-fioletowy (coś jak na ostatnim zdjęciu) a do tego dać sporo chromowanych detali (choć z zachowaniem zdrowego rozsądku). Szeroki bak oraz niska, szeroka kierownica dopełnią efektu. Na pewno będzie ładniejszy niż jak przyjechał;)


Wczoraj zdemontowałem już większość z dodatków, które szpeciły motocykl i wkrótce wezmę się za zamawianie części. Jak wygląda kwestia budżetu? Każdy z motocykli po uwzględnieniu wszystkich kosztów oraz zakupów części, które zdążyłem już zrobić wyszedł ok. 16k PLN. Cena za motocykl z tego rocznika wynosi ok. 30k PLN w przypadku Dyny oraz ok. 25k w przypadku Sportstera. Daje mi to dość spory budżet na naprawy oraz jakiś zysk na siebie, gdybym później miał któryś sprzedać. Ponadto, Sportster miał zainstalowane dwa elementy, które planuję opędzlować. Pierwsza, to komplet regulowanych amortyzatorów w świetnym stanie. Nie pasują do mojej koncepcji, a do tego koszt nowych to ok. 1k USD plus cło i przesyłka. Liczę, że ze sprzedaży wyjdzie mi ok. 1,7-2k PLN. Drugi bajer, z którego początkowo się podśmiewałem to mocowany do kierownicy soundbar. Okazuje się, że koszt takiego to prawie 3k PLN. Przetestowałem swój i działa - liczę, że sprzedam go za ok. 60% ceny nowego i jeszcze poprawię budżet projektu:)


Póki co to tyle, na pierwszy ogień pójdzie sportster, bo jest tam trochę więcej do zrobienia. Spróbuję doprowadzić motocykl do fajnego stanu technicznego, a na wiosnę ponownie zabawić się w lakiernika. Będzie się działo:)


#motocykle #harlejekzusa

66b9f147-203a-4136-b32b-d3a7e888bba6
257a9855-3adc-4488-88c2-8abeb6901ea8
44c97174-8543-4dc1-8a40-4db3fdaec654
32b5bd1f-634c-4303-8639-6c35ccb87a38

@knoor nie wiem dlaczego, ale dla mnie to są najbrzydsze motocykle, już nawet scigacze mi się bardziej podobają niż te wszystkie harleje. Dlatego na przykład kłuje mnie serduszko jak ktoś na junaka mówi "polski harlej" :D

No właśnie ja też się zastanawiam teraz nad kierownicą. Kupiłem z 50cm wysoką + 10cm riser, ape hanger. Wygląda mega chujowo, a jeździ się jeszcze lepiej xd Chciałbym zamontować prostą, jak najniższą (celuję w bardziej klasyczny, nie-chopperowaty wygląd), ale trochę się obawiam, że może być niewygodnie. Masz jakieś doświadczenia w tej kwestii?


Tak w ogóle co robisz z tymi wszystkimi harleyami? Trzymasz, sprzedajesz?

Zaloguj się aby komentować

Ja pierdzielę, geniusz który wpadł na pomysł oklejania pojazdów folią PPF to musiał być potomek człowieka, który wymyślił trzymanie pilota od tv w plastikowym worku żeby się nie brudził. W teorii wszystko fajnie, kupujesz sobie nowe auto czy tam motocykl i sekundę po kupnie lecisz już oklejać, bo się nie daj Boże zarysuje! Potem jak będziesz sprzedawał, to folię ściągasz i voila, lakier jak nowy. Szkoda tylko, że odkleja się to ku⁎⁎⁎⁎ko trudno, istnieje niezerowa szansa zerwania lakieru wraz z folią nie mówiąc wreszcie o śladach z kleju, które będzie trzeba usunąć a które wcale nie chcą schodzić. Jakiś mocny zmywacz - znów niezerowa szansa na odbarwienia. A najgorzej, że jak położyli jakiś szit, to jeszcze z upływem lat lakier będzie zmieniał kolor inaczej w miejscach zabezpieczonych a inaczej w niezabezpieczonych.


I na koniec po co w ogóle to wszystko? Ochrona? Rozumiem w jakichś miejscach narażonych na przyspieszone zużycie, ale jak coś uderzy na tyle mocno by uszkodzić lakier to folia i tak raczej nie uratuje. A zwykłe ryski i hologramy zawsze można spolerować, chwila roboty i po sprawie. Serio, wkurzyłem się, mam to gówno na całym motocyklu, dopiero zacząłem, a już mam dosyć. I w jednym miejscu już zdążyło zejść z klarem mimo podgrzania, super ochrona lakieru bulwo.


#motocykle #motoryzacja #gorzkiezale

e977f59e-17e8-439d-b1bd-c8d59ed11b96

Następnym razem proponuje użyć specjalnej folii którą się okleja samochody, a nie taką do trzymania pilota, to nie będzie tych wszystkich wymienionych problemów przy ściąganiu.

Dzięki za tip, powiem poprzedniemu właścicielowi na wypadek gdybym coś w przyszłości od niego brał ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Jestem profesjonalnym aplikatorem folii ppf i powiem tobie tak. Jeżeli miałeś gówniany materiał to będziesz mieć gówniany demontaż. Pracuje na topowych materiałach i demontuje swoją pracę po 4/5/7 latach i wszystko zależy od materiału i od aplikatora który może tobie pociąć lakier docinając dany element. A lakier na motocyklach to jest totalna kpina motocykle nie są malowany tylko są zapruszone lakierem

Zaloguj się aby komentować

No i ponad rok po zakupie pożegnałem się dziś z jednym z kupionych z USA i uzdatnionych harlejków - po paru dniach wymiany wiadomości przyjechała wesoła ekipa z Rumunii, spisaliśmy umowę i pomarańczowy motocykl trafił na przyczepę nawijać kilometry po ichnich szosach. Zestawiając cenę sprzedaży do poniesionych kosztów (i licząc swoją pracę za zero złotych - no bo w końcu ten, kto wybrał pracę którą lubi, nie przepracuje ani jednego dnia - stąd wynagrodzenie się nie należy) udało mi się wykręcić 30% marży, całkiem fajny wynik.


Tymczasem zbieram się pomału do zimowego ogarniania kolejnych gruzów. Pierwszy jest już w porcie w Europie i może jeszcze w tym roku przyjedzie do mnie. Motocykl ma parę fajnych elementów, ale poza tym jest przepaskudny. Długo zastanawiałem się jak można byłoby poprawić jego wygląd i zdecydowałem się na całkowite przemalowanie -znalazłem fajnie wyglądające fioletowo-białe malowanie które nie dość, że całkiem mi się podoba, to jest jeszcze odmianą od tych wszystkich HD w wariacjach czarnego..


Co ciekawe też, zainteresowałem swoim hobby jednego znajomego, więc możliwe, że w nadchodzącym sezonie będziemy sobie dłubać we dwóch. No, a tymczasem czekam żeby przekonać się, czy wart (jak się okazało) prawie 3000 pln zamontowany na kierownicy harlejkowy soundsystem przyjedzie do PL czy może zdążył już zaginąć w porcie xD


#motocykle #harlejekzusa

c7b55387-7804-468d-a14e-52d5252691da
9c90468f-546e-475a-b6d6-0ab7fc957eb2
f13076b6-ed8a-40c4-b20a-02d49b2e848c

@knoor mi się nie chce szukać aut dalej niż 30km od domu a tu ludzie z Rumunii przyjeżdżają po jakiegoś gejowskiego harleja ( ͡° ͜ʖ ͡°) nieźle :)

Zaloguj się aby komentować

W licytacjach gruzów z USA są na ogół trzy tryby:


  • od złotówki BCM #pdk , czyli za ile pójdzie za tyle pójdzie

  • z ceną minimalną, czyli jeśli osiągnięto minimum - poszedł, jeśli nie osiągnięto - no to sprzedawca może się jeszcze ewentualnie zastanowić

  • od złotówki BCM, ale z akceptacją - sprzedający ma jeszcze możliwość ostatecznie przyklepać lub nie sprzedaż


Zaobserwowałem, że w trybie pierwszym i drugim "przyklepanie" pozytywne zajmuje zwykle 10-15 minut po zakończeniu licytacji; z kolei jeśli sprzedający przyklepać nie chce, wówczas zwykle po 2-3 dniach z system odrzuca ofertę z automatu jakimś time-outem czy czymś.


Stąd też dość duże było moje zdziwienie, gdy wczoraj po 3 dniach od zakończenia licytacji okazało się, że zostałem dumnym posiadaczem trzeciego z kolei zgruzowanego harlejka xDDD


Za całe 1050 USD (do tego oczywiście jeszcze dojdą wszelkie opłaty, podatki, transport itd) kupiłem Dynę Low Rider z 2009 i teraz trochę zastanawiam się, co z nią zrobić. Co ciekawe, wg. raportu Carfaxa nie ma wbitej szkody całkowitej i wydanego Salvage title - tym dziwniejsze, że sprzedała się tak tanio, bo na zdjęciach poza brakującym siedzeniem i filtrem powietrza wydaje się naprawdę w dobrym stanie. Ma parę widocznych przeróbek - wydech 2w1, akcesoryjną klamkę sprzęgła i napęd na łańcuch - mam cichą nadzieję, że również silnik jest zdrowo podłubany.


Jeśli chodzi o sam motocykl, to jest to praktycznie ten sam model, co harlejek wygrany przeze mnie rok temu. Stąd też mój szatański pomysł jest następujący - rozkręcę trochę silnik, zobaczę czy ma jakieś fajne bebechy - jeśli tak, to przełożę do swojego xD lub zdemontuję i dam na handel, a w zamian tego założę stockowe elementy, które zostały mi po zeszłorocznym dłubaniu.


Poza tym trochę zastanawiałem się, co można zrobić żeby trochę uatrakcyjnić wizualnie ten sprzęt. Najczęstszą przeróbką Dyny jest tzw. club style, czyli podniesione tylne zawieszenie, wysoka kierownica, owiewka i czarny kolor. Napatrzyłem się już trochę w ciągu ostatniego roku na takie sprzęty i trochę mi się już znudziły. Ale gdyby tak zamiast czarnego koloru dać np srebrny albo szary? Hmm, czemu nie, to jest świeże xD Wrzuciłem dwa tak zrobione motocykle w ramach inspiracji.


Niezależnie od decyzji, mam trochę budżetu na dłubanie. Najtańsza Dyna na olx w tym momencie wisi za ok. 24k ze średnią ceną na poziomie ~28-32k PLN. Koszt ściągnięcia mojej powinien zamknąć się w ok 18k, co daje mi przyzwoity budżet na kombinowanie - i nawet możliwość sprzedania za jakiś czas dalej jako "rozpoczęty projekt, jedyny taki, sprzedaję z powodu wyjazdu za granicę" gdyby dłubanie kolejnego grata jednak mi się znudziło xD no ale ewidentnie trzeba będzie mocno zredukować za jakiś czas liczbę motocykli, bo więcej spędzam na dłubaniu niż na jeździe.


#motoryzacja #motoryzacja #harlejekzusa

21a7b140-d34f-4bad-a154-31712f0587cf
b1f3a54e-bafb-4d51-b41f-2e5792452fea
2767e761-8a38-4ce9-a6fb-7a06f7d8adfd

@knoor dam ci pioruna bo przeczytałem całość 😉 mimo że kompletnie się nie interesuję motocyklami. Gdybyś mieszkał w sąsiedniej wiosce przychodził bym podłubać do ciebie do garażu bo mechanika zawsze mi leżała w rękach a do dłubania w autach nie mam już siły (plecy mnie bolą) i nie mam budżetu na graty. Inna sprawa że raz to bym się przejechal na takim harleyu żeby zobaczyć jak to jest.

Zaloguj się aby komentować

Dobra, muszę przystopować z przeglądaniem aukcji, bo szykuje się drugi harlejek i jeszcze jeden motogruz do ogarniania przez zimę xD Za całe 975 dolków (niestety koszty transportu i rozmaite opłaty jeszcze spooooro dodadzą do tej ceny ;<) wygrałem przepaskudnego sportstera z 2010, który nie dość że już fabrycznie był nieładny, to jeszcze ktoś pracowicie zafundował mu kurację obrzydzającą. Spójrzmy, co tu mamy:


  • pękaty i niepasujący stylem do reszty bak - jest

  • tani, brzydki sissy bar - checked

  • rozwalona owiewka nie pasująca za bardzo do reszty - owszem

  • soundsystem - no tu już miałem grube "xD" jak to zobaczyłem

  • do tego mnóstwo dodatków z amazona, ebaya, aliexpress czy gdzie to mogło być kupowane - jakieś chromowane elementy, kolce na osie kół, randomowe części, korek paliwa z fakolcem XD wszystko z innej parafii, no nie mogę - motorku, kto cię tak skrzywdził?


Na szczęście nie wszystko jest tak do końca złe jak się wydaje. Po pierwsze, na pierwszy rzut oka uszkodzenia nie wydają się jakieś straszne - motocykl najwyraźniej się komuś wyglebił na prawą stronę, pękła owiewka a slider przy amortyzatorze spełnił swoje zadanie niczym bohater rodem z Walaszka - czyli pękła śruba mocująca i slider odpadł razem z amortyzatorem xD Skoro jestem już przy amortyzatorach, to ktoś się wykosztował - wyczaiłem, że wsadzone są regulowane amortyzatory Racing Bros model BAZUKA xD gdzie koszt samych nowych amortyzatorów to niewiele mniej niż dałem za całe moto. Ktoś wsadził też niestandardowy napęd na łańcuch (normalnie jest pasek) oraz akcesoryjne mocowanie klamki sprzęgła, co budzi we mnie nadzieję, że może też silnik jest trochę podłubany. Ofc są też niestandardowe standardowo za głośne wydechy ¯\_(ツ)_/¯


No a co do moich planów na niego, to w obecnym kształcie jest tak brzydki, że przywracanie mu poprzedniego stanu nie ma najmniejszego sensu. Przeciwnie - chciałbym zrobić z niego coś na maksa prostego w formie i bez udziwnień. Bobber, może flat tracker? Parę pomysłów w komentarzu. Na razie jeszcze się nie zdecydowałem, ale przez te parę tygodni zanim przyjedzie w końcu do PL coś pewnie wymyślę:)


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

ada48241-ad3b-4b24-bf80-00fae71c857f
f0da77b8-eede-45d8-b50b-8b152b5c213e
9f1feab4-ee6f-46e0-8d58-973a5ebcf92b

Zaloguj się aby komentować

No dobra, długo to nie trwało xD złamałem się i znów będę uzdatniał moto z USA przez zimę, wygrałem właśnie na licytacji nowego-starego harlejka.


Celowałem albo w coś nowszego po 2020 z silnikiem Milwaukee 8 (z niesamowitym high techem w postaci czterech zaworów na cylinder) albo coś taniego typu sportsterek w przyzwoitym stanie, którego mógłbym ogarnąć i zrobić na wiosnę bajk-flipa xD Ostatnim modelem, który chodził mi po głowie był Soft Tail Slim, czyli model stylizowany na bobbera z późnych lat 40 i 50 no i właśnie coś takiego mi się trafiło.


Mam ostatni rok produkcji (2017); do tego w limitowanej wersji S (to znaczy ma powiększony silnik w stosunku do oryginału, 1.8 zamiast 1.7, do tego inne głowice i wałki rozrządu). Moto na zdjęciach wygląda paskudnie, jakby stał na zewnątrz podczas burzy piaskowej i przez brak filtra powietrza trochę martwię się, czy komuś nie przyszło do głowy zassanie tego piachu do silnika przy próbnym odpalaniu - oby nie. Uszkodzenia trudno określić po zdjęciach z uwagi na piach xD Ale przez to, że jestem cwanych cebulakiem, znalazłem po VIN-ie fotki z poprzedniej aukcji, na której się najwyraźniej nie sprzedał. W międzyczasie przybyło piachu i chyba też ktoś podczas przestawiania wyglebił go na drugą stronę, bo wygięła się klamka hamulca. O dziwo motocykl nie wygląda na tych zdjęciach jakoś źle, uszkodzenia są głównie po lewej stronie jakby wywrócił się przy lekkiej glebie. Co ciekawe też, carfax nie pokazuje total loss a sam motoycykl jest sprzedawany nie przez ubezpieczalnię a "Harley Davidson Motor Company". Nie mam tyle doświadczenia żeby określić czy to dobrze czy źle:) Z pouszkadzanych rzeczy które wyczaiłem na fotkach na pewno do wymiany/zrobienia jest:


  • brakuje filtra powietrza z puszką

  • uszkodzona osłona "primary"

  • uszkodzone obie klamki

  • starta manetka

  • starty od gleby podest

  • lusterka

  • brakuje elementu od zmiany biegów

  • uszkodzone kierunkowskazy tylne, które i tak będę wymianiał

  • uszkodzony lightbar, który i tak wywalę

  • możliwe, że jakieś kosmetyczne elementy których nie widać


Jeśli serio nie ma tam jakichś grubych numerów, typu uszkodzony silnik czy pokrzywione lagi, to naprawdę wygląda to na przyzwoity deal. Jeszcze co do samego moto, orientacyjny koszt wszystkiego łącznie ze ściągnięciem tego do PL powinien wynieść mnie ok. 35k (co było moim absolutnym maksem, dosłownie wygrałem na ostatnich 25 dolkach), do tego naprawy, rejestracja gnoja i rozmaite eksploatacyjne drobiazgi, które po cichu liczę, że zamknę w 5k. To przy cenie najtańszego slima na olx (zwykły, nie S i do tego 2013 rok) 45k oznaczałoby, że gdyby moto mi się znudziło, mógłbym może nawet coś zarobić na sprzedaży. No ale nic, teraz czas zrobić przelew, ubzrobić się w cierpliwość, może jakoś styczeń/luty do mnie przyjedzie i zobaczę co za crapa kupiłem tym razem. A w międzyczasie popatrzę jeszcze na aukcje, może trafię coś fajnego xD


#motocykle #motoryzacja #harlejekzusa

d5a71dd3-4f1f-41d2-9ce7-38afb472f802
0cecec67-836b-49d5-9782-39e8d20964ee

Zaloguj się aby komentować

Zima idzie, to trzeba znów zacząć dłubać jakiś motoryzacyjny projekt. Tym razem w planach ogarnięcie już prawie 26-letniego gruza, który od półtora roku nie jeździ i kurzy się w garażu czekając na czas i przypływ chęci. Oplosaabem jeździłem ponad 12 lat, zainstalowany podtlenek biedy, więc mimo trzylitrowego silnika jest po taniości ( ͡° ͜ʖ ͡°) Wcześniej ganiał nim mój ojciec, miał go od nowości (uprzedzając pytanie, nie jest architektem ani lekarzem), do niedawna miałem nawet jeszcze czarne blachy, aż faszyści z urzędu komunikacji kazali wymienić na białe -_-


Koszt rozmaitych napraw w ciągu tych ponad 10 lat pewnie już na luzie przekroczył trzykrotność wartości auta, ale mam z nim związane tyle wspomnień, że szkoda mi go oddać na złom. Cieszy mnie też, że saabiarzy coraz mniej, bo nie lubiłem tej gromady.


No, a co do samego auta, to w planach:


  • wymiana uszczelniaczy zaworowych i szklanek popychaczy, bo zaczął dymić (jednocześnie turbo i kompresja wydają się ok) - przy okazji dobry pretekst, żeby kupić WINCYJ narzędzi

  • odszukanie i wymiana wydechu na serię, bo podkusiło mnie żeby założyć magnaflow i o ile pasuje do e36 to tu jest jak pięść do nowa

  • znalezienie i usunięcie wycieku oleju - no niestety z tym silnikiem miałem do tej pory tak, że "panie, tam zawsze będzie trochę ciekło"

  • wymiana rozrządu, bo ostatnio robiłem to chyba w 2016


Części do saaba są w dalszym ciągu dostępne, czasem jest kłopot z jakimiś dziwniejszymi elementami i trzeba trochę poszukać. Nie ułatwia sprawy, że mój silnik jest dość nietypowy, bo to benzynowe 3.0 V6, które było w produkcji chyba tylko cztery lata (ten sam silnik był też w oplu omedze, z tym że u mnie ma jeszcze małe turbo, a w oplu był wolnossący). Niestety, zauważyłem że ubywa części na rynku wtórnym, szczyt podaży był gdzieś w latach 2015-18, a teraz jest ich mniej i mniej. Chodziło mi nawet jakiś czas temu po głowie, żeby kupić jakiegoś zepsutego jako rezerwuar części.


Imo SAAB na ulicach będzie coraz rzadszym widokiem (już jest ich dużo mniej niż jeszcze 5 lat temu), bo po prostu te auta są na tyle tanie a potencjalne usterki na tyle drogie, że nie opłaca ich się naprawiać i przy większych problemach po prostu idą na złom. Trzeba naprawdę sporo entuzjazmu i chęci, żeby utrzymywać to przy życiu.


No ale nic, będę go robił:) Dałem fotki sprzed paru lat jak był czysty i umyty i do czegoś takiego będą zmierzał.


#motoryzacja

ce0f493f-4fe0-437d-a3a6-5739373a7843
a81100d5-92a3-4b6c-a6f9-c661ce8f196a
0fe346c4-481a-4f3d-a1f9-a2d431ddb434

To sabolot jeszcze żyje?! A jak tam harleyki, coś dawno update nie widziałem. Któryś już gotowy na handel, a może coś nowego sprowadziłeś?

Zaloguj się aby komentować

Powiem wam, że nie jestem przesądny, ale... xD


Dłubiąc sobie przy dwóch sprowadzonych harlejkach w trakcie lata bałem się, że nie zdążę na nich polatać i zastanawiałem się, czy nie kupić jakiegoś, który dla odmiany by jeździł. I chyba na drugi dzień patrzę, ogłoszenie. Dyna, edycja limitowana, poszukiwany model, do tego z europejskiego rynku i sprzedawana przez salon. Cena spora, ale mimo wszystko dość okazyjna zwłaszcza przy wszystkich modyfikacjach i dodatkach wpakowanych w moto.


Chyba tego samego dnia pojechałem go obejrzeć i po dziesięciu minutach kupiłem xD na spóźniony, urodzinowy prezent. Było tylko małe "ale" które wyszło w trakcie - dotychczasowy właściciel, który szykował sobie moto miesiąc temu rozwalił się na samochodzie, trup na miejscu. Nie na tym moto co prawda, ale wciąż. Stara trochę kwękała, że to zły omen, ja jednak przesądny nie jestem, więc cieszyłem się, że zrobiłem dobry deal.


Moto odebrałem dopiero parę tygodni po kupnie, wcześniej nie było kiedy. Na dzień dobry w garażu przy przestawianiu mi upadł xD Nie upuściłem motocykla chyba od dziesięciu lat (parkingowych gleb przy nauce schodzenia na kolano nie liczę), trochę się wkurzyłem, nie powiem. No ale co zrobić, tyle że nic się nie stało, straty zerowe, nic się nawet nie porysowało, bo zabezpieczenia ochroniły.


Pojeździłem trochę, fajny sprzęt. Aż parę dni później podczas jazdy odpadła mi tablica z mocowaniem i przywaliła w gościa, który jechał na moto za mną. Od, po prostu mocowanie się oderwało i odfrunęło. Tyle dobrego, że poza uszkodzoną owiewką w motocyklu, który jechał za mną nic się nie stało, bo tablica wraz z mocowaniem to solidny kawał żelastwa, spokojnie ponad 1.5kg wagi. Szczęście w nieszczęściu, ale wkurzyłem się już mocno, bo tablicę montował salon i nawet naciskali, że to zrobią. Salon w którym kupowałem miesiąc wcześniej wziął na siebie załatwienie nowego mocowania i naprawę czachy u poszkodowanego, tyle dobrego.


Moto potem trochę stał, w międzyczasie więcej dłubałem niż jeździłem, ogarniałem harlejki z USA i wyszło też, że na jednym z nich jeździ mi się wprost idealnie - stąd świeżo kupiony moto wyjechał na ulicę może jeszcze dwa czy trzy razy. I dwa tygodnie temu myślę sobie - pogoda ładna, to chociaż się przejadę, podładuję akumulator. Parę minut później jadę sobie, lekki skręt, prędkość śmieszna typu 30-40 km/h - i nagle jeb, leżę na ziemi. Chyba coś było rozlanego na asfalcie, straciłem przyczepność, motocykl ślizgnął jeszcze parenaście metrów i stuknął w krawężnik kierownicą. Straty już większe, pewnie parę tysi - zgięta kierownica, pęknięta klamka sprzęgła, rysy, mocowanie amorka do wymiany. Ja też się trochę poobijałem. Myślę sobie, że coś pechowy ten moto.


No i dziś wziąłem mojego kumpla-sąsiada, Irlandczyka, starszy gość po sześćdziesiątce na przejażdżkę C63, bo pytał, czy się karniemy xD I wracamy, idziemy do motocykla, opowiadam jak to wyglebiłem się i pokazuję efekty gleby, narzekam że teraz trzeba będzie to wszystko ponaprawiać i jakiś strasznie pechowy ten sprzęt, bo raptem zrobiłem może 500 km a cały czas jakieś problemy, począwszy od historii z poprzednim właścicielem, skończywszy na mojej wywrotce. On kiwa głową i mówi, że faktycznie kiepska sytuacja, z tym poprzednim właścicielem co robił moto dla siebie i się zabił to już w ogóle i że trzeba skropić wodą święconą, on to może zrobić w razie czego. Ja myślę sobie, że może nie taki głupi pomysł. I idziemy do windy, trzeba drzwi garażowe otworzyć, Irlandczyk wyciąga klucze, coś mu z nich odpada. Okazuje się, że miał przy kluczach medalik/breloczek z Maryjką i ten breloczek w kieszeni akurat teraz odczepił mu się i akurat teraz wziął i odpadł. Creepy xD Dla mnie to już przelało czarę, miałem trochę go pomodyfikować przez zimę, ale pi⁎⁎⁎⁎lę, naprawiam sprzęta i sprzedaję. Stan przeklęty. Jakby coś, nie kupujcie.


#motocykle #creepy

Zaloguj się aby komentować

Prowadziłem kiedyś foodtrucka, teraz nie prowadzę. Życie jest za krótkie, aby je wspominać, niemniej z tamtych lat zostało mi trochę przemyśleń oraz historyjek, które będę wrzucał co jakiś czas na #foodtruckowehistoryjki


Dziś będzie będzie o pracownikach, rozkmina o zmianach jakie się dokonały w gastrobiznesie i ogólnie rynku pracy na przestrzeni lat oraz perypetiach z pracownikami jako Janusz biznesu.


Rynek pracy w Polsce 20, 15 czy nawet jeszcze - choć już w mniejszym stopniu - te 10 lat temu, a rynek pracy teraz to są dwa różne światy, oczywiście na niekorzyść czasów minionych. Dziś mam wrażanie, że do prac typu gastro, kurierka, wożenie jedzenia biorą się tylko imigranci, dla których jest to najprostsza do zdobycia robota - a polacy niespecjalnie chcą się w coś takiego pierdzielić. Cóż, znak czasów - trzeba przyznać, że jako kraj awansowaliśmy;) Jest to portal dla starych ludzi, więc pewnie dla większości nie napiszę nic odkrywczego ale pamiętam, jak szukanie sobie wakacyjnej czy tymczasowej roboty w okolicach liceum lub wczesnych studiów wywoływało we mnie najczęściej kryzys własnej wartości. Rekrutacje na tak ambitne stanowiska jak kelner/barman, barista, jakaś pomoc biurowa czy nawet na darmowe praktyki bliżej miały się do szukania pracy w topowych firmach z branży management consultingu niż low tierowych, dorywczych robót, gdzie wymaganiami powinno być posiadanie głowy i dwóch rąk. Wszędzie wymagane było CV (ofc ze zdjęciem), list motywacyjny i rzecz jasna doświadczenie na podobnych stanowisku, najlepiej poparte referencjami xD Do tego dochodziła kilkuetapowa rekrutacja, wybrzydzanie, darmowe dni próbne, płacenie bez umowy na zasadzie 2 złote za godzinę plus to co z napiwków (10% dla ciebie, reszta do podziału) i dorzucanie nowych obowiązków gdy pracy jest za mało, no bo w końcu płacę no to wymagam, nie? Innymi słowy - oczekiwania były wysokie, warunki zatrudnienia słabe (brak umów i bycie na słabszej pozycji w negocjacjach), a jeśli coś się nie podobało - powodzenia, jutro mam 5 nowych na Twoje miejsce.


Pamiętam, jak krótko po maturze obudziły się we mnie geny polaka i kazały wykorzystywać przedłużone wakacje na potyranie w jakiejś niskopłatnej robocie - teraz pewnie taki czas wykorzystałbym na remont w mieszkaniu;) Wraz z kumplem znaleźliśmy (w gazecie xD Internet ofc był, ale neostrada nie zdążyła jeszcze wtedy dobrze wejść pod strzechy) informację, że pobliska francuska knajpa szuka kelnerów. Zadzwoniliśmy, pan po drugiej stronie telefonu kazał nam przyjść na miejsce na rozmowę. Na miejscu czekał na nas rozparty w fotelu WŁAŚCICIEL sączący z kieliszka wino i pytający jakie jest nasze doświadczenie z francuską, podkreślam francuską kuchnią. Doświadczenie to było oczywiście żadne, bo poza ogólnodostępną wiedzą, że francusi mają sery, wina, omlette du fromage oraz jedzą żaby i ślimaki nie mieliśmy o niej bladego pojęcia. Dlatego też z zakłopotaną miną staliśmy (gdybyśmy mieli w rękach czapki, pewnie miętolilibyśmy je z zakłopotaniem) i ze wstydem powiedzieliśmy tylko, że nasza wiedza jest "no, taka bardzo ogólna". Pan pokręcił głową, po czym powiedział że WSZYSCY w jego restauracji muszą mieć DOSKONAŁĄ znajomość zarówno kuchni francuskiej jak i gatunków win, dlatego jeśli po bezpłatnym dwutygodniowym okresie próbnym stwierdzi on, że któryś z nas ROKUJE, wówczas dzielić się będzie przepastną wiedzą z zakresu sommelierstwa - wiedzą którą, jak mówił, może się pochwalić mało kto w Polsce, a może i na świecie. Teraz rzecz jasna nie dałbym się złapać na takie pierdolenie, ale wtedy oczyma wyobraźni widziałem siebie za kilka lat jako eksperta od wina, który niczym Bond siedząc w kasynie po powąchaniu zawartości kieliszka bezbłędnie odgaduje jego rocznik i szczep xD Aha, rzecz jasna o wynagrodzeniu nie było mowy, utrzymywać mielibyśmy się z napiwków, którymi trzeba byłoby się dzielić też z pracownikami kuchni. Mimo tych nędznych warunków byłem zainteresowany, bo była to jedyna oferta, a do tego blisko domu - jednak chyba nie spełniliśmy oczekiwań, bo pan chociaż obiecał, że zadzwoni, to więcej się do nas nie odezwał.


Próbowałem też w kilku innych miejscach odpowiadając na oferty z ogłoszeń typu "AAAAAAAAAA DYNAMICZNYCH MŁODYCH ZMOTYWOWANYCH SZUKAM UCZNIOWIE STUDENCI" bo były to jedyne miejsca, gdzie spełniałem wszystkie warunki xD Byłem młody, zmotywowany i prawie-student. Oferty okazywały się jednak nieco rozczarowujące - na początek trafiłem do firmy, gdzie miałbym sprzedawać perfumy na ulicy; potem do monterów kablówki/akwizytorów, gdzie miałbym chodzić po blokach i mówić emerytom, że trzeba zainstalować nowy dekoder, bo wkrótce zmienią sygnał i telewizor nie będzie działał (przyszedłem na dzień próbny na którym obejrzeliśmy sobie Teksańską masakrę piłą mechaniczną: Początek,a potem uznałem, że lepiej będzie wrócić do domu). Zwieńczeniem mojej wakacyjnej kariery było przepracowanie dwóch dni w czeskiej firmie żywcem wyjętej z Wilka z Wall Street, gdzie miałem telefonicznie poszukiwać jeleni gotowych zaintestować minimum 10k USD w no-name spółki z USA. Z tej pracy szczególnie jedna scena utkwiła mi w głowie: pierwszego dnia, podczas którego mieliśmy szkolenie pan prowadzący pokazywał nam matrycę wypłat. Zakładając że dziennie wykonam 100 telefonów (co to jest 100 telefonów, najlepsi mają po 300 i więcej!) i będę miał 5% zainteresowania (no bo to przecież spółka pewniaczek, +30% zysku w miesiąc, tylko głupi by nie wszedł), moja prowizja wyniesie 2% od klienta, a miesiąc ma 30 dni (najlepsi pracują w weekendy!), wychodziły jakieś szalone, kilkudziesięciotysięczne kwoty. W oczach miałem dolary i nie mogłem doczekać się kolejnego dnia, by zacząć budować swój sukces. Wychodząc z firmy wsiadłem do windy, a wraz ze mną jeden z pracowników wyglądający niczym niskobudżetowy Gordon Gekko. W windzie spojrzał na mnie i zapytał:

- To Twój pierwszy dzień?

Odpowiedziałem twierdząco i zapytałem: Jak tu jest?

Padła odpowiedź: Ja jestem tu od roku, pomału zbliżam się do średnich stawek w firmie. W tymi miesiącu zarobiłem póki co 80 tysięcy. Ale to nawet nie zbliża się do tego, co mają najlepsi.


Miałem oczy jak spodki. Wyszliśmy z budynku, mój współpracownik podał mi rękę na pożegnanie: Do jutra młody. Po czym wsiadł do Corsy C zrobionej w stylu Szybkich i wściekłych - światła Lexus-look; chromowane kołpaki-spinnery i ostro pomarańczowy lakier. Pewnie pod maską był też stożek i magnetyzery. Po którejś próbie auto odpaliło, a ja czekając potem na autobus nie byłem wstanie wyjść z podziwu, jak przedsiębiorczy jest mój wspólpracownik, który zamiast wydawać swoje dziesiątki tysięcy złotych na zbytki chyba wszystko musi inwestować. Następnego dnia w biurze dostałem listę przypadkowych numerów i wziąłem się za dzwonienie. Pierwszy numer to była pomyłka, drugi kwiaciarnia, trzeci należał do pana, który spadł z rowerka parę miesięcy temu i odebrała żona-wdowa. Przy piątym telefonie wstałem i wyszedłem - uznałem, że chyba nie nadaję się do tej pracy i możliwe, że wielka kariera w świecie giełdy i finansów przeszła mi wtedy koło nosa. Potem próbowałem jeszcze kilkukrotnie swoich sił w gównopracach, czasem było lepiej, czasem gorzej - zawsze jednak w oczy rzucała mi się ta różnica: pracownicy (robactwo) i SZEFOSTWO. Dlatego też gdy zaczynałem szukać ludzi do pracy w swojej budzie, miałem już jakieś doświadczenie z pozycji pracownika - wiedziałem też co nie podobało mi się u moich poprzednich pracodawców i czego chce unikać. Moim celem było bycie szefem może nie idealnym, ale co najmniej dobrym, a przynajmniej ludzkim.


Poszukiwania siły roboczej w moim przypadku poszły dwutorowo. Jak rasowy janusz potrzebowałem mieć na miejscu kogoś zaufanego, kto będzie miał na wszystko oko pod moją nieobecność - rolę tę zgodził się pełnić przez pewien czas mój dobry kumpel. Do tego potrzebowałem ekipy 2-3 osób, które zajmowałyby się tym w tygodniu oraz w weekendy, podczas imprez. Ogłoszenie wrzuciłem po prostu tam, gdzie sam bym go szukał - na olx i (wtedy jeszcze działające) gumtree. Co się jednak okazało i co mnie trochę zdziwiło - był rok 2015 i odzew był sporo mniejszy niż to, czego oczekiwałem. Pamiętam, że kilka lat wcześniej na takie ogłoszenia przychodziły dosłownie dziesiątki aplikacji, w tamtym momencie odzew owszem, był - jednak nie taki, jakbym się spodziewał. Również oczekiwania dotyczące kasy pokazywały, że mamy inne czasy. 15 PLN netto za godzinę pracy, które jeszcze 5 lat wcześniej w gastro było fajną stawką teraz było znośne, ale bez szału. Przekrój ludzi był różny, ale przeważały osoby po 18-22 lata. W sumie już na starcie sam stałem się trochę januszem biznesu, bo rekrutacja polegała na rozmowie, scence z trudnym klientem i zrobieniu paru naleśników na próbę xD Z perspektywy czasu jednak wydaje mi się, że te kryteria nie miały sensu, a powinienem bardziej kierować się po prostu tym, jakie kto prezentuje elementarne ogarnięcie oraz jak poważnie podchodzi do samej pracy, gdyż to decyduje, czy ktoś jest solidnym pracownikiem czy nie. Bo przyznam się, że jednym z powodów, dla którego pod koniec nie miałem już entuzjazmu do prowadzenia tego biznesu było właśnie użeranie się z pracownikami i obecnie, po kilku latach odkąd skończyłem swoją foodtruckową przygodę, wydaje mi się, że jest tylko gorzej.


Kolejna część zabrzmi może nieco cynicznie, ale po pewnym namyśle wydaje mi się, że zjawisko janusza biznesu nie bierze się znikąd i po prostu jest wygrywającą strategią w określonych warunkach - a jak to czasem jest z wygrywającymi strategiami, nie muszą być one piękne, mają działać. Zacznę od tego, że systemowym problemem w niskopłatnych zawodach jak gastro jest to, że żadne ambitne czy ogarnięte osoby raczej nie siedzą tam za długo. Jest to pełni zrozumiałe - każdy chciałby zarabiać więcej, prosta praca w obecnych czasach ledwo starcza na życie, do tego możliwości rozwoju i awansu w takich miejscach są ograniczone. Parę miesięcy, może dłuższy epizod dorabiania sobie na studiach, względnie kilka lat w branży ze względu na chęć przedłużenia młodości - ale prędzej czy później większość choć trochę ogarniętych osób będzie chciała poszukać "normalnej" pracy. W efekcie następuje spora rotacja i negatywna selekcja - w dłuższej perspektywie poza nielicznymi wyjątkami zostają albo ci, którzy są zbyt nieogarnięci żeby znaleźć sobie coś innego albo tak leniwi, że i tak mają to gdzieś, ważne żeby wpadło te parę złotych. Tacy ludzie albo wymagają ciągłej uwagi i nadzoru (bo np zapomną że gaz trzeba zakręcić albo umyć ręce po pójściu do toalety) tak, że stają się niczym innym jak narzędziem i przedłużeniem woli właściciela, który musi pilnować każdego drobiazgu - albo mają wszystko gdzieś i zupełnie nie można na nich polegać. Z czasem powoduje to, że nawet jeśli początkowe chęci były dobre - rzeczywistość zaczyna to weryfikować. Nieskromnie powiem, że jeżeli chodzi o mnie, zawsze starałem się robić coś porządnie - może nie do przesady na levelu azjata, ale solidnie na tyle, aby nie było się do czego przyczepić. I nie miało znaczenia, czy miałem zamiatać salę w knajpie na zadupiu czy przygotowywać prezentację przed ważniakami z korpo. Takie podejście jest jednak raczej w mniejszości.


Znajomy od kilku lat prowadzi Żabkę (chyba z najlepszą średnią ocen z googla jaką widziałem dla tych sklepów, 4.7*), raz na jakiś czas go odwiedzam i obserwuję jak stopniowo coraz bardziej stacza się w otchłań rozpaczy. Początkowo był entuzjazm: gdy zaczynał ten biznes zakładał, że początki są trudne, ale liczył, że z czasem będzie łatwiej i lepiej. I faktycznie, pierwsze dwa lata praktycznie każdy dzień spędzał w sklepie, aż w końcu po podłuższym czasie udało mu się skompletować dobrze zgrany zespół kumatych ludzi. Praca nadal wymagała jego uwagi i zaangażowania, miał jednak nadzieję, że jego zaangażowanie zmaleje choć na tyle, że uda mu się w końcu chociaż pojechać na wakacje. W którymś momencie jednak zespół zaczął się rozpadać - ludzie przechodzili do normalnych prac, trzeba było szukać nowych pracowników, o tych z kolei było ciężko. Wciąż jednak chciał być fajnym szefem, którego pracownicy lubią. Opowiadał np. jak zatrudnił do pracy dziewczynę, która oszczędzała kasę na leczenie swojego kota. Zrobiło mu się jej szkoda, więc dał jej 800 złotych premii. Dziewczyna parę dni później okradła go na 1200 złotych i zniknęła. Z czasem było tylko gorzej, dochodziło do sytuacji, gdzie mój znajomy musiał odwoływać plany, anulować rezerwacje - w przeciwnym razie przez niezapowiedziane nieobecności pracowników nie byłoby komu otworzyć sklepu, a sieć wlepiłaby mu kary. Z takimi osobami niespecjalnie jest nawet co zrobić. Duża podaż pracy w niskopłatnych zawodach powoduje, że nikomu specjalnie na takiej pracy nie zależy, a nawet jeśli się go zwolni, to co dalej? Zostaje się z nieobsadzonym wakatem.


Z tego powodu moim zdaniem na chwilę obecną wygrywające strategie są dwie, do tego blisko ze sobą powiązane. Model pierwszy: kontrola właściciela. Pracownik to po prostu narzędzie, niczym jednostka w grze RTS. Ma wykonywać polecenia i się słuchać, dobrze też lewarować na nim swoją pozycję poprzez strach. Te aspekty pracy, które wydają się oczywiste jak np. terminowe wypłaty - powinny stawać się niewiadomą, wywoływać niepewność. Po pewnym czasie taka osoba staje się owinięta wokół palca własciciela geszeftu, będzie coraz bardziej wątpić w siebie - tym lepiej dla nas, bo mniejsza szansa, że zmieni pracę. Minus jest taki, że obecność właściciela jest dalej w jakimś stopniu niezbędna.

Druga strategia to pójście w typowo polski zamordyzm. Tworzymy stanowisko np Starszego Pracownika Foodtrucka, podnosimy mu pensję o 10% i dajemy możliwość pomiatania tymi niżej w hierarchii. Zaskakujące, co potrafi zrobić odrobina władzy. Nie raz widziałem, jak bardzo skrupulatni - nieraz bardziej od samych właścicieli - potrafią być ludzie, którym dano odrobinę kontroli nad innymi. I tak naprawdę często nie potrzeba nawet gratyfikacji finansowej - wystarczy pochwała od czasu do czasu i poczucie, że jest się wyżej w hierarchii dziobania. Wydaje mi się, że w naszych warunkach, póki typowo niskopłatne zawody nie pozwolą normalne utrzymywanie się ze swojej pracy i napływ "normalnych" osób takie tendencje będą się tylko pogłębiać.


Ja jednak w 2015 roku o tych wszystkich rzeczach nie miałem pojęcia xD Optymistycznie przyjąłem sobie po prostu, że ludzie są dorośli, zależy im na pracy oraz mają głowę na karku - więc mogę budować z nimi relacje partnerskie a nie pracownik-szef. Parę lat później byłem już mocno odległy od tej myśli, a gdy któregoś dnia wieczorem załatwiałem zakupy na kolejną imprezę i osoba, która miała się wszystkim zajmować powiedziała, że w sumie zmieniły się jej plany i jutro jej nie będzie - uznałem, że rzucam to w cholerę. No, ale do tego momentu jeszcze trochę wpisów mi zostało;)

Piękny wpis i idealnie pasuje mi do sytuacji sprzed kilku dni.

Mianowicie lat temu 11 podpisałem latem umowę o pracę z firmą sprzedającą oferty inwestycyjno-ubezpieczeniowe. Moja wiedza o finansach żadna, ale układ był prosty - pierwsze 3 miesiące firma szkoli + płaci, a do tego % od sprzedanych ofert. Po tych 3 miesiącach tylko %. No to byłem 3 miesiące, nie sprzedałem nic, dostałem w sumie z 1000 czy 1500 zł z tego wszystkiego i tyle mnie widzieli.

No i w zeszłym tygodniu do mojego domu rodzinnego przyszedł list polecony że rozwiązują ze mną umowę z 2013 roku xD

Eh, wspomnień czar. Miały być miliony, wyszło parę groszy za praktycznie zero roboty + fajny wyjazd "szkoleniowy" do Lichenia gdzie się wszyscy tak złoiliśmy że chodziliśmy na czworakach po pokoju, a szef po swoich dziwnych dragach rozwalił szklane drzwi twarzą.

@knoor Pamiętam te ponure czasy gówno prac, każda jedna to próba wydymania....


Pamięta ktoś jeszcze ogłoszenia "praca na platformie wiertniczej w norwegii, wyślij 10zł na znaczek to odeślemy ofertę"? Wszędzie to było.

Zaloguj się aby komentować

Trochę się pochwalę, a trochę ponarzekam.


Po chyba 3+ latach kręcenia się wkoło tematu i wąchania go niczym pies hydrant w końcu się przełamałem i kupiłem 13 letnią klasę premium w cenie nowej octavii. Chyba każdy chłop interesujący się motoryzacją ma gdzieśtam w głowie swoje auto marzeń, mi po głowie zawsze chodził albo IS-F albo C63, bo to takie auta co z zewnątrz nie zwracają uwagi, za to mają ciekawe i bogate wnętrze (pod maską). Problem jest taki, że IS-Fów w jedynym słusznym kolorze niebieskim praktycznie nie ma, z kolei C63 nie słyną z bezawaryjności. Nie ułatwia sprawy fakt, że covid i inflacja wywindowały ceny. Na domiar złego po kilku latach przeglądania ogłoszeń mogę śmiało stwierdzić, że szukanie takiego auta (mowa o C63) w Polsce jest bez sensu. Rynek został opanowany przez januszy, którzy nasłuchali się, że "paaanie, to je ostatni taki mercedes!!!11 takich nie będzie, to je inwestycja, to je kolekcjonerskie, cena będzie tylko ROSŁA!111", naściągali tałatajstwa z USA/Japonii i dowalili 35% marży od siebie. Efektem czego od prawie dwóch lat widzę te same ogłoszenia i auta wystawione za 180, 200, 220, 250 i więcej tysięcy złotych. Żeby jeszcze były to jakieś limitowane edycje albo chociaż fajne wersje, gdzie tam. Ot, zwykłe C63 z relatywnie małym przebiegiem i po detailingu. I jak to w przypadku wielu towarów i artykułów, takie "gołe" C63 w Polsce jest sporo droższe niż analogiczny pojazd u Niemca - nawet licząc niemały koszt akcyzy, który trzeba doliczyć przy imporcie. I mówimy o autach ściąganych, nie z polskim pochodzeniem.


No i chodziłem, krążyłem aż w końcu uznałem - dobra, robię to! I chyba mi się poszczęściło. Znalazłem sobie u Niemca C63 ze wszystkimi bajerami, które chciałem mieć: performance pack, szpera, silnik z niepękającymi śrubami głowicy, 500+ kuni i do tego utrzymany przez nawet nie fana, a fanatyka. Pełna historia serwisowa, wszystko skrupulatnie pilnowane aż do przesady, do tego stopnia że gość wykradł przez znajomego dokumentacje techniczną silnika aby stwierdzić, czy zalecenia z instrukcji pokrywają się z rzeczywistością xD Naprawdę, widząc stan w jakim wszystko utrzymywał jestem skłonny uwierzyć w memy z Niemcami trzymajacymi auta pod kocem.


A jak wygląda wygląda samo zderzenie marzeń z rzeczywistością? Jest szybko. Jest sztywno i sportowo. Hamulce i prowadzenie są super. Ale też z przykrością stwierdzam, że ten samochód mimo wszystko nie ma dla mnie sensu i jestem trochę zawiedziony, bo wszystkim tych bajerów nie ma gdzie użyć. W jeździe miejskiej emocje są zerowe, chyba że kogoś kręci zapierdalanie jak zjeb od świateł do świateł na prostej i skakanie po pasach. Na autostradzie jedyna frajda to wciśnięcie gazu przy wyprzedzaniu gdy znów jakiś pajac siądzie na zderzaku i zacznie mrugać światłami. Aby naprawdę czerpać fun z tego auta potrzebne są kręte drogi, zakręty - albo tor. Niczym przy jeździe rowerem szosowym trzeba zainwestować sporo czasu i poszukać ciekawych tras w okolicy, bo inaczej jest tak sobie. No i kurde teraz już sam nie wiem. Z jednej strony motoryzacyjnie niczym w paście mam już zero potrzeb, zero testosteronu, nie musze z nikim walczyc, bo nie mam o co i koń zwalony. Z drugiej trochę mam taką pustkę, eh.


No, ale samo auto fajne.


#motoryzacja

c39fffe4-b1d9-41c3-a47d-f97f8043e667

Też niedawno spełniłem swoje marzenie w postaci bmw m6. Niestety moje odczucia są zbieżne w Twoimi, dlatego z garażu wyciągam auto tylko na jakieś weekendowe przejażdżki. Niekoniecznie szybkie ;)

Piękna bestia. Może jakiś kurs jazdy w ekstremalnych warunkach (płyta poślizgowa i te sprawy) sprawią, że poczerpiesz trochę więcej frajdy z tego samochodu? Sam mam obecnie taki plan, że jak doprowadzę swój samochód do w miarę fajnego stanu, to chcę zaliczyć co najmniej jeden taki kurs i potem zaplanować wyjazd na Nürburgring żeby móc legalnie pośmigać ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@knoor mordo, w204 w przedlifcie jest piękny, ale nie łudź się, że to ta legendarna niemiecka jakość na grubsze rzeczy, zwłaszcza w silniku, polecam serwis Pardi w Krakowie, ludzie jeżdżą do niego z całej Polski na wymianę rozrządu, etc. Gość ma kanał na jutubie, gdzie też dużo mówi o Mercedesach, polecam, bo zna się jak mało kto w Polsce.


I ja wiem, że auto pewnie blisko 200k kosztowało, ale jak nie chcesz, żeby małe pierdoły, które będą Ci wyskakiwać co chwila, dodatkowo wkurwiały i rujnowaly budżet, to zanim gdziekolwiek z czymkolwiek pojedziesz, sprawdź w Google problemów w204 ma sporo, ale większość jest do rozwiązania niewielkim kosztem i na własną rękę.


I ja wiem, że trafiłeś na zadbaną sztukę. Ja też. Ale to nie szkodzi, bo nawet jakby był trzymany pod kocem, to te auta mają w sobie elementy jakości gówna. I będą padać, tylko pozostaje pytanie, czy będziesz się bawić w wizyty w ASO co kilka miesięcy, gdzie z uśmiechem na ustach będą wręczać Ci kolejne faktury na parę tysięcy, czy ogarniesz sobie tematy samemu - bo większość problemów tego auta da się rozwiązać w kilka godzin, bez żadnego doświadczenia. W zamian zaś dostaniesz satysfakcję i zżyjesz się z autem. Love-hate relationship przed Tobą, jeśli jednak zdecydujesz się je sobie zostawić. Poniżej zamieszczam mała listę rzeczy, która oczywiście nie jest listą kompletną.


Na wstępie ogarnij rygiel blokady kierownicy (jeśli nie ma jeszcze zamontowanego emulatora), bo skurwiel lubi zdechnąć w najbardziej przypałowym miejscu o najbardziej przypałowej porze. A jak zdechnie (a gwarantuję, że zdechnie, bo jest napędzany silniczkiem elektrycznym za 2 zł), to koszty wyższe, niż wymiana "za zycia", czy montaż emulatora. Nie mówiąc o konieczności holowania auta z zablokowaną kierownicą i tego typu rzeczy.


Nawiew jak przestanie działać, to wystarczy dmuchawę wyjąć, przeczyścić i spiknąć wd40 - da się łatwo wymontować od strony schowka/siedzenia pasażera. Wymieniać nie ma sensu, zwłaszcza, że MB z chęcią policzy jak za zboże


Jak pokrętło do multimediow na konsoli środkowej nie reaguje na kręcenie, to wystarczy moduł wyjąć, rozkręcić i wymienić pęknięty pipant z gównoplastiku - zestaw naprawczy to koszt 5 zł na Ali, lub 40 na allegro, wymiana banalna. Oczywiście cały moduł MB z chęcią sprzeda za ciężkie pieniądze.


Koniecznie obczaj wtyczki do lamp tylnych, zlokalizowane na samych lampach - przewód masowy o przekroju nanometra przypala wtyczkę z gównolitu, co skutkuje błędami lamp i dalszymi problemami - wystarczy pociągnąć kabel masowy do karoserii i po problemie. Wymiana lamp na nic się nie zda, bo po paru miesiącach będziesz miał to samo chyba, że przypalona wtyczka już zjarała sąsiednie kabelki, wtedy można wymienić cały moduł lampy, lub bawić się w regenerację.


Upewnij się, że lampy pozycyjne z przodu (tzw. "brwi", po dwie żarówki po każdej że stron nad ksenonami) mają założone kapturki do końca, bo jak nie, to jest niezerowa szansa, że gdy się spali rzeczona żarówka, będziesz musiał się bawić w wymianę całego reflektora. Lub jeździć bez świateł pozycyjnych.


Jeśli w zimie chcesz polatać bokiem i zupełnie wyłączyć ESP, to guzik na konsoli nie wyłączy go całkowicie, można to zrobić przez menu serwisowe (przytrzymujesz czerwoną słuchawkę, jedynkę i hasz #), ale w c63 bym nie radził


U mnie jeszcze, z rzadszych problemów, cięgno łącznika xenonów wypadało co chwila, bo zaczepy do tego elementu są zrobione z jebanego plastiku, a nie stali, ale da się to ogarnąć standardowym cięgnem za 20 zł z allegro. Lub oczywiście wymienić cały moduł w ASO za kilka (-naście) stów.


O gnijacych sankach tylnych nawet pisać nie będę, bo to do ogarnięcia za free w ASO. Jak będziesz wymieniać, to od razu warto wymienić przewody hamulcowe, bo oryginalne gniją jak w polonezie.


Poza tym auto petarda, prowadzi się świetnie, wygląda dalej pięknie i potrafi bezbłędnie wyleczyć człowieka z chęci zakupu auta używanego xD

Zaloguj się aby komentować

Kupował może ktoś auto w Niemczech i potem wracał nim bez wyrejestrowania do Polski na tablicach i ubezpieczeniu właściciela? Mam możliwość tak zrobić, ale jak potem stary właściciel wyrejestrowuje auto?


#motoryzacja #niemcy

@knoor

Wyrejestrowanie samochodu odbywa się podobnie jak jego zarejestrowanie, również w wydziale komunikacji. Potrzebne będą:


  • dowód osobisty lub paszport

  • tablice rejestracyjne

  • świadectwo rejestracji część I i II (Zulassungsbescheinigung)


Nie odbędzie się również bez uiszczenia opłaty za wyrejestrowanie samochodu. Urząd wystawi, odpowiednie zaświadczenie o wyrejestrowaniu pojazdu oraz poinformuje ubezpieczalnie o wyrejestrowaniu samochodu. Tablice można zatrzymać, ale mają zerwane plakietki TÜV oraz AU.


z tego ostatniego zdania bralo, i bierze sie nadal to, ze cwaniaczki sprzedaja auta wyrejestrowane na niemieckich blachach i przyklejaja fejkowe naklejki.

kilku moich znajomych tak robiło że po przyjeździe do pl odsyłali rejestracje i to poszło bez problemu, są jeszcze tablice eksportowe ale żeby je wykupić musisz mieć chyba meldunek w de

Zaloguj się aby komentować